Jak dobrze trzyma się w kinie nienawiść czyli o Nienawistnej Ósemce (bez spoilerów)

19/01/2016

Trochę bez serca czyli zwierz o Piotrusiu Panie w teatrze Buffo

19/01/2016

Biało bieluśko czyli o #Oscarssowhite

19/01/2016

Czymże byłby sezon nominacji bez choć jednego małego skandalu czy publicznej dyskusji? Nudą. W tym roku jednak dyskusja jest nie dość że interesująca co właściwie kluczowa. Oto aktorka Jada Pinkett Smith (znana z filmów i seriali a prywatnie żona Willa Smitha) i reżyser Spike Lee postanowili wezwać do bojkotu Oscarów, a przynajmniej zwrócić uwagę na co raz popularniejszy w Internecie hashtag #Oscarsowhite, wskazujący, że wśród nominowanych aktorów nie ma żadnego aktora czarnoskórego (ani aktorki). Tym samym powraca rozmowa o tym jak reprezentacja w kinematografii powinna się przekładać na reprezentację wśród nominowanych.

pic2

 Krytycy twierdzą że skończy się zawsze tak samo. Nominuje się tylko białych aktorów a potem podrzuca się ironiczny żart by było jasne że Akademia ma dystans

Zwierz zdaje sobie sprawę, że po przeczytaniu tego pierwszego akapitu część z was ma już wyrobione zdanie w sprawie. Co więcej – większość z was w jakiś sposób uzasadniła to zdanie – niezależnie od tego czy przychylacie się do postawy bojkotującej czy wręcz przeciwnie. Dlatego zwierz postanowił w tym wpisie raczej ustosunkować się do kilku zdań czy argumentów które padały w czasie licznych dyskusji na ten temat, mając nadzieję, że wyprzedzi w pewien sposób wasze pytania albo kwestie. Dzięki temu może uda nam się tą skomplikowaną – i wcale nie taką jednoznaczna sprawę uporządkować.

racist-oscars

Dla wielbicieli tezy że nominacje są odbiciem populacji US

Argument pierwszy: Nie nagradzamy koloru skóry tylko talent, w związku z tym jeśli wśród nominowanych nie ma aktorów czy twórców czarnoskórych to wykazali się mniejszym talentem.

To jest ten sam sposób rozumowania który prowadzi nas do przekonania, że kobiety zarabiają mniej w filmach bo zapewne gorzej grają albo są gorszymi pracownikami. Założenie że zastany obraz rzeczywistości jest sprawiedliwy zwykle pomaga uporządkować świat ale nie zmienia to faktu, że jest daleki od prawdy. Czy w ostatnim roku aktorzy czarnoskórzy wykazali się mniejszym talentem niż biali? Zwierz przyzna szczerze, że widział sporo dobrych ról – jak chociażby Samuela L. Jacksona w Nienawistnej Ósemce które spokojnie można byłoby nominować. Nie stało by się nic złego, poziom Oscarów by nie spadł. Nie byłaby to mniej zasłużona nominacja niż ta dla Jennifer Lawrence za Joy, wręcz przeciwnie – byłaby to zdecydowanie bardziej zasłużona nominacja. Co więcej – zwierz niestety musi was zasmucić. Choć Oscary raczej nie trafiają do rąk osób pozbawionych talentu to nie jest prawdą, że trafiają zawsze do najbardziej utalentowanych aktorów i najlepszych filmów. By zaprezentować film Akademii i zdobyć jej poparcie trzeba za nominacją lobbować, film pokazywać i po prostu działać. Jeśli czarnoskórzy aktorzy nie dostają nawet nominacji znaczy że na poziomie promocji filmu producenci przyjmują że filmy z nie białą obsadą mają mniejsze szanse na nagrodę. To zaś napędza w nas widzach przekonanie, że oto rzeczywistość prezentuje się tak iż najlepsze filmy mają białą obsadę. Nie do końca tak jest. Zwierz się założy że gdyby twórcy Straight Outta Compton wypuścili film w październiku a nie we właściwie „pustym” z punktu widzenia nagród sierpniu to mieliby więcej nominacji (co przyznali nawet niektórzy głosujący którzy o filmie do momentu głosowania zapomnieli). Ale dystrybutor tego nie zrobi bo nie celuje w nagrody. Z wielu powodów – także dlatego, że z góry wie, że członkowie Akademii – głównie biali panowie w wieku mocno średnim nie tylko nie zagłosują ale nawet nie pójdą na film o historii czarnoskórych raperów, niezależnie od tego ile zarobił i jakie pochwały zbiera. Zresztą najlepszy przykład – ilekroć uznacie, że talent jest jedynym kryterium przyznawania nagród pamiętajcie że Gwyneth Paltrow dostała swojego Oscara za rolę w Zakochanym Szekspirze w tym samym roku w którym do tej samej nagrody była nominowana Cate Blanchett za rolę w Elizabeth. Oscary nie są miernikiem talentu tylko biznesu i promocji. I brak czarnoskórych aktorów mnóstwo nam mówi o tych dwóch zjawiskach – najmniej o talencie i poziomie ich występów.

160114115346-2016-oscars-nominees-leads-1-14-16-exlarge-169

Tegoroczni nominowani nie są ani dobrzy ani źli, ale niewątpliwie są dość mało zróżnicowani

Argument drugi: Skoro dajemy przestrzeń osobom czarnoskórym to dlaczego jeszcze nie Latynosom, Azjatom czy Rdzennym Amerykanom.

Zwierz się zgadza, że problem z Oscarami jest szerszy. Aktorzy czarnoskórzy są najgłośniejszą grupą dopominającą się dostrzeżenia różnorodności społeczeństwa ale warto zaznaczyć, że mówią o „people of color” co oznacza w ogóle szerokie podejście do mniejszości. Nie mniej – ten argument choć ma pokazywać jak śmieszne są te żądania pokazuje coś dużo bardziej niepokojącego. Czarnoskórzy mieszkańcy Stanów Zjednoczonych nie są tak liczni jak Latynosi. A Latynoskich aktorów (obsadzonych w obojętnie jakiej roli) jest jeszcze mniej (proporcjonalnie do ludności). Fakt, że nie wyobrażamy sobie – w coraz bardziej przemieszanym i dywersyfikującym się społeczeństwie sytuacji w której wśród tych pięciu wyróżnianych osób znajdą się przedstawiciele kilku mniejszości świadczyć może jedynie o naszej zaburzonej wizji świata. Inna sprawa to fakt, że ponownie – trudno nam sobie wyobrazić takich aktorów licznie nominowanych do Oscara, bo trudno nam sobie wyobrazić Oscarową produkcję która nie pasowałaby do pewnego schematu – produkcji Oscarowej która od dobrych paru lat jest przede wszystkim heroiczną historią białego bohatera najlepiej rzuconego na tło historyczne. Zresztą to zawsze przypomina rozmowy w których pada argument „a może jeszcze chińczyka” , jakby jakiekolwiek wyróżnienie Azjaty wiązało się z końcem świata.

OscarsSoWhite

Część krytyki wskazuje, że czarnoskórzy aktorzy nie tylko nie są nominowani ale też oferuje się im bardzo niewiele, bardzo ograniczonych ról. Jak np. afrykańskich zbrodniarzy wojennych

 

Argument trzeci: Istnieją nagrody wyłącznie dla aktorów czarnoskórych więc nie ma braku równowagi.

Nagrody przeznaczone wyłącznie dla jakiejś mniejszości są zazwyczaj przejawem swoistej niemocy czy chęcią dowartościowania jakiejś grupy. Nie mniej nie oznacza to, że sprawa została załatwiona, wręcz przeciwnie – raczej oznacza to, że problem jest na tyle duży że nie da się go prosto wyrównać. Inna sprawa – argument ten – spotykany najczęściej na amerykańskich forach nie ma większego sensu, bo Oscary są nagrodą Amerykańskiej Akademii Filmowej bez wskazania na to że ograniczają się do jakiejś grupy aktorów przez to krytyka że traktują aktorów nierówno (a traktują) jest uzasadniona, nawet w przypadku gdy istnieją osobne nagrody dla mniejszości. To jedna z tych dość wygodnych wymówek, które jeśli się na to bliżej spojrzy świadczą o tym jak wiele niedostatków ma system, gdzie uznajemy ogólne nagrody za takie które dość naturalnie skierowane są do białych.

michael-b-jordan-creed-680x400

Podnoszą się głosy że Creed nie jest filmem Oscarowym. Ale czy Joy jest bardziej? Albo Marsjanin?

Argument czwarty: Protest Jady Pinkett Smith wynika z prostego faktu, że nie nominowano – mimo nominacji do Złotego Globa – Willa Smitha za rolę w 

Zwierz musi przyznać, że ta myśl też pojawiła się w jego głowie. Ale jednocześnie – zwierz podejrzewa, że aktorka doskonale wie jak wygląda proces zabiegania o nagrodę. I w którym momencie aktor orientuje się czy ma szansę czy nie. Protestując w tym roku aktorka musi zdawać sobie sprawę, że narazi się na zarzuty że po prostu występuje w imieniu męża. Ale w sumie czy powinna nas dziwić ta motywacja? Will Smith był już nominowany do Oscara, więc trudno mówić o aktorze który nie miał żadnych szans, był nominowany do Złotego Globu więc został dostrzeżony przez inne gremium. Może po prostu kiedy aktorka zobaczyła Matta Damona na liście nominowanych (zdaniem zwierza to jednak nie jest rola na Oscarową nominację) coś w niej pękło? Założenie, że przedstawiciel mniejszości ma grzecznie czekać aż wszystkie okoliczności pozwolą by mógł się wypowiedzieć, by nie rzucać podejrzeń że ma w tym interes, zwykle prowadzą do tego, że nikt odezwać się nie może. I tak zwierz uważa że Jada Pinkett Smith i Spike Lee robią to specjalnie by wywołać szum i dyskusję. I dobrze. Dyskusji na temat reprezentacji nigdy dość. Nawet jeśli Oscary stracą co najwyżej nikły procent widzów.

straight-outta-compton-2

Prawda jest taka, że historii czarnoskórych raperów większość akademików po prostu  nie widziała

Argument piąty: Idiotycznie czepiać się Oscarów skoro przecież to jest tylko ostatnie ogniowo wielkiego przemysłu w którym  panują takie a nie inne zasady.

To prawda. Oscary nie istnieją w próżni. Istnieją w systemie w którym filmów z czarnoskórymi bohaterami produkuje się mniej, w którym wyjściowym bohaterem większości produkcji jest biały mężczyzna, a wyjściowym aktorem Oscarowym jest biały mężczyzna urodzony na wyspach brytyjskich. Winę za taki a nie inny kształt rynku filmowego ponosi cała masa ludzi, którzy oceniając ryzyko wprowadzania kolejnych filmów na rynek zawsze biorą pod uwagę to co już pokazano, więc rzadko ryzykują. Wolą się wycofać zanim pojawią się kontrowersje, głosy sprzeciwu itp. Co oznacza, że biznes zmienia się bardzo powoli, mężczyźni zarabiają  więcej od kobiet, bohaterowie zawsze prawie są heteroseksualni a wszyscy są biali. Jasne co pewien czas zdarzają się jaskółki zapowiadające zmianę ale ogólnie wszyscy trzymają się wypracowanego wzorca. Czemu Oscary miałby być inne? Ponieważ wyróżnianie filmów wbrew utartym schematom pozwala na ich przełamanie. Oscary nie mają tylko potwierdzać stanu zastanego ale też wyznaczać nowe trendy. Co więcej – w poprzedniej dekadzie krystalizacja filmu Oscarowego jako historycznej biografii mężczyzny (najlepiej by zagrał go anglik) pokazuje jak wybory Akademii wpływają na powstawanie i lobbowanie kolejnych produkcji. Akademia nie ma obowiązku podtrzymywać status quo – mogłaby od czasu do czasu wziąć odpowiedzialność za to że jest najpoważniejszą instytucją zajmująca się filmem w Stanach Zjednoczonych i pokazać producentom (bo przecież nie twórcom) że ryzyko jakim jest pójście w stronę reprezentacji ma sens.

17-inarritu-awards.w750.h560.2x

Mówiąc o problemach z reprezentacją mówimy głównie o aktorach czarnoskórych ale przecież chodzi o reprezentację też innych mniejszości 

Argument szósty: Jeśli zaczniemy dawać  nagrodę za kolor skóry to będzie ona mniej ważna niż nagroda przyznana bez rozważań nad etnicznością aktora.

Tak zwierz się zgodzi. To jest olbrzymie ryzyko. Ale to nie jest paradoksalnie problem Akademii tylko problem nasz – widzów czy właściwie całego społeczeństwa. Zastanówmy się dlaczego przyznanie nagrody białemu aktorowi uznajemy za całkowicie politycznie neutralne a przyznanie nagrody komukolwiek z mniejszości – za przejaw wyrównywania szans. To sposób myślenia który tak bardzo w nas wrasta, że nawet nie zastanawiamy się jak nierówno traktujemy wszystkich zaangażowanych. Podczas kiedy nagrodzony biały aktor zwykle jest wart swojej nagrody, w przypadku czarnoskórego wiele osób byłoby skłonnych krzyczeć o przejawie nadmiernej poprawności. Jednak zmiana sposobu myślenia nie jest taka trudna. Doskonałym przykładem są nagrody telewizyjne, gdzie różnorodność jest naprawdę dużo większa. Tam właściwie nie mamy problemu by stwierdzić, że wygrywa najlepszy a przecież nagrody zdecydowanie częściej trafiają do przedstawicieli mniejszości. Tak więc sposób myślenia że nagrody dla osób z mniejszości są mniej ważne, czy będą raczej za takie uważane to raczej przejaw naszego obecnego sposobu myślenia o Oscarach  i nominacjach. Sposobu myślenia który można zmienić. Na lepsze.

To brzmi jak skecz ale rzeczywiście dwa filmy o czarnoskórych bohaterach dostały nominację wyłącznie dla białych aktorów i scenarzystów

Argument siódmy: To nie prawda że nie nominuje się aktorów czarnoskórych ale po prostu nominuje się ich proporcjonalnie do ludności w Stanach Zjednoczonych. Tak więc to kwestia prawdopodobieństwa.

 

Och tak to cudowne prawdopodobieństwo. Prawda jest taka, że jakby liczyć po prawdopodobieństwie to większość amerykańskich aktorów jest tak naprawdę Brytyjczykami o wysokich kościach policzkowych – tak przynajmniej można wnioskować z nominacji. Nagrody nie są idealnym odbiciem proporcji mniejszości w społeczeństwie – nigdy nie będą. I nie dyskutujemy tu o tym czy należy nominowanych równo rozłożyć. Raczej uznajemy, że jeśli wśród tylu nominowanych nie znalazł się żaden przedstawiciel mniejszości to nie jest to przypadek ale dowód na pewien trend w kulturze. Trend dość niepokojący. I choć nagrody nie muszą być odbiciem całego społeczeństwa to byłoby miło gdyby większość społeczeństwa mogła się w nich przejrzeć. Zresztą co ciekawe – jeśli spojrzycie na nagrodzonych Afroamerykanów to okaże się że procentowo jest ich jeszcze mniej niż nagrodzonych aktorów czarnoskórych bo nie sposób liczyć np. nagród dla 12 Years a Slave – przyznanych aktorce pochodzącej z Kenii (co mimo jej amerykańskiego wykształcenia i kariery miało wpływ na jej postrzeganie swojej etniczności np. Lupita nigdy nie wstydziła się swojej bardzo ciemnej skóry – na swój sposób neutralnej w Kenii i bardzo problematycznej w Stanach) czy brytyjskiemu reżyserowi. Podobnie żal że Idris Elba nie został nominowany za Beast of No Nation nie przyczynia się do reprezentacji Afroamerykanów wśród nominowanych aktorów. Zresztą zwierz pragnie wam podać tylko liczby – od początku przyznawania Oscarów rozdano 2,947 statuetek. Z czego 32 przypadły czarnoskórym twórcom. 38 jeśli weźmiemy pod uwagę nagrody honorowe. 26 jeśli odejmiemy nagrodę za najlepszą piosenkę, która nie jest nagrodą dla przemysłu filmowego. Moi drodzy. Nie ważne czy weźmiecie pod uwagę te przyznane statuetki czy oszałamiające 106 nominacji. To w żaden matematyczny sposób nie jest wskaźnik nawet przybliżony do tego który wskazywałby, że Oscary spełniają wymóg reprezentacji nawet w najmniejszym stopniu.

117290-full

Akcja Bojkotu niewiele zmieni ale przynajmniej rozmowa wyszła poza hashtag na Twitterze

Argument ósmy: To temat zastępczy nie mający większego znaczenia, dowód na to, że wszystko staje się przedmiotem sporów na temat poprawności politycznej.

Praktycznie każdy temat dotyczący mniejszości i reprezentacji w kulturze można sprowadzić do mało znaczącej sprawy. Problem polega na tym, że sprawy są mało znaczące albo kluczowe w zależności od perspektywy. Z perspektywy wielu widzów rozważanie kto powinien dostać niedostępną dla nich nagrodę jest bez sensu. Ale jak zwierz pisał – to jest wierzchołek góry lodowej. Przyznawanie bardziej zdywersyfikowanych nagród czy nawet nominacji prowadzi do bardziej zdywersyfikowanego kina, do lepszej reprezentacji rzeczywistości, do propagowania innych wzorców, do zachęcania do kariery (nie tylko w kinie), przełamywania stereotypów, lepszego zrozumienia czy w końcu odwzorowania społeczeństwa. Przekonanie, że kultura nie odgrywa znaczenia a wszelkie kroki mające na celu przybliżyć przekaz kulturalny choć trochę do obrazu społeczeństwa jest bezpieczne tylko wtedy kiedy nie myślimy czy nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo te mechanizmy mają wpływ na nasze życie. Jasne – Hollywoodzkie produkcje nie przemienią nas wszystkich w aniołów, ale to nie znaczy, że nie ma znaczenia co w nich pokazujemy. Inna sprawa. Poprawność polityczna jest pojęciem traktowanym jako niesamowity diabeł. Tymczasem prawda jest taka, że najczęściej z pojęcia korzysta się mylnie. Jak np. w przypadku takiego argumentu.

Benicio-del-Toro-

Pod nazwisko każdego nominowanego aktora można podstawić inne, to kwestia mechanizmu głosowania i zgłaszania kandydatów bo dobrych ról naprawdę nie brakuje

Argument dziewiąty: Przyznawanie nominacji czarnoskórym aktorom będzie jedynie „tokenowe” i nie zmieni nic w przemyśle filmowym więc lepiej żeby zostało po staremu.

Określnie „tokenowe” jest dobrym przykładem na to jak trudno cokolwiek zmienić. Otóż określenie to przylgnęło do  postaci reprezentujących mniejszości, które pojawiają się pojedynczo, najczęściej bez większego tła, w filmach i w ramach tej jednej postaci rozgrywa się wszelkie problemy danej mniejszości. Wszyscy znamy takie postacie – czy to wybrane ze względu na kolor skóry, płeć czy orientację seksualną, które pojawiają się w fabule na zasadzie „ej spójrzcie jacy jesteśmy tolerancyjni”. To koszmarnie wkurzający trop choć jednocześnie – niewątpliwie przyczynia się do reprezentacji – kulawej bo kulawej ale zawsze istotnej. Stwierdzenie, że przyznanie nominacji aktorowi czarnoskóremu czy reprezentantowi jakiejkolwiek mniejszości miałoby taki charakter sugeruje, że jedynym powodem przyznania nominacji (bo nie wyróżnienia – powstrzymajmy swoje konie – jeśli nie jesteś Denzelem Washingtonem twoje szanse na nagrodę i tak są tragicznie małe) byłoby takie „tokenowe” zaznaczenie poprawności. Zwierz powie wam szczerze – przy obecnym jednolitym charakterze nominowanych wielu czarnoskórych aktorów zapewne byłoby zadowolonych że ich talent dostrzeżono nawet na zasadzie „tokenu”, a poza tym – sorry ale to jest dokładnie ta wymówka która pozwala nic nie zmienić. To znaczy – przyjąć, że ponieważ na pewno nie znalazłby się nikt wystarczająco utalentowany czy z wystarczająco dobrą rolą to jedynym sposobem rozstrzygania sprawy byłaby płaszczyzna poprawności. Serio? Jak bardzo niechęć do przyznania, że coś chyba jest nie tak musi siedzieć w głowach by uznać, że jakiekolwiek kroki na rzecz zmiany byłby w jakiś sposób nieuczciwe a wybór aktorów czarnoskórych czy z jakiejkolwiek innej mniejszości naciągany. Zwłaszcza że to siedzi w naszych głowach.

Chris-Rock-Oscars

Chris Rock na pewno powie coś zabawnego i ironicznego ale sytuacji to nie zmieni

Argument dziesiąty:  społeczeństwo nie jest idealne dlaczego jakieś nominacje do nagród miałby być.

Tak nasze społeczeństwo nie jest idealne. Nasza kultura popularna jeszcze mniej. W idealnym świecie i w idealnej kulturze nie byłoby o czym rozmawiać, nie byłoby wątpliwości i dylematów. Po prostu można byłoby bez zerkania na zasady jakimi kierują się producenci, filmowcy i widzowie stwierdzić, że na pewno nagradzamy najlepsze filmy. Ale skoro jesteśmy w niedoskonałym świecie gdzie dzięki promocji można kogoś przekonać, że Zakochany Szekspir jest lepszym filmem niż Szeregowiec Ryan, gdzie Harvey Weinstein może w Cannes oświadczyć że zdobędzie z właśnie zakupionym do dystrybucji francuskim niemym filmem Oscara i to czyni, gdzie Colin Firth dostaje Oscara za Jak zostać Królem zamiast za Samotnego Mężczyznę to właściwie dlaczego tej wpisanej w cały biznes niedoskonałości nie wykorzystać. Dlaczego nie namawiać do lobbowania za nieco innymi tytułami niż dotychczas, dlaczego nie pobawić się schematem filmu Oscarowego, dlaczego nie złamać tej konwencji. Gdybyśmy rzeczywiście nagradzali Oscarami tylko talent pewnie niejeden aktor musiałby zwrócić statuetkę a niejeden dostać ją jeszcze na planie filmowym. Oscary to część wielkiego biznesu który jest niedoskonały. I można tą niedoskonałość kształtować. Tak by nieco bardziej inspirowała do zmiany.  Zwierz prawie napisał dobrej zmiany ale ostatnio to gorzko brzmi.

117067-full

Każdy widz musi sam zdecydować co zrobi z takim a nie innym obrazem Oscarów

Przy czym na końcu zwierz musi dodać, że dyskusja na ten temat niekoniecznie musi prowadzić do dość nieprzyjemnego sposobu rozumowania na zasadzie „Jak mogli nominować Leonardo DiCaprio czy innego białego aktora skoro czarnoskóry aktor nie dostał nominacji”. Zwierz nienawidzi kiedy w ten sposób rozstrzyga się sprawy. Bo zwykle zastępuje się jedną niechęć, drugą i ostatecznie raczej mnoży się uprzedzenia. Można natomiast spokojnie stwierdzić, że wśród utalentowanych aktorów, którzy na nagrody zasługują jest i Leonardo DiCaprio i Samuel L. Jackson i obaj funkcjonujący obok siebie (choć w tym roku nie w tej samej kategorii) nic by nikomu nie zrobili i jeden nie jest od drugiego w tym roku ani lepszy ani gorszy bo talent aktorski to nie coś co się liczy na metry i odmierza podziałką tylko rzecz wielce subiektywna, której starszy dla wielu i nie trzeba jednemu odbierać by drugiemu dodawać. Bo naprawdę nikt nie chce jednych zastępować drugimi, ale stawiać jednych obok drugich.  Zwierz zapewnia was że starczy miejsca.

oscars-2016

Jeszcze raz spójrzmy na wszystkich nominowanych. To nie są źli aktorzy, ani nie jest to ich wina. Plus gratis można spojrzeć w oczy Toma Hardy’ego. Nigdy nie zaszkodzi

Czy zwierz obejrzy Oscary? Oczywiście. Zwierz doskonale zdaje sobie sprawę jak działają mechanizmy przyznawania nagród od dość dawna. Ma z tym problem ale nie uważa by akurat zwierza bojkot cokolwiek tu zmienił. Zresztą byłoby coś – przynajmniej zdaniem zwierza – bardzo nieuczciwego gdyby Oscary prowadzone przez Chrisa Rocka – czarnoskórego komika miały nagle najniższą oglądalność. Wiadomo jaki byłby wniosek producentów. Natomiast zwierz ma ten przywilej że nie jest mniejszością muszącą się martwić o swoją reprezentację. Co prawda można się zastanawiać jak to jest że kobiety nie są reżyserkami i nie zajmują się mnóstwem zawodów związanych z produkowaniem filmów ale powiedzmy sobie szczerze – zwierz już wielokrotnie się nad tym zastanawiał i wychodzi, że musiałby zbojkotować przemysł filmowy w całości. Dlatego zamiast bojkotować zwierz woli dyskutować. Ale ponownie – to jest moja bezpieczna pozycja, bo ostatecznie – jeśli chodzi o kolor skóry to wszyscy są mniej więcej w odcieniu zwierza. Poza tym zwierz obstaje przy zdaniu, że dostrzeganie wad – nawet dużych czy kluczowych, nie oznacza, że od razu trzeba się wycofać. Zwierz widzi wady mnóstwa zjawisk kulturowych ale woli dyskutować niż odrzucać. Ale to już kwestie indywidualne.

Natomiast tak na sam koniec zwierzowi przyszło do głowy, że może najbardziej powinniśmy żałować że jednak nie nominowano do Oscara za najlepszy film Gwiezdnych Wojen. Bo mamy tam bohaterów czarnoskórych, Latynosów, kobiety  i jeszcze rudego pseudo nazistę. I komu to przeszkadzało.

Ps:  Ponieważ temat jest – a jakże – drażliwy, zwierz uprzedza że będzie wyrzucał te komentarze które jego zdaniem niosą treści rasistowskie.

Ps2: Jedyne co z całej tej dyskusji naprawdę zwierz wyniósł to przekonanie, że musi obejrzeć Creed szybciej niż zamierzał.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Ola

    Jeżeli chodzi o reprezentację innych grup etnicznych, bardzo spodobało mi się, co zrobiono z (genialnym moim zdaniem) musicalem Hamilton. Teatrem rządzą inne prawa, ale i tak… Temat podsuwał by zupełnie inny dobór aktorów, jednak są tam w większości osoby czarnoskóre i Latynosi. Lin-Manuel Miranda powiedział, że tak dziś wygląda Ameryka, więc tak wygląda obsada.

    • Śledź

      oh ten hamilton… kurde, tyle już go mam na tumblrze, że chyba w końcu przesłucham (zwłaszcza, że chyba właśnie nabieram ochoty na musicale). Plus z tym teatrem to przypomina mi się zwierzowy wpis o czarnej hermionie, którego przesłanie w sumie się z tym zbiega.

  • Blem

    Już chciałam napisać, że przecież to nie tylko czarnoskórzy są pomijani, ale właśnie też Azjaci i Latynosi, jednak Zwierz mnie uprzedził. Naprawdę ta cała sytuacja mnie denerwuje i chciałabym w końcu zobaczyć bardziej zróżnicowane nominacje i, przede wszystkim, filmy. Denerwuje mnie też jak raz na 20 filmów pojawia się film z bohaterem o innym kolorze skóry i „Eh, no przecież inni też grają” Grają, ale to dalej mały odsetek. Niby jestem biała, więc co mnie to obchodzi, ale gdyby tak sobie wyobrazić, że wszyscy nominowani aktorzy byliby czarnoskórzy i we wszystkich filnach 3/4 postaci byłaby czarnoskóra to czułabym się dziwnie i nieswojo, bo przecież nie w takim świecie żyje. Ta wizja brzmi abstrakcyjnje, ale z perspektywy przedstawicieli mniejszości właśnie tak to wygląda.

  • Lady Wredna

    Gwiezdne Wojny nie są najlepszym filmem roku, ale faktycznie, gdyby przyznawano Oskara za uwzględnianie róznorodności, to powinny go bezdyskusyjnie dostać. I tylko strasznie smutne jest, że pojawiły się głosy, iże „czarny szturmowiec, jak to?”. A przecież John Boyega zagrał tam świetnie – może nie oskarowo, ale jego występ najbardziej mi sie podobał w GW.
    Złapałam się na tym, że ostatnio, ilekroć czytam te fale hejtu na imigrantów, przybyszów z rozmaitych zakątków świata, co to tylko złe nam czynić chcą, to tak sobie myślę: gdyby jego rodziców odesłano do ojczystego kraju, nasza popkultura byłaby trochę uboższa.

    • KOTTOK

      Gdyby byly Oscary za roznorodnosc, to Szybcy i Wsciekli 7 kwalifikuja sie przed GW, IMHO

      • Lady Wredna

        Możliwe, możliwe, nie oglądałam, więc się nie wypowiem.

        • KOTTOK

          Ta nagroda jest za różnorodność czy za zasięg i zarobioną kasę?
          W Szybkich i Wsciekłych 7 jest 7 dobrych bohaterów i 2 złych. Żli to biały Brytyjczyk i czarnoskóry Benińczyk. Dobrzy to: 2 kobiety, 2 Latynosów, 2 osoby czarnoskóre, 1 „of color”, 1 native i 1 (słownie JEDNA) biała.
          Zwierz zresztą popełnił artykuł na ten temat, polecam znaleźć i przeczytać.
          Dodatkowo w SiW7 hackerem jest kobieta, czarnoskóra kobieta, wyjątkowo piękna kobieta (i to po stronie dobrych!). A w piątce i szóstce najlepszym strzelcem pośród wszystkich dobrych bohaterów jest również kobieta, i to wyjątkowo piękna kobieta!

          • Lady Wredna

            Zacznijmy od tego, ze nagrody nie ma, więc na razie sobie radośnie gdybamy na całego.
            Fantastycznie, że Fast & Furious jest tak zróżnicowany, więcej takich filmów!
            Nie próbuję tutaj zdyskwalifikować F&F, zwracam tylko uwagę, że film, który zarobił więcej w kinach, został obejrzany przez większą liczbę ludzi, co oznacza, że w dyskusji częściej padną jako przykład Gwiezdne Wojny, niz F&F. Dodatkowo, Gwiezdne Wojny są dostępne dla młodszej widowni, więc tutaj też wygrywają, bo jeśli dzieci zapamiętają sobie dość wcześnie, że róznorodność jest OK, to sa mniejsze szanse na rozwinięcie się u nich poglądów rasistowskich w starszym wieku. Na F&F pójdą starsze nastolatki, które mniej skłonne są wierzyć w to, co jest im pokazywane na ekranie.
            Ale podkreślam – jeśli u kogokolwiek obejrzenie jakiegokolwiek filmu zróżnicowanego reprezentacyjnie wpłynie na zaistnienie lub umocnienie tolerancji dla różnorodności, to znaczy, ze film zadziałał właściwie, niezależnie, czy tu SW, F&F czy cokolwiek innego.

  • Ginny

    I właśnie w kontekście tego, o czym piszecie, nowe „Gwiezdne wojny” są tak niesamowite. Bo wprowadzają zróżnicowanie i to w sposób niezauważalny, bez podkreślania tego tematu, bo w odległej galaktyce nasze podziały „rasowe” wszak nie istnieją.

  • spirit

    z naszego, europejskiego, punktu widzenia temat może rzeczywiście wydawać się zastępczy, kosmicznie odległy, czy wręcz abstrakcyjny, ale prawda jest taka, że mam dziwne poczucie, że nie o Oscary tu chodzi, ale ogólnie o traktowanie afroamerykanów przez nieafroamerykanów w Stanach i że Oscary są tu tylko pretekstem… fakt, w poprzednich latach ta kwestia z białymi Oscarami powracała z mniejszym, lub większym natężeniem, ale jednak mimo wszystko były wtedy spokojniejsze czasy… w ciągu ostatniego roku ilość bezsensownych zabójstw czarnoskórych obywateli przez białych wzrosła bardzo i miała podłoże stricte rasistowskie, więc tak sobie myślę, że przy okazji Oscarów ktoś chciał jeszcze bardziej ten problem poruszyć… nie wypowiadam się, czy słusznie, czy nie – chodzi mi bardziej o odnotowanie faktu… akurat Oscary nie są ani lepszą, ani gorszą nagrodą filmową, ale za to najbardziej medialną i cokolwiek się przy okazji nich wydarzy pójdzie w świat szybciej i głośniej niż przy innej okazji… sam tu kiedyś odnotowałem w komentarzu, że Oscary starają się być coraz bardziej poprawnie polityczne (nagroda dla młodych twórców, gdzie kwestia reprezentacji była oddana idealnie), teraz widzę i wiem, że nie ma tu żadnego spisku, ani ukrytych celów, bo jak człowiek pozna jak to wszystko działa (nominacje, promocja, marketing, etc.) to wtedy już go nic nie zdziwi i nic nie będzie miało drugiego dna.

    • Mju

      Wironin… A Ty masz jakieś statystyki czy tak sobie wymyśliłaś/łeś????
      W ogóle jak czarni mogą dokonywać rasistowskich zabójstw? Co to za bzdury o reverse racism?

      • Ja

        A czemu nie? Rasistą może być i biały i czarny człowiek.

      • Kayleigh90

        Tak, ale jednak największe strzelaniny w szkołach to dokonywane za sprawą białych facetów. I zawsze jest to samo „A-Ale to taki dobry chłopak, on na pewno ma jakieś problemy!”. Czarny strzela = wszyscy czarni są źli i niebezpieczni.

      • Ewa Jodkowska

        „Czarni są święci”. Aha. Weź sobie poczytaj o tym, co się w zeszłym roku działo w Baltimore czy Ferguson.

        A przy okazji – rasizm jest zjawiskiem SYSTEMOWYM, a nie jednostkowym. Oznacza to tyle, że afroamerykanin za zaatakowanie białego poniesie statystycznie znacznie większe konsekwencje niż biały za atak na czarnoskórego. Że sąd będzie statystycznie patrzył przychylniej na białego niż na czarnoskórego oskarżonego. Że, statystycznie, policjant będzie strzelał do czarnoskórego podejrzanego, a nie do białego.
        Oraz to, o czym niżej pisze Kayleigh.

  • Anna

    Ja tu widzę jeszcze poważniejszy problem, bo brak nominacji dla aktorów niebiałych i nieanglosaskich (bo Latynosi sa biali, trudno zaprzeczyć), prowadzi do dyskryminacji nie tylko przy rozdawaniu Oskarów, ale do dyskryminacji w zatrudnianiu aktorów. Który producent przy zdrowych zmysłach zatrudni do potencjalnie oskarowego filmu czarnego aktora, skoro prawdopodobieństwo, ze nominacji do nagrody nie dostanie jest bliskie 100%. Kto zatrudni większość czarnej ekipy? Z przyczyn czysto finansowych warto przepłacić gorszego białego, niż zatrudnić lepszego czarnego. W ten piękny sposób koło sie zamyka – dajemy Oskara białym, bo czarnych jest mało, a czarnych jest mało – bo nagradzamy białych.

    • natak

      nie wszyscy Latynosi są biali, przecież mnóstwo ludzi pochodzi tam albo od rdzennych mieszkańców Ameryki Srodkowej i Południowej albo od niewolników przywiezionych tam przez kolonizatorów.

      • Anna

        Czarny Latynos na ogół podaje, ze jest czarny, albo rasy mieszanej. W USA jest chwilowo 23 ras, a gdy widzi się na ekranie czarnego aktora, to nie funkcjonuje on jako „Latynos” . Latynosi stanowią oczywiście mieszankę ras – jak wszyscy – ale oficjalnie są jednak biali. Podobnie jak bardzo ciemny Hindus jest biały (choć czarny).

        • Mju

          Wierz mi, wcale Latynosi nie są tak chętni do identyfikowania się z czarnymi. To dużo bardziej skomplikowany problem, a gdy taka Rosie Perez ‚przypomniała’ o tym w The View przy okazji rozmowy na niepamiętamjakitemat to było słychać głosy z dwóch stron, bo większość nie czuje żadnej solidarności z czarnymi (The View nie oglądam, ale na forum którego jestem aktywną użytkowniczką, chwalono je,że o tym powiedziała, więc zapadło mi to w pamięć, bo to tak zupełnie nowa rzeczywistość dla białej Polki).
          Pewne jest jednak, że (prawie) żaden Latynos nie powiedziałby, że jest biały.

          • Anna

            Nie chodzi o samoidentyfikację – tylko o to, co – jak napisałam – myślą ludzie, którzy widzą na ekranie czarnego aktora. Solidarność z grupą to nie wszystko, wazne jest także postrzeganie przez innych. Taki przykład – obecny prezydent USA jest tak samo czarny jak biały. Ale postrzegany jest tylko jako czarny – choć jest w polowie biały, wychowany w rodzinie biało-żółtej. Latynosi nie powiedzieliby, ze są „biali”, bo mówią, ze sa hispanoamerykanami, co w ogóle nie precyzuje koloru.

    • Ciekawe ze sam Will Smith ktorego zona wznieca non stop podobne prostesty, w filmach ktore sam produkuje nie zatrudnia raczej czarnoskorych aktorow oprocz oczywiscie siebie i ostatno syna.

  • zoptymizowana

    Problem ten był dość popularny w zeszłym roku, wtedy jakoś go zbagatelizowałam (byłam o rok młodsza, bardziej naiwna), ale w tym roku po prostu krew mnie zalała, bo gdyby faktycznie te nominacje (mówię o aktorskich, na pozostałych się za bardzo nie znam) były za role wybitne, ale nie są. Zwłaszcza poirytowała mnie kategoria drugoplanowej roli męskiej, bo ona aż się prosi o Idrisa Elbą, Del Toro czy Oscara Isaaca. Tom Hardy- super, że dostał nominację, ale równie dobrze mógł ją dostać za Legand (film nie jest dobry, ale rola owszem, Akademii już zdarzało się doceniać role dobre w miernych filmach) w kategorii pierwszoplanowej, a jako 5 aktora w drugoplanówce można było nominować Elbę, który za swoją rolę ma nominację do Globa, BAFTA, SAG i tylko, o dziwo, na Oscarową nie zasłużył. A w pierwszoplanowych męskich- Samuel L. Jackson za Nienawistną ósemkę czy Michael B. Jordan za Creed jak najbardziej tak.

  • Marina

    A dla mnie problem jest jak zwykle sztucznie pompowany – znowu biedni czarni, przepraszam Afroamerykanie. Postawa tych którzy chcą bojkotować, podkreśla po raz kolejny, kompleksy tej rasy czy grupy (nie znam się na poprawnym politycznie sformułowaniu w XXI wieku – przepraszam?). Zastanawiam się: po co różnicować na siłę? Nie ma ich to nie ma, tyle! Z resztą impreza i tak będzie poprawna jak rok temu, gdzie wręczali statuetki sami czarni, żeby się nie czepiali. Nudzą mnie te ich roszczenia, to wszystko lobby i marketing. Żaden Indianin nigdy nie zdobył nominacji, a jest to rdzenna narodowość Ameryki, więc?

    • BB

      Z jednej strony piszesz, że problem sztucznie pompowany, a z drugiej słusznie zauważasz, że żaden Indianin nigdy nie dostał nagrody. Tu nie chodzi tylko o ciemnoskórych aktorów/reżyserów, akurat, jak zwierz zauważył- to oni się dopominają, są głośni i może przede wszystkim choć trochę słyszalni, ale ogólnie o fakt nominowania samych białych, anglosaskich aktorów. Drugi rok z rzędu.

      • Krystyna Kowalska

        „a z drugiej słusznie zauważasz, że żaden Indianin nigdy nie dostał nagrody”
        Niesłusznie.

      • Krystyna Kowalska

        Marina pisała o nominacjach, nie nagrodach dla rdzennych Amerykanów, zresztą nieważne – dwóch rdzennych Amerykanów było nominowanych do Oscara, jedna rdzenna Amerykanka Oscara zdobyła.

        • BB

          Przepraszam, odpowiadałam w przypływie emocji i nie sprawdziłam tej informacji. Użyłam jej w kontekście, że ktoś widzi problem, ale uznaje, że wcale problemem nie jest.

          • Krystyna Kowalska

            Jasne, wiadomość jest bardziej na użytek Mariny, która rzuca argumentami z d…

      • Kayleigh90

        Ja myślę, że z tymi Indianami to był właśnie argument w stylu (pardon) „a u was to murzynów biją”. Wszystko, tylko nie w temacie.

    • Anna

      Skoro kobiety w Arabii Saudyjskiej nie mogą prowadzić samochodu, to niech kobiety w Europie nie narzekają, ze gorzej zarabiają niż mężczyźni na tych samych stanowiskach. To, że ktoś jest dyskryminowany bardziej wyklucza oczywiście jakiekolwiek dopominanie się o swoje prawa. Dzieci w Afryce głodują, a ktoś chce podwyżkę – no, skandal. Dawno nie czytałam tak pokrętnej logiki. Jakaś duża grupa nie dostaje nagród? To nie, cóż za problem – jeśli akurat nie jest sie przedstawicielem tej grupy… I jeszcze jedno – jak statuetki wręczają sami biali, to jest to po prostu normalne. Jak sami czarni – to jakaś dziwna poprawność, bo nie dlatego prosi sie czarnego prezentera, bo jest dobry, tylko dlatego,z ę czarny. Tylko biali reprezentują normę i samych siebie. Reszta reprezentuje tylko rasę, a czy jest dobrym aktorem białych nie musi obchodzić.

      • Kayleigh90

        No tak, bo jakoś dziwne, że nikt nie rzuca argumentem odwrotnym „Nie masz prawa się cieszyć, bo ktoś ma od ciebie lepiej”. To tylko pokazuje, jak bzdurne jest gadanie pt. „Siedź cicho, bo możesz mieć gorzej”. Takie jakby… Grożenie paluszkiem?

      • Ada Pieńkowska

        „kobiety w Europie nie narzekają, ze gorzej zarabiają niż mężczyźni na tych samych stanowiskach” bo nie powinny narzekać tylko iść z tym do sądu. Prawo w Polsce nie pozwala na takie rzeczy. Większość spraw jednak prowadzonych w Polsce nie wiedzieć czemu dotyczy tego, że ktoś nowo-zatrudniony zarabia więcej niż stary pracownik na tym samym stanowisku, płeć nie ma tu znaczenia.

    • Scarlet Dragon

      „Żaden Indianin nigdy nie zdobył nominacji, a jest to rdzenna narodowość Ameryki, więc?” – no właśnie, więc? Wytargajmy teraz historię rdzennych Amerykanów i pogadajmy o ich „kompleksach” gdy biali w zasadzie urządzili im ludobójstwo. To zapewne jest też sztucznie pompowany problem gdy domagali się odszkodowań, własnej ziemi, poszanowania dla swojej historii i kultury. To zapewne „wszystko lobby i marketing”. Zanim zaczniesz kogoś wykorzystywać w swojej argumentacji z cyklu „nie jestem rasistą, ale”, najpierw sprawdź czy powinnaś.

    • Krystyna Kowalska

      Masz w jednym 100 % racji – nie znasz się. Nie masz pojęcia o mechanizmach rządzących nominacjami, nie masz pojęcia o historii kinematografii, nie masz pojęcia o bojkotach. Owszem, rdzenni Amerykanie byli nominowani do Oscara – Graham Greene i Dan George. A jednym z najsłynniejszych wydarzeń na ceremonii rozdania nagród było nieprzyjęcie Oscara przez Marlona Brando, który w ten sposób zaprotestował m.in. przeciwko traktowaniu rdzennych Amerykanów przez przemysł filmowy.

      • Mju

        Nie zapominajmy, że Marlona wygwizdano gdy pozwolił się wypowiedzieć rdzennej Amerykance podczas Oskarów…

    • carnehan

      Marlon Brando nie przyjął Oscara w protescie przeciwko dyskryminacji Indian :P

  • Ja

    Jestem Polakiem i jestem zbulwersowana, że żaden polak nie ma nominacji. Skandal!

    Nie ma teraz większych rasistów niż biali, bo jak inaczej nazwać przywłaszczenie sobie praw do nagród tylko za kolor skóry? W tym roku więcej białych osób było lepszych, bywa. Jak kilka lat temu Zniewolony został obsypany nagrodami to nikt nie płakał.

    A liczenie ile ludzi danej rasy powinno się znaleźć na ekranie jest chore.

    • zpopk

      Zniewolony dostał dwa Oscary o których wspominam. I nie ma tu nic o liczeniu ludzi na ekranie. Ogólnie byłoby miło czytrać ze zrozumieniem.Albo w ogóle czytać.

      • Ja

        Może nie tutaj, ale czytałam artykuł na onecie, w którym były podane procentowo, ile kto miał czasu na ekranie. Skoro wszyscy powinniśmy być ślepi na kolor skóry to czemu podnosi się taki raban, jak gdzieś czarnych zabraknie? Przecież jesteśmy równi.

        • zpopk

          Ponieważ jesteśmy ślepi na kolory. Wszystkie poza białym.

        • BB

          Bo świat nie składa się z samych białych? W sumie rasa biała jest aktualnie rasą wymierającą.

          • zpopk

            Słuchaj ale powiedz czy w ogóle wśród dzisiejszych działań znalazł się moment na przeczytanie wpisu który komentujesz?

          • Ja

            Wyobraź sobie, że tak. I wyobraź sobie, że nie zgadzam się z żadnym słowem.

          • zpopk

            Ale najwyraźniej totalnie nic nie rozumiesz. Bo tu nie chodzi o zgadzanie się czy nie tylko proste zrozumienie mechanizmu przyznawania nagród.

          • raklubiretro

            Wydaje mi się, że spory wpływ na myślenie pt. „wszędzie wpychają
            gejów/czarnych/transseksualistów” ma instrumentalne traktowanie
            mniejszości przez samych twórców. Bardzo często postacie te funkcjonują w
            filmach czy serialach jako sposób na pozyskanie bardziej liberalnej czy
            lewicowej publiczności (niech widzą jak idziemy z duchem czasu!) albo
            element egzotyki (często w wydaniu plotkarko-sensacyjnym). Później widz
            oglądając takich papierowych, pragmatycznie potraktowanych bohaterów
            zaczyna kojarzyć nieudolność w kreowaniu postaci z mniejszością jaką
            reprezentują i stąd komentarze „a po co? a czemu na siłę tę
            mniejszości?”. Podczas gdy wystarczyłoby po prostu rozszerzyć nieco
            wrażliwość czy wyobraźnię i postarać się stworzyć postać nie definiowaną
            przez przynależność do mniejszości a jednocześnie nie uciekającą od
            wiążących się z tą przynależnością problemów.

          • Agnieszka Brodzik

            Racja! Tak sobie pomyślałam, czytając ten komentarz, o roli Weaver jako Ripley w „Obcym”. Świetnie napisana rola kobieca, bo pisana dla mężczyzny. Jako postać tokenowa pisana dla kobiety na pewno miałaby jakieś stereotypowe cechy kobiecie albo na odwrót – byłaby na chama robiona na chłopczycę, a ona jest po prostu dobrą postacią, w żaden sposób nie definiowaną przez płeć. Może to byłby ciekawy eksperyment – dawać niebiałym role białych, żeby nie definiować ich postaci przez pryzmat koloru skóry. Tylko że wtedy jest podnosi się krzyk, że poprawność polityczna.

        • zoptymizowana

          A ja mam wrażenie, że w ciągu ostatniego roku największy raban był o to, że wśród głównych bohaterów (po jasnej stronie mocy) nowych Gwiezdnych Wojen zabrakło białego faceta.

          • Ginny

            I że główną rolę w „Mad Maxie” gra kobieta ;)

    • Scarlet Dragon

      Użycie „Zniewolonego” w tym komentarzu to przedziwna rzecz. Ignorancja znów wygrywa.

    • BB

      „W tym roku więcej białych było lepszych”- polemizowałabym i to bardzo. Triplet nominacji SAG, Glob, BAFTA, czyli oprócz Oscarów najbardziej rozpoznawanych nagród filmowych, za drugoplanową rolę męską zgarnęli tylko Rylance i Elba, ale oczywiście na pewno Elba zagrał gorzej niż pozostała czwórka aktorów nominowanych w tej kategorii…

      • Ja

        Tylko, że BAFTY to nie Oscary. Akademia nie ma obowiązku nominować kogokolwiek, bo „BAFTĘ czy Globa dostał”.

        • zpopk

          Tak co nas obchodzi że Akademia kopiuje właściwie wszystkie decyzje innych gremiów poza tymi. To przypadek.

          • Ja

            Najprawdopodobniej przypadek.

          • zpopk

            Tak oczywiście. Przypadek i logika dziejów.

          • CDR

            O logika dziejów jak najbardziej ;-) Gdyby biali nie popełnili ludobójstwa na Indianach i nie zabrali im ziemi to nie sprowadzili by czarnych niewolników do jej uprawiania, raczej nie było by Hollywood – a więc i Oskarów. Ale jeśli przyznanie po 10 Oskarów wyleczy kompleksy Indian, Latynosów, Ormian, Polaków i innych – to jestem za. Swoją drogą Samuel L. Jackson był świetny w The Hateful Eight i miał tam mocną scenę erotyczną ;-) ale IMO jeśli ktoś za nią powinien być nominowany to jednak Goggins – chociaż jest biały i miał rolę eks konfederata seryjnie nadużywającego słowa Nigger.

    • zoptymizowana

      „Zniewolony został obsypany nagrodami”- 3 Oscary, jeden Glob i 2 BAFTA, akurat za rok 2013 jeśli można mówić o jakimkolwiek obsypaniu nagrodami to raczej w kontekście Grawitacji, nie Zniewolonego.

    • Kayleigh90

      Widać nie czytałaś tekstu ze zrozumieniem, skoro uważasz, że więcej białych w tym roku było lepszych. Przecież Zwierz podawała argument z filmem o raperach. Nikt nie mówi, że ci biali aktorzy są źli, nieutalentowani, ale naprawdę nie ma czarnych aktorów, którzy nie mieliby talentu? Na pewno by się znaleźli, gdyby tylko Akademia chciała dostrzec.

      • Fał

        Myślę, że są i Akademia ich dostrzega, ale dlaczego ma nominować kogoś, aby było równo? Członkom bardziej podobali się wybrani aktorzy i tyle, nie ma co dopisywać do tego jakiejś filozofii. Biały, czarny, brązowy, żółty – nie ma różnicy. Tak samo jak Zwierz subiektywnie ocenia rolę Jennifer Lawrence, tak samo członkowie Akademii subiektywnie oceniają grę innych aktorów. Zanim ktoś zarzuci argumentem, że nie przeczytałem tekstu: czytałem i rozumiem, że według Zwierza przy nominacjach bardziej liczy się marketing niż talent, ale w żadnym razie nie ma na to dowodów. To jedynie opinia.

        • BB

          Dowód na to, że przy nominacjach liczy się bardziej marketing niż talent- pierwsze co mi się nasuwa to rok 1999 i wygrana Zakochanego Szekspira z Cienką czerwoną linią, Szeregowcem Ryanem, Życie jest piękne i Elizabeth.

        • Kayleigh90

          Nie, nie ma w ogóle na to dowodów, to czysty przypadek. Członkowie Akademii z całą pewnością oglądają wszystkie nominowane filmy, a przy nominacjach wcale nie kierują się uprzedzeniami. Nie, w ogóle Oscary to nie jest wyścig producentów i dystrybutorów o to, kto wypromuje lepiej film.

        • Joanna

          Odklejenie od rzeczywistości level hard.

          • Fał

            Wjazdy personalne, level normal.

      • Ja

        Tylko, że ja się ze Zwierzem po prostu nie zgadzam.

        • Kayleigh90

          Ale dlaczego? Możesz to jakoś konkretniej uzasadnić?

  • Zwierz, biję brawo i popieram w 1000%.
    Plus: subskrybuję shitstorm w komentarzach *perwersyjny chichot*

    • Ja

      Bez przesady, nie każda dyskusja w necie to od razu shitstorm

  • Wazon

    Nie przeczytałam dziś całego tekstu, bo mam kłopot z oczami, ale zatrzęsło mnie od razu na początku. Nie interesuję się tak bardzo Oskarami, ale to, że nagradza się lub nie nagradza się ludzi biorąc pod uwagę kolor skóry jest po prostu w dzisiejszych czasach niewiarygodny. Albo ja jestem naiwna. A może czegoś nie zrozumiałam ?!
    Nie dziwię się, że ktoś chce bojkotować Oskary, czy każdy inny konkurs, filmowy, taneczny, literacki, muzyczny, który faworyzuje ludzi o niebieskich, zielonych czy czarnych oczach, o dużych lub małych stopach, blondynów czy brunetów, ludzi o białej, beżowej, czarnej, zielonej czy kropkowanej skórze. Chyba, że to jest konkurs w temacie, np na faceta o najładniejszych paznokciach u nóg.
    O czym tu w ogóle dyskutować, po co wytaczać jakieś argumenty, już samo takie rozróżnienie przy wyborze najlepszego aktora to…nie mam słów. Skandal ? Świństwo ? Denna głupota ? Faszyzm ?
    Szlag człowieka może trafić.

  • kasia

    Pewien bardzo wazny czlowiek powiedzial kiedys, ze ma marzenie i choc od tego czasu przeszlismy juz bardzo dluga droge to ja tez mam marzenie, ze kiedys obejrze oskary w ktorych nominowani beda biali, czarnoskorzy, Azjaci i Latynosi, a nagrody beda zdobywac filmy w ktorych glownymi bohaterami beda zarowno mezczyzni i kobiety, homoseksualisci i hetero. I nikomu nawet do glowy nie przyjdzie zastanawiac sie czy kolor skory, plec, orientacja ma jakis wplyw na poziom aktorstwa i wartosc artystyczna filmu. To bedzie piekny swiat.

  • Siri

    To złożony problem, ja wiem, ale kurde nadal mnie to drażni. Tym bardziej, że w tym roku nie mamy kiepskich ról osób czarnoskórych ani efektu pracy ich twórców. Przeciwnie, Creed to jeden z najlepszych filmów sportowych ostatnich lat i wciąz mnie boli brak nominacji dla Cooglera za reżyserię, może i nawet B.Jordana za Creeda, bo chłopak naprawdę dodaje kolorytu temu filmowi jak cholera. To samo Elba i Beasts of Nation czy wspomniany przez Ciebie Samuel L. Jackson za Nienawistną ósemkę. Willa Smitha we Wstrząsie nie widziałam ale wierzę, że jest tak dobry jak mówią. Nie pamiętam obsady Straight Outta Compton ale aktor grający Ice Cube’a jest naprawdę świetny. Więc to nie jest tak, że nie było kogo nominować. Przeciwnie. Tym bardziej, że jeśli znalazło się miejsce dla Matta Damona to każdy z wyżej wymienionych spokojnie może stawać w szranki z resztą.

    • Siri

      Chyba chcę powiedzieć że w tym roku naprawdę było z czego wybierać a nie wybrano nic. I to mnie boli.

      • CDR

        Samuel L. Jackson – był świetny w Nienawistnej Ósemce – ale równie świetnie zagrał tam Kurt Russel a ich obu przebił Wolton Goggins. Dlaczego akurat Samuel miałby być nominowany? Matt Damon pociągnął całego Marsjanina, jasne że jest stworzony do takiej roli i być może nie wymagało to od niego gigantycznej pracy. Ale przecież liczy się efekt na ekranie a nie wkład pracy? A efekt na ekranie był doskonały.

        • Siri

          Dla mnie i wydaje mi się, dla sporej części osób, ten efekt był zaledwie dobry. Bo to jednak nie jest to ciągnięcie filmu rolą na poziomie, co pokazał choćby Hardy w Locke czy Bronsonie. Zgadzam się ze Zwierzem, że byłą to rola dobra, udana, ale to tyle. Żadna na Oscary.

          • CDR

            Fajnie że zgadzasz się ze Zwierzem ale to tyle ;-) Ludzie którzy o tym decydują uznali, że to jednak rola na Oskary. Nigdzie nie jest napisane że rola prostego, sympatycznego, zaradnego, białego faceta a do tego Amerykanina – nie jest rolą na Oskary. Oskary nie muszą być przyznawane wyłącznie za role pokręcone w filmach „ambitnych”. Tu mamy fajnego bohatera w fajnym filmie, który przyjemnie się ogląda – zaiste coś takiego nie powinno być nagradzane ;-) Na razie to zresztą tylko nominacja. Bez trudu wymienię 10 nominacji za role mniej dobre i mniej udane. Z jednej strony zauważacie, że dyskryminacja czarnoskórych aktorów to zjawisko systemowe, statystyczne – i trudno się z tym nie zgodzić (choć przyczyną niekoniecznie a już na pewno nie wyłącznie – jest rasizm). Ale kiedy dyskusja schodzi na poziom konkretnych, poszczególnych nominacji – to już dyskusja o gustach i tu nie ma jedynie słusznych wyroków.

  • Pingback: Białe Oscary – teksty w działaniu()

  • Captain Starkster

    Mniej stereotypizowania w zakresie obsadzania ról w filmach. Jeśli poce dostaną więcej szans na granie niestandardowych ról, będą i szanse na nagrody (vide Isaac na globach, btw, Wasiscko ma polskie pochodzenie). Rynek filmowy, na który głównie patrzy akademia to rynek amerykański (?). Albo dyrektorzy kastingów powinni wyciągnąć głowy z czterech liter, albo scenarzyści powinni przestać skupiać się na kolorze skóry przy kreacji bohaterów. Problem jest tak głęboko zakorzeniony, że nie sądzę, by problem z all-white-everything Oscarów zniknął na przestrzeni kilku kolejnych gal. Być może musi wymrzeć całe pokolenie, żeby następne, mam nadzieję mądrzejsze, zajęło jego miejsce i popełniało mniej błędów.

    • Kayleigh90

      Tak, to głównie rynek amerykański, ale tym bardziej to jest niepojęte – bo społeczeństwo amerykańskie jest zróżnicowane jak mało które. Mają w czym przebierać, ale i tak wybiera się ciągle tych jednych, tych najbardziej uprzywilejowanych.

      • Captain Starkster

        Dlatego też piszę, że ludzie odpowiedzialni za filmy, za obsadzanie i kreację, powinni poszerzyć spektrum (ergo, wyciągnąć głowę z czterech liter, postarać się) zamiast je zawężać dla praktycznie jednej grupy społecznej. Imo chore.

  • Agnieszka Brodzik

    „Zastanówmy się dlaczego przyznanie nagrody białemu aktorowi uznajemy za całkowicie politycznie neutralne a przyznanie nagrody komukolwiek z mniejszości – za przejaw wyrównywania szans. To sposób myślenia który tak bardzo w nas wrasta, że nawet nie zastanawiamy się jak nierówno traktujemy wszystkich zaangażowanych. Podczas kiedy nagrodzony biały aktor zwykle jest wart swojej nagrody, w przypadku czarnoskórego wiele osób byłoby skłonnych krzyczeć o przejawie nadmiernej poprawności.”

    To plus jeszcze ten akapit o postaciach tokenowych. Mi się wydaje, że jedno drugie napędza. Ludzie miewają dosyć tych tokenowych, często nudnych postaci i uważają (albo też bardzo chcą uważać) je za przejaw tej wrednej i niesprawiedliwej poprawności politycznej, przez którą ponoć wstyd jest być białym heteroseksualnym mężczyzną ;) Jakby Elba dostał Oscara to by się musiał gęsto tłumaczyć, że nie dostał go za bycie czarnym. Okropne to jest.
    U nas jest o tyle problem z rozmową na ten temat, że my jednak jesteśmy bardzo wyraźnie jednokolorowi jako społeczeństwo i chciałabym wierzyć – i wierzę – że o wiele łatwiej by się o tym mówiło, gdybyśmy na co dzień spotykali ludzi różnych ras. Wtedy ten kontrast między rzeczywistością a „rzeczywistością” filmową (w szczególności oscarową) byłby bardziej widoczny. Mam wrażenie – może niesłuszne – że jednak sporo tych głosów negujących problem pochodzi od ludzi, którzy mniej lub bardziej postrzegają „kolorowych” (kurde, nawet polski język jest taki nieelastyczny, niewrażliwy w tym temacie) za bardzo małą mniejszość, która domaga się nie równości, lecz specjalnego traktowania. Chociaż tutaj może jestem nazbyt optymistyczna, bo czasem można odnieść wrażenie, że dużo takich ludzi nawet kobiety uważa za mniejszość…
    Pewien przeciwnik czarnego Bonda (i innych tego typu zmian, których podobno jest tak strasznie dużo) argumentował kontr-pytaniem „A ilu znasz dobrych czarnoskórych aktorów?”. I klops, bo weź tu wytłumacz, że oprócz tej garstki najbardziej znanych większość nie ma szans na dobre role, by swój talent pokazać, po prostu. Jakoś nie wierzę w to (i trudno mi uwierzyć, że ktoś w to wierzy), że biali mają w genach zapisany talent aktorski.

  • pkar

    Bardzo sensownie wypunktowujący argumenty tekst (choć akurat porównywanie liczby czarnoskórych nominowanych/nagrodzonych z całego okresu przyznawania nagród jest trochę chybione, bo (jak to sobie wyobrażam) większość przeciwników ‚reprezentacji’ zgodziłaby się jednak, że segregacja rasowa była złą rzeczą (swoją drogą, nagle mnie zainteresowało, jak wyglądała sytuacja Azjatów w czasie segregacji rasowej w USA, wie ktoś coś o tym? ;-) ), więc mogą spokojnie argumentować, że należałoby liczyć te rzeczy jakoś od lat 70., jeśli nie później; dodatkowo trzeba byłoby jeszcze wziąć pod uwagę, że w latach 70. biali stanowili jednak większy procent społeczeństwa USA niż obecnie; wprawdzie po uwzględnieniu tego wszystkiego wciąż byłyby spore dysproporcje – ale chyba już nie aż tak horrendalnie duże).
    Aczkolwiek cały czas nie potrafię zrozumieć, czemu jako problem stawiana jest reprezentacja (już pomijając samo znaczenie – takie słowo, połączone z jakimś poczuciem odgórnego tej ‚reprezentacji’ wprowadzania, po prostu musi wywoływać jakieś skojarzenia z ‚centralnym planowaniem’, w oczywisty sposób negatywne (czy to u nas, z przyczyn historycznych, czy to w arcykapitalistycznej Ameryce)), a nie po prostu dyskryminacja (jest to może dyskryminacja nieuświadomiona przez samych dyskryminujących (słusznie zwierz zauważa, jak ‚naturalnie’ brzmią niektóre całkiem chybione usprawiedliwienia, dzięki wieloletniemu ugruntowywaniu się w społeczeństwie), nawet jeśli uświadomiona – to biorąca się pewnie częściej z wyrachowania niż z uprzedzeń; może jest to dyskryminacja dotykająca osób już nieco jednak uprzywilejowanych (a za takich należy chyba uznać aktorów mogących się pojawiać w kontekście Oskarowym) i, choć tego nie wiem, może nawet nie jakoś specjalnie dotkliwa (no bo jak się ma brak zasłużonej nominacji lub dostawanie gorszych ról, ról poniżej swoich możliwości, do przypadków znanych nam z historii) – ale zawsze dyskryminacja). Wprawdzie takie ujęcie uwydatnia, że ‚dyskryminacja w dostępie do ciekawych ról aktorskich’ jest jednak trochę pierwszo-światowym problemem (z czym się w sumie zgadzam) – ale to w niczym nie umniejsza jego rangi, to nie jest tak, że musimy najpierw całkowicie rozwiązać problem głodu na świecie, żeby móc w ogóle zacząć myśleć o zmianach u siebie.
    Cały czas nie rozumiem też ‚społecznego’ uzasadnienia reprezentacji – czyli mówienia, że np. czarnoskóre aktorki powinny się pojawiać w filmach, żeby czarnoskóre dziewczynki miały się z kim utożsamiać w filmach (niezależnie od tego, jak bardzo sytuacje i charaktery postaci i oglądającej są odmienne) – ale może ma to coś wspólnego z moją jakąś odmiennością, przejawiającą się m.in. w innym postrzeganiu całego ‚utożsamiania się z bohaterem’ (o którym też w sumie zwierz ostatnio bardzo ładnie pisał ;-) ).
    No, ale ostatecznie nie muszę wszystkiego rozumieć (choć bardzo bym chciał ;-) )… Czasem obawiam się, czy takie dzielenie włosa na czworo nie pomniejsza siły pozytywnego antydyskryminacyjnego przekazu w oczach przeciwnych mu Rycerzy Świętego Zakonu Walki z Polityczną Poprawnością – ale do nich nie bardzo jest chyba jak przemówić, więc, mam nadzieję, nie jest to w żaden sposób szkodliwe. ;-)

    • Spriggana

      Pozwolę sobie zacytować Whoopi Goldberg:
      Well, when I was nine years old Star Trek came on. I looked at it and I went screaming through the house, ‘Come here, mum, everybody, come quick, come quick, there’s a black lady on television and she ain’t no maid!’
      Teoria że przecież nieważna jest płeć ani kolor skóry bohaterów oglądanych w telewizji czy w kinie jest bardzo fajna, tylko że chyba niezbyt prawdziwa (nie mam czasu guglać, ale kojarzę badania mówiące że przy oglądaniu standardowej oferty TV dla dzieci samoocena spada wszystkim poza białymi chłopcami…). I jak sobie wyobrażę że mam 10-12 lat i w filmach osoby „takie jak ja” występują tylko w rolach pokojówek, handlarzy narkotyków albo niewolników to nie wiem jak musiałabym być zaimpregnowana żeby to na mnie nie wpłynęło. A i tak miałam szczęście że w Polsce nie miałam problemu z kolorem skóry (tu mniejszość etniczną spotka raczej wariant „nie ma w filmach”), i za mojego dzieciństwa nie było tak strasznego „upłciowienia” zabawek jak teraz.

      • pkar

        Przede wszystkim: ja przepraszam, że ja się nie potrafię streścić… :-( / ;-)

        Po pierwsze muszę zaznaczyć, że moje wątpliwości odnośnie do ‚społecznego’ uzasadnienia reprezentacji są dwojakiego rodzaju – faktycznego oraz nieco bardziej ‚filozoficznego’ (z braku lepszego przychodzącego mi do głowy słowa).
        Jeśli chodzi o stan faktyczny – jeśli rzeczywiście istnieją NAUKOWE argumenty (a nie takie kompletnie anegdotyczne, jak np. wypowiedzi Whoopi Goldberg) za tym, że brak reprezentacji rzeczywiście odbija się na psychice osób niedoreprezentowanych lub reprezentowanych stereotypowo, to jestem niepomiernie zdziwiony, że nie mówi się w tym kontekście przede wszystkim o tym, zamiast mówić „tak jest, to oczywiste” (nie mówię tu o Twej odpowiedzi, ale o tym, jak w to zwykle wygląda, przynajmniej tam gdzie ja zaglądam).
        Domyślam się, że chodzi Ci o tę publikację: http://crx.sagepub.com/content/39/3/338. Do paru rzeczy można się tu przyczepić (przede wszystkim, jak na mój gust, trochę mała ta próbka (z punktu widzenia ścisłowca to takie zabawne, że najlepsze badania społeczne mają statystyczne poziomy istotności jakieś sto tysięcy razy gorsze od pierwszych lepszych badań we współczesnej fizyce ;-) )), ale wziąwszy poprawkę na nauki społeczne (choć moim zdaniem nie powinno się za bardzo dawać takich taryf ulgowych, bo im mniej ‚twardo-naukowe’ będą nauki społeczne, tym łatwiej będzie je wciągać w różne spory ideologiczne) wygląda to całkiem porządnie. Powiedzmy więc, że warstwie faktycznej jestem przekonany.
        Ale pozostaje drugie źródło wątpliwości odnośnie do tego argumentu – jestem zdania, iż cała kwestia utożsamiania się z postaciami tego samego koloru skóry lub tej samej płci jest całkowicie warunkowana kulturowo. To znaczy – jest to powodowane właśnie wielowiekową dominacji kulturowo-politycznej białych mężczyzn, z których wielu postrzegało siebie jako lepszych li tylko z powodu przynależności do tej kategorii. Tym poczuciem oraz pewnym kastowym odseparowaniem ludzi innych ‚kategorii’ przesiąknięta jest cała kultura – i czują to już nawet stosunkowo małe dzieci.
        Wyobraźmy sobie jednak nieco inny świat, w którym władza skupiła się jeszcze bardziej – w rękach zielonookich rudych (jakkolwiek nierealistyczne by to nie było ;-) ). Można się domyślać, że dochodziłoby tam do podobnej dyskryminacji – i zielonookie rude postacie byłyby w kulturze wysoce nadreprezentowane, zaś przedstawiciele innych ‚kategorii’ byliby przedstawiani jakoś stereotypowo. Analogicznie, można by więc tam twierdzić, że na ekranach powinno być więcej blondynów, bo według naukowych badań po oglądaniu telewizji wszystkim dzieciom, poza zielonookimi rudymi, spada samoocena. Jak bardzo absurdalne wydaje się teraz to rozumowanie?
        Można mi tu zarzucić, że niezależnie od powyższego ‚reductio ad absurdum’ – ten kulturowy bagaż cały czas z nami jest, więc trzeba jakoś prostować sytuację, nawet jeśli utożsamianie się z postaciami po liniach fizycznego wyglądu uzna się za głupie – bo z faktami się nie dyskutuje, a dzieci (i potem dorośli) mają przez to gorzej. Tyle że ja przecież jestem za większym udziałem osób nie-białych (i, swoją drogą, nieheteronormatywnych; o kobietach nie mówię, bo to nie powinien być nawet przedmiot dyskusji) na ekranach. I myślę, że pozostałe argumenty (już nawet samo „XI. Nie dyskryminuj”) wystarczają do uzasadnienia, czemu powinnyśmy w stronę takiego większego udziału zmierzać. Natomiast ‚społeczny’ argument za reprezentacją jedynie petryfikuje te sztuczne bariery między ludźmi (sugerując, że np. czarnoskóry chłopiec ma, i mieć musi, ‚naturalnie’ mniejszą zdolność do współodczuwania z fikcyjną białą dziewczynką niż rzeczywiste białe dziewczynki). A skoro już chcemy zmierzać ku utopii, gdzie nie ma żadnej dyskryminacji, ani żadnych uprzedzeń – to czemu nie być choć odrobinę bardziej ambitnym i nie chcieć usunięcia tych jakże sztucznych barier? ;-)

        Na czym polega „upłciowienie” zabawek? W przypadku telewizji problemem jest to, że praktycznie wszystkie produkcje jakoś kogoś dyskryminują, a wyłamująca się część jest gettoizowana jako np. „kino czarnych”. W przypadku zabawek jedyne, co potrafię sobie wymyślić, to że określone zabawki są bardzo silnie adresowane do jednej płci (lalki – dla dziewczynek; czaszki, z których można pić krew ubitych wrogów – dla chłopców). Czy dobrze się domyślam? Bo jeśli tak, to ja nie widzę w tym dużego problemu (znaczy, problemem jest, że społeczeństwo tak funkcjonuje, ale nie ma problemu na poziomie konsumenta), bo można przecież spokojnie kupować dziewczynkom ‚chłopięce zabawki’ – i vice versa.

  • Ktoś tu jest przerażającym rasistą. Nie tylko uważa czarnych za gorszych (tak, że aż trzeba przyznawać im specjalne przywileje), ale jeszcze na wszystko patrzy przez pryzmat koloru skóry, a ludzi nie dzieli na mądrych i głupich, tylko na białych i kolorowych (i w ogóle ich dzieli). Słabo gra w szachy? Na pewno czarny. Siedział w więzieniu? Na pewno czarny. Słabo gra w kosza? Na pewno cza… yyy rozpędziłem się. Na pewno biały. Jak miło być faszystą i podkolorowywać się na obrońcę mniejszości… P.S. Oczywiśnie nie spodziewams ię niczego innego, jak usunięcia tego komentarza. Przecież każdy kto myśli inaczej niż każe poprawność polityczna – jest zły i nietolerancyjny. Wróć – każdy kto myśli… I to wystarczy.

    • Scarlet Dragon

      Po co usuwać komentarz, który świadczy tylko o tym że piszący komentarz w ogóle nie zrozumiał tekstu, który komentuje? Przecież to świadczy tylko o piszącym komentarz.

  • Spriggana

    Pozwolę sobie zacytować komentarz znajomego na temat całej sprawy:
    to nienormalne, że w 2016 na największej imprezie w zróżnicowanym etnicznie, liberalnym Hollywoodzie jest mniej czarnych niż w konserwatywnym polskim parlamencie.

  • Magdalaena

    Generalnie potwierdza to moją wizję USA, jako kraju przedziwnie rasistowskiego. W Polsce rdzenni mieszkańcy są biali i większości ludzie o innym kolorze skóry to w przeważającej faktycznie obcy czy przyjezdni. Ale w Stanach od początku mamy kocioł rasowy i zupełnie nie rozumiem, jak można różnicować ludzi ze względu na kolor skóry, jeśli zna się ich od dawna, chodziło z nimi do szkoły, czy spotykało w normalnym życiu.

    W moim kontakcie z amerykańską popkulturą zawsze zadziwia mnie to przykładania wagi do rasy i uznawanie za nie-białych osób odrobinkę ciemniejszych od papieru ;-) Np. w serialu The 100 Bob Morley, grający Bellamego Blake’a był dla mnie biały (tylko strasznie brudny). A tu się okazuje, ze uchodzi za POC bo miał mamę Filipinkę czy coś w tym stylu.

  • m.

    Przede wszystkim nie chodzi tylko o to, że nie ma nominowanych czarnych aktorow, źródłem problemu jest brak ról dla czarnych aktorów, brak propozycji. Viola Davis po wygraniu Emmy powiedziała „The only thing that separates women of color from anyone else is opportunity.
    You cannot win an Emmy for roles that are simply not there.” – proste.

  • Mateusz Augustyn

    Uważam, że bojkot tylko pogorszy sytuację. Idealną sytuacją jeśli chodzi o przyznawanie nominacji jest model w którym jedynym kryterium jest talent. Choć wiemy, co dobrze pokazuje twój tekst, że tak nie jest, to ostatnią grupę którą powinniśmy winić za niezróżnicowany rasowo skład są własnie akademicy. Oni powinni szczerze, zgodnie ze swoimi przekonaniami i nie zastanawiając się nad tym ile będzie białych wśród nominowanych wybierać w ich przekonaniu najlepszych aktorów i aktorki, filmy, reżyserów, scenarzystów itd.

    Jeśli oskarżenie po pierwsze pójdzie w stronę krytyki akademików, to nominacja mniejszej ilości białych, od razu będzie odbierana jako pójście na rękę krytykom. Podważy się zaufanie do nagrody.

    Wynik nominacji powinien raczej być aktem oskarżenia wobec wytwórni filmowych.

    Jeśli natomiast krytyka ma dotykać akademików, to już lepiej podzielić nagrodę. Skoro może być podzielona pod względem płci, to również można ją podzielić pod względem bycia białym. Wtedy przynajmniej oceniając grę aktorską członkowie Akademii nie będą musieli mieć z tyłu głowy tego czy nie zagłosować za np. Afroamerykaninem a nie WASPem choć ten pierwszy miał z jego punktu widzenia mniej ciekawą i mniej wymagającą rolę.

    Podsumowując: Bojkot Oscarów jest błędem, gdyż oceniania pod presją oczekiwań (niezależnie jakich) prowadzi do podważania wyniku oceniania i w efekcie nagroda traci sens i staje się upolityczniona. Wbrew temu co napisałaś upolitycznienie nie ma miejsca gdy nagrodę otrzyma Afroamerykanin, ale zawsze gdy wynik oceny podważa się poprzez zarzucanie rasizmu, nieświadomej dyskryminacji, czy też poddaniu się presji mniejszości rasowych. Dziś już prawie każdy produkt od gry „Wiedźmin” po nowe „Gwiezdne Wojny” pod względem castingu jest upolityczniony.

    Dodatkowo porównywanie udziału nagród przyznanym niebiałym w całej historii przyznawania nagród do udziału niebiałych w społeczeństwie nie ma sensu. Po pierwsze nagrody przyznawano w czasie obowiązywania w USA polityki rasistowskiej. Po drugie nawet jeśli w dniu dzisiejszym młodzież biała i niebiała mają równe szanse na sukces w dorosłym życiu, to jednak 30-40 lat temu tak nie było i trudno by dziś ta niedawna przeszłość nie miała nadal swoich konsekwencji choćby właśnie w liczbie profesorów, reżyserów, scenarzystów, aktorów z dominującej do niedawna grupy. Choć oczywiście obecny wynik jest na tyle ciekawy, że przydałoby się dokładniej się przyjrzeć czy właśnie wytwórnie nie zwracają zbyt dużej uwagi by głównym bohaterem był biały mężczyzna, szczególnie, że mamy taką sytuację rok po roku.

    • Problem w tym, że członkowie Akademii, nawet bez presji (publicznej, politycznej czy jakiejkolwiek innej), nie głosują „szczerze”. Głosują kierując się osobistymi preferencjami, sympatią do aktora (lub tym, że podobała im się jego poprzednia rola), dobrą kampanią promocyjną… Są wywiady z anonimowymi członkami Akademii, którzy przyznają, że np. głosowali na film „Lewiatan”, bo miał fajny plakat; albo że nie głosowali na „12 Years A Slave” bo nie chcieli oglądać takiego przygnębiającego filmu. Wiele członków Akademii nie traktuje nominacji do nagród poważnie. A (było, nie-było) jest to rodzaj pracy, wymagającej włożenia w nią czasu, wysiłku i atencji. Nagminnie słyszy się, że członkowie Akademii nie oglądają -wszystkich- nominowanych filmów. Jak więc mają wybrać najlepsze filmy? Jak, nawet w zgodzie ze swoimi przekonaniami, mają wybrać najlepszy występ w danej kategorii aktorskiej, skoro nie rozpatrzyli WSZYSTKICH występów?… Należy przy tym pamiętać, że uprzedzenia rasowe (lub inne) to wciąż ogromny problem nie tylko w USA, ale i na świecie. Chciałabym zobaczyć statystyki dotyczącego tego, ilu z białych męskich członków Akademii w podeszłym wieku nie czuło potrzeby ani ochoty oglądać np. „Straight Outta Compton”, bo to przecież ‚nie ich rodzaj kina’.

      Wynik nominacji do Oscarów (czy wręcz samych nagród) powinien być Z MARSZU poddawany w wątpliwość, bo -nie jest rzetelny-. Nie może więc być mowy o podważaniu „zaufania” do systemu nagradzania, bo sam system jest wadliwy. I mam tu na myśli zarówno ww. kwestie związane z niepoważnym traktowaniem obowiązków członkowskich, jak i wszelkie odmiany podświadomych uprzedzeń leżących u podstaw filmowego biznesu, o których napisał Zwierz.

      … poza tym, I can’t help but wonder, co jest złego w pójściu na rękę krytykom? Zwłaszcza jeśli mogą oni mieć rację?… Może niesłusznie, ale w kontekście całej dyskusji o równouprawnieniu i diversity opędzić się nie mogę od myśli, że historia nie raz już dobitnie nam udowadniała, że akceptowanie mniejszości – i ich praw – jest jedynym właściwym postępowaniem. W szczegóły wdawała się jednak nie będę, bo musiałabym zastosować prawo Godwina ;)

      • Mateusz Augustyn

        Ja wiem, że z całym tym systemem przydzielania nagród jest źle. Chodzi mi tylko o to, że ideałem nie jest sytuacja w której będą przydzielać nominacje na podstawie jakiś parytetów i może jeszcze jakiś innych kryteriów, ale sytuacja w której będą oceniać tylko na podstawie tego kto grał najlepiej. Gdy przydziela się nominacje na podstawie kryterium najlepszego aktorstwa. W takiej sytuacji może być sytuacja w której w danym roku nominowani są tylko biali, tylko Latynosi, tylko osoby pochodzący z Azji. Dochodzenie do takiej sytuacji jest możliwe jedynie poprzez likwidowanie patologii, a nie tworzenie jakiegoś ustalonego na samym początku planu, że wśród nominowanych musi być określona reprezentacja mniejszości. To będzie kolejna degradacja już mało wiarygodnej nagrody. Jeśli nagrody nie pomagają ludziom którzy nie znają się na danej dziedzinie pokazania co jest warte obejrzenia, kto jest dobrym aktorem, to cała ta zabawa z nagrodami nadaje się do wyrzucenia do kosza.

        Dodatkowo ja nie uważam by krytyka odnosząca się do nierzetelności abstrahująca od kwestii pobocznych, które nie powinny wpływać na aktorstwo (pochodzenie, religia, rasa, itd.) jest w jakikolwiek sposób szkodliwa. Szkodliwa jest krytyka która ma na celu wymuszenie nacisku, który w wypadku jego realizacji mógłby zaburzyć wynik niezgodnie z celem nagradzania, czyli poszukiwania najlepszego z najlepszych w danej dziedzinie.

        Jeśli powołujesz się na prawo Godwina, to już je zastosowałaś, ale mimo wszystko wyjaśnię. Od tego czy prywatna inicjatywa przyznająca nagrody będzie robiła to rasistowsko, czy też ze względu na jej skład upodobanie i działania promocyjne mało osób niebiałych nieintencjonalnie dojdzie do sytuacji w której będzie nominowanych nie dojdzie do złamania jakichkolwiek konwencji na temat praw człowieka i to nie tylko tego mniejszego zakresu jaki jest akceptowany przez większość krajów, ale nawet konwencji europejskich. Jeśli więc rozmawiamy o prawie mniejszości np. afroamerykańskiej do nominacji dla jednego afroamerykańskiego aktora i jednej afroamerykańskiej aktorki, to nie jest to prawo funkcjonujące gdziekolwiek w porządku prawnym. Ono też nie odnosi się do mniejszości jako takiej ale bardzo wąskiej grupy bogatych afroamerykańskich aktorów. Od tego czy zostanie zrealizowane nijak nie poprawi się życie Afroamerykanów. Nawet nie widzę na czym miałaby polegać poprawa gdyby zadekretowano, iż jedną nominację ma otrzymać Afroamerykanin. I tak nie będzie to nominacja za film silnie związany z ich kulturą. Najpewniej będzie to po prostu film w którym Afroamerykanin będzie grał rolę, którą w innym wypadku dostałby biały, ale ze względu na obawy o jakość filmu, czy konkurencję producent będzie chciał zapewnić sobie własnie tę nominację. Natomiast wtedy znikną już jakiekolwiek złudzenia, że Oscary przyznawane są za wybitne osiągnięcia aktorskie. Po prostu parytet, promocja i sprzedanie praw do transmisji.

        Zupełnie inną sytuacją jest historia na którą się powołujesz kiedy państwo wprowadza przepisy znoszące równość ludzi, kiedy powstają niekontrolowane organizacje mające na celu prześladowania jakiś grup społecznych, albo gdy zmiany granic kończą się przesiedleniami, czystkami etnicznymi. Ewidentnie wtedy widzimy jak dochodzi do łamania praw człowieka (prawo do życia, prawo własności, swoboda stowarzyszania się, prawo do zakładania rodziny, wychowania dzieci w swojej kulturze, wolność słowa, przekonań, wolność religijna, prawo do równości praw, itd.), oraz mamy do czynienia z realną krzywdą i to jak najbardziej intencjonalną.

        Oczywiście instytucje prywatne, gdy dochodzi do monopolu, lub oligopolu są równie niebezpieczne co państwo, ale od dawna mamy instytucje walczące z monopolami, trzeci sektor i administrację na różnych poziomach sprawdzającą działalność firm i tego czy nie łamią prawa. W wypadku Oscarów ani nie mamy złamania prawa, ani nie mamy do czynienia z monopolistą. Większy problem mamy z tym, że większość filmów które widzą współcześni ludzie są wytwarzane w jednym miejscu przez jedną grupę ludzi i kilka wytwórni. Jednak Chiny i Indie rosną w siłę i niedługo ich kino będzie zarabiać olbrzymie pieniądze, będą mieli (Indie nawet już mają) niezwykle bogate gwiazdy filmowe.

  • Ewa Jodkowska

    Wręcz przeciwnie, takie statystyki się pokazuje, bo pokazują coś bardzo ważnego o pochodzeniu społecznym czarnoskórej ludności. Pod warunkiem, że są opisane odpowiednim socjologicznym komentarzem. Serio, to nie jest tak, że bam! czarnoskórzy popełniają statystycznie najwięcej przestępstw, bo są czarnoskórzy (koniec refleksji na temat statystyki).
    Btw, ciekawy jest ten zwrot „Wironin i Ewa mają rację”, bo ja akurat z Wironin polemizuję.
    A zwrot „Nie jestem rasistą, bo znam jednego czarnoskórego” jest strasznie słaby.

    • Maja Główczewska

      A to przepraszam, coś mi się musiało pomylić :P .

      „A zwrot >>Nie jestem rasistą, bo znam jednego czarnoskórego<< jest strasznie słaby."

      Zgoda. Generalnie się z tobą we wszystkim zgadzam, masz rację.

    • Ada Pieńkowska

      Oczywiście, że te statystyki coś ważnego pokazują.
      Jeżeli się weźmie pod uwagę tylko morderstwa i tylko liczbę sprawców (to odejmie kwestie traktowania, jeżeli system sprawiedliwości będzie skazywał czarnoskórych za przestępstwo na więcej lat niż białych będzie ich więcej w więzieniach, więc dlatego biorę pod uwagę tylko liczbę sprawców) to wciąż wychodzi, że czarnoskórzy popełniają nieproporcjonalnie więcej przestępstw niż jest ich w społeczeństwie.
      W 2013 roku 47% sprawców morderstw było czarnoskórych, to jest przerażająco duża liczba i naprawdę trudno ją tłumaczyć dyskryminacją (bo też i kogo, świadków?). Mogą oni dłużej siedzieć za to przestępstwo w więzieniu, ale wciąż popełniają za dużo przestępstw w stosunku do procentu społeczności jaki stanowią. Najgorsze jest to, że większość tych morderstw to są morderstwa innych czarnoskórych. I takie zamykanie oczu i krzyczenie buu to nie prawda nas dyskryminują jest tylko pogłębianiem problemu.
      https://ucr.fbi.gov/crime-in-the-u.s/2013/crime-in-the-u.s.-2013/offenses-known-to-law-enforcement/expanded-homicide/expanded_homicide_data_table_6_murder_race_and_sex_of_vicitm_by_race_and_sex_of_offender_2013.xls
      https://www.usnews.com/news/articles/2016-09-29/race-and-homicide-in-america-by-the-numbers
      Jest oczywiście rasizm systemowy ale nie każdy rasizm jest rasizmem systemowym. Choć zgodzę się, że reverse rasizm nie istnieje, bo jest po prostu rasizmem. Ciekawi mnie też co jest wg Ciebie największym i najgorszym przykładem rasizmu systemowego w Stanach Zjednoczonych?

  • Kama

    Skecz SNL a propos: https://www.youtube.com/watch?v=ospx7tXWYbI#t=153

    I jak uwielbiam Rampling, tak jej wypowiedzi na temat tej kwestii mnie powaliły…