Home Ogólnie Meryl mówi, sala milczy czyli Złote Globy 2017

Meryl mówi, sala milczy czyli Złote Globy 2017

autor Zwierz
Meryl mówi, sala milczy czyli Złote Globy 2017

Tegoroczne Złote Glo­by są typowym przykła­dem cer­e­monii wręczenia nagród fil­mowych w roku, w którym – choć pojaw­iły się dobre pro­dukc­je braku­je tytułu który nie tylko jed­noz­nacznie pobił­by wszys­tkie inne na głowę (o tym dlaczego nie La la land nie do koń­ca peł­nia to kry­teri­um zwierz jeszcze będzie pisał) a nomi­nowani są po pros­tu dobrzy aktorzy a niekoniecznie Hol­ly­woodz­ka arys­tokrac­ja. W takich sezonach nagród cer­e­monie wręczenia kole­jnych stat­uetek zwyk­le kończą się podob­nie. Na omaw­ia­n­iu wszys­tkiego tylko nie zwycięzców.

W tym roku najwięk­sze wraże­nie na gali zro­biła Meryl Streep ze swo­ją porusza­jącą, poli­ty­czną mową – w której bez wymieni­a­nia nazwiska Trumpa wytknęła mu, że jego zachowanie daje społeczeńst­wu przyz­wole­nie na prześlad­owanie czy nien­aw­iść i wszyscy na tym tracą. Jed­nocześnie aktor­ka – która już naprawdę nie musi się prze­j­mować niczym, bo jej pozy­c­ja w Hol­ly­wood jest niezach­wiana – broniła wielokul­tur­owego świa­ta aktorów i wskazy­wała na konieczność wspiera­nia prasy w trud­nych cza­sach które nas­tały. Choć zwierz nie jest fanem wszys­t­kich wypowiedzianych przez Streep zdań (nie uważa by dobrym pomysłem było prze­ci­w­staw­ian­ie Hol­ly­wood wydarzeniom sportowym – które zdaniem Streep był­by jedyną rozry­wką gdy­by nie było aktorów. To zdanie niepotrzeb­nie antag­o­nizu­jące.) to musi przyz­nać że był porus­zony. Głównie tym, jak bard­zo ta wypowiedź wybrzmi­ała w tej zwyk­le roz­tra­jkotanej sali. Ale także dlat­ego, że człowiek widzi takie sce­ny i takie prze­mowy na fil­mach. Mało kto ma odwagę by mówić takie rzeczy wprost. I choć Streep wiedzi­ała że mówi do życ­zli­wego grona to jed­nocześnie musi­ała wiedzieć jakie będą kon­sek­wenc­je. Nie trze­ba było dłu­go czekać by prezy­dent elekt napisał na Twit­terze że jest jed­ną z najbardziej przece­ni­anych aktorek w Hol­ly­wood i rzu­cił kil­ka oskarżeń pod jej adresem. Przedzi­wne to cza­sy kiedy tym zaj­mu­ją się prezy­den­ci najpotężniejszych kra­jów na świecie.

Nie zabrakło też surowych komen­tarzy Inter­ne­tu po podz­iękowa­ni­ach jakie złożył Tom Hid­dle­ston. Aktor który wygrał stat­uetkę za swo­ją rolę w Noc­nym Recepcjoniś­cie wyko­rzys­tał  dwie min­u­ty jakie miał by powiedzieć, że kiedy był w Sudanie na mis­ji UNICEF ludzie z Lekarzy bez Granic przys­zli powiedzieć cześć bo w cza­sie swo­jej pra­cy nad popraw­ian­iem świa­ta znaleźli czas by obe­jrzeć ser­i­al. I że cieszy się że mógł im zapewnić rozry­wkę i jest z tego dum­ny. Potem zad­edykował nagrodę ludziom popraw­ia­ją­cym świat. Zwierz nie wiedzi­ał co jest w tym obraźli­wego póki Inter­net nie wyjaśnił mu że to było strasznie obraźli­we i że aktor ceni siebie pon­ad pra­cown­ików pomo­cy human­i­tarnej. Zwierz obe­jrzał więc prze­mowę jeszcze kil­ka razy i doszedł do wniosku, że przedzi­wne to cza­sy w których da się takie treś­ci wyciągnąć z dość jas­nego przekazu akto­ra. Najwyraźniej jed­nak pres­ja była duża bo Hid­dle­ston musi­ał następ­nego dnia przepraszać w medi­ach społecznoś­ciowych. Co jest o tyle dzi­wne, że naprawdę w his­torii nagród mieliśmy zde­cy­dowanie więcej kon­trow­er­syjnych przemów po których nikt nie przepraszał. Zwierz odnosi wraże­nie, że kul­tura oburzenia sta­je się niepoko­ją­cym zjawiskiem. Które na przykład odwraca uwagę od tego, że ktokol­wiek wspom­ni­ał o Sudanie. Rzecz której od daw­na nie mieliśmy, bo Sudan przes­tał być atrak­cyjny.

W sum­ie ze spraw poli­ty­cznych to tyle. Mową wiec­zoru z całą pewnoś­cią zostało przemówie­nie Ryana Goslin­ga, który otrzy­mał stat­uetkę za swo­ją rolę w La la land i ślicznie podz­iękował przede wszys­tkim swo­jej życiowej part­nerce Evie Mendes która zaj­mowała się ich dzieć­mi i chorym na raka bratem w cza­sie kiedy on krę­cił film. Jako że stat­uet­ka została zad­edykowana bratu Mendes zwierz rozu­mie, że nieste­ty brat umarł. Z jed­nej strony zwierz – podob­nie jak wiele osób poczuło, że to niesły­chanie miłe ze strony akto­ra że dzięku­je swo­jej żonie (zwierz nie jest pewien, może oni nie wzięli ślubu – nawet ser­wisy plotkarskie niczego nie są pewne) z drugiej strony był zdzi­wiony, że taka pry­wat­na wiado­mość znalazła się w podz­iękowa­ni­ach. Gosling i Mendes to jed­na z najbardziej pry­wat­nych par w Hol­ly­wood (co zwierz bard­zo ceni i podzi­wia) i stąd zdzi­wie­nie taką oso­bistą prze­mową. Szko­da też że aktor­ki nie było na gali ale z tego co zwierz pamię­ta oni zawsze pojaw­ia­ją się osob­no.

Prze­jdźmy ter­az do samej cer­e­monii. Tu właś­ci­wie odbyło się bez więk­szych fajer­w­erków. Prowadzą­cy Jim­my Fal­lon rozpoczął ład­nym i budzą­cym uśmiech na twarzy otwar­ciem naw­iązu­ją­cym do musicalowych scen z La La land ale jego pier­wszy monolog i późniejsze wejś­cia były bard­zo śred­nie. Mimo, że dorzu­cił w nich trochę poli­ty­cznych żartów to były one cienkie i chy­ba nie za bard­zo por­wały pub­liczność. Pub­liczność zresztą, co warto zauważyć, zachowywała się w tym roku dość swo­bod­nie i dawno nie było takich prob­lemów z ucisze­niem siedzącej przy sto­likach gaw­iedzi. O prob­lemach z humorem niech najlepiej świad­czy fakt, że najbardziej dow­cip­nym i błyskotli­wym monolo­giem wiec­zoru była mowa dziękczyn­na Hugh Lau­riego który dostał Zło­ty Glob za rolę w Noc­nym Recepcjoniś­cie i zażar­tował że to zapewne ostat­nie Złote Glo­by bo Hol­ly­woodzkie Sto­warzysze­nie Prasy Zagranicznej to połącze­nie kilku rzeczy które w nowej rzeczy­wis­toś­ci poli­ty­cznej brzmią co najm­niej pode­jrzanie. Ogól­nie pod wzglę­dem prowadzenia sprawdz­iło się to co chy­ba wiemy od daw­na. Złote Glo­by powinien prowadz­ić kąśli­wy Ricky Gar­vais. Albo nikt.

Zwycięzcą wiec­zoru okazał się La La land – dostał nagrodę za reży­ser­ię, sce­nar­iusz, najlep­szą rolę kobiecą i męską, muzykę, piosenkę. Inny­mi słowy pobił wszys­tkie reko­rdy Zło­tych Globów. I choć zwier­zowi film się podobał to jed­nak nie ma wraże­nia by film koniecznie powtórzył ten sukces na Oscarach. Głównie dlat­ego, że na Oscarach kome­dia i film dra­maty­czny nie są rozdzielone. A to oznacza, że Akademia będzie musi­ała wybrać pomiędzy La la land a Moon­ligt (w tym roku zwycięz­ca w kat­e­gorii najlep­szy film dra­maty­czny) czy Man­ches­ter by the Sea (nagrodę dostał Casey Affleck za najlep­szą rolę męską). Zwierz – przy całej swo­jej miłoś­ci do wiz­ual­nej i muzy­cznej strony La la land – zas­tanaw­ia się czy to na pewno film, który powinien tą kon­frontację wygrać. Choć trze­ba przyz­nać, że pozostałe pro­dukc­je zna z opowieś­ci co zwyk­le zwięk­sza ich wartość. Trze­ba jed­nak powiedzieć że w tym roku mieliśmy kil­ka niespodzianek. Pier­wszą okazał się fakt że nagrodę za najlep­szą dru­go­planową rolę w filmie dra­maty­cznym dostał Aaron Tay­lor John­son za rolę w Zwierzę­tach Nocy. Wielu miało nadzieję że stat­uetkę dostanie Maher­sha­la Ali z Moon­light. Zwierz przyz­na szcz­erze, że nie spodziewał się aż takiej kry­ty­ki decyzji sto­warzyszenia. Zwłaszcza że Tylor John­son naprawdę zagrał w sposób porusza­ją­cy i nagro­da mu się jak najbardziej należała.

Jed­nak naprawdę ciekaw­ie zro­biło się w dwóch najważniejszych kat­e­go­ri­ach aktors­kich. Nikt chy­ba nie spodziewał się że stat­uetkę dla najlep­szej aktor­ki dostanie Isabelle Hup­pert za rolę w (nagrod­zonej wcześniej za najlep­szy film niean­glo­języ­czny) Elle. Zaskocze­nie było spore bo aktor­ki niean­glo­języ­czne nomin­u­je się do takich nagród trochę z grzecznoś­ci i chy­ba wszyscy spodziewali się trochę nagrody dla Amy Adams. Z kolei stat­uetkę za najlep­szą rolę męską dostał wspom­ni­any Casey Affleck (cóż za wyróż­ni­ana rodz­i­na), który co praw­da był uważany za moc­nego kandy­da­ta ale nie jest to jed­no z tych nazwisk o którym myśli się jako pier­wszym w sezonie wiel­kich nagród. Nato­mi­ast Vio­la Davies – nomi­nowana już kil­ka razy wyglą­dała na więcej niż pewną że oto nad­szedł jej czas by dostać nagrodę – za dru­go­planową rolę w filmie Fences. Trze­ba jed­nak powiedzieć że mimo licznych niespodzianek zabrakło jakichś wiel­kich emocji. Trochę jak w zeszłym roku kiedy wszyscy w napię­ciu czekaliśmy aż Leonar­do DiCaprio uśmier­ci mem.

Zdaniem zwierza Złote Glo­by są naj­ciekawsze kiedy dochodz­imy do nagród seri­alowych. Tu sto­warzysze­nie ma chy­ba poli­tykę by nagradzać trochę niespodziewanie – częs­to na przekór tren­dom. I tak nagro­da za najlep­szy ser­i­al kome­diowy trafiła do seri­alu Atlanta – który choć powszech­nie chwalony jakoś nie zała­pał się do najpop­u­larniejszych pro­dukcji poprzed­niego sezonu. Dzię­ki wskaza­niu go przez sto­warzysze­nie ma szanse stać się pro­dukcją szerzej rozpoz­nawal­ną. Cieszy też nagro­da aktors­ka dla Tracee Ellis Ross, aktor­ka jest w seri­alu Black-ish niesamowi­ta a sam ser­i­al udowod­nił nie raz że pro­dukc­ja kome­diowa może mieć coś ważnego do powiedzenia w aktu­al­nych sprawach społecznych. Poza tym zwierz aktorkę jakoś tak po pros­tu lubi. Cały worek nagród dostał Noc­ny Recepcjon­ista – obok wspom­ni­anego Toma Hid­dle­stona nagrodę dostał Hugh Lau­rie i niezwykła (i nieste­ty nieobec­na) Olivia Col­man (pewnie nie spodziewała się wygranej). Zdaniem zwierza ser­i­al musi­ał przy­paść do gus­tu między­nar­o­dowej społecznoś­ci dzi­en­nikarzy bo jest w nim taki europe­js­ki urok, a poza tym to dobra pro­dukc­ja. Najlep­szym seri­alem dra­maty­cznym została The Crown zaś nagrodę dla aktor­ki ode­brała Claire Foy. Inter­net trochę huczy że obrabowano West­world ale zwierz nie ma wąt­pli­woś­ci, że jed­nak The Crown jest seri­alem lep­szym. Głównie dlat­ego, że dotrzy­mu­je obiet­ni­cy i jest reflek­sją nad rolą władzy i monar­chii opowiedzianą przez pryz­mat życia pry­wat­nego Królowej. Tym­cza­sem West­world wiele obiecał ale w sum­ie niewiele dał.

Jak zwyk­le w przy­pad­ku nagród sporo jest głosów i opinii że ktoś został pominię­ty. Prob­lem w tym, że kiedy zwierz oce­ni­ał kto ma szan­sę dostać w tym roku nagrodę sam nie raz przyz­nał przed sobą, że w sum­ie to powin­ni dostać wszyscy nomi­nowani. No nieste­ty tak cza­sem bywa że kat­e­go­ria jest sil­na i nie ma żad­nego obiek­ty­wnego powodu by uznać że ktoś jest lep­szy od kogoś innego, na tym pole­ga jed­nak trochę para­no­ja tego typu roz­dań nagród. Jeśli naprawdę dobrze dobierzesz nomi­nowanych to powin­ni wygrać wszyscy. Ale stat­uetkę dosta­je tylko jed­na oso­ba. Zwierz ma więc sporo dys­tan­su wobec oburzenia że ktoś wygrał albo nie. Chy­ba tylko dwa razy w życiu poczuł że kogoś obrabowano ze stat­uet­ki w innych przy­pad­kach zazwyczaj jego faworyt nie wygrał bo inni byli równie dobrzy.

Zwierz nie wymienia wszys­t­kich nagród (nie wie np. co sądz­ić o stat­uetce dla Bil­ly Bob Thorn­tona za Goli­a­ta bo seri­alu nie widzi­ał) ale musi powiedzieć, że o ile nagrodze­nie workiem nagród Noc­nego Recepcjon­isty bard­zo zwierza urad­owało (choć w głównej kat­e­gorii prze­grał z seri­ale o pro­ce­sie O.J Simp­sona) to całą cer­e­monię oglą­dał bez wiel­kich emocji.  Być może to taki rok w którym nomi­nowane są głównie pro­dukc­je których jeszcze nie zna i trud­no się zaan­gażować emocjon­al­nie. Może prob­le­mem jest też faworyt sezonu – cud­ny La la land który jed­nak zdaniem zwierza potwierdza głównie znany fakt że Hol­ly­wood najbardziej kocha filmy o Hol­ly­wood. W każdym razie te Złote Glo­by- jeśli prze­jdą do his­torii to głównie ze wzglę­du na swo­je nie fil­mowe momen­ty. I mów­cie co chce­cie ale zwierz zde­cy­dowanie woli te lata kiedy rządzą nami typowo fil­mowe wzruszenia. I co więcej – zwierz ma wraże­nie że tego właśnie w tych nie za wesołych cza­sach potrze­bu­je­my.

Ps: Zupełnie na mar­gin­e­sie – jest coś za co kocham Złote Glo­by. Otóż oni tam im dają bard­zo mało jedzenia i bard­zo dużo alko­holu. I potem jak Ryan Gosling idzie ode­brać nagrodę to widać w tle jak Ryan Reynolds cału­je Andrew Garfiel­da. Nie wiado­mo dlaczego ale panowie wyglą­dali na bard­zo ucies­zonych tym fak­tem (żona Reynold­sa też).

36 komentarzy
0

Powiązane wpisy