Home Ogólnie Z punktu widzenia historyka… czyli jak się ogląda filmy z odpowiednim dyplomem w szafie

Z punktu widzenia historyka… czyli jak się ogląda filmy z odpowiednim dyplomem w szafie

autor Zwierz
Z punktu widzenia historyka… czyli jak się ogląda filmy z odpowiednim dyplomem w szafie

Zwierz od cza­su do cza­su – ma nadzieję, że niezbyt częs­to pisząc o fil­mach powołu­je się na swo­je his­to­ryczne doświad­cze­nie. Jed­nocześnie za pośred­nictwem maila i aska dostał wiele pytań z których wyni­ka, że dla wielu czytel­ników zwierza oglą­danie fil­mu z wyko­rzys­taniem his­to­rycznego wyk­sz­tałce­nia oznacza coś nieco innego niż dla zwierza. Dlat­ego, zwierz ego­cen­trycznie postanow­ił o tym napisać.

edward-iv-the-white-queen-bbc-35214765-720-404

Jed­ną z rzeczy których błyskaw­icznie uczysz się jako his­to­ryk to nie porówny­wanie urody pięknego Edwar­da IV z jego portre­ta­mi z epo­ki. Po co sobie psuć taką ład­ną wiz­ję (Edwar­da gra zawsze ład­ny Max Irons)

Zaczni­jmy od tego, że jeśli chodzi o ludzi z wyk­sz­tałce­niem his­to­rycznym ist­nieje kil­ka jak to się ład­nie mówi myl­nych błędów. Po pier­wsze całkiem sporo osób jest przeko­nanych że his­to­rycy zna­ją całą his­torię. Praw­da jest taka, że tylko niewiel­ka ilość osób obdar­zona doskon­ałą pamię­cią jest w stanie przy­wołać z pamię­ci wydarzenia z każdej epo­ki (przyp­isu­jąc im jeszcze odpowied­nie daty) czy na poziomie wyższym niż wyma­ga tego matu­ra z tego przed­mio­tu. Ist­nieje też cała gru­pa osób która o pewnych epokach naprawdę nie wie za dużo – cho­ci­aż­by dlat­ego, że szkol­na wiedza obe­j­mu­je jedynie drob­ny ułamek tego co naprawdę o danej epoce trze­ba wiedzieć. Inna założe­nie to stwierdze­nie, że his­to­rycy intere­su­ją się his­torią. To nie do koń­ca tak wyglą­da. Więk­szość his­to­ryków jeśli nie wszyscy intere­su­ją się swoim wybranym okre­sem, swo­ją wybraną dziedz­iną his­torii czy jakimś konkret­nym zagad­nie­niem z danego okre­su. Oznacza to, że napotka­cie w swoim życiu his­to­ryków których pod­nieca­ją roz­mowy o lufach czołgów, takich którzy nie do koń­ca umieją odróżnić czołg od haubi­cy, czy takich dla których czoł­gi to rzecz nie przy­należ­na do zain­tere­sowań his­to­rycznych bo wszak jest młod­sza niż dwieś­cie lat. Zwierz znał mediewistów których intere­sowało tylko pięćdziesiąt lat his­torii Francji i dwudziestowieczników zafik­sowanych na jed­nym fron­cie II wojny świa­towej. Zwierz zna też ludzi dla których liczy się tylko his­to­ria poli­ty­cz­na i takich którzy nie umieją po kolei wymienić wład­ców Pol­s­ki ale po stro­ju powiedzą ci dokład­nie w której dekadzie którego wieku jesteśmy. Dyskus­ja pomiędzy taki­mi his­to­ryka­mi jest podo­ba do dyskusji pomiędzy człowiekiem który zaj­mu­je się mal­owaniem płotów i mal­owaniem obrazów abstrak­cyjnych – niby obie strony malu­ją ale na tym jest koniec podobieństw. Zwłaszcza, że np. zwierz do swoich prac nad pewny­mi aspek­ta­mi his­torii XX wieku potrze­bu­je jedynie umiejęt­noś­ci pisa­nia, pod­czas kiedy jego zna­jo­mi którzy zaj­mu­ją się zde­cy­dowanie bardziej klasy­cznie poj­mowaną his­torią muszą umieć czy­tać rękopisy, znać się na tych wszys­t­kich pieczę­ci­ach, sym­bo­l­ach i przedzi­wnych językach które już nie są łac­iną a jeszcze nie są językiem nar­o­dowym. Inny­mi słowy – his­to­ryk oznacza mil­ion różnych rzecz i w sum­ie każdy his­to­ryk powinien na wstępie dopre­cy­zowywać czym dokład­nie się zaj­mu­je.

the_duchess07

Dla niek­tórych właś­ci­wy krój sukni jest abso­lut­nie kluc­zowy. Inni nie będą wam umieli powiedzieć czy taka sukien­ka w ogóle jest z właś­ci­wej epo­ki

No dobra tyle tytułem wstępu a ter­az prze­jdźmy do pyta­nia jak właś­ci­wie posi­adanie takiego wyk­sz­tałce­nia wpły­wa na oglą­danie filmów. Po pier­wsze zwierz musi przyz­nać, że wiele zależy od nastaw­ienia wzglę­dem fil­mu, fabuły, aktorów i w ogóle tego co widzi się na ekranie. Jeśli film jest dobrze zro­biony, zagrany a akac­ja doskonale poprowad­zona to choć­by korzys­tano z tele­fonów komórkowych w siedem­nastym wieku widz- bez wzglę­du na wyk­sz­tałce­nie – dojedzie do wniosku, że prze­cież to jest całkiem możli­we i niesły­chanie dla fabuły konieczne. Zwłaszcza, że dobre filmy mają to do siebie, że przy­pom­i­na­ją nam wszys­tkim, iż kino to przede wszys­tkim gra wyobraźni, w której ważniejsza jest opowiadana his­to­ria niż coś co moż­na było­by nazwać his­to­rycznym real­izmem. Zwierz nie wierzy zresztą w his­to­ryczny real­izm w fil­mach bo jed­nak mimo wszys­tko nie jesteśmy (ani nie powin­niśmy) przyjąć stan­dard­ów zachowań a przede wszys­tkim wyglą­du z przeszłoś­ci. Dlat­ego też ten his­to­ryczny brzęczyk z tył głowy zwyk­le oznacza, że mamy do fil­mu pewne zas­trzeże­nia nie tylko z punk­tu widzenia his­to­rycznego real­iz­mu (albo jego udawa­nia) a to jest tylko jed­na z tych rzeczy, która przeszkadza­ła nam na równi ze śred­nim aktorstwem czy źle poprowad­zoną nar­racją. Inny­mi słowy – his­to­ryk wyłazi ze zwierza częś­ciej w chwilach złośli­woś­ci niż zach­wytu.

Balian (Orlando Bloom, left) and a newly anointed Knight (Martin Hancock) prepare to defend Jerusalem against overwhelming forces.

Powiedzmy sobie szcz­erze gdy­by Orl­n­do Bloom wyglą­dał jeszcze trochę lep­iej w ciuch­cach z epo­ki może łkanie nad Króletwem Niebieskim było by nieco cich­sze.

Dru­ga sprawa to tak jak nie każdy his­to­ryk zaj­mu­je się tym samym tak nie wszys­t­kich to samo iry­tu­je. Zwierz znalazł się kiedyś w towarzys­t­wie his­to­ryków wojskowoś­ci na filmie wojen­nym roz­gry­wa­ją­cym się w cza­sie wojny w Afgan­istanie ( Co praw­da tej rosyjskiej ale wciąż mówimy więc o niedalekiej przeszłoś­ci). Jakież to było przedzi­wne przeży­cie oglą­dać film z sąc­zonym do ucha komen­tarzem doty­czą­cym niepraw­idłowego (bądź praw­idłowego) uzbro­je­nia żołnierzy w kole­jnych sce­nach. Innym razem zwierz miał okazję trzy­mać za rękę mediewistę który pod­jął sza­loną próbę obe­jrzenia Królest­wa Niebieskiego. To było trau­maty­czne doświad­cze­nie dla tej jed­nos­t­ki (dla zwierza też ale z nieco innych powodów). Był też zwierz świad­kiem niemal rzu­ca­nia się na pilota by zro­bić pauzę i omówić dlaczego dana sukien­ka pod żad­nym pozorem nie miała prawa znaleźć się w tej ekraniza­cji Jane Austen. Wiele moż­na jeszcze wymieni­ać ale wszys­tko sprowadza się do prostej reflek­sji że drażnić może wiele ele­men­tów. Co drażni zwierza? Głównie dwie sprawy. Jed­na którą omaw­iał wielokrot­nie – zasied­lanie przeszłoś­ci posta­ci­a­mi na wskroś współczes­ny­mi (doskon­ały przykład to DI Reid z Rip­per Street – człowiek tak bard­zo współczes­ny jak tylko się da). Dru­ga – już nieco mniej widocz­na to wrzu­canie zachowań związanych z pub­licznym okazy­waniem sobie uczuć do epok w których takie zachowa­nia był­by niemożli­we. Zwierz tego nie lubi bo uważa to za lenist­wo twór­ców, którzy ponown­ie – idą na skró­ty przenosząc współczesne zachowa­nia na przeszłość by nie musieć się za bard­zo prze­j­mować tym jak zachowal­i­by się bohaterowie żyją­cy w zupełnie innym świecie (bo przeszłość to nie inne cza­sy ale inny świat).

ripper-ep-2-2

Inspek­tor Reid zawsze jest taki smut­ny bo to po pros­tu współczes­ny człowiek zamknię­ty w przeszłoś­ci. Dok­tor powinien przyle­cieć swo­ją TARDIS i zabrać go do współczes­noś­ci

Jed­nak tym co zwier­zowi najbardziej przeszkadza to kusze­nie widza wer­sją his­torii prawdzi­wej. Trochę w ostat­nich lat­ach nam się takich filmów pojaw­iało w której przekony­wano nas że oto zobaczymy prawdzi­wą his­torię wojny Tro­jańskiej, Robin Hoo­da czy dajmy na to Szek­spi­ra. Przy czym każ­da z tych prawdzi­wych his­torii po pier­wsze wyma­gała dopisa­nia strasznie dużo nieprawdzi­wej his­torii, po drugie zaś stwarza­ła – strasznie den­er­wu­jącą zwierza iluzję – że w ogóle jakaś prawdzi­wa his­to­ria jest. Bo oczy­wiś­cie zwierz rozu­mie, że chodzi o pewien real­izm ale tak naprawdę wmaw­ian­ie ludziom, że oto film pokaże prawdzi­wą his­torię czegokol­wiek jest den­er­wu­jące. Zwłaszcza, że zazwyczaj pod sam koniec okazu­je się, że twór­cy zastępu­ją jed­ną bajkę drugą. Zaś ogól­nie samo hasło „prawdzi­wa his­to­ria” w odniesie­niu do filmów win­no oznacza, że ktoś gdzieś coś usłyszał a potem przekrę­cił, pod­krę­cił, wykreślił połowę dodał trzy wybuchy, trochę krwi i jeden obow­iązkowy kobiecy biust i proszę mamy sce­nar­iusz fil­mowy. Penie gdzieś w sej­fie w Hol­ly­wood leżą dokładne pro­por­c­je pisa­nia his­torii prawdzi­wych. Co ciekawe zwier­zowi zupełnie nie przeszkadza­ją his­to­rie w założe­niu nieprawdzi­we – jeśli Quentin Taran­ti­no postanow­ił zabić Hitlera w Bękar­tach Wojny to zwierz może mu tylko przyk­las­nąć. Zwłaszcza, że jak zwierz wielokrot­nie pisał – zdaniem zwierza jest to dowód na wiarę w moc kina która pozwala ksz­tał­tować to czego nie może­my zmienić. No ale to Taran­ti­no zwierz mu właś­ci­wie praw­ie wszys­tko wybaczy.

d7798b898093878da420aaa7eafa6d98

Film nie ma obow­iązku być wiernym his­to­rycznym fak­tom. Ale jeśli ma być niewierny to twór­ca musi wiedzieć dlaczego i mieć pomysł. Tak jak Taran­ti­no który zro­bił rzeczy niemożli­we ale trafił bin­go

Trze­ba jed­nak przyz­nać, że tak naprawdę oglą­danie filmów przez pryz­mat his­to­ryczny wcale nie oznacza bie­ga­nia z miarką i sprawdza­nia czy bohater­ki nie noszą odrobinę za krót­kich sukienek, przyglą­danie się czy nie noszą mak­i­jażu w cza­sach w których by się nie umalowały czy zas­tanaw­ia­n­iu się czy w danym wieku był już dostęp­ny taki mod­el muszki­etu. Tak naprawdę his­to­ryczne oglą­danie filmów sprowadza się do dwóch rzeczy które z wyłapy­waniem nieś­cisłoś­ci nie mają nic wspól­nego. Pier­wsze to zadanie sobie kilku pytań odnośnie zami­arów twór­cy. Kiedy oglą­damy film w których jed­ni są źli a drudzy dobrzy zawsze uważnie przeglą­damy się kto w danym momen­cie jest tym złym a kto dobrym. Kiedy jakiejś postaci his­to­rycznej braku­je zas­tanaw­iamy się dlaczego, jeśli jakaś się pojaw­ia – podob­nie. Wybór wydarzeń, z przeszłoś­ci, nar­rac­ja, strona po której opowia­da się twór­ca – to najważniejsze pyta­nia jakie zada­je sobie his­to­ryk oglą­da­ją­cy film. Żeby nie mówić ogól­nika­mi kil­ka przykładów. Weźmy ser­i­al Gar­row’s Law. Cud­owny ser­i­al o osiem­nas­towiecznym ang­iel­skim prawniku, opar­ty o prawdzi­we sprawy. Ser­i­al jest prze­cu­d­owny, doskonale zagrany i zwierz pisał o nim nie raz w zach­wycie. Ale poza tym zach­wytem zwier­zowi towarzyszy jeszcze cały czas reflek­s­ja związana z tym jaki sprawy dobra­no i jak pokazano nam skaza­ńców oraz wyrok. Nie trud­no dostrzec, że twór­cy seri­alu odwołu­jąc się do współczes­nej wrażli­woś­ci i współczes­nego pra­wodaw­st­wa chcą przede wszys­tkim pokazać wid­zom jak w przeszłoś­ci dzi­ałał sys­tem spraw­iedli­woś­ci, jak okrut­ny i niespraw­iedli­wy potrafił być. To nie jest skom­p­likowana reflek­s­ja ale jeśli zestaw­imy Gar­row’s Law z kilko­ma innym seri­ala­mi (min. Poldark) od razu widz­imy że ist­nieje przy­na­jm­niej w świecie bry­tyjskiej telewiz­ji dość sil­ny trend do takiej odsuniętej w cza­sie kry­ty­ki dawnego sys­te­mu prawnego. Moż­na rozważać czy mamy do czynienia ze wsty­dem czy z czymś co jest zako­rzenione w kul­turze bry­tyjskiej (np. Lit­tle Dor­rit) ale niewąt­pli­wie dostrzegamy, że coś związanego z his­torią stanowi prob­lem w fil­mach czy seri­alach. To zde­cy­dowanie ciekawsze niż pyta­nia o peru­ki. Podob­nie omaw­iany kiedyś przez zwierza prob­lem pokazy­wa­nia klas wyższych i ich relacji ze służbą w Down­ton Abbey – wiemy kto pisze ser­i­al, wiemy jakie ma pode­jś­cie do przeszłoś­ci i jaki obraz klasy wyższej chce ksz­tał­tować. Ter­az może­my oglą­dać jak his­to­ria sta­je się narzędziem w rękach sce­narzysty który ksz­tał­tu­je w głowach widzów pewne wiz­je.

p01gkwxr

Gar­row’s Law pozwala na reflek­sję nad sto­sunkiem anlików do ich pra­wodast­wa a jed­nocześnie dzię­ki temu, że dzieje się w cza­sach kiedy modne były pońc­zochy pozwala się trochę pogapić na łyd­ki ang­iel­s­kich aktorów (zwierz jest w sto­warzysze­niu “Przy­wróć­cie nam męską łyd­kę” pod wezwaniem “Pońc­zochy to był taki dobry trend w modzie męskej” )

Cza­sem his­to­ryczne spo­jrze­nie pokazu­je też prob­lem z radze­niem sobie z pewny­mi zjawiska­mi w ogóle w nar­racji his­to­rycznej na przykład – dziel­nie na dobrych (spraw­iedli­wych) i złych. Spójrz­cie na film Furia z Bra­dem Pit­tem. W filmie jest doskon­ała peł­na napię­cia sek­wenc­ja w której amerykańs­cy żołnierze wchodzą do niemieck­iego miastecz­ka. Kobi­ety które tam zas­ta­ją w jed­nym z mieszkań są prz­er­ażone. Doskonale wiemy czym – wiz­ją gwał­tu. I powiedzmy sobie szcz­erze – gwałt nie był­by niczym dzi­wnym – zwłaszcza w kon­wencji tego jak prowadz­iło się i prowadzi wojny. Ale to film amerykańs­ki i amerykańs­ka przeszłość. Dlat­ego gwał­tu nie będzie i choć jeden z żołnierzy prześpi się z dziew­czyną to się niej od razu (ze wza­jem­noś­cią) zakocha. Mało praw­dopodob­ne ale trze­ba uciec przed wiz­ją która naruszyła­by dychotomiczny podzi­ał na tych złych (Niem­ców) i tych dobrych (amerykanów) I choć Furia rzeczy­wiś­cie robi trochę by Amerykanie nie byli aż tak krysz­tałowi (nawet jeśli wal­czysz po właś­ci­wiej stron­ie wojny to nie znaczy że two­je zachowa­nia w cza­sie wojny zawsze są właś­ci­wie) jak zwyk­le to jed­nak pewnych tabu nie przełamie. Zresztą cza­sem nawet niewiel­ka sce­na zdradza pewien sposób w jaki reżyser chce byśmy postrze­gali his­torię. Doskonale widać to było niedawno w Złotej Damie gdzie dzień Anschlus­su Aus­trii pokazano jako wyczeki­wane radosne świę­to. Nie sposób nie odczy­tać takiej sce­ny jak jasne przed­staw­ie­nie wid­zowi kto w tej his­torii będzie dobry a kto zły. Przy czym to jest płynne bo jak wszyscy wiemy w Dźwiękach Muzy­ki dobrzy Aus­tri­a­cy nie mogli się z Anschlussem pogodz­ić. To kto w danym momen­cie jest dobry a kto zły nie zależy tylko od his­torii ale głównie od twór­ców.

Wardaddy (Brad Pitt) in Columbia Pictures' FURY.

Furia dobrze pokazu­je o czym w kon­tekś­cie amerykańskiej armii opowiadać już może­my (prze­moc) a o czym wciąż roz­maw­iać nie chce­my (np. gwał­ty). Głównie dla zachowa­nia równowa­gi dobrych i złych

Poza tym ist­nieje jeszcze jeden sposób spoglą­da­nia na filmy – który też jest przy­padłoś­cią wielu his­to­ryków. To już trak­towanie filmów jako typowe źródło his­to­ryczne. W tym przy­pad­ku zada­je­my sobie dokład­nie te same pyta­nia co powyżej ale już do filmów starszych. Dlat­ego też Bondy są takim cud­ownym zapisem sto­sunków między­nar­o­dowych w XX wieku gdzie moż­na wyczy­tać kto z kim miał kosę a kto z kim sztamę. Dziś zaś moż­na wyczy­tać jakie ryn­ki zby­tu były dla twór­ców Bon­da najbardziej intere­su­jące. Pod tym wzglę­dem doskon­ałe jest pol­skie kino. I to jest trochę tak jak z przek­li­nany­mi niekiedy przez his­to­ryków kome­di­a­mi Barei, które tak skutecznie ośmiesza­ły PRL że zakon­ser­wował się w pamię­ci wielu jako okres raczej śmieszno para­noiczny. Ale już zadanie sobie pytanie z czego władza za własne pieniądze (prze­cież kome­die Barei nie pow­stawały ze środ­ków pry­wat­nych bo pry­wat­nych filmów za PRL nie krę­cono) pozwalała się śmi­ać – to już zupełnie inna kwes­t­ia. Zresztą takich pytań moż­na fil­mom zadawać wiele zawsze dosta­jąc bard­zo ciekawe odpowiedzi (jeśli wychodz­imy poza kwest­ię tego co pokazy­wano w fil­mach a wchodz­imy w pytanie kto i dla kogo pro­dukował filmy dosta­je­my jeszcze więcej ciekawych odpowiedzi) 

1_29

Chcesz poz­nać kon­flik­ty XX wieku? Dowiedz się co u Bon­da (choć jak wszyscy wiemy i tak za wszys­tkim stoi WIDMO)

Na samym końcu mamy to ostat­nie najbardziej klasy­czne spo­jrze­nie na film jako źródło. Węgier­s­ki film krę­cony w Warsza­w­ie tuż przed wybuchem II wojny (w sierp­niu), gdzie zachowały się ostat­nie obrazy mias­ta które już nigdy nie miało wyglą­dać tak samo. Wnętrza których nie ma, budyn­ki które wyglą­da­ją zupełnie inaczej, stro­je nos­zone jako codzi­enne a potem prze­chodzące do wspom­nień, nowoczesne meble które potem lądu­ją wśród antyków. Filmy nie są ide­alne w zachowywa­niu rzeczy­wis­toś­ci ale ich ilość pozwala dostrzec pewne rzeczy, które musi­ały być dla widza czytelne. Jakieś drob­ne zachowa­nia z przeszłoś­ci, które kom­plet­nie zanikły a zachowały się gdzieś w fil­mach – zare­je­strowane najczęś­ciej bez intencji, po pros­tu jako frag­ment codzi­en­noś­ci. Coś jak te kapelusze, które noszą abso­lut­nie wszyscy mężczyźni w starszych fil­mach a które potem stop­niowo giną – zarówno w życiu jak i w kine­matografii. Do tego kino prze­chowu­je nam całkiem sporo naszej his­torii społecznej pokazu­jąc jak np. prze­suwa­ją się nasze granic tego co uważamy za przyz­woite czy piękne (wszak kino ład­nie kon­ser­wu­je kanony pięk­na konkret­nych epok). Inny­mi słowy zwierz oglą­da­jąc po raz set­ny Casablancę zada­je sobie set­ki pytań ale nie o akcję tylko o moment pow­sta­nia (choć to śred­ni przykład bo Casablan­ca jest filmem ówcześnie współczes­nym).

174103-o

Ok dobra jak zwierz oglą­da Casablancę zas­tanaw­ia się głównie jak ktoś mógł napisać tak kosz­marnie łza­we dialo­gi do paryskiej częś­ci fil­mu

Zwierz podob­nie jak więk­szość z was jest chodzą­cym zbiorem wiedzy, wyk­sz­tałce­nia, doświad­czenia, zain­tere­sowań, stereo­typów, przesądów, uprzedzeń i sym­pa­tii. W cza­sie oglą­da­nia fil­mu najczęś­ciej cały ten zbiór gra razem spraw­ia­jąc że klaszczemy na Bękar­tach Wojny i mamy ochotę kogoś (nawet wiemy kogo) udusić kiedy oglą­damy Exodus:Bogowie i Królowie. To czy odezwie się w nas takie a nie inne uczu­cie jest najczęś­ciej wynikiem splo­tu tych naszych wszys­t­kich infor­ma­cji i emocji. Co nie zmienia fak­tu, że posi­adanie his­to­rycznego wyk­sz­tałce­nia i zaj­mowanie się his­torią (choć zwierz nadal pamię­ta słowa swo­jego przy­ja­ciela który wąt­pił czy coś co wydarzyło się zaledwie100 lat temu naprawdę jest his­torią) cza­sem spraw­ia, że zwierz jest czymś bardziej zain­tere­sowany albo zada­je sobie inne pyta­nia, niż gdy­by tego wyk­sz­tałce­nia nie miał, albo nie był zain­tere­sowany his­torią. Choć z drugiej strony zwierza zawsze bawi kiedy ktoś pyta czy zwierz ma jakąś opinię „jako his­to­ryk”. Zwierz ma opinię przede wszys­tkim jako zwierz, a dopiero potem n którymś miejs­cu jako his­to­ryk. Ist­nieje możli­wość że jed­no z drugim jest nieroz­er­walne (licząc his­to­ryków w rodzinie zwierza coś musi­ało się prze­dostać do DNA !) ale nie zmienia to fak­tu, że raczej trud­no wyłuskać to co his­to­ryczne od tego co zwier­zowe. Co nie zmienia fak­tu, że ilekroć z ekranu śred­niowieczny wład­ca błys­ka bielą białych ide­al­nie prostych zębów tylekroć zwierz błys­ka swoi­mi (nie tak ide­al­nie prosty­mi) zęba­mi w uśmiechu zrozu­mienia. His­to­ria bowiem filmy inspirować lubi, ale kiedy ktoś chwyta za kamerę wyco­fu­je się cicho tyl­ny­mi drzwia­mi. Płochli­wa z niej dama.

Ps: Zwierz został przez zna­jomych zmus­zony do obe­jrzenia dwóch seri­ali więc jak zniknie i nie będzie z nikim roz­maw­iał to nie win­cie zwierza. Wiń­cie ludzi którzy uważa­ją, że zwierz MUSI coś obe­jrzeć ;)

Ps2: Serio zwierz cza­sem myśli, że nigdy nie napisze lep­szego pos­tu niż ten o kalo­ryfer­ach. Dzię­ki za wszys­tkie wczo­ra­jsze laj­ki i komen­tarze. To było bard­zo śmieszne doświad­cze­nie.

15 komentarzy
0

Powiązane wpisy