Home FilmZPOPK Short: Enola Holmes 3

ZPOPK Short: Enola Holmes 3

autor Zwierz

 

Obejrzałam „Enolę Holmes” 3 choć przyznam wam bez bicia, że mgliście pamiętałam poprzednie dwa filmy. Znaczy pamiętałam, że były dla mie lekkim rozczarowaniem głównie ze względu na takie bardzo popwe podejście do feminizmu, gdzie bohaterka oczywiście musi być INNA od wszystkich dziewcząt. W części trzeciej ma wziąć ślub ze swoim ukochanym i tu znów podgryza ją feministyczny ból, bo niby ukochanego kocha ale jak to tak, ma zmienić nazwisko z Holmes na jakieś męskie. Co nie zmienia faktu, że daje się wciągnąć w wir weselnych przygotowań, które prowadzą ją na Maltę.

I tu pojawia się problem, bo sam film nie ma pomysłu na jakąś specjalnie ciekawą zagadkę kryminalną.

Enola poszukuje porwanego Sherlocka (Henry Cavill w roli, która pozwala mu przez 90% filmu siedzieć – być może żeby się nie zmęczył na drugim planie) łącząc tropy, ale te tropy, jak i powód porwania jak i osoba porywająca – nie budzą jakichś większych emocji. Cała zagadka wydaje się conajmniej nie przemyślana, zaś narracja zza kadru pojawia się i znika w sposób, który pokazuje bardzo mało dyscypliny nad wybranymi narzędziami narracyjnymi.

Nie jestem wielką fanką relacji Enoli z jej matką, bo jak pisałam jeszcze przy części pierwszej. Problem z relacjami tego typu jest taki, że uczenie córki haftowania i wymaganie od niej by była niezależną detektywką mogą być równie opresyjne nawet jeśli są zupełnie inne. Jest mi też nieco przykro jak bardzo film nie jest w stanie wykorzystać potencjału swojej obsady, bo aktorów ma dobrych, ale niekoniecznie umie im dać coś dobrego do grania. Przez większość czasu jest dość nudnawo.
Co więcej sam film, który chyba chce jednak przypomnieć nieco niecne sprawki brytyjskiej kolonizacji jako element komediowy traktuje członków maltańskich grup walczących o niepodległość. To jest ciekawe, że film jest jednocześnie zobaczyć ciemną stronę brytyjskiego kolonializmu i bawić się tym, że ktoś występuje przeciw niemu. Inna sprawa – nie wiem jak maltańczycy by się poczuli. Choć mogą być zadowoleni, że ekipa filmowa do nich zawitała. Nie mniej zadałabym sobie pytanie czy to aby na pewno wizyta, która przynosi wyspie sławę, czy raczej portretuje ją jako miejsce, które powinno się Brytyjczykom należeć.

Muszę powiedzieć, że wiem iż grająca Enolę Millie Bobby Brown zaprzeczała, że zrobiła sobie operację plastyczne twarzy. Nie jestem specjalistką, ale nic nie poradzę, że jej twarz w tym filmie – czy to za sprawą operacji a może charakteryzacji, wygląda na tragicznie „zrobioną” – do tego stopnia, że trudno mi było nie myśleć o tym jak bardzo nie pasuje do historycznych dekoracji. Nie wiem czy zwalać winę na obecnie panujący w Hollywood wyśróbowany ideał piękna, który sprawia, że wszyscy poprawiają sobie twarze, co narusza najważniejszy element aktorstwa – mimikę, czy na trendy w charakteryzacji, która obecnie każdą aktorkę maluje tak jakby się szykowała na letni festiwal a nie szła na plan filmu historycznego. Ktokolwiek jest winny – mam wrażenie, że powoli dominacja współczesnych ideałów piękna wyrzuca z narracji niekiedy bardziej niż słaby scenariusz. I nie chodzi o samą Millie Bobby Brown, ale o większość aktorskiej braci (panowie sobie też przy twarzach majstrują), która zapomina, że jednak zmarszczenie czoła czy uniesienie brwi aktorowi się przydaje.

Na koniec mam taką refleksję, że ponownie film aby pokazać wyjątkowość naszej bohaterki ocenia cicho kobiety z przeszłości, które porzucały swoje panieńskie nazwiska i przyjmowały nazwiska mężów. Ale w XIX wieku istniały już jak najbardziej nazwiska podwójne i można było z nimi wiele w życiu z działać. Łącznie z walczeniem o prawa kobiet do głosu. Bo nie nazwisko czyni z kobietę niezależną

PS: Mam też refleksję, że to jest ciekawe, jak w sumie Henry Cavill pasuje do roli Sherlocka Holmesa i nieźle sprawdza się jako człowiek wycofany emocjonalnie, mówiący niewiele i jak możemy podejrzewać polegający głównie na swoim rozumie. Przyznam, że w tej odsłonie przygód Enoli chyba podobał mi się najbardziej – do tego stopnia, że trochę zrobiło mi się żal, że nigdy nie dostaniemy go więcej. Zwłaszcza, że też udało się dobrze zarysować jego relacje z filmowym Watsonem.

Powiązane wpisy