Home Film Reżyser ponad fatum czyli kilka refleksji zwierza nad twórczością Terrego Gilliama

Reżyser ponad fatum czyli kilka refleksji zwierza nad twórczością Terrego Gilliama

autor Zwierz

 

Hej

 

Zwierz powraca do speł­ni­a­nia życzeń czytel­ników. Nie robi tego wyłącznie z dobrego ser­ca ale także dlat­ego, że boi się, iż naz­bier­ane proś­by czytel­ników będą mu ciążyć przez następ­ne lata. A sko­ro świat się nie skończył nie będzie nawet żad­nej porząd­nej wymów­ki dlaczego zwierz zwlekał ze zre­al­i­zowaniem pomysłów czytel­ników. Oczy­wiś­cie najważniejsza proś­ba jeszcze nie zostanie zre­al­i­zowana bo zwierz chci­ał­by napisać wpis z fajer­w­erka­mi itp. Ale spełni życzenia pom­niejsze (choć też ważne!) Zwłaszcza, że w przy­pad­ku tej prośny zwierz nie posi­adał się z radoś­ci, kiedy zobaczył na jaki tem­at ma pisać. Dlaczego? Bo jak się zaraz przekona­cie pozosta­je­my w kli­mat­ach równie bry­tyjs­kich co królowa i równie blis­kich ser­cu zwierza co motyw mężczyzn prze­bier­a­ją­cych się za kobi­ety (zwierz planu­je z resztą stworzyć taki rank­ing jak tyko wygrze­bie się z zobow­iązań). Czy ist­nieje bowiem coś bardziej ang­iel­skiego niż twór­c­zość jed­nego z najbardziej kreaty­wnych członków Mon­ty Pythona?

 


 O tym, że Gilliam jest znakomi­tym ani­ma­torem wiemy wszyscy, w swoim wpisie zwierz postanow­ił zająć się przede wszys­tkim Gilliamem reży­serem.


 

Chodzi oczy­wiś­cie o najbardziej ang­iel­skiego z amerykanów czyli Ter­rego Gillia­ma. To ciekawe, że człowiek który rzad­ko pojaw­iał się na ekranie ( jego wys­tępy w skeczach Pythona ogranicza­ły się częs­to do kilku sekund) nie tylko stał się jed­nym z najsławniejszych członków grupy ale także kom­plet­nie zdefin­iował styl z jakim kojarzy się wybit­nych ang­iel­s­kich komików. Kiedy zwierz się­ga pamię­cią do przeszłoś­ci kiedy oglą­dał Mon­ty Pythona po raz pier­wszy bardziej niż sur­re­al­isty­czne skecze (które go baw­iły ale jako że był wieku przed nas­to­let­nim nie wiedzi­ał zwierz dlaczego go baw­ią) utk­wiły mu w pamię­ci niesamowite ani­mac­je skle­ja­jące pro­gram w całość. Już wtedy zwierz nie miał wąt­pli­woś­ci że ma do czynienia z kimś bard­zo dow­cip­nym. Oglą­danie ponown­ie po lat­ach skeczów Pythona poz­woliło zwier­zowi spo­jrzeć na skecze z innej per­spek­ty­wy. Nie miał już wtedy wąt­pli­woś­ci, że patrzy na coś niesamowicie trud­nego do osiąg­nię­cia — Gilliam korzys­ta­jąc z wik­to­ri­ańs­kich pocztówek (jak sądzi zwierz było to jego pier­wsze źródło inspiracji) zestaw­ianych z niespodziewany­mi obrazka­mi z epo­ki późniejszej  stworzył łatwy do rozpoz­na­nia niezwyk­le jas­ny wiz­ual­ny styk grupy kome­diowej. Wszys­tko zaś w taki sposób, że widz nawet nie zauważa kiedy w jego głowie tworzy się jas­na graficz­na reprezen­tacją tego czym Mon­ty Python jest.

 

 

 To praw­da że filmy Gillia­ma mają abso­lut­nie niepow­tarzal­ny wiz­ual­ny styl którego nie da się zapom­nieć, ale zwierz ma wraże­nie, że niezwyk­le częs­to sprowadza się jego filmy wyłącznie do warst­wy wiz­ual­nej

 

Losy członków zespołu potoczyły się różnie — wszyscy pozostali osoba­mi pub­liczny­mi choć wyda­je się że najwięcej zyskał John Cleese, którego najlepiej kojarzą ci którzy niczego związanego z Moty Pythonem nie kojarzą. Jed­nak wyda­je się, że najbardziej znaczą­cym dla his­torii kina członkiem leg­en­darnego (już nie ist­nieje a ode­grał ważną rolę w his­torii grup kome­diowych więc zwierz nie boi się tego słowa) był właśnie Ter­ry Giliam. Dlaczego? Bo udało mu się zdobyć sta­tus jed­nego z naj­ciekawszych a z całą pewnoś­cią najbardziej nie przewidy­wal­nych twór­ców kina. Na każdy film Gilia­ma czeka się z niecier­pli­woś­cią bo to reżyser który nie zna półśrod­ków. Albo krę­ci coś genial­nego ( Fish­er King) albo coś co trud­no oglą­dać  ( Przy­gody Barnona Mun­chause­na) jed­nak za każdym razem świat na chwilę wstrzy­mu­je odd­ech by przekon­ać się co też ten ang­iel­s­ki (obec­nie już tylko z urodzenia amerykańs­ki) reżyser wymyśli. I co ciekawe za każdym razem nas zaskaku­je — a to sposobem nar­racji, a to wiz­ual­noś­cią przed­staw­ionej his­torii, a to samym fak­tem, że pod­jął się wyreży­serowa­nia fil­mu w gatunku o który byśmy go nie pode­jrze­wali. Nawet kiedy fil­mu nie nakrę­ci wychodzi z tego coś co jest genial­nym frag­mentem his­torii kine­matografii. Tak wyglą­da na to że Ter­ry Gilliam jest najz­dol­niejszym pechowym reży­serem w Hol­ly­wood.

 

 

 Dwanaś­cie małp to jeden z pier­wszych filmów po których zwierz pomyślał, że Brad Pitt potrafi grać. 


Zwierz nie chce wam kła­mać nie widzi­ał wszys­t­kich filmów Gillia­ma — z resztą pode­jrze­wa, że poza fana­mi mało kto zde­cy­dował się prze­jrzeć całą jego reży­ser­ską fil­mo­grafię. Nie mniej wykres początkowych osiąg­nięć (po opuszcze­niu Pythonów dla których wyreży­serował więk­szość fil­mowych hitów) wyda­je się być dość prosty — niesamowite loku­jące się bez prob­le­mu w his­torii kina Bra­zli, kosz­marny przynoszą­cy reko­r­dowe sta­nardy Barnon Mun­chausen , a potem powrót do domu w niesamow­itym zapada­ją­cym w pamięć Fish­er King. Zwierz może się mylić ale tak naprawdę na Gillia­ma reży­sera zwró­cono uwagę dopiero przy 12 mał­pach. Może­cie się ze zwierzem nie zgadzać ale to z całą pewnoś­cią jeden z najlep­szych i naj­ciekawszy filmów tropią­cych tem­at podróży w cza­sie i tej ostate­cznej apokalip­sy. Gilliam wycisza tu nieco swój niezwyk­le charak­terysty­czny graficzny styl i pozwala aktorom roze­grać niesamowicie wręcz łapiącą za serce tragedię. Tym co zwierza najbardziej w filmie wzruszyło nie był nawet sce­nar­iusza ale  to jak gra obsa­da. W 12 mał­pach zarówno Brad Pitt jak i Bruce Willis dostali szan­sę by gra­jąc wbrew swe­mu wiz­erunk­owi stworzyć rolę pełną i krwistą. Zdaniem zwierza dzię­ki  12 małpom wielu reży­serów dostrzegło, że od Willisa spoko­jnie moż­na wyma­gać gry aktorskiej (jak nic zwierz kiedyś napisze o nim wpis).Tylko najlep­szy reżyser widzi potenc­jał akto­ra a nie tylko jego poprzed­nie role. Zwłaszcza Pitt jako sza­lony członek grupy ekologów wywarł na zwierzu niesamowite wraże­nie ( to było wtedy kiedy zwierz nie miał jeszcze pewnoś­ci czy Pitt w ogóle umie grać). Z resztą wyda­je się, że Gilliam zawsze miał oko do aktorów. Deep w Las Vegas Para­no, zespół Ledger Damon w Bra­ci­ach Grimm czy ponown­ie Ledger w Par­nas­susie to dowód na to, że reżyser dostrze­gał tal­ent tam gdzie wielu widzi­ało (wów­czas) przede wszys­tkim ład­ną buz­ię.

 

 

 Zwierz zawsze uważał braci Grimm za bard­zo udany film nieu­dany w którym  rolę aktorom krad­nie inkwiz­y­c­ja (czy ktoś się tego spodziewał?)


Jak już zwierz wspom­i­nał Gilliam nie zna półśrod­ków , podob­nie jak wid­zowie nie mają let­nich opinii o jego fil­mach. I trud­no się dzi­wić. Gilliam tworzy bowiem specy­ficzny rodzaj kina nie łatwego. Pod­czas gdy więk­szość reży­serów staw­ia nam wyzwa­nia jeśli chodzi o treść, Gilliam zmusza nas do tego byśmy przyzwycza­ili się do innej formy. Jego filmy są jed­nocześnie piękne i brzy­d­kie, zgodne z naszym poczu­ciem este­ty­ki i zupełnie z nim roz­bieżne. Kreaty­wne ale też miejs­ca­mi wyko­rzys­tu­jące znane obrazy. Gilliam trochę jak za cza­sów swoich Pythonowych lat dobiera znane skład­ni­ki by stworzyć z nich nową całość. Spójrz­cie na zupełnie nowego Par­nas­susa — czego tam nie ma — magia, zakład z szatanem, bal­an­sowanie między rzeczy­wis­toś­cią a mag­ią, spo­ra dawka sen­ty­men­tu za umier­a­ją­cym światem, wybór między tym co duchowe a cielesne, łatwe i trudne. Całość jest nie porówny­wal­na z więk­szoś­cią filmów jakie oglą­da się w kinie (stąd taka olbrzymia sym­pa­tia zwierza dla tej pro­dukcji — bo zwierz lubi filmy, które są inne). Z drugiej jed­nak strony w Par­nas­susie nie ma nic czego byśmy nie znaleźli w jakimś stop­niu w innych fil­mach, książkach itp. Ponown­ie odnosi się wraże­nie, że to spry­t­nie skon­struowany kolaż. Z kolei 12 małp bawi się gatunka­mi — niby film o przyszłoś­ci, niby film sen­sacyjny, trochę studi­um sza­leńst­wa — ponown­ie ze znanych ele­men­tów (podróż w cza­sie, zagła­da ludzkoś­ci, pró­ba prz­er­wa­nia cyk­lu wydarzeń prowadzą­cych do nieszczęś­cia) dosta­je­my nową jakość.

 

 Par­nas­sus bard­zo przy­pom­i­na kolaż wątków które skądś już znamy. Ale Tom Waits jako szatan to pomysł który jest abso­lut­nie genial­ny.

 

 

Zwierz zwró­cił uwagę, że w przy­pad­ku Gillia­ma spo­ra część recen­zji odnosi się do niepow­tarzal­nego wyglą­du jego filmów. Jed­nak w przy­pad­ku Gillia­ma zwierz zawsze ma wraże­nie, że to uwa­gi wcale nie takie pochleb­ne. Dlaczego? Otóż niepow­tarzal­ny wiz­ual­nie styl to coś czego po reży­serze spodziewamy się automaty­cznie — właś­ci­wie od cza­su kiedy nakrę­cił swój pier­wszy poza Pythonowy film czyli wspom­ni­ane już Brazil owa niesamowi­ta wiz­ual­ność była jed­nym z obow­iązkowych ele­men­tów wszys­t­kich recen­zji jego filmów. Ale zwierz ma wraże­nie że niekiedy stał się to argu­ment szkodzą­cy reży­serowi. Coś na zasadzie “Och Gilliam ten niegroźny były Amerykanin który robi takie ładne niepow­tarzalne wiz­ual­nie filmy”, co wepch­nęło reży­sera w jeden schemat odczy­ty­wa­nia jego twór­c­zoś­ci. Tym­cza­sem jeśli coś jest zaletą Gillia­ma to właśnie ta wspom­ni­ana już niemożność zak­wal­i­fikowa­nia go do reży­sera określonego rodza­ju filmów — Fish­er King, 12 Małp, Nieustraszeni Bra­cia Grimm i Par­nas­sus. Gdy­by zwierz nie wiedzi­ał, że te filmy wyreży­serował jeden człowiek i nie miał skrzy­wienia każącego szukać podobieństw to nigdy by się nie zori­en­tował. Co więcej wyda­je się, że za każdym razem Gilliam przekonu­je do siebie nieco innych widzów. Bo ponown­ie zwierz nie ma wraże­nia by wiel­bi­ciele Fish­er Kinga i Nieustraszonych Braci Grimm to była automaty­cznie ta sama gru­pa osób. Zresztą cza­sem zwierz ma wraże­nie, że część osób po porstu filmów Gillia­ma nie rozu­mie — tym­cza­sem np. Las Vegas Para­no (ale to kre­tyńskie tłu­macze­nie tytułu) to genial­ny zapis tego jak wyglą­da świat widziany oczy­ma nać­panej nie trzeźwej oso­by. Jeśli ten film nie ma sen­su to dlat­ego, że nie miał mieć sen­su.

 

 Gdy­by zwierz miał szukać punk­tu sty­cznego bard­zo różnych pro­dukcji Gillia­ma to pewnie gdzieś bard­zo wysoko na liś­cie pojaw­iło by się sza­leńst­wo — jako ten ele­ment rzeczy­wis­toś­ci, który twór­ca portre­tu­je wyjątkowo sprawnie i ciekaw­ie.

 

Jest jed­nocześnie Gilliam reży­serem nad którym chy­ba jed­nak wisi jakieś fatum. Po stras­zli­wej finan­sowej klęsce Barona Mun­chause­na przy­darzyło mu się coś co nie zdarza się częs­to — musi­ał prz­er­wać pro­dukcję dobrze obsad­zonego fil­mu na pod­staw­ie Don Kicho­ta do której już rozpoczął zdję­cia. Potem zaś co wszyscy wiedzą w cza­sie kręce­nia Par­nas­susa, gra­ją­cy główną rolę Heath Ledger umarł zan­im film został ukońc­zony. Jed­nak co ciekawe owo fatum dzi­ała bard­zo przewrot­nie. Przy­gody Barona Mun­chause­na zyskały po częś­ci sta­tus kul­towych bo wszyscy chcą zobaczyć film, który przyniósł takie straty. Z kolei film o Don Kichocie może nie pow­stał ale doku­ment o tej klęsce “Lost in La Man­cha” to jeden z najbardziej fas­cynu­ją­cych zapisów pokazu­ją­cych jak funkcjonu­je pro­dukc­ja fil­mowa. Kiedy nie tak dawno pojaw­ił się po raz pier­wszy w Polsce (zwierz kupił go sobie lata temu na zachodzie) niemal wszędzie moż­na było przeczy­tać recen­z­je wskazu­jące, że to pro­dukc­ja którą obow­iązkowo powin­ni obe­jrzeć wiel­bi­ciele ale i znaw­cy kina. Do dziś jest to chy­ba jeden z tych filmów doku­men­tal­nych, który kojarzą ludzie nie kojarzą­cy filmów doku­men­tal­nych i trze­ba przyz­nać, że z tej klęs­ki naprawdę wyszło coś fas­cynu­jącego. Z kolei śmierć Ledgera choć trag­icz­na i z całą pewnoś­cią utrud­ni­a­ją­ca pro­dukcję, spraw­iła, że Par­nas­sus został zauważony. Zaś pomysł z zastępowaniem Ledgera inny­mi aktora­mi (Depp, Law i Farell) okaza­ło się niesamowicie dobrym pomysłem, który co więcej wyda­je się bard­zo uza­sad­niony z punk­tu widzenia kon­strukcji his­torii — prawdę powiedzi­awszy gdy­by zwierz nie wiedzi­ał, że to rozwiązanie wymus­zone był­by przeko­nany, że tak ma być. Trze­ba zresztą przyz­nać, że to świad­czy o niesamowitej sile prze­bi­cia by utrzy­mać się w świecie wiel­kich reży­serów mimo tylu klęsk i niepowodzeń.

 

 

 Jeśli udało ci się zro­bić film z tak wyraźną postacią, ze ludzie robią fan arty wkle­ja­jąc je do obrazków z innych filmów to osiągnąłeś sukces


Jak już zwierz mówił. Gilliam budzi sprzeczne emoc­je, ale jed­na rzecz budzi w zwierzu niesamow­itą sym­pa­tię. Otóż Gilliam jest jed­nym z niewielu przy­pad­ków, nie angli­ka którego pod­dani królowej bry­tyjskiej uznali za swo­jego. Gilliam przez lata miał pod­wójne oby­wa­telst­wo jako Amerykanin i Anglik. Ostat­nio jed­nak porzu­cił swo­je amerykańskie oby­wa­telst­wo i został pełno­prawnym anglikiem. Zwierz podzielił się tą infor­ma­cją ze swo­ją zna­jomą, która sze­roko rozsz­erzy­wszy oczy stwierdz­iła, że nigdy by jej nie przyszło do głowy, że ktoś tak sza­lony mógł­by nie być anglikiem. Zwierz musi powiedzieć, że jego zdaniem brz­mi to jak najlep­szy kom­ple­ment.

 

 

 Na koniec zupełnie niespodziewane zdję­cie reży­sera.


Ps: Wpis nieco krót­szy niż zwyk­le bo zwierz balował i słyszy tupanie szczurów w klatce.

Ps2: Rozwiązanie konkur­su Lego będzie jak zwierz dor­wie bestię i zmusi ją do lek­tu­ry wszys­t­kich zgłoszeń??

0 komentarz
0

Powiązane wpisy