Home Ogólnie Inni towarzysze czyli zwierz o Jimmy’s Hall

Inni towarzysze czyli zwierz o Jimmy’s Hall

autor Zwierz
Inni towarzysze czyli zwierz o Jimmy’s Hall

Zwierz postanow­ił trochę zmienić zasady związane z recen­zowany­mi fil­ma­mi. Kiedyś zwierz trzy­mał się zasady że recen­zu­je tylko co w kinach. Ter­az jed­nak myśli, że nieco częś­ciej będzie pisał o nowych fil­mach które pojaw­ia­ją się na DVD tak jak o Klu­bie Jimmy’ego

Jimmys_Hall_MASTER_STILLS_259__c__Sixteen_Films-0-2000-0-1125-crop

Loach krę­ci film o Irlandz­kich komu­nistach. I to jest niesamowite oglą­dać sobie pro­dukcję krę­coną z per­spek­ty­wy zupełnie innych doświad­czeń

Zwierz o najnowszym filmie Kena Loacha dowiedzi­ał się w cza­sie trwa­nia poprzed­niego fes­ti­walu w Cannes. Klub Jimmy’ego to dru­ga część Irlandzkiej try­logii reży­sera – roz­gry­wa­ją­ca się równo dziesięć lat po wydarzeni­ach z Wia­tru Buszu­jącego w jęczmie­niu.  Tym razem Loach spoglą­da na napię­cia poli­ty­czne i społeczne przez pryz­mat życia Jame­sa Gral­tona – lokalnego komu­nisty­cznego dzi­ałacza prowadzącego społeczny klub dla mieszkańców okolicznych wiosek. Oczy­wiś­cie w lat­ach 30 nic nie jest proste – żeby potańczyć jazz, poroz­maw­iać o poezji czy nauczyć się rysować, trze­ba stoczyć walkę z koś­ciołem katolickim, lokalny­mi orga­ni­za­c­ja­mi o nacjon­al­isty­cznym zacię­ciu i ludź­mi boją­cy­mi się zmi­any. Co więcej właśnie wieją wia­try his­torii – stra­j­ki, eksmis­je, i ros­nące wśród ludzi niezad­owole­nie (po kryzysie w Ameryce do Irlandii nie dociera już tyle pieniędzy od krewnych co kiedyś).

jimmyshall620350

W sum­ie pytanie w filmie jest proste — jesteś za postępem czy prze­ciw. Choć w sum­ie gramo­fon to nawet ksiądz sobie kupi

Loach – co nie dzi­wi – ani przez chwilę nie kry­je gdzie w tym sporze – starego z nowym leży jego serce. Tytułowy Klub Jim­mego to miejsce niemal idyl­liczne – obok zabawy i rados­nych tańców, widz­imy mieszkańców wios­ki anal­izu­ją­cych poezję Yeat­sa, chłopców uczą­cych się bok­sować, lekc­je rysunku. Wszys­tko za dar­mo, dla wszys­t­kich którzy chcą się uczyć, posz­erzać swo­je hory­zon­ty. Wszelkie zys­ki idą na wyposaże­nie klubu, ludzie dzielą się wiedzą. Miejsce przy­cią­ga i młodych i strych zaś nasi społeczni­cy to ludzie dobrzy, cier­pli­wi i otwar­ci. Z drugiej strony mamy koś­ciół – choć reżyser jed­noz­nacznie sprze­ci­wia się sposobowi myśle­nia koś­cioła to jed­nak nie idzie w takie najprost­sze potępi­e­nie. Choć mamy w filmie – pewnie przy­wołu­jącą wspom­nienia nie jed­nego pol­skiego widza scenę w której ksiądz czy­ta z ambony kto powinien się wsty­dz­ić, to jed­nak obraz wcale nie jest tak bard­zo jed­noz­naczny.  Ojciec Sheri­dan – to człowiek stanow­czy, pewny swoich racji i opowiada­ją­cy się za taką wiz­ją świa­ta i kra­ju w którym koś­ciół pełni nadrzęd­ną rolę. Jed­nocześnie jed­nak widać, że nie jest głupi – potrafi dostrzec w swoim opo­nen­cie człowieka który jest wierny swoim przeko­nan­iom i nie boi się za nie ponieść ofi­arę.  Dlat­ego jest doskon­ały part­nerem do roz­mowy dla Jame­sa – jed­na z ich scen jest doskon­ała – gdy próbu­ją się wza­jem­nie przekon­ać kto wie lep­iej czego potrze­bu­je społeczność. Loach wprowadza też postać Ojca Sea­musa – to młody ksiądz który na sprawę potępi­a­nia klubu patrzy nieco inaczej – dla niego dzi­ała­nia koś­cioła są niebez­pieczne bo zniechę­ca­ją ludzi do wiary i odcią­ga­ją od koś­cioła. Nie jest on rzecznikiem zmi­any (choć słusznie zauważa w chwili gniewu że wielu potępi­a­ją­cych zmi­anę pewnie by i Jezusa potępiło) ale ugody, spoko­ju, rozwa­gi. Tu z kolei Jim­my zauważa że woli ludzi bardziej w swoich poglą­dach stanow­czych a nie miękko układa­ją­cych się ze wszys­tki­mi.

Jimmys-Hall-3-e1403602626674

Postać księdza na całe szczęś­cie jest nieco bardziej skom­p­likowana. Co ciekawe mu też przy­padło przy­pom­nie­nie bohaterowi, że choć jego idee są szla­chetne to jed­nak powinien pamię­tać o Stal­in­ie (mamy lata 30 więc wspom­ni też głód na Ukrainie)

Kon­flikt z koś­ciołem teo­re­ty­cznie stanowi główną oś fil­mu ale tak naprawdę – jest to kon­flikt z państ­wem. Państ­wem, które jed­nak nie speł­nia oczeki­wań swoich oby­wa­teli. To ciekawe spo­jrzeć na film – nakrę­cony w ostat­nich lat­ach – gdzie komu­niś­ci są dobrzy (o zbrod­ni­ach Stali­na i głodzie na Ukrainie wspom­i­na tu co ciekawe ksiądz) i pokazani jako ludzie bal­an­su­ją­cy na grani­cy świę­toś­ci. Nie zrozum­cie zwierza źle – takie pode­jś­cie do komu­niz­mu jakie prezen­tu­ją nasi bohaterowie rzeczy­wiś­cie spraw­ia, że sce­ny ze wspól­nej świ­etl­i­cy oglą­da się z uśmiechem. Och jakże pięk­na jest ta wiz­ja wspól­nej społecznej pra­cy, wspól­nego dzie­le­nia się wiedzą (chęć edukowa­nia się niższych warstw też jest ważnym ele­mentem fil­mu) i życia z radoś­cią w ser­cu. To wiz­ja nie skażona tym co z haseł, pomysłów i poglądów zro­biono potem – kiedy były wyko­rzysty­wane w sys­temach nie mają­cych z komu­nizmem wiele wspól­nego. Oczy­wiś­cie widz z Europy zachod­niej spoglą­da na ten film inaczej niż widz pol­s­ki. Ale i wid­zowi pol­skiemu dobrze zro­bi kiedy rzu­ci okiem na film nakrę­cony bez pewnego obciąże­nia his­to­rycznego. Moż­na zobaczyć jak ludzie zupełnie inaczej postrze­ga­ją pewne idee i jak inaczej brzmią bohaterowie mówią­cy do siebie towarzyszu.

Jimmys Hall

Cała his­to­ria roz­gry­wa się z uwzględ­nie­niem także szer­szych ruchów społecznych i kon­flik­tów wychodzą­cych poza lokalny klub. Sporo miejs­ca poświę­ca się niele­gal­nym eksmisjom. Ponown­ie coś co pewnie nie jed­ne­mu wid­zowi sko­jarzy się ze współczeny­mi prob­le­ma­mi

Zwierz musi jed­nak przyz­nać, że to jest film krę­cony tak z sercem po jed­nej stron­ie że cza­sem aż zęby bolą. Ksiądz potępia z ambony chodze­nie na potańców­ki – w następ­nej sce­nie ojciec bije do krwi córkę (choć aku­rat uważam że to dobra sce­na by pokazać, że wszys­tko co mówi się w koś­ciele ma swo­je kon­sek­wenc­je w życiu pry­wat­nym mieszkańców okolicznych wiosek), widz­imy radośnie tańczącą irlandzkie tańce małą dziew­czynkę? Wiado­mo że zaraz zaczną strze­lać. Jest przeu­rocza lekc­ja tań­ca czy śpiewu na której nic zdrożnego się nie dzieje – wpad­nie polic­ja. To są ele­men­ty które strasznie kłu­ją w oczy – podob­nie jak stras­zli­wie sen­ty­men­tal­na ostat­nia sce­na wzię­ta jak­by z filmów Hall­marku a nie z fil­mu tak dobrego reży­sera. Zwierz przyz­na szcz­erze, że w pewnym momen­cie oglą­da­jąc film miał takie poczu­cie, że nieste­ty jeśli reżyser niczym go nie zaskoczy to cała his­to­ria – choć w sum­ie nakrę­cona z sercem – trafi na półkę tych filmów, przy których bard­zo dobrze rozu­mie się intenc­je reży­sera ale wszys­tko jest zde­cy­dowanie zbyt łopa­to­log­iczne by nas poruszyć.

jimmys-hall-cannes-2014-6

Powiedzmy sobie szcz­erze, nie jest to najbardziej sub­tel­ny film jaki kiedykol­wiek nakrę­cono. Niekiedy jest wręcz boleśnie czarno biały

Loach jed­nak potrafi zaskoczyć. Co ciekawe w sce­nach które koniecznie mają coś wspól­nego z głównym kon­flik­tem. Nasz główny bohater James – powraca­jąc po lat­ach emi­gracji do rodzin­nej wios­ki musi się pogodz­ić z tym, że jego ukochana sprzed lat Oon­agh, ma męża i dzieci. To, że bohaterowie mimo lat rozłą­ki się kocha­ją nie jest dla widza żad­nym zaskocze­niem. Ale Loach roz­gry­wa wątek sub­tel­nie – dając właś­ci­wie bohaterom jed­ną – nieco z innego fil­mu – scenę samot­nego wspól­nego tań­ca. Ileż jest w tej sce­nie emocji – od pożą­da­nia, przez miłość, po poczu­cie winy. Loach roz­gry­wa nam piękne trag­iczne (bo niespełnione uczu­cie) w dwóch sce­nach fil­mu – oby­wa się bez roman­su (dobrzy komu­niś­ci nie roman­su­ją) ba! nawet bez pocałunku. A jed­nak czu­je­my emoc­je bohaterów i kiedy mówią o zła­manym ser­cu to doskonale wiemy co czu­ją. Zaskaku­jące znaleźć ten wątek wśród poli­ty­cznych i his­to­rycznych rozra­chunków.  Drugim ele­mentem który zaskaku­je – czy może inaczej – doda­je fil­mowi lekkoś­ci jest poczu­cie humoru reży­sera. Pod koniec fil­mu mamy doskon­ałą scenę z matką bohat­era i policją – kto się nie uśmiech­nie ma serce z kamienia.

sec_bg

Gdzieś tak w połowie tych ide­o­log­iczno, poli­ty­cznych roz­gry­wek jest sce­na jak z innego fil­mu. Bard­zo zresztą dobra

Wypadło­by powiedzieć parę słów o aktorach. Zwierz przyz­na szcz­erze, że słabo zna Irlandz­kich aktorów. To znaczy tych którzy jak obec­ny w filmie Anderw Scott wybrali brawurową kari­erę w Wielkiej Bry­tanii zwierz kojarzy – ale tych którzy są znani w lokalnej kine­matografii, zwierz rozpoz­na­je znacznie gorzej. Ale tu właś­ci­wie koniec zas­trzeżeń bo film jest doskonale obsad­zony. Gra­ją­cy główną rolę Bar­ry Ward, jest odpowied­nio sym­pa­ty­czny i charyz­maty­czny byśmy bez trudu zrozu­mieli dlaczego bohater cieszy się pop­u­larnoś­cią w okol­i­cy. Poza tym aktor ma jed­ną – bard­zo przy­dat­ną w tym zawodzie cechę. Na filmie jest bez porów­na­nia przys­to­jniejszy niż na jakimkol­wiek pro­mu­ją­cym pro­dukcję zdję­ciu. Taki rodzaj foto­genicznoś­ci marzy się niejed­ne­mu aktorowi. Zwier­zowi podobała się też Simone Kir­by w roli Oon­agh bo przede wszys­tkim nie wyglą­dała jak wyg­nana na Irlandzką wieś mod­el­ka, a poza tym widać deter­mi­nację i inteligencję jej postaci. Doskon­ały jest Jim Nor­ton w roli ojca Sheri­dana – nie jest łat­wo zagrać taką postać by nie wypadła ona zupełnie jed­noz­nacznie w oczach widzów. Nieco mniej ma do gra­nia w filmie Andrew Scott ale w jego przy­pad­ku nawet jed­na sce­na potrafi robić duże wraże­nie na widzu.  Zwier­zowi jed­nak najbardziej podobała się aktor­ka gra­ją­ca matkę głównego bohat­era. Zwierz dawno nie widzi­ał tak doskonale pokazanej na ekranie starszej zrównoważonej i życ­zli­wiej kobi­ety. Miał wraże­nie jak­by widzi­ał prawdzi­wą osobę a nie aktorkę.

Jimmys_Hall_MASTER_STILLS_036__c__Sixteen_Films-0-2000-0-1125-crop

Aktor w głównej roli jest doskonale obsad­zony bo jakoś od razu rozu­miemy, dlaczego ludzie mu ufa­ją i trak­tu­ją jako nat­u­ral­nego przy­wód­cę

Co ciekawe w Polsce film – zwłaszcza biorąc pod uwagę okład­kę – próbu­je się troszkę sprzedać jako pro­dukcję o tańcu, i tym kon­flik­cie – radość i taniec kon­tra katolic­ka moral­ność i umartwian­ie się. Oczy­wiś­cie sa tam te wąt­ki ale naj­ciekawsze jest to co doty­czy wszys­t­kich bohaterów – poczu­cie niespraw­iedli­woś­ci. To jest motyw prze­wod­ni fil­mu – wychodzą­cy daleko poza ten jeden spór a nawet poza jed­ną sytu­ację his­to­ryczną.  Loach  wyraźnie nie jest w stanie tego braku spraw­iedli­woś­ci, równoś­ci – zwykłej przyz­woitoś­ci znieść. To jest w filmie bard­zo wyraźne – i nie doty­czy tylko relacji z państ­wem czy koś­ciołem. Ale także relacji między posi­ada­ją­cy­mi a nie upraw­ia­ją­cy­mi ziemię, między rodzi­ca­mi a dzieć­mi, między ludź­mi o różnych poglą­dach. Nawet fakt że Jim­my nie może być z kobi­etą którą kocha dopisu­je się do tej litanii niespraw­iedli­woś­ci – zarówno ludz­kich jak i życiowych. Co więcej Loach widzi taką prostą alter­naty­wę – zami­ast niespraw­iedli­woś­ci, wspól­no­ta, zami­ast kon­flik­tu, nau­ka i radość, zami­ast pieniędzy, dziel­nie się wiedzą i cza­sem. Cóż kto by się nie dał por­wać tej wiz­ji – choć­by na krót­ki czas sean­su.

Jimmys Hall

Lokalna eli­ta, jak to eli­ta, są czy alko­hol i sprze­ci­wia się zmi­an­ie.

Zwierz zas­tanaw­ia się jak Klub Jimmy’ego  przyję­to by w Polsce gdy­by miał naprawdę sze­roką dys­try­bucję. O ile kry­tyk miejs­ki może krę­cić nosem, to pewnie nie jeden mieszkaniec małej miejs­cowoś­ci, zobaczył­by tu lokalnego księdza, jego zwycza­je i pode­jś­cie do parafi­an. Jed­nocześnie, mimo braku podob­nych okolicznoś­ci his­to­rycznych, pewnie w niejed­nej miejs­cowoś­ci znalazł­by się taki Jim­my, który – może już pod nieco inny­mi hasła­mi- wda­je się w kon­flikt z koś­ciołem. Albo nawet nie z koś­ciołem ale z władzą. Dlat­ego zwierz ma wraże­nie, że cała his­to­ria – mimo, że opowiedziana miejs­ca­mi zbyt łopa­to­log­icznie i może nieco za bard­zo czarno biało, jest paradok­sal­nie całkiem współczes­na. Jed­nocześnie zwierz nie będzie bronił fil­mu jako dzieła fil­mowego. Loach  zdaniem zwierza popełnił tu sporo błędów. Ale jed­nocześnie – co charak­terysty­cznego u tego reży­sera – to film tak bard­zo nakrę­cony z sercem i z uczu­ciem – że wiele moż­na twór­cy wybaczyć. Zwierz uwiel­bia takie filmy które są szczere – a tu nie ma chy­ba ani odrobiny zakła­ma­nia. Oczy­wiś­cie – nie jest to najlep­szy film Loacha ale oglą­da się go bard­zo dobrze. Mimo wad.

Jimmys Hall dance Ken Loach film

Trze­ba przyz­nać że film wywołu­je uśmiech — głównie tam gdzie reżyser bard­zo sug­esty­wnie pokazu­je nam jak mogło­by być pięknie gdy­by ludzie mogli dzielić się wiedzą i radoś­cią bez poczu­cia winy

Zwierz wspom­ni­ał, że kupił film na DVD – nie był to wiel­ki koszt – zaled­wie 29 zł. Wydanie jest z książeczką, która zaw­iera dobry – i wiele wnoszą­cy do odbioru fil­mu wywiad z reży­serem. Całość nie prezen­tu­je się jakoś szczegól­nie znakomi­cie ale np. naresz­cie na grz­biecie jest tytuł więc jak postaw­icie film to wiecie co to za okład­ka. Zdaniem zwierza – warto sobie kupić na spółkę ze zna­jomy­mi – tyle co wyprawa do kina, a jeszcze pły­ta zostanie. Bo to na pewno dwie godziny, które nawet jeśli same w sobie nas nie poruszą to stanow­ią doskon­ały punkt wyjś­cia do dal­szej dyskusji.

Ps: Zwierz obe­jrzał film w ramach przedzi­wnego zada­nia jakie sobie postaw­ił – obe­jrzenia wszys­t­kich filmów pro­dukcji Film4 Pro­duc­tions. Na razie obe­jrzał 52.

Ps2: Co zwierz obiecał wam kiedyś napisać pozosta­je obiecane.

5 komentarzy
0

Powiązane wpisy