Home Ogólnie Podkręćcie trochę ten magazyn czyli zwierz o nowym Filmie

Podkręćcie trochę ten magazyn czyli zwierz o nowym Filmie

autor Zwierz

 ?

Hej

 

Zwierz nie bez trudu zła­pał w swo­je ręce listopad­owy numer fil­mu, który ma wedle nowej reakcji zapoc­zątkowywać prawdzi­wą rewolucję. Z Mag­a­zynem pożeg­nała się niemal cała stara ekipa, przyszedł nowy redak­tor naczel­ny czyli Tomasz Raczek, przy­cią­ga­jąc za sobą całe grono młodych i intere­su­ją­cych fil­mowych recen­zen­tów i pub­l­i­cys­tów. Dzi­ał recen­zyjny powierzył Michałowi Oleszczykowi, który jest obec­nie najbliższy bycia “tym” recen­zen­tem zwierza, czyli recen­zen­tem, które­mu zwierz ufa i którego z całą pewnoś­cią lubi i szanu­je. Co więcej od miesią­ca dochodz­iły słuchy o tym, że nowy film będzie niesamow­ity wspom­ni­ały i przeło­mowy, więc zwierz jako to bywa w takich przy­pad­kach zwierz nastaw­ił się raczej pozy­ty­wnie. A jak wyszło? Może nie do koń­ca jak zwyk­le, ale do rewolucji jeszcze trochę braku­je.

 

 

 Zwierz ma poważne wąt­pli­woś­ci czy to zwracanie się do aktorów tylko po nazwisku to dobry pomysł.

 

Zaczni­jmy od tego, że zmi­any są najbardziej widoczne w częś­ci recen­zyjnej — pomi­ja­jąc, że ta część mag­a­zynu została wydana na chro­powatym papierze (zwierz nie rozu­mie po co — bo prze­cież to nie jest tak, że recen­z­je nie stanow­ią inte­gral­nej częś­ci mag­a­zynu no ale ma być uroz­maice­nie — przy czym papi­er częś­ci mag­a­zynowej jest kosz­marny i drze się w rękach) i zaw­iera rzeczy­wiś­cie imponu­jącą ilość porząd­nych recen­zji (czyli takich dłuższych niż trzy zda­nia) właś­ci­wie wszys­tkiego co w kinach leci. Trud­no jest tą recen­zyjną część oce­ni­ać nie widząc wszys­t­kich filmów, ale zwierz nastaw­iony jest do tego raczej pozy­ty­wnie. Może tylko redakc­ja powin­na nieco prze­myśleć układ recen­zji — ambic­je ambic­ja­mi ale zwierz jed­nak by docenił widza pop­u­larnego i ułożył recen­z­je albo data­mi (to co najw­cześniej w miesiącu przed tym co później) albo jeszcze bardziej eks­cen­trycznie — wysunął na pier­wszy plan recen­z­je tych pro­dukcji, których będzie szukał widz — bo np. recen­z­ja fil­mu doku­men­tal­nego “Najświęt­sza Panien­ka Kop­towie i ja” jest może i intere­su­ją­ca ale jak­by nie dla wszys­t­kich, a “Film” to jed­nak nie “Kino”, przez­nac­zone dla kone­serów. Inny­mi słowy fajnie, że recen­zu­je­my wszys­tko ale nie spoglą­da­jmy srogim okiem na prze­cięt­nego oglą­dacza. Kole­j­na sprawa to kwes­t­ia gwiazdek — zwierz musi powiedzieć, że zupełnie nie rozu­mie sys­te­mu ich przyz­nawa­nia i nawet ma wraże­nie, że wprowadza­ją zamęt — Loop­er dosta­je ich sześć, Miłość Hanekego tylko trzy, Anna Karen­i­na cztery — wszys­tko zaś jak­by trochę obok recen­zji ( z resztą oce­na Anny Kareniny jest nadzwyczaj wyso­ka biorąc pod uwagę jak powszech­nie ją na zachodzie zjechano). Oczy­wiś­cie Michał Oleszczyk nie zaw­iódł zwierza wys­taw­ia­jąc przepiękną lau­rkę Moon­rise King­dom Wesa Ander­sona, ale nadal zwierz uważa, że było by dużo lep­iej gdy­by z gwiazdek zrezyg­nować. Zwłaszcza, że pomysł iż wszys­tkie filmy da się ocenić w skali 1–6 wyda­je się i wydawał się zwier­zowi absurdal­ny. A sko­ro przy takiej częś­ci recen­zyjnej jesteśmy to zwier­zowi zde­cy­dowanie nie podo­ba się nowy wygląd rubry­ki 9 gniewnych ludzi — zde­cy­dowanie wolał poprzed­nią wer­sję ta jest jakaś taka nieczytel­na i właś­ci­wie rzu­ca się w oczy tylko to, że Bit­wa pod Wied­niem to zły film.

 

 

 

 Zwierz nigdy nie zrozu­mie dlaczego Moon­rise King­dom dostało tytuł Kochankowie z Księży­ca. I dlaczego ma pre­mierę w grud­niu czyli pół roku po tym jak pokazano je światu.

 

Co do samego mag­a­zynu zwierz ma bard­zo mieszane uczu­cia — wywiady z twór­ca­mi Pokłosia moż­na było przez ostat­nie kil­ka tygod­ni przeczy­tać wszędzie, więc zwierz czu­je pewne zmęcze­nie mate­ri­ału. Z kolei tekst Michała Zyg­mun­ta o niedoce­ni­anej fan­tastyce naukowej wyda­je się zwier­zowi mieć słabą tezę mówiącą o tym, że cała spo­ra gałąź kina sf jest nie doce­ni­a­nia bo nie dosta­je Oscarów i na siebie nie zara­bia, jed­nym z przykładów jest cho­ci­aż­by fakt, ze w kat­e­go­ri­ach tech­nicznych Oscary dostał Matrix a nie eXis­tenZ Cro­nen­ber­ga, który musi­ał się zad­owolić jedynie Sre­brnym Niedźwiedziem. Prob­lem pole­ga na tym, że moim zdaniem nie ma tu żad­nej sprzecznoś­ci. Oscary nagradza­ją kino głównego nur­tu, kasę zara­bi­a­ją filmy trzy­ma­jące się pewnych jas­no wyty­c­zonych ram. Wszys­tkie wymienione przez twór­cę tytuły w ostate­cznym rozra­chunku zyskały grono wiernych fanów, i są dość powszech­nie szanowane przez ludzi zain­tere­sowanych tem­atem więc trud­no orzec gdzie jest prob­lem. Tak Oscary i main­stream nie jest dla każdego ale Cro­nen­berg chy­ba nie płacze w kąciku z tego powodu. No i tekst zaw­iera stwierdze­nie, że film Kaboom jest komedią porno co wpraw­iło zwierza w lek­ki stu­por bo widzi­ał Kboom na WFF i może stwierdz­ić, że momen­ty są ale do porno to temu decy­dowanie daleko.  Jed­nak najwięk­sze wąt­pli­woś­ci budzi wstęp tek­stu, który zwierz przy­tacza ” Z fan­tastyką jest jak z pornografią; trud­no ją zdefin­iować, ale kiedy ją zobaczymy, nie ma miejs­ca na wąt­pli­woś­ci. Obcow­anie inteligen­ta z oby­d­woma gatunka­mi towarzyszy podob­ne uczu­cie guilty plea­sure. Niby moż­na już dziś pisać dok­toraty o Lady Gadze, a książ­ki o Har­rym Pot­terze trak­tować jako równo­prawny głos w deba­cie nad ksz­tałtem współczes­nego społeczeńst­wa bry­tyjskiego, ale wciąż niezręcznie jest się zach­wycać fotonowy­mi eksploz­ja­mi, met­al­icznym wiz­giem zderza­ją­cych się mieczy świ­etl­nych czy płoną­cy­mi okrę­ta­mi sztur­mowy­mi u Bram Ori­ona”. Otóż zdaniem zwierza jest to zupeł­na niepraw­da. Trud­no o bardziej inteligenc­ki i przepra­cow­any przez wszys­tkie fil­try poważnej kul­tur­oz­naw­czej anal­izy gatunek niż fan­tasty­ka naukowa. Dok­toraty o Gwiezd­nych Woj­nach pisano zan­im się zro­biło modne poważne anal­i­zowanie fil­mowych hitów, zaś cytowanie znanego mono­logu z Blade Run­nera jest równym znakiem rozpoz­naw­czym współczes­nego inteligen­ta jak przy­taczanie frag­men­tów z Felliniego. Inny­mi słowy cała teza wyda­je się zwier­zowi moc­no nacią­gana.

 

 

 Zwierz widzi­ał Kaboom — momen­ty były ale gdzie tam temu do porno. (albo definic­ja się zmieniła kiedy zwierz nie zauważył)

 

Kole­jny tekst Katarzyny Wajdy o Annie Kareninie jest stras­zli­wie żaden. Zwierz czy­tał już ten tekst kil­ka razy w kilku odmi­anach w kilku cza­sopis­mach — Anna z per­spek­ty­wy fem­i­nisty­cznej, Anna melo­dra­maty­cz­na, Lew Tołs­toj i Anna, podłe społeczeńst­wo i Anna. Plus stwierdze­nie, że w wer­sji z 1997 mamy pod­starza­łego Wrońskiego, co nieco zas­mu­ciło zwierza bo Wrońs­ki w wyko­na­niu Seana Beana to chy­ba ulu­biona inter­pre­tac­ja tej postaci jaką zwierz zna (przy­na­jm­niej nie jest mdły). W sum­ie jedyną nowoś­cią w tekś­cie był pod­pis pod zdję­ciem, infor­mu­ją­cy, ze próbowano zatrud­nić do roli głównej Bene­dic­ta Cum­ber­batcha (szko­da, że odmówił to było­by dopiero coś nowego), co wybudz­iło pewną wesołość czytel­ników (plus zaskaku­ją­co spójne propozy­c­je obsad­owe innych ról). Szko­da, że nie postara­no się do tem­atu kole­jnej adap­tacji Anny Kareniny pod­jeść od innego kon­ta i zas­tanow­ić się dlaczego są takie filmy, które cią­gle kręcimy od nowa a wid­ow­n­ia jeszcze nie chce powiedzieć dość.  Dalej następu­je dłu­gi wywiad z Vic­tiorą Abril — ciekawy ale głównie za sprawą aktor­ki, która mówi sporo i ciekaw­ie, pyta­nia jej zadawane są raczej szczątkowe i powiedzmy sobie szcz­erze — żadne. Warto jed­nak zajrzeć bo wywiad ciekawy podob­nie jak sama aktor­ka.

 

 

 Chochlik drukars­ki (wynika­ją­cy z nieu­miejęt­nie przepisanej cieka­wost­ki ze strony Filmweb) zapoc­zątkował grę w alter­naty­wną obsadę. Na razie czytel­ni­cy zwierza pro­ponu­ją: Bene­dict Cum­ber­batch jako Anna Karen­i­na, Rebec­ca Hall jako Wrońs­ki, Mag­gie Smith jako Karenin, Ben Whishaw jako Kit­ty, Sal­ly Hawkins jako Lewin, Dol­ly grał by Mar­ton Free­man a Obłońskiego Rupert Graves. To było by cud­owne post­mod­ernisty­czne wid­owisko.

 

 

Zde­cy­dowanie nie da się tego powiedzieć o wywiadzie z Pat­tin­sonem — zwierz wierzy że ktoś z nim naprawdę roz­maw­iał, choć czy­ta się to jak wyp­isy z mate­ri­ałów pro­mo­cyjnych. Kto wie, może są to z resztą wyuc­zone zdanie. Wszyscy bowiem wiedzą, że Pat­tin­son nien­aw­idzi Zmierzchu jak morowej zarazy, tu zaś mamy bard­zo ład­nie wys­taw­iona lau­rkę. Obok Jan Mirosław rewolucyjnie odkry­wa przed czytel­nikiem że pop­u­larność Zmierzchu to po pros­tu pop­u­larność melo­dra­matu w cza­sach gdy różnice kla­sowe trze­ba zastąpić wam­pi­ra­mi. Odkry­w­cze. Tyle jeśli chodzi o pier­wszą mag­a­zynową część fil­mu. Na początku jest jeszcze całkiem przy­datne kalen­dar­i­um tego co zdarzyć ma się jesienią, oraz daniem zwierza co raz mniej przy­datne strony z czymś na ksz­tałt informacji/plotek ze świa­ta gwiazd. Zwierz uważa ten dzi­ał za co raz bardziej zbęd­ny w świecie Inter­ne­tu. Z kolei rubry­ka 5 rzeczy które powin­niś­cie wiedzieć o Jaquinie Phoenix­ie jest zdaniem zwierza nieco zbyt plotkars­ka (w sum­ie ope­ru­je głównie fak­ta­mi z życia oso­bis­tego) plus — ponown­ie to wszys­tko po raz kole­jny powtór­zone znane fak­ty takie jak np. że nasz aktor swo­je imię zawdz­ięcza sza­lonym rodz­i­com hip­pi­som oraz że jest wega­ninem (mag­a­zyn poda­je, ze na planie Glad­i­a­to­ra odmówił noszenia skórzanych san­dałów ale praw­da jest taka, że odmówił noszenia jakiejkol­wiek skóry na planie wszys­t­kich filmów w jakich grał).

 

 

 

 Czy wiecie moi drodzy że ist­nieje cały blog poświę­cony wyłącznie temu jak bard­zo Robert Pat­tin­son nien­aw­idzi Zmierzchu ?

 

 

Mag­a­zyn kończy część poświę­cona seri­alom — artykuł Woj­ciecha Orlińskiego  “Bez Monopolu Bez Cen­zury” to  kole­jny dłu­gi tekst poświę­cony temu jakie Hol­ly­wood jest złe a seri­ale amerykańskie dobre. Pomi­ja­jąc fakt, że ów zach­wyt amerykańską telewiz­ją zaczy­na nieco nużyć — zwłaszcza biorąc pod uwagę, że po zło­tym początku mile­ni­um seri­ale jak­by dostały lekkiej zadysz­ki — to w tekś­cie zna­j­du­je się kil­ka zdań z który­mi zwierz by się nie zgodz­ił. Orlińs­ki przekonu­je, że o ile w Hol­ly­wood nie ma właś­ci­wie kari­ery przez noc to zdarza się to w seri­alach — poda­je przykład Glee gdzie gra­ją jak stwierdz­ił “albo debi­u­tan­ci, albo aktorzy gra­ją­cy przedtem ogony”. Aku­rat w Glee najwięk­szy sukces odnieśli ci aktorzy, których po pros­tu prze­nie­siono z Broad­wayu gdzie mieli już swo­ją markę, poza tym prawdą jest, że w wielu seri­alach nie ma wielkiej gwiazdy kiedy się zaczy­na ale kari­era — byłem nikim jestem gwiazdą ustępu­je nieco kari­erze — grałem w 90 seri­alach zan­im w tym 91 odniosłem sukces.  Kole­jne zdanie, z którym zwierz by się nie zgodz­ił to ” W Hol­ly­wood panu­je kul­tura kon­formiz­mu (gdy ktoś robi udany film o super bohat­er­ach to wszyscy robią filmy o super bohat­er­ach). W amerykańskiej telewiz­ji odwrot­nie gdy konkurenc­ja zasza­le­je seri­ale kostiu­mowy to my ich z drugiej mań­ki real­isty­cznym dra­matem pol­i­cyjnym”. No nie wiem jak wy ale mój pro­gram telewiz­yjny mówi — jeśli im udał się pro­ce­dur­al o lekarzach my wal­niemy nasz, jeśli im udało się on i ona rozwiązu­ją sprawę nasza stac­ja też taki będzie miała, jeśli Mad Men odnosi sukces bo jest w przeszłoś­ci my nakręcimy Pan Am itd. Ogól­nie odnoszę wraże­nie, że w telewiz­ji dużo wyraźniej niż w Hol­ly­wood widać skłon­ność do naślad­owa­nia konkurencji. Zwierz nie może się też zgodz­ić ze stwierdze­niem, że ponieważ sce­nar­iusz do Prom­e­teusza napisał Damon Lin­de­lof, który pisał sce­nar­iusze do seri­ali to “Prom­e­teusz” Rid­leya Scot­ta wcale nie jest zły tylko opar­ty o myśle­nie seri­alowe  — “Prom­e­teusz wiele rzeczy zachował w tajem­ni­cy i przy­puszczam, że wid­zowie, którym ten film się podobał, to wychowankowie szkoły telewiz­yjnej, a niezad­owoleni to kino­mani starej szkoły”. Cóż moim zdaniem nieza­leżnie czy ktoś się wychował na telewiz­ji czy w kinie Prom­e­teusz to żaden przykład myśle­nia seri­alowego tylko nieu­dany film z dzi­u­ra­mi w sce­nar­iuszu. No i kole­jne uogól­nie­nie  ” W fil­mach wszyscy musza być młodzi i przys­to­jni dlat­ego akc­ja najczęś­ciej dzieje się wśród klasy śred­niej z los Ange­les i okolic. Seri­ale zabier­a­ją nas do ponurych zakątków Bal­ti­more ( The Wire) bag­nis­tej Luz­jany (Czys­ta Krew) do narko­ty­cznego podziemia Albu­querque. Pokazu­je taką Amerykę jakiej nie chce pokazy­wać Holl­wyood — brud­ną brzy­d­ką zanied­baną (.)” Tak. prob­lem w tym, że The Wire i Czys­ta Krew to HBO, Brak­ing Bad to AMC — tym­cza­sem masową wyobraźnią rządzi Gos­sip Girl, Grey’s Anato­my czy np. Smash albo Pret­ty Lit­tle Lairs czy Revange — seri­ale, w których nie ma brzy­d­kich ludzi i brzy­d­kich miejsc. Z resztą a pro­pos młodzi i przys­to­jni — serio “Czys­ta Krew” to przykład najbardziej urodzi­wego seri­alu w telewiz­ji gdzie wszyscy w tej Luiz­janie wyglą­da­ją jak­by się urwali z sesji męskiego mod­elin­gu. Seri­ale, które przy­wołu­je autor należy porówny­wać z tym co wygry­wa w Sun­dance a nie z tym co dosta­je Oscary. Bo to jest punkt do porów­na­nia. Zwierz nigdy nie zrozu­mi­ał skłon­noś­ci pol­s­kich pub­l­i­cys­tów do utożsami­a­nia świa­ta seri­ali wyłącznie z seri­ala­mi nadawany­mi przez kablów­ki. Jasne że to świetne pro­dukc­je ale to tylko część rynku, której nie da się porów­nać z całym Hol­ly­wood (czy w ogóle ist­nieje coś takiego jak całe Hol­ly­wood?). Dzi­ał seri­alowy uzu­peł­ni­a­ją tek­sty o Home­land i jego Izrael­skim pier­wow­zorze — raczej mało pory­wa­jące choć poprawne, ale zwierz musi zaz­naczyć, że seri­alu jeszcze nie oglą­dał.

 

 

 Na siedem­nastej stron­ie Fil­mu zna­jdziecie reklamę Ele­me­na­try (będzie leci­ało na AXN) dowód na to, że w świecie seri­ali zde­cy­dowanie nie kopi­u­je się pomysłów innych stacji. I nie idzie się zgod­nie z jakimś szer­szym tren­dem.

 

Kole­jny dzi­ał komiks kon­cen­tru­je się przede wszys­tkim na filmie doku­men­tal­nym poświę­conym Com­ic Con i ubole­waniem że impreza stała się przede wszys­tkim miejscem gdzie Hol­ly­wood prezen­tu­je swo­je najnowsze pro­dukc­je, oraz tym, że młodzi ludzie nie chcą już czy­tać komik­sów na papierze. Dzi­ał uzu­peł­nia mały tekst o tym, ze Gościn­ny nie żyje a Uder­zo pisze co raz gorsze sce­nar­iusze do Aster­ixa i w ogóle sprzedał całą ser­ię. Hmm. dobra zwierz nic nie mówi, w końcu może ktoś nie widzi­ał. Nie mniej w dziale komiksy zwierz spodziewał­by się czegokol­wiek o komik­sach. Na przykład tych które wychodzą w Polsce, albo tych, które mogły­by wyjść, albo tych które powin­no się przeczy­tać.

 

O tym, że na Aster­ixa Uder­zo nie ma pomysłu wiado­mo na pewno od 2005 kiedy wyszedł zeszyt “KIedy Niebo spa­da na głowę” gdzie pojaw­ia­ją się kos­mi­ci.

 

Najwięk­szym zawo­dem okazu­je się jed­nak dzi­ał z recen­z­ja­mi DVD — jeden z najlep­szych w poprzed­nim Filmie dzi­ałów. Po pier­wsze zwierz nie jest szczegól­nie zach­wycony powierze­niem całego dzi­ału jed­nej oso­bie — zwierz nie przepa­da za recen­z­ja­mi Pio­tra Plu­cińskiego (nie jest to recen­zent niekom­pe­tent­ny, broń boże, ale zdaniem zwierza odrobinę aro­ganc­ki). Jed­nak tym co zwierza najbardziej martwi to okro­je­nie rubry­ki. Pole­ca się nam ser­ię “rebel rebel” (na półkach od pon­ad miesią­ca), przy której pojaw­ia się opis pod obrazkiem, który jest intrygu­ją­cy bo infor­mu­je nas że reżyser fil­mu “Koń Turyńs­ki” po otrzy­ma­niu Sre­brnego Niedźwiedzia coś zapowiedzi­ał ale nieste­ty pod­pis ury­wa się zan­im dowiemy się co. Kole­jne dwie pole­cone pozy­c­je to wydanie blu-ray Indi­any Jone­sa i Deszc­zowej Piosen­ki — i szko­da, że tu właśnie nie ma odd­ziel­nych ocen za film i za wydanie — choć filmy raczej są dobrze znane to aku­rat w przy­pad­ku dodatków zwierz uważa że gwiazd­ki dzi­ała­ją dobrze. Potem zaś pojaw­ia się część rubry­ki “Mono­lith films” przed­staw­ia — to już niepoko­jące — zwierz nie lubi kiedy kluczem do wyboru omaw­ianych filmów jest ich dys­try­b­u­tor. Poza tym wyda­je się, że z tych czterech filmów opła­ca się obe­jrzeć tylko jeden (Face­ci od Kuch­ni — sym­pa­ty­czne ale chy­ba nie na cztery gwiazd­ki). Zwierz jakoś nie wierzy by to było tyle jeśli chodzi o jesi­enne nowoś­ci na DVD.

 

 

 Jak zwierz kiedyś pisał takiego zestawu z okazji 60 lecia raczej nie dostaniecie ale za 40 zł moż­na mieć bard­zo fajne wydanie DVD z odrestau­rowanym filmem. Zwierz ma i bard­zo pole­ca.

 

I tu właś­ci­wie Mag­a­zyn trochę się kończy — a właś­ci­wie pomysł na mag­a­zyn — mamy 10 ulu­bionych filmów Michała Urba­ni­a­ka — jed­na z tych rubryk, która niko­mu na nic się nie przy­da­je bo ludzie lubią najczęś­ciej te same dobre filmy, o których wszyscy wiemy, że powin­no się je lubić. Zami­ast kochanych Dyrdy­małów mamy w ich miejsce roz­maitoś­ci fil­mowe. I to jest olbrzy­mi zawód. Dlaczego ? Po pier­wsze zwierz nie poz­nał ani jed­nej nowej aneg­dot­ki — cały dzi­ał to odgrze­wane aneg­do­ty­czne kotle­ty — obsa­da Obcego nie wiedzi­ała co się stanie w cza­sie kolacji kiedy to dra­maty­cznie pojaw­ia się pier­wszy Obcy, Sce­na z zas­trze­le­niem mis­trza miecza z Indi­any Jone­sa została wymyślona na planie, Paul New­man wykupił ogłosze­nie w Vari­ety przeprasza­jąc za swo­ją role, Pierce Bros­nan pra­cow­ał jako połykacz ognia, pier­wszym kandy­datem do roli Ojca Chrzest­nego był Frank Sina­tra (ist­nieje z resztą nieco inna wer­s­ja tej aneg­do­ty). Najwięk­szym atutem starych dobrych dyrdy­małów było to, że nie tylko podawały aneg­do­ty ale karmiły czytel­ni­ka dzi­wny­mi rankinga­mi, porów­na­ni­a­mi, wygrze­by­wały infor­ma­c­je naprawdę nie znane i podawały dziesięć powodów dla których należy kochać Anto­nio Ban­derasa (jeśli zwierz dobrze pamię­tam trzy punk­ty brzmi­ały “nie miał roman­su z Madon­ną). Inny­mi słowy były czymś czego nie da się podro­bić a nie spisem z dzi­ału triv­ia z Imdb. Bo tam zwierz może zajrzeć w każdej chwili więc nie trze­ba mu tego przepisy­wać na papi­er. Mniej przepisy­wa­nia więcej inwencji!

 

 

  Każdy pretekst jest dobry by pokazać zdję­cie młodego New­mana — szko­da, że Film poda­jąc aneg­dotkę nie dodał, że Sre­brny Kielich nie tylko był wpad­ką ale był debi­utem New­mana na sre­brnym ekranie — wcześniej aktor grał wyłącznie w telewiz­ji. Być może przede wszys­tkim stąd taki wstyd. 

 

Szum­nie zapowiadany dzi­ał listów do redakcji to nic nowego. Trochę pytań tech­nicznych i narzekanie że Bond stracił wartość artysty­czną (a kiedyś ją miał?). ogól­nie nic pon­ad prze­cięt­ność. Mag­a­zyn zamy­ka esej Michała Oleszczy­ka z cyk­lu “nie do lamusa” o dawnych zapom­ni­anych fil­mach (w tym odcinku “Lola Montes”) które zapom­ni­ane być nie powin­ny. Esej jak zwyk­le w przy­pad­ku Oleszczy­ka ciekawy, świet­nie napisany i czy­ta się z przy­jem­noś­cią choć. no właśnie ponown­ie kar­mi się nas ciekawym tek­stem o filmie, którego szanse obe­jrzenia sią niewielkie — zachę­cony zwierz sprawdz­ił ale nie zapłaci 15 fun­tów za film, trochę w ciem­no, nawet tak gorą­co pole­cany jak w ese­ju. Może warto było­by kwest­ię dostęp­noś­ci wziąć pod uwagę, przy doborze następ­nej perły nie do lamusa. Bo aż przykro czy­tać o znakomi­tym filmie, na obe­jrze­nie którego szanse są nikłe.

 

 Zwierz abso­lut­nie wierzy, że pole­ca mu się film świet­ny. Tylko jak go ter­az obe­jrzeć?

 

W ostate­cznoś­ci zwierz nie ma wraże­nia by nowy Film był prawdzi­wą rewolucją. Recen­z­je rzeczy­wiś­cie odzyskały blask ale poza tym mag­a­zyn jest po pros­tu żaden. Wcale nie lśni tak jas­no na tle konkurencji i nie daje odpowiedzi na pytanie dlaczego mam nadal kupować cza­sopis­mo zami­ast czy­tać  recen­z­je oraz artykuły w Internecie (nigdzie nie było tak dobrej i żywej relacji z tegorocznego Cannes jak w sieci, podob­nie z Wenecją). Wielkiej rewolucji więc nie ma jest niewiel­ki przewrót pała­cowy. Z punk­tu widzenia zwierza ciekawy bo kole­jny film pewnie kupię dla recen­zji i ese­ju Michała Oleszczy­ka. Prob­lem w tym, ze jeśli nie jest to wasz ulu­biony recen­zent to bard­zo trud­no było­by stwierdz­ić, że film pod nowym sztan­darem ofer­u­je treś­ci, których z całą pewnoś­cią nie dostaniecie gdzie indziej.

 

Ps: Na okład­ce zde­cy­dowano się wyko­rzysty­wać wyłącznie nazwiska aktorów i reży­serów bez imion. Zwierz wyjątkowo tego nie lubi i wyda­je mu się to dopuszczalne w recen­zji czy w mowie potocznej ale tak na okład­ce brz­mi zwier­zowi po pros­tu niegrzecznie — imiona są fajne, potrzeb­ne a mówie­nie do kogoś po nazwisku to w Polsce prze­jaw braku sza­cunku albo poufałoś­ci. Czy redakc­ja woła za Hanekem po nazwisku? Jeśli tak to jesteśmy z wielkim reży­serem w więk­szej komi­ty­wie niż zwierz przy­puszczał.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy