Home Ogólnie Nie ma rzeczy niemożliwych czyli Mission Impossible po raz piąty

Nie ma rzeczy niemożliwych czyli Mission Impossible po raz piąty

autor Zwierz
Nie ma rzeczy niemożliwych czyli Mission Impossible po raz piąty

Zwierz rzad­ko ma okazję recen­zować film po tym jak wszyscy go już widzieli. Jed­nak w tym roku, w którym zwierz nie­ofic­jal­nie ogłosił „lato złych filmów”, wyciecz­ka na Mis­sion Impos­si­ble 5 nie wydawała się najbardziej zachę­ca­jącą możli­woś­cią spędzenia wol­nego cza­su. A szko­da bo to film wyróż­ni­a­ją­cy się raczej pozy­ty­wnie na tle resz­ty tegorocznych pro­dukcji sen­sacyjno- rozry­wkowych.

2015-tom-cruise-mission-impossible-rogue-nation-wallpaper

Tom to straszny cen­tuś — nie chci­ało mu się za bile­ty lot­nicze płacić

Zwierz ma skom­p­likowane relac­je z ser­ią przygód Ethana Hunta. Po pier­wsze najbardziej ceniony film z serii – czyli pier­wsza Mis­sion Impos­si­ble, nigdy mu się szczegól­nie nie podobała. Brakowało jej lekkoś­ci a całość była miejs­ca­mi nud­na i iry­tu­ją­ca. Z kolei dwój­ka była bezsen­su ale zwierz zawsze będzie ją darzył bard­zo ciepły­mi uczu­ci­a­mi z dwóch powodów – po pier­wsze dlat­ego, że pomysł zarazy i anti­do­tum zawsze był zdaniem zwierza zde­cy­dowanie ciekawszy niż wszys­tkie bom­by świa­ta, po drugie dlat­ego że zdję­cia do fil­mu się prze­ciągnęły i aktor który miał grać Wolve­ri­na musi­ał zrezyg­nować. To właśnie dlat­ego Jack­man został Wolver­inem. Trze­ciej częś­ci zwierz nie cier­pi i uważa ją za nieco żenu­jącą a przede wszys­tkim – pozbaw­ioną koniecznego dys­tan­su. Czwarta część zaś pod­biła serce zwierza tym, że postanow­iła wcześniejsze pomysły zmieszać ale pozbaw­ić nas ser­cowych i moral­nych dylematów Ethana. To była nowość, która – przy­na­jm­niej zdaniem zwierza – spraw­iła, że kręce­nie dal­szych filmów z serii Mis­sion Impos­si­ble wydało się całkiem sen­sowne.

mission-impossible-rogue-nation-motorcycle-explosion_1920.0-e1433808025568

Okej nie zna­jdziecie lep­szych poś­cigów moto­cyk­lowych niż w Mis­sion Impos­si­ble

Część pią­ta jest skro­jona według tego samego pomysłu. Co ciekawe, kiedy kil­ka lat temu zwierz recen­zował Mis­sion Impos­si­ble 4 był przeko­nany, że dołącze­nie do obsady Jere­mego Ren­nera oznacza chęć pod­mi­any głównego bohat­era. Tom Cruise może starze­je się wol­niej od resz­ty śmiertel­ników ale nie da się ukryć że jest to już pan po pięćdziesiątce i w końcu przyjdzie ten dzień kiedy nawet najbardziej wierzą­cym w jego nad­ludzkie możli­woś­ci przes­tanie chcieć się wierzyć, że ktoś go zatrud­nił jako agen­ta. Zwierz musi zresztą przyz­nać, że mimo całego podzi­wu dla kaskader­s­kich podzi­wów Toma Cruisa (facet który daje się przy­czepić do star­tu­jącego samolo­tu musi mieć nie po kolei w głowie) zwierz wolał­by gdy­by zrezyg­nowano już ze scen w których aktor wys­tępu­je bez koszul­ki. Nie żeby źle wyglą­dał, ale aku­rat w przy­pad­ku Cruisa zwierz zawsze czu­je dyskom­fort. Choć być może ma to być dowód że odsyłanie akto­ra na emery­turę będzie jeszcze dłu­go przed­w­czesne. I jest w tym trochę racji bo rzeczy­wiś­cie, facet ma niesamow­itą for­mę i aż trud­no uwierzyć, że led­wie kil­ka lat dzieli go od wieku w jakim był John Voight w  pier­wszym Mis­sion Impos­si­ble . Zresztą im dłużej oglą­da się ser­ię tym bardziej sta­je się jasne że bez Cruisa serii nie ma. Ethan Hunt to on i to jego twarz zobaczymy w niepoko­ją­co dużej licz­bie zbliżeń.

Mission Impossible 4_zpsaa8piw9m

Powiem szcz­erze, ukochany moment zwierza to chwila kiedy bohater­ka zde­j­mu­je obcasy zan­im zacznie hasać po dachach

Mis­sion Impos­si­ble zostało prze­nie­sione w rozkładzie filmów tak by jed­nak nie konkurowało z nowym Bon­dem. Trud­no się dzi­wić, bo aku­rat to roz­danie przygód o niemożli­wych mis­jach agen­tów jest niesły­chanie Bon­dowskie. Oczy­wiś­cie po tułamy się nieco po świecie i będziemy wykony­wać najbardziej niemożli­wą ze wszys­t­kich mis­ji w Maroku, ale ostate­cznie do roz­gry­w­ki musi dojść w Lon­dynie. Co więcej nasz bohater wraz z przy­jaciół­mi śledzi tajem­niczy Syn­dykat, orga­ni­za­cję kuri­ozal­nie wręcz złą. Wszyscy wiemy kto jeszcze miał prob­le­my z pewną złą orga­ni­za­cją siejącą chaos. Do tego jeśli dorzucimy kluc­zową rolę bry­tyjskiego pre­miera (w tej roli doskon­ały Tom Hol­lan­der) czy fakt, że główny zły jest anglikiem (chodzą­cym w golfie!) to wszys­tko sta­je się jasne. Zresztą sko­ro o głównym złym mowa – ponoć w pier­wszym roz­da­niu twór­cy strasznie chcieli zatrud­nić do tej roli Bene­dic­ta Cum­ber­batcha. I wiecie co? To strasznie widać. Widać, że zaplanowano tego bohat­era na bard­zo konkret­ny wzór bry­tyjskiego zło­la do którego to wzoru Cum­ber­batch pasu­je ide­al­nie. Aktor jed­nak w filmie się nie pojaw­ia zaś sam złol jest tak kuri­ozal­nie sztam­powy że trud­no się go bać.

mission-impossible-rogue-nation-villain-146014

Naj­gorzej w całym filmie wypa­da zły. Rzecz jas­na bry­tyjs­ki zły

No właśnie, teo­re­ty­cznie film jest dość głupi­ut­ki i proś­ci­ut­ki ale ma kil­ka doskonale roze­granych scen. Jed­na z nich roz­gry­wa­ją­ca się w wiedeńskiej operze przynosi coś czego od dość daw­na w fil­mach tego typu nie było – prawdzi­we emoc­je i kon­flikt który wyda­je się trud­ny do rozwiąza­nia nieza­leżnie od gadżetów. Oglą­da­jąc tą sek­wencję zwierz poczuł się jak na starym kinie szpiegowskim. A kiedy pod sam koniec usłyszał jeszcze ja bohater­ka deklaru­je, że jak ma bie­gać to musi zdjąć buty na obcasie, zwierz się niemalże rozpłakał z radoś­ci. Dru­ga sce­na która zro­biła na zwierzu wraże­nie to wspom­ni­any krót­ki wys­tęp Toma Hol­lad­nera – ponown­ie zwierz miał wraże­nie jak­by oglą­dał stare dobre kino szpiegowskie, a nie tylko gani­ane się po mieś­cie i strze­lanie. Tego oczy­wiś­cie w filmie też jest sporo, choć zwierz musi przyz­nać, że lubi tak pop­u­larne w Mis­sion Impos­si­ble poś­ci­gi z udzi­ałem moto­cyk­li. Jakoś łatwiej się zwier­zowi w nie wczuć. Poza tym zwierz zawsze chęt­nie popa­trzy na wszelkiego rodza­ju sce­ny gdzie bohater ori­en­tu­je się ze jest komicznie mniejszy od swo­jego prze­ci­wni­ka. To jest bard­zo bon­dowskie ale tu też zagrało.

mission-impossible

Zwier­zowi bard­zo spodobała się sce­na w Operze przy­wodzą­ca na myśl stare dobre filmy szpiegowskie

Inna sprawa to kwes­t­ia jedynej postaci kobiecej w filmie.Po pier­wsze nie trze­ba jej w tym filmie ratować. Po drugie zwierz rzad­ko ma na fil­mach tego typu wąt­pli­woś­ci co do dzi­ałań i motywacji postaci. Tu udało się stworzyć postać która wyjątkowo dłu­go zwodzi widza, raz budząc jego zau­fanie, raz zupełnie je tracąc. Zwierz który zawsze spodziewa się, że zostanie oszukany na kilku poziomach był mile zaskoc­zony że jed­nak gra z naturą bohater­ki trwała nieco dłużej. Inna sprawa, mimo wyraźnej sym­pa­tii i chemii z Ethanem Huntem (tu trze­ba przyz­nać że Rebec­ca Fer­gu­son ma z Tomem Cruise dobrą chemię co nie zdarza się częs­to) nie zosta­je ona love intrest głównego bohat­era. Zwierz wspom­ni­ał o tym już dawno, ale ogól­nie warto przy­pom­nieć, ze w prze­ci­wieńst­wie do Bon­da Ethan Hunt

raczej nie ma cza­su (ostat­nio) na romanse, ani nawet na pocałun­ki. To miły ele­ment bo jakoś inaczej oglą­da się bohaterkę w idio­ty­cznie niewygod­nej sukience czy nawet wynurza­jącą się z basenu (Ethan pod­bieg­nie z ręczniczkiem) wiedząc że nie wylą­du­je ostate­cznie z bohaterem. To jeden z tych ele­men­tów serii który zwierz zawsze wysoko cenił.

102324_s6

Film wyraźnie otwiera się na następ­ny z serii. O czym świad­czy dodanie do obsady Ale­ca Bald­wina

W piątej odsłonie przygód Hunta udało się też zachować odpowied­ni bal­ans pomiędzy powagą a humorem. Zwierz nie miał wraże­nia by seria par­o­di­owała samą siebie (cza­sem zdarza się Bon­dowi) ale jest sporo całkiem zabawnych scen (zwłaszcza Alec Bald­win i Jere­my Ren­ner  mają kil­ka dobrych scen i kwestii) ale nie mamy do czynienia z par­o­dią. Raczej z filmem który co pewien czas mru­ga do widza, ale też bez prze­sady. Co jest ciekawe to fakt, że Simon Pegg – wcześniej wyraźnie zatrud­niony jako com­ic relief dziś jest już pełno­prawnym członkiem obsady, a jego bohater Ben­ji zmienił się przez lata w całkiem porząd­nego agen­ta oper­a­cyjnego. Co jest ogól­nie zabawne bo  naprawdę kto się mógł te kil­ka lat temu spodziewać, że spośród aktorów bry­tyjs­kich robią­cych kari­erę w Hol­ly­wood Pegg zna­jdzie się w tak dzi­wnym miejs­cu, jakim jest seria filmów akcji. Zwierz darzył kiedyś akto­ra olbrzymią sym­pa­tią (nieco zmniejszyła się ona w ostat­nich lat­ach) i  jest całkiem przy­jem­nie zaskoc­zony jego sukce­sem. Inna sprawa to fakt, że bied­ny Jere­my Ren­ner miał odziedz­iczyć dwa cyk­le fil­mowe (miał być nowym Bournem) a wychodzi na to, że w obu stał się postacią dru­go­planową. A szko­da bo to aku­rat aktor którego zwierz darzy olbrzymią sym­pa­tią, głównie dlat­ego, że ma na twarzy wyp­isane takie rozsądne powąt­piewanie czy to wszys­tko ma sens. Zresztą aktorsko film całkiem się broni, nie ma nic ani przeszarżowanego ani nad­miernie melo­dra­maty­cznego, Najsłab­szym ogni­wem jest tu Sean Har­ris w roli głównego prze­ci­wni­ka. Ani on na takiego nie wyglą­da, ani się nie zachowu­je i ogól­nie spraw­ia wraże­nie jak­by został wyję­ty z zupełnie innego porząd­ku.

simon_pegg_mission_impossible_5

To bard­zo intere­su­jące jak zmieniła się rola Simona Peg­ga

Trze­ba zresztą przyz­nać, ze pomysł na to by wprowadz­ić wątek bard­zo przy­pom­i­na­ją­cy te które mogły znaleźć się w ory­gi­nal­nym seri­alu, dobrze zro­bił serii. Poczu­cie że mamy do czynienia z roz­gry­wka­mi między wrogi­mi agenc­ja­mi przy­wodzą na myśl najlep­sze lata fil­mu szpiegowskiego. Do tego chy­ba po raz pier­wszy od daw­na oglą­da­jąc czwarty i pią­ty film zwierz miał wraże­nie, że należą do tej samej serii i łączy je coś więcej niż tylko pró­ba wyciąg­nię­cia jeszcze paru dolarów od wiel­bi­cieli Toma Cruise. Jed­nocześnie jed­nak wyda­je się pewne,że nie będzie Mis­sion Impos­si­ble bez akto­ra. To znaczy Ethan Hunt to nie Bond. Nie może zmienić kil­ka razy twarzy i udawać że nic się nie zmieniło. Dlat­ego kiedy aktor w końcu powie dość albo wid­ow­n­ia znudzi się gani­a­ją­cym bez koszul­ki panem w wieku śred­nim to MI ode­jdzie w zapom­nie­nie. Przy­na­jm­niej tak się zwier­zowi wyda­je. A jak na razie filmy są do oglą­da­nia choć pode­jś­ciu piąte­mu przy­dało­by się kil­ka cięć, bo film jed­nak jest za dłu­gi.

91c0e55a-e271-4b1e-8d28-d68a20e8cafc-1020x612

To nie jest wybit­na pro­dukc­ja ale oglą­da się sym­pa­ty­cznie

Ostate­cznie całość oglą­da się miło. Nie jest to dzieło wybitne, nikt nie będzie za kil­ka lat wspom­i­nał tego jako doskon­ały film, ale na tle ostat­nich kilku­nas­tu tygod­ni fatal­nych filmów sen­sacyjnych wyróż­nia się pozy­ty­wnie. Było­by miło gdy­by twór­cy nieco przy­gasili prod­uct place­ment, bo naprawdę nikt nie musi tak dłu­go gapić się na zegarek, a zwierz prędzej zje włas­ny kapelusz niż uwierzy, że szpiedzy korzys­ta­ją z tele­fonów Nokia czy właś­ci­wie Win­dows Phone. Do tego jeszcze dość bezczel­na rekla­ma Halo 5 wstaw­iona w środek fil­mu. Zwierz pamię­ta jaki był zaskoc­zony kiedy w nowych Bon­dach prod­uct place­ment było tak bard­zo jed­noz­naczne. Szko­da że przenosi się to na kole­jnych agen­tów. Zwłaszcza że widz robi się co raz bardziej wyro­biony i co raz lep­iej widzi kiedy pokazu­je mu się coś ze wzglę­du na reklamę. A tego się powoli robi w fil­mach zde­cy­dowanie za dużo. Ale jeśli kiedyś MI wyjdzie na DVD albo będziecie mieli je pod ręką w telewiz­ji to może­cie bez lęku obe­jrzeć. Chy­ba że boicie się uśmiechu Toma Cruise. Wtedy – łapy z dala od pilota bo się prz­er­azi­cie.

Ps1: Zwierz z dzi­ału triv­ia dowiedzi­ał się, zę ponoć Dis­ney miał prob­lem z pod tytułem serii Rogue Nation, że niby zbyt podob­ne do Rogue One. Tak bo ludzie masowo pomylą film o agen­cie z pro­dukcją dziejącą się w świecie Gwiezd­nych Wojen.

ps2: Na Onecie świeżut­ki tekst o fes­ti­walu w Toron­to

6 komentarzy
0

Powiązane wpisy