Home SerialeŻycie jest niesprawiedliwe, fajerwerki są piękne czyli o drugim sezonie „The Pitt”

Życie jest niesprawiedliwe, fajerwerki są piękne czyli o drugim sezonie „The Pitt”

autor Zwierz

Drugi sezon „The Pitt” stanął przed wyzwaniem, na którym poległ nie jeden serial telewizyjny. Po zaskoczeniu jakim był sukces sezonu pierwszego, kilka miesięcy później trzeba jeszcze raz skraść serca widowni i krytyki. Tym razem oczywiście jest trudniej – nie ma już tego elementu zaskoczenia, nowości – wszyscy wiedzą, jak wygląda konstrukcja serialu, mają swoje oczekiwania, nadzieje i przekonanie, w którą stronę powinna iść produkcja. Dodatkowo HBO podeszło do serialu ambitnie – dając nam sezon drugi ledwie kilka miesięcy po pierwszym. Kiedyś tak szybkie pojawianie się kolejnych sezonów produkcji to była norma, ale obecnie wiemy, że na kolejne sezony czeka się nawet kilka lat (osobiście uważam, że każde oczekiwanie powyżej dwóch lat działa na niekorzyść produkcji).

 

Post zawiera nawiązania do linii fabularnych, ale nie zawiera jednoznacznych spoilerów

 

 

Gdybym miała podsumować motyw przewodni drugiego sezonu, to byłaby nim wpisana w życie niesprawiedliwość. Przez kilkanaście godzin szpitalnego dyżuru, patrzymy na jej różne wymiary. Pacjentka przychodzi z drobną dolegliwością, ale ostatecznie – zmieni to jej życie na zawsze. Omdlenie w miejscu pracy może zrujnować rodzinę, w toalecie ktoś porzuca dziecko, które nikomu nic nie zawiniło, lokalny pijaczek stoczył się po rodzinnej tragedii. Agenci ICE wchodzą do miejsca, które ma być przestrzenią pomocy i zabierają ludzi by ich deportować. Cóż z tego, że można zgłosić gwałt, kiedy policji nie chce się zabrać zebranych z całą starannością dowodów. Trwa święto czwartego lipca, czyli czas radości i celebracji narodowej dumy, ale niesprawiedliwość systemu opieki zdrowotnej, społecznych podziałów i mechanizmów działania państwa jest widoczna na każdym kroku.

 

Nawet wpisany w sezon problem technologiczny ma swój „niesprawiedliwy” wymiar. I nie chodzi o to, że lekarze muszą wieczór świątecznego dnia spędzić wprowadzając dane do systemu. Przywołana do pomocy administratorka, została przecież wcześniej zwolniona, po tym jak wprowadzono nową technologię. Ona też jest ofiarą niesprawiedliwości – w chwili kryzysowej jest niezastąpiona, ale gdy zmiana dobiegnie końca, nikt już nie będzie jej potrzebował. Stała się jedną z wielu osób wypchniętych z zawodu przez pojawienie się nowych możliwości. Im bardziej polegają na niej lekarze w chwili technologicznej próby tym bardziej możemy myśleć o tym, że to niesprawiedliwie, że osoby kompetentne stają się zbędne.

Photograph by Warrick Page/HBO Max

W świecie szpitala, który staje się soczewką tej niesprawiedliwości, trudno się dziwić, że lekarzom coraz trudniej znosić codzienność swojej pracy. Ostatecznie – oglądamy tylko jedną zmianę, ale jak bywa w przypadku tego serialu – możemy podejrzewać, że tak wygląda codzienność, której nie jesteśmy świadkami. Niesprawiedliwość dotyka zresztą lekarzy nie tylko pośrednio – sami widzą, że niezależnie od swoich starań, mogą się nie dostać na specjalizację, nie zostać wysłuchani przez przełożonych, zrobić małą pomyłkę, która kogoś będzie kosztować życie. Poświęcisz się pracy i okaże się, że bliskie ci osoby mają całe życie, które możesz przegapić. Ba! Mogą nawet zrobić wszystko dobrze, starać się i pracować najlepiej jak potrafią, ale niesprawiedliwość wyjdzie chociażby z tego jak działa ich organizm, jak reaguje na napięcie i stres związany z tą pracą.

Serial w swoim drugim sezonie, stara się dotknąć tego paradoksu. Życie jest niesprawiedliwie, system głęboko wadliwy, poczucie beznadziei – dość powszechne. Ale co wobec tego? Doktor Robbie, w tym sezonie reprezentuje postawę człowieka, który zastanawia się – czy może się z tego wszystkiego nie wypisać. Nie tylko zawodowo, ale ostatecznie. Czy można się odnaleźć w rzeczywistości zdając sobie sprawę, że niezależnie od wysiłków jednostek nie da się jej po prostu naprawić. Doktor Robbie, reaguje agresją, irytacją, ale też rozpaczą na pogłębiające się poczucie własnych ograniczeń. Chciałby, żeby pojawiła się w otaczającej go przestrzeni jakaś równowaga. Ale jednocześnie – przez większość sezonu sprawia wrażenie osoby zbyt zmęczonej by jej szukać.

 

Sami twórcy serialu ustami wielu bohaterów przywołują argumenty, dlaczego nie można po prostu się z życia wypisać. Dlaczego, poczucie niesprawiedliwości, właśnie przez swoją powszechność jest czymś co wymaga od nas nie rezygnacji, ale działania. Ostatecznie – scenarzyści dość słusznie nie pozwala nam na proste ukojenie. Tak życie jest niesprawiedliwie i fajerwerki rozświetlające noc w dniu święta niepodległości inaczej świecą dla tych, którzy nie przejmują się jutrem i dla tych, którzy muszą podejmować trudne medyczne decyzje. Ale wciąż można wyjść na dach z przyjaciółmi i się nimi cieszyć. Ostatni odcinek podsuwa wiele obrazów, kierujących na do relacji międzyludzkich jako jedynego sposobu by sobie z tym przytłaczającym ciężarem niesprawiedliwości radzić. Można pomimo wszystkich przeszkód i błędów – uratować komuś życie. Można pomagać komuś kogo spotkało nieszczęście, można iść na karaoke, można w końcu przytulić niczemu niewinne dziecko i powiedzieć mu, że wszystko będzie dobrze. Nawet jeśli nie mamy żadnej pewności czy to słowa prawdziwe.

 

Photograph by Warrick Page/HBO Max

 

Tempo produkcji „The Pitt” pozwala twórcom trzymać się bardzo blisko współczesnych bolączek społeczeństwa amerykańskiego. Ostatni sezon niemal idealnie komentował wydarzenia społeczne i polityczne, o których można było przeczytać w mediach. Wydaje się, że ta refleksja nad wszechogarniającym i zniechęcającym poczuciem niesprawiedliwości, jest odbiciem nastrojów społecznych wielu osób w Stanach, które czują, że ich życie układa się inaczej niż powinno. Mogłabym nawet zaryzykować, że być może poczucie, że świat jest niesprawiedliwy jest jednym z najbardziej łączących społeczeństwo sentymentów. Bo przebiega ponad liniami partyjnymi, gdyż podział przebiega raczej w tym jak oceniamy i gdzie wskazujemy źródło niesprawiedliwości niż z samego poczucia, że nie jest tak jak być powinno. Ponownie, mam wrażenie, że ostatnie lata to coraz głębsze uświadamianie sobie, jak bardzo nierówne jest społeczeństwo amerykańskie – nie tylko przez osoby patrzące z zewnątrz, ale też przez samych amerykanów. Rozpatrywanie tych uczuć w ramach opieki medycznej ma to do siebie, że choć nie wszyscy będą wobec systemu amerykańskiego równie krytyczni to już poczucie, że „ludzi nie powinno coś takiego spotykać” w przypadku choroby czy niepełnosprawności – będzie uczuciem dużo bardziej łączącym.

Jednocześnie – mam wrażenie, że ten drugi sezon pokazuje, że choć wciąż scenarzyści są znakomici w prowadzeniu narracji i budowaniu napięcia, to ten format, który wybrali – widzimy tylko jeden dzień z życia bohaterów, ma swoje ograniczenia. Już widać pewne niezadowolenie widzów, którzy zorientowali się, że część obsady nie wróci na następny sezon (bo też jest to logiczne, jeśli mówimy o jednym dniu, a nie o śledzeniu tygodni czy miesięcy z życia bohaterów), część czuje trochę niedosyt wynikający z tego, że interesujące ich wątki są rozgrywane poza ekranem. Nie są to jeszcze głosy dominujące, ale moim zdaniem – będą się nasilać z kolejnymi sezonami. Zwłaszcza, że rzeczywiście – zawsze będziemy musieli oglądać dni ważne a niekiedy dramatyczne z życia naszych bohaterów. To skompresowanie akcji z sezonów na dzień sprawia też, że czasem początkowe odcinki sezonu zaczynają grać dopiero pod koniec „dyżuru”. Co prowadzi nas do jeszcze jednej refleksji, że choć oglądanie „The Pitt” z tygodnia na tydzień stało się rytuałem wielu osób, to jednak ten serial sprawdza się najlepiej oglądany ciągiem. To jest paradoks, że najbardziej stworzony pod binge’owanie serial współczesnej telewizji ma tradycyjną dystrybucję.

 

Jestem bardzo ciekawa czy drugi sezon przejdzie przez sezon nagród z równym sukcesem co pierwszy. Fabularnie – nie ma powodów by potraktować go jako gorszy, czy słabiej zagrany. Nie ma jednak tego elementu nowości, wszyscy wiemy, czego się spodziewać. Co sprawia, że z niecierpliwością czekam na zapowiedziany sezon trzeci, bo gdyby ktoś mnie pytał – dobrym pomysłem byłoby nadanie mu jednak nieco innego tonu, głównie po to by nie popaść w pewną dramaturgiczną rutynę. Ale nie będę narzekać nawet na jeszcze więcej tego samego, bo ostatecznie – obecnie jest to chyba najlepszy serial telewizyjny. A przynajmniej taki, za którego ogólnikowe omawianie w autobusie zostałam połajana przez panią, która bała się, że mogłam powiedzieć jakiś spoiler. Nie powiedziałam, ale pokazuje to zakres tej produkcji i jej wagę dla widzów.

 

 

 

PS: Wciąż mnie bawi, że serial bardzo stara się trzymać życie prywatne i uczuciowe bohaterów na boku i skupić się na ich dylematach zawodowych i moralnych, ale fandom robi wszystko by przypisać niemal każdemu serialowemu duetowi jakiś romans i jeszcze zrobić o tym milion fan fiction i fan artów. Można się starać, ale tej potrzeby się po prostu nie da powstrzymać. Ja nie narzekam, po prostu mnie to bawi.

 

 

Powiązane wpisy