Home Ogólnie To nie zombie apokalipsa, to konwent! czyli Zwierz na Pyrkonie

To nie zombie apokalipsa, to konwent! czyli Zwierz na Pyrkonie

autor Zwierz
To nie zombie apokalipsa, to konwent! czyli Zwierz na Pyrkonie

Kiedy w zeszłym roku zwierz nie przy­był na Pyrkon miał wraże­nie, że ominęło go najważniejsze wydarze­nie w ciągu roku. W jed­nej chwili wszyscy byli w Poz­na­niu i pytali zwierza dlaczego go nie ma. Zwierza zaś nie było bo baw­ił wów­czas w Lon­dynie. Wtedy jed­nak obiecał sobie, że tegorocznego Pyrkonu prze­gapić nie może. I obiet­nicę spełnił, zjaw­ia­jąc się w Poz­na­niu w min­ioną sobotę i pozosta­jąc tam aż do koń­ca imprezy.

Zaczni­jmy od tego, że gdy­by ktoś zwier­zowi powiedzi­ał, że od pier­wszego Pyrkonu na jakim był minęły tylko dwa lata, to zwierz by nie uwierzył. To pier­wsze Pyrkonowe doświad­cze­nie wyda­je się strasznie dawne, jak­by z zupełnie innej galak­ty­ki. Przy­czyniły się do tego nie tylko pewne zmi­any w sposo­bie uczest­nict­wa zwierza. Dwa lata temu był prele­gen­tem tym razem przy­jechał jako reprezen­tant mediów (przy czym medi­um jest ten właśnie blog) ale też w ogóle zmi­anę przeszła sama impreza. Dziś na Pyrkon nie wchodzi się bocznym wejś­ciem ale wejś­ciem głównym, zaś sama impreza zaj­mu­je tyle budynków, że część uczest­ników chy­ba nawet nie zdawała sobie sprawy co jest w której z licznych hal (zwierz dopiero pod sam koniec kon­wen­tu odkrył, że w paw­ilonie numer 4 wyz­nac­zono miejsce z jedze­niem). Do tego tłumy – rzeczy­wiś­cie obec­ne na poprzed­nich imprezach, ter­az zda­ją się być nieprzelic­zone. Jak poin­for­mowano zwierza – pon­ad 35 tys. Goś­ci odwiedz­iło Pyrkon. Zwierz odczuł to na włas­nej skórze. Dwa lata temu bez trudu wyłapy­wał w tłu­mie zna­jomych. Ter­az o tym, że ktoś był na Pyrkonie dowiady­wał się częś­ciej z Inter­ne­tu.

dav

Tłumy były olbrzymie. Zwier­zowi powoli zaczy­na to przeszkadzać, bo nie czu­je się wśród tłumów bard­zo kom­for­towo

Tak szy­b­ki rozwój imprezy nie mógł pozostać bez wpły­wu na jej ksz­tałt. Co się zmieniło? Na pewno dziś Pyrkon – przy­na­jm­niej dla wielu odwiedza­ją­cych, to bardziej pokaz cos­play, tar­gi wszel­kich geekows­kich rzeczy i pokazy fajnych grup – jak wikingowie czy wiel­bi­ciele postapo niż kon­went w trady­cyjnym rozu­mie­niu. No właśnie – niby kon­went jest olbrzy­mi ale kiedy zwierz zajrzał do pro­gra­mu to poczuł się zaw­iedziony. Po pier­wsze – jeśli nie korzys­tało się na miejs­cu z aplikacji czy Inter­ne­tu to sam pro­gram był wielce enig­maty­czny – wydrukowany w śred­nio czytel­nej tabeli pro­gramowej nie zaw­ier­ał żad­nych infor­ma­cji. Zwierz rozu­mie że nie mieś­ci się w takiej tabelce opis punk­tu pro­gra­mu, ale szko­da że nie było też nazwisk prowadzą­cych. Wszyscy mają tak, że mają kilku prowadzą­cych na których punk­ty pro­gra­mu naprawdę bard­zo chcą pójść. Nieste­ty w godz­i­nach w których zwierz na kon­wen­cie był i miał czas pójść na prelekc­je żad­na nie wpadła mu w oko. Trud­no więc oce­ni­ać ich poziom (zwierz nie przepa­da za oceną poziomu) ale np. fakt, że był tylko jeden blok fil­mowo  — seri­alowy i nie był on szczegól­nie ciekawy wskazu­je, że kon­went trochę prze­chodzi w stronę targów niż takiego klasy­cznego wydarzenia gdzie prelekc­je są najważniejsze. Dobre słowa zwierz słyszał o prelekc­jach z bloku naukowego i anglo­języ­cznego ale to potwierdza zasadę że naukow­cy i oso­by które muszą mówić po ang­iel­sku częs­to lep­iej się przy­go­towu­ją. Takie jest przy­na­jm­niej wraże­nie zwierza z innych kon­wen­tów – w miarę obiek­ty­wne ponieważ zwierz mimo udziela­nia się nie wygłasza ani po ang­iel­sku ani w sekc­jach naukowych więc nie chwali sam siebie.  Nie zmienia to fak­tu, że najczęst­szym zarzutem pada­ją­cym pod adresem fes­ti­walu była za mała ilość prelekcji i trud­noś­ci z dostaniem się do sali. Trud­noś­ci z dostaniem się do sali zwierz pamię­ta sprzed dwóch lat, więc uzna­je za coś stałego. Nato­mi­ast rzeczy­wiś­cie dzi­wi mała ilość prelekcji bo z tego co zwierz wie, pół pol­s­ki chci­ało coś na Pyrkonie powiedzieć.

dav

Jak sami widzi­cie w samym środ­ku kon­wen­tu znalazł się czas na reklamę salonu opty­cznego

 

To odsunię­cie pro­gra­mu na bok (niemal dosłown­ie bo wchodzą­cym tłu­mom było najbliżej do targów i do pokazów) dało się chy­ba wyczuć w atmos­ferze wydarzenia. Niewąt­pli­wie najlepiej baw­ili się cos­play­erzy – tych było naprawdę wielu. Zwierz wie, że wypa­da narzekać na pol­s­ki cos­play, ale z roku na rok widać co raz wyższy poziom. Co więcej w tym roku było widać, że Rey i Kylo Ren z nowych Gwiezd­nych Wojen dały możli­wość rados­nego cos­play­owa­nia dwóm grupom które mogły wcześniej mieć niekiedy prob­le­my ze znalezie­niem dla siebie fajnych postaci – Rey cos­play­owały dziew­czyny które mają długie włosy (kocz­ki same się nie zro­bią) i nie lubią marznąć (tyle warstw) a Kylo Rena wysok­ie, szczupłe oso­by – trochę bez podzi­ału na płeć bo za maską Kylo zmieś­ci się każdy. Zwierz przyz­na że dobrze to wychodz­iło. Cos­play­erzy naprawdę baw­ili się dobrze, choć zwierz założy się, że część z nich strasznie zmarzła, obtarła sobie jakieś dzi­wne częś­ci ciała albo trzy razy wpadła na ścianę (wiele osób przyz­nawało się że praw­ie nic nie widzi). Jed­nak  widać było, że wszyscy świet­nie się baw­ili – coplay­erzy to gru­pa ludzi po których od razu widać, że się dobrze baw­ią  i naprawdę kocha­ją to co robią.

dav

Zobacz­cie jaki ład­ny samo­chodzik mieli. Taki przy­jazny.

Inna sprawa – było widać, że oprócz osób bard­zo młodych na kon­wen­cie pojaw­iły się całe tłumy osób z dzieć­mi – cza­sem w cos­play­ach, cza­sem nie. Przy czym nie ma wąt­pli­woś­ci, że nie byli to bied­ni rodz­ice przy­muszeni przez swo­je zafas­cynowane fan­tastyką pociechy ale naprawdę drugie czy trze­cie pokole­nie fanów, które raczej jest zabier­ane przez rodz­iców niż rodz­iców zabiera. Jed­nocześnie – nie ukry­wa­jmy – widać komer­cyjny charak­ter imprezy – na tar­gach pro­mu­je się wiele firm, które przy­go­towu­ją prezen­tac­je i pro­moc­je, spec­jal­nie przy­wożą nowoś­ci i mają nadzieję, że pozyska­ją jeszcze więcej fanów. Pomiędzy nimi gnieżdżą się zaś rękodziel­ni­cy, którzy zawsze mają mnóst­wo wspani­ałych rzeczy, na które nieste­ty zawsze braku­je fun­duszy, bo chce się kupić wszys­tko a jest to i fizy­cznie i finan­sowo niemożli­we.  Zwierz ma nadzieję, że tych ręcznie robionych rzeczy nigdy na kon­wen­tach nie zabraknie, choć cza­sem ma się wraże­nie, że wytwór­c­zość która kiedyś stanow­iła pod­stawę tego co moż­na kupić na takich tar­gach ter­az jest nieco spy­chana na bok przez ludzi zaj­mu­ją­cych się tym niesły­chanie pro­fesjon­al­nie (Nie żeby rękodziel­ni­cy nie byli pro­fesjon­al­ni!) i sprowadza­ją­cy np. fig­ur­ki super bohaterów w iloś­ci­ach hur­towych. Co więcej, zwierz na Prykonie znalazł nawet stoisko gdzie pop­kul­tur­alne gadże­ty w bard­zo przys­tęp­nych cenach sprzedawali wys­taw­cy z Anglii (ceny mieli od Pol­s­kich lep­sze).

dav

Taki śliczny ten Sokół Mile­ni­um. Ale dotykać nie wol­no

Zwierz szcz­erze przyz­na, że nie wie do koń­ca co o tym nowym Pyrkonie myśleć. Z jed­nej strony to jest trochę spełnie­nie marzeń o takim wielkim wydarze­niu w Polsce, wydarze­niu które będzie się na tyle odciskać na życiu mias­ta i kra­ju, że nie pozostanie nieza­uważone. Serio to jak wyglą­dał Poz­nań w cza­sie kon­wen­tu było fan­tasty­czne. Nawet jeśli odeszło się dość daleko do targów gdzie odby­wała się impreza na uli­cach wciąż było kolorowo a widok ludzi w wiankach, maskach gazowych czy zwykłych cos­play­ach nie budz­ił niczy­jego zdzi­wienia – no może poza mieszkań­ca­mi Poz­na­nia, którzy nie byli chy­ba wszyscy do koń­ca pewni co się dzieje, ale jak stwierdz­ił jeden z tak­sówkarzy „widzieli już wszys­tko”.  Jed­nak obok tego entuz­jaz­mu jest też poczu­cie, że wydarze­nie nie jest już imprezą typowo fan­do­mową, że sta­je się po pros­tu imprezą pop­u­larną,  wydarze­niem, które wychodzi daleko poza ramy wewnętrznego spotka­nia fanów. Dla starszych uczest­ników fan­do­mu musi to być doświad­cze­nie trudne – choć jed­nocześnie – nie ukry­wa­jmy, na razie Pyrkon jest jedyną imprezą która poszła tak daleko. Jed­nak gdy­by zwierz miał pozostać nieco kry­ty­czny to doszedł­by do wniosku, że poza swo­ją wielkoś­cią  i inkluzyjnoś­cią Pyrkon ma do zaofer­owa­nia nie tak wiele. Samo prze­by­wanie na kon­wen­cie jest fajne, ale w pewny momen­cie człowiek ma wraże­nie, że nie ma tam po pros­tu co robić. Do tego było kil­ka niewiel­kich niedo­ciąg­nięć orga­ni­za­cyjnych jak np. fakt, że po wejś­ciu do głównej hali, dwie spoko­jne kole­j­ki zamieni­ały się w dzi­ki tłum roz­ga­ni­any na boki przez osobę sto­jącą na antresoli i prze­maw­ia­jącą przez mega­fon. Zwierz miał przez chwilę wraże­nie jak­by znalazł się w punkcie zbiór­ki po zom­bie apokalip­sie. Tak to sobie wyobraża. Zresztą to jest w ogóle prob­lem z którym Pyrkon będzie musi­ał sobie poradz­ić – z roku na rok jest co raz więcej osób które chcą być na fes­ti­walu. Bicie reko­r­du frek­wencji jest fajne ale niesie za sobą pewne kon­sek­wenc­je. W tym roku wprowad­zono wcześniejsze akredy­tac­je na prelekc­je. Ale np. moż­na się zas­tanow­ić czy już nie czas na trans­mis­je na żywo czy wyświ­et­lanie częś­ci wydarzeń poza jed­ną salą (z  tego co zwierz wie, wiele osób było zaw­iedzionych że nie dostało się na Maskaradę która- biorąc pod uwagę ile osób było na kon­wen­cie, stała się bard­zo ekskluzy­w­na). Oso­ba która płaci za bilet na fes­ti­w­al nie powin­na się odbi­jać od wszys­t­kich drzwi pod który­mi sta­je. A jeśli się odbi­ja – może trze­ba jeszcze bardziej zróżni­cow­ać opłaty. Tu nie ma prostych rozwiązań, ale pewnie jest, że nawet najlepiej zor­ga­ni­zowany kon­went będzie musi­ał się jakoś przek­sz­tał­cić. Bo za dwa trzy lata – jeśli frek­wenc­ja będzie ros­nąć, może już nie być zabawnie. Zwłaszcza, że jeśli ludzie dziś prak­ty­cznie nie dosta­ją się na prelekc­je to w przyszłoś­ci po pros­tu nie przy­jadą.

mde

Wśród czytel­ników zwierza jest jeden jed­norożec. MEGA!

Jed­nocześnie nie moż­na zapom­i­nać, że każdy kon­went to ludzie – głown­ie zna­jo­mi, trochę czytel­ników czy zna­jomych właśnie fan­do­mowych. Pod tym wzglę­dem Pyrkon jak zwyk­le okazał się miejscem przemiłym. Było wielu zna­jomych (Paweł Opy­do chodz­ił i krę­cił), zwierza kil­ka razy rozpoz­nano a nawet popros­zono o zdję­cia co zawsze jest bard­zo miłe i bard­zo dzi­wne. Zwierz zahaczył też o stosi­ka na których jego cud­owni zna­jo­mi sprzedawali rzeczy na które zwierza było albo trochę stać albo zupełnie nie stać (ten kubek Cyd z BB‑8 to chy­ba najpiękniejsza rzecz na świecie jest). Tu zwierz narzekać nie może, zwłaszcza że wiec­zorem odbyło się spotkanie ze słuchacza­mi Zom­bie vs Zwierz i było naprawdę bard­zo przy­jem­nie – jak to na kon­wen­tach bywa – dużo sur­re­al­isty­cznych ale bard­zo zabawnych rozmów.  Zresztą sam przy­jazd do Poz­na­nia cieszy, bo Poz­nań to naprawdę fajne mias­to i zawsze miło się w nim znaleźć, coś zjeść i się prze­jść. Jedynym minusem jest dworzec na którym może się okazać że pociąg przy­jechał ale waszego wag­onu nie ma. Potem na całe szczęś­cie wag­on się znalazł a wraz z nim ostat­ni ako­rd kon­wen­tu jakim jest podróż pociągiem pełnym ludzi wraca­ją­cych z Pyrkonu. A jak zwierz doda że na per­onie pow­itał go komitet hon­orowy z pęczkiem pietrusz­ki (zwierz przyj­mu­je zami­ast kwiatów cię­tych) to wyjdzie bard­zo miłe przeży­cie.

dav

Zdoby­cze Pyrkonowe (kart­ka z Poe jako prezent dla Przecinków zwierza)

To powiedzi­awszy, zwierz musi jas­no stwierdz­ić, że najcu­d­own­iejszą rzeczą jaką przy­wiózł z Pyrkonu było bard­zo piękne, złote zaprosze­nie na Toruńs­ki Coper­ni­con. Zwierz nic nie poradzi ale jest w Toruńskim kon­wen­cie zakochany po uszy – głównie dlat­ego, że ta jeszcze wciąż nie tak wiel­ka impreza to przede wszys­tkim mnóst­wo prelekcji i pan­eli. W cza­sie zeszłorocznego kon­wen­tu zwierz miał tak pomazany pro­gram, że żałował tylko, że nie może się rozd­woić, żeby być wszędzie. I chy­ba  to jest ostate­cz­na kon­kluz­ja zwierza. Pyrkon to jest niesamowicie inten­sy­wne fanowskie doświad­cze­nie, poczu­cie, że odry­wamy się od świa­ta real­nego i wchodz­imy do świa­ta zasied­lonego przez wiel­bi­cieli fan­tasty­ki i okolic. Ale jed­nocześnie, zwierz woli jak to jest impreza nieco bardziej kam­er­al­na, gdzie w miejsce przeżyć mamy więcej prelekcji, dyskusji i poczu­cia, że jest nas mało ale jesteśmy razem. Zwierz zdał sobie z tego sprawę, kiedy niesły­chanie miła dziew­czy­na w infor­ma­cji powiedzi­ała „Pani skrę­ci w lewo za smok­iem”. Zdanie tak bard­zo kon­wen­towe. Ale prze­cież w fan­domie nie mówi się „Pani”. I choć zwierz jest naprawdę bard­zo dale­ki od jakiegokol­wiek przy­musu (zwierz mniema że trud­no się przestaw­ić na mówie­nie wszys­tkim ty) to jed­nak to pokazu­je gdzie jest Pyrkon. Gdzieś na lewo za smok­iem.

dav

A najlep­sze co nas czeka to… Coper­ni­con!

Ps: Zwierz był w tym roku na Pyrkonie jako przed­staw­iciel mediów i musi wam powiedzieć, że był pod wraże­niem tego jak niesamowicie pro­fesjon­al­nie zor­ga­ni­zowany był press room. Nie chodzi tylko o spokój i ciszę jaką mogli tam znaleźć przed­staw­iciele mediów, oraz ci którzy udzielali i nagry­wali wywiady, ale także w ogóle o atmos­ferę. Dzi­en­nikar­zom zapewniono spokój, ciszę i tak dobrą kawę, że gdy­by nie szcząt­ki przyz­woitoś­ci zwierz nadal by tam siedzi­ał i ją popi­jał

Ps2: Zwierz bie­gał po Pyrkonie i zbier­ał wiz­ytów­ki bo musi koniecznie zro­bić kole­jną edy­cję Geek Mar­ke­tu bo jest tyle osób które robią super rzeczy że po pros­tu musi­cie ich poz­nać nawet jak was na kon­wen­cie nie było.

28 komentarzy
0

Powiązane wpisy