Home Ogólnie Noli tangere.… czyli zwierz rozważa kwestie zawłaszczania kultury

Noli tangere.… czyli zwierz rozważa kwestie zawłaszczania kultury

autor Zwierz

Hej

Zwierz musi wam się przyz­nać, że nad dzisiejszym wpisem myślał od bard­zo daw­na i kilka­krot­nie zasi­adał do jego napisa­nia szy­bko jed­nak rezygnu­jąc z pod­ję­cia tem­atu. Dopiero niedawny wpis zwierza o bisek­su­al­izmie w kinie i pop­kul­turze przekon­ał zwierza, że jakoś dobrze się wam roz­maw­ia na tem­aty może nieco bardziej społeczne (bo jed­nak trak­tu­je­my tu kul­turę jako ele­ment debaty społeczno/politycznej) więc czemu pozbaw­iać was możli­woś­ci pogada­nia na kole­jny tem­at. Dziś zwierz zajmie się kwest­ią Cul­tur­al appro­pri­a­tion. Cóż to takiego? W najwięk­szym i telegraficznym skró­cie to ter­min oznacza to prze­j­mowanie najczęś­ciej wyję­tych swo­jego pier­wot­nego kon­tek­stu ele­men­tów innej kul­tu­ry i dodawanie ich do włas­nej najczęś­ciej ignoru­jąc ich początkowe znacze­nie. Cul­tur­al appro­pri­a­tion ma sporo wspól­nego z dom­i­nacją kul­tu­ry zachodu która żywi się kul­tur­a­mi mniejszy­mi i słab­szy­mi (a właś­ci­wie gorzej reprezen­towany­mi) wybier­a­jąc z nich to co modne, ciekawe i egzo­ty­czne nie spoglą­da­jąc jed­nocześnie na to jak dane sym­bole były trak­towane pier­wot­nie. Cul­tur­al Appro­pri­a­tion może doty­czyć właś­ci­wie wszys­tkiego od ele­men­tów związanych z religią i trady­cją, przez strój, przy­cię­cie włosów czy niekiedy nawet jedze­nie. Poję­cie z natu­ry dość neu­tralne – wskazu­jące na relac­je między kul­turą domin­u­jącą a tą mniej znaną  funkcjonowało sobie całkiem dobrze w bada­ni­ach kul­tur­oz­naw­czych aż uderzyło w Inter­net. I tu z tym w sum­ie opisu­ją­cym dobrze znany (i dostrze­gany przez nas wszys­t­kich!) mech­a­nizm zro­biło się coś bard­zo niedo­brego. Zwierz pro­ponu­je swo­je spo­jrze­nie na kil­ka jego zdaniem myl­nych tropów, niepoko­ją­cych wniosków i prz­er­aża­ją­cych nieporozu­mień.

Tytułem wstępu: dwa doskon­ałe wpisy na tem­at popełniły — dawno Ninedin (w odpowiedzi na tekst Rusty) i niedawno Kayleigh90 od której zwierz poży­czył z kolei pomysł by zilus­trować wpis abso­lut­nie genial­ną sesją zdję­ciową “borders/granice” autorstwa Pio­tra Bon­dar­czy­ka.

Nic nie jest czarno białe – w Inter­ne­towych dyskus­jach moż­na dostrzec pewny dość sil­ny podzi­ał na – białych, którzy krad­ną kul­turę innym i na przed­staw­icieli różnych mniejs­zoś­ci etnicznych, od których kul­tura jest kradziona. Bycie białym w jak­iś sposób powin­no elim­i­nować nas z dyskusji o CA (zwierz będzie skra­cał jak Ninedin w swoim znakomi­tym wpisie na ten sam tem­at) – jako tych którzy zawsze będą się tłu­maczyć z popełnionych kul­tur­al­nych zbrod­ni. Jed­nak w tym założe­niu tkwi pewien błąd. Otóż założe­nie, że ist­nieje „biała” kul­tura. Jak chy­ba wszyscy może­my się zgodz­ić takie poję­cie nie ist­nieje – oczy­wiś­cie – może­my przyjąć, że pewne zachowa­nia wzglę­dem mniejs­zoś­ci obec­ne za cza­sów kolo­nial­nych były dziełem białego człowieka. Ale nie oznacza to, że wszyscy ludzie o jas­nej skórze wyk­sz­tał­cili jed­ną kul­turę. Ta dychoto­mia w dyskus­jach prowadzi do błęd­nego założe­nia, – że CA jeśli ist­nieje to prze­jaw­ia się wyłącznie na styku kul­tu­ry białej i kul­tur etnicznych (żeby nie popadać w bardziej rasowe wyróżni­ki). Tym­cza­sem praw­da jest taka, że tego typu prze­j­mowanie ele­men­tów kul­tu­ry zachodzi też wewnętrznie zarówno pomiędzy ludź­mi z różnych grup etnicznych jak i wśród ludzi białych jak śnieg. Doskon­ałym przykła­dem jest powszechne przyję­cie, że Irlandzkie czy Cel­ty­ck­ie sym­bole są ładne i wyko­rzysty­wanie ich przez ludzi na całym świecie do tat­u­aży czy zdo­bi­enia różnych pamiątek. Zresztą jak zwierz pode­jrze­wa my sami mamy sporo na sum­ie­niu wzglę­dem prze­j­mowa­nia w ten sposób ele­men­tów ważnych od kul­tur otacza­ją­cych nas ludów. Nasza nar­o­dowa skłon­ność do picia jed­nocześnie kawy i herbaty wyni­ka w dużym stop­niu z prze­ję­cia przez nas cud­zych oby­cza­jów – w chwili, kiedy trud­no było­by nazwać naszą kul­turę domin­u­jącą. Błę­dem jest kładze­nie nacisku na kolor skóry osób dokonu­ją­cych prze­ję­cia ele­men­tów kul­tu­ry – ważne jest przede wszys­tkim przy­należność do jakiejś kul­tu­ry. Zwierz jest przeko­nany, że nieza­leżnie od koloru skóry oso­ba żyją­ca w kul­turze amerykańskiej, anglosask­iej czy jakiejkol­wiek doj­mu­jącej na danym tere­nie dokonu­je pewnego prze­ję­cia kul­tur­owego.  Założe­nie, że pochodze­nie etniczne (zwłaszcza dalekie, – bo np. może­my założyć, że dziś czarnoskóry mieszkaniec Stanów Zjed­noc­zonych nie wiele ma wspól­nego ze swoi­mi czarnoskóry­mi Afrykański­mi przod­ka­mi i może ale nie musi się czuć związany z ich kul­turą) jest tu na pier­wszym miejs­cu, prowadzi do niepoko­jące sytu­acji gdzie wracamy do wyżs­zoś­ci pochodzenia nad wychowaniem, obec­noś­cią w danym miejs­cu czy kul­turze. A stąd o krok do rasiz­mu.

 

Zwierz musi powiedzieć, że ta cud­ow­na ses­ja zdję­ciowa zupełnie zmieniła jego spo­jrze­nie na pol­skie stro­je ludowe.

Nic nie jest prawdą wszędzie – zdaniem zwierza prob­lem z CA wyni­ka z tego, że jed­nocześnie roz­maw­ia­ją o niej oso­by zna­j­du­jące się w bard­zo różnych środowiskach kul­tur­owych. Najlep­szym przykła­dem jest spór o nosze­nie przez amerykanów pióro­puszy – ele­men­tu niesły­chanie ważnego w kul­turze rdzen­nych mieszkańców Stanów. Zwierz nie ma wąt­pli­woś­ci, że oso­ba zakłada­ją­ca na głowę pióro­pusz w Stanach musi zdawać sobie sprawę z całego okru­cieńst­wa tego zachowa­nia. Potomkowie ludzi odpowiedzial­ni za właś­ci­wie wykończe­nie Indi­an zakłada­ją ich odpowied­nik ich wojskowych odz­naczeń na głowę kiedy idą się baw­ić. Nietak­towność takiego zachowa­nia – czy wręcz jego głupota – jest łat­wo wyczuwal­na, zrozu­mi­ała w kon­tekś­cie, uza­sad­niona his­to­rycznie. Ter­az jed­nak weźmy małego Pola­ka, który zakła­da na głowę pióro­pusz idąc na zabawę Andrze­jkową. Czy robi on dokład­nie to samo, co Amerykanin? Zdaniem Inter­ne­tu – zde­cy­dowanie tak. Zdaniem zwierza – nie do koń­ca, – bo kon­tekst jego zachowa­nia – zwłaszcza his­to­ryczny jest zupełnie inny. Dla przykładu zwierz poda coś bliższego domowi, – jeśli jak­iś człowiek w Wielkiej Bry­tanii prze­bierze się za SS mana i pójdzie w takim stro­ju na bal prze­bier­ańców będzie to miało zupełnie inny wydźwięk niż oso­ba, która założy ten sam strój w Japonii. I choć obie raczej nie powin­ny tego robić, (co może­my przełożyć też na pióro­pusz) to kon­tekst jest tu zupełnie inny.   W kwestii kul­tu­ry wyda­je się, że kon­tekst jest najważniejszy – zresztą sam prob­lem CA – tak powszech­nie rozważany w USA w Polsce wyda­je się być tem­atem właś­ci­wie mar­gin­al­nym – bo za sprawą prze­ta­sowań dziejowych – nie mamy właś­ci­wie na co dzień sty­cznoś­ci z kimkol­wiek kogo mogliśmy w przeszłoś­ci kul­tur­al­nie obrabować.

  Przewrotne pytanie — czy zwierz jako polak ma więk­sze pra­wo do stro­ju Kaszbuskiego niż uwieczniony na zdję­ciu Jonathan z Meksyku?

Nic nie unosi się nad woda­mi — zdaniem zwierza pewnym błę­dem osób wytyka­ją­cych sobie wza­jem­nie CA jest pewne założe­nie, że jak duch nad woda­mi tak i nad ludzkoś­cią unosi się duch potenc­jal­nie urażonych członków jakiejś społecznoś­ci. Weźmy przykład z jedze­niem pałeczka­mi – zdaniem niek­tórych nie powin­no się ich jeść, ponieważ obraża się tym samym Japończyków. Zwierz powie szcz­erze – nie wierzy w zbiorowego ducha japońskiego, którego zwierz może uraz­ić jedząc sushi pałeczka­mi. Wierzy, że może uraz­ić konkret­nych Japończyków zachowu­jąc się w ich obec­noś­ci bez sza­cunku dla ich kul­tu­ry, wierzy, że nie powinien wyrażać się negaty­wnie o kul­tur­ach i ich przed­staw­icielach, jako iż póki nie poz­na się wszys­t­kich póty nikt nie ma prawa wyrokować o kul­turze lub nacji. Ale zwierz nie wierzy by takie dzi­ałanie mogło owego unoszącego się ducha japońskiego uraz­ić. Podob­nie jak chy­ba niko­go z was nie urazili­by Japończy­cy przy­go­towu­ją­cy na drugim krańcu globu kutię. Oczy­wiś­cie więk­szość naszych zachowań wzglę­dem innych kul­tur odby­wa się na odległość, ale ist­nieje pewien zbiór zachowań, które zda­ją się obrażać jedynie tego mity­cznego potenc­jal­nego ducha jakiejś grupy. Którego nikt na oczy nie widzi­ał. Co więcej jest to duch zawsze obur­zony co po raz kole­jny spraw­ia że o mniejs­zoś­ci­ach myśli się jako o grupie wciąż narzeka­jącej, niezad­owolonej i niszczącej zabawę – co  nie przy­czy­nia się do prób poz­na­nia czy zrozu­mienia.

Zwierz wie, że trud­no odpowiadać na to z takiej per­spek­ty­wy ale jest ciekawy czy jakikol­wiek mieszkan­ka kaszub obraz­iła­by się na to zdję­cie. Zwierz ma taką cichą nadzieję że nie jest bo jest znakomite.

Siedź w swoim pudełku – kole­jną niebez­pieczną skłon­noś­cią ludzi roz­maw­ia­ją­cych o CA jest przeko­nanie, że jesteśmy do swoich kul­tur przyp­isani. To przeko­nanie wychodzi z założe­nia, że „nie wszys­tko jest dla białych” – od hen­ny począwszy poprzez dredy po nosze­nie bin­di. Oczy­wiś­cie takie myśle­nie prowadzi do dość niepoko­jącej sytu­acji sugeru­jącej, że każdy z nas ma swo­ją etniczną granicę, w której powinien się zmieś­cić. Niepoko­jącą zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, że tak ścisłe podzi­ały nie przynoszą korzyś­ci – kul­tura rośnie na przenika­niu się, nie zaś na izo­lacji – zresztą od hen­ny przez bin­di po dredy nie moż­na stwierdz­ić dokład­nie, kto był pier­wszy. To, że włosy mieszkańców Afry­ki układały się zde­cy­dowanie lep­iej w takiej fryzurze nie oznacza, że przy głęb­szych poszuki­wa­ni­ach nie okaże się, że fryz zawdz­ięcza­my Nean­der­tal­czykom i wszyscy, jako Homo Sapi­ens jesteśmy podły­mi naślad­ow­ca­mi. Zwierz oczy­wiś­cie żar­tu­je, ale cza­sem ma wraże­nie, że pomysł by do danej częś­ci kul­tu­ry miał pra­wo tylko ten, kto dopadł doń, jako pier­wszy nie za dobrze by się sprawdz­ił (nie daj boże, co by było gdy­by ludy basenu morza śródziem­nego postanow­iły zachować pis­mo dla siebie).  No dobra, ale żeby nie prze­sadz­ić – rzeczy­wiś­cie jest prawdą, że prze­j­mowanie pewnych ele­men­tów bez zrozu­mienia ani chę­ci zrozu­mienia jest rzeczy­wiś­cie dość szem­rane. Ale jeśli bin­di przy­czepia sobie do czoła biała dziew­czy­na, która uczy się hin­dus­kich tańców, mitologii, języ­ka, podróżu­je do Indii to może­my spoko­jnie stwierdz­ić, że korzys­ta z niego w taki sposób, w jaki wyz­naczyła go kul­tura. Jeśli ktoś korzys­ta z hen­ny poz­nawszy wcześniej jej his­torię, trady­cję i znacze­nie to dorzu­ca włas­ny artysty­czny styl do artysty­cznej metody, którą znalazł w innej kul­turze, to nie naigry­wa się z trady­cji. Jeśli ktoś nosi dredy czy irokeza nie tyle z mody, co dla wyraże­nia pewnej ide­ologii (np. bun­tu) to właś­ci­wie korzys­ta z fryzury podob­nie jak ci, którzy po raz pier­wszy się na nią zde­cy­dowali.  Ode­branie tego komuś z racji jego koloru skóry oznacza, że staw­iamy etniczność i pochodze­nie poza tym, co naprawdę się liczy – zrozu­mie­niem sym­bolu, poszanowaniem i wyko­rzys­taniem go do tego celu, do jakiego został stwor­zony.

  Czy mieszka­ją­ca od lat w Polsce Japon­ka może wys­tąpić w kostiu­mie z Lubli­na? 

 

Wyz­nacza­jąc granice oburzenia – kole­jnym prob­le­mem – zdaniem zwierza, to sam poziom prowadzenia dyskusji w Internecie. Wiele osób – nieza­leżnie od pod­chodzenia – czu­je się w obow­iązku narzu­cać pewne oburze­nie postępowaniem wzglę­dem kul­tu­ry innym osobom o tym samym pochodze­niu. Zwierz wie, że brz­mi to pokręt­nie, ale wyda­je się mu, że w bard­zo wielu przy­pad­kach CA jest w sum­ie sprawą do rozważe­nia nie tyle przez społeczność, co przez jed­nos­tkę. Zapewne ist­nieją rdzen­ni amerykanie którzy wchodząc do domu swoich szkol­nych zna­jomych widzą łapacze snów i czu­ją że ich poważnie urażono. Zapewne też ist­nieją tacy, którzy w ogóle tego nie czu­ją i tacy, dla których to miły ukłon w stronę ich kul­tu­ry. Są też ci, którzy sprzeda­ją łapacze snów sami – wyraźnie woląc sko­rzys­tać na takiej fas­cy­nacji niż się oburzać. Narzu­canie nam wszys­tkim jedynych odczuć może okazać się zgub­ne o tyle, że nie ma chy­ba nic bardziej niepoko­jącego niż taka a nie inna inter­pre­tac­ja kul­tu­ry. Co więcej sugeru­je to, że ludzie wychowani w danej kul­turze stanow­ią geniczną grupę, która ma jeden pogląd – to  z kolei sprzy­ja do postrze­ga­nia wszys­t­kich nie jako jed­nos­t­ki tylko przed­staw­icieli danej etnicznoś­ci czy mniejs­zoś­ci. Co zwierza bardziej niepokoi niż głupota osób przyk­le­ja­ją­cych sobie bin­di do czoła na kon­cer­tach. Prze­cież nie ma Hin­dusów, Amerykanów czy Afrykańczyków – są nac­je, plemiona, nar­o­dy, szczepy, religie, sek­ty – każ­da z nich może mieć do tego samego ele­men­tu inne pode­jś­cie. Wyz­nacza­jąc jeden mod­el zachowa­nia narzu­camy tym strasznie zróżni­cow­anym grupom jakąś sztuczną  homogeniczność.

Pytanie które pow­tarza zawsze jest to samo — co jest ważniejsze — intenc­je czy przy­należność z “nada­nia” do jakiejś kul­tu­ry

Nic nie jest proste – zwierz brz­mi jak obroń­ca CA tym­cza­sem doskonale rozu­mie, że są sytu­acje, w których granice bywa­ją przekroc­zone. O ile zwierz nie zgadza się by jakiekol­wiek świę­to ograniczać tylko do osób jed­nej etnicznoś­ci, to moż­na zrozu­mieć Meksykanów mają­cych dość utożsami­a­nia Cinqo de mayo z dniem, w którym moż­na się uch­lać. Ale chy­ba bardziej widać to na przykładzie małych i więk­szych kul­tur afrykańs­kich czy połud­niowo amerykańs­kich – trady­cyjne wzo­ry, kro­je, biżu­te­ria – to prze­j­mu­je się bez zas­tanowienia nie czu­jąc nawet, że dokonu­je się „wro­giego prze­ję­cia”. Co więcej o ile np. w przy­pad­ku prze­ję­tych ele­men­tów kul­tu­ry japońskiej nawet prze­j­mu­ją­cy umieją dokład­nie wskazać skąd wzięli np. sushi o tyle w przy­pad­ku kul­tu­ry afrykańskiej dochodzi do rozmy­cia. Nie ma poczu­cia, że prze­j­mu­je się coś wymyślonego przez konkret­nych ludzi o określonych trady­c­jach – w ogóle określe­nie kul­tura afrykańs­ka jest doskon­ałym przykła­dem takiego rozmy­cia myśle­nia o przy­należnoś­ci pewnych ele­men­tów kul­tur­owych. Afry­ka jest prze­cież tak niesamowicie różnorod­na, że wzo­ry afrykańskie brzmią jak kom­plet­na bzdu­ra. Pod tym wzglę­dem CA jest rzeczy­wiś­cie zjawiskiem niebez­piecznym i niewiele wnoszą­cym do świado­moś­ci kul­tur­owej osób, które zabier­a­ją sobie to co ładne i modne nie inwes­t­u­jąc cza­su i energii w poz­nanie źródeł zabranych ele­men­tów. Tu rzeczy­wiś­cie zwierz poważnie by się zas­tanaw­iał nad pra­wom­oc­noś­cią takich zachowań a właś­ci­wie nad ety­cznym wymi­arem takiego prze­j­mowa­nia ele­men­tów kul­tu­ry. Bo rzeczy­wiś­cie to jest spuś­ciz­na kolo­nial­iz­mu gdzie wszys­tko co egzo­ty­czne należy do nas.

  Czy jeśli mi nie przeszkadza że ktoś nosi strój ludowy z mojego kra­ju czy mogę żałożyć strój z jego kra­ju?

 

Absurd naszym przy­ja­cielem jest” – no właśnie najwięk­szym prob­le­mem w dyskus­jach nad CA jest doprowadzanie sprawy do absur­du. Wszyscy chy­ba może­my przyz­nać, że jeśli idziesz do włoskiej kna­jpy i jesz Piz­zę to nie dokonu­jesz CA, podob­nie wtedy, kiedy słuchasz sobie japońskiej muzy­ki trady­cyjnej albo nawet wtedy, kiedy z przy­jem­noś­cią wiesza­sz na ścian­ie repro­dukc­je religi­jnych obrazów, (co oznacza mniej więcej powiesze­nie sobie na ścian­ie zarówno obraz­ka ze świę­ty­mi jak i repro­dukcji Car­avaggia), – mimo że np. jesteś bud­dys­tą. CA łat­wo doprowadz­ić do absur­du czy do czys­tego rasiz­mu, który kolorowi skóry przyp­isu­je nieprzekraczalne granice etnicznej kul­tu­ry. Doprowadzanie spraw do absur­du (dla zwierza przykła­dem są wszelkie zas­trzeże­nia doty­czące jedzenia) wyni­ka z nad­mi­aru dobrych intencji częs­to widzianego w Internecie i zapewne naras­ta­jącej frus­tracji częś­ci grup. Dla zwierza taki kul­tur­al­ny radykalizm w imię zachowa­nia poprawnoś­ci jest o tyle groźny, że absurd łat­wo moż­na wyko­rzys­tać w argu­men­tacji odwrot­nej. Sko­ro nie wol­no mi ćwiczyć jogi (oczy­wiś­cie pozbaw­ionej wszys­t­kich ele­men­tów religi­jnych czy raczej duchowych rozu­mi­anej, jako zestaw ćwiczeń) tobie nie wol­no ćwiczyć bok­su, jeśli nie jesteś z Anglii, sko­ro ja nie mogę się nauczyć two­jego języ­ka to ty nie możesz się uczyć ang­iel­skiego, sko­ro ja nie mogę jeść sushi to odd­aj mi ham­burg­era. Tym­cza­sem prob­lem – pewnych zachowań pozosta­je zupełnie nie rozwiązany a ludzie prz­erzu­ca­ją się dyskus­ja­mi o tym czy biały człowiek może nosić dredy czy nie – co przy­na­jm­niej w opinii zwierza świad­czy o całkow­itym niezrozu­mie­niu tem­atu. Przy­na­jm­niej dla zwierza brz­mi to trochę jak spór czy człowiekowi wol­no się golić, jeśli nie jest starożyt­nym Rzymi­a­n­inem.

  Czy jeśli wszys­tko jest zgodne z kon­tek­stem i się zgadza to nadal przekraczam granice tylko dlat­ego, że sięgam po nie swo­je?

 Siedząc na pło­cie- Zwierz męczy was litym tek­stem od kilku stron a prze­cież nie dotknął jeszcze tego, co dla zwierza jest w całej tej dyskusji najważniejsze oso­biś­cie. Otóż roz­mowy o CA właś­ci­wie nie dopuszcza­ją ist­nienia osób takich jak zwierz. Zakłada­ją one, że ist­nieje zgod­ność pomiędzy kul­turą, etnicznoś­cią, nar­o­dowoś­cią, religi­jnoś­cią i pochodze­niem. W takim myśle­niu samo pochodze­nie czyni nas strażnika­mi danych ele­men­tów kul­tur­owych – i daje nam pra­wo do ich wyko­rzysty­wa­nia. Wedle tego samego schematu – prze­j­mowanie przez innych ele­men­tów kul­tu­ry, z której wychodz­imy powin­no nas oburzać – a oni sami – nie powin­ni wycią­gać po nią dłoń. Prob­le­my pojaw­ia­ją się w przy­pad­ku jed­nos­tek takich jak zwierz.  Wedle tego sposobu myśle­nia zwierz z racji pochodzenia powinien czuć się w jakimś stop­niu strażnikiem kul­tu­ry albo trady­cji żydowskiej. Prob­lem pole­ga jed­nak na tym, że zwierz nie jest z nią związany – ani religi­jnie ani kul­tur­al­nie – jedynie taki a nie inny zbiór przod­ków w jak­iś sposób wiąże go z tą kul­turą. Zwierz nie ma do niej więcej prawa niż oso­ba o całkowicie słowiańskim pochodze­niu. Jed­nak  wedle niek­tórych strażników CA wystar­czy to by zwierz chodz­ił po fes­ti­walu Singera wkur­zony i wściekał się na każdego Pola­ka prze­branego za żydowskiego mieszkań­ca Warsza­wy (choć serio jak reklam­owali fes­ti­w­al klipem gdzie chłopak tańczył z dziew­czyną a obo­je byli w trady­cyjnych stro­jach to coś zwierza skrę­ciło. Ale raczej jako his­to­ry­ka) oraz wytrą­cał ludziom z rąk talerze z czu­len­tem w kna­jpie na Kaz­imierzu. Inny przykład – zwierz uczęszczał na kursy Jidysz. Gdy­byśmy mieli uznać, że nau­ka języ­ka (zwłaszcza takiego, który należał wyłącznie do bard­zo określonej mniejs­zoś­ci) należy wyłącznie do osób takiego a nie innego pochodzenia, należało­by wyrzu­cić ¾ grupy z wykład­ow­czynią włącznie. Prob­lem w tym, że zwierz z kursów w końcu zrezyg­nował i gdy­by na jego głowie było przetr­wanie pamię­ci o jidysz to zwierz zaw­iódł­by na całej linii.  Zwłaszcza że nigdy nie miał sty­cznoś­ci z samym językiem i jego kul­turą i był on dla niego równie obcy co dla każdej innej oso­by na sali. Z drugiej strony może­my się zas­tanaw­iać czy rodz­i­na zwierza łamią­ca się opłatkiem w cza­sie Wig­ilii, nie dokonu­je właśnie aktu CA. W końcu bierze­my ważny religijny/kulturowy ele­ment i odt­warza­my go – nie zawsze (a nawet częs­to zupełnie bez) biorąc pod uwagę jego pier­wotne znacze­nie. Jed­nak gdy­byśmy przyjęli taką inter­pre­tację oznacza­ło­by to, ze zwierz żyjąc w kul­turze, w której się wychował popeł­nia na każdym kroku jej zawłaszcze­nie. Oczy­wiś­ci zwierz zda­je sobie sprawę, że nie o to chodzi w CA ale bard­zo częs­to taki schemat myśle­nia o kwestii pojaw­ia się w Internecie. Sposób myśle­nia zdaniem zwierza szkodli­wy i co ważne kom­pro­mi­tu­ją­cy wcale nie takie złe założe­nie, ze do innych kul­tur należy pod­chodz­ić z sza­cunkiem.

  Jeśli nie czu­je­my przy­należnoś­ci tylko do jed­nej kul­tu­ry to co wtedy?

Wobec tych wszys­t­kich wąt­pli­woś­ci pozosta­je pytanie, – co wobec tego? Zdaniem zwierza sprawdza się tu stara dobra zasa­da, która jakoś nigdy nie potrze­bowała spec­jal­nych ter­minów ani długich rozmów na tum­blr. Ważne jest by do innych ludzi, ich wierzeń i kul­tu­ry pod­chodz­ić z sza­cunkiem, ale i otwartoś­cią. Co więcej ważne jest by w ten sam sposób pod­chodz­ić do ludzi zain­tere­sowanych naszą kul­turą. Sko­ro chce­my by wymi­ana kul­tur­owa prze­b­ie­gała na równi – ważne jest by wszyscy szukali nie tyle sym­boli, ale infor­ma­cji i inter­pre­tacji. Co zresztą może się okazać też dobre dla nas, bo sami rzad­ko poświę­camy czas na reflek­sję nad naszą włas­ną kul­turą i znacze­niem obec­nych w niej ele­men­tów.  Z pewnoś­cią ważne jest by pamię­tać przede wszys­tkim o real­nych ludzi­ach – i to im starać się nie zro­bić przykroś­ci — nie ważne czy to mniejs­zość bliska czy dale­ka, – jeśli mamy pode­jrze­nie, że może­my kogoś per­son­al­nie obraz­ić (a nie tylko wyobrażonego wiecznie obrażonego ducha nar­o­du) wtedy zawsze należy się wyco­fać. No i pod żad­nym pozorem nie może­my zachowywać się na zasadzie – ja mogę sobie wziąć bin­di bo ono nic nie znaczy ale krzyże w kol­czykach to już prze­sa­da. Sko­ro jeden sym­bol nic nie znaczy u nas to w takim razie nasz sym­bol (uogól­nie­nie, bo zwierz korzys­ta z takiego rozmytego „my’) może nic nie znaczyć dla innych. Albo wychodz­imy z założe­nia, że dla obu stron coś znaczy i wtedy bin­di zakładamy tylko w wyz­nac­zonych okaz­jach i prosimy o nosze­nie krzyża z sza­cunkiem. Ale nie dajmy się też zwar­i­ować – w tym wza­jem­nym poszanowa­niu kul­tur nie powin­niśmy a wręcz nie może­my ograniczyć się wyłącznie do włas­nej kul­tu­ry. Oczy­wiś­cie prędzej dziew­czy­na z zachodu spróbu­je założyć Sari niż dziew­czy­na z Indii Strój Łow­ic­ki. Ale obie powin­ny mieć szan­sę to zro­bić. Zwłaszcza, jeśli naprawdę nie mają złych intencji. Stra­ch przed inny­mi kul­tur­a­mi nic dobrego nie przyniósł.

  I najważniejsze pytanie 0 czy komuś to szkodzi? To zdję­cie na pewno niko­mu

Może­cie powiedzieć, że to per­spek­ty­wa europe­js­ka, biała, oso­by, która za swo­je pochodze­nie etniczne czy kul­tur­owe nigdy nie musi­ała płacić (część osób twierdzi, że CA jest dlat­ego takie złe bo ludzie prze­j­mu­ją ele­men­ty kul­tu­ry bez opresji która wiąże się z przy­należnoś­cią do niej). Tak zwierz powie szcz­erze – to jest taka per­spek­ty­wa – ale czy da się z niej wyjść? Nie, w każdym razie nie całkowicie (bez popada­nia w egzal­tację czy karykat­u­ral­ność). Zwierz nigdy nie miał zami­aru niko­go skrzy­wdz­ić ani wyko­rzys­tać jego kul­turę w sposób niewłaś­ci­wy. Zarówno wtedy, kiedy jadł pałeczka­mi jak i wtedy, kiedy nosił podarowane mu przez przy­jaciółkę sprowad­zone z Amery­ki Połud­niowej kol­czy­ki z pióra­mi (te też ponoć stanow­ią naduży­cie kul­tur­owe). Co więcej zwierz myśli, że tak naprawdę niko­go nie zranił ani nie obraz­ił. Obraza kry­je się tam gdzie zabier­amy ludziom pra­wo do gło­su, przytłacza­my ich kul­turę i nie pozwalamy przyz­nać się światu do tego co stanowi osiąg­nię­cie danej nacji. Obraza jest tam gdzie mając szanse na bezpośred­nie spotkanie ignoru­je­my możli­wość uraże­nia czyich uczuć.  Tylko, że nieste­ty – im dłużej roz­maw­iamy o jedze­niu pałeczka­mi i o tym, kto ma jak pra­wo się czesać tym bardziej ucieka nam prawdzi­wy prob­lem. A prob­lem jest taki, że na świecie są tysiące kul­tur, o których nigdy nawet przez chwilę niczego nie chcieliśmy się dowiedzieć.  Im dłużej kłócimy się o pałecz­ki tym dłużej niczego się nie dowiemy.

Ps; Zwierz jest tak mniej więcej w 90% przeko­nany, że nie jest przeko­nany co do przed­staw­ionych w tekś­cie tez. Ale to jest ważne, tak zupełnie na mar­gin­e­sie – posi­adanie opinii co do których nie jesteśmy stupro­cen­towo pewni. Dla zwierza taka giętkość włas­nych przekon­ań zwłaszcza w tego typu kwes­t­i­ach jest jed­nym z najważniejszych wyz­naczników sposobu myśle­nia człowieka kul­tur­al­nego.

Ps2: Zwierz obiecu­je, że jutro będzie o grach. Ż

109 komentarzy
0

Powiązane wpisy