Home Ogólnie Reszta powinna być milczeniem czyli o problemach opóźnionej kontynuacji

Reszta powinna być milczeniem czyli o problemach opóźnionej kontynuacji

autor Zwierz

Hej

wczo­raj przez Inter­net prze­toczyła się fala komen­tarzy związanych z fak­tem, że wyda­je się iż Sap­kows­ki zafun­dował nam niespodziankę roku i napisał kole­jną książkę o Wiedźminie, mimo, że zdawało się, iż nie ma w spraw­ie dziel­nego Ger­al­ta z Rivii nic więcej do powiedzenia. Czytel­ni­cy podzielili się mniej więcej równi­utko na tych, którzy czeka­ją z obawa­mi, ale jed­nak książkę kupią i na tych, którzy pozbaw­ieni są obaw za to praw­ie pewni, że książ­ki nie kupią. Nawet zwierz, który ma do Sap­kowskiego więk­szą słabość niż wypa­da się przyz­nawać po ukończe­niu gim­nazjum jest całym tym pomysłem moc­no zaniepoko­jony. To spraw­iło, że zwierz zaczął się zas­tanaw­iać, jaka jest ta cien­ka grani­ca między prag­nie­niem by autor napisał więcej, by film miał kon­tynu­ację a ser­i­al kole­jne odcin­ki a obawą, przed tym, co moż­na nam zaser­wować. Wyda­je się, że wciąż poku­tu­je opinia, że czytel­nik, widz czy fan zawsze będzie zad­owolony nowy­mi mate­ri­ała­mi. Tym­cza­sem zwierz ma wraże­nie, ze wcale nie jest to zasa­da.

Zwierz od razu zaz­nacza — to nie jest wpis o tym, że nowa książ­ka Sap­kowskiego musi być bez­nadziej­na, to raczej wpis o tym jakie uczu­cia budzą takie prze­sunięte w cza­sie kon­tynu­acje. Nawet gdy­by książ­ka Sap­kowskiego okaza­ła się picem na wodę — wpis nadal pozosta­je w mocy.

Przede wszys­tkim wyda­je się, że fani wcale nie chcą by autorzy czy fil­mow­cy dotykali zakońc­zonych już his­torii. Infor­ma­c­ja o tym, że ma pojaw­ić się nie związany z Har­rym Pot­terem ser­i­al dzieją­cy się w świecie wykre­owanym przez J K Rowl­ing wzbudz­iła entuz­jazm właśnie, dlat­ego, że autor­ka nie popełniła błę­du wielu twór­ców. Zakońc­zone his­to­rie są bliskie ser­cu widza i czytel­ni­ka i pomysł by dopowiadać coś jeszcze spraw­ia, że część czytel­ników czu­je się oszukana. Mieli swo­ją zamkniętą his­torię, którą ter­az ponown­ie się otwiera.  Dlat­ego więk­szość wiel­bi­cielek Dzi­en­ni­ka Brid­get Jones wcale nie zareagowała entuz­jazmem na wieść, ze pojawi się kole­jny tom przygód ang­iel­ki. Zakończe­nie, które dostali po drugim tomie zupełnie ich satys­fakcjonowało i wszys­tko, co może opowiedzieć autor­ka, zburzy uporząd­kowaną his­torię. Co praw­da Sap­kows­ki zapowiedzi­ał, że książ­ka nie będzie opowiadała dal­szych losów, ale moż­na się zas­tanow­ić, czy w his­torii tego aku­rat Wiedźmi­na jest jeszcze miejsce na to by wpleść tom opowiadań czy kole­jny tom powieś­ci. Gdy­by Sap­kows­ki stwierdz­ił, że wyda tom opowiadań związanych z wykre­owanym przez niego światem, ale bez postaci pojaw­ia­ją­cych się wcześniej w cyk­lu mógł­by wzbudz­ić entuz­jazm czytel­ników.

 

Infor­ma­c­ja o tym, że ser­i­al o autorze powyższego mag­icznego opra­cow­a­nia ma niedłu­go pow­stać raczej wzbudz­iła pozy­ty­wne emoc­je. Dlaczego? Bo autor­ka uniknęła błę­du jakim jest otwieranie zamkniętej his­torii Har­rego Pot­tera

Dodatkowo chodzi też o pewne poczu­cie unika­towoś­ci. Zwierz praw­dopodob­nie cieszył­by się bardziej z zapowiedzianej kon­tynu­acji Gwiezd­nych Wojen gdy­by nie myśl, że może się to skończyć źle dla ukochanej sagi zwierza. Przy czym oczy­wiś­cie — tu przy­padek jest o tyle inny, że właś­ci­wie od samego początku wid­zowie wiedzieli, że oglą­da­ją środek więk­szego niezre­al­i­zowanego pro­jek­tu. Nie chodzi o to, że zwierz jest przeko­nany, że filmy będą złe, ale chy­ba moż­na ze 100% pewnoś­cią powiedzieć, że nie powtórzą fenomenu Gwiezd­nych Wojen. Dobrym przykła­dem jest też czwarta odsłona Indi­any Jone­sa. Z jed­nej strony wid­zowie nawet chcieli zobaczyć, co dalej z najsłyn­niejszym arche­olo­giem świa­ta, ale z drugiej, to już nie było to samo i w sum­ie pozostaw­iło widzów w dzi­wnym poczu­ciu, że zobaczyli sobie czegoś, czego nie da się odkrę­cić.  Pod tym wzglę­dem dobrym było posunię­cie sce­narzys­tów nowego Star Tre­ka, którzy zasug­erowali, że to co widz­imy jest nie tyle kon­tynu­acją co alter­naty­wą rzeczy­wis­toś­cią, dzię­ki czemu, wcześniejsza his­to­ria nie zosta­je przekreślona czy nie ule­ga zaburze­niu.

Choć fani Gwiezd­nych Wojen są przyzwycza­jeni, że do his­torii wciąż coś się dopowia­da to jed­nak wyda­je się, że powrót bohaterów na ekran kin budzi więcej kon­trow­er­sji niż entuz­jaz­mu (powyższy plakat jest fan made)

Wyda­je się, że sporo zależy też od tego, co stoi za motywacją twór­ców kole­jnych częś­ci, (przy czym nie tych, którzy ser­wu­ją nam kole­jną część rok później — bo mowa tu o kon­tynu­ac­jach z opóźnie­niem). Niekiedy mamy do czynienia z prostą chę­cią zysku — wyda­je się, że filmy z cyk­lu Sex and The City, które z seri­alem nie miały właś­ci­wie nic wspól­nego — film, który pow­stał cztery lata później pow­stał jak się zda­je nie, dlat­ego, że w his­torii zostało coś do opowiedzenia, ale dlat­ego, że pro­du­cen­ci prag­nęli zysku. Z kolei patrząc na Pol­skie pod­wórko zda­je się, że cza­sem twór­cy powraca­ją do swoich najważniejszych dzieł trochę z braku pomysłu — wiado­mo było, że zre­al­i­zowany po lat­ach Ryś po pros­tu nie może być tak dobry jak Miś. Nie mniej twór­com zdawało się, że wystar­czy wyko­rzys­tać posta­cie dobrze znane by opowiedzieć coś o współczes­nej Polsce. Rzecz jas­na im się nie udało. Trochę z braku pomysłu, trochę, dlat­ego, ze automaty­cznie skaza­li się przez to na porów­na­nia. Podob­nie jak twór­cy fil­mu o Han­sie Klossie. Nie zależnie od tego jak dobry był­by to film nie sprostał­by leg­endzie seri­alu — po pros­tu, dlat­ego, ze nie chodzi tu tylko o fabułę, ale o poczu­cie, że oglą­da się coś wyjątkowego czy kul­towego.

No właśnie — nawet jeśli zatrud­ni się do tych samych ról, tych samych aktorów to tak naprawdę mało która leg­en­da powraca na ekran

No właśnie wyda­je się, że w kul­turze gdzie wszys­tkiego jest mnóst­wo cza­sem wcale nie jesteśmy tacy źli, że mamy czegoś nieco mniej. Oczy­wiś­cie, zwierz nie mówi tu o bru­tal­nie kasowanych seri­alach czy tych ekstremal­nych przy­pad­kach, w których ma się trzy odcin­ki na jak­iś czas. Ale chy­ba paradok­sal­nie lubimy rzeczy zamknięte, do których nie dopisu­je się nam wciąż nowych rozdzi­ałów. King wydal niedawno kon­tynu­ację Lśnienia. Dobra książ­ka, ale gdzie jej tam do wspani­ałego Lśnienia. Autor, który wraca do zakońc­zonej powieś­ci musi mieć naprawdę coś niesły­chanie ważnego do powiedzenia by nie zep­suć tego, co już napisał. Bo jed­nak marne kon­tynu­acje częs­to zmieni­a­ją per­cepcję ory­gi­nału. Albo sam autor twierdzi, że było zupełnie inaczej niż pamię­tamy, co jak wiado­mo, każdego widza czy czytel­ni­ka zamienia w Mis­ery. No i jest jeszcze kwes­t­ia tego, kto ciąg­nie his­to­rie dalej. Wyda­je się, że nie ma możli­woś­ci by książkę napisaną przez jed­nego auto­ra mógł z powodze­niem kon­tyn­uować inny — w przy­pad­ku filmów jest nieco inaczej, ale na przykład inni aktorzy w znanych już rolach rzad­ko się sprawdza­ją. Niem­niej w przy­pad­ku powieś­ci dosta­je­my takie cud­eń­ka jest kole­jne tomy his­torii o Kubu­siu Puchatku (napisane po przekaza­niu praw przez rodz­inę, która wyty­powała najlep­szego ich zdaniem auto­ra) czy nieszczęsne dwie kon­tynu­acje Przem­inęło z Wia­trem, z których obie budzą więcej niż mieszane uczu­cia. Bo nawet najbardziej zakochani w tekś­cie czytel­ni­cy, śnią­cy po nocach, co by było gdy­by udało się odpowiedzieć, co dalej dzi­ało się ze Scar­lett nie chcą by po pros­tu ktoś napisał książkę. Chcą by Mar­garet Mitchell pow­stała z grobu i zaczęła pisać. Choć zwier­zowi wyda­je się, że nawet zom­bie autor­ki by odmówiło, sko­ro Mitchell odmaw­iała pisa­nia kole­jnego tomu wszys­tkim wydaw­com, twierdząc, że jej powieść ma takie a nie inne zakończe­nie.

Nikt tak naprawdę nie chce kon­tynu­acji Przem­inęło z Wia­trem pisanej przez Don­al­da McCaiga. Kogo on w ogóle obchodzi? Niko­go — jeśli ludzie prag­ną kon­tynu­acji to jed­nak pisanych przez tych samych autorów

Te wszys­tkie dywa­gac­je zwierza biorą się z fak­tu, że tak naprawdę ide­al­ny widz czy czytel­nik tak naprawdę chce czekać i marzyć o kon­tynu­acji. Ale nie znaczy to, że zawsze chce to dostać. Oczy­wiś­cie, zwierz doskonale zda­je sobie sprawę, że więk­szość kon­tynu­acji robi się dla pieniędzy, zysku czy z braku pomysłu, co dalej. Co nie zmienia fak­tu, że zwierz ma wraże­nie, że w przy­pad­ku takich odd­alonych w cza­sie kon­tynu­acji więcej moż­na stracić niż zyskać. Bo wiel­bi­ciel, który wie, że his­to­ria, o której zawsze miał ją za skońc­zoną może jeszcze zostać posz­er­zona czy otwarta chcąc nie chcąc zmienia pode­jś­cie do tego, co już ma. Niek­tórzy trochę się zniechę­ca­ją innym odbiera to całą radość oglą­da­nia czy czy­ta­nia. Zwłaszcza, ze twór­cy tego, co napisane czy nakrę­cone później mają olbrzymią słabość do zmieni­a­nia tego, co już znamy. Tak, więc paradok­sal­nie w tym świecie gdzie wszys­tko ma ciąg dal­szy cza­sem najlep­sze, co moż­na zro­bić to pogodz­ić się z tym, że niek­tóre his­to­rie po pros­tu mają swój koniec. A resz­ta naprawdę jest mil­cze­niem.

Ps: Słucha­j­cie kto z was jest geekows­ki i rękodziel­ny (znaczy robi jakieś geekowskie wyt­wory rąk włas­nych które sprzeda­je potem za złote pol­skie), zwierz ma fajny pomysł blogowo/promocyjny ale chci­ałabym was zebrać w jed­nym miejs­cu. Ktoś coś?

Ps2: Zwierz wybiera się w poniedzi­ałek do Łodzi. Co praw­da w sprawach takich, że z nikim raczej spotkać się nie może, ale bard­zo chci­ał­by się dowiedzieć czy zna­cie może w Łodzi jakąś dobrą kna­jpę.

40 komentarzy
0

Powiązane wpisy