Home Ogólnie Tańcz nie żałuj podłogi czyli jak nakręcić kilkanaście razy scenę którą wszyscy znają

Tańcz nie żałuj podłogi czyli jak nakręcić kilkanaście razy scenę którą wszyscy znają

autor Zwierz

 ?

Hej

 

 

Pomysł na dzisiejszy wpis przyszedł zwier­zowi pod­czas najbardziej kreaty­wnej czyn­noś­ci wciągu dnia. Przeglą­da­nia cud­zych sta­tusów na face­booku. Jed­na z czytel­niczek zamieś­ciła bowiem filmik z tańcem z ekraniza­cji Emmy wedug Jane Austen. Choć tem­atem był John­ny Lee Miller, zwierz poczuł jak wzras­ta w nim potrze­ba napisa­nia o tym o czym wszyscy wiemy. Mówi się bowiem, że ang­ielscy aktorzy muszą posi­adać dwie umiejęt­noś­ci — szer­mier­cze — gdy­by mieli zagrać w sztuce Szek­spi­ra i taneczne gdy­by musieli grać w ekraniza­cji powieś­ci Jane Austen. Praw­da jest bowiem taka,  nie ma ekraniza­cji książek Jane Austen bez tańców, nie ma filmów o okre­sie, w którym żyła Jane Austen bez tańców, ogól­nie jest mało filmów oby­cza­jowych z epo­ki bez tańców. Oczy­wiś­cie, tańce muszą być ponieważ są w książkach i w więk­szoś­ci przy­pad­ków ide­al­nie pasu­ją do opowiadanej his­torii zwłaszcza, że był to jed­na z niewielu okazji, kiedy mężczyźni i kobi­ety mogli sobie trochę poroz­maw­iać, bez obow­iązkowej przyz­woit­ki. Prob­lem jed­nak pole­ga na tym, jak pokazać scenę, która potenc­jal­nie jest ciekawa ale wid­zowie już ją gdzieś widzieli. A widzieli na pewno ponieważ taka sce­na jest wszędzie. Zwierz przyłożył lupę do tych pro­dukcji (nie wszys­t­kich ale tych które znalazł — bo bez przykładów w postaci filmików będzie nud­no) i zadał sobie pytanie jak oni tańczą. Ten wpis nie ma wielkiej wartoś­ci inter­pre­ta­cyjnej, zwierz po pros­tu chci­ał o tym napisać, zwłaszcza, że jak wiado­mo jest zwierzem tropią­cym wszys­tko co się pow­tarza. Może­my uznać, że to taka rozsz­er­zona anato­mia sce­ny przeprowad­zona na kilku przykładach. No i gdy­by ktoś został reży­serem to będzie widzi­ał co już zro­biono w tej materii. W zwierzu rośnie też potrze­ba napisa­nia not­ki o sce­nie wal­ca z Anny Kareniny ale nieste­ty w sieci jest za mało przykładów. A to był­by taki piękny przegląd postrze­ga­nia roman­tyz­mu. Ech. dobra wróćmy  do wpisu napisanego a nie pomyślanego.

 

 

 W fil­mach na pod­staw­ie Jane Austen wszyscy tańczą nawet ci co nie chcą

 

 

 Zaczni­jmy od Dumy  i Uprzedzenia — jak wiado­mo w tej powieś­ci taniec odgry­wa znaczącą rolę — bo po pier­wsze zaczy­na się od tego, że Pan Dar­cy z Eliz­a­beth tańczyć nie chci­ał, a potem obo­je mają okazję do jed­nej z naj­ciekawszych wymi­an zdań właśnie w cza­sie tań­ca. Wer­sji mamy wiele (bo choć do his­torii przeszły tylko dwie ekraniza­c­je było ich zde­cy­dowanie więcej). W ekraniza­cji BBC z Col­inem Firthem mamy do czynienia z dość trady­cyjnym ukła­dem — co ciekawe — pokazu­je się nam tance w niewiel­kich pomieszczeni­ach — i co ważne — bez więk­szej żywiołowoś­ci. Z drugiej strony jeśli spo­jrzy­cie na scenę, którą zwierz wam podrzu­ca zobaczy­cie, że twór­cy seri­alu dobrze wyko­rzys­tali możli­woś­ci jakie daje chore­ografia ówczes­nych tańców, każąc bohaterom zbliżać się do siebie, kiedy mają sobie coś ważnego do powiedzenia i odd­alać się kiedy napię­cie pomiędzy nimi wzras­ta. Zresztą co ciekawe — w sce­nie wyko­rzys­tano układ bard­zo podob­ny do tego, który tańczyło się naprawdę (jak infor­mu­ją zwierza przepaś­cie Inter­ne­tu taniec ów nazy­wa się Mr. Bev­eridge’s Mag­got) i to ponoć w bard­zo poprawnej chore­ografii. Do tego sce­na gra przede wszys­tkim  tym bard­zo lubianym przez widzów moty­wem kiedy dwo­je bohaterów zna­j­du­je się w sytu­acji społecznej, która ich łączy w parę nawet jeśli obo­je tego nie chcą albo nie wiedzą że nie chcą. Do tego Firth gra w tej sce­nie człowieka tak niesamowicie dum­nego, ze trud­no to prze­bić. Nic więc dzi­wnego, że reżyser Joe Wright kręcąc fil­mową Dumę i Uprzedze­nie musi­ał sko­rzys­tać z innych środ­ków.  Pomi­ja­jąc fakt, że mamy do czynienia ze sceną w więk­szym i jaśniejszym pomieszcze­niu gdzie kam­era nie odd­ala się od tańczą­cych tylko zawsze pozosta­je w zbliże­niu na parę, Wright korzys­ta jeszcze z dwóch chwytów. Jed­nym z nich jest umieszcze­nie dwój­ki osób, które przes­tały tańczyć w otocze­niu tańczą­cych — choć teo­re­ty­cznie Dar­cy i Eliz­a­beth nie mogą się zatrzy­mać w środ­ku tań­ca (zniszczyli­by chore­ografię i pewnie pow­padali by na nich inni tancerze) to jed­nak wiz­ja dwój­ki ludzi tak zajętej pry­wat­ną roz­mową, że ury­wa­ją taniec jest jed­nym z ulu­bionych chwytów fil­mow­ców. Dru­gi ele­ment jaki Wright dorzu­cił to wycię­cie wszys­t­kich pozostałych tańczą­cych tak jak­by Eliz­a­beth i Dar­cy tańczyli sami. Zwier­zowi się nawet ten pomysł podobał do cza­su kiedy Wright nie zas­tosował tego samego pomysłu także w Annie Kareninie. Zwierz niby lubi kiedy reżyser ma styl ale nie przepa­da kiedy korzys­ta z tych samych chwytów. Ale ponoć ruchy wykony­wane przez aktorów nawet jeśli nie koniecznie zgodne z trady­cyjną chore­ografią tań­ca są bard­zo poprawne i bliskie temu jak powin­no się to tańczyć.

 

 

Tu nie ma wąt­pli­woś­ci kto jest dum­ny a kto uprzed­zony

 

 

 A tu to samo w mniej wiernym ale bardziej emocjon­al­nym wyda­niu

 

Nato­mi­ast zde­cy­dowanie wer­s­ja kinowa wybi­ja się na pier­wszy plan jeśli chodzi o pier­wsze pub­liczne tańce w Mery­ton Hall — o ile w wer­sji BBC była to jeszcze jed­na prak­ty­cznie iden­ty­cz­na do wszys­t­kich innych sce­na tanecz­na w  niewielkim pomieszcze­niu ume­blowanym zgod­nie z naszy­mi wyobraże­ni­a­mi, o tyle w wiz­ji Wrigh­ta mamy naprawdę pub­liczne tańce, z ener­giczną muzyką, tłumem i uczu­ciem że mamy do czynienia z prawdzi­wą zabawą. Nie trud­no dostrzec w tej wiz­ji balu ówczes­nego odpowied­ni­ka dyskote­ki gdzie ludzie dobrze się baw­ili i spędza­li czas na szuka­niu męża w lokalnym nie koniecznie ide­al­nym towarzys­t­wie. Z resztą ta sce­na bard­zo dobrze pokazu­je jak bard­zo Pan Dar­cy nie pasu­je do świa­ta Eliz­a­beth. No i muzy­ka w tle (z tego co zwierz pamię­ta to aranżac­ja melodii z epo­ki) choć raz brz­mi jak coś do czego człowiek naprawdę chci­ał­by zatańczyć. A jest ory­gi­nal­na bo ścież­ka dźwiękowa w tym przy­pad­ku jest raczej zbiorem wari­acji na tem­at ory­gi­nal­nych melodii.

 

 

 Zwierz nie jest specem ale ma pode­jrze­nie że właśnie tak wyglą­dały tańce wiejskie w epoce

 

 

Sko­ro jesteśmy przy bal­ach które odby­wa­ją się nie w posi­adłoś­ci­ach tylko w gospo­dach to najsłyn­niejszy jest tu taniec z Emmy w Crown Inn — zdaniem niek­tórych komen­ta­torów jest to najlep­szy taniec w his­torii adap­tacji Jane Austen — zwierz nie mówi, że nie ma swo­jego uroku (zwłaszcza, że widać jak na dłoni jak uczu­cia bohaterów zmieni­a­ją się w trak­cie tań­ca, zwłaszcza Emmy, która uśmiecha się na początku i na końcu z dwóch różnych powodów — wielkie brawa dla Romoli  Garai za dobrą grę) zwierz ma jed­nak pewien prob­lem z muzyką — nie ule­ga bowiem wąt­pli­woś­ci, że nie mamy do czynienia z muzyką z epo­ki, ani nawet z muzyką do której tańczą nasi bohaterowie. Muzy­ka jest świet­na — zwierz nie przeczy ale też troszkę steru­je naszy­mi emoc­ja­mi w trak­cie oglą­da­nia sce­ny. Z resztą widać, że to jest pewien prob­lem wszys­t­kich real­iza­torów, którzy stara­ją się dopa­sować ówczes­ną melodię taneczną do naszej dzisiejszej wrażli­woś­cią jed­nocześnie wyko­rzys­tać jej rytm do budowy napię­cia między tańczą­cy­mi.

 

 

 Zdaniem niek­tórych komen­ta­torów to najlep­sza sce­na tanecz­na z ekraniza­cji Austen

 

 

Ciekaw­ie porów­nać tą scenę z tańcem z fil­mu z 1996 roku kiedy mamy do czynienia z tą samą sceną (zwierz jest praw­ie 100% pewny) ale w zupełnie innym otocze­niu (jakoś nie widać gospody) ale przede wszys­tkim inaczej tańc­zoną — pod filmem na youtube zna­jdziecie olbrzymią dyskusję z wątka­mi pol­ski­mi tłu­maczącą dlaczego mimo ory­gi­nal­nej muzy­ki taniec w niczym nie przy­pom­i­na tań­ca, który mógł być tańc­zony na ówczes­nym  balu — przede wszys­tkim aktorzy zbyt zgi­na­ją nogi co ponoć wtedy było raczej tanecznym błę­dem niż zaletą — z resztą część osób upiera się, że mamy do czynienia z polonezem. Jest to jed­nak ciekawy przykład o tyle, że wyda­je się na pier­wszy rzut oka, że aktorzy w filmie tańczą lep­iej — mniej szty­wno — ale prob­lem pole­ga na tym, że taki układ podo­ba się nam wid­zom współczes­nym a nie koniecznie odd­a­je realia. Przy czym sce­na nie ma takiego ładunku emocjon­al­nego bo reżyser skupił się przede wszys­tkim na chore­ografii nie wnika­jąc w to co dzieje się w głowach bohaterów (co widać w seri­alu).

 

 

 A tu mamy do czynienia z tańcem , który chy­ba chore­ograficznie wypa­da lep­iej ale emocjon­al­nie do kitu

 

 Ponieważ w Emmie tańczy się nie raz warto rzu­cić okiem na inną scenę — tez mamy do czynienia z pub­licznym balem gdzie taniec (kluc­zowy dla roz­wo­ju fabuły) bard­zo ład­nie wpisano w scenę — nie wielu reży­serów decy­du­je się mieć taniec w tle kon­wer­sacji nawet wtedy kiedy sce­na się na nim nie kon­cen­tru­je — trze­ba bowiem ćwiczyć tańce z aktora­mi nieco dłużej — nie mniej tu bard­zo ład­nie pokazano jak przenikały się dwa światy przyjęć — ten sto­ją­cy i plotku­ją­cy i ten tańczą­cy, o którym  plotkowano. Co więcej sce­na jest ciekawa bo melo­dia i taniec się zmienia — i choć zwierz ma wraże­nie, że ludzie w przeszłoś­ci tańczyli jed­nak nieco gorzej (tyle się w książkach mówi o złych tancerzach) to naprawdę fajnie się na to patrzy. Zwierz ma tylko jeden prob­lem — w Anglii jest sześ­cioro aktorów — i wszyscy kojarzą się zwier­zowi z innych pro­dukcji — zwłaszcza Mark Strong, który gra Pana Knight­ley w jego naj­jaśniejszej godzinie.

 

 

 Ład­na sce­na, która prz­erzu­ca uwagę widza z tańczą­cych na plotku­ją­cych i z powrotem

 

 

Prze­jdźmy ter­az do scen najtrud­niejszych do sko­or­dynowa­nia czyli obec­nych zarówno w Northang­er Abbey jak i w Rozważnej i Roman­ty­cznej sce­ny balów nie pry­wat­nych ale pub­licznych. Zwierz kto­ry uważa że Northang­er Abbey to być może najlep­sza książ­ka o sno­bisty­cznym spo­jrze­niu na kul­turę bard­zo lubi pier­wsze sce­ny dziejące się na pub­licznych bal­ach w Bath gdzie nasza bohater­ka spo­ty­ka w sum­ie obcego mężczyznę, który jest złośli­wy, miły i chce z nią tańczyć. W seri­alu z 2007 roku, sam taniec odgry­wa w sum­ie dru­gorzęd­ną rolę wobec dwóch celów jakim służy sce­na — pier­wszy to pokazanie, że Hen­ry jest człowiekiem dow­cip­nym i bezczel­nym dru­ga to pokazać naty­ch­mi­as­towe zain­tere­sowanie naszej dwój­ki. Sce­na jest przeu­rocza i ład­nie pokazu­je, że taniec był doskon­ałym sposobem by spędz­ić trochę cza­su z miłym choć nie do koń­ca znanym sobie mężczyzną. Co ciekawe kiedy zwierz na to patrzy ponown­ie myśli sobie, o ile fajniejsze były takie tańce od dzisiejszych gdzie nie sposób zamienić ze sobą słowa ze wzglę­du na poziom muzy­ki. Warto porów­nać tą krę­coną w zbliże­ni­ach scenę ze sceną z 1986 roku — pomi­ja­jąc fakt, że pan Hen­ry był zde­cy­dowanie mniej urodzi­wy, to sce­na jest krę­cona jed­nak w zde­cy­dowanie innym sty­lu — widać, że autor zdjęć bard­zo prag­nął by kam­era “tańczyła” razem lub pomiędzy tańczą­cy­mi. Przy czym zde­cy­dowanie mniej w tej sce­nie emocjon­al­nego ładunku więc moż­na się nie zori­en­tować jak bard­zo pan Hen­ry się naszej bohater­ce spodobał.

 

 Ład­ny zestaw pokazu­ją­cy jak zmieni­ała się BBC i Pan Hen­ry, który zde­cy­dowanie wyprzys­to­j­ni­ał w XXI wieku

 

Jed­nak zdaniem zwierza nie ule­ga wąt­pli­woś­ci, ze najlep­szy obraz pub­licznych tańców przed­staw­iono w fil­mowej wer­sji rozważnej i Roman­ty­cznej — Ang Lee nie zapom­ni­ał by dodać wszys­tkie konieczne szczegóły takie jak jedze­nie, podzi­ał społeczny obow­iązu­ją­cy w cza­sie takich imprez i fakt, że był tam straszny tłok i jak się częs­to wspom­i­na ducho­ta. Zwierz bard­zo też lubi muzykę w tym tańcu oraz że jeśli się będzie przysłuchi­wać — roz­mowy i dźwię­ki w tle nie milkną tylko dlat­ego, że nasi bohaterowie postanow­ili potańczyć. No przepiękne jest spotkanie dwóch osób, które abso­lut­nie nie chcą ze sobą tańczyć ale tańczyć muszą. Jeden z niewielu przy­pad­ków kiedy takie spotkanie nie ma roman­ty­cznego charak­teru. Z drugiej strony zde­cy­dowano się na prosty wybieg takiego ustaw­ienia chore­ografii by aktorzy nie musieli się od siebie odd­alać i mogli wszys­tkie dialo­gi wypowiedzieć bard­zo twarzą w twarz — co wcale nie wyda­je się takie proste kiedy ma się do czynienia ze skom­p­likowanym tańcem chod­zonym.

 

 

 Zdaniem zwierza najlep­szy portret pub­licznego balu jaki zwierz widzi­ał w kinie. Tak to chy­ba wyglą­dało.

 

 

Warto jeszcze zwró­cić uwagę na rzad­ko wyko­rzysty­wany przez fil­mow­ców motyw (nie zawsze książ­ka daje im pretekst) pokaza­nia jak tańc­zono kiedy nie orga­ni­zowano balu tylko szukano rozry­w­ki po kolacji — ład­nie pokazu­je to sce­na z Per­swazji (zwierz dobrze pamię­ta tylko wer­sję z 2007 bo bard­zo ją lubi mimo kre­tyńskiego zakończenia) kiedy Anna gra rozbaw­ione­mu niezbyt duże­mu towarzys­t­wu. To jed­na z niewielu scen roz­gry­wa­ją­cych się bez orkiestry tylko przy akom­pa­ni­a­men­cie małego piani­na — sce­na nie odgry­wa dużej roli — co najwyżej pokazu­je poczu­cie izo­lacji Anny. Ale chy­ba dobrze pozwala nam umiejs­cow­ić taniec w kon­tekś­cie rozry­wek społeczeńst­wa ang­iel­skiego, z resztą wyda­je się, że to trochę taka sce­na wrzu­cona z obow­iązku bo do nar­racji wiele nie wnosi.

 

 

 Sce­na jest dużo dłuższa ale ten mały wyimek z tańcem pokazu­je, że nie trze­ba było do niego wiel­kich salonów i wielu par.

 

 

No właśnie — zwierz mówił o tym, że każdy film na pod­staw­ie Jane Austen musi mieć scenę tań­ca — powinien dodać, że także w każdym filmie o Jane Austen jest to obow­iązkowy ele­ment. W Zakochanej Jane kluc­zową rolę odgry­wa ostat­ni taniec w filmie gdzie Jane tańczy niezad­owolona ze swoim potenc­jal­nym kandy­datem na męża kiedy zjaw­ia się grany przez McAvoya wydaw­ca, którego naprawdę kocha — i z którym jest gotowa zwiać. sce­na mają­ca pokazać uczu­cie ale także pożą­danie pomiędzy bohat­era­mi gra przede wszys­tkim bliskoś­cią i dotykiem — w innym kon­tekś­cie niedo­puszczal­nym w tym możli­wym oraz tym kole­jnym ulu­bionym chwytem fil­mow­ców pole­ga­ją­cym na tym, że bohaterowie nie spuszcza­ją z siebie wzroku wykonu­jąc ruchy niemal mechan­icznie. Zwierz śred­nio lubi tą scenę głown­ie dlat­ego, ze jest jego zdaniem za bard­zo ustaw­iona by grać naszy­mi emoc­ja­mi. Ale zwierz w ogóle nie przepa­da za tym filmem.

 

 

 Kiedyś zwierz miał więk­szą wrażli­wość ter­az widzi jak Prof. Xavier tańczy  z Kobi­etą Kot

 

 

 Śmiesz­na jest nato­mi­ast sce­na z fil­mu w Świecie Jane Austen która pokazu­je, że to co na fil­mach wyglą­da tak pros­to wcale proste nie jest — nasza współczes­na bohater­ka wrzu­cona w świat Jane Austen paku­je się w taniec z Panem Dar­cym  i zde­cy­dowanie nie radzi sobie dobrze. Zwierz pode­jrze­wa, że w rzeczy­wis­toś­ci tańce nie szły za dobrze zde­cy­dowanie więk­szej licz­bie ludzi niż sugeru­ją nam to filmy (i powieś­ci gdzie mężczyźni nie tańczą bo są dum­ni a nie dlat­ego, ze robią to źle. I nie mówicie że lekc­je tań­ca tu coś pomogą, niek­tórzy zawsze będą źle tańczyć zwierz coś o tym wie). Z kolei w Miss Austen Regrets zde­cy­dowano się na zupełnie inną melodię — dużo bardziej skoczną — być może trud­niejszą do prowadzenia dialogów przez bohaterów ale bliższą temu co tańc­zono. Sce­na jest bard­zo dobrze skon­struowana. Mamy chłopa­ka który nie chce tańczyć w niedzielę, obrażoną dziew­czynę (najwyraźniej wszyscy inni mają te zasady w nosie), no i zaz­drość siedzącego na uboczu byłego ukochanego. Przy czym zwierz nie jest pewien czy ktokol­wiek tańczył­by w tam­tych cza­sach wal­ca — zwierz ma dzi­wne wraże­nie, że jest to his­to­rycznie zupełnie nie możli­we — Wikipedia (zwierz co może was zdzi­wić nie posi­a­da w domu wielu źródeł na tem­at his­torii tań­ca) mówi zwier­zowi, że walc choć był mod­ny pod koniec XVIII wieku uważany był za taniec nieprzyz­woity mniej więcej do 1825 roku, moż­na się więc zas­tanaw­iać czy tańczyło­by go ang­iel­skie towarzyst­wo zwłaszcza na wsi.

 

 Jeśli nie widzieliś­cie seri­alu to koniecznie nadrób­cie zaległoś­ci bo to pysz­na post­mod­ernisty­cz­na zabawa

 

 

  Zwierz nie jest pewien aut­en­ty­cznoś­ci tań­ca, melodii i bied­nego chłopa­ka który nie chce tańczyć w niedzielę 

 

 

Powoli zbliża­jąc się ku koń­cowi (zwierz wie, że nie wymienił połowy scen ale kiedyś każdy wpis musi się skończyć) zwierz chce napisać o tym, którego tań­ca najbardziej w ekraniza­c­jach zwierz nie lubi — a nie lubi tego który wieńczy telewiz­yjną ekraniza­cję Mans­field Park z Bil­lie Piper w roli Fan­ny — gdzie bohaterowie pod koniec po pros­tu wymyśla­ją wal­ca i zaczy­na­ją go tańczyć. Brr kosz­mar. Co ciekawe sce­na tań­ca z kosz­marnej fil­mowej adap­tacji Mans­field park jest jed­ną z ciekawszych bo wyko­rzys­tu­je slow motion by pokazać emoc­je tańczą­cych (no i ponown­ie mamy John­nego Lee Millera tym razem swoim tańcem jak­by mniej zach­wyconego).

 

 Zwierz mówi nie!

 

 Ciekawe jeden z niewielu przy­pad­ków kiedy taniec w takiej ekraniza­cji pokazu­je się w dość log­icznym zwol­nionym tem­pie.

 

Zwierz mógł­by rozpisy­wać się dłużej nad tem­atem (serio mógł­by się rozpisy­wać dużo dłużej) ale z drugiej stron­ty musi wam powiedzieć, ze jego zain­tere­sowanie sce­na­mi tań­ca nie jest tylko czys­to fil­mowe i nie jest tylko związane z Jane Austen — po pros­tu zwierz zori­en­tował się, że każ­da ang­iel­s­ka pro­dukc­ja jest lep­sza kiedy pojawi się w niej cena tań­ca, co więcej zwierz poza bard­zo nieliczny­mi przy­pad­ka­mi nie pamię­ta kiedy oglą­danie takiej sce­ny nie spraw­iło mu przy­jem­noś­ci. Najlep­szym przykła­dem niech będzie ten walc z Powro­tu do Cran­ford który pokazu­je, że Austen do pięknych tańców na ekranie nie jest potrzeb­na. Z drugiej strony jed­nak — kiedy odchodz­imy od tańców chod­zonych taniec zamienia się w coś pry­wat­nego tracąc swo­ją pub­liczno- społeczną otoczkę, która czyni sce­ny tań­ca tak fas­cynu­ją­cy­mi.

 

 

 Cza­sy już zde­cy­dowanie inne ale przy­jem­ność z oglą­da­nia scen tanecznych pozosta­je

 

 

        Na koniec rzecz jas­na pytanie zwierza, które musi się pojaw­ić — o czym na Boga zwierz zapom­ni­ał. Bo zapom­ni­ał na pewno stara­jąc się oga­r­nąć wszys­tkie sce­ny na które dobrze się patrzy ale cholernie trud­no je potem znaleźć :P

 

 Ps: Zwierz pisał na face­booku ale może jeszcze nie wiecie. Wieść gmin­na niesie się co raz głośniej że w Mul­ti­k­i­nach w Polsce 13 grud­nia będą pokazy­wać Franken­steina z Bene­dictem (nie tylko z Bene­dictem). Bile­ty mają kosz­tować 40 zł. Nie udało mi się do nich dodz­wonić (odkłada­ją słuchawkę na bok każąc czekać i idą obsługi­wać wyciecz­ki szkolne) ale wysłałam mail więc może będzie jakieś potwierdze­nie niedłu­go. 13.12 to czwartek jak­by co

0 komentarz
0

Powiązane wpisy