Home Ogólnie Od Fanów do Blogerów czyli zwierz z Katowic do Gdańska

Od Fanów do Blogerów czyli zwierz z Katowic do Gdańska

autor Zwierz

Hej

Zwierz spędz­ił ostat­nie trzy dni na podróżach, nauce, dyskus­jach i słucha­niu wys­tąpień. Specy­ficzny to rodzaj rozry­w­ki, bard­zo dale­ki emocjon­al­noś­ci zwierza (ekspresyjnej – jak wiado­mo zwierz ma zdanie na każdy tem­at i lubi się nim dzielić). Z drugiej strony – taki ciekawy – dwukon­fer­en­cyjny wyjazd dał zwier­zowi możli­wość roz­maw­ia­nia przez trzy dni roz­maw­ia­nia o tym co go intere­su­je. Tak, więc zwierz zaprasza was na streszcze­nie jego trzyd­niowych kon­fer­en­cyjnych przygód. Zwierz postara się by było dla was ciekaw­ie. Co jest trudne, kiedy streszcza się co mówili inni. Plus rzecz jas­na zwierz będzie opisy­wał jak się lan­sował bo bez tego taka not­ka się nie liczy.

Nie zna­jdziecie lep­szego streszczenia całego wyjaz­du niż zdję­cie na którym widać jak próbu­ję zro­bić zdję­cie moje­mu sta­tu­sowi, w którym piszę że nie będzie więcej spa­mu z Blog Forum. Takie połącze­nie sławy i zaw­sty­dzenia. 

Zwierz zaczął w mroźny październikowy poranek (serio dlaczego było tak stras­zli­wie zim­no) w Katow­icach.  A właś­ci­wie w budynku wydzi­ału filo­log­icznego gdzie zwierz zalągł się na cały dzień. Sam pomysł kon­fer­encji poświę­conej całkowicie kul­tur­om fanowskim pokazu­je ciekawe zmi­any jakie zachodzą w Polsce. Kil­ka lat temu bada­nia nad fan­domem były typowym przykła­dem zachod­nich mód badaw­czych, które niekoniecznie zna­j­dowały odzwier­ciedle­nie w pol­skiej nauce. Ludzie piszą­cy o fan­do­mach, fan-artach, fan fikach, fukncjonowa­niu fan­do­mu w przestrzeni pub­licznej zwyk­le skarżyli się na to, że nie mają z kim roz­maw­iać, że wykład­ow­cy nie do koń­ca rozu­mieją na czym pole­ga przed­miot ich badań. Obec­nie nie jest już tak źle – o czym świad­czy cho­ci­aż­by Katow­ic­ka kon­fer­enc­ja. Zwierz nie ma zami­aru streszczać wam kole­jnych refer­atów (zresztą kon­fer­enc­ja była doskonale zor­ga­ni­zowana wedle sys­te­mu  — jeden pan­el, cztery refer­aty po 15 min­ut potem dyskus­ja – to się zawsze sprawdza) tym co najbardziej go zain­tere­sowało to pewien prob­lem pod­nie­siony drugiego dnia kon­fer­encji – do jakiego stop­nia fan może być naukow­cem zaj­mu­ją­cym się fan­domem.

20141024_163856

Zwierz uwieczniony w momen­cie w którym zas­tanaw­ia się jak moż­na stwierdz­ić że Christoph Waltz powtórzył w Djan­go swo­ją rolę z Bękartów Wojny i dlat­ego nie powinien dostać Oscara.

To jest bard­zo ciekawe – przysłuchu­jąc się kole­jnym refer­atom zwierz odkrył że ma przed sobą pełen spek­trum prob­le­mu. Z jed­nej strony – mamy fanów naukow­ców, którzy doskonale odd­zielić swo­je zachowa­nia fanowskie od pra­cy naukowej. Oczy­wiś­cie od cza­su do cza­su od zwykłego naukow­ca odróż­nia go entuz­jazm czy poziom zaan­gażowa­nia ale ogól­nie nie ma z tym prob­le­mu. Teo­ria naukowa nie jest tu koniecznym dodatkiem do fanows­kich wynurzeń ale real­ną pod­stawą patrzenia na zjawiska fan­do­mu. Dru­ga gru­pa to naukow­cy którzy anal­izu­ją własne zachowa­nia fan­do­mowe – gdzie niekiedy popada­ją w pewną – ujmi­jmy to „famil­iarność”. To ci z nas którzy tak sil­nie są związani ze swoim fan­domem, że bard­zo częs­to zami­ast „oni” czy „fan­dom” mówią „my”. Ma to swo­je zale­ty – pewne zjawiska są dla nich oczy­wiste, docier­a­ją do dyskusji które nie toczył­by się nigdzie indziej, ale ma też wady – choć­by trud­ność z dostrzeże­niem które zjawiska w fan­domie są znaczące a które stanow­ią jego mar­gin­es. Zresztą ta postawa w ogóle spraw­ia, że częs­to słyszymy w bada­ni­ach o zachowa­ni­ach charak­teryzu­ją­cych tych najbardziej akty­wnych czy zaan­gażowanych fanów, pod­czas kiedy ci nieco mniej skłon­ni do dzi­ała­nia a ist­nieją­cy wciąż pozosta­ją nieco nieopisaną  masą. Na sam koniec pozosta­ją wszyscy ci badacze którym własne fanowskie uczu­cia trochę przesła­ni­a­ją hory­zon­ty naukowe. To jest oczy­wiś­cie błąd, ale niech pier­wszy rzu­ci kamie­niem ten kto się go choć raz nie ustrzegł. Tu najwięk­szym prob­le­mem jest fakt, że postrze­ga się wszys­tkie zachowa­nia wewnątrz czy na zewnątrz fan­do­mu jako wyjątkowe i niekiedy nie umie się dostrzec szer­szego kon­tek­stu omaw­ianych mech­a­nizmów. Takich refer­atów na całe szczęś­cie było na kon­fer­encji niewiele ale pokazu­ją one, że paradok­sal­nie badanie tego co się samemu lubi czy nawet kocha jest bard­zo trudne. Jed­nocześnie co ciekawe właś­ci­wie nie ma na tego typu kon­fer­encji ludzi zupełnie z zewnątrz którzy zjawiskiem fanów zaj­mu­ją się bez kon­tek­stu włas­nych zachowań fanows­kich (nawet jeśli nie w tym fan­domie który bada­ją). Wyda­je się, że aby badać fanów trze­ba rozu­mieć tą predys­pozy­cję psy­chiczną, która spraw­ia, że ludzie lubią coś bardziej, moc­niej, bardziej akty­wnie. Przy czym koniecznie zwierz musi zaz­naczyć, że nie wie w której grupie się zna­j­du­je, ale nie jest w sum­ie aka­demickim fanem tylko fanem z zapleczem aka­demickim więc chy­ba nie musi się zde­cy­dować. Ale reflek­sją chci­ał się podzielić.

To był dobry week­end jeśli chodzi o pojaw­ian­ie się wśród wspom­i­nanych blogów. Zwierz został uznany za kom­pe­tent­nego ale powiedzmy sobie szcz­erze,  znał wcześniej prele­gen­tkę. Może­cie zarzu­cać naukowy nepo­tyzm.

Zwierz uważa kon­fer­encję Katow­icką za bard­zo udaną. Tak udaną, że spędz­ił cały dzień właś­ci­wie zamknię­ty w jed­nej sali, słucha­jąc, pyta­jąc, wymieni­a­jąc się uwaga­mi z inny­mi badac­zo-fana­mi. Z resztą całe szczęś­cie – dzień był zim­ny, zwierz nie do koń­ca odpowied­nio ubrany, a przez­iębić się na początku wielkiego tour po kra­ju było­by sporym prob­le­mem. Oczy­wiś­cie zwierz mógł­by wam ter­az opowiedzieć jak jechał do Gdańs­ka, pociągiem noc­nym, w którym aku­rat wag­on zwierza był się zep­suł przed pod­staw­ie­niem składu. O tym jak w końcu pod­staw­iono nowy wag­on ale przedzi­ału zwierza nadal nie ogrzano. O wstawa­niu o piątej rano bo trze­ba jed­nak wysiąść z pociągu. O prze­jeżdża­niu o tej bar­barzyńskiej i mroźnej porze przez Gdańsk by w końcu u cud­ownej Paulin z (z blo­ga From Movie To Kitchen) dostać kawę i omlet. I zobaczyć jak słyn­na bloger­ka która aku­rat nocow­ała kątem u Pauliny śpiewa swo­jej córeczce jej pier­wsze „Sto lat” (tak zała­pał się zwierz w cza­sie swoich wojaży na wiele sur­re­al­isty­cznych momen­tów). Ale to było­by nieco zbyt odd­alone od tem­aty­ki blo­ga. Plus zwierz jest stras­zli­wie podróża­mi zmęc­zony więc nie będzie się rozpisy­wał.

Zwierz był bard­zo zain­tere­sowany prelekcją “Gdy bloger chce zostać pis­arzem” ostate­cznie jed­nak dowiedzi­ał się, że dobrze jest się zgłosić do wydawnict­wa. I to pręd­ko zan­im moda minie. Trochę jed­nak za mało. Zwłaszcza, że to jak­by moż­na roz­gryźć samemu.

Zwłaszcza, że prze­cież zwierz miał wam też donieść jak było na Blog Forum Gdańsk. A było-przy­na­jm­niej z punk­tu widzenia zwierza -dzi­wie. Widzi­cie rok temu zwierz czuł, że między nim a blo­gos­ferą ist­nieje jakaś niewidzial­na grani­ca. Stał przyglą­dał się ludziom, których znał z sieci i odnosił wraże­nie, że niewiele go z nimi łączy. Trochę jak­by był Wielką Bry­tanią która zza mgły unoszącej się nad kanałem przyglą­da się brze­gom Europy. W tym roku było zupełnie inaczej. Niemal od pier­wszych chwil zwierz mógł natknąć się na zna­jomych, albo cho­ci­aż na znane twarze. Ściskał dłonie, wdawał się w krótkie kon­wer­sac­je, przed­staw­iał się, witał, żar­tował i popi­jał jakieś dzikie iloś­ci kawy. Z imprezy inte­gra­cyjnej w której w zeszłym roku zwierz wyszedł po godzinie, w tym wyturlał się w okoli­cach drugiej w nocy i to tylko dlat­ego, że stopy w butach na obcasach odmówiły dal­szej współpra­cy. Nawet stanie na środ­ku pomieszczenia z tele­fonem w ręce udało się w tym roku ograniczyć do min­i­mum (choć oczy­wiś­cie zwierz to zwierz i zawsze musi choć przez chwilę stać zagu­biony na imprezie). Co więcej nie chodz­iło tylko o życie towarzyskie. Na swoim pan­elu Sgerit­ta prag­nąc się chy­ba wyau­tować jako czytel­nicz­ka zwierza (co ciekawe zwierz chy­ba nigdy z nią dwóch słów na żywo nie zamienił), przy­wołała jego przykład jako oso­by nie umiejącej sobie radz­ić z ludź­mi pod­chodzą­cy­mi do niej na uli­cy. W zeszłym roku wspom­nie­nie o zwierzu ze sce­ny w jakimkol­wiek kon­tekś­cie wydawało­by się niemożli­we. Zresztą ilość osób, która jakoś kojarzyła zwier­zowego blo­ga była zaskaku­ją­ca.  Podob­nie jak ilość zaproszeń do Olsz­ty­na. Serio nigdzie zwierza tak entuz­jasty­cznie i licznie nie zapraszano jak do Olsz­ty­na. Gdy­by zwierz był nowym uczest­nikiem Blog Forum to pewnie dokład­nie takich uczest­ników jak zwierz trochę by się bał i miał wraże­nie, że zna­ją wszys­t­kich.

Taki typowy przykład lan­su — czyli obow­iązkowe zdję­cie ze sławną blogerką. Co praw­da bloger­ka jest jeszcze miła i stras­zli­wie złośli­wa ale liczy się przede wszys­tkim że moż­na z nią zro­bić sobie zdję­cie.

Zwierz nie pisze tego drodzy czytel­ni­cy by się pochwal­ić (och well pewnie trochę chce się pochwal­ić ale zna­cie zwierza na tyle dobrze by wiedzieć że to nie jest jego jedy­na intenc­ja). Otóż zwierz jako wiel­bi­ciel Wielkiej Bry­tanii zawsze lubił fakt, że od kon­ty­nen­tu blogerów dzielił go zas­nu­ty mgłą kanał. Zwierz zachowywał się przy tym zupełnie jak Anglik. Kiedy mu się podobał pokazy­wał swój dowód na grani­cy i spoko­jnie jako członek zjed­noc­zonej Europy, kiedy mu się coś nie podobało kazał się wszys­tkim zamknąć i nie wymieni­ał swo­jej walu­ty na Euro. Ter­az jed­nak trud­no już grać. Trud­no tak łat­wo powiedzieć, że się do tej grupy nie należy, że nic zwierza z nią nie łączy. Bo łączy – zna­jo­moś­ci, dyskus­je, pewien zbiór wspól­nych prob­lemów – które częs­to są zupełnie nieważne dla ludzi spoza branży (podobieńst­wa między obiema kon­fer­enc­ja­mi rzu­ca­ją się w oczy). Gdy­by zwierz miał inny charak­ter pewnie by się automaty­cznie ucieszył, że stał się oto członkiem pewnej społecznoś­ci. Ale nieste­ty zwierz naty­ch­mi­ast zaczął się zas­tanaw­iać jakie zaszły zmi­any, że nagle przes­tał stać z boku, i czy jest z tego zad­owolony. Zwierz nie będzie wam ściem­ni­ać. Nie wie. Z jed­nej strony wyda­je się, że zwierz jakoś bard­zo się nie zmienił. Przy­na­jm­niej jako człowiek. Nadal nie jest blogerem na pełny etat, za szczyt imprezy uważa pójś­cie do kina ze zna­jomy­mi i codzi­en­nie siedzi w nocy i po obe­jrze­niu ulu­bionych seri­ali pisze dla was wpis. Oczy­wiś­cie gdzieś tam pojaw­iły się pieniądze, ale zwierz jeszcze nie napisał maila do IKEA by ume­blowali mu 19 metrów. Zresztą zwierz nie wie co by się miało z przy­należnoś­cią do tej grupy łączyć, poza sym­pa­tią do ludzi którzy też piszą i mają pasję. Wiele z pan­eli choć ciekawych i poucza­ją­cych doty­czyło jed­nak spraw dla zwierza odległych. Głównie ze wzglę­du na tem­atykę blo­ga. Sposób jego prowadzenia. Fakt, że życiową ambicją zwierza nie jest zdobyć mil­iony czytel­ników tylko choć raz pojechać do Cannes (wszys­tko przez jeden artykuł w Mag­a­zynie Film lata temu). Zwierz lubi pisać blo­ga, cza­sem lubi czer­pać z tego korzyś­ci, ale w tym sza­lonym życiu jakie prowadzi blogerem raczej bywa niż jest.

Blog Forum to także dobry moment na wyro­bi­e­nie sobie opinii. Jak się na żywo słucha Wardę­gi to jed­nak wychodzi z niego takie sym­pa­ty­czne, wrażli­wie trochę zagu­bione chłopię. W sum­ie to ciekawe doświad­cze­nie.

Jed­nak oczy­wiś­cie jest dru­ga strona. Zwier­zowi jest miło – jak chy­ba każde­mu. Kiedy jest rozpoz­nawany, kiedy może poroz­maw­iać z ludź­mi, których zna z Inter­ne­tu, czy nawet podzi­wia. Bądź co bądź, zwierz spędza w Internecie sporo cza­su i nigdy – głównie z racji swo­jej cieka­woś­ci – nie był zupełnie obo­jęt­ny wobec dzi­ałań innych blogerów, ludzi mediów, tych którzy „robią Inter­ne­ty”. Zwierz nie przece­nia roli blogerów (a przy­na­jm­niej nie jest przeko­nany byśmy naprawdę mieli rządz­ić światem), ale zawsze miło jest oso­biś­cie poz­nać ludzi, o których mówi się w medi­ach (powin­no to na zwierzu nie robić wraże­nia ale robi – dowód na powolne zmi­any w psy­chice zwierza), których dzi­ała­nia wychodzą poza sferę tylko blo­gos­fery. Poza tym jak już zwierz wspom­ni­ał – zawsze jest miło być członkiem naj­fa­jniejszej pacz­ki w szkole. Bo trochę tak jest – Blog Forum Gdańs­ki jest trochę jak spotkanie kla­sowe orga­ni­zowane raz do roku. Wszyscy przyj­mu­ją swo­je dobrze znane role, wita­ją się, wypeł­ni­a­ją czas roz­mowa­mi, które zaw­iesili przed rok­iem. Oczy­wiś­cie jest miejsce na poz­nawanie nowych osób, ale na tego typu imprezach wszyscy dość szy­bko wpada­ją w pewien schemat. Znów jak w pod­stawów­ce sta­je się ważne kto w którym poko­ju miesz­ka, gdzie dają jedze­nie i kto usi­adł obok kogo, są fajni “star­si” i ci nowi z lękiem rozglą­da­ją­cy się wokół siebie. Jest w tym coś uroczego a jed­nocześnie pokazu­je, po raz nie wiado­mo który, że ludzie zna­ją­cy się tylko z Inter­ne­tu dobrze się potem czu­ją ze sobą i obok siebie. Z drugiej — jak w przy­pad­ku każdego spotka­nia kla­sowego — przy­pom­i­namy sobie dlaczego tak radośnie potrak­towal­iśmy zakończe­nie edukacji szkol­nej. Tak więc wszys­tko sprowadza się do tego prob­le­mu który prześlad­ował zwierza od cza­su kiedy zaczął edukację. Czy zwierz lubi klasę do której został zapisany? Na razie zwierz nie ma jed­noz­nacznej odpowiedzi.

Jest taki moment kiedy zami­ast zwykłej wiz­ytów­ki dosta­jesz ciasteczko z nazwą blo­ga. I wtedy nie sposób nie lubić osób, które dają ci jed­nocześnie nami­ary i jedze­nie. Plus od Nerdy Cook­ing dostał zwierz czeko­lad­kę w ksz­tał­cie Hana Solo w kar­boni­cie co trochę jest spełnie­niem marzeń.

A jak Blog Forum Gdańsk wypadł o strony dyskusji, pan­eli i wys­tąpień? Trud­no powiedzieć. Zwierz wie, że sporo ludzi przy­jeżdża na BFG po konkret­ną wiedzę i inspirac­je do blo­gowa­nia. Wielu deklaru­je, że z tym wyjeżdża.Nie jest to jed­nak motywac­ja zwierza, który jed­nak blogu­je z dnia na dzień i nie planu­je, nie ma wiz­ji i chy­ba nawet nie ma pomysłu na wiz­ję. Zwierz wysłuchał niemal wszys­t­kich punk­tów pro­gra­mu (jedynie pociąg do domu i ziem­ni­a­ki z Pyra Baru wyr­wały go z prelekcji) i ma wraże­nie, że choć było ciekaw­ie to czas trochę zmienić kon­cepcję. Nie chodzi o to, że pan­ele były nudne a wys­tąpi­enia źle przy­go­towane. Ale nie oszuku­jmy się – poję­cie blo­gos­fery czy vlo­gos­fery jest zbyt sze­rok­ie byśmy naprawdę wszyscy mogli w równym stop­niu wynieść coś z każdego wys­tąpi­enia. Pan­eli vlogerów słuchał zwierz uchem całkowitego lai­ka. Z nazwiska znał praw­ie wszys­t­kich wys­tępu­ją­cych. Nie oglą­da żad­nego z nich. Co więcej ich dyskus­ja o wiz­erunku – choć ciekawa – była zupełnie obok tego co zwierza intere­su­je. Co mu się w blo­gowa­niu przy­da. A jed­nocześnie z racji obec­noś­ci osób mniej obez­nanych w tema­cie — miejs­ca­mi strasznie płyt­ka, jak wiele rozmów gdzie trze­ba wszys­tko wyjaśnić od początku i to sze­rok­iej pub­licznoś­ci. Podob­nie jak cud­owne warsz­taty znanego z telewiz­ji Jarosława Kuź­niara o tym jak wys­tępować przed kamerą. Kil­ka prostych rad, które pewnie nie jed­ne­mu vlogerowi pomogą lep­iej się zaprezen­tować. Siedzi­ałam na sali, śmi­ałam się, klaskałam, pisałam tweety mówiące o tym jaki to jest super punkt pro­gra­mu. Ale zwierz nadal uważa że powinien być w tym samym cza­sie w jakiejś innej sali i np. słuchać prelekcji o tym jakie ma znacze­nie język w jakim pisze­my (czy jak­iś podob­ny do tego). Ale takiego podzi­ału nie było, więc trochę punk­tów pro­gra­mu było dla niko­go a trochę powin­ny być tylko dla jed­nej konkret­nej grupy a były dla wszys­t­kich. Wys­zliśmy już z eta­pu defin­iowa­nia się jako blogerzy, przes­zliśmy przez kon­flikt ze stary­mi medi­a­mi, a także przez zachłyśnię­cie się komer­cyjnym wyko­rzys­taniem blo­ga. Ter­az jesteśmy już zupełnie dorośli i wcale nie młodzi. Czas zająć się konkre­ta­mi. Wys­tąpi­e­nie – niesły­chanie konkretne o tym  jak zara­bi­ać na blogu czy właśnie te szkole­nia dla youtu­berów pokazu­ją, że najlepiej słucha się nie tyle ogól­nych idei tylko bard­zo pre­cyzyjnych wskazówek i pomysłów. I fajnie było­by gdy­by na przyszłym Blog Forum Gdańsk sko­rzys­tać z tego zarzu­conego pomysłu prowad­zonych równole­gle sesji (jak na kon­fer­enc­jach naukowych czy kon­wen­tach) i dzię­ki temu podzielić – przy­na­jm­niej jed­nego dnia – wid­own­ię tak by każdy słuchał tego co może mu się przy­dać.

WP_20141026_002

To jest najprawdzi­wsza praw­da. Gdańsk miał doskon­ały pomysł by uczynić z siebie mias­to przy­jazne blogerom. Nie tylko dlat­ego, że to trochę dar­mowa rekla­ma mias­ta (które jest fajne i nie potrze­bu­je dodatkowych pole­ceń), ale dlat­ego, że gdy­by to nie był Gdańsk to pewnie blogerzy nigdy by się nie zebrali. I nie odmieniali nazwy mias­ta przez wszys­tkie przy­pad­ki

Oczy­wiś­cie wys­tąpi­enia o charak­terze ogól­nym mają sens i częs­to są bard­zo dobre. Choć jak by Kon­rad z Halo Ziemia dużo nie mówił o moral­noś­ci i wewnętrznym kom­pasie w blo­gowa­niu tak wielu zgro­mad­zonych na sali pisze o sprawach przy których te dylematy – są zupełnie innego kali­bru. Jeśli pisze się o społeczeńst­wie, włas­nym życiu, dzieci­ach — pewne ele­men­ty odpowiedzial­noś­ci są ważne. Kiedy pisze się recen­z­je fil­mu — te decyz­je odby­wa­ją się na nieco innej płaszczyźnie. Ale to nie wina Kon­ra­da który jak zwyk­le doskonale mówił. Podob­nie – trochę jed­nak zanied­bane przez wid­own­ie wys­tąpi­e­nie blogerów z Ukrainy, Chin czy Egip­tu. Porusza­jące przemówienia i pan­ele pokazu­jące jak blo­gi mogą zmieni­ać rzeczy­wis­tość.  Doskon­ałe. Ale rzeczy­wiś­cie czy należy się spodziewać, że wid­ow­n­ia złożona z ludzi trak­tu­ją­cych blo­gi jak fra­jdę i rozry­wkę czy pracę będzie równie zain­tere­sowana dzi­ała­ni­a­mi poli­ty­czny­mi gdzie blog jest narzędziem, którego wyko­rzys­tanie wyni­ka nie tyle z chę­ci blo­gowa­nia co z braku dostępu do trady­cyjnych mediów. Odrzu­ca­jąc na bok poczu­cie „jesteś­cie tacy płyt­cy powin­niś­cie posłuchać jak inni mają gorzej i poważniej” zwierz doszedł do wniosku, że jeśli na jakiekol­wiek spotkanie ludzi związanych z medi­a­mi rozry­wkowy­mi wprowadz­ić auto­ra nieza­leżnej gaze­ty wydawanej na powielaczu w kra­ju trze­ciego świa­ta to efekt będzie ten sam. Z fak­tu posi­ada­nia blogów przez nich i przez nas niewiele wyni­ka pokrewieńst­wa. Co więcej, zwierz słucha­jąc tych wys­tąpień cały czas zas­tanaw­iał się czy aby na pewno nie trak­tu­je­my takich blogerów jako naszego uspraw­iedli­wienia do pisa­nia o czymś mniej ważnym. Przy czym zwierz nie ma wraże­nia by ktokol­wiek się nawró­cił na obal­anie sys­te­mu. W każdym razie zwierz niesły­chanie szanu­je wszys­t­kich ludzi którzy ryzyku­ją życie by zmienić rzeczy­wis­tość z gorszej na lep­szą. Ale miał też nie miłe wraże­nie, że trochę popraw­iamy sobie nimi samoocenę.

Hej zmieńmy iden­ty­fika­to­ry. Imiona i nazwiska malutki­mi literka­mi, a nazwa blo­ga woła­mi co by moż­na było udawać że się wszys­t­kich zna zami­ast gapić im się w pępek.

Zwierz może brzmieć nieco kry­ty­cznie ale to chy­ba tylko dlat­ego, że przeczy­tał gdzieś że ludzie ze wszys­tkiego zad­owoleni są postrze­gani jako mniej inteligent­ni. Ale tak serio, to powyższe uwa­gi nie pojaw­ił­by się pewnie gdy­by zwierz nie baw­ił się na tyle dobrze by jed­nak staw­iać się na kole­jnych punk­tach pro­gra­mu a nie szukać dro­gi do wyjś­cia. Z całą pewnoś­cią w tym roku było zde­cy­dowanie łatwiej być zasłuchanym prele­gen­tem. Wybór Teatru Szek­spirowskiego na bazę Blog Forum było doskon­ałym pomysłem. Po pier­wsze – sama wid­ow­n­ia jest niesamowi­ta (te wygodne fotele, ten wspani­ały widok właś­ci­wie z każdego punk­tu, ta świet­na wari­ac­ja na tem­at ksz­tał­tu teatru Elż­bi­etańskiego). Po drugie – spore zaplecze dało dokład­nie to czego brakowało poprzed­nim razem – mnóst­wo dobrze oświ­et­lonego cichego miejs­ca gdzie moż­na było poroz­maw­iać. Po trze­cie – fakt, że teatr zna­j­du­je się w samym cen­trum ode­jmie wszelkie prob­le­my z tym jak się wró­ci do hostelu, czy uda się dotrzeć itp. Orga­ni­za­cyjnie też wszys­tko było niesły­chanie sprawne, akredy­tac­ja trwała mgnie­nie oka, pysz­na kawa nic nie kosz­towała a jedze­nie było bard­zo smaczne. Impreza inte­gra­cyj­na nie chci­ała się zaś skończyć i nawet tort blogerom dali. Jedyne do czego zwierz się orga­ni­za­cyjnie przy­czepi to ten sam prob­lem co w zeszłym roku. Nazwa blo­ga jest na iden­ty­fika­torze tak mała, że nie da się dyskret­nie sprawdz­ić z kim się roz­maw­ia. I tak nie moż­na od razu udawać że się zna czy­je­goś blo­ga, trze­ba się najpierw niedyskret­nie wpa­try­wać komuś pół min­u­ty w pępek mróżąc oczy. Co oczy­wiś­cie nie sprzy­ja dyskret­ne­mu sprawdza­niu z kim się tak właś­ci­wie roz­maw­ia.

 

A w ogóle Gdańsk jak zwyk­le taki ład­ny

Oczy­wiś­cie zwierz nie był­by sobą gdy­by nie podzielił się z wami reflek­sją że tym co chy­ba najprzy­jem­niej będzie z całej tej wielkiej wyprawy wspom­ni­ał to fakt, że drugiego dnia wyjaz­du znalazł chwilę by obe­jrzeć pro­gram Gra­hama Nor­tona. Tam dowiedzi­ał się, że Miran­da Hart wydała nową książkę z sce­nar­iusza­mi do jej seri­alu Miran­da. Zwierz od razu kupił sobie tą książkę na ama­zonie i przeczy­tał praw­ie całą w drodze powrot­nej do domu. Tak moi drodzy, to było abso­lut­nie cud­owne przeży­cie. Takie bard­zo zwier­zowe i nie wyma­ga­jącej inter­akcji z ludź­mi. Dla niek­tórych, dowód na to, że zwierz jest nie refor­mowal­ny. Tu niek­tórzy dorzucą „nieste­ty” inni „na szczęś­cie”. Zwierz zaś może tylko wzruszyć ramion­a­mi. Wszak zwierz jest tylko zwierzem.

Ps: To jest wpis który miał być w niedzielę, ale go nie było, bo zwierz jed­nak nie dał rady. Co oznacza że recen­z­ja z Dok­to­ra dopiero jutro. Straszne, kosz­marne, zwierz się kaja.

Ps2: Zwierz miał czas nadro­bić How To Get Away With Mur­der. I wiecie co – po tych pię­ciu odcinkach zwierz odnosi co raz bardziej wraże­nie, że tu się nic nie zgadza w warst­wie emocjon­al­nej. Zwłaszcza głów­na bohater­ka jest postacią strasznie niespójną. I kosz­marnie przeszarżowaną we wszys­t­kich emocjon­al­nych sce­nach. Może chciano pokazać dwois­tośc postaci ale bardziej wychodzi taki schemat – zde­cy­dowana w pra­cy, emocjon­al­na w domu. A zwierz tego schematu bard­zo nie lubi.

14 komentarzy
0

Powiązane wpisy