Od pewnego czasu obserwuje najróżniejsze próby opowiedzenia o zmianie paradygmatu na amerykańskiej akademii. Nieważne czy mówimy o filmach czy o serialach – popularny staje się wątek nowych relacji pomiędzy wykładowcami a studentami. W miejsce bliskich i często przekraczających granicę zawodowych relacji związków wchodzą oskarżenia o molestowanie, nadużycie i wykorzystanie. Poważne i komediowe produkcje starają się poradzić z faktem, że do środowiska, które najwyraźniej znane było ze swojego liberalnego, żeby nie powiedzieć libertyńskiego podejścia do seksu zawitały konsekwencje metoo i odpryski Cancel Culture. „Vladimir” jest kolejną produkcją, która rozgrywa się w świecie akademickim i próbuje te tematy poruszać. I kolejną, która ponosi tu porażkę. Bo choć serial ma swoje dobre momenty, to tam gdzie próbuje być satyrą na problemy współczesnej akademii wypada zaskakująco słabo.
„Vladimir” to historia wykładowczyni akademickiej, której mąż zostaje oskarżony o molestowanie seksualne studentek. Sprawa nie jest jednak tak prosta, bo nie chodzi tu o nastolatki czy studentki pierwszego poziomu studiów, ale o dorosłe kobiety, które – potencjalnie mogą brać odpowiedzialność za własne decyzje zarówno seksualne jak i romantyczne. Z tego założenia wychodzi nasza bohaterka, która ma ze swoim mężem otwarte małżeństwo i postrzega całą sytuację jako zawracanie głowy, a nie jakiś wielki kryzys. Zwłaszcza, że wygląda na to, że rzeczywiście – jakkolwiek niewłaściwe byłoby to zachowanie, to da się męża z tego wyciągnąć. Problem stanowi tylko jedna studentka, która była także uczennicą naszej bohaterki, i jest świecie przekonana, że to właśnie romans z jej mężem sprawił, że nie dostała stypendium.

VLADIMIR. (L to R) Leo Woodall as Vladimir and Rachel Weisz as The Protagonist in Episode 101 of Vladimir. Cr. Shane Mahood/Netflix © 2025
Bardziej jednak niż rodzinna drama naszej bohaterce (a zarazem narratorce) głowę zawraca Vladimir – młody, przystojny wykładowca, który podobnie jak ona jest pisarzem. Ilekroć wchodzi do pokoju nasza bohaterka musi zadać sobie pytanie – czy rzeczywiście bierze udział w flircie i poddaje się sztuce uwodzenia czy może wszystko dzieje się w jej głowie. Zwłaszcza, że jest od Vladimira sporo starsza, a on ma żonę (pracującą na tej samej uczelni) i córeczkę, którą się chętnie opiekuje. Niezależnie jednak od tego czy uczucia i fantazje są prawdziwie, rozbudzone w bohaterce pożądanie okazuje się też kołem zamachowym jej twórczości. Przez lata nie mogła usiąść do pisania a teraz nie jest w stanie przelewać swoich fantazji na papier. Tylko czy wszystko jest w jej głowie i stanowi projekcję niespełnienia czy też rzeczywiście – jest tu potencjał na coś więcej.
Przyznam, wiązałam z tym serialem spore nadzieje – głównie rozmyślając jak produkcja potraktuje tą rozgrywaną na uniwersytecie nierównowagę sił, gdy osobą, która ma wyższą pozycję jest kobieta. Niestety – nic z tego nie wyszło, bo najwyraźniej – to jest za duże wyzwanie. Sam punkt wyjścia – wizja, że kobieta, której mąż zostaje oskarżony o molestowanie staje się też automatycznie oskarżona – też jest ciekawy. Ale właściwie nigdzie nie prowadzi. Bohaterka tłumaczy swoim studentom, że jej spojrzenie na sprawę jest inne, bo dorastała w innych czasach. I choć jest to ciekawy argument, dotyczący tego jak bardzo zmienia się język i sposób myślenia o seksualności, to jest to rozegrane tak płasko, że ostatecznie kończy się serial z myślą, że studenci są nieznośni. Głównie dlatego, że widzimy ich wyłącznie wtedy, kiedy mają o coś pretensje. Inna sprawa – zastanawiam się do jakiego stopnia ta wizja przewrażliwionych studentów, o których każdą emocję trzeba dbać ma cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Nie znam realiów amerykańskich uczelni, ale ten wątek jest tak przerysowany, że jakakolwiek dyskusja o moralności uczelnianych relacji wypada tu płasko.

VLADIMIR. Rachel Weisz as The Protagonist in Episode 105 of Vladimir. Cr. Shane Mahood/Netflix © 2025
I właściwie ten wątek ciągnie całą opowieść w dół. Bo sama refleksja nad tym jak pożądanie potrafi być ciekawsze od spełnienia. Jak wyobrażenie sobie czegoś może być równie satysfakcjonujące jak sam akt – jest już ciekawsza. Bohaterka (nawet nie ma imienia przedstawia się nam jako M.) patrzy na Vladimira nie jako na prawdziwego człowieka, ale jako wyobrażenie wszystkich mężczyzn, którzy kiedykolwiek jej pożądali. Kiedy ostatecznie może skonsumować swoją fantazję, jest to mniej satysfakcjonujące niż to co może o niej napisać. To ciekawy wątek, moim zdaniem nadający się do pogłębienia – zwłaszcza w kontekście jak oceniamy zainteresowanie starszych mężczyzn młodymi kobietami, a jak starszych kobiet młodszymi mężczyznami. Innymi słowy – jest w tym serialu trochę momentów, które są całkiem niezłe i aż proszą się o rozwinięcie, ale niestety – kiedy tylko wydaje się, że będziemy szli w jakimś ciekawym kierunku serial traci zainteresowanie. Trochę jakby nikt nie miał realnie pomysłu ani odwagi powiedzieć czegokolwiek stanowczego.
Wyznam też, że moim zdaniem problemem jest obsada. Nie czytałam książki, więc nie wiem, jak opisuje się w niej bohaterkę, ale kiedy w jednej z pierwszych scen skarży się ona, że nigdy nie będzie miała władzy nad mężczyzną. Kiedy sugeruje nam, że staje się niewidoczna i zostanie odstawiona na boczny tor to… trudno w to uwierzyć, kiedy te deklaracje padają z ust Rachel Weisz. Zdaję sobie sprawę, że Weisz ma 55 lat i spokojnie może grać kobiety w średnim wieku i matki dorosłych córek. Ale jednocześnie, patrząc na Rachel Weisz nie czuję desperacji kobiety, która uświadamia sobie, że staje się niewidzialna i odstawiona na boczny tor. Nie mówię, że kobiety w średnim wieku muszą być brzydkie i mieć brzuszek, ale jeśli chcemy iść w narrację o starzeniu się to dobrze byłoby zobaczyć kogoś kto się … zestarzał? Zwłaszcza gdy jednym z elementów serialu jest napięcie wynikające z różnicy wieku. Którą na ekranie widać, ale… nie aż tak bardzo. Przy czym piszę to z pełną miłością do Weisz którą uwielbiam, uważam za jedną z najpiękniejszych aktorek w kinie i jestem pewna, że stanowi jeden z najjaśniejszych punktów tego serialu.

VLADIMIR. (L to R) Rachel Weisz as The Protagonist and John Slattery as John in Episode 101 of Vladimir. Cr. Courtesy of Netflix © 2026
Zresztą Leo Woodall też wydaje się niekoniecznie dobrze obsadzony. Jasne – jest bardzo przystojny i dobrze gra (zwłaszcza gdy jest taki rozleniwiony czy pijany) ale narracja serialu sugeruje, że mamy do czynienia z jakimś takim oczywiście stereotypowym ciachem, kimś kto non stop łazi na siłownię, może jest trochę egzotyczny (z całego pochodzenia Vladimira zostało tylko jego imię). Nie zrozumcie mnie źle, Woodall jest uroczy, ale to nie jest ten rodzaj energii, który nam sugeruje zachowanie bohaterki i dialogi. Jednocześnie – nie jest też na ekranie bardzo młodzieńczy – wiem, że ma dopiero 29 lat (od kiedy tacy wysocy faceci mają poniżej trzydziestki, co się stało) ale kiedy stoi obok Rachel Weisz to nie czuć, że dzielą ich niemal dwie dekady. Co ponownie zabiera narracji ten element, który pojawia się, gdy grający męża M John Slattery (to jest doskonale obsadzona postać) wybiera się na randkę z kolejną młodą dziewoją. Woodall nie gra źle i w niektórych scenach jest naprawdę dobry, ale cały czas miałam wrażenie, że nie ma w tym serialu tej energii, która sprawiłaby, że zrozumiemy obsesję bohaterki. Jest jakiś rozdźwięk pomiędzy tym jak zachowują się i co deklarują bohaterowie na ekranie a tym co widzimy.
„Vladimir” jawi mi się jako serial, który właściwie trochę nie wie co chce powiedzieć. Niby bawi się niewiarygodną narratorką, ale robi to w sposób ograniczony i jeśli przywołamy chociażby „Fleabag” – bez porównania mniej przemyślany. Niekoniecznie sprawdza się jako satyra na akademię i obyczajowość, bo też ucieka przed deklaracjami, które mógłby realnie zniechęcić widzów. Z kolei w dyskusji o tym jak patrzymy na kobiece pożądanie, ucieka w bok i ponownie – boi się postawić jakąkolwiek jednoznaczną tezę. I tak to jest – niby poruszanie kontrowersyjnych tematów społecznych jest ciekawe, ale kiedy dochodzi do obliczenia – po której stronie należy stanąć to nagle wszystko zatraca się w fabularnej umowności. Na koniec mam refleksję, że całość bez porównania lepiej sprawdziłaby się jako film, bo w tych ośmiu krótkich odcinkach sporo jest powtórzeń i takich elementów, które raczej odciągają nas od tematu i przemyśleń twórców niż do nich przyciągają. To jest chyba coraz częstszy problem, że pomysły na film rozbija się na odcinki serialu, bo łatwiej namówić ludzi do serialu niż filmu. A to nie zawsze oznacza, że dostajemy coś pogłębionego – niekiedy czasem wychodzi, że po prostu temat zostanie rozwleczony.

VLADIMIR. (L to R) Leo Woodall as Vladimir and Rachel Weisz as The Protagonist in Episode 105 of Vladimir. Cr. Courtesy of Netflix © 2026
PS: To jest w ogóle ciekawe jak bardzo działa mechanizm rozmawiania o metoo i Cancel Culture w kontekście uczelni amerykańskich tak jakby zostały całkowicie podporządkowane jednej ideologii, w sytuacji, gdy wystarczy jakiekolwiek naruszenie status quo (jak chociażby protesty pro palestyńskie na amerykańskich kampusach) by studenci bardzo szybko zostali sprowadzeni do parteru i by przypomniano im, że wolność wypowiedzi jest dość ograniczona. To taka refleksja nad tym, jak niektóre narracje o rzeczywistości są powtarzane tak długo, że uznajemy je za jedyne obowiązujące, a inne pomijane tak, że szybko o nich zapominamy.
PS2: Zawsze mnie bawi wizja, że wszystkie produkcje na Netflix są niesamowicie lewicowe, podczas kiedy takie seriale jak „Vladimir” dość dobrze pokazują, że Netflix często potrafi być całkiem konserwatywny – tylko ludzie są w stanie to przegapić jak cała obsada jest biała.
