W poszukiwaniu straconych odcinków czyli zwierz nadrabia lata 90

11/07/2013

„Myśl z duszy leci bystro, Nim się w słowach złamie” czyli jak rozmawiać o złych filmach.

11/07/2013

Jak stracić widzów i nie zjednać sobie fanów czyli kiedy serial zawodzi

11/07/2013
empty image
empty image

Hej

Zwierz, od co najmniej tygodnia obiecuje wam wpis, do którego zainspirował go ostatni sezon True Blood. Jeśli nie oglądacie serialu zwierz spieszy wam donieść, że w ostatnich sezonach przeszedł on dość drastyczną metamorfozę. Pierwszy trzy sezony, choć rzecz jasna uwzględniały kręcące się po Luizjanie wampiry i inne stworzenia paranormalne były jeszcze całkiem znośne. Zachodnia prasa wychwalała serial porównując zachowanie ludności wobec mieszkając między zwykłymi śmiertelnikami istot nadnaturalnych do naszego zachowania względem mniejszości. Jednak po pewnym czasie scenarzyści stali się bezradni – dalsze sezony nie mogły przecież powtarzać wykorzystanych już wątków, zaś nowe potrzebowały, co raz większego „napędu” i tak serial, który był fantastyczny, ale konsekwentny zamienił się w jedną a najbardziej niedorzecznych i budzących ową niedorzecznością radość seriali, jakie zwierz zna. Ale gdyby teraz ktoś oświadczył, że nigdy więcej nie pokaże mu przygód Sookie i ferajny zwierz nawet nie szczególnie by się przejął. To sprawiło, że zwierz zaczął się zastanawiać.  Bo w prawie każdym serialu umiemy niemal z dokładnością, co do odcinka powiedzieć, kiedy straciliśmy do niego serce. Zwierz korzystając z kilku przykładów z własnego życia serialowego postanowił przyjrzeć się zjawisku, kiedy to nie serial rozstaje się z nami, ale my z serialem. Wpis może zawierać śladowe ilości spoilerów.

Szósty sezon Czystej Krwii jest tak rozkocznie bezsensowny że każe się zastanowić, jak serial może nas zaprowadzić tak dziwnymi ścieżkami, że nawet nie rozpoznajemy tego co oglądamy.

Podstawowym problemem większości seriali, z którymi rozstajemy się przedwcześnie jest fakt, że kręci się je dłużej niż wymaga tego historia. Najlepszym przykładem są wszystkie seriale młodzieżowe, – jeśli ktokolwiek z was oglądał Gossip Girl ten wie, że po trzech sezonach, kiedy rozpuszczona młodzież z Upper East Side skończyła szkołę średnią scenarzyści właściwie stracili powód by trzymać bohaterów razem w tak niewielkim gronie. Co więcej ich zachowanie – zrozumiałe w szkole średniej nie miało żadnego sensu, gdy byli młodymi ludźmi, którzy z logiką wyprowadzania się z domu na studia powinni opuścić Nowy Jork. Stąd też scenarzyści pozostali z serialem, któremu ktoś nagle wyrwał kręgosłup, co sprowadzało się do wprowadzenia do akcji wątków znanych z oper mydlanych od amnezji poczynając na zaślubinach z księciem Monako skończywszy.  Wcześniej podobne męczarnie przeżywali scenarzyści 90210, których bohaterowie pozostawali w stanie permanentnej niedojrzałości.  Podobny problem mają seriale, które opierają się na walce płci -–słynna klątwa Moonlighting nie trafia może tak często jak się wydaje, ale sam pomysł wprowadzenia takiego wątku skutkuje sytuacją, w której istnieje ograniczona (niezależna od popularności serialu) liczba sezonów, które można nakręcić nie nudząc widza. Doskonałym przykładem było Bones – kilka sezonów oglądało się wspaniale przyglądając się rosnącemu przywiązaniu Brennan i Bootha – dwójki głównych bohaterów. A potem (spoiler) scenarzyści zorientowali się, że właściwie serial powinien się skończyć. Ze strachu przed klątwą Moonlighting przeskoczyli od – nie jesteśmy w stanie wyznać sobie uczuć do będziemy mieć dziecko. Przeskoczenie całego etapu związku bohaterów miało sprawić, że serial będzie dalej ciekawy. Ale jeśli spędziło się kilka lat oglądając serial i czekając aż bohaterowie się zejdą to dowiedzieć się, że zeszli się, kiedy była przerwa między sezonami to poczuć się lekko oszukanym.

Wiedz, że coś się dzieje kiedy bohaterka serialu decyduje się poślubić księcia Monako. To jest ten moment kiedy spokojnie można wyjść z pokoju i nie wrócić.

Inna sprawa, że takie postępowanie wiąże się z innym powodem, dla którego można porzucić serial. Jeśli ktoś nagle zmienia status quo i robi to zbyt szybko lub bez wyraźnego powodu wtedy zdarza się, że widz czuje się oszukany, bo odnosi wrażenie, że oglądał inny serial. Zwierz doskonale wie, po którym odcinku Glee zrozumiał, ze na dłuższy związek z serialem nie ma już szans. Odcinek nazywał się Spanish Teacher i można się było z niego dowiedzieć, ze Will nasz właściwie godny bohater nie tyle nie lubi uczyć hiszpańskiego, co wykładanego języka właściwie nie zna. Zwierz był wściekły na scenarzystów, bo po to by zmieścić w odcinku występ gościny Ricky Martina zmienili cały świat serialu, w jakim obracał się zwierz. Will z idealistycznego, sympatycznego nauczyciela z misją i talentem wychowawczym, zamienił się w nadętego niedokształconego bubka, któremu zwierz nie miał najmniejszej ochoty kibicować. Takich rzeczy się nie robi, zwłaszcza, jeśli nie ma ku temu żadnych ważnych powodów. Zresztą Glee cierpi też na wspomniany już problem ciągnięcia historii poza jej naturalne ramy. Nieco inaczej zwierz poczuł zmianę statusu quo w Housie . Jeśli dobrze pamiętacie, kiedy serial zaczynał swoją obecność, jako historia genialnego acz trudnego do wytrzymania diagnosty. Przedmiotem serialu były stawiane przez Housa diagnozy on zaś pozostawał w sumie trudnym do zrozumienia bohaterem, o którym coś wiedzieliśmy, ale nie wszystko. Ale koło 4-5 sezonu dynamika serialu się zmaniła – kolejne sprawy były spychane, co raz bardziej na drugi plan a na pierwszy wysuwał się sam bohater. Ostatecznie zwierz przestał oglądać serial na dwa sezony przed końcem jego nadawania, kiedy zdał sobie sprawę, że to jest już zupełnie inna produkcja niż ta, na którą pisał się na początku. Podobnie było ze zwierzem i The Big Bang Theory – zwierz pisał się na śmieszny serial o geekach, ale kiedy zorientował się, że ogląda po prostu kolejny sitcom o różnicach płci, który z geekostwem ma niewiele wspólnego, po prostu porzucił oglądanie TBBT.

Rzadko się zdarza by można z dokładnością co do sekundy powiedzieć kiedy straciło się serce do serialu. Glee daje taką okazję

Co prawda za takie próby zmiany świata przedstawionego odpowiada prosty fakt – nikt nie chce by serial stracił miłość fanów z powodu najbardziej banalnego – powtarzalności. To problem, z jakim musza się borykać wszystkie procedurale – niezależnie czy bohaterowie przyjeżdżają na miejsce by stwierdzić zbrodnie, czy musza kogoś bronić w sądzie, czy też zoperować plastycznie – za każdym razem trzeba walczyć z faktem, że można stracić widzów a jednocześnie sama formuła serialu nakazuje by pewne rzeczy rozgrywały się w podobny sposób. Prowadzi to do sytuacji, w której patrząc na zegarek wiesz, że zaraz zostanie wskazany morderca – zwierz między innymi, dlatego porzucił po czterech sezonach Mentalistę, – choć był ciekawy, kim jest Red John to jednak wszystkie odcinki zlewały mu się w jedno, między innymi, dlatego wielu widzów nudzi się proceduralami stosunkowo wcześnie, choć trzeba przyznać, że powtarzalność wytwarza też jakieś przywiązanie do serialu. Niemniej zaczyna się oglądać cztery CSI a kończy na jednym (metaforycznie rzecz jasna).

Mentalista nie jest złym serialem, ale nawet najlepszy serial, który tak wolno sę zmienia i nie chce wyjawiać wszystkich tajemnic staje się nudny.

Problem polega na tym, że lekarstwo bywa gorsze od choroby. Cóż zrobić, kiedy serial jest powtarzalny? Albo jak już zwierz napisał zmienić status quo albo zesłać na bohaterów coś bardzo, bardzo strasznego. No właśnie, każdy, kto ogląda seriale zdaje sobie sprawę, że nigdy nie można podsumowywać wydarzeń w życiu naszych bohaterów, ponieważ zawsze kończy się to konstatacją, że w ich życiu przydarzyło się zbyt wiele. Najlepszym przykładem jest tu Grey’s Anatomy (zwierz nie dotrwał już do finału tego sezonu) gdzie bohaterowie przeżyli tak wiele, że po pierwsze są już zupełnie, kim innym niż na początku serialu, po drugie całkowicie tracą jakąkolwiek autentyczność, ponieważ musza otrząsać się raz po razie z największych traum. Serio, kto pracowałby dalej w szpitalu gdzie poumierali jego przyjaciele, gdzie do niego strzelano, gdzie poznało się byłych mężów i ostatecznie spadło samolotem? No właśnie. Zwierz miał podobnie, kiedy oglądał serial Nip/Tuck, który początkowo opowiadał o dwóch chirurgach robiących operacje plastyczne w Miami, ale w pewnym momencie bohaterowie mieli w swoich biografiach wszystkie możliwe sploty dziwacznych nieszczęść i przypadków, jakie można było sobie wyobrazić. Wtedy zwierz zdał sobie sprawę, że pewna psychologiczna wiarygodność serialu spadła poniżej poziomu, który pozwala dalej oglądać serial.

Kiedy nawet bohaterowie serialu zaczynają dostrzegać ilośc nieszczęść jaka na nich spada to jest to znak, że się przesadziło

Oczywiście niekiedy zdarza się porzucać seriale przez decyzje obsadowe czy zmianę scenarzystów. Zwierz podejrzewa, że tylko fani Doktora Who nie pogniewają się na wymianę właściwie całej obsady kilka razy w ciągu trwania serialu (no może jeszcze fani Skins są z tym pogodzeni). Zwierz przypomina sobie dość niewiele takich przypadków z własnego serialowego życiorysu, ale musi powiedzieć, że kiedy w Gilmore Girls na dwa ostatnie sezony zmieniono scenarzystów zwierz mocno to odczul i stracił do serialu sporo sympatii między innymi, dlatego, że bohaterowie, których znał i kochał zaczęli zachowywać się zupełnie wbrew swoim dotychczasowym charakterom. Czego zwierz wyjątkowo nie lubi. Musi też przyznać, że trochę do Housa swego czasu stracił sympatię, kiedy odeszła czy właściwie przeszła na drugi plan stara drużyna lekarza, bo tamtych bohaterów zwierz lubił a nowych nie umiał obdarzyć takim uczuciem. Przy czym zwierz od razu deklaruje, że zmiana obsady nie jest zła sama w sobie (Bering Human dobrym przykładem jest), ale czasem potrafi zniechęcić do serialu.

Zmiana scenarzysty może sprawić, że nawet widząc tych samych aktorów w tych samych rolach mamy wrażenie, że oglądamy zupełnie inny program.

Na sam koniec zwierz pozostawił problem, który jego zdaniem doskonale widać w True Blood. Otóż zdarza się czasem, że scenarzyści serialu dostrzegają, że sympatia widzów nie lokuje się tam gdzie spodziewali się ja znaleźć. I tak np. w przypadku True Blood wampir Eric wzbudził więcej entuzjazmu niż wampir Bill – jest to, co prawda zgodne z książką, ale serial zdecydowanie kroczy własnymi drogami. Cóż, więc zrobili scenarzyści? Zaczęli tak modelować serial by lubiąc wampira Erica nie czuć, że kibicuje się temu złemu. Co oczywiście powoduje zmianę całej dynamiki serialu. Zwierz nie ogląda Vampire Diaries, ale ma wrażenie, ze tam zaszła podobna zmiana w odniesieniu do braci Salvatore, z których jeden musiał się szybko zmienić na nieco mniej wrednego, kiedy stał się obiektem zdecydowanie większej sympatii fanek. Taka konieczność przeniesienia uwagi (niekiedy brana z książek, ale nie zawsze) wiąże się także z przemodelowaniem całego serialu, – co rzadko wychodzi mu na dobre. Bo tak naprawdę oznacza to najczęściej, że nie tylko trzeba zmienić dynamikę pomiędzy bohaterami, ale zmienić charakter samych bohaterów a to prowadzi nas prosto do punktu gdzie zwierz omawiał problem z oglądaniem innego serialu niż ten, na który się zapisywaliśmy.

Eric – 1000 letni wampir ktory w ciągu sześciu sezonów zmienia charakter.

Zwierz wymienił jego zdaniem kilka najważniejszych problemów systemowych. Oprócz nich są jeszcze związane z konkretnymi zrachowaniami konkretnych bohaterów, które jednak najczęściej każdy ocenia na własną rękę i decyduje czy przesądzą o zmianie serialu na inny czy też nie. W przypadku wspominanego nieco wcześniej The Big Bang Theory odcinkiem, który przelał czarę goryczy był ten, w którym scenarzyści „odkryli”, że dziewczyny mogą też czytać komiksy. Zwierz zrozumiał, że nie ma dla niego miejsca przed telewizorem. Przypadków takich jest więcej – czasem decyduje pojedynczy żart czy źle poprowadzony odcinek by zrazić nas właściwie na zawsze.  Czasem zaś wystarczy, że nikt nic nie robi a serial się toczy kilka sezonów za długo (How I Met Your Mother). Bo prawda jest taka, że jest na świecie bardzo niewiele historii, które można opowiadać przez więcej niż 100 odcinków. Naprawdę, choć seriale są bardzo mocno związane z naszym najbardziej naturalnym sposobem opowiadania historii to jednak pasjonujące historie kończą się niemal zawsze odrobine wcześniej niż sam serial. I na tym polega pewien paradoks – świat seriali, to świat, w którym mało, która historia dożywa swojego końca i mało, kto zostaje by dowiedzieć się, jaki jest koniec tych historii, które już zdecydowano się opowiedzieć w całości. Niemniej zwierz musi wam wyznać, że sam ma zawsze problem z porzucaniem seriali. Nawet tych złych. Czuje jakiś wewnętrzy obowiązek by wytrwać do końca. Być może, dlatego, że zawsze ma nadzieję, że pod koniec wyjdzie scenarzysta i ze wszystkiego się wytłumaczy.

No dobra tyle wpisu merytorycznego czas na część informacyjną. Zwierz jedzie jutro do Bawarii. Podczas kiedy wy będziecie znosić krajowe upały zwierz pojedzie zwierzać zamki i pałace Niemiec (będzie w Ratyzbonie!). Zwierz zdecydował się tym razem nie zostawiać bloga w niczyich rękach tylko zabrać ze sobą laptopa i postarać się was informować na bieżąco. Ale… zwierz nie da głowy, że po drodze zawsze znajdzie się Wi- Fi (wiadomo Niemcy dziki kraj) oraz że będzie w ludzkich godzinach. Przestawcie się, więc na tryb – nikt nie spodziewa się nowej notki. W każdym razie, zwierz obiecuje, że będzie wrzucał posty, kiedy będzie się dało i że będą to posty podróżne. A teraz zwierz was bardzo przeprasza i idzie się pakować.

Zwierz jedzie oglądać Ten zamek. 

Ps: Oznacza to, ze niestety recenzja wyczekiwanego przez zwierza Pacific Rim znajdzie się na blogu dopiero po powrocie z wyjazdu. Ale zwierz obiecuje, ze nie przegapi takiego cuda ;)

Ps2: Nawet, jeśli zwierz nie będzie miał dostępu do Internetu na tyle by informować was na bieżąco o swoim ekscytującym życiu na blogu to na facebooku zwierz pewnie nie powstrzyma się od komunikacji, więc tym, którzy zauważą brak wpisów zwierz poleca tam szukać jego aktywności.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...