Home Ogólnie Profesjonalna obsługa Google czyli zwierz ma najważniejszą pracę na świecie

Profesjonalna obsługa Google czyli zwierz ma najważniejszą pracę na świecie

autor Zwierz
Profesjonalna obsługa Google czyli zwierz ma najważniejszą pracę na świecie

Jakoś tak w zeszłym  tygod­niu zwierz zdał sobie sprawę, że jest nas na blogu że jest nas na Face­booku już 17 tysię­cy. Zwierz nigdy nie spodziewał się, że będzie go czy­tać lud­ność mniej więcej mias­ta powia­towego ale sko­ro już się tak stało to trze­ba się z tego cieszyć. Wśród wielu, wielu pytań padło to o pracę zwierza. To doskon­ały moment by wam o niej dokład­nie opowiedzieć. Bo wiecie, zwierz ma najważniejszą pracę na świecie.

Ale po kolei co roku autorzy Oxford Dic­tio­nary ogłasza­ją słowo roku. W tym wygrało słowo “post truth” — post praw­da. W najwięk­szym skró­cie oznacza to, że przeży­wamy kryzys prawdy. Moż­na powiedzieć, że praw­da zawsze zna­j­du­je się w kryzysie, a relaty­wiś­ci powiedzą wam, że zna­j­du­je się w kryzysie i nie bo czymże jest ta praw­da. Jeśli jed­nak ode­jdziemy od rozważań z najwyższej pół­ki to dojdziemy do pewnych zjawisk społecznych (do których bard­zo dokła­da się inter­net), które sta­ją się coraz bardziej niepoko­jące. Otóż, nie tylko coraz mniej ufamy fak­tom — staw­ia­jąc je na równi z emoc­ja­mi (to, że ja uważam że jest prawdą jest równie prawdzi­we co np. bada­nia naukowe), ale też coraz częś­ciej w ogóle się nie zas­tanaw­iamy nad tym czy mamy do czynienia z prawdą. Jeśli zobaczy­cie omówie­nie wyborów prezy­denc­kich w Stanach Zjed­noc­zonych i poczyta­cie o tym co dzi­ało się np. w social media to dowiecie się, że w wielu przy­pad­kach najchęt­niej podawany­mi dalej infor­ma­c­ja­mi były te zupełnie nieprawdzi­we. Kil­ka dni po wyb­o­rach pier­wszy wynik z Google (doty­czą­cy wyborów) podawał nieprawdzi­wą infor­ma­cję. W takich cza­sach niesły­chanie trud­no cokol­wiek przewidzieć bo ludzie opier­a­ją swo­je sądy na emoc­jach i uważa­ją je za równie ważne co fak­ty. Nie moż­na się temu prze­ci­w­staw­ić i nawet liczne bada­nia naukowe niewiele zmienią. Wystar­czy że coś komuś wyglą­da na prawdę i automaty­cznie się nią sta­je. A jeśli ludzie nie kwes­t­ionu­ją tego co czy­ta­ją — wtedy  dez­in­for­ma­c­ja tak się zwięk­sza że praw­da nie ma szans — ostate­cznie wygry­wa w sieci nie ten kto ma rację ale ten kto głośniej krzy­czy.

Są momenty kiedy praca zwierza wygląda tak (tu zwierz porządkuje wycinki poświęcone programowi 500 plus)

Są momen­ty kiedy pra­ca zwierza wyglą­da tak (tu zwierz porząd­ku­je wycin­ki poświę­cone pro­gramowi 500 plus)

Jak to się ma do pra­cy zwierza? Wszys­tko po kolei. Zaczni­jmy od tego kim zwierz naprawdę jest. Wielu z was — zwłaszcza śledzą­cych zwierza na Face­booku czy­tało, że jest researcherem. To słowo niesły­chanie pojemne i znaczy bard­zo wiele. W nauce częs­to korzys­ta się go do opisu pra­cown­ików naukowych wykonu­ją­cych konkret­ny typ badań, w wielu kor­po­rac­jach są to oso­by niesły­chanie wysoko wyk­wal­i­fikowane — a żeby się tam dostać trze­ba prze­jść nie tylko test wiedzy czy zna­jo­moś­ci języków ale także predys­pozy­cji matem­aty­cznych. Jed­nak zwierz reprezen­tu­je zawód niewiel­ki, prak­ty­cznie wymier­a­ją­cy. Jest researcherem w redakcji. Co to oznacza? Po pier­wsze że być może dawniej nazy­wano by go po pros­tu archi­wistą ale cza­sy się zmieniły i każe stanowisko ma nieco inną nazwę. Zwierz zaj­mu­je się w pra­cy wielo­ma rzecza­mi (łącznie z czyn­noś­ci­a­mi bard­zo mechan­iczny­mi i pewnie z punk­tu czytel­ni­ka nud­ny­mi — bo archi­wiz­owanie kole­jnych numerów tygod­ni­ka nie jest pory­wa­ją­co ciekawe) ale jed­nym z jego zadań ( o którym chce wam więcej opowiedzieć) jest pomoc dzi­en­nikar­zom. Wyobraź­cie sobie, że dzi­en­nikarz dosta­je lub wymyśla tem­at. Cza­sem musi napisać coś na zapotrze­bowanie chwili — zwłaszcza komen­tarz czy artykuł doty­czą­cy bieżą­cych spraw poli­ty­cznych czy eko­nom­icznych. Może to oczy­wiś­cie zro­bić sam. Ale czy woli­cie artykuł opier­a­ją­cy się wyłącznie na tym co wymyślił sobie dzi­en­nikarz czy na porząd­nej kwerendzie i lek­turze także tego co napisali na ten tem­at inni.

Choć może się to wydać zabawne, bez kleju i nożyczek zwierzowi byłoby bardzo trudno wykonywać swoją pracę. Coś jak powrót do ZPT :)

Choć może się to wydać zabawne, bez kle­ju i noży­czek zwier­zowi było­by bard­zo trud­no wykony­wać swo­ją pracę. Coś jak powrót do ZPT :)

Bram­ka numer dwa wyda­je się nieco bardziej atrak­cyj­na. I tu właśnie wchodzą pra­cown­i­cy tacy jak zwierz. Dzi­en­nikarz potrze­bu­je jakiejś specy­ficznej danej doty­czącej wskaźników eko­nom­icznych? Zna­jdziemy. Chci­ał­by zobaczyć co na tem­at danego reży­sera pisano wcześniej w prasie pol­skiej? Wyszukamy. Chce dowiedzieć się czy w ostat­nich lat­ach były jakieś afery z udzi­ałem poli­tyków z Lubli­na (przykład z powi­etrza). Sprawdz­imy. Dlaczego dzi­en­nikarz nie zro­bi tego sam? Ponieważ nie ma cza­su ale też dlat­ego, że nie do koń­ca na tym pole­ga jego zadanie. Researcher częs­to wyszuku­je infor­ma­c­je nie wiedząc dokład­nie do czego się przy­dadzą. Ba! Cza­sem wyszuku­je się infor­ma­c­je głównie po to by pokazać dzi­en­nikar­zowi, że na dany tem­at nikt jeszcze w dany sposób nie pisał. Jed­nocześnie pra­ca ta opiera się głównie na chłonię­ciu infor­ma­cji. Nie za dokład­nie — ale za to z bard­zo wielu dziedzin. Do tego konieczne jest śledze­nie mediów.  Nasz dzi­ał w redakcji czy­ta tytuły pra­sowe z całego spek­trum — od lewej do prawej — zarówno archi­wiz­u­jąc ważniejsze artykuły jak i mon­i­toru­jąc co się tak właś­ci­wie dzieje. To jest specy­ficz­na pra­ca i specy­ficzny sposób patrzenia na wydarzenia. Dzi­en­nikarz bard­zo częs­to jest ekspertem — doskonale wie dlaczego jakieś wydarzenia mają miejsce, jak prze­b­ie­ga­ją pro­cesy, częs­to staw­ia właś­ci­wą diag­nozę czy prog­nozu­je na przyszłość. Resercher wie nato­mi­ast, że tydzień temu poseł powiedzi­ał coś głupiego, że bank X zmienia właś­ci­ciela, że przed wczo­raj wyszedł raport odnośnie tego ile firmy tracą na zwol­nieni­ach lekars­kich. Zresztą prowadzi to do zabawnej sytu­acji że nawet dziś wraca­jąc do domu zwierz bierze gazetę i w myślach zaz­nacza które z artykułów zostaw­ił­by jako cenne w archi­wum.

Kiedy już się wszystko przeczyta i wytnie odpowiednie wycinki trzeba je ułożyć. Zanim się to odpowiednio zrobi to na biurku powstają instalacje artystyczne

Kiedy już się wszys­tko przeczy­ta i wyt­nie odpowied­nie wycin­ki trze­ba je ułożyć. Zan­im się to odpowied­nio zro­bi to na biurku pow­sta­ją insta­lac­je artysty­czne

Szukanie infor­ma­cji nie jest też wcale aż tak łatwe jak się wyda­je. Jeśli dzi­en­nikarz ma tydzień na wymyśle­nie i napisanie tek­stu to niekoniecznie ma czas przeglą­dać wszys­tkie artykuły w sieci. Tu wchodzi właśnie researcher który po pier­wsze wie jakim źródłom zau­fać. Inter­net pełen jest stron które ofer­u­ją infor­ma­c­je szy­bko. Ale jest sto­sunkowo niewiele miejsc gdzie moż­na być pewnym podanej infor­ma­cji. Zresztą cza­sem w ogóle pier­wsze zajrze­nie do inter­ne­tu niewiele daje. Zwierz nigdy nie zapom­ni jak znalazł tekst o stra­jku górników w lat­ach 90. Zamaw­ia­ją­ca jego znalezie­nie dzi­en­nikar­ka pamię­tała, że coś się wydarzyło konkret­nego w lat­ach 90. Ale jak to znaleźć. Zwierz przeszukał na piechotę czter­dzieś­ci stron archi­wum Gaze­ty Wybor­czej ale w końcu znalazł notatkę. Był z siebie dum­ny jak rzad­ko. To jed­nak dobrze pokazu­je, że trze­ba wiedzieć gdzie szukać, mieć cier­pli­wość i przede wszys­tkim cały czas zadawać sobie pytanie czy infor­ma­c­je które właśnie się przed nami wyświ­et­la­ją są wiary­godne. Zwłaszcza, że wszyscy w Internecie gramy trochę w głuchy tele­fon i częs­to zdarza się, że dane pojaw­ia­ją się w wielu miejs­cach ale właś­ci­wie nie sposób dociec skąd ktoś je ma. Albo na czym oparł artykuł. Stąd też do jed­nego z najważniejszych zadań jest stworze­nie sobie takiej listy miejsc którym się ufa. Cza­sem może się okazać że na pewne zapy­ta­nia nie zna­jdziecie żad­nego naprawdę zau­fanego miejs­ca w sieci. Będzie za to mnóst­wo wpisów blo­gowych czy foru­mowych ludzi którzy są bard­zo pewni że piszą całą prawdę.  Tym­cza­sem częs­to wystar­czy zadać sobie pytanie “skąd on to wie” by znaleźć się w sytu­acji kiedy właś­ci­wie wszys­tko budzi nasze wąt­pli­woś­ci.

Kiedy człowiek próbuje czytać wszystko dość szybko zdaje sobie sprawę jak bardzo ograniczone ma spojrzenie na świat i jak wiele światów równoległych funkcjonuje wokół niego

Kiedy człowiek próbu­je czy­tać wszys­tko dość szy­bko zda­je sobie sprawę jak bard­zo ogranic­zone ma spo­jrze­nie na świat i jak wiele światów równoległych funkcjonu­je wokół niego

Jed­nocześnie czy­tanie gazet z całego spek­trum pokazu­je jak bard­zo opis jed­nego wydarzenia może się różnić. Zwierz oczy­wiś­cie jest tego świadom (w sum­ie to jest pod­stawa wyk­sz­tałce­nia his­to­rycznego — przeko­nanie, że żaden tekst nie mówi całej prawdy) ale naprawdę to niesamowite co się dzieje kiedy wyjdzie się ze swo­jej bez­piecznej bań­ki infor­ma­cyjnej. Wtedy okazu­je się, że obok siebie w tym samym kra­ju mogą mieszkać ludzie, którzy tak naprawdę mieszka­ją w dwóch równoległych rzeczy­wis­toś­ci­ach. I to naprawdę są dwa różne światy. To co w jed­nym wyda­je się niemożli­we, w drugim jest jak najbardziej uza­sad­nione, to co w jed­nym jest zagrożone w drugim uprzy­wile­jowane. Przy czym rzecz jas­na wszyscy mamy skłon­ność by wierzyć przede wszys­tkim temu co dokła­da się do naszej ist­niejącej już wiz­ji świa­ta. To taki mech­a­nizm przy którym nikt nie jest bez winy. Nieste­ty jeśli czer­piemy wiedzę tylko z naszego bąbel­ka w sieci to okazu­je się częs­to, że zapom­i­namy o jego ist­nie­niu. Powoli jesteśmy przeko­nani, że to jest rzeczy­wis­tość i moż­na ją opisać tylko w jeden sposób. Nie ma lep­szego ćwiczenia niż wyjść z takiego świa­ta i zdać sobie sprawę, jak wiel­ka jest różnorod­ność poglądów. Brz­mi banal­nie? Jasne ale zapew­ni­am was że więk­szość z nas nie pod­chodzi kry­ty­cznie do źródeł swo­jej wiedzy o świecie. Dlat­ego tak łat­wo zastąpić fak­ty uczu­ci­a­mi i przeczu­ci­a­mi.

Największa sztuczka polega nie na tym by wiedzieć wszystko tylko wiedzieć coś o wszystkim.

Najwięk­sza sztucz­ka pole­ga nie na tym by wiedzieć wszys­tko tylko wiedzieć coś o wszys­tkim.

Jed­nocześnie to zabaw­na pra­ca w której ide­al­ny pra­cown­ik (zwierz od razu zaz­naczy że nim nie jest — jest niezły ale nie ide­al­ny) zna się odrobinę na wszys­tkim. Jeśli kiedyś zaczniecie roz­maw­iać ze zwierzem o wydarzeni­ach na świecie, czy to poli­ty­cznych, społecznych, gospo­dar­czych czy naukowych to może­cie szy­bko się zori­en­tować, że coś gdzieś zwierz zawsze słyszał i w sum­ie mało infor­ma­cji jest dla niego zupełnie nowych. Jed­nocześnie jed­nak to zwyk­le wiedza dość pobież­na, oczy­wiś­cie są dziedziny na których ktoś zna się lep­iej (zwierz rzad­ko robi wyszuki­wa­nia doty­czące kwestii przed­siębiorstw i banków bo po pros­tu zna się na tym gorzej) ale ogól­nie cała zabawa pole­ga na tym by wiedzieć coś na każdy tem­at. Dzię­ki temu ma się punkt zaczepi­enia, kojarzy się jak­iś artykuł, jakieś nazwisko, jakieś wydarze­nie i od niego moż­na wyjść i szukać więcej. To oznacza, że w takiej pra­cy liczy się przede wszys­tkim zain­tere­sowanie światem ale też niezła pamięć. Nie znaczy to, że trze­ba recy­tować z pamię­ci całe artykuły ale tak na oko umieć powiedzieć  gdzie o tym pisano. Cza­sem zdarza się, że zwierz ma poczu­cie, że wszys­tko dzi­ała trochę inaczej bo np. infor­ma­c­je które pojaw­ia­ją się dość wcześnie w życiu zwierza do takiej powszech­nej świado­moś­ci prze­chodzą nieco później. Częs­to już zniek­sz­tał­cone przez wspom­ni­any głuchy tele­fon.

Zwierz może wam zdradzić że jedynym filmem na którym poczuł zawodową zazdrość jest Spotlight. Jakie oni tam mieli piękne archiwum. Choć nie podklejali wycinków.  Bez sensu, dziennikarze pogniotą i pewnie zgubią.

Zwierz może wam zdradz­ić że jedynym filmem na którym poczuł zawodową zaz­drość jest Spot­light. Jakie oni tam mieli piękne archi­wum. Choć nie pod­kle­jali wycinków. Bez sen­su, dzi­en­nikarze pogniotą i pewnie zgu­bią.

Choć pra­ca researchera jest waż­na to sama funkc­ja jest pomoc­nicza. Trochę jak asys­tent pro­fe­so­ra. Ile by się nie nab­ie­gał do bib­liote­ki i nie zro­bił kser z odpowied­nich frag­men­tów książ­ki, to nie jest jej współau­torem. Zwier­zowi to nie przeszkadza. Wręcz prze­ci­wnie uważa, że źle się dzieje, że coraz więcej redakcji rezygnu­je z takich posad. Zadaniem dzi­en­nikarza jest przede wszys­tkim znalezie­nie odpowied­niego tem­atu i opisanie go w jak naj­ciekawszy i najbardziej rzetel­ny sposób. Jeśli ma kogoś do pomo­cy spędzi więcej cza­su na czy­ta­niu dostar­c­zonych mate­ri­ałów niż na prze­bi­ja­niu się przez kole­jne strony Googla czy odt­warza­niu krok po kroku skąd jak­iś poli­tyk wziął dane na jakie się powołu­je. A to znaczy że ma więcej cza­su na pisanie dla czytel­ni­ka. Ostate­cznie — jakkol­wiek górnolot­nie to brz­mi — wydawanie cza­sopis­ma jest pracą zbiorową więc nie powin­no dzi­wić że pracu­je nad nim cała redakc­ja. Zwierz nigdy (do chwili kiedy wszedł do inter­ne­tu) nie uważał by w jego pra­cy było cokol­wiek nieucz­ci­wego czy dzi­wnego. Nie mniej spotkał się w Internecie z przedzi­wnym założe­niem że dzi­en­nikarz wszys­tko musi przy artykule zro­bić sam. Otóż nie musi. Jedyne co musi zro­bić sam to go napisać. Zresztą wiecie — nieza­leżnie od tego ile danych czy źródeł dostar­czy researcher to dzi­en­nikarz ukła­da je w spójną całość.

Im więcej osób zadaje sobie pytanie o to czy informacje które widzi są prawdziwe tym lepiej dla nas wszystkich.

Im więcej osób zada­je sobie pytanie o to czy infor­ma­c­je które widzi są prawdzi­we tym lep­iej dla nas wszys­t­kich.

Zwierz napisał na początku o post prawdzie i najważniejszej pra­cy na świecie. Pocieszy was że najważniejszą pracę na świecie może­cie mieć wszyscy. Bo najważniejszą pracą na świecie jest zadawanie pytań i kwes­t­ionowanie odpowiedzi. Zadawanie pytań wszyscy mamy we krwi. Kiedy mamy cztery lata zada­je­my ich set­ki dzi­en­nie. Potem jakoś nam prze­chodzi. Tym­cza­sem pyta­nia trze­ba zadawać codzi­en­nie. Zwłaszcza jeśli czyta­cie infor­ma­c­je o świecie. Pier­wsze pod­sta­wowe brz­mi — skąd wiem, że to praw­da. Drugie — jeśli ktoś mnie o tym infor­mu­je to co chce zyskać. Codzi­en­nie ludzie chcą wywołać odpowied­nie reakc­je. Chcą nas przes­traszyć, pocieszyć, rozbaw­ić, czy na nas zaro­bić. Po trze­cie — jak mogę się upewnić że to co czy­tam ma cokol­wiek wspól­nego z fak­ta­mi.  Jed­nak nie chodzi jedynie o zadawanie pytań. Chodzi o to by nie zad­owalać się pier­wszym wynikiem z Google. Po lat­ach w tej samej pra­cy zwierz może wam powiedzieć, że stworze­nie sobie listy stron zau­fanych i takich o których wiemy, że zna­jdziemy na nich określone poglądy nie jest trudne. Zresztą kiedyś ludzie dużo lep­iej ori­en­towali się kto jak pisze (nikt nie spodziewał się po gaze­tach obiek­ty­wnoś­ci ale ludzie wiedzieli jakie poglądy ma redakc­ja) niż ter­az. Nieste­ty do Inter­ne­tu — który jest wspani­ałym narzędziem do pozyski­wa­nia infor­ma­cji — więk­szość z nas przy­chodzi bez narzędzi. Ufamy że wyszuki­war­ka odpowie na każde nasze pytanie. I praw­da jest taka, że na pewno coś wyrzu­ci w wynikach wyszuki­wa­nia. Tylko nie zawsze będzie to miało cokol­wiek wspól­nego z prawdą. To trochę jak z tymi znany­mi fak­ta­mi ze świa­ta pop­kul­tu­ry które nigdy nie miały miejs­ca (jak wykrzyknię­cie ‘To ele­men­tarne dro­gi Wat­sonie”) — obec­nie cały świat pełen jest takich oczy­wistych fak­tów.

Jeśli oderwiecie się od urody zwierza to zobaczycie za nim rzędy teczek. Podstawa naszej pracy - w nich znajdują się wycinki na niemal każdy temat. Zwierz mniej więcej umie się w całej tej plątaninie poruszać. Ale im dłużej się tu jest tym lepiej się wie co jest dokładnie gdzie. Każdy wycinek ma swoje miejsce.

Jeśli oder­wiecie się od urody zwierza to zobaczy­cie za nim rzędy teczek. Pod­stawa naszej pra­cy — w nich zna­j­du­ją się wycin­ki na niemal każdy tem­at. Zwierz mniej więcej umie się w całej tej plą­taninie poruszać. Ale im dłużej się tu jest tym lep­iej się wie co jest dokład­nie gdzie. Każdy wycinek ma swo­je miejsce.

Zwierz lubi swo­ją pracę. Mimo, że jak może zauważyliś­cie ma twór­czą duszę, to nigdy nie przeszkadza­ło mu, że jego pra­ca jest dla kogoś. Wręcz prze­ci­wnie nawet się cieszy, że twór­cza część jego pra­cy pozosta­je tylko jego (pra­ca w redakcji daje bez porów­na­nia mniej wol­noś­ci niż pra­ca nad blo­giem). Jed­nocześnie kiedy patrzy się na sześć archi­wal­nych teczek poświę­conych wycinkom o katas­trofie smoleńskiej to cza­sem chce się głęboko westch­nąć i tanecznym krok­iem opuś­cić dzi­ał i więcej nie wracać. Nie mniej tym co zwierz codzi­en­nie wynosi z pra­cy jest przeko­nanie, że robi coś ważnego. Jest jed­ną z ostoi dawnego myśle­nia o świecie. Myśle­nia które pod­powia­da, że dotar­cie do wiary­god­nych fak­tów i dobrze sprawd­zonych infor­ma­cji jest kluc­zowe w świecie mediów. To miłe myśleć, że jest się jeszcze w świecie w którym to ma znacze­nie. Zwłaszcza kiedy widzi się wokół siebie ode­jś­cie od tych wartoś­ci. Wydawać by się mogło, że przyszłość będzie należała właśnie do takich zawodów jak ten zwierza. Nikt nie jest w stanie oga­r­nąć wszys­t­kich infor­ma­cji jakie przele­wa­ją się przez sieć. Dlat­ego potrzeb­ni są ludzie którzy zna­jdą to co się liczy. Będą — jak śmieje się zwierz — pro­fesjon­al­nie obsługi­wać Google. Nieste­ty tak się nie stało. Zami­ast sprawdza­nia infor­ma­cji wybier­amy to co się nam podo­ba. Zami­ast zadawa­nia pytań klikamy w to co wyda­je się wiary­godne. I choć sami sobie nie zda­je­my z tego sprawy, pode­j­mu­je­my decyz­je o życiu i świecie w opar­ciu o zupełnie nieprawdzi­we dane. A potem rozglą­damy się wokół siebie i nie jesteśmy w stanie zrozu­mieć. Co się właś­ci­wie stało. Bądź­cie mądrzy. Zadawa­j­cie pyta­nia. Wszyscy zostań­cie researchera­mi.

Ps: Jeśli macie jeszcze jakieś pyta­nia doty­czące pra­cy zwierza to chęt­nie na nie odpowie w komen­tarzach

ps2: Wczo­raj oczy­wiś­cie był nowy pod­cast w którym roz­maw­ial­iśmy z Pawłem o tym czy moż­na się baw­ić w wojnę i w którym zwierz tłu­maczył dlaczego Angl­i­cy czy Fran­cuzi mogą mieć z tym więk­szy prob­lem niż Pola­cy. Koniecznie posłucha­j­cie.

23 komentarze
0

Powiązane wpisy