Home Ogólnie Czy kitku wolno do gry? czyli o The Chronicles of Nyanya

Czy kitku wolno do gry? czyli o The Chronicles of Nyanya

autor Zwierz
Czy kitku wolno do gry? czyli o The Chronicles of Nyanya

Jak wiecie Zwierz nie jest wielkim graczem w gry kom­put­erowe. Jed­nak kiedy zapro­ponowano mu zre­cen­zowanie gry o kotach, które mają wspani­ałe przy­gody i wal­czą z mebla­mi — cóż wtedy Zwierz nie mógł powiedzieć nie. I tak usi­adł do gry w The Chron­i­cles of Nyanya. Grę która była­by bard­zo poważ­na gdy­by nie była bard­zo zabaw­na.

Zacznę od tego, że nie do koń­ca wiem jak się pisze recen­z­je gier, więc jeśli Zwierz coś pominie albo napisze o rzeczach oczy­wistych — musi­cie mu wybaczyć. Z każdą kole­jną recen­zowaną grą Zwierz będzie w tym coraz lep­szy. The Chron­i­cles of Nyanya — z punk­tu widzenia samej roz­gry­w­ki to taka typowa gra z gatunku — chodzisz po świecie, zaczepi­asz bohaterów i zbierasz kole­jne zada­nia. Cza­sem trze­ba poroz­maw­iać z pojaw­ia­ją­cy­mi się bohat­era­mi w odpowied­niej kole­jnoś­ci, wykon­ać proste zdanie (ułożyć puz­zle, zła­pać szczury, prze­jść po “śliskim” ele­men­cie mapy), cza­sem wal­czyć. Sama wal­ka jest pros­ta — bohaterowie mają do dys­pozy­cji zarówno czary jak i proste ata­ki, mogą korzys­tać z przed­miotów i leczenia a kiedy sytu­ac­ja jest bez­nadziej­na moż­na próbować uciec — choć nie zawsze się to uda­je. W zależnoś­ci od tego którym bohaterem w naszej dziel­nej drużynie w danym momen­cie wal­czymy, mamy różne umiejęt­noś­ci. Wal­ka jest bard­zo przy­jem­na zwłaszcza jeśli uda się roz­gryźć z jakiej dokład­nie kom­bi­nacji umiejęt­noś­ci sko­rzys­tać — tak by wygrać z nawet prze­waża­ją­cy­mi siła­mi wro­ga. Nie mniej głównym punk­tem roz­gry­w­ki są liczne roz­mowy, z których dowiadu­je­my się nie tylko koniecznych do wyko­na­nia zada­nia infor­ma­cji ale także — dosta­je­my infor­ma­c­je o świecie po którym się porusza­my. Całość zaś — zro­biona w RPG Mak­erze jest banal­nie pros­ta w obsłudze — kil­ka klaw­iszy i już może­my zro­bić właś­ci­wie wszys­tko. Może tylko niek­tóre ele­men­ty menu są nieco bardziej zag­mat­wane ale to też jest do roz­gryzienia dość szy­bko.

 

Gra jest dostęp­na po pol­sku i po ang­iel­sku i w obu wer­s­jach językowych jest bard­zo zabaw­na.

Gdy­by oce­ni­ać tylko samą mechanikę gry, to The Chron­i­cles of Nyanya było­by jed­ną z tych gier które prze­chodzi się niemal automaty­cznie i z półprzymknię­ty­mi oczy­ma. Sęk w tym, że ta pros­ta mechani­ka doskonale zgry­wa się ze świet­nie wykre­owanym światem w którym dzieje się opowieść. Oto mamy świat zamieszkały przez koty — nasza bohater­ka Mru­tair po trau­maty­cznych przeży­ci­ach z dziecińst­wa zosta­je mias­sasynką i wraz z miapłanem Miał­tankiem uda­je się na poszuki­wanie przygód. Przygód jest wiele ale przede wszys­tkim poz­na­je­my świat zamieszkały przez najróżniejsze koty, które oczy­wiś­cie mieszka­ją w pudełkach, nien­aw­idzą mebli, cier­pią na zarazę spowodowaną przez wszy i nade wszys­tko kocha­ją hodować bułecz­ki. Do tego zna­jdziemy tu czci­cieli Wielkiego Kłęb­ka Mocy zaś na ścian­ie wisieć będzie Dama z Gołąpiem (słyn­nego Leonar­do Da Kotchi). Sam koci świat jest już wystar­cza­ją­co uroczy i zabawny by zain­tere­sować gracza. A to jeszcze nie wszys­tko. Gra jest bowiem peł­na pop­kul­tur­al­nych naw­iązań. Czuliś­cie kiedyś że chcielibyś­cie stoczyć walkę z ludź­mi którzy uważa­ją, że Bat­man v Super­man to dobry film — serio tu macie okazję stoczyć walkę w której chodzi właśnie o to (być może chodzi o film Bat­cat vs Super­cat ale wszyscy wiemy że emoc­je są te same), czy zas­tanaw­ial­iś­cie się kiedyś co może się stać z przemęc­zony­mi redak­tora­mi por­talu który pisze o komik­sach? To chyb jasne — por­wie ich Chultchu. Poza tym czy wiecie, że w świecie kotów jest… Dok­tor Mru. Wyła­panie wszys­t­kich naw­iązań, aluzji czy po pros­tu — zabaw słownych to zupełnie osob­na zabawa. Prawdę powiedzi­awszy — pewnie żeby wszys­tko wyła­pać należało­by prze­jść przez grę dwa razy.

 

Te wszys­tkie smacz­ki nie przesła­ni­a­ją fak­tu, że gra jest bard­zo zabaw­na sama z siebie (Zwier­zowi bard­zo podobały się przede wszys­tkim drob­ne uwa­gi na mar­gin­e­sie — zwłaszcza ilekroć kot opisy­wał jak­iś grze­jnik — serio emoc­je kotów wzglę­dem grze­jników są bard­zo zróżni­cow­ane) ale ma też całkiem niezłą opowieść a cza­sem — bard­zo ciekaw­ie pod­chodzi do kwestii społecznych. Musi­cie bowiem wiedzieć, że nasza kocia bohater­ka ma chy­ba kocie ser­duszko (o ile kot­ki mają ser­duszko — dyskusyjne) po lewej stron­ie i cza­sa­mi wym­sknie się jej kry­ty­cz­na uwa­ga na tem­at ustro­ju społecznego. Do tego nad światem kotków unosi się lekkie poczu­cie wsze­chobec­nej poraż­ki — które zna każdy młody pra­cown­ik pną­cy się (a może tylko patrzą­cy z wiecznego dołu) po szczeblach kari­ery. Poza tym jeśli chodzi o kwest­ie wrażli­woś­ci społecznej to może się okazać że są mis­je zbyt trudne do wyko­na­nia. Jak np. gdy nasza assasyn­ka w stro­ju kel­ner­ki próbu­je wykon­ać mis­ję nieza­uważona ale co chwile zaczepi­a­ją ją goś­cie z sek­sis­towski­mi uwaga­mi. Oj nie skończą oni dobrze.

 

Zwierz chci­ał zapy­tać łysego kota czy nie jest mu cza­sem zim­no ale doszedł do wniosku, że może to być pytanie z cyk­lu tych nietak­townych

W grę właś­ci­wie trud­no przes­tać grać — głównie dlat­ego, że każ­da napotkana przez nas oso­ba (a właś­ci­wie koto­so­ba) ma coś ciekawego do powiedzenia o świecie. Do tego — to taka niesamowicie odpręża­ją­ca gra, bo w sum­ie żadne zadanie do wyko­na­nia nie jest zbyt trudne a jak  już twór­cy gry pode­jrze­wa­ją, że w danym momen­cie roz­gry­w­ki może­my nieuchron­nie stracić życie to przy­pom­i­na­ją, że może dobrym pomysłem było­by grę zapisać przed wejś­ciem do jakiegoś pomieszczenia czy przys­tąpi­e­niem do wal­ki. Co praw­da warto samemu pamię­tać o zapisy­wa­niu gr ale rzad­ko się zdarza by prze­jś­cie jakiegoś frag­men­tu nas­tręcza­ło jakichś niesamow­itych prob­lemów. Co jest fajne bo to dokład­nie taka gra, do której zasi­a­da się popołud­niu i jeśli nikt nam nie przeszkodzi to aż do nocy powin­niśmy prze­jść więk­szość jeśli nie całość. Twór­cy obiecu­ją, nam pon­ad dwadzieś­cia godzin gry ale Zwierz czy­tał o takich graczach którzy ze wszys­tki­mi zada­ni­a­mi upo­rali się w dziesięć godzin. Zwier­zowi wszys­tko o tyle zajęło wiele cza­su że bard­zo dokład­nie eksplorował świat ciesząc się wszys­tki­mi naw­iąza­ni­a­mi ale też po pros­tu klika­jąc na wszys­tko — bo kwest­ie naszych bohaterów są naprawdę zabawne.

Sys­tem wal­ki jest bard­zo prosty dzię­ki czemu — zaskaku­ją­co satys­fakcjonu­ją­cy jak się wygra — zwłaszcza że prze­waża­ją­cy­mi siła­mi wro­ga.

 

Zwierz musi też powiedzieć, że jego sym­pa­tię do gry rozbudz­ił fakt, że jej współtwór­czynią jest Ilona Myszkows­ka czyli autor­ka Cha­tolandii. Ilona miała kiedyś pecha dzielić ze Zwierzem pokój na kon­wen­cie — było to na Coper­ni­conie na którym Zwierz dostał zapale­nia oskrzeli i jakoś epicko smarkał przez całą noc budząc ludzi i okoliczne Zwierzę­ta. Nie mniej o ile mogło to wpłynąć na sym­pa­tię Ilony do Zwierza, to Zwierz nadal bard­zo lubi zarówno kreskę jak i czarne poczu­cie humoru bloger­ki i ilus­tra­tor­ki. Zresztą jej zaan­gażowanie w tworze­nie sce­nar­iusza do gry bard­zo łat­wo rozpoz­nać — ilekroć nasz kotek (a właś­ci­wie nasze kot­ki) mają jakieś bardziej egzys­tenc­jalne prze­myśle­nia to od razu człowiek czu­je, że zna skądś to fatal­isty­czne pode­jś­cie do życia. Poza tym gra ma prześliczną kreskę i absurdalne poczu­cie humoru co też niewąt­pli­wie kojarzy się z rysunka­mi Ilony. Co praw­da gra miała kilku twór­ców (czy to nie śmieszne — że kiedy Zwierz pokazał listę twór­ców mężowi ten od razu powiedzi­ał “Och znam tych ludzi”- najwyraźniej w Polsce jest pięć osób) ale wszyscy są jakoś zako­rze­nieni w fan­domie — co tłu­maczy dlaczego ta gra ma więcej ester eggów niż ele­men­tów fabuły które nie są do czegoś naw­iązaniem.

 

Zwierz kupił sobie grę na Steamie w pro­mocji i zapłacił za nią trzy­dzieś­ci parę zło­tych. Bard­zo dobra cena jak na grę która bawi i cieszy przez kil­ka godzin a jest w sce­nie komik­su czy burżu­jskiej wiz­y­ty w kinie. Poza tym jeśli wejdziecie na fan­page Cha­tolandii to zna­jdziecie tam kil­ka całkiem fajnych cieka­wostek o tworze­niu gry — np. skąd się wziął kot w pralce, czy kot z don­iczką na głowie. To fajnie znać twór­ców gry bo wtedy moż­na się więcej dowiedzieć — głównie tego, że wcale nie jest łat­wo robić gry kom­put­erowe. Tym bardziej Zwierz ma nadzieję, że gra się wam spodo­ba i odniesie sukces bo po pros­tu widać, że obok mnóst­wa humoru i żartów twór­cy naprawdę włożyli w nią sporo ser­ca — i dali nam coś co po pros­tu bawi i cieszy. Przy­na­jm­niej Zwier­zowi bard­zo popraw­iło humor. Jedyny minus (ponoć chwilowy) gra jest na Win­dowsa, więc jeśli jesteś­cie tymi hip­ster­ski­mi dzieci­aka­mi które stać na sprzęt Apple czy wiecie jak dzi­ała cokol­wiek innego niż Win­dows to musi­cie pewnie jeszcze poczekać. Poza tym zaś gra nie spraw­ia żad­nych prob­lemów — przy­na­jm­niej Zwier­zowi, chy­ba jedynie taki, że jak się gra po nocy to człowiek chci­ał­by głośno chi­chotać a nie powinien bo może zbudz­ić tych którzy zami­ast poświę­cać swo­je życie gra­jąc w grę o kotkach śpią. Ale to żałosne przy­pad­ki.

 

Ps: O zre­cen­zowanie gry poprosiła mnie fir­ma Fat Dog Games, która wypuś­ciła na rynek The Chron­i­cles of Nyanya. Ponieważ świat recen­zowa­nia gier wyraźnie jest piękniejszy niż świat recen­zowa­nia filmów Zwierz otrzy­mał za ten post graty­fikację finan­sową choć w żaden sposób nie wpłynęło to na jego zach­wyt kotka­mi. Kot­ki są zawsze słod­kie.

3 komentarze
0

Powiązane wpisy