Home Ogólnie Gdzie do cholery jest Bukareszt czyli 10 problemów z sondami ulicznymi

Gdzie do cholery jest Bukareszt czyli 10 problemów z sondami ulicznymi

autor Zwierz
Gdzie do cholery jest Bukareszt czyli 10 problemów z sondami ulicznymi

Raz na kil­ka miesię­cy robi w sieci furorę jakaś son­da ulicz­na która ma dowieść że ludzie nic nie wiedzą. Tem­aty są różne – od rzeczy których uczymy się szkole, przez zna­jo­mość pro­jek­tan­tów mody po twarze znanych piosenkarzy.  Takie sondy – czy to w Polsce czy na zachodzie zwyk­le mają wywołać jeden efekt – przeko­nanie że otacza­ją nas kre­tyni. Oto mały porad­nik dla wszys­t­kich którzy chcą podysku­tować o tym dlaczego sondy uliczne nie są miar­o­da­jne.

Po pier­wsze – twór­cy sond ulicznych zwyk­le chcą coś udowod­nić. Jeśli zapy­tasz dwadzieś­cia osób o jak­iś powszech­nie znany fakt i wszyscy odpowiedzą poprawnie to masz prob­lem. W takiej sondzie ulicznej nie ma nic szczegól­nego. Tym co jest naprawdę ciekawe to odkrycie że ludzie są głupi, niedouczeni czy niekom­pe­tent­ni. Dlat­ego twór­cy takich filmików zwyk­le zostaw­ia­ją nam tylko te wypowiedzi które świad­czą o braku wiedzy, czy opinii która jest kon­trow­er­syj­na. Ponieważ nikt nie poda­je pod filmikiem ile osób przepy­tał zan­im znalazł kogoś kto nie zna poprawnej odpowiedzi to nie sposób powiedzieć czy mamy do czynienia z czymś miar­o­da­jnym czy spec­jal­nie wybranym przez twór­cę tak by stworzyć odpowied­ni efekt.

Po drugie – sondy uliczne nigdy nie były i nie będą dobry sposobem sprawdzani wiedzy ludzi. Po pier­wsze sama sytu­ac­ja w jakiej staw­ia­ją rozmów­cę jest wyjątkowo niekom­for­towa. Ludzie boją się kamer, częs­to sam fakt bycia nagry­wanym zupełnie ich par­al­iżu­je. Po drugie – ogól­nie ludzie nawet sporo wiedzą­cy, częs­to nie są dobrzy w odpowiada­niu nagle na pyta­nia. Nie tak dzi­ała wiedza. Rzad­ko ktoś pyta nas nagle jaka jest stoli­ca Rumu­nii. Nawet ter­az mimo, że zwierz jest całkowicie pewien że stolicą Rumu­nii jest Bukareszt to upewnił się w Internecie. Nie dlat­ego, że nie wie ale dlat­ego, że jak­by ktoś go na uli­cy zapy­tał pewnie powiedzi­ał­by coś w sty­lu „Bukareszt… nie sekund­kę, a może Bel­grad, a nie to była Ser­bia”. I to nie jest tak, że zwierz tego nie wie. Po pros­tu mało jest fak­tów które poda­je bez chwili zas­tanowienia. Głównie są to fak­ty doty­czące kine­matografii (och zapy­ta­j­cie zwierza kto dostał Oscary w 1929 i odpowie bez zas­tanowienia). Sondy uliczne są ciekawe tylko wtedy kiedy chodzi o opinie czy rzeczy związane z przyzwycza­je­ni­a­mi. Spoko­jnie nada­ją się do uzu­pełnienia mate­ri­ału o tym dlaczego mieszkań­cy jakiegoś mias­ta głosowali na jakiegoś poli­ty­ka albo co sądzą o drzewach w pob­liskim parku. Bo to są opinie i uczu­cia a nie fak­ty.

Ponieważ padło na Bukareszt w tytule to ilus­trac­ja­mi będą zdję­cia Bukaresz­tu

Po trze­cie – sondy uliczne to nie socjolo­gia. To fajny zabieg dzi­en­nikars­ki który spraw­ia wraże­nie, że jesteśmy bliżej ludzi. Żaden dzi­en­nikarz nie jest w stanie przepy­tać tylu osób by ich wypowiedzi były miar­o­da­jne. Ot po pros­tu poz­nał kil­ka opinii, wybrał te ciekawe. Wnioskowanie o całym społeczeńst­wie, pokole­niu czy mieś­cie nie jest możli­we na pod­staw­ie sondy ulicznej.  Bada­nia socjo­log­iczne są zde­cy­dowanie bardziej skom­p­likowane i niejed­noz­naczne. Wyma­ga­ją dobrej zna­jo­moś­ci ludzi którym zada­je się pyta­nia. To ile mamy lat, jakie mamy wyk­sz­tałce­nie z jakiego regionu pochodz­imy może zmienić naszą postawę wzglę­dem wielu spraw. Bada­nia socjo­log­iczne najczęś­ciej prowadzi się w sposób anon­i­mowy – bo to daje szan­sę uzyska­nia prawdzi­wszej (choć nie zawsze prawdzi­wej) odpowiedzi. Ludzie na których kieru­jesz kamerę bard­zo częs­to chcą zad­owolić osobę z którą roz­maw­ia­ją – mogą powiedzieć coś zupełnie innego niż naprawdę myślą. Z kolei sam dzi­en­nikarz wybierze oso­by które z jakiegoś powodu mu pasu­ją – wybier­a­jąc swo­ją „próbę” w bard­zo subiek­ty­wny sposób. Inny­mi słowy – nie ma żad­nego sposobu na przełoże­nie wyników sondy ulicznej na całe społeczeńst­wo. To nie tak dzi­ała.

Po czwarte – sondy uliczne odnoszące się do wiedzy opier­a­ją się częs­to na prostych założe­ni­ach. Jeśli ty coś wiesz to wszyscy inni powin­ni dzielić tą wiedzę. Tu są dwa prob­le­my. Po pier­wsze – erudy­c­ja sta­je się coraz mniej potrzeb­na. Czy nam się to podo­ba czy nie, dziś nie trze­ba znać położe­nia geograficznego wszys­t­kich pasm górs­kich czy rzek świa­ta by móc szy­bko sko­rzys­tać z tej infor­ma­cji. Wiedza nos­zona w głowie była niesły­chanie waż­na w okre­sie kiedy jej zdoby­cie w inny sposób wyma­gało wysiłku. Dziś tak nie jest. Dru­ga sprawa – tak naprawdę trud­no jed­noz­nacznie powiedzieć czy ludzie mniej wiedzą. Jeśli ktoś nie zna głównych pasm górs­kich Amery­ki Połud­niowej ale umie wyjaśnić mech­a­nizm dzi­ała­nia por­tali społecznoś­ciowych to ma mniej wiedzy czy więcej. Jeśli ktoś nie wie czym zaj­mu­je się bed­narz a bez prob­le­mu obsługu­je kom­put­er to wie więcej czy mniej? To nie jest takie proste. Ale nawet nie kon­fron­tu­jmy ze sobą pokoleń. Czy naprawdę sądzi­cie że całe społeczeńst­wo pamię­ta to czego uczyło się w szkole? Jak mniemam więk­szość nie pamię­ta. Dlaczego? Bo wiedza niewyko­rzysty­wana  pru­je z głowy. Zastępu­je jej sporo wiedzy która się w życiu przy­da­je.  Czy to dobrze? Nie jestem w stanie powiedzieć. Ludzie nie mogą wiedzieć wszys­tkiego. Tego jestem pew­na. I jestem pew­na że jak­byśmy sum­i­en­nie odpy­ty­wali całe społeczeńst­wo z wiedzy ogól­nej to okaza­ło­by się, że ludzi którzy naprawdę wiedzą wszys­tko zawsze jest mniej więcej tyle samo. No i kwes­t­ia trze­cia. Zdarzyło mi się kiedyś na kolacji pełnej inteligent­nych wyk­sz­tał­conych i nawet nieco genial­nych osób zacząć opowiadać o Spencerze Tra­cy. Szy­bko okaza­ło się, że tylko ja wiem kto to był. Nazwisko dla mnie oczy­wiste dla innych było obce. Ale niech­by mi któreś z nich rzu­ciło nazwiskiem ze swo­jego świa­ta (tym oczy­wistym) zapewne siedzi­ałabym głęboko zdu­miona.

Po piąte – wbrew powszech­nej opinii ist­nieje różni­ca pomiędzy zdoby­wanie wyższych stop­ni edukacji, zwłaszcza stu­di­a­mi a wiedzą z zakre­su erudy­cyjnego. Zwierz zna ludzi którzy np. osiągnąwszy stop­nie naukowe z wybranej przez siebie dziedziny nie do koń­ca pamię­ta­ją które pow­stanie było pier­wsze listopad­owe czy sty­czniowe. Zna też oso­by, które mają w głowie najważniejsze teorie społeczne ale jak je zapyta­cie znien­ac­ka o wyni­ki prostych dzi­ałań matem­aty­cznych to się zat­ną. O inteligencji i wyk­sz­tałce­niu człowieka nie świad­czy posi­adany poziom wiedzy ogól­nej. To jest zde­cy­dowanie zbyt płytkie poj­mowanie wyk­sz­tałce­nia. O wysokim poziomie wyk­sz­tałce­nia świad­czą dwie cechy. Po pier­wsze cieka­wość – chęć poz­nawa­nia tego czego się nie zna, szuka­nia odpowiedzi na pyta­nia, w ogóle zadawanie pytań, dociekanie przy­czyn. Po drugie – przy braku jakiejś wiedzy – umiejęt­ność znalezienia źródła które dostar­czy nam infor­ma­cji i kry­ty­czne pode­jś­cie do tychże. Dzię­ki temu samo posi­adanie jakiejś wiedzy jest dru­gorzędne. Aby posi­adać sze­roką wiedzę encyk­lope­dy­czną nie jest potrzeb­ne wyk­sz­tałce­nie. Powiem wam co jest potrzeb­ne. Doskon­ała pamięć. Tak moi drodzy. Zwierz zapew­nia was, że bez niej nie jesteś­cie  w stanie być erudy­ta­mi syp­ią­cy­mi fak­ta­mi z rękawa. Więk­szość rzeczy które wiem, a wiem ich sporo, nie wyni­ka z moich pogłębionych studiów, czy niesamowitej inteligencji. Wyni­ka z fak­tu, że mam na tyle dobrą pamięć że jeśli raz coś przeczy­tam to zwyk­le pamię­tam. Dzię­ki temu pamię­tam obsady filmów których nie widzi­ałam. Faj­na sztucz­ka. Nijak się ma do inteligencji. Zwłaszcza całego pokole­nia.

Po szóste – Żyje­my w kra­ju w którym najważniejsze jest pytanie „czego nie wiesz” a nie „co wiesz”. Uwiel­bi­amy zła­pać ludzi na niewiedzy. To jest moment naszego tri­um­fu. Żyje­my w takim świecie od cza­sów szkol­nych gdzie to czego nie wiemy jest ważniejsze od tego czego wiemy. Przy­pom­ni­j­cie sobie co jest bardziej pod­kreślane w szkole – wiedza czy niewiedza? Jak dosta­jesz kartkówkę pod­kreśla ci się to czego nie wiesz. Jeśli ktoś cię wywoła w środ­ku lekcji i nie wiesz – możesz dostać jedynkę, jeśli wiesz zwyk­le słyszysz „dobrze siadaj”. Kiedy nauczy­ciele poświę­ca­ją czas na omówie­nie naszej pra­cy – wtedy kiedy poszło nam wyjątkowo dobrze czy wtedy kiedy jest błąd? Przykłady moż­na mnożyć ale to z nami zosta­je.  I przekła­da się na nasze zachowa­nia społeczne i postrze­ganie tego co widz­imy. Zła­panie kogoś na błędzie nas cieszy. W sum­ie moż­na dojść do wniosku, że cała wiedza jest po to by móc zła­pać kogoś na tym że wie mniej od nas. Tym­cza­sem ludzie – nawet ci którzy nie są erudy­ta­mi zwyk­le coś wiedzą. Bard­zo częs­to rzeczy o których nie mamy poję­cia. Tylko, że to nas niewiele obchodzi.

Po siódme –Jeśli mówimy o wiedzy kul­tur­al­nej, to zwierz już o tym pisał. Ona jest przy­wile­jem. Im więcej wiemy o kul­turze tym bardziej powin­niśmy sobie grat­u­lować. Znaczy że znaleźliśmy się w sytu­acji w której mieliśmy czas i środ­ki do posz­erzenia naszej wiedzy. Ponieważ wiedza o kul­turze – zwłaszcza współczes­nej i pop­u­larnej – zna­j­du­je się właś­ci­wie całkowicie poza naw­iasem pub­licznej edukacji to  oznacza to, że jej przys­wo­je­nie jest dużo bardziej zależne od naszego środowiska. Jeśli wychowal­iś­cie się w domu gdzie czy­ta­ją – macie więk­sze szanse czy­tać, słucha­ją muzy­ki – słuchać muzy­ki, oglą­da­ją filmy – oglą­dać filmy. Zapew­ni­am was że dużo łatwiej zostać blogerem kul­tur­al­nym kiedy w jed­nym poko­ju gra opera a w drugim pół­ki ugi­na­ją się od książek, niż w domu gdzie niko­go to nie obchodzi. Dlat­ego zain­tere­sowanie kul­turą albo jest w jak­iś sposób dziedz­iczne albo jest wynikiem ciężkiej pra­cy. Przy czym nie każdy tą ciężką pracę chce pod­jąć bo np. zaj­mu­je się inny­mi rzecza­mi albo nie jest aż tak zain­tere­sowany.

Po ósme – każdy z nas czegoś nie wie. Jedyne w czym jesteśmy lep­si albo gor­si to ukry­wanie czego nie wiemy. To jest wiel­ka gra w „Najważniejsza książ­ka której nie przeczy­tałeś”  tylko że gra się tu powszech­nie znany­mi fak­ta­mi. To nie jest zdrowa gra. Wiecie dlaczego? Bo zniechę­ca nas do tego by się dowiedzieć. Bo jest taki moment kiedy nie może­my już się przyz­nać, nie wypa­da zapy­tać, nie może­my poprosić o wyjaśnie­nie. Sko­ro wszyscy wiedzą to trze­ba trwać w niewiedzy. Jasne jest inter­net i coraz łatwiej się dowiedzieć. Ale wciąż – kiedy ostat­nim razem dopy­tal­iś­cie kiedy w roz­mowie padło słowo którego nie zna­cie, poję­cie które znal­iś­cie może ale zapom­nieliś­cie do czego się odnosiło, nazwa miejs­cowoś­ci o której nie macie ziel­nego poję­cia? Być może im częś­ciej przyz­na­je­my się do niewiedzy tym łatwiej jest dowiedzieć się czegokol­wiek o świecie.

Po dziewiąte –chy­ba najważniejsze. Czu­cie się lep­iej bo wiemy coś czego nie wiedzą inni ludzie to prosty mech­a­nizm. Media doskonale wiedzą, ze skłoni on nas do dzie­le­nia się infor­ma­cją z inny­mi. By pod­bu­dować swo­ją samoocenę. To prosty sposób. Nie mniej my sami nie sta­je­my się od tego mądrze­jszy­mi i lep­szy­mi ludź­mi. Należy pamię­tać że najlep­szą reakcją na niewiedzę jest podzie­le­nie się swo­ją wiedzą. Wyśmiewanie, narzekanie i wywyższanie się nie rozwiązu­je prob­le­mu. Prob­lem rozwiązu­je tylko odpowiadanie na zadane pytanie. Dlat­ego oso­ba która naprawdę chce być dum­na ze swo­jej wiedzy powin­na się nią dzielić. Dlat­ego dzie­le­nie się wiedzą nie jest jakimś dodatkiem ale wręcz obow­iązkiem oso­by lep­iej poin­for­mowanej. To właśnie dzię­ki temu może­my wyrówny­wać nasze różnice. Tak zachowu­je się oso­ba dobrze wyk­sz­tał­cona. Chce się dzielić. A na pyta­nia odpowia­da a nie śmieje się że w ogóle padły.

Po dziesiąte – niewiedza nie jest strasz­na. Strasz­na jest igno­ranc­ja, rozu­mi­ana tu jako obo­jęt­ność wobec wiedzy. Nie wiedzieć moż­na wielu rzeczy. Ale niechęć do wiedzy, odci­nanie się od niej, brak chę­ci zadawa­nia pytań – to jest coś co może nas doprowadz­ić do zgu­by. Ale na pewno nie da się tego zmierzyć sondą uliczną i na pewno nie charak­teryzu­je tylko młodzieży. Więcej zwierz powiedzi­ał­by że to choro­ba równo całego społeczeńst­wa. I tego należy się bać.

Dobra zwierz ma nadzieję, że was wyposażył do obec­nych  i przyszłych rozmów w sieci. Idź­cie i roz­maw­ia­j­cie z ludź­mi. Nie zamyka­j­cie się w swoim bąbelku. Przyz­nawa­j­cie się jak czegoś nie wiecie. Zadawa­j­cie pyta­nia. To jest najlep­sza odtrut­ka na wszys­tko. Poza arszenikiem.

25 komentarzy
0

Powiązane wpisy