Home Ogólnie Nikt nie nosił spodni lepiej niż Katharine Hepburn czyli o kobietach w rolach mężczyzn

Nikt nie nosił spodni lepiej niż Katharine Hepburn czyli o kobietach w rolach mężczyzn

autor Zwierz

Hej

Wpis zwierza o mężczyz­nach w rolach kobi­et sprzed kilku dni wywołał sporo  dyskusji więc zwierz powraca do tem­atu. To znaczy nie do koń­ca bo dziś jest zapowiedziany wpis o kobi­etach gra­ją­cych mężczyzn. Zwierz ponown­ie przy­pom­i­na, że lista nie jest ułożona wedle najlep­szych czy ulu­bionych ról ale tak by pokazać pewien schemat wys­tępowa­nia moty­wu w fil­mach. Jed­nocześnie zwierz chci­ał­by zaz­naczyć, że listy ukła­da w następu­ją­cy sposób – liczą się na nich a.) posta­cie męskie grane przez kobi­ety b.) posta­cie transpł­ciowe c.) posta­cie kobiece które uda­ją mężczyzn przez inny­mi posta­ci­a­mi w filmie. Kogo na liś­cie nie ma? Tran­swest­ytów czy Drag Queen (to w przy­pad­ku mężczyzn) czy np. osób które uda­ją mężczyzn czy kobi­ety ale na sce­nie tzn. inni ludzie w filmie są świado­mi, że są świad­ka­mi gry. Przy czym zwierz od razu zapowia­da że będzie wpis o transsek­su­al­is­tach w filmie bo to tem­at ciekawy choć z obec­ny­mi lis­ta­mi zupełnie nie związany. Dobra tyle z zapowiedzi a ter­az czas przyjrzeć się kobi­etom w męs­kich rolach.

Kather­ine Hep­burn w nie omówionym we wpisie filmie Sylvia Scar­lett gra kobi­etę prze­bier­a­jącą się za mężczyznę by uciec policji. Film był taką porażką że jak głosi leg­en­da miejs­ka aktorzy bła­gali stu­dio by nie decy­dowało się na dys­try­bucję a w zami­an zro­bią następ­ny film za dar­mo.

Nie czas na Łzy  (Hilary Swank) – film opar­ty o prawdzi­wą trag­iczną his­torię Bran­dona Tee­ny – młodego trans­gen­derowego chłopa­ka, który został zamor­dowany mając zaled­wie 21 lat. Film wywołał sporo zach­wytów jak i kon­trow­er­sji (zwłaszcza żyją­cy ludzie, którzy byli uczest­nika­mi wydarzeń nie koniecznie byli zach­wyceni sposobem przed­staw­ienia his­torii) ale przede wszys­tkim przyniósł Oscara gra­jącej główną rolę Hilary Swank. Nie bez przy­czyny, bo rzeczy­wiś­cie jest to rola znakomi­ta, emocjon­al­na i przy tym prawdzi­wa. Jed­nocześnie jak to zwyk­le bywa – w medi­ach poświę­cono niesły­chanie dużo cza­su na zestaw­ia­n­iu zdjęć aktor­ki ucharak­tery­zowanej do roli (co warto zauważyć – nie jest to jakaś nad­mier­na charak­teryza­c­ja – wręcz prze­ci­wnie kiedy widz wie, że to kobi­eta nie ma prob­le­mu by dostrzec to w rysach postaci) i w życiu codzi­en­nym pokazu­jąc że to niesamowite ale aktor­ka która grała mężczyznę może ład­nie wyglą­dać w sukience. Moż­na się zas­tanaw­iać jak ta rola wpłynęła na kari­erę Swank  ale na pewno spraw­iła, że przez kil­ka poprzedza­ją­cych Oscary miesię­cy mówiło się sporo o posta­ci­ach trans płciowych w fil­mach.  Co chwali się twór­com fil­mu, którzy przede wszys­tkim nakrę­cili film bard­zo ludz­ki i pełne emocji. Zwierz szcz­erze pole­ca bo to jed­na z tych pro­dukcji o których wszyscy słyszeli i mają ją gdzieś na liś­cie ale nie koniecznie oglą­da­ją.

W sum­ie patrząc na Hilary Swank widz­imy, że nie ma tu wielkiej gry mak­i­jażem czy rysa­mi twarzy. Jest fryzu­ra i przede wszys­tkim kwes­t­ia per­cepcji bohat­era przez otocze­nie

Tomboy (Zoé Héran) – fran­cus­ki film dotyka­ją­cy bard­zo ciekawego prob­le­mu. Oto jede­nas­to­let­nia dziew­czyn­ka przed­staw­ia się w nowym towarzys­t­wie jako chłopak. Wiek jest taki, że właś­ci­wie nie ma jeszcze prob­le­mu z takim ukry­waniem się – zwłaszcza jeśli uda się obciąć włosy. Zaw­iązu­ją się przy­jaźnie, pacz­ki, grupy ale zaczy­na­ją się tez pojaw­iać prob­le­my, zwłaszcza że bohater­ka ukry­wa przed rodz­iną, że rówieśni­cy biorą ją za chłop­ca. Film jest doskonale nakrę­cony i porusza sprawę dość rzad­ko omaw­ianą nawet poza fil­ma­mi. Czyli moment w którym dziecko nie iden­ty­fiku­je się ze swo­ja płcią bio­log­iczną. Tytuł który po pol­sku przetłu­maczylibyśmy jako „chłopczy­ca” jest trochę iron­iczny. Zda­je się bowiem, że rodz­ice bard­zo chcą postrze­gać zachowanie cór­ki po pros­tu jako fazę a tym­cza­sem rośnie im pod bok­iem nieszczęśli­we dziecko. Film nie jest jed­noz­naczny i w sum­ie prowadzi swo­ją nar­rację która daje jakąś nadzieję na być może poprawę sytu­acji. Doskon­ała jest w roli głównej Zoé Héran, która na ekranie spoko­jnie mogła­by uchodz­ić za chłop­ca – każąc nam wracać myśla­mi do tego momen­tu kiedy może­my spo­jrzeć na grup­kę baw­ią­cych się dzieci i widzieć dzieci a nie koniecznie chłopców i dziew­czyn­ki. Ważny film na trud­ny tem­at – z którym wciąż jeszcze nie jed­no społeczeńst­wo ma prob­lem. Bo z jed­nej strony – niko­go nie chce­my skrzy­wdz­ić, z drugiej – co jeśli nie jesteśmy w stanie rzeczy­wiś­cie odróżnić tożsamoś­ci od fas­cy­nacji. I tak w sum­ie trwamy w bard­zo nieko­rzyst­nym rozwiąza­niu jakim jest nic nie robi­e­nie. Co oczy­wiś­cie niko­mu nie wychodzi na dobre. W każdym razie film jest ciekawy – zwierz bard­zo pole­ca.

Film jest ciekawy bo opowia­da o tym momen­cie kiedy udawanie chłopa­ka nie jest jeszcze trudne. Pytanie tylko czy to tożsamość czy faza i jak odróżnić jed­no od drugiego by niko­go nie skrzy­wdz­ić.

Albert Nobbs (Glenn Close) – kiedy zwierz pisał o mężczyz­nach gra­ją­cych kobi­ety wiele osób przy­pom­ni­ało mu, że powinien uwzględ­nić Dusti­na Hoff­mana w Toot­sie. Rzeczy­wiś­cie Hoff­man grał tam mężczyznę uda­jącego kobi­etę by znaleźć pracę. Jed­nak praw­da jest taka, że ten motyw dużo częś­ciej pojaw­ia się w drugą stronę – kobi­ety uda­jącej mężczyznę by móc znaleźć pracę. Tu mamy his­torię z XIX wiecznej Irlandii gdzie głów­na bohater­ka od lat uda­je mężczyznę – zarówno by znaleźć pracę jak by uciec od trag­icznych wydarzeń z przeszłoś­ci. Film miał mieszane recen­z­je (rzeczy­wiś­cie jest nierówny ) ale ma jeden doskon­ały motyw – otóż mamy scenę w której po lat­ach prze­by­wa­nia w męs­kich stro­jach i udawa­nia mężczyzn przed światem, Albert wraz z przy­jaciółką która także żyje jako mężczyz­na prze­bier­a­ją się w kobiece stro­je. I to jest dla nich równie dzi­wne i niewygodne jak gdy­by ówczes­ny mężczyz­na zde­cy­dował się prze­brać za kobi­etę. To doskonale pokazu­je, że tak właś­ci­wie to co jest nam bliższe spraw­ia, że czu­je­my się w tym lep­iej. Przy czym w tym trag­icznym filmie – gdzie właś­ci­wie wszyscy uda­ją że są kimś innym pojaw­ia się jeszcze wątek możli­wego ślubu – schematu – sko­ro kobi­eta ma udawać mężczyznę może czer­pać z tego wszys­tkie prof­i­ty np. wziąć ślub i nie dość że zyskać sobie sojuszni­ka to jeszcze ura­tować jakąś kobi­etę przed losem kobi­ety samot­nej. To ciekawy motyw, bo z jed­nej strony – mamy tu brnię­cie w oszust­wo z drugiej wyko­rzys­tanie  włas­nej w sum­ie nie najlep­szej sytu­acji (w najlep­szej sytu­acji niko­go nie trze­ba udawać) do włas­nych celów. Przy czym warto zauważyć że właś­ci­wie nie ma w filmie jed­noz­nacznie powiedziane z jaką płcią się iden­ty­fiku­ją posta­cie. Wyda­je się, że płeć jest tu tylko kwest­ią prze­bra­nia, nawyku, przy­wile­ju – i kto potrafi to lep­iej wyko­rzys­tać ten wygry­wa. Mimo wad ciekawy film a właś­ci­wie ciekawe pode­jś­cie do tem­atu.

Gleen Close bard­zo wal­czyła o to by udało się prze­nieść sztukę na ekran. Nie mniej zdaniem zwierza nie potrzeb­ne były aż tak daleko idące zabie­gi mak­i­jażowe jakie zas­tosowano w filmie

I’m Not There –  (Cate Blanchett) Cate Blanchett gra tu Boba Dylana. Nie ona  jed­na, w tym dość dzi­wnym filmie składa­ją­cym się w isto­cie z kilku krótkome­trażówek mamy do czynienia z pewną grą zadaniem aktorskim ale też postacią. Kon­cepc­ja jest pros­ta – tak jak muzy­cznie nie ma jed­nego Dylana, tak samo fizy­cznie Dylan to gru­pa osób – może być zarówno stary jak i młody, może być biały i czarny może być mężczyzną a może być kobi­etą. Dlat­ego kiedy oglą­da się seg­ment fil­mu gdzie aktor­ka gra Dylana to właś­ci­wie nie mamy do czynienia z kobi­etą uda­jącą mężczyznę. Oczy­wiś­cie Blanchett jest ucharak­tery­zowana tak by bardziej przy­pom­i­nała Dyl­na (co nie jest trudne – wystar­czy peru­ka i czarne oku­lary) i bard­zo dobrze odd­a­je jego sposób mówienia, ale np. nikt nie próbu­je jakoś szczegól­nie zmieni­ać jej rysów twarzy a i brzmie­nie gło­su nie jest w najm­niejszy sposób zmody­fikowane. To specy­ficz­na sytu­ac­ja bo aktor­ka z jed­nej strony gra postać o której wiemy, że jest mężczyzną z drugiej – w tej inter­pre­tacji jest to raczej postać która nie ma jed­noz­nacznej płci. Co nie zmienia fak­tu, że sporo mówiono o Cate Blanchett w przy­pad­ku tego fil­mu bo została nomi­nowana  do Oscara.

Dylan to postać tak eterycz­na że w sum­ie dlaczego nie miała­by go grać kobi­eta

She is a Man (Aman­da Byrnes) – na razie mamy do czynienia z fil­ma­mi poważniejszy­mi – rzeczy­wiś­cie kobi­eta wys­tępu­ją­ca w roli mężczyzny to motyw rzadziej wyko­rzysty­wana w celach kome­diowych niż mężczyz­na w stro­ju kobi­ety. Dzieje się tak min. dlat­ego, że kobi­eta w męskim stro­ju nie jest uważana za dzi­wną czy śmieszną, bo sporo męs­kich ele­men­tów ubioru jest na co dzień nos­zonych przez kobi­ety. Inna sprawa to fakt, że prze­bieranie się za mężczyznę jest niebez­pieczniejsze tzn. sytu­ac­ja, w której kobi­ety odkry­wa­ją że jest pośród nich mężczyz­na wyda­je się intu­icyjnie mniej niebez­piecz­na niż sytu­ac­ja w której mężczyźni ori­en­tu­ją się że jest wśród nich kobi­eta. Ale cza­sem motyw pojaw­ia się w kome­di­ach. Zwierz wybrał luźno opartą o Wieczór Trzech Króli komedię młodzieżową gdzie bohater­ka uda­je swo­jego bra­ta. Oczy­wiś­cie naw­iązanie do Szek­spi­ra jest oczy­wiste – zwłaszcza, że motyw ten jest – a jakże znany z teatru elż­bi­etańskiego (tak jest jak się ma na sce­nie samych mężczyzn).  Zwierz musi przyz­nać, że kom­e­dyj­ka jak kom­e­dyj­ka, ale zwier­zowi kojarzy się o tyle dobrze, że kiedy oglą­dał ją po raz pier­wszy nie zdawał sobie sprawy, że są tam jakiekol­wiek naw­iąza­nia do Szek­spi­ra. Zwierz zori­en­tował się dopiero wtedy, kiedy ukochany głównej bohater­ki okazał się mieć na imię Duke a na nazwisko Orsi­no. Nie mniej – to doskon­ały przykład na kome­diowe wyko­rzys­tanie moty­wu przy czym ważne jest – i to częs­to pojaw­ia się w kome­di­ach – że postać kobieca jest ucharak­tery­zowana na męską bard­zo słabo tak, że widz od razu widzi prze­braną kobi­etę. To dorzu­ca dodatkowy aspekt komiczny pod tytułem „jak to możli­we że oni się nie ori­en­tu­ją”.

Ponieważ to kome­dia to wiary­god­ność charak­teryza­cji nie ma znaczenia

Mój Niki­for (Krysty­na Feld­man) –  pomysł na obsadze­nie Krystyny Feld­man w roli Niki­fo­ra jest bard­zo ciekawym przykła­dem gra­nia wbrew włas­nej płci. Bo nie mamy tu żad­nej pogłębionej gry kwest­ią płci bohat­era. Aktor­ka została wybrana do roli ponieważ doskonale do niej pasowała. Zarówno wyglą­dem jak i sposobem gry aktorskiej. W filmie kwes­t­ia tej niez­god­noś­ci nie odgry­wa żad­nego znaczenia, nie jest jego tem­atem ani nawet niekoniecznie była tem­atem zarówno pro­mocji jak i recepcji fil­mu. Co praw­da aktorkę bard­zo chwalono za jej wys­tęp i otrzy­mała wiele wyróżnień ale głównie przy omówie­niu fil­mu kon­cen­trowano się na fak­cie, że właś­ci­wie nie opowia­da on bezpośred­nio o malarzu prymi­ty­wiś­cie z Kryn­i­cy. Zwierz zas­tanaw­ia się do jakiego stop­nia ma tu znacze­nie fakt, że postać odgry­wana przez aktorkę właś­ci­wie nie jest roz­pa­try­wa­nia w kon­tekś­cie płci. To typowa postać bezpł­ciowa – w ogóle w pewien sposób postaw­iona obok, malu­ją­ca świat ale nie do koń­ca go rozu­mieją­ca. W takim przy­pad­ku to jakiej płci jest aktor czy aktor­ka odgry­wa­ją­ca rolę nie ma znaczenia o tyle, że w sum­ie postać nie ma płci. Pod tym wzglę­dem rola Feld­man przy­pom­i­na nieco nagrod­zoną Oscarem rolę  Lindy Hunt w „Roku Niebez­piecznego życia” – gdzie aktor­ka grała karła chińskiego pochodzenia. Tam też postać – mimo, że waż­na dla fabuły nie była roz­pa­try­wana w kon­tekś­cie płci w związku z tym właś­ci­wie nie miało znaczenia czy zagrał­by ją aktor czy niska odpowied­nio ucharak­tery­zowana aktor­ka.

Ciekawy przy­padek kiedy aktor­ka jest wybrana do roli męskiej po pros­tu dlat­ego, że najlepiej pasu­je do roli

Victor/Victoria (Julie Andrews) – to jeden z ulu­bionych filmów zwierza jeśli chodzi o granie płcią. Mamy więc kobi­etę która uda­je mężczyznę który uda­je tran­swest­ytę. A wszys­tko w musi­calu. Jak­by na to nie patrzeć – nie jest to najbardziej praw­dopodob­na fabuła na świecie. Zresztą twór­cy jak­by nie stara­ją się tu niczego uczynić bardziej praw­dopodob­nym i przekonu­ją nas że wystar­czy Julie Andrews odpowied­nio zaczesać włosy by ktokol­wiek wziął ją nawet przez chwilę za mężczyznę. Nie mniej zwierz kocha ten film za jed­ną scenę. Oto w Vik­torze (a właś­ci­wie Vik­torii) zaczy­na się pod­kochi­wać mafioso który ma ze swoi­mi uczu­ci­a­mi spory prob­lem bo jak to ma być, że on szef mafii, typ wielce męs­ki nagle zaczy­na darzyć uczu­ciem innego mężczyznę. I jest sce­na w której bohater ostate­cznie stwierdza że wszys­tko mu jed­no i cału­je Vik­torię nie wiedząc jeszcze, że to jed­nak kobi­eta. Oczy­wiś­cie zaraz wszys­tko dobrze się kończy i nikt tak naprawdę granic nie przekracza ale sama ta sug­es­tia zawsze zwier­zowi się podo­ba – w końcu to najlep­szy koniec kiedy bohater decy­du­je się iść za głosem uczuć a nie społecznie narzu­canych norm. Film jest przeu­roczy a jed­nocześnie cud­own­ie gra moty­wem udawa­nia kogoś nie swo­jej płci i ponown­ie uczy ile na tym moż­na zyskać jeśli się odpowied­nio wyko­rzys­ta wszys­tkie możli­woś­ci jakie daje wychodze­nie poza granice jed­nej płci.

Tu prze­bier­an­ka jest w zasadzie umow­na.  Nie ma znaczenia czy kobi­eta uda­ją­ca mężczyznę uda­jącego kobi­etę jest podob­na do mężczyzny.

Orlan­do (Til­da Switon) – właś­ci­wie ten film nie opowia­da o kobiecie gra­jącej mężczyznę bo cała nar­rac­ja wychodzi daleko poza granice płci. Ale uda­jmy, że nie wda­je­my się w tak daleko idące anal­izy. Tym co wyda­je się tu naj­ciekawsze jest odpowied­nie wyko­rzys­tanie aktor­ki. Til­da Swin­ton ma urodę która pozwala jej bez najm­niejszego prob­le­mu grać wiary­god­nie zarówno pięknego młodzień­ca, jak i nie mniej przy­cią­ga­jącą uwagę kobi­etę. Moż­na wręcz powiedzieć, że jest ide­al­na do fil­mu w którym granice między tym co kobiece i męskie ule­ga­ją rozmy­ciu (dla przy­pom­nienia rolę Elż­bi­ety I gra w filmie mężczyz­na).  Przy czym zdaniem zwierza siła fil­mu (który jest jak może­cie się spodziewać naprawdę wart polece­nia) leży właśnie w castin­gu, który doskonale pod­kreśla płyn­ność podzi­ałów, które uzna­je­my za stałe, oraz fakt, że w obliczu cza­su i nieśmiertel­noś­ci rzeczy takie jak płeć przes­ta­ją mieć znacze­nie. Co zresztą prowadzi nas do ciekawej kon­kluzji, że w świecie tak bard­zo kon­cen­tru­ją­cym się na płci bycie aktorką o andro­genicznym wyglądzie może mieć swo­je plusy. Chy­ba że po pros­tu bycie Tildą Swin­ton ma swo­je plusy. Bo przy­na­jm­niej zdaniem zwierza ona tak na boku jest jeszcze wam­pirem. Ale to już tem­at na inną notkę.

Granice płci są płynne. I to nie tylko w książce Vir­ginii Wolf.

Yentl (Bar­bra Streisand) – w filmie Bar­bry Streisand mamy do czynienia z bard­zo charak­terysty­cznym moty­wem – kobi­ety wybier­a­jącej prze­branie mężczyzny ponieważ społeczeńst­wo nie daje kobi­etom i mężczyznom równych praw. Tu jest to o tyle ciekawe, że wybór jest podyk­towany przede wszys­tkim wzglę­da­mi intelek­tu­al­ny­mi – bohater­ka chce móc stu­diować Torę co jest niemożli­we w ortodoksyjnym społeczeńst­wie żydowskim. Przy czym mimo, że bohater­ka właś­ci­wie całe życie uda­je mężczyznę – a co więcej – w pełni prze­j­mu­je rolę męską gdy bierze ślub z kobi­etą (grani­ca której zwyk­le posta­cie kobiece żyjące jako mężczyźni nie przekracza­ją) to jed­nak ważnym tem­atem jest tu nieod­wza­jem­niona miłość jaką darzy przy­ja­ciela. W ten sposób mamy typową trag­iczną sytu­ację w której wol­ność Yentl wyni­ka z udawa­nia mężczyzny a jed­nocześnie – udawanie mężczyzny stoi na drodze do szczęś­cia.  Przy czym film mimo, że roz­gry­wa się w środowisku ortodoksyjnych żydów jed­noz­nacznie wskazu­je na (obec­ną w bard­zo wielu środowiskach) niespraw­iedli­wość wynika­jącą z nierównego trak­towa­nia kobi­et. Prze­branie za mężczyznę jest tu jedynym sposobem by bohater­ka mogła być sobą i robić co chce, nawet jeśli nie czu­je się mężczyzną (co odróż­nia ją jed­nak od Alber­ta Nobb­sa który jest postacią zde­cy­dowanie bardziej zako­rzenioną men­tal­nie w męskim świecie).  Bar­bra Streisand wyreży­serowała film i obsadz­iła się w głównej roli co spraw­ia, że cały motyw prze­bra­nia nie jest tu bard­zo dosłowny – widz od razu widzi że ma do czynienia z kobi­etą. Ale za to reży­ser­ka i aktor­ka mogła zaśpiewać dwie główne piosen­ki – co biorąc pod uwagę jak dobrze Streisand śpiewa niko­mu nie przeszkadza.

Ponown­ie  — prze­branie nie musi być bard­zo wiary­godne bo kostium stanowi zachowanie.

Zakochany Szek­spir (Gwyneth Pal­trow) – zwierz bierze na koniec jeszcze motyw który będzie tu dla nas pars pro toto wszel­kich zabaw z płcią w kon­tekś­cie komedii roman­ty­cznych. Tu mamy oczy­wiś­cie dziew­czynę marzącą o real­iza­cji marzeń, których bez udawa­nia że jest się innej płci osiągnąć się nie da. Jed­nocześnie jed­nak  mamy motyw roman­ty­czny który może się roz­gry­wać tylko i wyłącznie jeśli dziew­czy­na nadal będzie udawała że jest kimś kim nie jest. Fakt że Gwyneth Pal­trow gra tu chłopa­ka (zresztą z taką charak­teryza­cją że nikt by się nie dał nabrać) jest właś­ci­wie dru­gorzęd­ny wobec fak­tu, że mamy wyko­rzys­tany motyw udawa­nia kogoś innego. Oczy­wiś­cie to jest zabawne kiedy kobi­eta uda­je mężczyznę by móc na sce­nie udawać kobi­etę (tak teatr elż­bi­etańs­ki daje tu pełne pole do popisu) ale tak naprawdę nie mamy tu żad­nej gry z moty­wem płci (może poza jed­ną scenę gdy okazu­je się że żad­na z zaan­gażowanych stron nie ma wprawy w roz­biera­niu kogoś z męs­kich ubrań). Przy czym warto zauważyć, że motyw dziew­czyny uda­jącej chłopa­ka mniej więcej w podob­nym mech­a­nizmie (bard­zo zła charak­teryza­c­ja i w sum­ie nie chodzi o płeć tylko o sam fakt udawa­nia)  może­my mówić w przy­pad­ku pol­skiej pro­dukcji Zło­ty Środek gdzie grała Anna Przy­byl­s­ka. Ponown­ie nie chodz­iło o płeć i tożsamość tylko o sam fakt udawa­nia. A udawanie mężczyzny jest najwyższą for­mą udawa­nia że nie jest się sobą.

Tu właś­ci­wie nie chodzi o udawanie mężczyzny tylko kogoś kim się nie jest

Jeśli przyjrzy­cie się temu zesta­wowi to jed­no powin­no wam się rzu­cić w oczy. Ilość dostrzeżonych czy wyróżnionych przez Amerykańską Akademię fil­mową ról.  Nom­i­nac­je dostały Glenn Close, Cate Blanchett, Julie Andrews nagrody Hilary Swank, Lin­da Hunt i Gwyneth Pal­trow – przy czym ta ostat­nia trochę na wyrost.  Wyraźnie jest dla członków Akademii coś intrygu­jącego w postaci męskiej granej przez kobi­etę. Być może ist­nieje przeko­nanie, że nie ist­nieje więk­sze wyzwanie aktorskie niż wyjść poza granice włas­nej płci. Dlaczego ten mech­a­nizm nie dzi­ała w drugą stronę? Jak widzi­cie na tej liś­cie jest zde­cy­dowanie mniej komedii – jak zwierz zauważył – mężczyz­na w stro­ju kobi­ety jest zabawny – kobi­eta w stro­ju męskim – już dużo rzadziej – a kiedy decy­du­je się żyć jak mężczyz­na, przekracza pewne tabu. Zwierz nie chce z tego wycią­gać zbyt daleko idą­cych wniosków (ufa że zro­bi­cie to we włas­nym zakre­sie) ale to spo­jrze­nie na właś­ci­wie ten sam motyw dobrze pokazu­je, jak pewne teo­re­ty­cznie iden­ty­czne zada­nia aktorskie funkcjonu­ją w zupełnie różnych kon­tek­stach. Co zresztą jest jeszcze ciekawsze, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w codzi­en­nym życiu to kobi­eta może dużo łatwiej naślad­ować wygląd mężczyzny (jeśli siedzi­cie w pra­cy w spod­ni­ach i mary­nar­ce to nikt się na was dzi­wnie nie spo­jrzy) niż mężczyz­na kobi­ety (jeśli przyjdziecie do pra­cy w spód­ni­cy na pewno ktoś zwró­ci wam uwagę, o ile w ogóle was wpuszczą).   I to jest moi drodzy właśnie ten straszny i fas­cynu­ją­cy gen­der o którym się tyle mówi. Tylko nie nasyła­j­cie na zwierza egzor­cysty. Nie podzi­ała.

Ps:  Zwierz przy­pom­i­na że 23. 11 będzie w Krakowie na Seri­alkonie. Wszyscy ci którzy narzeka­ją że zwierz jest w Warsza­w­ie a oni w Krakowie będą mieli szan­sę zobaczyć zwierza na żywo jak ten mówi o Down­ton Abbey i seri­alach bry­tyjs­kich.

Ps2: Zwierz ponown­ie naw­iedz­ił pod­cast Mysz­masz. 

24 komentarze
0

Powiązane wpisy