Home Aktorzy Od wybrzeża do wybrzeża czyli zwierzowy przegląd aktorów amerykańskich (część II)

Od wybrzeża do wybrzeża czyli zwierzowy przegląd aktorów amerykańskich (część II)

autor Zwierz
Od wybrzeża do wybrzeża czyli zwierzowy przegląd aktorów amerykańskich (część II)

We wczo­ra­jszym wpisie zwierz zajął się wschodzą­cy­mi gwiaz­da­mi amerykańskiego kina, dziś chci­ał­by się zająć aktora­mi których pozy­c­ja w Hol­ly­wood jest już raczej ustalonych. Choć ponown­ie taka klasy­fikac­ja dostar­cza pewnych trud­noś­ci, bo niek­tórzy mają na kon­cie więcej osiąg­nięć niż inni. Zwierz pisząc ten wpis doszedł do wniosku, że nie jest w stanie ułożyć listy tak by wszyscy byli sobie równi. Na całe szczęś­cie to lista zwierza i może robić co chce.

Ponown­ie zwierz przy­pom­i­na, że układa­jąc listę kierował się przede wszys­tkim sym­pa­tią do aktorów, a  niekoniecznie ich tal­en­tem. Choć zdaniem zwierza wszyscy na liś­cie są utal­en­towani, ale zawsze zna­jdą się malkon­tenci styka­ją­cy osób pominię­tych czy bardziej zasługu­ją­cych na wymie­nie­nie w spisie. Jed­nocześnie zwierz nie ma najm­niejszej wąt­pli­woś­ci, że gdy­by zaczął wymieni­ać wszys­t­kich aktorów którzy potenc­jal­nie zasługu­ją na wymie­nie­nie w takim spisie to pewnie trze­ba było­by zmienić pro­fil blo­ga.

Brad Pitt – zwierz przyz­na szcz­erze, że przez lata należał do grona które nie miało o Bradzie Pittcie i jego zdol­noś­ci­ach aktors­kich zbyt dobrego zda­nia. Kiedy jak­iś aktor jest bard­zo inten­sy­wnie kre­owany na gwiazdę i pod­kreśla się jego ide­al­ną fil­mową urodę, to szy­bko moż­na dojść do wniosku, że za kari­erą stoi jedynie miły uśmiech i błysk niebies­kich oczu. Zwierz pol­u­bił Pit­ta kiedy aktor nieco zmienił reper­tu­ar w którym się pojaw­ia. Kiedy zniknęli ci wszyscy cier­pią­cy  i roman­ty­czni kochankowie a pojaw­iły się role w których Pitt zde­cy­dowanie został obsad­zony w roli kome­diowej czy dru­go­planowej, wtedy zwierz zdał sobie sprawę, że ma do czynienia z doskon­ałym aktorem. Zresztą to ogól­nie ciekawy przy­padek bo Pitt nigdy nie tracąc swo­jego sta­tusu abso­lut­nej gwiazdy  naprawdę gra  w ostat­nich lat­ach głównie w pro­dukc­jach w których dosta­je rolę raczej na drugim planie (albo rolę nie do koń­ca poważną).  Poza tym to jed­nak jest naprawdę przyz­woity aktor i jeśli ma ciekawy pro­jekt (a takim była przy­na­jm­niej z punk­tu widzenia jego bohat­era Furia) to nie trud­no się dzi­wić, że tak dłu­go utrzy­mu­je się wśród najbardziej pop­u­larnych aktorów w Hol­ly­wood. Zwierz pochy­lał się kiedyś dłużej nad kari­erą Bra­da Pit­ta w tym wpisie.

Robert Downey Jr – zwierz musi przyz­nać, że podob­nie jak bard­zo wielu widzów zwró­cił uwagę na akto­ra gdzieś w okoli­cach Iron Mena. Wcześniej świado­mość ist­nienia Rober­ta Downeya Jr ograniczał się jedynie do wys­tępu­ją­cych gdzieś na peryfe­ri­ach mózgu infor­ma­cji o tym, że Ally McBeal opuś­cił w niesław­ie. Kiedy zwierz zaczął nadra­bi­ać fil­mo­grafię akto­ra doszedł do wniosku, że ma z nim prob­lem. Z jed­nej strony abso­lut­nie uwiel­bia jego styl gry,  w którym właś­ci­wie zawsze widać manieryzmy nie postaci ale akto­ra. Z drugiej strony – zwierz ma wraże­nie, że paradok­sal­nie kari­era Downey’a Jr była naj­ciekawsza przed jego olbrzymim komer­cyjnym sukce­sem, kiedy – głównie z powodów prob­lemów z ubez­piecze­niem, gry­wał w mniejszych pro­dukc­jach – niekoniecznie nastaw­ionych na wiel­ki zysk. Jed­nocześnie zwierz musi przyz­nać, że nawet wtedy kiedy jest nieco ziry­towany pow­tarzal­noś­cią pewnych gestów czy zachowań jego bohaterów z różnych filmów, to nadal zawsze pójdzie na następ­ną pro­dukcję. Głównie dlat­ego, że zwierz jest abso­lut­nie przeko­nany, że Downey Jr jest zde­cy­dowanie lep­szym aktorem niż wyma­ga­ją tego od niego pro­du­cen­ci i twór­cy kole­jnych filmów Mar­vela. I kiedy trafi na dobrego reży­sera to umie ten tal­ent w pełni pokazać.

Kevin Spacey – z Kevinem Spacey jest tak, że niby wszyscy wiedzą że to wybit­ny aktor i wiedzą to od daw­na ale dopiero gdzieś w okoli­cach House of Cards przes­tano ten fakt trak­tować jak tajem­nicę poliszynela wiel­bi­cieli kine­matografii. Serio poza kilko­ma wpad­ka­mi Kevin Spacey błyszczał tal­en­tem od lat. Zwierz jest abso­lut­nie przeko­nany, że sukces House of Cards to przede wszys­tki­mi efekt tego, że nie da się przes­tać słuchać kiedy Spacey do ciebie mówi. Zwierza zresztą bawi, że Spacey to taki aktor którego sporo osób nie kojarzy. Zwierz ma wraże­nie, że to jest wynik nie tego, że mało gra ale tego, że pamię­ta się jego posta­cie a nie samego akto­ra. I co ważne – Spacey robi to inaczej niż poprzez fizy­czną trans­for­ma­cję. U niego to znikanie w roli wyni­ka z fak­tu pewnej inten­sy­wnoś­ci gra­nia. Inaczej – jego posta­cie są tak dobrze zarysowane że po pros­tu zakry­wa­ją akto­ra. I tak w sum­ie powin­no być. Jasne zdarza­ją mu się – jak każde­mu wpad­ki – łącznie z filmem nakrę­conym wyłącznie dla włas­nej próżnoś­ci, gdzie aktor mógł sobie pośpiewać. Ale z drugiej strony – jeśli widzieliś­cie jakikol­wiek wywiad w którym Spacey naślad­ował sposób mówienia innych aktorów to wiecie, że przy­na­jm­niej tu nie ma wąt­pli­woś­ci. Nikt w Hol­ly­wood nier­o­bi tego lep­iej.

Keanu Reeves – z Keanu zwierz ma dość dzi­wną sytu­acją. Otóż np. zwierz nie lubi Matrixa i niekoniecznie podoba­ją mu się wszys­tkie pro­jek­ty w jakich wys­tępował aktor. Podob­nie swoisty prob­lem stanowi oce­na jego możli­woś­ci aktors­kich ponieważ – jak może wiecie – aktor nie zmienia wyrazu twarzy, co utrud­nia stwierdze­nie czy gra dobrze czy źle. Jed­nak kiedy zwierz patrzy na fil­mo­grafię akto­ra dochodzi do ciekawego wniosku, nieza­leżnie od tego jak bard­zo nien­aw­idzi Matrixów (może nie pier­wszej częś­ci ale na pewno dwóch kole­jnych które były wręcz zaskaku­ją­co pozbaw­ione ducha) to widzi­ał właś­ci­wie wszys­tkie filmy z aktorem. Przy czym cza­sem zdarza­ją się role – jak John Wick w których Keanu nie musi zmieni­ać wyrazu twarzy i wszyscy nagle odkry­wa­ją że są role które mógł­by zagrać tylko on. Zwierz przyz­na też szcz­erze, że od daw­na ma nadzieję, ze Keanu w końcu przes­tanie być smut­nym Keanu i Inter­net zaczną zale­wać infor­ma­c­je o tym jaki jest szczęśli­wy także w życiu pry­wat­nym. Zwierz jakoś temu kibicu­je bo w sum­ie pod tą abso­lut­nie nie zmieni­a­jącą się (ale też nie starze­jącą się!) maską którą Keanu ma zami­ast twarzy chy­ba kry­je się miły człowiek.

Mark Ruf­fa­lo – jeśli kiedykol­wiek obser­wowal­iś­cie twit­tera akto­ra to łat­wo dojść do wniosku, że to żaden aktor tylko akty­wny dzi­ałacz eko­log­iczny. Serio 99% jego twet­tów doty­czy wydoby­cia gazu łup­kowego i wszys­t­kich nieszczęść jakie może to przynieść osobom mieszka­ją­cym w okoli­cach. Co ciekawe Ruf­fa­lo zawsze wydawał się zwier­zowi taką niesły­chanie spójną pub­liczną per­soną. Jasne gra ter­az w fil­mach Mar­vela (i jest naprawdę ide­al­nym Hulkiem) ale  poza tym zwierz kojarzy go przede wszys­tkim z filmów raczej nieza­leżnych, które jakoś dobrze się w głowie zwierza kom­ponowały z tą troską o środowisko i sprawy społeczne. Jed­nocześnie pozy­c­ja akto­ra zawsze wydawała się zwier­zowi dość ciekawa, bo choć kojarzy go naprawdę sporo osób, to właś­ci­wie gry­wa on raczej w mniejszych a nie w więk­szych pro­dukc­jach. Co więcej jest w nich dużo lep­szy – przy­na­jm­niej zdaniem zwierza. Zwierznie będzie ukry­wał ‚że jego zdaniem Ruf­fa­lo nie jest aktorem wybit­nym ale za to bard­zo sprawnym. Tzn. jego posta­cie są w sum­ie do siebie bard­zo podob­ne (trochę jak w przy­pad­ku RDJ ale mniej charyz­maty­czne) ale jakoś tak dobiera role że pewne obec­ne w jego grze manieryzmy nie przeszkadza­ją. Zwierz cały czas uważa że Mar­vel powinien zro­bić osob­ny film wyłącznie o Halku bo jest strasznie ciekawy jak Ruf­fa­lo poradz­ił­by sobie z takim zdaniem

George Clooney – to ciekawy przy­padek kiedy moż­na śledz­ić kari­erę akto­ra dosłown­ie od momen­tu kiedy nabrała tem­pa – zwierz naprawdę pamię­ta jakie wraże­nie zro­bił na nim tamten pamięt­ny odcinek ER gdzie Clooney jako super bohater ratował uwięzionego w kanale bur­zowym chłop­ca. Trze­ba zresztą przyz­nać, że Clooney jako aktor jest dość intrygu­jącą postacią. Teo­re­ty­cznie powinien być ide­al­nym aktorem pier­wszego planu, najlepiej w pro­dukc­jach sen­sacyjnych. Jed­nak poza rolą Dan­nego Oce­na zde­cy­dowanie lep­iej wychodz­iły mu role w których mógł wyko­rzys­tać swój tal­ent kome­diowy. Choć sprawdza się w poli­ty­cznych thriller­ach to jed­nak nie ukry­wa­jmy – najwięcej potrafili z niego wyciągnąć bra­cia Coen którzy w swoim niepow­tarzal­nym sty­lu kaza­li mu grać bohaterów niekoniecznie najin­teligent­niejszych, ale zawsze uroczych. Clooney zresztą doskonale odna­jdy­wał się w takiej kon­wencji – kładąc kłam pewne­mu chy­ba dość rozpowszech­nione­mu przeko­na­niu, ze wcale jakoś super dobrym aktorem nie jest. Sym­pa­tia zwierza do Clooneya bierze się też stąd, że zwierz ogól­nie lubi aktorów którzy w pewnym momen­cie biorą się za reży­serowanie i pro­dukowanie filmów (czy też pisanie sce­nar­iuszy) – dla zwierza świad­czy to o jakieś wielkiej kreaty­wnej energii i nawet jeśli nie wychodzi (Clooney­owi aku­rat wychodzi) to zwierz i tak ceni pró­by wyr­wa­nia się z wykony­wa­nia tylko jed­nego zawodu. Obec­nie mówi się, że Clooney naprawdę chci­ał­by się prz­erzu­cić na poli­tykę. Zdaniem zwierza mógł­by zostać prezy­den­tem USA. Wygląd ma ide­al­ny. A w sum­ie to się naprawdę liczy.

 

Bruce Willis – zdaniem zwierza naj­gorsza rzecz jaka przy­darzyła się Willisowi to Szk­lana Pułap­ka. Bo wszyscy zaczęli postrze­gać go jako twardziela, obow­iązkowego akto­ra kina akcji, jed­nego z pak­erów z lat 80. Kwes­t­ia pole­ga na tym, że w sum­ie Willis nigdy do tej drużyny nie pasował, mając przede wszys­tkim więcej tal­en­tu kome­diowego niż dra­maty­cznego (w sum­ie od roli kome­diowej zaczęła się jego kari­era). Na całe szczęś­cie po Szóstym Zmyśle ludzie zaczęli się nieco uważniej przyglą­dać aktorskim wyborom Willisa i dostrzegli pewną praw­idłowość. Otóż aktor naprawdę sto­su­je zasadę że na jeden więk­szy czy bardziej sen­sacyjny i komer­cyjny film wybiera jeden który jest mniejszy czy nawet nieza­leżny. Ten sys­tem jest podob­no bard­zo dobry, bo zaro­bi­wszy na czymś komer­cyjnym Willis nie musi się martwić o zarob­ki w mniejszej pro­dukcji. I rzeczy­wiś­cie jak się spo­jrzy na jego fil­mo­grafię to tam jest mnóst­wo pro­dukcji których byśmy się po gwieździe kina akcji niekoniecznie spodziewali. Jak np. Moon­rise King­dom Wesa Ander­sona gdzie zagrał naprawdę sym­pa­ty­czną i bard­zo daleką od schematu postać. I za to przede wszys­tkim zwierz lubi Willisa bo ma wraże­nie, że jak rzad­ko to aktor z pomysłem na siebie, który mało kto dostrze­ga. Plus koniecznie obe­jrzyj­cie na Youtube jego wiz­y­ty  u Let­ter­mana. To było zawsze niesamowite wydarze­nie i dowód na to, że Willis ma sporo poczu­cia humoru.

Bill Bob Thor­ton – to jest bard­zo ciekawy przykład kari­ery. Z jed­nej strony aktor pojaw­ia się w fil­mach nagradzanych i pop­u­larnych od daw­na, z drugiej – zwierz ma wrażanie, że naprawdę wciąż wielu widzów go nie kojarzy albo ma jakąś mglistą wiz­ję że jego najwięk­szym osiąg­nię­ciem był ślub z Angeliną Jolie. Tym­cza­sem jest to aktor naprawdę wyśmien­i­ty, obdar­zony tak istot­ną w tym fachu charyzmą. Trud­no go nazwać aktorem pier­ws­zo­planowym, ale też chy­ba nie łapie się na akto­ra charak­terysty­cznego. Sam zwierz miał wobec niego mieszane uczu­cia do momen­tu kiedy nie pojaw­ił się jako Dia­beł wcielony w Far­go. Ta rola przy­pom­ni­ała zwier­zowi co najbardziej Lubi w grze akto­ra – taki pozorny spokój który usyp­ia czu­jność widza. Jed­nocześnie zwierz ma – podob­nie jak w przy­pad­ku Kev­ina Spacey wraże­nie, że to aktor znika­ją­cy w rolach – kiedy potem próbu­je­my sobie przy­pom­nieć co z nim widzieliśmy mamy tai pusty mózg, a prze­cież grał w fil­mach  o których się słysza­ło czy które się oglą­dało. Tylko że potem pamię­ta się bardziej posta­cie niż akto­ra. Co nie zmienia fak­tu, że jak zwierz widz to nazwisko w obsadzie to pil­nie strzyże usza­mi bo to znaczy, że czeka go coś ciekawego.

John­ny Depp –nie ukry­wa­jmy to chy­ba jeden z najdzi­wniejszych zwrotów kari­ery we współczes­nym Hol­ly­wood. John­ny Depp był powszech­nie znany jako ten przys­to­jny ciekawy aktor od filmów nieza­leżnych, czy nie sprawdza­ją­cych się dobrze w box office. Serio, Depp nieza­leżnie od zain­tere­sowa­nia mediów czy sym­pa­tii widzów przez lata był bliższy miana morder­cy box office niż jego zbaw­cy. A potem przys­zli Piraci z Karaibów i nagle okaza­ło się że wszyscy chcą mieć Dep­pa na pokładzie bo to przynosi kasę. Prob­lem w tym, że wraz z ros­nącą pop­u­larnoś­cią znacznie spadła jakość filmów w których wys­tępował aktor. I choć zwierz naprawdę darzy go sym­pa­tią to ostat­nio nieste­ty nazwisko Dep­pa wśród obsady przes­tało być aż takim mag­ne­sem. A szko­da bo to naprawdę doskon­ały aktor – dość wszech­stron­ny, radzą­cy sobie zarówno w rolach dra­maty­cznych jak i kome­diowych. Nieste­ty jego wys­tęp bard­zo zależy od reży­sera, jeśli postawi się Dep­powi wysoko poprzeczkę to dosta­je się wys­tęp dobry a cza­sem wybit­ny, ale nie daj boże aktor poczu­je się kom­for­towo (jak w ostat­nich fil­mach robionych z Bur­tonem) i jakość spa­da. W Hol­ly­wood szepcze się powoli o końcu wielkiego momen­tu kari­ery Dep­pa ale ponoć Black Mess w którym ostat­nio wys­tąpił ma nas wszys­t­kich przekon­ać że jeszcze umie grać. Jak chce.

 

Alec Bald­win – zwierz należy do tej śmiesznej grupy widzów która zaczęła oglą­dać filmy z Ale­cem Bald­winem kiedy nie był już młodym przys­to­jnym aktorem filmów sen­sacyjnych, czy niosą­cych za sobą spory ładunek emocjon­al­ny, ale aktorem o nieco gorszej fig­urze i głównie kome­diowych rolach. Dla zwierza to dość niesamowite że jeden aktor może mieć dwie – w sum­ie – bard­zo różne kari­ery  i w obu doskonale się sprawdzać. Zwierz pol­u­bił postać Bald­wina w 30 Rock i nadal uważa że każdy kto potrafi bez mrug­nię­cia okiem wygłaszać tak sza­lone czy kre­tyńskie kwest­ie jak jego bohater zasługu­je na sym­pa­tię i wszys­tkie telewiz­yjne nagrody świa­ta. Jed­nak tym co zwierz najbardziej lubi u akto­ra i co spraw­ia ‚że zwierz zawsze obe­jrzy z nim kole­jny film jest jego głos. Zwierz uwiel­bia jak Bald­win mówi i serio jest przeko­nany, że jed­nym z powodów dla których Roy­al Tan­nen­baums jest jego ukochanym filmem jest właśnie fakt, że nar­ra­torem jest w nim Bald­win. Ter­az zaś aktor dołączył do obsady Mis­sion Impos­si­ble więc może w końcu zep­nie jakąś klam­rą swo­ją dawną kari­erę z tą nową.

To tyle na dziś. Zwierz odkła­da na bok swo­ją kole­jną żółtą karteczkę z nazwiska­mi aktorów i z niepoko­jem spoglą­da na koleiną na której praw­ie braku­je miejs­ca. Tak to nieste­ty jest, ze jak się lubi kino to człowiek pała sym­pa­tią do zde­cy­dowanie zbyt dużej licz­by aktorów. Choć w sum­ie – nie ma w tym nic złego. Ile to dobrych filmów zwierz obe­jrzał dla aktorów, a potem nie pamię­tał aktorów ale film został z nim na dłu­go. CO jest naprawdę doskon­ałym sposobem na o to by wciąż oglą­dać rzeczy nowe, a niekiedy zupełnie zaskaku­jące.

Ps: Jutro i po jutrze robimy krótką prz­er­wę w spisie bo są inne sprawy do omówienia ale spis powró­ci po week­endzie.

Ps2: Zwierz pisze prelekc­je na Coper­ni­con. Jed­na już skońc­zona strasznie my się podo­ba dru­ga ma super ilus­trac­je. Jak będziecie mieli czas to wpad­ni­j­cie do Toru­nia, posłuchać.

12 komentarzy
0

Powiązane wpisy