Home Ogólnie Jadalnia na prawo, miłość na lewo czyli Second Best Marigold Hotel

Jadalnia na prawo, miłość na lewo czyli Second Best Marigold Hotel

autor Zwierz
Jadalnia na prawo, miłość na lewo czyli Second Best Marigold Hotel

Zwierz od niedaw­na ma pewien nowy zwyczaj. W środę kiedy bile­ty są tańsze (w Cin­e­ma City) wybiera się do kina w okoli­cach godziny 22.Oczywiście dla więk­szoś­ci ludzi to zde­cy­dowanie za późno na seans, ale dla zwierza to ide­al­ny moment. Nie ma tłumów, a czas spęd­zony w kinie to zwyk­le czas który zwierz poświę­ca na bezsen­sowne łaże­nie po Internecie. I nawet bile­ty kosz­tu­ją o połowę mniej. Tym razem zwierz jed­nak trochę swo­jej wyprawy na Sec­ond Best Marigold Hotel trochę pożałował.

the-second-best-exotic-marigold-hotel-judi-dench-636-380

Zwierz przyz­na że wątek pra­cy bohater­ki granej przez Judi Dench jest chy­ba naj­fa­jniejszy — szko­da że zanied­bany

Pier­wszy film –  Hotel Marigold był jed­nym z pier­wszych – w nur­cie dość prężnie rozwi­ja­jącego się kina, które moż­na było­by nazwać komedią geri­atryczną. Pomysł jest prosty – sko­ro wybit­ni aktorzy kina – zwłaszcza bry­tyjskiego – się starze­ją to zami­ast przes­tać ofer­ować im ról należy postarzać bohaterów i opowiedzieć o nich nowe his­to­rie. Oczy­wiś­cie nie jest tak, że wcześniej takie kome­die nie pow­stawały (dobrym przykła­dem jest Lep­iej Późno niż Później) ale tym razem chodz­iło też o pokazanie wid­zom kilko­r­ga bohaterów.  A że sił aktors­kich w Wielkiej Bry­tanii nie brakowało a Indie zawsze są piękne pow­stała pro­dukc­ja może nie ide­al­na ale przy­jem­na. Głównie dlat­ego, że pro­ponowała wid­zom piękną wiz­ję życia w którym nigdy nie jest za późno by zacząć od nowa. Bohaterowie wyję­ci z ponurej Anglii i prze­niesieni do bar­wnych Indii zna­j­dowali sobie życiowe cele – od pra­cy po uczu­cie. Nie ważne czy człek młody czy stary dostrze­gał w tym miłe przesłanie. Nic dzi­wnego, że film okazał się sukce­sem i pojaw­iła się jego kon­tynu­ac­ja.

The-Second-Best-Exotic-Marigold-Hotel-2015

Zwierz powie szcz­erze film z Mag­gie Smith jest lep­szy od fil­mu bez Mag­gie Smith

Prob­lem pole­ga jed­nak na tym, że o ile pier­wsza część opowiadała nam his­to­rie bard­zo różne o tyle kon­tynu­ac­ja sprowadza wszys­tko do wątków roman­ty­cznych.  I tu pojaw­ia się prob­lem – o ile rozpoczę­ty jeszcze w pier­wszym filmie wątek granej przez Judi Dench Eve­lyn i jej nieśmi­ałego (i odwza­jem­nionego) uczu­cia do granego przez Bil­la  Nighy Dou­glasa jest sym­pa­ty­czny, o tyle wszys­tkie pozostałe spraw­ia­ją wraże­nie ciąg­nię­tych trochę na siłę. Twór­cy dwo­ją się i tro­ją byle­by tylko wszys­tkim bohaterom ład­nie poz­na­j­dować roman­ty­czne pary i robią to nie bacząc czy ich pomysł ma jakikol­wiek sens. Co oczy­wiś­cie oznacza, że w filmie pozosta­je niewiele miejs­ca na to co czyniło pier­wszy Hotel Marigold tak uroczą his­torią – czyli na opowieść o dos­tosowywa­niu się do nowego życia, szuka­niu dla siebie nowych szans czy może w końcu godze­niu się na to kim się jest. Postać grana przez Judi Dench jest bez porów­na­nia ciekawsza wtedy kiedy się tar­gu­je i rozwi­ja w biz­ne­sie hand­lu tkan­i­na­mi niż wtedy kiedy jest zmus­zona po raz kole­jny rozważać czy iść za głosem ser­ca. Zresztą w ogóle w filmie strasznie braku­je nowych bohaterów – pojaw­ia­ją­cy się Amerykanin grany przez Richar­da Gere zosta­je dorzu­cony tylko po to by a.) mógł się zakochać b.) Twór­cy mieli puen­tę niezbyt udanego wątku. On sam w ogóle się nie zmienia i nie ma tego co było urocze w częś­ci pier­wszej – uczenia się nowego życia.

marigold-hotel7_3186568k

Zdaniem zwierza było­by dużo lep­iej gdy­by było mniej wątku właś­ci­ciela hotelu

Zresztą przez cały film zwierz miał wraże­nie że najbardziej twór­com zabrakło kogoś kto wyrzu­cił­by im zbędne wąt­ki.  Ot np. przez cały film mamy prob­le­my głównego bohat­era – Son­nego (Dev Patel) z roz­wo­jem swo­jego biz­ne­su. Twór­cy wrzu­ca­ją do tego wątku wszys­tko i nawet jeśli na początku fil­mu był ciekawy to pod koniec jest stras­zli­wie iry­tu­ją­cy  Zwłaszcza że np. wątek kłót­ni z narzec­zoną jest zupełnie zbęd­ny i nawet twór­cy nie mają za bard­zo cza­su się nim zająć. Podob­nie jak teo­re­ty­cznie (bo nieste­ty nie w prak­tyce) wątkiem z jed­nym z bohaterów które­mu wyda­je się, że zle­cił morder­st­wo swo­jej żony. Rzecz która najwyraźniej rozbaw­iła sce­narzys­tów ale na ekranie wypa­da bla­do i strasznie sztucznie. Zwierz nie do koń­ca też rozu­mie po co sprowadzano do fil­mu z powrotem Pene­lope WIl­i­ton sko­ro twór­cy kom­plet­nie nie są zain­tere­sowani jej postacią. I choć jed­na z jej scen jest niesły­chanie ciekawa, to braku­je jej jakiejkol­wiek puen­ty. Podob­nie jak obec­noś­ci w całym tym filmie Tam­sin Greig. Aktor­ka jest w wielu sce­nach ale tak naprawdę to nie ma za bard­zo co grać i to jak bard­zo jest niewyko­rzys­tana jest trochę iry­tu­jące dla widza.

1407154479003-XXX-BEMH2-13181-13177-R-66221544-1-

Prob­lem pole­ga na tym, że film ma doskon­ały punkt wyjś­cia do fil­mu oby­cza­jowego i dość śred­ni do komedii roman­ty­cznej

Przede wszys­tkim jed­nak w tych wszys­t­kich miłos­nych i nie miłos­nych przepy­chankach znika­ją gdzieś Indie.  Jasne Hotel Marigold to film nieco kolo­nial­ny i chęt­nie czer­pią­cy ze stereo­typów, ale cały czas odnosi się wraże­nie, że poza pocztówką nie ma tu miejs­ca na żad­ną reflek­sję nad otacza­jącą bohaterów przestrzenią. W jedynce widz mógł podob­nie jak bohaterowie poczuć kon­trast między ich starym a nowym życiem. Tu nie ma tego efek­tu. A ponieważ po kilku miesią­cach w Indi­ach nasi bohaterowie czu­ją się już doskonale to nie ma żad­nych kul­tur­owych prob­lemów, wszys­tko jest w porząd­ku i całe Indie sta­ją się jakimś takim kolorowym tłem, które jed­nak nic nie wnosi do życia bohaterów. Zwierz nie wie zresztą do koń­ca jak się do tego odnieść – zwłaszcza biorąc pod uwagę jak strasznie den­er­wu­je zwierza Son­ny, który jest napisany wedle takiego stereo­ty­pu hin­duskiego przed­siębior­cy paplącego trochę bez sen­su.

second-best-exotic-marigold-hotel-trailer

Zwierz nie wie co Richard Gere robi w tym filmie. On chy­ba też nie za bard­zo wie

Oczy­wiś­cie filmów tego typu nie ma bez aktorów. I tu ponown­ie zwierz ma wraże­nie, że twór­cy kom­plet­nie się pogu­bili. W całym filmie są tylko dwa bezpośred­nie dialo­gi między Judi Dench i Mag­gie Smith – oba doskon­ałe i oba przepełnione czymś czego się nie da nawet zagrać – świado­moś­cią, że oglą­damy dwie aktor­ki, które zna­ją się od wieków i obie zbu­dowały swo­je aktorskie kari­ery obok siebie w świecie ang­iel­skiego teatru i fil­mu. Ta cud­ow­na wymi­ana zdań w której Mag­gi Smith wypom­i­na Judi Dench że jest od niej starsza i mądrze­jsza (w isto­cie aktor­ki rzeczy­wiś­cie jak w filmie dzieli led­wie 19 dni różni­cy przy czym starsza jest Judi Dench) to ma się wraże­nie jak­by nie pier­wszy raz prowadz­iły podob­ny dia­log. Zresztą obie aktor­ki radzą sobie doskonale. Judi Dench wyglą­da fenom­e­nal­nie w tych wszys­t­kich paszmi­nach i hin­dus­kich ciuchach – nie trud­no nam uwierzyć w jej Eve­lyn i wszys­tkie jej rozter­ki. Z kolei Mag­gie Smith gra oszczęd­nie ale np. kiedy wychodzi z gabi­ne­tu lekarskiego to nic nie mówiąc streszcza nam połowę fil­mu. Zresztą co ciekawe – Mag­gie Smith potrafi na ekranie pokazać więcej emocji niż ma zapisane w dialo­gach więc kiedy nic nie mówi to dogry­wa między kole­jny­mi dialoga­mi jakieś trzy czwarte swo­jej postaci.

Zwierz wyobraża sobie cud­owną wer­sję fil­mu złożoną wyłącznie z dialogów Judi Dench i Mag­gie Smith

Nieco gorzej wypada­ją panowie. Bill Nighy jest uroczy, niepo­rad­ny i nieco zagu­biony. Zwierz by się rozpły­wał gdy­by nie fakt, że ostat­nio Bill NIghy cią­gle jest uroczy niepo­rad­ny i zagu­biony. Co nieco osłabia jego rolę, która jed­nak jest bard­zo przy­jem­na. Richard Gere dał się namówić do wys­tępu w filmie ale właś­ci­wie nie dostał w zami­an roli. Krę­ci się i pojaw­ia to tu to tam, chce pisać i wygłasza najbardziej kic­zowatą mowę nad roman­ty­czną kolacją od daw­na. Ale do obsady nie pasu­je. Zwierz nie wie dlaczego – być może jed­nak mimo wszys­tko braku­je takiego promie­niejącego od ang­iel­s­kich aktorów dys­tan­su do starzenia się. Trud­no się dzi­wić – pod­czas kiedy ang­ielscy aktorzy dosta­ją nowe sce­nar­iusze kino amerykańskie woli szukać nowych aktorów. Zwierza den­er­wu­je też w filmie Patel ale nie dlat­ego, że jakoś wybit­nie źle gra tylko dlat­ego, że  jego bohater po jakichś dwudzi­es­tu min­u­tach robi się strasznie iry­tu­ją­cy.   Podob­nie zresztą jak Ronald Pick­up i jego bohater Nor­man który ma chy­ba służyć za jakieś com­ic relief co było­by bard­zo dobrym pomysłem gdy­by jego dzi­ała­nia były zabawne.

Taki film o dwóch iron­icznych staruszkach. Proszę zrób­my coś takiego.

Film cier­pi też na jeszcze jeden prob­lem. Są w nim momen­ty które zupełnie nie mają sen­su nawet nie nar­ra­cyjnie co tak z punk­tu widzenia ustaw­ienia sce­ny. Oto np. bohater pojaw­ia się w jed­nym miejs­cu by odnaleźć swo­ją matkę. Nie wie gdzie ona dokład­nie jest. Szu­ka jej mało inten­sy­wnie, nie krzy­czy nie daje w żaden sposób poz­nać, że chce poz­nać miejsce jej poby­tu. A jed­nak po chwili mat­ka przy­chodzi, zna­j­du­je syna, ma z nim krót­ki dia­log i odchodzi. Nie mamy zielonego poję­cia jakim cud­em mat­ka wiedzi­ała, że spot­ka syna aku­rat w tym miejs­cu i cza­sie. To jeden z licznych przykładów na dość nied­bałe pisanie sce­nar­iusza, gdzie  bohaterowie raczej pojaw­ia­ją się tam gdzie w danej chwili chce ich zobaczyć reżyser niż rzeczy­wiś­cie mają jakieś uza­sad­nie­nie by być w danym miejs­cu. Naj­gorsze w Sec­ond Best Marigold Hotel jest to, że gdzieś tam był dobry film – gdy­by wyciąć część wątków a część rozsz­erzyć – cho­ci­aż­by ten w którym bohat­era Judi Dench okazu­je się całkiem niezłym hand­low­cem. Gdy­by twór­cy pozostaw­ili cokol­wiek wyobraźni widza – bohater­ka grana przez Mag­gie Smith jest wręcz dobi­jana kosz­marnym monolo­giem który napisali jej egzal­towani sce­narzyś­ci. Gdy­by twór­cy naprawdę wprowadzili do tego świa­ta jakieś nowe ciekawe posta­cie i pokaza­li nam jak one (z pomocą starszych rezy­den­tów) odna­j­du­ją się w tym świecie. Gdy­by w końcu nie zde­cy­dowano napisać się – trochę na siłę – komedii roman­ty­cznej w której wszyscy bez wyjątku (praw­ie) znaleźć muszą miłość i szczęś­cie – nawet wtedy kiedy zde­cy­dowanie ciekaw­iej było­by gdy­by –mając naresz­cie czas – postaw­ili przede wszys­tkim na siebie.

837829-f102704a-b8c6-11e4-a901-79cc3d20af7b

Twór­com przy­dało­by się sprezen­tować noży­cz­ki do dorzu­ca­ją nowe wąt­ki trochę bezmyśl­nie

Zwierz przyz­na szcz­erze, że oglą­da­jąc Sec­ond Best Marigold Hotel miał kil­ka momen­tów w których pomyślał, że zaz­droś­ci bry­tyjskim aktorom tego że mają kino w którym mogą grać aż do samego koń­ca swoich wiel­kich kari­er. Uśmiech­nął się kiedy ktoś cytował Judi Dench Ten­nysona (bo ona sama cytu­je Ten­nysona w Sky­fall), a nawet kil­ka razy się zaśmi­ał. Być może nawet gdy­by miał pod­sumować całe kinowe przeży­cie stwierdz­ił­by, że nawet męczą­cy film z Mag­gie Smith i Judi Dench bywa zde­cy­dowanie lep­szy niż film bez Mag­gie Smith i Judi Dench. Nie mniej jeśli w najbliższym tygod­niu macie jak­iś wol­ny wieczór to na waszym miejs­cu zwierz jed­nak nie rzu­cał­by się do kina. Zwłaszcza że naprawdę to jeden z tych filmów który niesamowicie zysku­je na tym, że siedzi­cie w domu, pije­cie wino i macie z kim pogadać w cza­sie nud­nych scen i obow­iązkowego numeru tanecznego.

Ps: Zwierz popełnił wpis o Tomie Hardym – jeśli chce­cie może­cie go przeczy­tać TUTAJ

Ps2: W ostat­nim tygod­niu zwierz był trzy razy w kinie i raz w Operze. Jak nic wyro­bił sobie kul­tur­al­ną nor­mę na tak dłu­go, że ter­az chce spoko­jnie gnić przed telewiz­orem.

9 komentarzy
0

Powiązane wpisy