Home Ogólnie Czy zwierz chce być kurczakiem czyli o uczuciach mocno ambiwaletnych

Czy zwierz chce być kurczakiem czyli o uczuciach mocno ambiwaletnych

autor Zwierz

 ?

Hej

 

Zwierz ma przed sobą kartkę A4 złożoną na pół zapisaną drob­nym druczkiem od góry do dołu tytuła­mi filmów.  Czego tam nie zna­jdziemy — “Legal­ną Blon­dynkę”, “Kolor pur­pur”, “Pokój z Widok­iem”, “Cztery Wesela i pogrzeb”, “Thel­ma i Louise”, “Titan­ic”, “Zmierzch”, “Śni­adanie u Tiffanego” czy ekraniza­cję “Dumy i Uprzedzenia”. Co te filmy mają ze sobą wspól­nego? Ktoś gdzieś w sieci użył wobec nich określe­nia chick flick czyniąc próbę zwierza rozszyfrowa­nia czym jest film dla kur­czątek (zwierz pisał o tym wie­ki temu ale krótko i w nieco innym uję­ciu). Pytaniem co raz ważniejszym bo wyda­je się, że trud­no o pop­kul­tur­alne określe­nie które budz­iło­by więcej sprzecznych emocji.

 

 

 Spon­sorem wpisu jest Robert Pat­tin­son i jego abso­lut­nie genial­na odpowiedź na to głupie pytanie.

 

Część komen­ta­torów twierdzi, że chick flick zastąpiły po pros­tu to co w lat­ach 40 czy 50 nazy­wano fil­ma­mi dla kobi­et — his­to­rie z żeńską bohaterką, które przez­nac­zone były przede wszys­tkim dla kobiecej wid­owni. Ten rodzaj filmów krę­cił­by się przede wszys­tkim wobec prob­lemów związków, zakupów, miłoś­ci, szczęś­cia i poszuki­wa­nia właś­ci­wego mężczyzny. Choć częs­to wys­tępu­je asoc­jac­ja z kolorem różowym to jed­nak nie oznacza to koniecznie fil­mu odmalowanego w różowych barwach — wręcz prze­ci­wnie część obrońców chick flick przekonu­je, że  po pier­wsze dobre zakończe­nie wcale nie jest obow­iązkowym ele­mentem takiej his­torii po drugie, że spoko­jnie moż­na do niej zal­iczyć filmy his­to­ryczne (jak np. Oth­er Boylen Girl) czy ekraniza­c­je lit­er­atu­ry (jak np. ekraniza­c­je powieś­ci Jane Austen). Dla kry­tyków chick flick są przede wszys­tkim prze­jawem post fem­i­nisty­cznej postawy, która streszcza się mniej więcej w takim zda­niu  Jestem wye­man­cy­powana ale nadal prag­nę roman­su, mężczyzny i dzieci (parafraza tego co na tem­at chick flick powiedzi­ała Mol­ly Haskell).  Ist­nieje jeszcze jed­no pode­jś­cie do chick flick — chy­ba najbliższe postaw­ie pro­du­cen­tów — to odpowied­nik sen­sacyjnego fil­mu dla facetów — nie ważne o czym tak naprawdę się opowie i jaką postawę się przyjmie, kobi­ety i tak pójdą na ten film do kina, popłaczą sobie, zaprag­ną być takie jak bohater­ka a ich face­ci w tym cza­sie albo będą  ziewali w fotelu obok (jeśli to rand­ka) albo w domu z kumpla­mi będą pili piwo oglą­da­jąc Parszy­wą Dwu­nastkę (zwierz naw­iązu­je tu do sce­ny w Bezsen­noś­ci w Seat­tle gdzie kobi­ety płakały nad sceną z Affair to Reme­ber a mężczyźni rozpły­wali się na wspom­nie­nie parszy­wej dwu­nast­ki). Jed­nak praw­da jest taka, że zdaniem zwierza chick flick to przykład określe­nia które dzi­ała bard­zo intu­icyjnie. Trochę tak jak z Kinem Nowej Przy­gody — zwierz właśnie kupił sobie książkę na ten tem­at i zori­en­tował się, że choć doskonale rozu­mie poję­cie nie zal­icza­ł­by do tego nur­tu połowy wymienionych w książce filmów.  Niem­niej zdaniem zwierza obec­ność postaci kobiecej nie koniecznie wrzu­ca film do chick flick, podob­nie jak zwierz nie zal­icza­ł­by do tej kat­e­gorii ekraniza­cji klasy­cznej lit­er­atu­ry, chy­ba że z  prze­nie­sioną w cza­sy współczesne akcją.

 

 

 No właśnie — wszyscy wiedzą co to jest chick flick — film w którym najważniejsze są uczu­cia, zakupy i kobi­ety (a żart odwołu­je się do Czarnok­siężni­ka z Krainy Oz)

 

Zwierz musi powiedzieć, że zła­pał się na tym że więk­szość z filmów określanych mianem chick flick widzi­ał. Pode­jrze­wa jed­nak, że wyni­ka to nie tylko z jego olbrzymiej łapczy­woś­ci fil­mowej, ani tez nie koniecznie z jego płci. Zdaniem zwierza jego bliska zna­jo­mość z tym gatunkiem wyni­ka przede wszys­tkim z fak­tu, że po pier­wsze zwierz lubi raz na jak­iś czas obe­jrzeć filmy które się dobrze kończą (o czym nie ma wąt­pli­woś­ci od samego początku) po drugie — chick flick sa przed­miotem długiej fas­cy­nacji zwierza z co najm­niej kilku powodów. Aby więc nie mieszać zwierz umieszcza poniżej kil­ka zagad­nień, które zwierza w związku z tym gatunkiem zawsze fas­cynowały. Zwierz z góry uprzedza że panu­je tu pewien chaos bo to uwa­gi zarówno for­malne jak i doty­czące treś­ci. Potrak­tu­j­cie więc wpis bardziej jak zbiór luźnych reflek­sji niż log­iczny wywód.

 

 

  Czy ktokol­wiek właś­ci­wie wie co to jest Chick Flick? chy­ba jedyne poję­cie w którym mieś­ci się luź­na ekraniza­c­ja śred­niowiecznego tek­su i kome­dia o trzy­nas­to­let­niej dziew­czynie która obudz­iła się w ciele trzy­dziesto­lat­ki.

 

 

Kobi­etom wol­no więcej ?- to jed­na z obserwacji jaka wyni­ka z oglą­da­nia filmów z tego gatunku, że niezwyk­le ciekaw­ie pod­chodzą one do kwestii moral­noś­ci. Bohater­ka podry­wa narzec­zonego koleżan­ki i okazu­je się być dobra bo koleżan­ka na narzec­zonego nie zasługi­wała (Poży­c­zony Narzec­zony), bohater­ka jedzie zni­weczyć ślub przy­ja­ciela bo uważa że jest dla niego lep­sza od narzec­zonej (Mój chłopak się żeni), dziew­czy­na, przyj­mu­je oświad­czyny fac­eta nie wyna­jąć mu wcześniej że jeszcze nie uzyskała roz­wodu, po czym zostaw­ia go dla swo­jego męża (Dziew­czy­na z Alabamy), bohater­ka zdradza swo­jego narzec­zonego z facetem, który był najpraw­dopodob­niej kochankiem jej mat­ki (Rumor has it) oraz moje ulu­bione dziew­czy­na nie może się zde­cy­dować czy woli samot­nego ojca czy nadzianego fac­eta więc syp­ia z obo­ma na raz (Because I said so. A ter­az kochani czytel­ni­cy wyobraź­cie sobie, że ten film jest o równie niezde­cy­dowany face­cie). We wszys­t­kich tych przy­pad­kach postępowanie bohater­ki nie wpły­wa na ocenę jaką mamy jej wys­taw­ić pod koniec fil­mu — nieza­leżnie od tego jak było wredne czy po pros­tu nie moralne. Co ciekawe kobieca zdra­da nie oznacza do koń­ca związku — o ile w fil­mach nie wybacza się mężczyznom o tyle chick flick przekonu­ją nas, że właś­ci­wie moż­na było postąpić gorzej. Trze­ba jed­nak zauważyć, że niekiedy twór­cy przy­pom­i­na­ją sobie, że kobi­etom jed­nak mimo wszys­tko wol­no mniej i ser­wu­ją nam sce­ny takie jak w Sek­sie w Wielkim Mieś­cie 2 gdzie zroz­pac­zona Car­rie właś­ci­wie spodziewa się roz­wodu po tym jak pocałowała swo­jego byłego ukochanego o czym niezwłocznie musi donieść swe­mu mężowi tonem jak­by ktoś umarł. Nie zmienia to jed­nak fak­tu, że chick flick niesły­chanie częs­to pokazu­ją kobi­ety postępu­jące po pros­tu wred­nie. Zwierz zas­tanaw­ia się czy to ma nam dowieść, że są wyz­wolone, uspraw­iedli­wić nasze własne nie koniecznie ide­alne zachowa­nia czy poczuć moral­ną wyżs­zość.

 

 

 Wyobraź­cie sobie że “Because I Said So” nie jest o niezde­cy­dowanej samot­nej dziew­czynie tylko o niezde­cy­dowanym face­cie, który gra uczu­ci­a­mi zamożnej kobi­ety i samot­nej mat­ki, syp­i­a­jąc z nimi oby­d­wiema jed­nocześnie. I ter­az spróbu­j­cie sobie wyobraz­ić dobre zakończe­nie, które ser­wu­je nam film.Zwierz ma poważne kłopo­ty

 

 

Ja i wszys­tkie moje bliskie — częs­to pod­kreśla się, że chick flick to właś­ci­wie nigdy nie jest film o kobiecie ale film o kobi­etach — Boskie sekre­ty sto­warzyszenia Ya-Ya,  Sto­warzysze­nie Wędru­ją­cych Jean­sów, Sex w Wielkim Mieś­cie, Wojny Ślub­ne, Brid­get Jones, Legal­na Blon­dyn­ka — wszędzie tam mamy do czynienia z dwoma lub więcej kobi­eta­mi związany­mi sil­nym wię­zom przy­jaźni — oczy­wiś­cie wys­tępu­ją kwest­ie wza­jem­nych zaz­droś­ci, ani­mozji czy prob­lemów ale w ostate­cznym rozra­chunku każ­da kobi­eta ma swo­ją kobiecą grupę wspar­cia. Mężczyźni są do niej dopuszczani jedynie wtedy kiedy mogą stanow­ić potenc­jal­ny niedostrze­gany obiekt uczuć (Moja dziew­czy­na wychodzi za mąż) lub w przy­pad­ku kiedy są geja­mi (Brid­get Jones). Zdaniem zwierza to może nie tyle szkodli­wa co niesły­chanie frus­tru­ją­ca wiz­ja. Pomi­ja­jąc fakt, że zakła­da iż kobi­eta zna­j­du­je zrozu­mie­nie jedynie wśród innych kobi­et (nie wiem jak wy ale doświad­czenia życiowe zwierza są zgoła inne) to dodatkowo kreu­je świat w którym posi­adanie grupy blis­kich przy­jaciółek jest czymś nat­u­ral­nym. Trochę jak z “Przy­jaciół­mi”, którzy przekony­wali nas, że po opuszcze­niu domu zamieszkamy na jed­nym piętrze z naszy­mi zna­jomy­mi ze studiów i rodzeńst­wem (no dobra zwier­zowi to się przy­trafiło ale to jeszcze nie znaczy, że to powszechne). Nie mniej filmy ksz­tał­tu­ją wiz­ję w której “siostry” trzy­ma­ją się razem — być może chodzi o to by fajniej poglą­dało się taki film wychodząc z koleżanka­mi.

 

 

 Nikt nie ma takich przy­jaciółek jak Car­rie z sek­su w wiel­ki mieś­cie. I może dobrze bo w sum­ie ich wspól­na zależność jest trochę niepoko­ją­ca.

 

Tylko dla dziew­cząt? — zwierz zwró­cił uwagę, że do kat­e­gorii chick flick zal­icza się właś­ci­wie od ręki wszys­tkie filmy młodzieżowe. I rzeczy­wiś­cie — wyda­je się że zwłaszcza w ostat­nich lat­ach znalezie­nie młodzieżowego fil­mu (załóżmy, że chwilowo za taki uznamy film dla młodzieży w wieku liceal­nym dzieją­cy się w świecie rzeczy­wistym czyli np. nie Har­ry Pot­ter) w którym głównym bohaterem jest chłopak dostar­cza pewnych trud­noś­ci, a nawet wtedy wyda­je się, że film jest skro­jony przede wszys­tkim pod żeńską pub­liczność — nawet jeśli nie w zakre­sie treś­ci to este­ty­ki fil­mu — trze­ba bowiem przyz­nać, że więk­szość filmów liceal­nych opiera się przede wszys­tkim na przeko­na­niu, że najważniejsze jest znaleźć dziew­czynę, chłopa­ka, dostać się na dobre stu­dia i w przy­pad­ku amerykańs­kich filmów przeżyć naprawdę spore życiowe rozczarowanie bo związek trze­ba zakończyć z powodu odległoś­ci jaka dzieli studi­u­ją­cych (czy to nie fas­cynu­jące jak glo­ry­fiku­je się w Stanach szkolne romanse mimo, że wiado­mo iż musza się szy­bko skończyć). Jed­na nadzie­ja w tym że ukochany jest wam­pirem i o żad­nych stu­di­ach nie będzie mowy. Zwierza to zas­tanaw­ia bo prze­cież log­icznie rzecz biorąc prob­le­my licealne powin­ny być obu płciowe. Chy­ba że zwierz nie dostrzegł jakiegoś bard­zo sil­nego tren­du w fil­mach — jed­nak przy­chodzą mu do głowy tylko poje­dyncze tytuły, które nie trzy­ma­ją się tej dzi­wnej zasady.

 

 

 Zwierz cza­sem ma wraże­nie, że mianem chick flick moż­na było­by obdarzyć praw­ie wszys­tkie filmy młodzieżowe.

 

Chick flick =rom/com? — no właśnie — więk­szość spisów chick flick automaty­cznie zal­icza do tego gatunku wszys­tkie kome­die roman­ty­czne. Zwierz jest bard­zo prze­ci­wny takiej prostej klasy­fikacji — wyda­je się, że nazwanie Czterech Wesel i Pogrze­bu chick flick jest sporym przegię­ciem (zwłaszcza, że film nie speł­nia pod­sta­wowego warunku jakim jest kobi­eta w roli głównej, choć pewnie moż­na było­by znaleźć argu­men­ty, że Hugh Grant gra w tym filmie rolę kobiecą), podob­nie jak sprowadze­nie do tego gatunku Love Actu­al­ly. A żeby wyjść z kręgu komedii ang­iel­skiej czy Crazy, Stu­pid, Love tez należy uznać za chick flick (ponown­ie brak kobiecej głównej bohater­ki). Oczy­wiś­cie wyda­je się, że więk­szość komedii roman­ty­cznych moż­na pod­pisać pod ów schemat fil­mu o kobi­etach dla kobi­et, które eksploatu­ją kwest­ie miłoś­ci, roman­su itp. Z drugiej strony zwierz ma wraże­nie, że w chwili w której wrzu­camy cały gatunek roman­ty­cznych komedii do filmów dla kobi­et sugeru­je­my, że właś­ci­wie mężczyźnie nie mają czego na Sali kinowej szukać. Tym­cza­sem z kome­di­a­mi roman­ty­czny­mi jest tak, że właś­ci­wie jedynie kwest­ią stereo­ty­pu jest to, że podoba­ją się wyłącznie kobi­etom — zwierz zna np. całkiem sporą liczbę facetów, którzy kome­die roman­ty­czne bard­zo lubią (zwierz nie cier­pi takich zdań bo brzmią — znam sporo dziew­czyn, które lubią piłkę nożną. Blech) i co więcej wcale nie postrze­ga­ją ich jako skierowanych do kobiecej wid­owni. Bądź co bądź w więk­szoś­ci komedii roman­ty­cznych jest też bohater męs­ki i jeśli przyj­mu­je­my, że trze­ba mieć bohat­era włas­nej płci by się z nim iden­ty­fikować (kon­cepc­ja zdaniem zwierza idio­ty­cz­na) to i mężczyźni coś w takich fil­mach dla siebie zna­jdą. Poza tym jed­nak nieco negaty­wny odbiór poję­cia chick flick nie powinien przekładać się na negaty­wne postrze­ganie całkiem sym­pa­ty­cznego gatunku jakim jest kome­dia roman­ty­cz­na.

 

 

 Wpad­ka to zde­cy­dowanie kome­dia roman­ty­cz­na i zde­cy­dowanie nie chick flick, wręcz prze­ci­wnie wyda­je się, że to film skro­jony pod mężczyzn.

 

Wszys­tkie ślu­by świa­ta — wraca­jąc do kwestii tem­aty­ki chick flick — zwierz napisał kiedyś o tym osob­ny post ale fas­cynu­je go znacze­nie tem­aty­ki ślubu w fil­mach dla kobi­et. Dobra ślu­by są ważne ale praw­da jest taka, że w fil­mach wyras­ta­ją na najważniejsze wydarze­nie w życiu kobi­ety. Nawet teo­re­ty­cznie obra­zobur­cze (zaś zdaniem zwierza bard­zo kon­wencjon­alne) Druh­ny kręcą się wokół tem­aty­ki ślub­nej, filmy poświę­cone wyłącznie lub w znacznej częś­ci tem­atyce bra­nia ślubu tworzą  niemal osob­ną kat­e­gorię — Poży­c­zony Narzec­zony, Ucieka­ją­ca Pan­na Mło­da, 27 sukienek, Wojny Ślub­ne, Wed­ding Date, Wed­ding Plan­ner, Moje Wielkie Greck­ie Wese­le, Mój chłopak wychodzi za mąż, Moja dziew­czy­na się żeni.  Serio wyda­je się, że kon­strukc­ja całego osob­ne­go dzi­ału chick flick pole­ga na wrzuce­niu bohater­ki w sytu­ację w której ona lub ktoś jej blis­ki sta­je na ślub­nym kobier­cu i przeprowadze­niu jej przez kil­ka obow­iązkowych wydarzeń, które mają ją w końcu doprowadz­ić albo do szczęśli­wego zawar­cia związku małżeńskiego albo zrozu­mienia wartoś­ci swo­jego życia/związku na tle właśnie pobier­a­jącej się pary. Tylko ponown­ie widać tu wewnętrzną sprzeczność — mimo że ślub jest tak niesły­chanie ważny to jed­nak rezy­gnac­ja ze ślubu — nawet w ostat­niej chwili jest uznawana za posunię­cie dobre i popier­ane — jed­nak co ważne — nie dla siebie samej ale dlat­ego, że znalazło się kogoś innego. W sum­ie to nawet fas­cynu­jące jak bard­zo filmy z tego gatunku przekonu­ją, że do ostat­niej chwili moż­na zmienić matry­mo­ni­alne zdanie jeśli trafi się coś lep­szego.

 

 

 W świecie filmów jeśli nie bierzesz ślubu znaczy, że jesteś druh­ną.

 

 

Czy ist­nieje miłość poza chick flick - no właśnie, z chick flick a właś­ci­wie z tym poję­ciem ist­nieje pewien prob­lem — wyda­je się bowiem, że dla bard­zo wielu kry­tyków ist­nieje pewne jasne roz­granicze­nie — mamy szczęśli­wą miłość z hap­py endem z chick flick i nieszczęśli­wą miłość poza tym gatunkiem. Pomi­ja­jąc kino nis­zowe (bo tam da się znaleźć przykłady prze­ciw każdej tezie, co cieszy ale utrud­nia dywag­owanie;) w kinie głównego nur­tu trud­no jest znaleźć film, w którym mamy — pozy­ty­wnie zakońc­zoną his­torię miłos­ną i jed­nocześnie fil­mu nie da się pod­pisać pod chick flick przy sze­rokim rozu­mie­niu tego poję­cia.  Zwierz przy­tacza ten fakt, ponieważ ma wraże­nie, że właśnie wiz­ja szczęśli­wej miłoś­ci, która czeka tuż za rogiem przy­cią­ga do takich filmów bardziej niż cokol­wiek innego. Może­my się wściekać na sposób w jaki portre­tu­je się w nich kobi­ety, na to jak bard­zo nie fem­i­nisty­czną wiz­ję świa­ta i kobiecych postaw przed­staw­ia­ją. Ale póki chick flick będzie ofer­ował wid­owni wiz­ję miłoś­ci szczęśli­wej tak dłu­go będzie się krę­cić takie filmy i tak dłu­go będzie się na nich zara­bi­ać. Podob­nie z resztą jak dłu­go chick flick będą fil­ma­mi, które prezen­tu­ją wiz­ję kobi­et zad­owolonych z siebie i spełnionych. Bard­zo trud­no jest znaleźć film, w którym mamy zad­owoloną z siebie, spełnioną kobi­etę bez wątku roman­sowego — zwierz nie mówi, że takich filmów nie ma — tylko, że wid­ow­n­ia w więk­szoś­ci jest złożona z widzów, którzy na filmy chodzą a nie ich szuka­ją.

 

 

 Oglą­dasz chick flick bo pod koniec wszyscy są szczęśli­wi i opowiada­ją o swo­jej kole­jnej roczni­cy ślubu. I w sum­ie trud­no się dzi­wić, że to cieszy.


Dla kobi­et znaczy gorsze —  niechęć do chick flick bierze się zdaniem zwierza nie tylko z fak­tu, że właś­ci­wie trud­no w nich znaleźć wąt­ki fem­i­nisty­czne czy nawet eman­cy­pa­cyjne (choć niek­tórzy twierdzą, że np. Legal­na Blon­dyn­ka jest filmem, w którym mamy rzad­ko spo­tykaną wiz­ję kobi­ety, która osią­ga sukces a potem odrzu­ca skrus­zonego mężczyznę bo nie jest jej godzien) ale przede wszys­tkim dlat­ego, że są to filmy kierowane do kobi­et. Jeśli spo­jrzymy na prob­lem z innej strony to dostrzeże­my, że same kobi­ety stwierdza­ją, że filmy skro­jone pod kobiecą wid­own­ię mają mniejszą wartość niż filmy skierowane do mężczyzn czy do kobi­et i mężczyzn. Nawet jeśli więk­szość filmów sen­sacyjnych czy pewien rodzaj komedii wypy­cha mężczyzn w kosz­marne zupełnie nie przys­ta­jące do drugiej płci stereo­typy (w sum­ie nie każdy mężczyz­na ma skłon­noś­ci do prze­mo­cy, chęć podry­wa­nia wszys­tkiego co się rusza i kara­bin ukry­ty za kanapą) to jed­nak nie spo­tyka­ją się one z taką niechę­cią jak chick flick. Wyda­je się, że o ile stwierdze­nie, że oglą­da się takie filmy dla zabawy trak­towane jest najczęś­ciej ze zrozu­mie­niem (każdy musi się cza­sem odmóżdżyć) o tyle oglą­danie chick flick pozosta­je dla wielu kobi­et guilty plea­sure, zaś ich oglą­danie może się spotkać z surową repry­mendą. Zwierz nigdy nie zapom­ni jak na sean­sie wyjątkowo marnego fil­mu tego typu zwierz z ulgą pomyślał, że nie musi się wsty­dz­ić tego idio­tyz­mu bo na sali nie ma żad­nego mężczyzny. Było to kil­ka lat temu a sama myśl nie była prze­jawem długiej reflek­sji (tak więc nie musi­cie zwierza bić gazetą po głowie) ale jest coś w tym, że gatunek wyda­je się mniej wartoś­ciowy bo jest dla kobi­et i osoba­mi, które częs­to tak myślą są same kobi­ety (ponown­ie zwierz tylko zauważa nie oce­nia).

 

 

 

 A co jeśli jedyną słuszną definicją chick flick jest “film na który nie chce iść nasz facet”?


A jak na to wszys­tko chick lit — no właśnie co raz częś­ciej wyda­je się, że nie ma chick flick bez chick lit. I tu zwierz ma nieco mniej wyrozu­mi­ały. Bo wyda­je się, że źródła wszelkiego zła należy szukać właśnie tu. Zwierz dostrzegł, że najbardziej iry­tu­jącego go przykłady chick flick­ów mają swo­je źródła właśnie w tym gatunku lit­er­atu­ry, najczęś­ciej pisanej przez kobi­ety. No właśnie, zwierz ma pode­jrze­nie że dla częś­ci pro­du­cen­tów fil­mowych fakt, że opar­li swój film nie na autorskim sce­nar­iuszu ale na książce którą napisała kobi­eta. Inny­mi słowy daje to im ide­alne uspraw­iedli­wie­nie dla powiela­nia wszys­t­kich ist­nieją­cych stereo­typów na tem­at kobi­et bo prze­cież sko­ro same tak o sobie piszą to nie ma w tym nic złego. Poza tym o ile jeszcze filmy zwierz jako tako znosi, to ma wraże­nie, ze chick lit jest kosz­marnie złą lit­er­aturą — odpowied­nikiem thrillerów medy­cznych w których zawsze lekarze okazu­ją się pot­wora­mi na usłu­gach podłej ubez­pieczal­ni tes­tu­jącej leki na skro­fuły na ciężarnych kobi­etach. Ale ponown­ie — zwierz może się wyzłośli­wiać ile chce — a takie książ­ki zysku­ją czytel­ników a właś­ci­wie czytel­nicz­ki. Dlaczego? Ponown­ie zwierz przy­pom­i­na, że ludzie wcale nie chcą czy­tać tego co powin­ni (a właś­ci­wie zakładamy że powin­ni) tylko to co najbliższe jest bajce, ucieczce itd. Nie jest to z resztą żad­na zagad­ka — poszuki­wanie nie wyma­ga­jącego czy­tadła dużo częś­ciej przy­wodzi ludzi do księ­gar­ni niż szukanie intelek­tu­al­nego wyzwa­nia. Oczy­wiś­cie — moż­na powiedzieć — wypro­mu­jmy z równą siłą książkę o kobiecie, która nie potrze­bu­je mężczyzny, która nie chce brać ślubu, która nie ma przy­jaciółek i która ma to wszys­tko w nosie. Być może zwierz się myli i wtedy taka książ­ka odniosła­by sukces ale z drugiej strony ma dzi­wne wraże­nie, że było­by ją strasznie trud­no sprzedać. Mimo wszys­tko.

 

 

 NIe ma czegoś takiego jak Chic Lit w czarnych okład­kach. Pudrowe kolory są obow­iązkowe.

 

 

          Jak widzi­cie — nie ma spójnego wykładu bo zwierz nadal nie wie czym jest chick flick i dlaczego jest to poję­cie, które budzi w nim takie olbrzymie poczu­cie dyskom­for­tu. Być może dlat­ego, że wyma­ga przyz­na­nia przed samą sobą, że ta wiz­ja kobi­ety biorącej ślub, zna­j­du­jącej miłość i powierza­ją­ca swój żywot ide­al­ne­mu, opieku­jące­mu się nią mężczyźnie wcale nie jest taka odpy­cha­ją­ca. Tak zwierz musi przyz­nać, sam przed sobą, że cza­sem kiedy ma dość oglą­da sobie film o kole­jnej kobiecie co to męża nie chci­ała ale spotkała tego jedynego i była szczęśli­wa, albo o takiej, która zwiała sprzed ołtarza z przy­ja­cielem, którego miłoś­ci nie dostrzegła przez tyle lat, lub o tej która zro­biła dyplom na Har­vardzie na złość swo­je­mu byłe­mu face­towi ale i tak znalazła nowego, który kochał i ją i jej dyplom. Zwierz wie, że powinien tylko prychać ze złoś­ci, i pisać co raz bardziej złośli­we recen­z­je i nigdy przenigdy nie iść na film z kolorem różowym na plaka­cie. Ale nawet aser­ty­wny zwierz, który doskonale wie, że posta­cie kobiece są zazwyczaj w kinie jedynie szki­cow­ane, i ze kobi­ety stanow­ią jedynie 16% pro­du­cen­tów w prze­myśle fil­mowym i led­wie 9–12% reży­serów chce od cza­su do cza­su jakiegoś dobrego zakończenia ze ślubem. Pozosta­je pytanie. Czy ma się czuć win­ny?

 

 

 Dowód, że wspom­ni­ana na początku wpisu kart­ka ist­nieje i jest zapisana z obu stron (czego na obrazku nie widać)

 

 

Ps: Jeśli ten wpis wyda­je się wam jakkol­wiek wewnętrznie sprzeczny to znaczy, że ide­al­nie odd­a­je stan duszy zwierza i jego poglądy na wzmi­ankowany tem­at.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy