Home Góry Ponad gór wysoki szczyt, lećmy zanim matka Zwierza wybije wszystkich turystów czyli wpis górski siódmy

Ponad gór wysoki szczyt, lećmy zanim matka Zwierza wybije wszystkich turystów czyli wpis górski siódmy

autor Zwierz
Ponad gór wysoki szczyt, lećmy zanim matka Zwierza wybije wszystkich turystów czyli wpis górski siódmy

Budzę się rano nie słysząc ponaglającego gło­su mat­ki. Spoglą­dam w kierunku jej łóż­ka. Na oko żyje. Nagle wyda­je mi się, że stało się niemożli­we, że jej wewnętrzny budzik nie zadz­wonił, że okaza­ła się tylko człowiekiem. I że zas­pałyśmy. Na poły z prz­er­aże­niem  na poły z entuz­jazmem rzu­cam się do tele­fonu. Jest pią­ta trzy­dzieś­ci. Czu­ję się ofi­arą bru­tal­nego planu – uwarunk­owa­nia mnie tak bym sama budz­iła się przed szóstą. Try­bunał praw człowieka w Hadze na pewno się o tym dowie.

Kil­ka godzin później budzi mnie już mat­ka mówiąc, że dziś wyrusza­my nieco później więc może­my spoko­jnie zjeść śni­adanie. Spoko­jnie zejść śni­adanie znaczy, że mat­ka zaczy­na mnie poga­ni­ać dopiero przy trzec­im łyku kawy a nie przy drugim.  Żeby było jasne – ów trze­ci łyk kawy piję o ósmej dziesięć, nasza kole­j­ka na Kasprowy (tym razem bile­ty kupi­one z inic­jaty­wy Zwierza) odjeżdża o dziewiątej czter­dzieś­ci. No jako żywo mamy tyle cza­su że do Kuźnic zdążyły­byśmy tyłem i na jed­nej nodze. Nie mniej mat­ka Zwierza powodowana wielką nieufnoś­cią wobec wszel­kich środ­ków komu­nikacji – w tym nóg Zwierza zarządza wymarsz. Kiedy pod kole­jką lądu­je­my o ósmej czter­dzieś­ci Zwierz korzys­ta ze swo­jego jedynego doz­wolonego w cza­sie wyjaz­du „A nie mówiłam”. Potem patrzy na twarz swo­jej mat­ki i rozu­mie że popełnił życiowy błąd.

Widok z dro­gi na przełęcz Lilowe zawsze jest piękny

 

Nasz dzisiejszy plan opar­ty jest o zasadę mat­ki Zwierza – aby dotrzeć tam gdzie praw­ie nie ma ludzi. Co w Pol­s­kich Tatra­ch w szczy­cie sezonu może się wydawać niemożli­we. Ale okazu­je się, że niekoniecznie. Ot np. zejś­cie z Kasprowego, pier­wsza ścież­ka zapew­nia śred­nie wido­ki i do tego schodze­nie w tłu­mie. Ale wystar­czy pod­jeść na przełęcz Lil­iowe i nagle jesteśmy sami. Jest to miejsce w którym mat­ka Zwierza – zawsze ilekroć jest tam ze Zwierzem, spoglą­da tęsknie w stronę Świni­cy i wygłasza zdanie „Poszłabym tam gdy­bym była z kimś kto umie chodz­ić po górach”. Żeby było jasne mat­ka Zwierza była z bratem Zwierza na Świni­cy kiedy miał niecałe dziewięć lat. Czy mat­ka Zwierza sugeru­je że jest on mniej sprawny niż jego brat w wieku lat dziewię­ciu? Jak najbardziej i to nie jest pier­wszy raz.  Zwierz jed­nak wykazu­je się zrozu­mie­niem. To zrozu­mie­nie wyni­ka głównie z fak­tu, że dzię­ki niemu nie musi chodz­ić pod górę. A może wam się obiło o uszy, że Zwierz zasad­nic­zo chodz­ić pod górę nie lubi. Tak wiem, że jeżdżę co roku w góry ale to tylko dlat­ego, że boję się mat­ki.

W każdym razie jeśli wybierze­cie tą drogę z Kasprowego w kierunku Murowań­ca to dostaniecie abso­lut­nie prze­cu­d­owne wido­ki – po lewej widać trasę którą kole­j­ka pod­jeżdża pod stację na Kasprowym, zaś po prawej roz­cią­ga się widok prze­cu­d­owny – głównie na pięć stawów które leżą w Dolin­ie Gąsieni­cowej. Każdy z nich – ze swo­jej natu­ry zielono błęk­it­ny odbi­ja w sobie cień gór i chmur lub błęk­it nie­ba. Chci­ało­by się powiedzieć, że widok jest przepiękny ale praw­da jest taka, że to jest jeden z tych widoków które są tak cud­owne że nawet trud­no je odt­worzyć z pamię­ci, które na zdję­ci­ach wyda­ją się blade. Po pros­tu chy­ba musi­cie tam pójść – co wcale nie jest trudne i stanąć przez chwilę nad dolina­mi i równ­i­na­mi i spo­jrzeć w dół z zach­wytem. Nic innego wam tu nie mogę poradz­ić.

 

O urodzie Czarnego Stawu moż­na mówić wiele ale wszys­tko to marność wobec tych widoków

 

Schodze­nie w kierunku Doliny Gąsieni­cowej nie jest trudne ale to jed­na z tych pode­jrzanych tras które z góry zawsze wyda­ją się dużo krót­sze niż kiedy się już nimi idzie. Głównie dlat­ego, że ktoś pochował całe mnóst­wo trasy za zakrę­ta­mi. Podlec. Kiedy już jed­nak dojdzie się do Hali Gąsieni­cowej to trze­ba bez zas­tanowienia skrę­cić w bok do Czarnego Stawu Gąsieni­cowego. Zwierz nie będzie ukry­wać – dro­ga nie jest szczegól­nie pięk­na. W his­torii Zwier­zowego życia zapisała się jako miejsce w którym Zwierz spadł ze szlaku i o mało się nie zabił (nieste­ty tej his­torii nie upamięt­nia tablicz­ka więc Zwierz za każdym razem w odpowied­nim miejs­cu musi infor­mować swo­ją matkę że to właśnie tu o mało się nie zabił). Do tego nieste­ty nie jest to ten mało uczęszczany szlak – po niezbyt przy­jem­niej drodze gna­ją rodz­ice, dzieci, bab­cie, wujkowie, młodzień­cy i dziew­czyny. Ich obec­ność na szlaku Zwierza abso­lut­nie nie cieszy tylko, co już ustalil­iśmy budzi morder­cze instynk­ty.

Ale jak w przy­pad­ku wielu dróg które nie są szczegól­nie przy­jemne – nagro­da czeka na końcu. A jest to Czarny Staw. Jeśli zatrzy­ma­cie się nad nim tuż przy zejś­ciu ze szlaku to tra­fi­cie na gwarne tłumy. Jeśli jed­nak pójdziecie trochę w bok – dokład­niej ścieżką która prowadzi do szlaku na Zawrat wtedy gwar uci­ch­nie, tłum zniknie a wy staniecie oko w oko z przy­rodą tak piękną, że zapiera dech w pier­si. Czarny Staw wbrew swej nazwie jest zielono błęk­it­ny. Woda delikat­nie marszczy się przy każdym powiewie wia­tru i jest tak prze­jrzys­ta że wystar­czy zbliżyć się do brzegu by móc obser­wować życie jego mieszkańców. Jak­by w niesamow­itym wyczu­ciu dra­matyz­mu ten spoko­jny koją­cy oczy staw sty­ka się z dra­maty­czny­mi, szary­mi szczy­ta­mi górski­mi, które wznoszą się powyżej. Jeśli lubimy patrzeć na ludzkie cier­pi­enia może­my siedząc nad cichą częś­cią stawu obser­wować jak po stromym szlaku małe ludzkie ludz­ki wspina­ją się na przełęcz Zawrat czy  przełęcz w drodze na Koś­ci­elec. Olbrzymia satys­fakc­ja że się tam nie jest wyna­gradza wszys­tko. Pon­ad­to w Czarnym Staw­ie żyją kacz­ki. Ich obec­ność w tym odosob­nionym miejs­cu moim zdaniem wyma­ga jakiegoś przyp­isu od natu­ry, odpowiedzi na pytanie jak potoczyły się ich kacze biografie, które ich ta zaprowadz­iły. Być może natu­ra jest po pros­tu zda­nia że każdy staw potrze­bu­je kaczek.

 

Idąc do Czarnego Stawu mat­ka Zwierza napomknęła że dobrze że się męczy bo to skan­dal by szedł tylko w dół

Od Czarnego Stawu poszłyśmy do Murowań­ca. Schro­nisko zdaniem mat­ki Zwierza stanowi sym­bol poby­tu w Tatra­ch. Zdaniem Zwierza stanowi sym­bol okru­cieńst­wa. Dlaczego? Otóż aby wydostać się z Murowań­ca w kierunku Zakopanego trze­ba – co jest czystym okru­cieńst­wem pode­jść w górę. Rozu­miecie jakie to podłe? Docierasz do schro­niska myślisz sobie – o fajnie ter­az to tylko schodz­imy do Zakopanego i wtedy się okazu­je że musisz się z dna doliny jakoś wydobyć. Dokład­niej na włas­nych nogach. Moja głębo­ka nien­aw­iść do tego fak­tu ciąg­nie się od lat dziecin­nych kiedy ten sposób powro­tu z Murowań­ca zawsze mnie zaskaki­wał. Dro­gi w dół (które obie zaczy­na­ją się od dro­gi w górę) zasad­nic­zo są dwie – przez Boczań – gdzie idzie się najpierw pięknie granią a potem nud­no lasem, albo przez Jaworzynkę gdzie idzie się w dół a potem dnem doliny co zdaniem Zwierza jest odrobinę mniej nudne. Ogól­nie ta dro­ga powin­na być oznac­zona tabliczka­mi „Tu Zwier­zowi było niedo­brze”. Widzi­cie od cza­sów nas­to­let­nich Zwierz cier­pi w górach na ten sam prob­lem – kiedy on idzie w górę jego ciśnie­nie pozosta­je na dole. Całe pol­skie góry powin­ny zostać pamiątkowo oznac­zone miejs­ca­mi w których Zwier­zowi było niedo­brze. Na całe szczęś­cie z cza­sem to trochę mija.

Pod­czas powro­tu z gór okazu­je się, że jak zwyk­le służę jako infor­ma­c­ja turysty­cz­na. Zwierz nie ma poję­cia dlaczego tak jest ale ludzie widząc jego twarz czu­ją się w obow­iązku zadać mu pytanie doty­czące nur­tu­ją­cych ich prob­lemów. Schodząc do Zakopanego Zwierz udzielał infor­ma­cji ile jeszcze na górę, jak moż­na wró­cić, gdzie właś­ci­wie jest to schro­nisko i czy człowiek się bard­zo zmęczy. Zwierz nie ma nic prze­ci­wko byciu infor­ma­cją turysty­czną choć bard­zo go to bawi, zwłaszcza że dziś nie wyglą­dał na trasie szczegól­nie pro­fesjon­al­nie w swoich spod­ni­ach w logo Bat­mana. Mat­ka Zwierza zwró­ciła uwagę, że jej nikt nie pyta o kierunek. Zwierz nie chci­ał jej mówić, że otacza ja delikat­na aura ter­roru. Zwierz też by się bał jej o coś pytać gdy­by nie fakt, że musi bo jesteśmy spokrewnione.

 

Zwierz się uśmiecha i tym uśmiechem masku­je cier­pi­e­nie.

 

Chwila kiedy po całej wycieczce Zwierz dotknął płask­iego asfal­tu parkingu był jed­nym z najpiękniejszych momen­tów z całego wyjaz­du. Ludzie nie doce­ni­a­ją jak cud­owne są dro­gi które nie składa­ją się z ostrych kamieni. Zmęcze­nie nieco dało się Zwier­zowi we zna­ki, bo jakoś tak wyszło że nasze górskie wojaże zajęły sześć godzin a sam Zwierz a jakże spal­ił sobie te częś­ci rąk które doty­chczas pozostały nieopalone. Mat­ka Zwierza rzecz jas­na się nie spal­iła. Słońce nie śmi­ało­by się jej naraz­ić. Zresztą ponieważ Zwierz już jutro wyjeżdża usłyszał od swo­jej mat­ki zdanie na które czekał od samego początku wyjaz­du „Jutro spoko­jnie zje­my śni­adanie”. To chy­ba znaczy, że nie będzie mnie popędzać aż do piątego łyka kawy.

 

Mat­ka Zwierza spoglą­da na Świnice a w ser­duszku robi listę ludzi których nien­aw­idzi.

 

Uwa­ga a ter­az na spec­jalne życze­nie mat­ki Zwierza akapit hejter­s­ki. Mat­ka Zwierza wymieni w kole­jnoś­ci przy­pad­kowej wszys­t­kich ludzi których chęt­nie udusiła­by w górach:

- oso­by które chodzą z włąc­zoną głośną muzyką (zwłaszcza takie mające w ręku mały głośnik)

- oso­by które mówią dzieciom „Wcale nie jesteś zmęc­zony” i nie dają im odpocząć i zmusza­ją dziecko do porusza­nia się w tem­pie sprawnej oso­by dorosłej *

- oso­by które z kijka­mi: a.) chodzą po bard­zo wąs­kich ścieżkach bloku­jąc drogę, b.) wsadza­ją kij­ki z ostry­mi zakończeni­a­mi pod pachę, ryzyku­jąc że oso­ba która się za nimi potknie wykłu­je sobie oczko albo dwa**

- rodziny przekrzyku­jące się przez szlak „Henia, na obi­ad Piotru­siowi zamówić sch­abowy?”

- oso­by które sta­ją na środ­ku ścież­ki (szczegól­nie stromej) aby zro­bić sobie urocze self­ie, ewen­tu­al­nie, robią zdję­cie rodzinne w poprzek ścież­ki i wro­go patrzą na każdego kto usiłu­je zejść, a do tego robią cztery kadry bo „Adri­anek wypadł jakoś tak smut­no”

- oso­by które w wypad­ku strasznego tłoku w schro­nisku kładą się na zacienionych ławkach ale­bowiem pewnie tylko one muszą odpocząć.

- oso­by które prowadzą dzieciom pogadankę na tem­at uroku gór i wycieczek górs­kich całkowicie zagłusza­jąc jakiekol­wiek odgłosy przy­rody i mor­du­jąc raz na zawsze jakikol­wiek urok gór i wycieczek górs­kich.

- prze­wod­ników wycieczek dziecię­cych zatrzy­mu­ją­cych dzieci co trzy­dzieś­ci kroków i każą­cych im wysłuchać wykładu zami­ast po pros­tu zaprowadz­ić je na ład­ną wycieczkę.

-  oso­by które kar­cą dzieci za to, że nie chcą iść dalej tylko oglą­dać wido­ki***

Jak sami widzi­cie mat­ka Zwierza mogła­by tak naprawdę czuć się w górach dobrze gdy­by obok górs­kich butów, ple­ca­ka i książ­ki miała ze sobą jeszcze mały krodzik do wepch­nię­cia pod żebra połowie turys­tów.

*Zwierz nieste­ty nie łapie się już jako dziecko od paru lat

** jeśli wyda­je się wam że nikt nie ma oczu na tej wysokoś­ci to nie widzieliś­cie hob­bita

*** Tu mat­ka Zwierza przeszła od słów do czynów i może nie tyle kogoś udusiła ale zwró­ciła uwagę, tren­erowi wyciecz­ki górskiej który wrzeszczał na dzieci, że je ukarze za to, że się ocią­ga­ją mówiąc mu – słusznie, że w górach się nie wrzeszczy.

Ps: Moi drodzy Zwierz powoli żeg­na się z góra­mi ale bard­zo pole­ca wam zajrzeć jutro na blo­ga bo jutrze­jszy wpis górs­ki będzie naprawdę wyjątkowy.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy