Home Ogólnie Matkę ma się tylko jedną czyli zwierza cykl familijny część czwarta

Matkę ma się tylko jedną czyli zwierza cykl familijny część czwarta

autor Zwierz

Hej

Jeśli z ojca­mi są same prob­le­my to kino a właś­ci­wie telewiz­ja ma skłon­noś­ci do pokazy­wa­nia całej masy matek ide­al­nych gotowych na każdym kroku poświę­cać się dla swoich dzieci i obdarzyć je całym wiadrem bezwarunk­owej miłoś­ci, zwierz nie twierdzi, że świat nie jest pełen takich matek ale wyda­je się, że relac­je z rodzi­cielka­mi są nieco bardziej skom­p­likowane. Dlat­ego zwierz wybrał kil­ka tytułów w których nie koniecznie jest cukierkowo (choć bywa), co praw­da nie da się przy pomo­cy pię­ciu tytułów obskoczyć wszys­t­kich wątków ale da się przy­na­jm­niej niek­tóre.

Zwierz zawsze zas­tanaw­ia się czy geekost­wo jest dziedz­iczne i na jak zakrę­cone dzieci wyrośnie potomst­wo jego czytel­ników ;)

 

Czułe słówka — relac­je między córka­mi a matka­mi są w kul­turze zawsze przed­miotem skom­p­likowanych kon­flik­tów których źródła nie do koń­ca da się dotrzeć, ale które zawsze wpły­wa­ją na życie obu stron. wyda­je się, że nasza kul­tura lubu­je się w wiz­ji  dwóch sil­nych kobiecych charak­terów między który­mi po pros­tu nie może być zgody. Czułe słówka są niemal podręcznikowym opisem takiej sytu­acji, w której cór­ka i mat­ka żyją sobie wza­jem­nie właś­ci­wie na złość, wciąż w mniejszym lub więk­szym kon­flik­cie, co oczy­wiś­cie nie wyk­lucza miłoś­ci i głębo­kich uczuć pomiędzy nimi. Zwierz nie przepa­da za dość melo­dra­maty­cznym rozwiązaniem tych narosłych kon­flik­tów, ale nie zmienia to fak­tu, że Czułe Słówka dostar­cza­ją portre­tu relacji mat­ki z córką, która może się wydać bliska wielu kobi­etom. Bo tu kon­flikt choć wyraźny, trwały i ciągły nie jest w isto­cie na tyle głębo­ki by oznaczał całkowite zer­wanie więzów. To raczej unoszące się nad życiem napię­cie, które zapewne wiele osób kojarzy z włas­nego życia.

Mam­ma Mia!  - choć musi­cal to gatunek leci­ut­ki (w takim wyda­niu) za prob­le­my tyczą się ojcost­wa to właś­ci­wie w cen­trum fil­mu jest mat­ka i cór­ka. Wyda­je się, że pomiędzy kole­jny­mi fałs­zowany­mi przez męską obsadę piosenka­mi przewi­ja­ją się  wąt­ki moc­no związane z relac­ja­mi matek i córek. Bo obie muszą sobie zadać pytanie ile jest w nich odpowiedzial­noś­ci za drugą stronę (czy cór­ka ma się poświę­cić dla mat­ki, czy mat­ka powin­na staw­iać na pier­wszym miejs­cu szczęś­cie swo­je czy cór­ki) oraz nos­tal­gia za cza­sa­mi kiedy relac­je rodz­ic dziecko były prost­sze — w końcu film ujmu­je dokład­nie ten moment kiedy to cór­ka postanaw­ia pok­ierować życiem mat­ki a mat­ka ma co raz mniej wpły­wu na decyz­je cór­ki. Jed­nocześnie nie mamy wąt­pli­woś­ci, że to taka relac­ja rodzin­na której moż­na zaz­droś­cić. Nawet jeśli głów­na bohater­ka ma do swo­jej mat­ki pre­ten­sje to prze­cież nie trud­no dostrzec, że mężczyźni stanow­ią tu tylko dodatek burzą­cy ład spoko­jnego życia we dwie na pięknej wyspie.

Gilmore Girls — chy­ba jed­na z ulu­bionych telewiz­yjnych matek zwierza — Lore­lai Gilmore. Choć zaszła w ciążę bard­zo wcześnie to jed­nak zwierz nigdy nie miał wraże­nia, że oglą­da ser­i­al, w którym stanowi to wiel­ki prob­lem. Co praw­da Lore­lai nie osiągnęła wszys­t­kich celów jakie zaplanowali dla niej rodz­ice, ale wyda­je się, że doskon­ałe relac­je z córką są w stanie jej wszys­tko wyna­grodz­ić. To w sum­ie nowość bo zwyk­le nas­to­let­nie ciąże (kończące się nie adopcją a wychowaniem dziec­ka) nie są pod­stawą komedii. Lore­lai i Rory to niezwyk­le wyide­al­i­zowany oraz mat­ki i cór­ki. Relac­je między nimi są  przez więk­szość seri­alu niemal ide­al­nie ale przede wszys­tkim oparte na part­nerst­wie (cza­sem cór­ka bohater­ki jest tą poważniejszą) i wspól­nych wyk­sz­tał­conych przez lata rytu­ałach. Co praw­da pod koniec seri­alu sce­narzyś­ci nieco nad­wątlili niemal ide­al­ny obraz kon­tak­tów cór­ka — mat­ka ale nadal  zwierz z sen­ty­mentem przyglą­da się wiz­ji relacji gdzie moż­na chcieć być bard­zo podob­nym do swo­jej mat­ki jed­nocześnie szuka­jąc zupełnie innej dro­gi życia.

Har­ry Pot­ter — zwierz wie, że to pewne odstępst­wo od schematu opiera­nia się wyłącznie na fil­mach ale Pot­ter jest zekrani­zowany a poza tym to jed­na z najbardziej pop­kul­tur­al­nych z ist­nieją­cych książek. Nie trud­no dostrzec, że autor­ka bard­zo wysoko ceni matczyną miłość. I nie chodzi tylko o matkę Pot­tera poświę­ca­jącego się dla syna. Mol­ly Wes­ley pozornie spoko­j­na gospo­dyni domowa, zarządza­ją­ca wielodziet­ną rodz­iną, wyda­je sie postacią sto­sunkowo niegroźną by w ostat­nim tomie pokazać, że pró­ba skrzy­wdzenia jej dzieci to naj­gorszy możli­wy pomysł na jaki moż­na wpaść.  Autor­ka nie ogranicza jed­nak uczu­cia matczynej miłoś­ci jedynie do dobrej strony kon­flik­tu — ostate­cznie okazu­je się bowiem, że nieza­leżnie czy wspiera się stronę dobra czy zła, mat­ki kocha­ją swo­je dzieci i nie chcą by stała się im krzy­w­da. I tak gdy­by nie mat­ka Dra­co Mal­foya i jej obawa o zdrowie i życie syna zapewne cała his­to­ria skończyła­by się zupełnie inaczej. Zwier­zowi zawsze się to bard­zo podobało, bo prze­cież ludzie których poglądy mogą być dla nas abso­lut­nie odrzu­ca­jące też kocha­ją swo­je dzieci.

Uwikłani — aby nie uczynić tego wpisu wyłącznie córko­cen­trycznym zwierz wprowadza jeden tytuł gdzie mamy skom­p­likowane relac­je syna i mat­ki. Tu jed­nak jest to relac­ja zde­cy­dowanie toksy­cz­na — gdzie  syn początkowo przez rodz­iców ole­wany w końcu  po ode­jś­ciu ojca wchodzi ze swo­ja matką w co raz dzi­wniejsze relac­je. Zresztą wyda­je się, ze film zawsze miał prob­lem z relac­ja­mi synów i matek jak­by wskazu­jąc, że grani­ca między obdarze­niem syna uczu­ciem matczynym a niepoko­ją­cy­mi symp­toma­mi kazirodzt­wa jest dużo cieńsza niż to jest w rzeczy­wis­toś­ci. Ktokol­wiek widzi­ał Uwikłanych albo zna his­torię na pod­staw­ie której nakrę­cono film wie, że do niczego dobrego takie związ­ki nie doprowadz­iły a wręcz prze­ci­wnie — igranie z dopuszczal­ną granicą zaan­gażowa­nia kończy się trag­icznie.

To już ostat­ni wpis z tego krótkiego cyk­lu. Zwierz ma nadzieję, że wam się podobało.  Oczy­wiś­cie, jest to cykl w wyda­niu moc­no skró­conym i eklek­ty­cznym — który na pewno moż­na by uzu­peł­ni­ać, zmieni­ać, i dodawać nowe tytuły a także rozważa­nia i pokazy­wać schematy. Zwierz może jeszcze do tem­atu wró­ci. Jak na razie ma mnóst­wo pomysłów na następ­ne wpisy i jeśli wszys­tko się udało (zwierz pisze te słowa jeszcze przed wyjaz­dem) to mnóst­wo filmów do zre­cen­zowa­nia.

12 komentarzy
0

Powiązane wpisy