Home Ogólnie I Have A Good Feeling About This czyli zwierz wraca do klasycznych Gwiezdnych Wojen

I Have A Good Feeling About This czyli zwierz wraca do klasycznych Gwiezdnych Wojen

autor Zwierz
I Have A Good Feeling About This  czyli zwierz wraca do klasycznych Gwiezdnych Wojen

Zwierz wie, że zbliża­ją się świę­ta i że powinien pisać coś w sty­lu „co kupić geekowi kiedy naprawdę nie ma już cza­su a ty masz dzi­urę w port­felu” albo zafun­dować wam wielostron­i­cową anal­izę wszys­tkiego co jest złe i niepoprawne w „Love Actu­al­ly”. Jed­nak tak na serio zwierz nie ma ochoty pisać o niczym innym niż o Gwiezd­nych Woj­nach – a ponieważ niedawno znów obe­jrzał całą starą try­logię to zgad­ni­j­cie o czym napisze… tak o Gwiezd­nych Woj­nach. Błagam nie porzu­ca­j­cie tego blo­ga. To chwilowa utra­ta kon­troli nad włas­nym umysłem pod wpły­wem ukochanego fan­do­mu.

Olly-Moss-Star-Wars

Autorem trzech min­i­mal­isty­cznych plakatów jest Olly Moss

Recen­zowanie Gwiezd­nych Wojen nie ma sen­su – wszyscy je widzieliś­cie. Ale zwierz ma kil­ka uwag, które przyszły mu do głowy w cza­sie powtórnego sean­su. Zwierz jest abso­lut­nie pewny, że  część z tych uwag jest mało ory­gi­nal­na ale w sum­ie zwierz nigdy nie miał okazji się z wami nimi dzielić. Będzie więc pewnie nud­no i wtórnie ale wiecie co… zwierz będzie się dobrze baw­ił (jed­na z zalet posi­ada­nia włas­nego blo­ga). Tak więc potrak­tu­j­cie ten wpis jako prze­jaw egoiz­mu. Zwierz nie uzur­pu­je sobie w nim żad­nej ory­gi­nal­noś­ci czy odkry­w­c­zoś­ci.

Olly-Moss-Empire

Nowa Nadzie­ja jest gorsza niż pamięta­cie – serio, ten film nie jest wcale taki niesamowicie dobry jak się pamię­ta. Oczy­wiś­cie – całą ścieżkę dial­o­gową wszyscy znamy na pamięć, i ma on kil­ka niesamow­itych scen. Ale tak naprawdę  — właśnie po Nowej Nadziei najbardziej widać upływ cza­su. Jasne – nadal będziecie nucić melodię z Kan­tyny i nadal będziecie czekać aż pojawi się Tarkin czy Han w końcu zde­cy­du­je się pomóc Rebe­lii. Jed­nak nie da się ukryć, że film się zes­tarzał. Sporo w nim szwanku­je – jak na przykład czas (ogól­nie czas jest skom­p­likowaną rzeczą w Gwiezd­nych Woj­nach bo nigdy nie wiado­mo ile cza­su upłynęło), albo fakt, że ostat­nia sek­wenc­ja po pewnym cza­sie okazu­je się całkiem nud­na. Albo ta ostat­nia sce­na która jest… okej powiedzmy sobie szcz­erze, jako że wiemy iż coś będzie dalej moż­na ją jeszcze znieść, ale jako ostat­nia sce­na fil­mu jest tak prz­er­aźli­wie kic­zowa­ta, że tylko wielkie i niekończące się pokłady miłoś­ci mogą spraw­ić że tego nie widać. Jasne – zwierz uwiel­bia ten film podob­nie jak całą try­logię. Ale widać po nim że został zro­biony dawno i wpisany w pewien bard­zo szty­wny schemat opowieś­ci. Przy czym – jed­no jest jasne – bez Nowej Nadziei nie było­by dal­szych częś­ci które zbu­dowały fenom­e­nal­ny świat który znamy. Ale sama Nowa Nadzie­ja nigdy nie powin­na być oglą­dana sama. Ponown­ie – to zdanie kogoś kto Gwiezdne Wojny kocha na tyle by czy­tać książ­ki opowiada­jące do było dalej – więc warto o tym pamię­tać.

jedi

Imperi­um kon­trataku­je jest lep­sze niż pamięta­cie – zwierz jest pod wrażaniem jaki to jest­fenom­e­nal­nie dobry film. Serio zwierz nie pamię­ta by kiedykol­wiek widzi­ał kon­tynu­ację fil­mu, która by o tyle przewyższa­ła ory­gi­nał. Jasne niek­tórzy wolą Ojca Chrzest­nego II od jedyn­ki (sza­leń­cy, nie ma lep­szego fil­mu od pier­wszego Ojca Chrzest­nego) ale ogól­nie drugie częś­ci rzad­ko są lep­sze od pier­wszych. Imperi­um Kon­trataku­je właśnie takie jest. Naresz­cie Darth Vad­er jest naprawdę mroczny a nie tylko chodzi w tych swoich ciem­nych ciuchach, moż­na dowiedzieć się o Mocy czegoś więcej, świat nagle się rozsz­erza, a podróże między plan­e­ta­mi sta­ją się czymś fas­cynu­ją­cym. Bohaterowie dosta­ją więcej charak­teru a widz takie rozwiąza­nia których najpewniej się nie spodziewał. Jed­nocześnie wcale nie jest miło, co zawsze doda­je fil­mom uroku. To znaczy zwierz nie jest zwolen­nikiem złych zakończeń, ale jej… jeśli jest jak­iś schemat tego jak kończyć drugą część try­logii to Imperi­um Kon­trataku­je powin­no służyć jako wzorzec. Serio zwierz nie pamię­ta kiedy zakochał się w Gwiezd­nych Woj­nach ale serio to musi­ało być w cza­sie bitwy o Hoth.

Star-Wars-Trilogy-Minimalist-Posters-2

  Autorem następ­nych trzech plakatów jest Ryan McArthur

Powrót Jedi to jedyny film w którym Luke jest intere­su­ją­cy – zwierz zaryzyku­je stwierdze­nie, że najwięk­szym prob­le­mem Gwiezd­nych Wojen jest fakt, że niko­go tak naprawdę nie obchodzi główny bohater. No dobra, zwierza nie obchodzi, bo Luke jest po pros­tu nud­ny. Serio ten dzieci­ak ma mniej charak­teru niż robot który piszczy. Ale w trze­ciej częś­ci jego pewność siebie i kon­frontac­ja z ojcem to jeden z niewielu momen­tów kiedy naprawdę moż­na uznać go za bohat­era i naprawdę prze­j­mować się jego wyb­o­ra­mi. To ciekawe, ale pod­czas kiedy wszyscy narzeka­ją na Ewo­ki naprawdę istotne i ciekawe rzeczy dzieją się na drugiej Gwieździe Śmier­ci – obec­ność Imper­a­to­ra, poje­dynek z Vaderem – jasne wszyscy pode­jrze­wamy, że jest tylko jeden koniec, ale moment w którym Luke odci­na Vaderowi rękę a potem sam zda­je sobie sprawę, że on sam ma już jed­ną dłoń mechan­iczną. Kur­czę takie proste a tak trafia w serce. Co więcej – rzad­ko zdarza się by w komicznej sadze wprowadz­ić na scenę zakap­tur­zonego starszego pana którego twarz led­wie widać i uczynić  z niego tak prz­er­aża­jącą postać. Poza tym – Powrót Jedi ma dwie najs­mut­niejsze sce­ny w całej try­logii – jed­na – płaczącego opieku­na pot­wo­ra z pałacu Jab­by (po tym jak Luke zabił jego podopiecznego) dru­ga kiedy jeden Ewok stara się „obudz­ić” swo­jego postrzelonego przy­ja­ciela. Niech stat­ki wybucha­ją a człowiek nadal się wzrusza plus­zowym misiem.

Star-Wars-Trilogy-Minimalist-Posters-3

Nie pamię­ta Gwiezd­nych Wojen tak dobrze jak  myśli – zwierz nie wie ile razy widzi­ał Gwiezdne Wojny. Gdy­by ter­az ktoś powiedzi­ał mu „obe­jrzyjmy Gwiezdne Wojny” zwierz zapewne powiedzi­ał­by „Chęt­nie”. Ogól­nie oglą­danie Gwiezd­nych Wojen zawsze jest dla zwierza dobrym pomysłem. A jed­nak dopiero tym razem zwierz zdał sobie sprawę, że Han nigdy tak naprawdę nie widzi Lei w jej „slave biki­ni” w które ubrał ją Jab­ba, czy że nikt nie tłu­maczy skąd Ewo­ki wzięły sukienkę dla księżnicz­ki. To drob­nos­t­ki ale od cza­su do cza­su zwierz łapał się na tym, że tak dobrze zna his­torię, że zupełnie nie kwes­t­ionu­je jej wewnętrznej logi­ki czy następst­wa zdarzeń – po pros­tu wie, że to ma tak wyglą­dać i tyle. Jasne – nie sposób ter­az dostrzec tam jakichś wiel­kich błędów których nikt wcześniej nie zła­pał (wśród niel­og­icznoś­ci fabuły zwierza najbardziej boli wychodze­nie ze statku kos­micznego bez skafan­dra na aster­oidzie. Den­er­wu­je to zwierza od bard­zo daw­na) ale dopiero kiedy oglą­da się je z takim założe­niem, że zobaczy się je na świeżo to widać pewne ele­men­ty na które wcześniej nie zawracało się uwa­gi. Jak np. to że plan Luke’a zakłada­ją­cy uwol­nie­nie Hana nigdy by się nie udał gdy­by Lea nie zabiła Jab­by i nie wprowadz­iła chao­su na jego statku. Ale tego Luke nie mógł przewidzieć. Przy czym to nie są jakieś wielkie błędy – wszys­tkie filmy je mają. To raczej skutek oglą­da­nia czegoś po raz set­ny.

Star-Wars-Trilogy-Minimalist-Posters-4

Lea jest fajniejszą postacią niż się wyda­je – wszyscy wiemy, że Lea to nieustraszona księżnicz­ka ale jed­nocześnie jej znacze­nie gdzieś zginęło przez lata dysku­towa­nia o posta­ci­ach kobiecych. Skąpe biki­ni, kosz­marne fryzury i fakt, że Leę trak­tu­je się jako przykład na jed­ną kobi­etę w filmie o mężczyz­nach spraw­ił, że ostat­nio nie pojaw­ia się ona za częs­to na liś­cie naj­fa­jniejszych kobiecych postaci w his­torii. Ale ona jest fan­tasty­cz­na. Po pier­wsze naprawdę niko­go się nie boi – ani Dartha Vadera, ani Tark­i­na ani Jab­by. Kiedy jej plan­e­ta zosta­je zniszc­zona reagu­je z iście królewskim spoko­jem. Kiedy akc­ja ratunkowa jest mało pro­fesjon­al­na zna­j­du­je jedyną drogę uciecz­ki. W cza­sie bitwy o Hith Han niemal siłą zmusza ją do ewakuacji. Niby to dama w opałach ale prze­cież to księżnicz­ka dowodzą­ca bitwą! W Powro­cie Jedi teo­re­ty­cznie sprowad­zona do roli niewol­ni­cy zabi­ja Jab­bę, wyłącza prąd na statku i dość wyraźnie przy­czy­nia się do zwycięst­wa, nie mówiąc już o tym, że choć zaprzy­jaź­nia się z Ewoka­mi to na Endorze głównie strzela do Sztur­mow­ców. Do tego ma nosa do zasadzek (nigdy jej się nie podobało w Mieś­cie w Chmu­rach) i jedyny sposób w jaki naprawdę moż­na jej zaim­ponować to zostać Gen­er­ałem Rebe­lii. Jasne moż­na wiele postaci i jej trak­towa­niu zarzu­cać ale jej jaka Lea jest faj­na. Serio zwierz tak się do niej przyzwycza­ił że total­nie zapom­ni­ał jaka to jest ciekawa postać. I wiecie co – całej jej zupełnie księżniczkowe zakochanie się w Hanie czyni tą postać jeszcze fajniejszą. To jest dokład­nie to o co właś­ci­wie wal­czymy – by bohater­ka mogła być jed­nocześnie na pier­wszej linii wal­ki ale żeby nie oznacza­ło to, że nie ma uczuć i nie może się zakochać w zupełnie nie odpowied­nim pilocie.

TyWCy

Autorem tych trzech plakatów jest Shi­ro

Han Solo jest dużo sym­pa­ty­czniejszy niż zwierz pamię­tał – zwierz zawsze miał wraże­nie, że choć urok Hana Solo jest nieza­przeczal­ny to niekoniecznie jest on taką jakąś szczegól­nie sym­pa­ty­czną postacią. Ale zwierza ujęła sce­na w Powro­cie Jedi. Lea właśnie dowiedzi­ała się od Luke’a że jest jego siostrą (a Vad­er ich dość kłopotli­wym ojcem). Han robi jej awan­turę, że miała jakieś ważne sprawy które chci­ała obgadać z Lukiem a z nim nie. W więk­szoś­ci filmów bohater w takiej chwili robi awan­turę, wychodzi a potem dopiero okazu­je się, że niepotrzeb­nie robił scenę i dopiero przeprasza. Ale nie Han. Han przeprasza od razu, po chwili, nie mając właś­ci­wie poję­cia co zaszło między Lukiem i Leą. Zwierz zupełnie nie pamię­tał tej sce­ny ale ter­az kiedy oglą­da ją po jakimś cza­sie myśli sobie, że trochę za mało jest takich scen. Wiecie to jest jed­na z tych scen gdzie Han właś­ci­wie ma rację będąc nieco złym i nieco zaz­dros­nym, ale jed­nocześnie – kur­czę cza­sem nie jest się najważniejszym. Zwierza to rozczuliło bo chy­ba doszedł do wniosku, że fikc­ja zbyt częs­to pod­suwa nam sce­nar­iusz gdzie ludzie niby się kocha­ją ale myślą tylko o sobie. Poza tym Han jest naprawdę fajny.  A i czy może zwierz jeszcze dodać, ze jego przy­jaźń z Chew­bac­cą jest cud­ow­na. To znaczy w sum­ie człowiek zawsze wie, co mówi Chew­bac­ca ale ten moment kiedy Wook­ie, mimo tego że jest poj­many radośnie przy­tu­la swo­jego przy­ja­ciela którego wresz­cie udało się wyjąć z Kar­boni­tu to chy­ba jed­na z najlep­szych „bro­man­cowych” scen jakie zwierz zna. Okej zwierz nie będzie pisał więcej o Hanie Solo bo zupełnie nie ma dys­tan­su.

bXZjF

Najwięk­szym błę­dem pre­queli jest brak Hana Solo – okej zwierz obiecał nie pisać więcej o Hanie ale musi, bo widzi­cie zas­tanaw­ia­jąc się dlaczego pre­quele się nie udały zwierz doszedł do wniosku, że najbardziej braku­je w nich właśnie takiego Hana Solo. Postaci której wszyscy mogą kibi­cow­ać, która nie ma nic wspól­nego z mocą, która nie ma (teo­re­ty­cznie) ciężaru całego fil­mu na swoich barkach. Zwierz co praw­da jest zda­nia, że jakieś 85% powodzenia postaci Hana Solo wyni­ka z fak­tu, że gra go Har­ri­son Ford ale nie zmienia to fak­tu – taka postać jest abso­lut­nie kluc­zowa dla powodzenia serii. Zresztą – jak pokazu­je przykład innych fil­mowych try­logii – zawsze dobrze mieć obok głównego szla­chet­nego bohat­era kogoś kto nie ma obow­iązku wypełnić wielkiej szla­chet­nej mis­ji i nie musi być zawsze w dra­maty­cznej sytu­acji. Taka postać zawsze będzie dużo bliższa wid­zom niż bohater. Bo widz jest w sytu­acji oso­by podąża­jącej za bohaterem a nie samego bohat­era. I w sum­ie kinowe doświad­czenia pokazu­ją, że sporo jest pro­dukcji gdzie krysz­tałowy bohater w swo­jej podróży jest mniej kochany od bohaterów pobocznych. Aż do chwili kiedy twór­cy się ori­en­tu­ją i bohaterowie poboczni wysuwa­ją się na pier­wszy plan. W każdym razie gdy­by w pre­quelach obok Obi Wana, Padme i Anaki­na krę­cił się jeszcze ktoś jak Han (teo­re­ty­cznie Obi Wan miał tą rolę ale było z nim za dużo dramy) to filmy może był­by lep­sze.

URpb8

Gwiezdne Wojny się nie zes­tarza­ły, poza tym co dodano– jak wszyscy wiemy właś­ci­we nie sposób obe­jrzeć Gwiezd­nych Wojen bez poprawek które wprowadz­ił do nich Lucas po lat­ach. Szko­da. To niesamowite jak bard­zo nie zes­tarza­ły się efek­ty spec­jalne – wielkie stat­ki to nadal wielkie stat­ki, i nawet fakt, że w odległej galak­tyce elek­tron­i­ka nie wyma­ga ekranów jakoś nam nie przeszkadza. Co przeszkadza? Efek­ty spec­jalne sprzed kilku­nas­tu lat, które naprawdę strasznie się zes­tarza­ły – tam widać niedoskon­ałość tech­nologii, czego zde­cy­dowanie nie da się powiedzieć o innych ele­men­tach fil­mu – głównie dlat­ego, że Yoda jest po pros­tu genial­nie ani­mowany a taki R2-D2 jest doskon­ałym przykła­dem na to, że moż­na mieć rob­o­ta jako bohat­era  i nawet  nie trze­ba stworzyć nic bardziej skom­p­likowanego nad rusza­jącą się beczkę. Ogól­nie zwierz jest zły że dodano te nowe ele­men­ty bo są one po pros­tu kic­zowate. I poza polep­szoną jakoś­cią Mieczy Świ­etl­nych – niewiele wnoszą do fabuły. Przy czym one naprawdę przy­pom­i­na­ją ile lat ma try­lo­gia. Dużo bardziej niż wyraźnie gumowy kostium Gree­do.

Hzdd1

Te trzy plakaty zapro­jek­tował  John E. Allen

Nie sposób obe­jrzeć Gwiezd­nych Wojen po raz pier­wszy – jasne są na świecie ludzie którzy nie oglą­dali Gwiezd­nych Wojen, ale właś­ci­wie wszyscy wiemy jak wyglą­da Darth Vad­er coś tam się słysza­ło o Mocy i Har­ri­son Ford jest jed­nym z najlepiej rozpoz­nawanych aktorów ostat­niego półwiecza. Zwierz z opowieś­ci rodz­iców o pier­wszej wypraw­ie na Gwiezdne Wojny do kina wie tylko tyle, że jego rod­zona mat­ka była zaskoc­zona że film przy­pom­i­na­ją­cy pro­dukc­je dzieci sprzeda­je się jak pro­dukcję dla dorosłych. Och gdy­by sza­cow­na mat­ka zwierza wiedzi­ała jak dobrze przewidu­je rozwój kine­matografii rozry­wkowej. Ale wróćmy do prostego fak­tu – nie jesteśmy w stanie odt­worzyć tego zaskoczenia, ani tego poczu­cia nowoś­ci. To nam zupełnie przepadło, czego zwierz bard­zo żału­je. Bo widać w filmie sce­ny oblic­zone na bard­zo dokład­ny efekt (np. pier­wsze pojaw­ie­nie się Dartha Vadera) które po pros­tu ter­az już nie dzi­ała­ją. Nie jesteśmy też w stanie zapom­nieć, że niek­tóre posta­cie znaczą więcej niż to log­icznie ma sens – jak Boba Fett. Wszyscy go tak dobrze znamy, że niemal zapom­i­na się, jak niewielką rolę ma w fil­mach. Zresztą zwierz z uśmiechem pomyślał, że oglą­da­jąc Gwiezdne Wojny mamy strasznie skrzy­wioną per­cepcję także w odniesie­niu do aktorów. Ludzie w lat­ach siedemdziesią­tych lep­iej kojarzy aktorów gra­ją­cych Tark­i­na czy Obi Wana – my (nie wszyscy!) przede wszys­tkim widz­imy młod­szych aktorów w tym Har­risona For­da. Zwierz myśli, że to musi­ało być fajne przeży­cie odkry­wać nowych aktorów i nie wiedzieć co będzie z nimi dalej. Trochę ter­az to mamy (choć obsa­da nowych Gwiezd­nych Wojen jest jed­nak dużo bardziej znana).

Ryhvr

Te napisy początkowe to jest jed­nak genial­ny  pomysł – zwierz dochodzi do wniosku, że za sukces Gwiezd­nych Wojen trochę odpowiada­ją te charak­terysty­czne napisy początkowe. W sum­ie przyzwycza­il­iśmy się że Nowa Nadzie­ja to część czwarta ale zwierz zas­tanaw­ia się ile osób wyszło z kina przeko­nanych że coś prze­gapili (trochę jak wid­zowie Sher­loc­ka przeko­nani, że sezon nie może kończyć się na trzech odcinkach). Ale nie tylko o to chodzi. Pomysł by his­torię poprzedza­ło krótkie wprowadze­nie spraw­ia, że właś­ci­wie nie ma na świecie widza który by nie zrozu­mi­ał, że opowieść którą zobaczy najłatwiej porów­nać do tych ani­macji Dis­neya które rozpoczy­na­ją się książką która się otwiera by zapoz­nać widzów z wydarzeni­a­mi poprzedza­ją­cy­mi opowieść. Niby nic wielkiego a ustaw­ia widzów od razu pod­powiada­jąc im co oglą­da­ją i dlaczego. Wiele filmów zyskało­by gdy­by od razu dać wid­zom taką pod­powiedź.

J4uRd

Dyskret­ny humor Rebe­lii– oglą­da­jąc Gwiezdne Wojny zwierz zdał sobie sprawę, że współczesne filmy przy­godowe – zwłaszcza pro­dukc­je Mar­vela przyzwycza­iły nas do specy­ficznego myśle­nia o humorze w kinie rozry­wkom. Film może być zabawny tylko wtedy kiedy sam się do siebie dys­tan­su­je, naśmiewa się z przed­staw­ionej sytu­acji czy bohaterów. Bohaterowie są niekiedy nad­miernie zdys­tan­sowani co spraw­ia wraże­nie jak­by humor nie wynikał z fabuły tylko był do niej dopisany. To nie znaczy, że pro­dukc­ja nie jest śmiesz­na ale że aby być śmiesz­na musi się dys­tan­sować sama do siebie i do swoich bohaterów. Gwiezdne Wojny nie muszą tego robić. Straszni są straszni, dobrzy są dobrzy. Humoru jest dokład­nie tyle by nadal były to pro­dukc­je przy­godowe a nie kome­die z dużą iloś­cią wybuchów. Przy czym pomysł by najwięcej kome­diowych ele­men­tów dostar­czał duet w którym jeden z komików tylko piszczy, jest dość rewolucyjny, choć jak wiemy –doskonale się to sprawdz­iło. Ale nie zmienia to fak­tu, że miło cza­sem obe­jrzeć film który jest zabawny ale nie ma przy­musu ciągłego mru­ga­nia do widza.

9y4EG

  To ostat­nie zestaw­ie­nie plakatów zapro­jek­tował Travis Eng­lish

No dobra zwierz się rozpisał – jak zapowiadał wcześniej – doskonale zda­je sobie sprawę że nic odkry­w­czego nie pisze. Sami pewnie macie set­ki włas­nych spostrzeżeń. Jak zwierz dziś pisał – plusem posi­ada­nia włas­nego blo­ga jest możli­wość tworzenia wpisów które baw­ią być może tylko piszącego. Zwierz może dorzu­cić jeszcze ze swo­jego pod­wór­ka że strasznie go skrzy­wiło czy­tanie książek. Jest dużo bardziej przy­wiązany do niek­tórych postaci. Jed­nocześnie – zdaniem zwierza pre­quele (których tym razem nie oglą­dał) mają jeszcze jeden pod­sta­wowy błąd. Za dużo opowiada­ją. Cud­owne w Gwiezd­nych Woj­nach jest to, że zosta­je­my wrzuceni w sam środek kon­flik­tu. Im mniej się wie o jakimkol­wiek świecie tym bardziej jest fas­cynu­ją­cy. Prob­lem zaczy­na się wtedy kiedy uzu­peł­nia się wszys­tkie luki. Bo to co powiemy „na pewno” jest zde­cy­dowanie mniej ciekawe niż to czego każdy widz może się na włas­ną rękę domyślać. Przy­na­jm­niej zdaniem zwierza który uwiel­bia być wrzu­cany w środek opowieś­ci.

zTVhB

PS: Wszyscy wiel­bi­ciele Zwierozwych i Mys­zowych wys­tępów na Youtube pewnie z radoś­cią przyjmą że na kanale dziś koło 14 pojawi się nowy filmik!

Ps2: A już jutro wyjątkowy świąteczny pod­cast

3Iok5

29 komentarzy
0

Powiązane wpisy