Home Ogólnie Rewolwer i Kaszkiet czyli zwierz o Man from U.N.C.L.E

Rewolwer i Kaszkiet czyli zwierz o Man from U.N.C.L.E

autor Zwierz
Rewolwer i Kaszkiet czyli zwierz o Man from U.N.C.L.E

Zwierz szedł na Kryp­ton­im U.N.C.L.E z poczu­ciem jak­by szedł na ostat­ni możli­wy seans kilka­naś­cie tygod­ni po pre­mierze. Tym­cza­sem film miał pre­mierę w piątek ale tak się stało, że zdążyły go obe­jrzeć chy­ba wszys­tkie przy­jaciół­ki zwierza, stwarza­jąc tym samym atmos­ferę że zwierz jest jedyną żyjącą istotą która fil­mu nie widzi­ała. Na całe szczęś­cie udało się zwier­zowi ten brak nadro­bić.

Jv7V5

NAwet jeśli zwierz ma do fil­mu zas­trzeże­nia (a ma) to wiele wyna­gradza fakt, że to film dla oka niesły­chanie miły

Zwierz nazwał­by Kryp­ton­im U.N.C.L.E filmem kostiu­mowym. Nie nie chodzi o to, że roz­gry­wa się w lat­ach sześćdziesią­tych, kiedy wszyscy nosili ubra­nia o ład­niejszym kro­ju, a słońce we Włoszech świeciło bardziej na wszys­t­kich tych zad­owolonych ludzi na Ves­pach. Nie chodzi nawet o doskonale dobraną muzykę, która rzecz jas­na przenosi widza lotem błyskaw­icy do cza­sów których nie pamię­ta ale które dzię­ki pop­kul­turze doskonale zna. Nie chodzi też, o cud­owne dopra­cow­ane w najm­niejszym detalu wnętrza. Otóż cały film przy­wdziewa kostium. To nie nakrę­cony w 2015 film sen­sacyjny, tylko swego rodza­ju pró­ba odt­worzenia pro­dukcji z lat 60. Sce­nar­iusz teo­re­ty­cznie zaw­iera od cza­su do cza­su ele­ment zaskoczenia, ale nie dla widza. Widz bowiem zna te rozwiąza­nia z innych pro­dukcji z epo­ki. Sce­ny akcji są dużo krót­sze, miejs­ca­mi zaskaku­ją­co wręcz proste – ponown­ie przy­wodzące na myśl bardziej to co robiło się kil­ka dekad temu. Nawet sama struk­tu­ra fil­mu – jego tem­po, część dialogów, sposób w jaki ekspozy­c­ja nie pasu­je dłu­goś­cią do zakończenia – wszys­tko spraw­ia wraże­nie jak­byśmy oglą­dali film współczes­ny który prze­brał się za pro­dukcję z cza­sów gdy Bond był młody. Nawet mon­taż miejs­ca­mi (choć to najnowocześniejszy ele­ment w pro­dukcji) przy­wodzi na myśl dawne filmy. Wszys­tko zaś by obudz­ić u widza sen­ty­ment za cza­sa­mi gdy kon­flik­ty były prost­sze a ciuchy bohaterów i złoczyńców układały się ide­al­nie.

man-from-uncle-2015-alicia-vikander

Co praw­da lata 60 nie były tak piękne jak film nam to pokazu­je ale każe trochę za nimi tęsknić. Gdzie te cza­sy kiedy ubra­nia tak dobrze się układały na dobrych, złych i tych po środ­ku

Zwierz rozu­mie tą kon­wencję choć ma z nią pewien prob­lem. Jasne bard­zo miło jest obe­jrzeć sobie film szpiegows­ki z lat 60 nakrę­cony przy wyko­rzys­ta­niu współczes­nej tech­ni­ki czy z aktora­mi których są dziś piękni i młodzi. Zwier­zowi nie przeszkadza fakt, że nasi bohaterowie gani­a­ją głównie po włos­kich mias­tach i wys­pach – bo jak wiado­mo nie ma lep­szej przestrzeni do szpiegows­kich pora­chunków niż ciepłe słońce połud­niowych kra­jów. Zwierz ma jed­nak prob­lem z tym, że ta kon­wenc­ja trochę jed­nak film ogranicza. Nigdzie nie jest on zaskaku­ją­cy, miejs­ca­mi jest wręcz tak przewidy­wal­ny, że widz może się poczuć zwol­niony ze śledzenia fabuły bo wie co będzie dalej. Do tego – przy­na­jm­niej zdaniem zwierza, taka kon­wenc­ja ogranicza obec­ne w filmie posta­cie. Co to znaczy? Nawet jeśli sce­narzyś­ci stara­ją się je w jak­iś sposób zmienić – ostate­cznie lądu­ją one w dawno wyz­nac­zonych ramach. Dobrym przykła­dem jest postać Gaby granej przez Alicję Vikan­der. Gaby to postać która ma być nieco inna niż klasy­czne kobi­ety wys­tępu­jące u roli szpiegów. I rzeczy­wiś­cie – w warst­wie deklaracji jest inna, ale w warst­wie czynów i miejs­ca w his­torii – wpa­da dokład­nie w prze­gród­kę wyz­nac­zoną dla kobi­et, które się prze­wozi, ratu­je, pociesza czy wys­taw­ia jako żywą przynętę. Jasne – ogranic­zono w pro­dukcji kwest­ię obow­iązkowego roman­su, ale wciąż postać Gaby służy przede wszys­tkim by ład­nie wyglą­dać i znaleźć się w miejs­cu skąd nasi dziel­ni bohaterowie będą ją musieli ura­tować. Co więcej w filmie jest trochę scen które zupełnie do wybranej kon­wencji nie pasu­ją. Zwierz siedząc na sali kinowej i oglą­da­jąc jed­ną z nich (dla tych co widzieli — prezen­tac­ja dokon­ań jed­nego złoczyń­cy) tak bard­zo poczuł, że nie przys­ta­je ona do resz­ty fil­mu, że cały czas zami­ast obser­wować bohaterów zas­tanaw­iał się o co reży­serowi właś­ci­wie chodzi. A to olbrzy­mi minus bo „wypa­da się” z fil­mu i trud­no potem do niego wró­cić. I zwierz rozu­mie pokusę łama­nia schematu ale w tym przy­pad­ku narzu­cona kon­wenc­ja jest tak sil­na że pró­ba jej zła­ma­nia nie wychodzi pro­dukcji na dobre.

L90wO

W sce­nar­iuszu jest wszys­tko to co być powin­no — szpiedzy, Włoych, Vespy. Czego chcieć więcej?

Co prowadzi zwierza do jeszcze jed­nej reflek­sji – być może kluc­zowej dla tego jk ostate­cznie film wyglą­da. Otóż nie był to film który miał łatwą drogę na ekrany – przez dobrych parę lat Warn­er Bros bard­zo chci­ał wypro­dukować ten opar­ty o ser­i­al z lat 60 film na ekrany – jed­nak bez powodzenia. Przez pewien czas w filmie miał grać Tom Cruise ale na całe szczęś­cie zrezyg­nował. Co nie zmienia fak­tu, że takie pro­dukc­je z długim roz­biegiem, częs­to łączą wspólne cechy. Jed­ną z nich jest sce­nar­iusz po którym widać, że ktoś musi­ał go kil­ka razy przepisy­wać, zmieni­ać, dodawać pewne tropy a potem porzu­cać. Taki jest sce­nar­iusz do fil­mu – niekiedy wyda­je się, że zna­j­du­ją się w nim sce­ny, pomysły czy inne ele­men­ty które nie zna­j­du­ją rozwiąza­nia. Cza­sem sce­narzyś­ci jak­by o nich zapom­i­na­ją. Niekiedy moż­na wręcz dojść do wniosku, że wszyscy są his­torią znudzeni i przeskaku­ją po pros­tu parę kartek do przo­du żeby nie musieć opowiadać wszys­tkiego po kolei albo w ogóle darować sobie jakaś nud­ną scenę. Zwierz ma mieszane uczu­cia – z jed­nej strony – cieszy się cza­sem z szyb­szego tem­pa fil­mu, z drugiej miał wraże­nie jak­by pisał sce­nar­iusz napisany w taki leni­wy sposób – jak coś jest za trudne to nie opowiada­jmy i nie wyjaś­ni­a­jmy tylko idźmy dalej. Raz czy dwa to dzi­ała, ale kiedy korzys­ta się z tego zbyt częs­to w filmie pojaw­ia­ją się trudne do załata­nia czy ukrycia przed widzem dzi­ury.

d59bynt1_nn0tyz

Jak wiado­mo złych ludzi w fil­mach poz­na­je­my po tym, że wyglą­da­ją po pros­tu zabójc­zo

I był­by to film bard­zo łatwy do zapom­nienia gdy­by nie fakt, że cały ten śred­ni sce­nar­iusz odgry­wa­ją dla nas bard­zo zdol­ni aktorzy, którzy – nie waha­jmy się tego napisać – zostali do swoich ról wybrani ide­al­nie. Bohaterów mamy dwóch – uroczego Amerykan­i­na baw­idam­ka Napoleona Solo (który jak wskazu­je nazwisko musi być jakoś spokrewniony z Hanem Solo) i Ros­jan­i­na – wrażli­wego mil­cz­ka — Ilyę Kuryak­i­na. Obaj pracu­ją dla swoich rządów – odpowied­nio dla CIA i KGB choć niekoniecznie są z tej współpra­cy jakoś bard­zo zad­owoleni. Solo zmus­zony jest do pra­cy dla CIA by nie trafić do więzienia (w isto­cie to po pros­tu bard­zo zdol­ny złodziej sztu­ki) zaś na Kuryakinem wisi groź­ba że źle wypełnione zadanie skończy się dla niego – podob­nie jak dla ojca – pobytem na Syberii. Mamy więc doskon­ałych, ale jed­nocześnie niechęt­nych szpiegów którzy zmuszeni są współpra­cow­ać. Moż­na było ich wza­jemne relac­je czy niechęć oprzeć na spotka­niu dwóch światów – zachod­niego, kap­i­tal­isty­cznego i tej wschod­niej komu­nisty­cznej Rosji. Prob­lem w tym, że współcześnie wcale nie było­by to zabawne. Zami­ast tego dosta­je­my więc bohaterów o różnych charak­ter­ach, których wza­jem­na niechęć, a potem oczy­wista przy­jaźń opiera się na różni­cach nie mają­cych wiele wspól­nego z kra­jem z którego pochodzą.

henry-cavill-the-man-from-uncle-movie

Hen­ry Cav­ill zgłasza swój akces do wyś­cigu po rolę Bon­da, a Guy Ritchie udowad­nia, że tak jak J.J. Abrams ma swo­je ukochane flary, tak on kocha tęczę — serio w kilku­nas­tu sce­nach odniesiecie wraże­nie jak­by twór­ca baw­ił się pryz­matem

Solo to bohater mają­cy w sobie coś z gen­tle­m­ana włamywacza, trochę z Bon­da. Zachowu­je się jak­by był nieomyl­ny ale to tylko swego rodza­ju kostium – w isto­cie popeł­nia całkiem sporo błędów. Jed­nak ma tą pod­bi­ja­jącą ser­ca wszys­t­kich widzów cechę – jest spoko­jny wtedy kiedy ludzie spodziewa­ją się emocji co stwarza wraże­nie jak­byśmy mieli przed sobą najin­teligent­niejszego i najbardziej pewnego siebie człowieka na zie­mi. To człowiek który będzie na tyle niefra­sobli­wy by dać się otruć i na tyle pewny siebie, że podłoży sobie poduszkę zan­im osunie się nieprzy­tom­ny. Solo gra Hen­ry Cav­ill i to jest przy­na­jm­niej zdaniem zwierza pewne objaw­ie­nie. Zwierz Cav­il­la po Super­manie bard­zo nie lubił, a przede wszys­tkim miał spory prob­lem z jego urodą. Niby facet niesły­chanie przys­to­jny ale jakoś odrzu­ca­ją­cy. No i po tym jak Cav­ill zagrał Napoleona Solo zwierz musi zmienić zdanie. Aktor rzeczy­wiś­cie dał swo­je­mu bohaterowi odpowied­nią dawkę pewnoś­ci siebie, tak że bez trudu wierzymy, że gdy wchodzi do poko­ju zwraca­ją na niego uwagę wszys­tkie kobi­ety. Zresztą strasznie poma­ga w tym garder­o­ba. Cav­ill ma trud­ną syl­wetkę bo to niesamowicie kwadra­towy facet (gdzieś te wszys­tkie mięśnie muszą się podzi­ać) i na pre­mier­ach filmów w gar­ni­tu­rach cza­sem wyglą­da źle. Ale ponieważ film dzieje się w lat­ach 60 to wystar­czy nieco inny krój i już każde uję­cie bohat­era w gar­ni­turze (zwłaszcza jego pleców) to bard­zo miłe przeży­cie este­ty­czne. Do tego nie mamy prob­le­mu z tym by uwierzyć że Solo to człowiek dow­cip­ny i wyk­sz­tał­cony, zna­ją­cy się nie tylko na rabowa­niu ale i na sztuce. Zwierz zgadza się z tymi którzy być może dostrzegli­by w nim przyszłego Bon­da bo udowad­nia, że ma odpowied­nią charyzmę. Jedyne co zwier­zowi przeszkadza to fakt, że kom­plet­nie nie był w stanie uwierzyć że Napoleon jest Ameryka­ninem. Kiedy mówi o cza­jniku herbat­ki i ciasteczkach to sły­chać że to anglik.

M7MQZ

Napoleon Solo to postać równie nierzeczy­wista co jej imię. Ale takich bohaterów łat­wo pokochać

Ilyę Kuryakin to z kolei bohater z tajem­nicą. Małomówny, niby cier­pią­cy na wybuchy agresji (zapewne rozpoczęte przez trau­maty­czne wspom­nienia) ale jed­nocześnie – niewąt­pli­wie inteligent­ny i wrażli­wy. Zwierz oglą­da­jąc film cały czas zas­tanaw­iał się czy nasz bohater nie padł ofi­arą zjawiska dość powszech­nego. Kuryakin może być błyskotli­wy i dow­cip­ny po rosyjsku ale ponieważ w filmie mówi wyłącznie po ang­iel­sku, to cały dow­cip czy lekkość ginie a zosta­ją jedynie dość surowe i ogranic­zone komu­nikaty. Zwierz tak tą postać inter­pre­tu­je, bo niewąt­pli­wie jest w niej więcej niż słyszymy w dialo­gach. Ilyę gra Armie Ham­mer. Zwierz musi się wam do czegoś przyz­nać. Uwiel­bia Armiego Ham­mera. Od chwili kiedy będąc sam jeden zagrał bliź­ni­aków w Social Net­work zwierz jest w stanie – co więcej stara się to robić – obe­jrzeć z nim wszys­tko. Wyso­ki, przys­to­jny, niebieskoo­ki z takim ład­nym niskim głosem. Ale nawet nie o to chodzi – to po pros­tu zdol­ny ciekawy aktor, który jak na razie daje zwier­zowi bard­zo różne przeży­cia (Samot­ny Jeździec należał bard­zo do tych filmów w których na Armiego miło się patrzyło i to tyle) ale zwierz cieszy się że śledzi jego kari­erę. W Kryp­ton­im U.N.C.L.E aktor mówi z ciężkim rosyjskim akcen­tem, robi maślane oczy do ślicznej dziew­czyny i co pewien czas ma ochotę sprać wszys­t­kich w około na kwaśne jabłko. I we wszys­t­kich tych aspek­tach swo­jej roli jest wiary­god­ny. Przy czym o ile do Cav­il­la zwierz musi­ał się przekon­ać, tak w przy­pad­ku Arnie Ham­mera, zwierz był wcześniej przy­go­towany na to, że oglą­danie go w ład­nych ciuchach z epo­ki sprawi mu mnóst­wo przy­jem­noś­ci. Dla takich filmów jak ten wymyślono kaszki­et.

The man from uncle 800x450

Ilyia to wyraźnie bohater pisany ze świado­moś­cią że w seri­alu to właśnie małomówny Ros­janin a nie uroczy Amerykanin pod­bił serce widzów

Mamy więc dwóch aktorów i dwie role, ale nic by nie zadzi­ałało gdy­by nie chemia między nimi. Tu zaś wszys­tko jest na miejs­cu. Nieza­leżnie od tego czy się gani­a­ją, biją czy robią razem zakupy nie chce­my patrzeć na niko­go innego. W jed­nej z pier­wszych scen fil­mu bohaterowie kłócą się jaką garder­obę wybrać dla dziew­czyny która z nimi podróżu­je. Dwóch szpiegów kłócą­cych się o modę, strój i jaki pasek będzie pasował do jakiej sukien­ki. Moż­na było­by tą scenę przeszarżować, moż­na było­by pokazać że nasi panowie to macho którzy zna­ją się na takich sprawach tylko dlat­ego, że wyma­ga tego mis­ja. Ale nie – zde­cy­dowano się na trop inny – wszak mężczyźni też isto­ty wrażli­we obdar­zone gustem. Przepy­chanka jest więc między dwiema osoba­mi których poglądy na modę są zupełnie odmi­enne, nie pomiędzy dwoma super fac­eta­mi którzy się nie zgadza­ją. I dlat­ego sce­na jest zabaw­na (i naw­iązu­ją­ca do seri­alu gdzie nasz Ilyia został w końcu pro­jek­tan­tem mody). Ważne jest też że nasi bohaterowie nie tylko się kłócą. Nie czynią też jakichś wylewnych deklaracji wza­jem­nej miłoś­ci i sym­pa­tii ale w pewnym momen­cie, mimo różni­cy charak­terów po pros­tu sprawnie razem dzi­ała­ją. Ich wspólne sce­ny są w filmie zde­cy­dowanie najlep­sze. Spodziewamy się czegoś dow­cip­nego, może z lekkim podtek­stem, cud­own­ie niejed­noz­nacznego. Ale nieste­ty – zwierz ma tu wraże­nie, że przyję­ty schemat fabuły ponown­ie nie pozwala w pełni zre­al­i­zować potenc­jału tej pary. Przy­dało­by się w filmie zde­cy­dowanie więcej scen gdzie nasi bohaterowie roz­maw­ia­ją, a przede wszys­tkim więcej scen w których może­my się o nich czegoś dowiedzieć. Tak naprawdę mamy bowiem do czynienia z posta­ci­a­mi led­wie zarysowany­mi – które choć zabawne i miłe dla oka nie wychodzą poza pewien schemat. Jasne moż­na sobie dopisy­wać do nich jakieś his­to­rie ale same w sobie – niewiele dają. I ponown­ie – zwierz rozu­mie, że tak musi być bo prze­cież schemat sprzed kilku dekad właśnie tak trak­tował swoich bohaterów. Ale od tamtego cza­su trochę się jed­nak zmie­nil­iśmy i dziś nawet o Bondzie wiemy więcej niż byśmy chcieli.

The-Man-from-U.N.C.L-31

Zwierz przez cały film miał wraże­nie jak­by Ali­cia Vikan­der męczyła się trochę w swo­jej roli. A to taka dobra aktor­ka

Co więcej – jak bard­zo posta­cie są nie napisane widać w chwili w której ode­jmiemy ekra­nową chemię czy dow­cip. Widać to w postaci Gaby – granej przez Alicję Vikan­der. Gaby jest postacią tak płaską,że nud­ną. Jasne ślicznie wyglą­da w stro­jach z epo­ki, ale aktor­ka jakoś nie umi­ała prze­bić się przez dość płas­ki w jej przy­pad­ku sce­nar­iusz. Dosta­je­my więc postać która teo­re­ty­cznie jest ciekawa, teo­re­ty­cznie samodziel­na i teo­re­ty­cznie nie­s­tandar­d­owa. Ale wszys­tko pozosta­je w warst­wie pewnych deklaracji bo na ekranie zde­cy­dowanie częś­ciej mamy dość nud­ną i pozbaw­ioną osobowoś­ci dziew­czynę w opałach, która nie jest ani bard­zo dow­cip­na, ani bard­zo inteligen­ta, ani bard­zo głu­pia. Jest po pros­tu żad­na. Tak żad­na że kiedy pojaw­ia się teo­re­ty­cznie jakaś niespodzian­ka widza nie bard­zo ona intere­su­je – bo zain­west­owanie jakichkol­wiek uczuć w tak pozbaw­ioną osobowoś­ci postać jest bard­zo trudne. I ponown­ie braku­je jakiejś sce­ny – wyjętej ze schematu, która pozwalała­by nam poz­nać bohaterkę na tyle dobrze, że zaczęlibyśmy się prze­j­mować jej losem a nie postrze­gać jako kole­jną z tych „obow­iązkowych do ratowa­nia” kobi­et. Przy czym to nie jest tak, że w filmie nie ma dobrych ról kobiecych. Doskon­ała jest Eliz­a­beth Debic­ki jako Vic­to­ria. To jed­na z tych postaci która też została żyw­cem prze­nie­siona z lat 60 ale w tym przy­pad­ku została tak dobrze zagrana i pokazana (serio aktor­ka jest w tym filmie tak niesamowicie wystyl­i­zowana że oczu nie moż­na oder­wać) że widz czer­pie ze schematy­cznoś­ci jej postaci czys­tą radość. Co więcej ‑mimo że postać też właś­ci­wie nie ma jakiegoś bardziej zarysowanego charak­teru (bo w filmie nie ma na to miejs­ca) to właś­ci­wie nie za bard­zo to wid­zowi przeszkadza. Jest zła, pięk­na, wyra­chowana i wład­cza. Jak pisał zwierz wcześniej – oczu oder­wać nie moż­na. Co ład­nie pokazu­je, że to raczej prob­lem z Vikan­der niż z rolą. Choć z drugiej strony zwierz nie mógł się oprzeć wraże­niu że Gaby to sios­tra Madam Simzy z drugiego Sher­loc­ka Holme­sa. Posta­cie są do siebie bard­zo podob­ne – z jed­nej strony mają być wbrew schema­towi nieza­leżne i obdar­zone nie­s­tandar­d­owy­mi zdol­noś­ci­a­mi, z drugiej – film nie daje im żad­nej możli­woś­ci by w pełni wyko­rzys­tać swój potenc­jał. W obu przy­pad­kach w filmie Ritchiego wys­tąpiła doskon­ała europe­js­ka aktor­ka, o której wiado­mo, że umie grać. I w obu przy­pad­kach były to role raczej prze­ciętne, tak jak­by Ritchie nie umi­ał ich poprowadz­ić. Może reżyser nie jest najlep­szy w pra­cy z aktorka­mi? W końcu jego filmy od zawsze charak­tery­zowały się doskon­ały­mi rola­mi męski­mi (i okiem do castin­gu aktorów). Zresztą w ogóle zwierz miał wraże­nie, że Ritchie przeniósł sporo pomysłów z Sher­loc­ka do tego fil­mu. Cho­ci­aż­by w budowa­niu relacji między główny­mi bohat­era­mi (którzy pewnie za jakieś dziesięć lat będą w takiej komi­ty­wie jak Sher­lock i Wat­son).

d4d-3324-dng

Z jed­nej strony — dzię­ki za kostiumy z drugiej — zwierz miał wraże­nie że film wybrany kos­tum nieco ciśnie

Zwierz nie wyszedł z Kryp­ton­im U.N.C.L.E zaw­iedziony. Siedzą na sali zdarza­ło mu się kil­ka razy westch­nąć głęboko. No bo jak nie wzdy­chać kiedy bohaterowie są tacy przys­to­jni i dow­cip­ni, akc­ja dzieje się w słonecznej Italii a ścież­ka dźwiękowa przenosi człowieka pros­to do lat 60. Zwierz śmi­ał się na sce­nach na których – jak mniema powinien się śmi­ać, i rozmyślał nad tym o ile piękniejszy był­by świat gdy­byśmy niek­tórych mężczyzn obow­iązkowo wyposażyli w kaszki­ety. Zwierz nie nudz­ił się też – co zdarza mu się co raz częś­ciej w fil­mach gdzie sce­ny akcji trwa­ją godz­i­na­mi. Co więcej kiedy film zaczął się kończyć zwierz poczuł pewien żal bo chci­ał­by być jeszcze dłużej z bohat­era­mi, dowiedzieć się o nich tego czego jeszcze nie wie. Być może należało­by więc odłożyć na bok wszelkie kry­ty­czne uwa­gi i cieszyć się miłym wiec­zorem w kinie. Prob­lem w tym, że zwierz jest już trochę zmęc­zony fil­ma­mi które zmusza­ją go by ignorował luki w sce­nar­iuszu. Podob­nie jak jest zmęc­zony fil­ma­mi które nie ofer­u­ją mu postaci a szkice do postaci. Dziś kiedy zwierz dopisu­je kil­ka ostat­nich zdań film pamię­ta jak przez mgłę. I choć pole­ca wam seans – bo jest to przeży­cie miłe (zwłaszcza este­ty­cznie) to sam chy­ba chci­ał­by czegoś więcej. No zobaczymy – może w sequelu który ma spore szanse pow­stać. Zwierz wcale by się nie pog­niewał.

Ps: Wszyscy zauważyli, że mamy w tym roku jak­iś wysyp filmów szpiegows­kich. Zwierz ma jed­nak wraże­nie, że choć więk­szość pro­dukcji odwołu­je się do schematu fil­mu szpiegowskiego to tak naprawdę od lat nie mieliśmy takiego porząd­nego, poważnego fil­mu o szp­ie­gach.

Ps2:Słuchajcie zwierz tak na zaś chce wam powiedzieć, że w ten week­end wyjeżdża a to oznacza że tek­stów raczej nie będzie – przy­na­jm­niej w niedzielę.

17 komentarzy
0

Powiązane wpisy