Home Ogólnie Nie będziemy zwiedzać muzeów czyli slajdów londyńskich część druga

Nie będziemy zwiedzać muzeów czyli slajdów londyńskich część druga

autor Zwierz
Nie będziemy zwiedzać muzeów czyli slajdów londyńskich część druga

W podróżach najbardziej lubię ten moment kiedy chwilę po prze­budze­niu nie do koń­ca pamię­tam gdzie jestem i muszę sobie przy­pom­nieć gdzie mnie tak właś­ci­wie wywiało. I tak każdego dnia wyprawy mogę sobie przy­pom­i­nać że jestem w Lon­dynie. A dla was kole­j­na por­c­ja sla­jdów.

zwierz1

Tak wyglą­da zwierz przed pier­wszą kawą. Zwierz przed pier­wszą kawą jest taki strasznie smut­ny

 

Sla­jd 11

Śni­adanie jemy w sieciowym pubie. Jest wczesne przed­połud­nie a miejsce jak zapew­ni­a­ją mnie gospo­darze niesły­chanie zapełnione. Oznacza to, że przy trzech sto­likach siedzą panowie w śred­nim lub podeszłym wieku i prz­erzu­ca­ją się opowieś­ci­a­mi częs­to jako prz­ery­wni­ka korzys­ta­jąc ze słowa na f. Kawa do 14 jest na dolewkę ale oni piją już piwo. Niewiele różni ich od naszych panów siedzą­cych pod sklepa­mi może poza tym, że mają o oczko wyższe dochody więc siedzą cywili­zowanie w pubie. Wyglą­da­ją na bard­zo zad­owolonych. Niedaleko siedzi starszy pan i nad jed­nym kubkiem kawy rozwiązu­je krzyżówkę. Jest ciem­na­wo i spoko­jnie. Bierze­my dolewkę kawy. No co, w końcu za te 99 pen­sów nam się należy.

Sla­jd 12

Na Cam­den dzi­ki tłum i set­ki stoisk z taki­mi samy­mi niepow­tarzal­ny­mi koszulka­mi. Mój wzrok przy­cią­ga jed­no z nich na którym koszul­ki są trochę inne. Kiedy je przeglą­dam mówiąc coś po pol­sku, słyszę głos sprzedaw­cy. Pyta skąd jestem. Grzecznie przyz­na­ję że z Warsza­wy co jest najm­niej egzo­ty­cznym wyz­naniem na świecie. Sprzedaw­ca prze­chodzi na pol­s­ki i tłu­maczy że jest tu od dziesię­ciu lat i robi koszul­ki według włas­nych pro­jek­tów. Cza­sem mu wstyd za polaków bo nie mają na siebie pomysłu, nie zna­ją języ­ka i robią siarę. Daje nam kil­ka fun­tów zniż­ki. Bo jesteśmy z Pol­s­ki.

Sla­jd 13

W antyk­waria­cie pół­ka z książka­mi o fil­mach zawsze jest za duża. Chci­ałabym kupić wszys­tko — opra­cow­anie poświę­cone roli kostiu­mu w ksz­tał­towa­niu osobowoś­ci postaci, anal­izę twór­c­zoś­ci Wood­ego Allena, skró­coną his­torię Oscara, książkę o kinie Lyn­cha, olbrzymie ważące chy­ba dwa kilo opra­cow­anie o fem­i­nizmie w kinie niemym (tego żału­ję najbardziej). W końcu po długim namyśle przekłada­niu (waże­niu w ręku) i odkłada­niu książek wybier­am trzy. Przy kasie okazu­je się, że stu­den­ci mają dziesięć pro­cent zniż­ki. Pytam czy ja też — z dalekiego kra­ju i dok­toran­t­ka. Kas­jer nawet nie patrzy na moją legi­t­y­mację. Wpisu­je zniżkę. W antyk­wari­at­ach nie tylko książ­ki są nie dzisiejsze. W najlep­szym tego słowa znacze­niu.

zwierz w londynie

Ładne zdję­cie śni­ada­nia zwierza. Śni­adanie zwierza było dobre. Bard­zo dobre. Pyszne.

Sla­jd 14

Dwa kro­ki od British Muse­um zatrzy­mu­je nas turys­t­ka z pytaniem o drogę. Mimo, że prze­chodzę na pol­s­ki nadal czeka aż wskażę jej jak na piechotę dojść do Par­la­men­tu. Wspól­nie z Martą zna­j­du­je­my dla niej odpowied­nią trasę. Co było­by zde­cy­dowanie łatwiejsze gdy­by nie fakt, że żad­na z nas nie jest w stanie na mapie bez chwili dłuższego zas­tanowienia wskazać par­la­men­tu. Jeśli gdzieś zna­jdziecie parę (chy­ba) włos­kich turys­tów powiedz­cie im że co złego to nie my i że jak ktoś mówi w obcym języku i jest w okoli­cach atrakcji turysty­cznej to może nie być z mias­ta.

Sla­jd 15

W środ­ku całego szu­mu wokół Oxford Street zna­j­du­je­my małą zwykłą kaw­iarnię i nad kole­jny­mi kawa­mi, sernika­mi i kanap­ka­mi omaw­iam z dawno niewidzianą przy­jaciółką miesiące naszego życia, libret­ta musi­cali i  plo­ty o zna­jomych. Z Nibi nie widzi­ałam się kil­ka miesię­cy ale cud inter­ne­tu spraw­ia, że dziś nawet emi­granci z drugiego koń­ca Europy zna­ją najnowsze towarzyskie plot­ki. Na całe szczęś­cie zawsze moż­na się pobaw­ić w robi­e­nie zdjęć i pogadać o tym jak najlepiej upiąć włosy na ślub. Zan­im się człowiek zori­en­tu­je mija mnóst­wo cza­su, kawa jest zim­na, wia­ta osła­ni­a­ją­ca od deszczu schowana, bo świeci piękne słońce i nawet stopy jakoś już nie bolą.

Sla­jd 16

W sklepie Dis­neya panu­je podzi­ał nie do pobi­cia. Wśród zabawek z Avenger­sa­mi ani jed­nej Czarnej Wdowy — tak jak­by w filmie jej zupełnie nie było. Jest za to sporo dziew­czynek piszczą­cych na widok łuku Hawkeye’a (zwierz też by taki chci­ał). Piętro niżej rządzi różowy i nowy Kop­ciuszek. Moż­na kupić niemal wszys­tko łącznie z sukienka­mi — błęk­it­ną, balową i białą którą Kop­ciuszek nosił na ślu­bie. Dziew­czyny i dorosłe kobi­ety kręcą się pomiędzy wiesza­ka­mi, rozsąd­nie wybier­a­jąc zabaw­ki dla rodzeńst­wa, dzieci, zna­jomych i kuzynos­t­wa. Nie mogę się pozbyć wraże­nia że gdy­by Dis­ney wydał ser­ię takich sukienek dla dorosłych zeszły­by z wiesza­ków zan­im ktokol­wiek zdążył­by zaśmi­ać się z pomysłu, że dorosłe kobi­ety też chcą mieć sukienkę Kop­ciusz­ka. I ple­cak z Darthem Vaderem. Jako najlep­szy zestaw.

zwierz w londynie 4 Kobi­ety plotą włosy i plotku­ją. Cóż innego moż­na robić (zwierz to zdję­cie robił a właś­ci­wie tylko przy­cisk nacis­nął)

Sla­jd 17

W jed­nym z ostat­nich HMV w Lon­dynie błąkam się pomiędzy półka­mi. Wiz­y­ty za każdym razem pokazu­ją mi jak wszys­tko się zmienia. DVD zepch­nięte na tył sali niemal jak zapom­i­nane niegdyś kase­ty VHS. Jasne nowa tech­nolo­gia wyp­iera starszą. Jed­nak zmieni­am się też ja — patrząc na kole­jne filmy szukam tych których nie moż­na dostać w Polsce a potem zada­je sobie pytanie czy naprawdę chce kupować je w Lon­dynie czy nie wolę zamówić z Ama­zona. Kiedy dostrzegam na półce Pride a niedaleko obok Fran­ka moje wąt­pli­woś­ci znika­ją. Jest coś takiego w możli­woś­ci kupi­enia sobie “na żywo” DVD z ukochanym filmem co nigdy się nie zes­tarze­je i nie przes­tanie mnie baw­ić. Tylko pewnie kiedyś zamkną mi ostat­ni sklep z DVD.

Sla­jd 18

Znów jedziemy auto­busem patrząc na tłumy prze­chod­niów przepły­wa­ją­cych uli­ca­mi. Jed­nak zde­cy­dowanie bardziej fas­cynu­jące są budyn­ki. Z per­spek­ty­wy ulic rzad­ko patrzy się w górę ale ter­az podzi­wia­jąc świat z per­spek­ty­wy wysok­iego auto­bu­sowego pię­tra uderza mnie brak kon­sek­wencji zabu­dowy. Te nowe i stare budyn­ki ściśnięte razem obok siebie na jed­nej uli­cy. Te porzu­cone poje­dyncze śla­dy starej zabu­dowy, prze­jś­ciowych architek­ton­icznych mód, nowoczes­ność która zdążyła się zes­tarzeć. Niekon­sek­wenc­ja spoko­jnej his­torii ma w sobie coś urzeka­jącego. Nie żeby była pięk­na.

Sla­jd 19

Hin­duskie jedze­nie jest przepyszne, podob­nie jak słod­kie wino. Wiec­zorem znów rozle­ga się reg­u­larny stukot klaw­iatur. Wpisy się piszą, a za oknem zapa­da zmrok i już nie widać prze­cu­d­ownego krza­ku róży który łaskaw­ie posad­zono — by nie dało się dostrzec, że siedz­imy w sutere­nie. Obiecano mi wrzeszczące koty za oknem ale jest cicho i spoko­jnie. Gospo­darze martwią się trochę, że mimo jadła, napo­ju i inter­ne­tu dba­ją o mnie za mało. Może powin­niśmy skoczyć na mias­to i prze­ciskać się przez sobot­ni tłum w poszuki­wa­niu wybornych drinków retro. Ziewamy i wracamy do naszych klaw­iatur i słod­kiego wina. Dobrze nam tak. Tylko nie rozpowiada­j­cie na dziel­ni bo stracimy respekt.

zwierz w londynie3 Książ­ki kupu­je się po to by zacząć je czy­tać od razu nie bacząc na zebrane wokół towarzyst­wo.

Sla­jd 20

Wpisy napisane. Wino wyp­ite. Niedłu­go trze­ba będzie się kłaść spać. Może zas­nę i znów zapom­nę gdzie jestem. A rano będę mogła sobie przy­pom­nieć. I znów uśmiech­nąć się na myśl o tym prostym fak­cie. Jestem w Lon­dynie

Ps: Dzisiejszy wpis zaw­iera piękne ilus­trac­je wyko­nane ręką Mar­ty co świad­czy o tym, że jak się bard­zo moc­no wszys­tko ustawi to zwierz nawet znośnie wyglą­da

Ps2: Koniecznie przeczy­ta­j­cie wpis o tym dlaczego rurecz­ki dla facetów to nic nowego. Zdanie o męs­kich łyd­kach jak zwyk­le moje ;)

9 komentarzy
0

Powiązane wpisy