Home Ogólnie Trzynaście porad po seansie Porady na Zdrady czyli zwierz zostaje kołczem

Trzynaście porad po seansie Porady na Zdrady czyli zwierz zostaje kołczem

autor Zwierz
Trzynaście porad po seansie Porady na Zdrady czyli zwierz zostaje kołczem

Jestem widzem wytr­wałym i mam mis­ję. Ja zwierz chce się znaleźć na Sali kinowej kiedy będzie tam wyświ­et­lana pier­wsza zabaw­na kome­dia roman­ty­cz­na zre­al­i­zowana w Polsce. I żeby tak się stało chodzę na wszys­tkie. Ostat­nio na „Porady na Zdrady”. Nieste­ty także tym razem nie był to moment przeło­mowy. Ale przy­na­jm­niej mam dla was kil­ka porad.

Porady na Pol­skie kome­die roman­ty­czne by Zwierz (do wyko­rzys­ta­nia pro­du­cen­tów i sce­narzys­tów).

Po pier­wsze –  nie ma sen­su udawać że Warsza­wa to tylko Stare Mias­to, Plac Grzy­bows­ki i kil­ka innych ład­nych frag­men­tów. Praw­ie dwa mil­iony ludzi żyją w tym mieś­cie i zori­en­tu­ją się, że coś jest nie tak. Ładne mias­to jest ładne i wszyscy chce­my oglą­dać ład­ny kraj ale to się robi karykat­u­ralne.  Zwłaszcza, że obec­nie więk­szość filmów właśnie z tego gatunku ład­nie czer­pie z charak­teru miast w których roz­gry­wa się akc­ja. Warsza­wa jest ład­na także w tych niekoniecznie reprezen­ta­cyjnych miejs­cach – moż­na poz­wolić bohaterom prze­jść się na spac­er i nawet pokłó­cić w innym rejonie mias­ta niż te dla turys­tów.

Po drugie – Czy może­my raz na zawsze zrezyg­nować z pięknych dwupiętrowych mieszkań z ogród­kiem w środ­ku mias­ta w którym mieszka­ją dwie kobi­ety, które z tego co rozu­miemy zara­bi­a­ją się dora­bi­an­iem wegańskim domowo robionym cateringiem bo na nic ich nie stać? W Warsza­w­ie takie dziew­czyny mieszka­ją zwyk­le w wyna­ję­tym mieszka­niu w bloku gdzie boaz­e­ria jest nawet w łazience. Czy to by było takie straszne gdy­by ktoś nie mieszkał w aparta­men­tow­cu albo w kamieni­cy? Zwierz miesz­ka w bloku i jest abso­lut­nie przeko­nany, że mógł­by być bohaterką komedii roman­ty­cznej.

Kochana przy­jaciółko czy będzie ci przeszkadza­ło jeśli cały mój charak­ter będzie mniej skom­p­likowany niż przepis na surowy jar­muż?” Fot: Mag­da Rzymanek/Tomasz Paczkows­ki

Po trze­cie – Jeśli widz w waszym filmie zaczy­na liczyć prod­uct place­ment i dochodzi tak do dziesię­ciu to znaczy że prze­sadzil­iś­cie. Jeśli macie w filmie trzy sce­ny poświę­cone tylko dodatkowym usłu­gom pro­du­cen­ta samo­chodów to znaczy że skrewil­iś­cie. Z więk­szoś­ci pol­s­kich filmów moż­na zro­bić niebez­pieczne drink­ing game gdzie wyp­icie drin­ka po każdym prod­uct place­ment kończyło­by się odtru­ciem alko­holowym. Zwierz wie, że w zachod­nich fil­mach jest prod­uct place­ment (np. fortepi­anów) ale  naprawdę albo się krę­ci film albo reklamę. A jak się krę­ci reklamę to właś­ci­wie co szkodzi nakrę­cić reklamę dobrą? Pod rozwagę.

Po czwarte – Zwierz wie że to śmieszne ale ist­nieją pewne zasady prowadzenia akcji. Np. jeśli bohater­ka ma się zakochać w bohaterze – bądź na odwrót to widz musi zobaczyć cokol­wiek co by poz­woliło mu zrozu­mieć dlaczego zapałali do siebie uczu­ciem. To, że ona się do niego uśmiech­nęła to jeszcze za mało. Nieste­ty zwierz wie, że to wyma­ga pisa­nia dialogów. To jest trudne ale cza­sem trze­ba się przemóc. Tak więc moi drodzy do robo­ty – we wszys­t­kich miejs­cach gdzie macie rubaszne dow­cipy z sek­sis­towskim bohaterem dru­go­planowym (zawsze się jak­iś taki zna­jdzie) wstaw­ia­cie jakieś przy­jemne i dow­cip­ne roz­mowy między bohat­era­mi które poz­wolą nam stwierdz­ić, że rzeczy­wiś­cie ist­nieją powody dla których mogą się oni dobrze czuć razem i mieć ku sobie. Albo jeśli dochodz­imy do dra­maty­cznej sytu­acji w filmie to musi ona a.) log­icznie z czegoś wypły­wać b.) tworzyć poczu­cie, że coś jest nie tak c.) nie zostać rozwiązana po dwóch min­u­tach.

Nie zawsze byłam złą kobi­etą, ale odkryłam czer­woną szminkę i tak mi już zostało.” Fot: Mag­da Rzymanek/Tomasz Paczkows­ki

Po piąte – to są przesądy światło ćmiące że pro­dukc­ja kome­diowa musi mieć w tle jeszcze jak­iś jeden zupełnie pozbaw­iony początku, koń­ca i środ­ka wątek w którym pada­ją głupie żar­ty. Nie musi. Karo­lak na sce­nie potrafi grać całkiem dobrze, więc nie dekon­cen­tru­j­cie go kole­jną pozbaw­ioną sen­su rolą rubasznego kole­gi głównego bohat­era. Nawet jeśli wyda­je się wam że prze­branie Karo­la­ka w czer­woną sukienkę jest śmieszne. Nie jest śmieszne. Ogól­nie prze­bieranie mężczyzn za kobi­ety jest śmieszne jak to robią Angl­i­cy. I to nie ze wzglę­du na nar­o­dowość. Po pros­tu Angl­i­cy robią od nas lep­sze kome­die.

Po szóste – Pamięta­cie jak zwierz pisał o tych dialo­gach co powin­ny być pomiędzy dziew­czyną i chłopakiem którzy się zakochali? Ogól­nie zwierz wie, że nie lubi­cie dialogów ale one są potrzeb­ne żeby film jakkol­wiek odróż­ni­ał się od folderu „Bard­zo chcielibyśmy żeby tak wyglą­dało życie w Polsce dlat­ego będziemy udawać, że w tym kra­ju nikt nigdy nie postaw­ił żad­nego bloku”.  Postara­j­cie się sobie wyobraz­ić że na przykład tam gdzie nor­mal­nie wstaw­iliś­cie by prod­uct place­ment wstaw­ia­cie nor­mal­ną wymi­anę zdań. Zwierz wam pomoże przykła­dem jak macie taki dia­log „Parów­ki do sałat­ki?”, „To nie parów­ki to Berlin­ki” to go wyrzu­ca­cie bo nie krę­ci­cie reklamy tylko film (trudne do odróżnienia zwłaszcza jak się oglą­da filmy na TVN albo Pol­sa­cie i obie rzeczy się trochę zle­wa­ją). Może­cie tam np. wstaw­ić dia­log „Jakim cud­em stać cię na dwupiętrowe hip­ster­skie mieszkanie w kamieni­cy sko­ro nie zara­bi­asz dużo na fotografii i dora­bi­asz domowym cateringiem?” „Moi rodz­ice których nikt nigdy nie uwzględ­ni w sce­nar­iuszu fil­mowym bo bohaterowie z zasady nie mają rodzin, są niesły­chanie zamożni i kupili mi to mieszkanie żebym mogła się real­i­zować i prze­malowywać je far­bą której mar­ki o dzi­wo w filmie nie uwzględ­niono”. Widzi­cie od razu film nabiera więcej sen­su.

Kupiłeś mi pićku więc wyglą­da na to, że się kochamy” fot. Mag­da Rzymanek/Tomasz Paczkows­ki

Po siódme – czy może­my raz na zawsze skończyć z trze­ma następu­ją­cy­mi typa­mi postaci w kome­di­ach roman­ty­cznych made in Poland? Są to – podła kobi­eta-żyle­ta która niemal zawsze jest brunetką ubiera się w wyraźnie dro­gie ciuchy i ma włas­ny biznes. One są zawsze złe, intere­sowne i nie mają ser­ca. Zwierz przede wszys­tkim ma prob­lem z tymi cholerny­mi zły­mi brunetka­mi (cza­sem zastępowane przez zimne blon­dyn­ki). Moż­na dojść do wniosku, że w Polsce to jedynie rumi­ane blond dziewo­je mają serce. Dru­ga postać to wspom­i­nany już wcześniej sek­sis­towskie kole­ga naszego bohat­era. Jak zwierz pisał – Karo­lak cza­sem musi mieć wolne. No i po trze­cie – niech wresz­cie ktoś zacznie pisać charak­ter tej wyz­wolonej przy­jaciółce wege­tari­ance, co nie chce jak nor­mal­na dziew­czy­na zjeść parów­ki i czeko­lad­ki. Ta biedacz­ka błą­ka się po fil­mach i seri­alach w których sce­narzys­tom wyda­je się, że jak dziew­czy­na ma kolorowe stro­je i długie kol­czy­ki to zupełnie tak jak­by napisali jej charak­ter.

Po ósme – Ja wiem że ci wyso­cy mężczyźni z umięśniony­mi ramion­a­mi i leni­wym spo­jrze­niem są tacy mili dla oka. Ale czy naprawdę nie wypadało­by wcześniej sprawdz­ić czy nie umieją wcześniej grać. W ogóle jest taka faj­na sprawa – jak zatrud­ni­asz akto­ra do gra­nia w filmie to dajesz mu na przykład wcześniej do przeczy­ta­nia rolę tak na sucho w takim poko­ju gdzie możesz ocenić czy on potrafi grać. No jak np. zupełnie nie zmienia intonacji (aktor albo aktor­ka) i brz­mi jak­by nagry­wał wiado­mość to mu dzięku­je­cie. Pro­ces pow­tarza­cie tak dłu­go aż nie zna­jdziecie kogoś kto umie zagrać kwest­ię. I dzię­ki temu uda­je się wam dobrać odpowied­nią obsadę. Zwierz jest praw­ie na pewno przeko­nany, że ten pro­ces ma jakąś nazwę i sobie przy­pom­ni­cie jak tylko się bard­zo postara­cie.

To jest takie śmieszne że obie jesteśmy siero­ta­mi bez żad­nej rodziny która dopy­ty­wała­by się gdzie jesteśmy w dniu ślubu” Fot: Mag­da Rzymanek/Tomasz Paczkows­ki

Po dziewiąte – Zwierz będzie wam smę­cił strasznie ale ma dla was propozy­cję. Taką sza­loną. Jak pisze­cie sce­nar­iusz to usiądź­cie i zas­tanów­cie się jak nakrę­cić film by miał sens. Na przykład nasze bohater­ki w ogóle nie mają rodzin. Żad­nych ojców, matek, sióstr. Jed­na z naszych bohaterek ewident­nie sama przy­go­towu­je się do ślubu i po tym jak nie dochodzi do skutku sama idzie się upić. Potem zna­j­du­je ją koleżan­ka. Jak rozu­miemy, żad­nej rodziny, blis­kich, niczego co trze­ba odwołać. Ślub numer dwa, inna dziew­czy­na zwiewa w dniu ślubu (tak przy okazji – wiecie że moż­na nakrę­cić komedię roman­ty­czną bez ślubów? Takie głosy na mieś­cie chodzą) szu­ka jej – tylko przy­jaciół­ka. Koś­ciół który widz­imy niby pełny a nikt nie zadz­wonił, nie zain­tere­sował się, nie miał potrze­by by pocieszyć czy nawet odnaleźć dziew­czynę. Zwierz wie że tak łatwiej pisać sce­nar­iusze. W świecie pełnym nieza­leżnych sierot koło trzy­dzi­est­ki kome­die roman­ty­czne piszą się same. Prob­lem w tym, że nie wychodzą z tego dobre filmy.

Po dziesiąte – Jeśli pomysłem na film jest his­to­ria dwóch kobi­et zaj­mu­ją­cych się uwodze­niem mężczyzn by wykazać że są niewierni to może poświę­cić temu trochę uwa­gi? Bo jeśli sam pomysł nie ma za bard­zo sen­su i chodzi jedynie o to by wol­na dziew­czy­na, mogła zapoz­nać nieszczęśli­wego w roz­pada­ją­cym się małżeńst­wie fac­eta. I żeby mogli się zakochać. I nawet wyz­nać sobie uczu­cie ale rozs­tać się przez nieporozu­mie­nie. Albo potem jed­nak miłość pokona prob­le­my i będą razem mimo, że właś­ci­wie nikt sobie niczego naprawdę nie wytłu­maczył to może ten pier­wot­ny pomysł na film nie miał sen­su. A może miał sens tylko jakoś niko­mu nie przyszło do głowy by wycis­nąć z niego cokol­wiek innego niż dokład­nie taki sam jak wszys­tkie inne pro­dukc­je film gdzie nie ma kwestii moral­nych  ani nawet za bard­zo węzła dra­maty­cznego.  Bo może gdy­by się tak naprawdę zas­tanow­ić nad dzi­ałaniem bohaterek to wcale by to nie były dwie miłe warsza­wskie dziew­czyny, tylko oso­by zaj­mu­jące się czymś niekoniecznie moral­nym. I może w ogóle zdra­da to nigdy nie jest taki prosty śmieszny kome­diowy tem­at?

Czy pani wie, że opiera się Pani o Opla. Jedyną doz­woloną w kra­ju marę samo­chodów” Fot: Mag­da Rzymanek/Tomasz Paczkows­ki

Po jede­naste – jeśli cała fabuła waszego fil­mu mieś­ci się w trail­erze to nie macie fil­mu. Macie trail­er. Nawet jeśli roz­ciąg­niecie go na pół­torej godziny to nadal będzie tylko bard­zo dłu­gi roz­ciąg­nię­ty trail­er.

Po dwu­naste – Jeśli tytuł się rymu­je to nie jest to urocze i zabawne. To po pros­tu pewnie znaczy, że wymyślil­iś­cie żenu­ją­cy tytuł. A jeśli plakat jest biały to pewnie dlat­ego, że znów zapom­nieliś­cie zapłacić dobre­mu grafikowi.

Po trzy­naste (dla zwierz najważniejsze) – Słowo srać i dupa to nie jest dow­cip. Nawet jak pub­liczność się śmieje. To nie jest żaden dow­cip. To dociera do człowieka powoli ale tak w okoli­cach czwartej klasy pod­stawów­ki zaczy­na rozu­mieć.

Słyszy­cie? To grafi­ka płacz.

A ter­az uwa­ga. Zwierz znalazł w Porady na Zdrady ze dwa momen­ty kiedy dow­cip był nieco lep­szy. Wiecie kiedy to było? Kiedy ktoś zde­cy­dował się na żart słowny (panowie prag­ną­cy się mścić na kobi­etach prowadzą oper­ację „Mści­wój” – ok jak się to zapisze to nie brz­mi zabawnie – pewnie to dobrze wskazu­je na poziom pro­dukcji) i sur­re­al­isty­czny (jest w filmie jeden dia­log po hisz­pańsku który jest tłu­mac­zony przez bohat­era i to jest całkiem zabaw­na sce­na). No i było­by na tyle.  A i jeszcze zwier­zowi całkiem podo­ba się dziel­nie facetów na Krychowiaków i Błaszczykows­kich. O dzi­wo nikt się przy tym nie zaśmi­ał. Nie zna­ją się ludzie.

Ps: Zwierz nie mógł napisać recen­zji fil­mu Porady na Zdrady ponieważ część tego fil­mu widzi­ał zza sza­li­ka piszcząc do koleżan­ki „Zabierz mnie stąd ja nie mogę tego oglą­dać”.

Ps2: Film jest pro­dukcji POLSKIEJ bo pojaw­ia się w nim niczym nieuza­sad­niona naga pierś kobieca. Gdy­by owej pier­si kobiecej jawnie obnażonej nie było film mógł­by pow­stać dosłown­ie wszędzie.

18 komentarzy
0

Powiązane wpisy