Home Doktor Who There is trouble at the Mill czyli wiktorański Doktor to dobry Doktor

There is trouble at the Mill czyli wiktorański Doktor to dobry Doktor

autor Zwierz


Hej

 

 

Odcin­ki Dok­to­ra pisane przez Mar­ka Gatis­sa należą do dwóch kat­e­gorii — jed­nych z naj­gorszych odcinków i takich które spraw­ia­ją zwier­zowi niesamow­itą radość. W tym sezonie Gatiss zafun­dował już zwier­zowi niesły­chanie sym­pa­ty­czny i przy­na­jm­niej w opinii zwierza klasy­czny odcinek Dok­to­ra i ter­az powraca by znów zabrać zwierza do świa­ta gdzie po jed­nym odcinku seri­alu zwierz ma naty­ch­mi­ast ochotę na następ­ny. Choć nie koniecznie ma mate­ri­ał na napisanie pełnego wnikli­wych uwag wpisu (dalej spoil­ery w tym wiz­ualne).

 

 Zwierz nieste­ty coś nacis­nął i zamknęła mu się wyszuki­war­ka ale z tego co odzyskał może was zapewnić że gify są z tych tum­blr a przy­na­jm­niej tam je zwierz znalazł (czyli tu , tu, tutu i tu)

 

Tak Crim­son Hor­ror może przez wielu zostać uznanym za odcinek płas­ki czy mało błyskotli­wy ale zwierz musi przyz­nać, że od daw­na czekał na coś takiego. To jest odcinek z przy­godą Dok­to­ra gdzie przy­go­da zaj­mu­je tyle cza­su, że nie ma miejs­ca na anal­i­zowanie relacji Dok­to­ra z towarzyszką, kwestii pode­jś­cia naszego Dok­to­ra do spraw moral­nych itp. Oczy­wiś­cie zwierz zaraz poda przykłady czegoś zupełnie prze­ci­wnego ale trochę przy­pom­i­na się zwier­zowi odcinek z wilkołakiem, który na papierze brz­mi kre­tyńsko ale oglą­dało się go bard­zo miło między inny­mi dlat­ego, że przy­go­da wypeł­ni­ała więk­szość ekra­nowego cza­su.

 

 Zwierz zamieszcza nie dlat­ego, że to cud­ow­na sce­na ale dlat­ego, że macie ory­gi­nal­ny wygląd cytatu którego podły nie tioleru­ją­cy apos­trofów w tytule blox nie daje użyć


Dok­tor zawsze miał słabość do cza­sów wik­to­ri­ańs­kich ale ostat­nio sce­narzyś­ci zbu­dowali w XIX wiecznym Lon­dynie prawdzi­wą bazę wypad­ową dla para­nor­mal­nych kłopotów. Madam Ves­tra, Jen­ny i Strax stali się bohat­era­mi, którzy spoko­jnie mogli­by się doro­bić włas­nego mini seri­alu gdzie ta trój­ka rozwiązu­je zagad­ki z który­mi nie poradz­ił­by sobie sam Sher­lock Holmes (zgod­nie z datą powinien się gdzie wtedy po Lon­dynie krę­cić). Tym razem zresztą nie mamy odcin­ka londyńskiego (w sum­ie słusznie bo nie wszys­tkie dzi­wne i para­nor­malne rzeczy dzi­ać musza się w stol­i­cy) tylko roz­gry­wa­ją­cy się w York­shire co daje nam możli­wość posłucha­nia sobie trochę charak­terysty­cznego akcen­tu który brz­mi doskonale zwłaszcza w wyko­na­niu Dok­to­ra. Jak w wielu dobrych odcinkach — całkiem sporo dzieje się na ekranie zan­im zobaczymy Dok­to­ra. Zwierz to nawet lubi bo sko­ro Dok­to­ra nie ma jego pojaw­ie­nie się musi być bardziej spek­taku­larne. Co ciekawe wcale go na ekranie nie braku­je a Jen­ny jako odkry­wa­ją­ca tajem­nice pewnej dzi­wnej społecznoś­ci bohater­ka sprawdza się bard­zo dobrze. A jej dochodze­nie jest kluc­zowe dla fabuły.

 

 

 

 Brz­mi trochę jak szy­b­ki kurs jak znaleźć TARDIS i Dok­to­ra w swoim ogród­ku ;)

 

Jak się okazu­je Dok­tor cza­sem wpa­da w całkiem spore kłopo­ty — zwierz musi przyz­nać, że strasznie spodobała mu się wiz­ja his­torii, którą poz­na­je­my właś­ci­wie od środ­ka. ciekawe co by się stało gdy­by dziel­na Jen­ny nie zawędrowała do pozornie ide­al­nej społecznoś­ci i nie znalazła tam naszego ulu­bionego wład­cy cza­su w stanie uniemożli­wia­ją­cym dal­sze prowadze­nie dochodzenia. I tu następu­je moment w odcinku, który zwier­zowi spodobał się najbardziej. Jasne że Dok­tor musi opowiedzieć nam i Jen­ny co stało się wcześniej. Ale jak uczynić ret­ro­spekcję ciekawą? Tu sko­rzys­tano z czegoś co trochę przy­pom­ni­ało zwier­zowi mon­taże z kinowego Sher­loc­ka Holme­sa — udawany stary film, zdję­cia i przyśpiesze­nie a wszys­tko po to by streś­cić nam początek przy­gody której nie widzieliśmy. Zwier­zowi strasznie się ten pomysł podobał i gdy­by miał być szcz­ery — mógł­by cały odcinek zobaczyć nakrę­cony w ten sposób. Opowiedze­nie his­torii której początek i sus­pens znamy tak by się nam nie znudz­iła — to coś co wyma­ga pewnego kun­sz­tu, który tu udało się osiągnąć.

 

 

 Niby tajem­ni­cy w odcinku za wielkiej nie ma ale udało się wrzu­cić sporo niezłych ujęć.

 

Więk­szość odcin­ka wypeł­nia od tego momen­tu bie­ganinie i odkry­wanie kto i czym prag­nie wye­lim­i­nować ludzkość z gry. Trze­ba powiedzieć że wszys­tkie ele­men­ty jakie Gatiss zebrał w odcinku są raczej przewidy­walne co nie zmienia fak­tu, że udało mu się wrzu­cić kil­ka naprawdę niezłych scen. Przede wszys­tkim reakc­ja wszys­t­kich zebranych na Clarę, o której prze­cież wiedzą, że powin­na nie żyć a oto stoi przed nimi cała zdrowa i żywa. Fakt że Dok­tor uni­ka odpowiedzi a pod koniec odcin­ka przyj­mu­je, że odpowiedzi nie ma (i czyni to z uśmiechem na twarzy) świad­czy (przy­na­jm­niej zdaniem zwierza) że być może pytanie kim jest Clara przes­tało go tak stras­zli­wie nur­tować. Dru­ga sprawa to kwes­t­ia roze­gra­nia wątku z niewidomą córką podłej złej pani Gillyflower. po pier­wsze — zwier­zowi stras­zli­wie podo­ba się, że przez cały odcinek nazy­wa Dok­to­ra pot­worem (Mon­ster) bo jest w tym coś cud­own­ie dwuz­nacznego. Bo z jed­nej strony to najbardziej niewłaś­ci­wa nazwa z drugiej niesły­chanie wręcz traf­na. Poza tym  zwierz lubi zarówno zrozu­mie­nie i czułość jaką obdarza ją Dok­tor jak i aut­en­ty­czną wściekłość jaką budzi w nim odkrycie prawdy o losie dziew­czyny. Chęć zniszczenia przez panią Gillyflower całej ludzkoś­ci wyda­je się nie za bard­zo wzruszać przyzwycza­jonego do takich wyskoków Dok­to­ra, ale poświę­canie włas­nej cór­ki budzi w nim prawdzi­wą wściekłość. DO tego oczy­wiś­cie od początku przeczuwamy, że to czego w tym odcinku nie będzie mógł zro­bić Dok­tor zro­bi wściekła Ada, która jak wiele takich postaci okaże się sil­niejsza niż moż­na przy­puszczać.

 

 

 Zwierz lubi kiedy Dok­tor czyni szy­bkie i skom­p­likowane wyjaśnienia.

 

Zwier­zowi jak zwyk­le podobała się Clara, która nie pozwala sobie za bard­zo prz­ery­wać (zwłaszcza gdy ma coś kluc­zowego do powiedzenia) oraz nie boi się uży­wać krze­seł zami­ast stać z boku i czekać aż Dok­tor poświeci swoim śrubokrętem gdzie trze­ba. To strasznie sym­pa­ty­cz­na postać i jedyne co zwierza nieco niepokoi to fakt, że z odcin­ka na odcinek relac­ja Clary i Dok­to­ra co raz bardziej zaczy­na przy­pom­i­nać relację Dziesiątego i Rose. To znaczy, zwierz tak patrzy na bohaterów i na ich wza­jemne gesty i odnosi wraże­nie jak­by mieli sie w sobie zakochać co było­by sporym błę­dem bo jak wszyscy wiemy taki wątek raczej nie może skończyć się dobrze. Choć zwierz może się mylić bo choć to śmiesznie zabrz­mi zwierz ma wraże­nie że to nie tylko posta­cie mają się ku sobie ale raczej aktorzy są lep­iej dopa­sowani.

 

 

 

 Zdaniem zwierza ta sce­na doskonale pod­sumowu­je relac­je Dok­tor — Clara w doty­chcza­sowych odcinkach. 

 

Właśnie sko­ro o tym mowa. Zwierz nigdy nie był prze­ci­wnikiem Mat­ta Smitha jako Dok­to­ra — nie był to zwierza ukochany Dok­tor ale nigdy zwierz nie twierdz­ił, że jego pojaw­ie­nie się w seri­alu to herez­ja. Jed­nak to co stało się z nim po ode­jś­ciu Pondów to niemal mag­icz­na przemi­ana. W pier­wszej częś­ci siód­mego sezonu Matt gra aut­en­ty­cznie o klasę gorzej niż w drugiej częś­ci. Serio zwierz jest pod wraże­niem jak dobrze wychodzi mu  prze­chodze­nie od jed­nej emocji do drugiej jak wiele zaczęło się pojaw­iać w jego oczach i jak co raz mniej przy­pom­i­na plączącą się o własne nogi żyrafę. Ogól­nie zwierz musi powiedzieć, że może wzrok go myli ale w tym sezonie Matt jak­by trochę wyład­ni­ał i co raz rzadziej przy­pom­i­na kos­mitę bez charak­teryza­cji.

 

 

 

 Naresz­cie ktoś napisał to co zwierz myślał od chwili obsadzenia Mat­ta w roli Dok­to­ra


Gatiss to sce­narzys­ta, którego poczu­cie humoru chy­ba najbardziej pasu­je zwier­zowi. Choć do odcin­ka trze­ba było dołączyć obow­iązkowe spoliczkowanie Dok­to­ra (nawet słusznie bo nie cału­je się pier­wszej lep­szej dziew­czyny bez poz­wole­nia nawet jeśli jest się cału­ją­cym wszys­t­kich wład­cą cza­su) to było kil­ka nieco mniej oczy­wistych dow­cipów w tym ukochany dow­cip zwierza czyli pani Gillyflower ofer­u­ją­ca Dok­torowi kieliszek Amon­til­la­do czy “There’s trou­ble at t’mill”. Przy czym nazwi­j­cie zwierza łatwym w obsłudze ale bawi go zarówno bied­ny klient Madam Vestry które­mu przy­chodzi mdleć na widok wszys­t­kich para­nor­mal­nych wydarzeń, których jest świad­kiem jak i Strax który prze­maw­ia do konia z zde­cy­dowanym zawo­dem. Może to nie bawi wszys­t­kich ale zwierza bawi.

 

 

 Cóż nie wszyscy mamy takie samo poczu­cie humoru, nawet Dok­tor nic nie poradzi.


 

Jed­nak najlep­sza sce­na zde­cy­dowanie to ta, którą zachowano na koniec. Czyli nie da się w świecie Inter­ne­tu podróżować przez czas i przestrzeń i pozostać nieza­uważonym. Pomysł by podopieczni Clary zdali sobie sprawę, ze ich opiekun­ka podróżu­je w cza­sie (ależ to świet­nie brz­mi tzn. Clara wypa­da trochę jak Mary Pop­pins) jest po pros­tu cud­owny zwłaszcza że oznacza to iż w następ­nym odcinku (który jak wszyscy pamię­tamy napisał Neil Gaiman) na pokładzie TARDIS obok Clary zna­jdzie się też dwój­ka dzieci, czego od bard­zo daw­na nie było a co trze­ba powiedzieć chy­ba nieco zawraca nas do tych zamierzchłych początków seri­alu kiedy wymyślono go jako pro­gram dla dzieci.Rea­sumu­jąc Crim­son Hor­ror może jak każdy odcinek Gatis­sa wpaść w dwie kat­e­gorie. Ci którzy nie przepada­ją za odcinka­mi z wik­to­ri­ańską A‑team i wolą takie gdzie Dok­tor spo­ty­ka się z prob­le­ma­mi więk­szy­mi niż jak­iś prag­ną­cy zmieść ludzkość z powierzch­nie zmieni kos­mi­ta (czy może raczej właś­ci­wy mieszkaniec naszej plan­e­ty) mogą czuć się zaw­iedzeni. Jed­nak ci którzy Dok­to­ra lubią w wyda­niu gdzie trze­ba szy­bko bie­gać, szy­bko myśleć i przede wszys­tkim nie bać się wyko­rzys­tać krzesła — wtedy będziecie w pełni usatys­fakcjonowani. Zwierz który zawsze szu­ka w nowych odcinkach tego dawnego Dok­to­ra przy którym zadawal­iśmy sobie nieco mniej trud­nych pytań był bard­zo usatys­fakcjonowany.

 

Ps: Zwierz wie, że jesteś­cie rząd­ni tek­stów nie koniecznie o bry­tyjs­kich seri­alach więc jeszcze dziś jed­na not­ka która też będzie nieco nis­zowa ale w innym sty­lu.??

0 komentarz
0

Powiązane wpisy