Home Ogólnie It is always eighteen ninety-five czyli o Sherlock i Upiorna Panna Młoda

It is always eighteen ninety-five czyli o Sherlock i Upiorna Panna Młoda

autor Zwierz
It is always eighteen ninety-five czyli o Sherlock i Upiorna Panna Młoda

Zwierz przyz­na szcz­erze i bez bicia. Nie wie co sądz­ić o najnowszym spec­jal­nym odcinku Sher­loc­ka. Teo­re­ty­cznie wypadało­by mieć jas­no spre­cy­zowaną opinię, zdanie którego jest się abso­lut­nie pewnym ale nieste­ty zwierz ma mnóst­wo mieszanych uczuć i reflek­sji wewnętrznie sprzecznych. Jest w nim jed­nocześnie entuz­jazm i podziw dla niek­tórych scen i rozczarowanie niek­tóry­mi rozwiąza­ni­a­mi.  Dlat­ego postanow­ił raczej w miejsce recen­zji podzielić się uwaga­mi (spoil­ery)

tumblr_inline_nwrl8avu1N1rjhv89_1280

Zwierz prag­nie zaz­naczyć, że nie ma jed­noz­nacznej opinii. Nawet jeśli jest kry­ty­czny to w sum­ie rozu­mie tych którym się podobało

Dawno temu w wik­to­ri­ańskim Lon­dynie — zwierz powie wam, że sama kon­cepc­ja roze­gra­nia Sher­loc­ka w cza­sach w których powinien się dzi­ać, niesły­chanie się zwier­zowi podo­ba. Sher­lock XIX wieczny w wyko­na­niu Mof­fa­ta i Gatis­sa to właś­ci­wie Sher­lock współczes­ny prze­nie­siony w cza­sie i umieszc­zony w reali­ach które najbardziej przy­pom­i­na­ją te znane z seri­alu Grenady z oczy­wistym ukłonem w kierunku kochanego przez twór­ców Pry­wat­nego Życia Sher­loc­ka Holme­sa i słyn­nej serii filmów z lat 40. Nie jest to więc odcinek XIX wieczny ale współczes­ny odcinek alter­naty­wny. To dość skom­p­likowana kon­cepc­ja na papierze ale kiedy siedzi się na sali kinowej czy przed telewiz­orem to pomysł ów wyda­je się dość prosty i całkiem satys­fakcjonu­ją­cy. Stąd też właś­ci­wie odcinek dzi­ała najlepiej kiedy widz­imy znane nam z seri­alu sce­ny odt­wor­zone we “właś­ci­wym cza­sie” i może­my się uśmiech­nąć do siebie porównu­jąc jak wyglą­da­ją te same sce­ny w różnych kostiu­mach — współczes­nym i XIX wiecznym.

WARNING: Embargoed for publication until 00:00:01 on 24/11/2015 - Programme Name: Sherlock - TX: 01/01/2016 - Episode: The Abominable Bride (No. 1) - Picture Shows: **STRICTLY EMBARGOED FOR PUBLICATION UNTIL 24TH NOVEMBER 2015** Sherlock Holmes (BENEDICT CUMBERBATCH), Mrs Hudson (UNA STUBBS) - (C) Hartswood Films - Photographer: Robert Viglasky

Ilość naw­iązań w seri­alu jest imponu­ją­ca, zarówno do opowiadań, innych pro­dukcji, fanows­kich teorii. Taka bom­bonier­ka

Pod tym wzglę­dem odcinek jest przez­nac­zony zde­cy­dowanie dla wiel­bi­cieli seri­alu — stanowi swoiste spełnie­nie marzeń o tym co by było gdy­by tak napisane i zagrane posta­cie osadz­ić we właś­ci­wych reali­ach. Dodatkowo przy­jem­nie jest spo­jrzeć na to jak zachowanie i funkc­je bohaterów są przepisane na wiek XIX. Najlepiej chy­ba sprawdza się tu Wat­son, który choć tak do siebie podob­ny jest jed­nak w tym XIX wieku nieco innym człowiekiem. Jego funkc­ja jako pis­arza (częs­to z resztą pod­kreślana) jego zachowanie wobec żony, nawet sposób w jaki chodzi (pamię­ta­jmy że Mar­tin Free­man ma osob­ny styl chodzenia dla każdej postaci, epo­ki i stanu psy­chicznego). Nawet te same zda­nia wypowiedziane w innym kon­tekś­cie mogą brzmieć zupełnie inaczej jak np. skar­gi pani Hud­son czy sposób ucisza­nia Ander­sona, sprzecz­ki pomiędzy Wat­sonem a Mary. Te drob­ne różnice, których wyłapy­wanie daje wid­zowi mnóst­wo satys­fakcji. Do tego ów wiek XIX odt­wor­zony jest na ekranie w sposób abso­lut­nie przepysznie cud­owny, tak jak to tylko BBC potrafi, kiedy już w końcu wyciąg­nie z tej swo­jej jed­nej garder­o­by odpowied­nie ciuchy, doda odpowied­nie światło i nagle nie umiemy sobie przy­pom­nieć jak wyglą­dał Sher­lock bez tej faj­ki, szlafro­ka czy przyl­izanych włosów. Nawet efek­ty spec­jalne oglą­da się inaczej gdy bohaterowie wychodzą z poko­ju na środek XIX wiecznej uli­cy, gdzie jest wszys­tko jak trze­ba, konie, doroż­ki i śnieg prószy jak zawsze w wik­to­ri­ańskim Lon­dynie. Nie da się też ukryć, że ów specy­ficzny sposób fil­mowa­nia Sher­loc­ka – który zawsze szu­ka pięk­na poje­dynczego kadru, sym­bol­icznego uję­cia, ide­al­nego pro­filu – doskonale dzi­ała w tej XIX wiecznej opraw­ie.   A jed­nocześnie nie porzu­ca­ją twór­cy zabiegów, które charak­tery­zowały odcin­ki nowe – niety­powego ustaw­ienia kamery, ciekawych prze­jść pomiędzy sce­na­mi, zabawy z efek­ta­mi spec­jal­ny­mi.  To są klasy­czne deko­rac­je ale w sposo­bie prowadzenia nar­racji nie ma nic klasy­cznego.

Sherlock-The-Abominable-Bride-Emelia-Ricoletti

Intry­ga krymi­nal­na jest rzecz jas­na czymś zupełnie innym niż się wyda­je

Zupełnie nie dawno w głowie Sher­loc­ka - najwięk­szy prob­lem jaki zwierz ma to fakt, że ta wspom­ni­ana wcześniej zabawa, zosta­je nieco zbyt szy­bko zep­su­ta. Zwierz miał wraże­nie, ze Mof­fat (zwierz cały czas miał wraże­nie, że budzące jego najwięk­sze wąt­pli­woś­ci ele­men­ty wyszły spod ręki tego sce­narzysty. Głównie dlat­ego, że miały pos­mak ostat­nich sezonów Dok­to­ra) wymyślił doskon­ały w swoim mnie­ma­niu sposób na to by mieć ciastko i zjeść ciastko (wsadz­ić XIX wieczny odcinek do współcześnie roz­gry­wanego seri­alu) ale nie umi­ał go odpowied­nio przyrządz­ić. Odcinek sen, odcinek halucy­nac­ja czy odcinek w Mind Palace (którego zwierz ma zupełnie dość i uważa że jest to motyw zde­cy­dowanie naduży­wany), to zabieg klasy­czny, który wszyscy znamy. Nie ma w nim nic z założe­nia złego. Wręcz prze­ci­wnie – od zawsze pozwalał on sce­narzys­tom uwol­nić się od krępu­ją­cych reguł świa­ta przed­staw­ionego. To tam cału­ją się zawsze wszys­tkie te pary z seri­ali z moty­wem, zejdą się nie zejdą i tam moż­na się pośmi­ać z poważnych bohaterów. Prob­lem w tym, że odcinek taki dzi­ała tylko wtedy kiedy jego wewnętrz­na spójność spraw­ia, że zależ nam na śnie nie mniej niż na jaw­ie. Wręcz daje­my się nabrać że maja­ki czy sny są prawdą. Po to by na koniec przekon­ać się, że dal­iśmy się nabrać. Wtedy widz z jed­nej strony wychodzi na nai­wnego z drugiej – może wtedy dostać najwięk­szą nagrodę – odt­worzyć jeszcze raz w głowie odcinek i samemu odkryć jakie tropy się w nim pojaw­iły i co naprawdę znaczyły pozornie nic nie znaczące inter­akc­je. Ale do tego trze­ba cier­pli­woś­ci, której Mof­fat nigdy nie miał.  Od samego początku odcin­ka dosta­je­my pod­powiedzi że coś jest nie tak (jeśli widz jest czu­jny a więk­szość jest – spójność świa­ta łamie już jed­na z pier­wszych scen – ta w kost­ni­cy) — by w końcu stanąć oko w oko z pomieszaniem cza­sów i planów. Zwierz ma wraże­nie, że to spory błąd. Gdy­by Mof­fat umi­ał się pow­strzy­mać i sprowadz­ił to budze­nie się z Mind Palace do jed­nej koń­cowej czy bliskiej koń­ca sce­ny, dostal­ibyśmy coś ide­al­nego. Nawet byśmy się uśmiech­nęli.  A tak zwierz poczuł się w pewnym momen­cie znużony tym że w odcinku nic nie dzieje się naprawdę, że wszys­tko to tylko gra. Jasne cały ten ser­i­al to gra, ale tu poziom abstrakcji jakoś zwierza zniechę­cił.  Wiecie – kon­cepc­ja snu w śnie, w śnie – nawet w przy­pad­ku Incepcji zwierz uważał to za rzecz iry­tu­jącą a tu – mimo pewnego dys­tan­su jaki stara­ją się zachować twór­cy, jest to do pewnego stop­nia nużące.

 

WARNING: Embargoed for publication until 00:00:01 on 24/11/2015 - Programme Name: Sherlock - TX: 01/01/2016 - Episode: The Abominable Bride (No. 1) - Picture Shows: **STRICTLY EMBARGOED FOR PUBLICATION UNTIL 24TH NOVEMBER 2015** Mary Watson (AMANDA ABBINGTON) - (C) Hartswood Films - Photographer: Robert Viglasky

Wśród uroczych pomysłów jest alter­naty­wny Holmes i Wat­son w służ­bie Anglii

O czym człowiek roz­maw­ia sam ze sobą — zwierz nie będzie ukry­wał, że  uważa iż odcinek mógł­by być dużo lep­szy. Na szczęś­cie ratu­je go kil­ka cud­ownych dialogów czy dedukcji. Zwierz co praw­da zas­tanaw­ia się czy nie należało­by każdego wypowiedzianego w filmie słowa inter­pre­tować pod­wójnie sko­ro Sher­lock właś­ci­wie roz­maw­ia sam ze sobą. Ale nie zmienia to fak­tu, że całkiem sporo dialogów w tym filmie jest naprawdę dobrych — cud­ow­na pani Hud­son na początku (ogól­nie cała pani Hud­son), Sher­lock zakłada­ją­cy się z Mycroftem o jego życie, Wat­son próbu­ją­cy w środ­ku nocy wyciągnąć od Sher­loc­ka — dlaczego jest taki dzi­wny.  Jest w nich lekkość i błyskotli­wość która zawsze ratowała Sher­loc­ka. Zwłaszcza roz­mowa z Johnem — choć zdaniem zwierza o tyle prob­lematy­cz­na że twór­cy nie mają żad­nych nowych odpowiedzi więc pow­tarza­ją coś co już wiemy ma w sobie tą cud­owną niezręczność roz­maw­ia­nia o rzeczach ważnych acz wsty­dli­wych. Jest w tym sporo z fan fika a może z takiego życzeniowego myśle­nia o tym jak powin­ny wyglą­dać sce­ny pomiędzy naszy­mi bohat­era­mi. Choć zwierz tu też ma prob­lem bo choć sporo bohaterowie mówią to jak­by nic nowego. To jest prob­lem ze sce­nar­iuszem który właś­ci­wie cały czas drepcze z koniecznoś­ci w miejs­cu. Nic przeło­mowego nie może się zdarzyć. Tym co ma być dla nas przeło­mowe jest fakt, że to Sher­lock który takiego – dociek­li­wego, bystrego i troskli­wego Wat­sona sam sobie stworzył w swoim umyśle. W odcinku cały John były więc Johnem prze­filtrowanym przez per­cepcję Sher­loc­ka. I wtedy rzecz jas­na mamy tu mnóst­wo nowego mate­ri­ału do prze­myśleń i anal­iz. Ale jed­nak zwierz nie jest się w stanie temu pod­dać, być może dlat­ego, że Sher­lock najlepiej dzi­ała wtedy kiedy pewne rzeczy dzieją się bard­zo mimo­cho­dem. I choć roz­mowa w szk­larni jest doskon­ała to zwierz chy­ba woli tą drob­ną (napisaną głównie dla efek­tu kome­diowego) pomyłkę Sher­loc­ka który bierze przeprosiny Wat­sona kierowane do Mary jako słowa skierowanego do niego. Ale nawet te ele­men­ty zda­ją się być zbyt wykalku­lowane. Przy­na­jm­niej dla zwierza.

p03914dz

Urody odcinkowi odmówić nie moż­na. Tam są takie kadry że aż chce się poprosić o pauzę

Sied­mio­pro­cen­towe rozwiązanie — o ile w Mind Palace nic zdarzyć się nie może, o tyle w warst­wie która ma się nam jaw­ić real­isty­czną dosta­je­my wątek który coś jed­nak zmienić ma. Oto sce­na z narko­tyka­mi, wspom­nie­nie jakiegoś dawnego wypad­ku, lista wszys­tkiego co Sher­lock zażył — obow­iązkowo dostar­czana do rąk Mycrof­ta, rąk zaciśnię­tych na rączce para­so­la byśmy na pewno wiedzieli że starszy brat o młod­szego się martwi (albo że Sher­lock chce by brat się o niego martwił) — wszys­tko to ma jed­nak rzu­cić nowe światło i na Sher­loc­ka i na jego korzys­tanie z narko­tyków i na więź z bratem. Częs­to więc wraca się do wątku rywal­iza­cji połąc­zonej z troską, tego poczu­cia że Mycroft i Sher­lock naprawdę o siebie dba­ją i siebie potrze­bu­ją ale obaj nic nie powiedzą, choć jeden będzie prag­ną tros­ki a dru­gi się będzie martwił. Oczy­wiś­cie na wielkie pogłę­bi­e­nie nie ma cza­su, ale fan­dom już sobie z tym poradzi. Zwierz ma tutaj prob­lem bo choć sama w sobie sce­na nie jest zła to zwierz ma wraże­nie, że za bard­zo chce się grać na jego emoc­jach. To znaczy, tros­ka brater­s­ka, możli­wość przedawkowa­nia, tajem­niczy incy­dent. Zwierz zabrz­mi jak strasz­na nuda maru­da ale to brz­mi jak frag­ment jakiegoś śred­niego fan­fi­ka nastaw­ionego na szy­bkie wywołanie emocji. Ponown­ie – zwierz zde­cy­dowanie bardziej wolał tą doskon­ałą scenę w kost­ni­cy gdzie dwaj bra­cia sto­ją przyglą­da­jąc się nor­mal­nym ludziom – jeden wygłasza­ją­cy cyn­iczne zda­nia dru­gi prag­ną­cy mu dorów­nać – obaj związani sil­ną więz­ią – bo wszak obaj panowie Holmes nie mają poję­cia jak dzi­ała­ją ci ludzie za szy­bką (albo raczej – doskonale wiedzą ale prag­ną się zdys­tan­sować). Tam­ta sce­na mówiła zwier­zowi dokład­nie to co chci­ał zobaczyć – i nie padały tam żadne wielkie słowa. Zwierz wie, ze marudzi ale to dobrze pokazu­je jak inne struny porusza­li twór­cy wtedy i ter­az.

gallery-1450713245-sherlock-the-abominable-bride-04

Zdaniem zwierza to jest odcinek Wat­sona a właś­ci­wie Mar­ti­na Free­m­ana

Miss Me? — pojaw­ie­nie się Mori­artego w odcinku oznacza pojaw­ie­nie się Andrew Scot­ta a Andrew Scott to dobro którego się nie kwes­t­ionu­je. O ile jeszcze sce­na w aparta­men­cie Sher­loc­ka zwier­zowi bard­zo się podobała — głównie ze wzglę­du na fenom­e­nal­ną grę Scot­ta i olbrzy­mi potenc­jał este­ty­czny całej kon­frontacji o tyle sce­na pod wodospa­dem była już chy­ba za bard­zo graniem na sen­ty­men­tach widzów, którzy to wid­zowie pewnie zobaczyli­by chęt­nie dwóch panów spada­ją­cych razem. I choć rzecz jas­na Mori­ar­ty powie to co wszyscy myślą, to wyda­je się, że poda nam też rozwiązanie zagad­ki, przy­pom­i­na­jąc że jest ich zawsze dwóch zupełnie jak Lordów Sith. Zresztą zwierz ma wraże­nie, że ponown­ie – Mori­ar­ty przyz­na­ją­cy się, że jako ta jedy­na poraż­ka jest wirusem w doskon­ałym mech­a­nizmie jakim jest Sher­lock – prze­cież my to wiemy, widz­imy, sugeru­je nam to Mycroft. Kiedy mówi to Mori­ar­ty – kiedy się demasku­je tak ofic­jal­nie to jasne – chodzi o oświece­nie Sher­loc­ka, ale ponieważ widz już to wie, to brz­mi to płasko. Serio gdy­by grał to jakikol­wiek inny aktor a nie Andrew Scott trud­no było­by to przełknąć. Scott potrafi nawet z tak w sum­ie melo­dra­maty­cznie  banal­nego mono­logu wyciągnąć ile się da. Bo to dobry aktor jest. Co zresztą chy­ba najlepiej widać w mate­ri­ałach udostęp­nionych po pro­jekcji gdzie  rados­ny i roześmi­any Andrew Scott prze­chodzi w Mori­artego w kil­ka sekund które dzielą początek zda­nia od koń­ca.

Sherlock

Zwier­zowi ten XIX wieczny Sher­lock podo­ba się wielce, to z współczes­nym ma prob­lem

Ele­men­tarne dro­gi Wat­sonie — zwierz miał wraże­nie, że najwięk­szym minusem odcin­ka była zagad­ka krymi­nal­na. Sama zagad­ka wcale nie była taka zła jak się może wydawać — bard­zo Holme­sowa, choć zdaniem zwierza nieste­ty — ponown­ie — zami­ast roze­grać ją nieco delikat­niej — by widz się jed­nak zas­tanaw­iał, podrzu­cono nam zbyt wiele wskazówek — kiedy Mycroft mówi, że musimy dać temu tajem­niczemu sto­warzysze­niu wygrać bo ma rację to właś­ci­wie jest po zagad­ce. I choć ktoś może słusznie zauważyć, ze w Psie Baskervil­lów też człowiek wie, jak się to kończy a bawi się dobrze, to jed­nak tu  zwierz miał poczu­cie, że mógł­by nieco dłużej zas­tanaw­iać się razem z bohat­era­mi a nie tylko czekać aż bohaterowie dogo­nią coś co zwierz i pozostali wid­zowie już doskonale wie.   Poza tym zwierz miał wraże­nie, jak­by ktoś strasznie chci­ał udowod­nić, ze naprawdę nie ma nic prze­ci­wko kobi­etom i ich równouprawnie­niu i do sym­pa­ty­cznego odcin­ka Sher­loc­ka dołączył „krót­ki pate­ty­czny wyimek z his­torii wal­ki o prawa kobi­et” (z akom­pa­ni­a­mentem skrzy­p­iec). Jest w tym coś niespójnego, niepo­rad­nego, co mor­du­je tą his­torię, którą prze­cież spoko­jnie moż­na było­by pod­sumować zde­cy­dowanie lep­iej. Zwierz wie, że narzekanie na to, że zna się rozwiązanie zagad­ki w przy­pad­ku Sher­loc­ka jest szczytem marudzenia ale doty­chczas twór­cy tak dobrze oszuki­wali zwierza, że ter­az czu­je się nieco zaw­iedziony.

tumblr_o0ed86SsuD1tl8eugo1_500

Jest Andrew Scott jest dobrze. 

Człowiek z innych cza­sów — zwierz przyz­na szcz­erze — najwięk­szą miłoś­cią darzy ostat­ni kadr odcin­ka — tego Sher­loc­ka z przeszłoś­ci w ter­aźniejszym oknie, człowieka trochę z nie swoich cza­sów — bo to aku­rat udało się twór­com ide­al­nie — pokazać ten piękny paradoks Sher­loc­ka, człowieka rzeczy­wiś­cie wyb­ie­ga­jącego poza swo­je cza­sy, ale jed­nocześnie moc­no zako­rzenionego w przeszłoś­ci i naszym zbiorowym sen­ty­men­cie. Było w tej sce­nie wszys­tko co zwier­zowi się w nowym Sher­locku podo­ba i co ujęło go w XIX wiecznej częś­ci odcin­ka. Takie przenikanie się i ta błyskotli­wa — choć tylko wiz­ual­nie puen­ta — to coś co mogło­by zupełnie spoko­jnie łączyć odcinek w którym nie pojaw­iła­by się żad­na współczes­na sce­na — zwierz ma dzi­wne wrażanie, że wtedy był­by całą his­torią zapewne zach­wycony. Bo może to jest prob­lem zwierza – że najbardziej ceni sobie niedopowiedze­nie, sub­tel­ność, nawet jeśli wtedy odcinek nie miał­by najm­niejszego sen­su. Zwierz wyobraża sobie taką wer­sję odcin­ka w której ktoś wyciął całą współczes­ność i tą naszą XIX wieczną nar­rację kończy tamten Sher­lock przy naszym oknie. Wtedy zwierz praw­dopodob­nie jeszcze na sali by klaskał. Ale jak rozu­mie – nie wszyscy lubią takie zabawy.

sherlock-ab

Zwierz miał za bard­zo wraże­nie intelek­tu­al­nej zabawy, ale jakoś nie umi­ał w seans włożyć ser­ca

Bard­zo ład­nie panowie, a ter­az jeszcze raz z wąsem — jeśli na coś moż­na liczyć w przy­pad­ku Sher­loc­ka to na dobre aktorstwo. Zwierz przyz­na szcz­erze, że jego skrom­nym zdaniem odcinek ukradł Mar­tin Free­man którego XIX wieczny portret dok­to­ra Wat­sona jest miejs­ca­mi lep­szy od portre­tu współczes­nego. Jego Wat­son jest jed­nocześnie niesamowicie błyskotli­wy (kil­ka cud­nych dedukcji) bard­zo XIX wieczny, emocjon­al­ny ale osad­zony w cza­sach w których roz­gry­wa się his­to­ria. To właśnie nie jest John to jest Wat­son. I ten Wat­son jest naprawdę fenom­e­nal­ny. Do tego jak to zwyk­le u Free­m­ana bywa człowiek przysiągł­by, że ten bohater zawsze tak wglą­dał tak się zachowywał i w ogóle pasu­je do tego świa­ta jak ulał. Zwier­zowi podo­ba się też Cum­ber­batch — gra­ją­cy swo­ją inter­pre­tację klasy­cznego Sher­loc­ka, spoko­jniejszego, ale też dzię­ki oby­cza­jom epo­ki bardziej dopa­sowanego. Cum­ber­batch trochę od pier­wszego sezonu “podrósł” i bard­zo dobrze to zagrało w tym odcinku. Do tego – och jak on nie­ludzko dobrze wyglą­da. Zwierz pisze nie­ludzko bo bez ciem­nych loków już nie przy­pom­i­na obcego już nim po pros­tu jest. Inna sprawa – zwierz dał­by mu współcześnie fajkę. Ist­nieje osob­na szkoła gra­nia fajką w fil­mach z epo­ki i Bene­dict jest w tym fenom­e­nal­ny. Rzecz jas­na zwierz nie musi dodawać, że Andrew Scott był wyśmien­i­ty, Rupert Graves jest w stanie pokon­ać nawet boko­brody a Mark Gatiss prze­bić się przez najbardziej odrzu­ca­ją­cy “fat suit”. Zwier­zowi podobała się też Aman­da Abbing­ton która o dzi­wo w tym odcinku spraw­iała wraże­nie dużo swo­bod­niejszej i dopa­sowanej do świa­ta niż w całym trzec­im sezonie. Ogól­nie złych ról nie ma. Po pros­tu. Przy całym narzeka­niu na rozwiąza­nia fab­u­larne zwierz nie będzie ukry­wał. To jest odcinek zagrany kon­cer­towo. Pod tym wzglę­dem Sher­lock nie odsta­je od innych pro­dukcji BBC i żadne jęki fanów tego nie zmienią.

p0393p7b

Odcinek jest zabawny, dobrze się oglą­da w kinie. Ale z każdą min­utą po sean­sie bled­nie

To tylko pięć min­ut — Zwierz jak pisał wcześniej ma uczu­cia mieszane. I chy­ba trud­no ich nie mieć. Jed­ną z zalet tych najlep­szych odcinków Sher­loc­ka była ich — osią­gana nawet przez tus­zowanie dzi­ur w sce­nar­iuszu — pre­cyz­ja. Tu zaś dostal­iśmy worek pomysłów — niek­tórych lep­szych, niek­tórych gorszych. Nieste­ty przy­na­jm­niej zwier­zowi zabrakło poczu­cia, że to była his­to­ria spój­na i prze­myślana.  I jasne wiz­ual­nie niek­tóre naw­iąza­nia są prze­cu­d­owne, porozrzu­cane dla wiel­bi­cieli i Sher­loc­ka powieś­ciowego i seri­alowego sce­ny – dają mnóst­wo radoś­ci. Tam gdzie odcinek ma baw­ić, bawi, tam gdzie ma być mrocznie i goty­cko – mgły unoszą się nad londyński­mi uli­ca­mi. A jed­nak kiedy po sean­sie pokazy­wano sce­ny z pier­wszych dwóch sezonów zwierz poczuł, że ma do tam­tych odcinków i scen zupełnie inne pode­jś­cie. I to nie dlat­ego, że zna je praw­ie na pamięć. Nawet ter­az oglą­da­jąc tamte kadry zwierz ma takie niezach­wiane poczu­cie, że jest w tej nar­racji – że kiedy Sher­lock kieru­je do Mori­artego nad basen­em to zawsze jest to równie dobra sce­na. Tu zwierz czuł jakąś bari­erę pomiędzy nim a opowieś­cią. Tak jak­by nie był w stanie zobaczyć bohaterów i ich emocji, ale twór­ców i ich pomysły. Dobre pomysły i złe pomysły. To iry­tu­jące bo zwierz zna to uczu­cie – towarzyszy mu ono obec­nie przy oglą­da­niu Dok­to­ra którego prze­cież uwiel­bia, ale nie może znów poczuć tej emocjon­al­nej nikt wiążącej go z bohat­era­mi, która spraw­ia, że każdy ich gest i słowo warte jest anal­izy.

sherlock-the-abominable-bride-john-watson-carriage

Zwierz ma taką niejed­noz­naczną opinię bo w sum­ie ten odcinek… mało go obchodzi.

Ktoś w Internecie śmi­ał się, że tylko Mof­fat potrafi wcis­nąć pół­tor­agodzin­ny odcinek w pięć min­ut. Bo mniej więcej tyle mija. To klasy­czne Timey-Wimey z dodatkiem Wib­bly-Wob­bly, które nieste­ty zawsze budz­iło w zwierzu więcej dys­tan­su niż radoś­ci. Zresztą zwierz ma wraże­nie nieco podob­ne do tego które pojaw­iło się w głowie Cum­ber­bat­acha (seans kończył piękny dodatek o pro­dukcji który był wart każdych pieniędzy) że być może twór­cy za bard­zo sobie fol­gu­ją. Z drugiej strony – to jest Sher­lock – ser­i­al w którym dwóch fanów opowiadań Conan Doyle’a fol­gu­je sobie za pub­liczne pieniądze. I w sum­ie nie ma wielkiego znaczenia czy odcinek się zwier­zowi jed­noz­nacznie spodobał czy nie.  Da głowę, że całej masie widzów i wiel­bi­cieli Sher­loc­ka spraw­ił wielką fra­jdę. Zwier­zowi na pewno dał sym­pa­ty­czny wieczór. A ci którzy są zaw­iedzeni – mogą zawsze udawać, że tych pię­ciu min­ut po pros­tu nie było.

Ps: Zwierz bard­zo chce podz­iękować Mul­ti­k­inu bez którego nie miał­by biletów na ten jedyny seans. No i szczęśli­wi zwycięz­cy konkur­su pewnie też by ich nie mieli. Inna sprawa – to jest jed­nak swoisty fenomen że jeden odcinek seri­alu (ang­iel­skiego!), seri­alu który odcinków miał doty­chczas 9 potrafi przy­ciągnąć takie dzikie tłumy do kin. To jest jed­nak fenomen. Warto też dodać, że świet­nie się patrzy jak przes­zliśmy od opowiada­nia sobie pocztą pantoflową że BBC ma taki fajny ser­i­al z śred­nio znany­mi aktora­mi do pro­dukcji którą w Polsce pokazu­je się równole­gle z resztą Europy. To jest super zmi­ana.

PS2: Na koniec z rzeczy pry­wat­nych – żeby Józia nie była sama do domu zwierza wprowadz­iła się Rózia – dłu­gowłosa świn­ka.

12523923_10206479265795298_1736247195322665456_n

56 komentarzy
0

Powiązane wpisy