Home Ogólnie Kino na rynek niedźwiedzia czyli jak się kręci w czasach kryzysu

Kino na rynek niedźwiedzia czyli jak się kręci w czasach kryzysu

autor Zwierz

Hej

Zwierz infor­mu­je was że jest kryzys. Jak­byś­cie nie zauważyli. Kryzys jest tak duży jak duże jest nim zain­tere­sowanie a ponieważ ostat­nio wiado­moś­ci gospo­dar­cze zawędrowały na pier­wsze strony gazet to trud­no się nie bać że i nas niedłu­go pożrą wszys­tkie te straszne eko­nom­iczne poję­cia który­mi prz­erzu­ca­ją się eksper­ci a których nikt kto czy­ta gazetę od pier­wszych stron a nie od ostat­nich nie rozu­mie. 
Kiedy ludzie boja się rzeczy­wis­toś­ci to od niej ucieka­ją. A gdzie lep­iej uciec niż do kina. Tam wśród fikcji najlepiej zapom­nieć o ros­ną­cym kur­sie fran­ka szwa­j­carskiego, spada­ją­cym indek­sie WIG20, obniże­niu reit­ngu USA i zahamowanym wzroś­cie gospo­dar­czym nie mówiąc już o prob­lemach z oblig­ac­ja­mi w stre­fie euro. Być może właśnie dlat­ego kino na czas kryzy­su z natu­ry nie przy­pom­i­na wid­zom o tym, że coś złego się wokół nich dzieje. Jeśli przyjrzeć się wielkim pre­mierom ostat­nich dwóch lat moż­na dojść do wniosku, że kino na czas kryzy­su to po pros­tu kino które ucieka od jakiejkol­wiek rzeczy­wis­toś­ci — super­bo­haterowie, piraci, bar­barzyń­cy z dale­kich krain, dwumetrowe ufolud­ki, bry­tyjs­cy czar­o­dzieje — rados­ny zestaw postaci które pozwala­ją zapom­nieć że bohater fil­mowy musi mieć zawód i pieniądze. A nawet wtedy kiedy kino doty­ka rzeczy­wis­toś­ci to trzy­ma się z dala od tych którym się nie udało — żeby przy­pom­nieć sukces Social Net­work który w cza­sach kryzy­su radośnie przy­pom­i­na, że jeszcze wciąż ist­nieje możli­wość zaro­bi­enia wiel­kich pieniędzy i to na czymś co sie lubi.
No ale z drugiej strony Hol­ly­wood nie było by sobą by nam raz na jak­iś czas o tym, że jest kryzys nie przy­pom­ni­ało. Zaskaku­jące jed­nak jest to że o ile na odciąg­nię­cie naszych myśli od prob­lemów eko­nom­icznych jest jeden sposób o tyle na opowiedze­nie nam o kryzysie i co z tego dla nas a właś­ci­wie dla naszych fil­mowych bohaterów wyni­ka jest zde­cy­dowanie więcej. Pier­wszy to sposób typowo amerykańs­ki czyli zro­bić o tym film doku­men­tal­ny który tak naprawdę nie będzie filmem doku­men­tal­nym. Od cza­sów kiedy Michel Moore sza­lał ze swoi­mi doku­men­ta­mi kry­tyku­ją­cy­mi admin­is­trację Busha robi­e­nie tego typu doku­men­tów ( nawet jeśli są zde­cy­dowanie lep­iej udoku­men­towane niz filmy Moo­ra) stało się modne. Nagrod­zony Oscarem Inside Job mimo, że od dem­a­gogii jest dale­ki ma jed­nak znaczną wadę to znaczy próbu­je win­nych kryzy­su wskazać. I to już czyni z niego film który co praw­da nagrody zebrał, rządzę wskaza­nia win­nych zaspokoił ( przy­na­jm­niej na razie) ale czy dotknął przy­czyny kryzy­su? Tu zwierz śmie wąt­pić. Z resztą aku­rat doku­men­ty na czas kryzy­su są pop­u­larne bo z niewiadomych przy­czyn wszyscy lubią pokazy­wać jak ludziom którym się dobrze powodz­iło powodzi się gorzej. Może to jakaś grupowa ter­apia — pokazu­je­my drasty­czne przy­pad­ki i tym z który­mi prob­le­my gospo­dar­cze obeszły się nieco łagod­niej.
Dru­gi sposób opowiada­nia o kryzysie to już kręce­nie filmów poważnych — zazwyczaj dążą­cych do pewnej ciekawej kon­cepcji, że utra­ta wszys­tkiego przy­czy­nia się do roz­wo­ju duchowego w związku z  tym oder­wani od dóbr których nie potrze­bu­je­my, kupi­onych za pieniądze których nie mamy ( tak zwierz wie że to cytat) sta­je­my się naresz­cie sobą.
 Najbardziej nadę­tym w ostat­nich cza­sach filmem tego typu ( choć nie do koń­ca) było oczy­wiś­cie drugie Wall Street które prawdę powiedzi­awszy było filmem niezwyk­le dem­a­gog­icznym zapew­ni­a­ją­cym widzów że za kredyt odpowiedzial­ni są ci straszni bankierzy i burżu­je pod­czas gdy porząd­ni amerykanie wykonu­ją­cy odpowied­nie prace ( bycie pielęg­niarką jest OK zdaniem reży­sera a bycie pośred­nikiem nieru­chomoś­ci jest BE) cier­pią nie za swo­je grzechy. Z resztą trze­ba przyz­nać że taki fil­mowy topos oso­by która tracąc wszys­tko czu­je się naprawdę szczęśli­wa jakoś wyjątkowo dobrze sprawdza się zarówno w fil­mach na czas kryzy­su jak i w tych które pow­sta­ją w lat­ach nad­miernej kon­sumpcji.
O dzi­wo naj­ciekaw­iej o kryzysie w ostat­nich lat­ach opowiadały kome­die i to nawet nie te pier­wszego sor­tu. Nakrę­cony w 2005 ( co symp­to­maty­czne remake fil­mu z 1977) ” Niezły ubaw z Dick­iem i Jane” opowiada­ją­cy o małżeńst­wie które po tym jak straciło wszys­tko zaj­mu­je się rabowaniem banków ( z sukce­sa­mi) ide­al­nie trafia we współczesne nas­tro­je. Sce­na w której bohater nie jest w stanie znieść że zabra­no mu trawnik i skła­da go z powrotem z kawałków trawy wycię­tych z trawników sąsi­adów dobrze odd­a­je codzi­enne rozczarowanie bied­niejącej klasy śred­niej. Co więcej chwila w której zda­je on sobie sprawę, że taka kradzież uszła mu na sucho jakoś dzi­wnie pasu­je do tego co stało się niedawno w Lon­dynie. 
Do podob­nych błahych kom­e­dy­jek które jed­nak zaw­ier­a­ją zaskaku­ją­co dużo trafnych obserwacji społecznych należał film ” Absol­wen­t­ka” o dziew­czynie która ukończyła stu­dia i z radoś­cią w ser­cu poszuku­je pra­cy. Szy­bko jed­nak okazu­je się że pra­cy nie ma i trze­ba się przeprowadz­ić do rodz­iców uko­rzyć się i zami­ast wymar­zonej kari­ery zająć się czymkol­wiek przynoszą­cym zarob­ki. Zwierz który oglą­dał ten film nie dłu­go po włas­nej obronie nie mógł się nadzi­wić że tak szy­bko nakrę­cono film  o jego naj­gorszym kosz­marze. 
W podob­nym nieco kome­diowym wymi­arze kryzys dotknął też bohater­ki seri­alu Gotowe na Wszys­tko gdzie Susan spo­ty­ka najwięk­sze upoko­rze­nie znane mieszkań­com przed­mieść czyli utra­ta domu. Co ciekawe wyda­je się, że rzeczy­wiś­cie zmi­ana miejs­ca zamieszka­nia wyrzu­ca ją poza naw­ias społecznoś­ci i spraw­ia, że jej pozy­c­ja społecz­na spa­da na łeb na szyję. Oczy­wiś­cie w tych wszys­t­kich przy­pad­kach cała sprawa dobrze się kończy — rabowanie banków nigdy nie prowadzi do więzienia, wymar­zona pra­ca zna­j­du­je się w odpowied­nim momen­cie, a i pieniądze na dom się zna­jdą. 
Ale to właśnie to spodziewane dobre zakończe­nie pozwala fil­mom poruszać kwest­ie które w real­nym życiu wcale nie kończą się tak dobrze. Bo w cza­sach kryzy­su nikt nie chce złych zakończeń. No może tylko Skan­dy­na­wowie ale sami wiecie, że oni uwiel­bi­a­ją złe zakończenia.
ps: Zwierz jeszcze wam nic nie mówi ale sugeru­je, że już niedłu­go może się na zwierzu zmienić. Zdaniem zwierza zde­cy­dowanie in plus. Ale na razie sza! i trzy­mamy kciu­ki.
0 komentarz
0

Powiązane wpisy