Home Ogólnie Zwierz zachwala, słucha i ogląda czyli nie ma nic bardziej popkulturalnego niż film w którym śpiewają

Zwierz zachwala, słucha i ogląda czyli nie ma nic bardziej popkulturalnego niż film w którym śpiewają

autor Zwierz

 

Hej

 

Jak wiecie od cza­su do cza­su zgłasza­ją się do zwierza różne firmy z prośbą o współpracę. Zwierz częs­to odrzu­ca takie ofer­ty — cza­sem ponieważ nie pasu­ją do blo­ga, cza­sem ponieważ nie pasu­ją do zwierza. Tym razem jed­nak zapro­ponowano zwier­zowi by zde­cy­dował się poświę­cić chwilkę cza­su na coś co pasu­je i do blo­ga i do zwierza. Chodzi bowiem o nową stronę z fil­ma­mi w try­bie VOD. Co to oznacza? W skró­cie kupu­je się punk­ty , które potem wymienia się na filmy, które strona ma w ofer­cie. Nowsze filmy są droższe, starsze tańsze ale ogól­nie ceny są raczej przys­tęp­ne (oczy­wiś­cie dla kogoś, kto chce za seans płacić, bo jak ktoś nie chce płacić to zawsze wyjdzie taniej). Strona co praw­da nie ma jakichś sza­lonych iloś­ci tytułów, ale jak się zwierz dowiedzi­ał, to dopiero początek i będzie się moż­na spodziewać zde­cy­dowanie więk­szego wyboru.  Do tego dowiedzi­ał się, że za ser­wisem (który nazy­wa się dość pros­to Strefavod.pl) nie stoi żaden wiel­ki kap­i­tał czy fir­ma, tylko gru­pa ludzi, chcą­cych dostar­czyć tak ponoć pożą­danej przez widzów płat­nej możli­woś­ci oglą­da­nia filmów w Internecie.

 

UWAGA POD KONIEC WPISU PREZENT DLA CZYTELNIKÓW


 

 

 To jest abso­lut­nie cud­owne ocieka­jące wspani­ałoś­cią zdję­cie z Planu, które ma wiele wspól­nego z więcej niż jed­nym tem­atem tego wpisu (a na zdję­ciu Sir. Ken­neth i Stephen Fry, jak zwierz mniema też kiedyś w końcu Sir.)


 

Tak zachę­cony zwierz postanow­ił zobaczyć, czy rzeczy­wiś­cie strona ofer­u­je coś ciekawego. Postanow­ił wybrać kat­e­gorię rzadziej uczęszczaną i tak trafił do spisu filmów muzy­cznych a tam… Czar­o­dziejs­ki Flet w reży­serii Branagha. Zwierz oczy­wiś­cie zna ten film i nawet posi­a­da DVD, ale że jest ono w ciągłym wypoży­cze­niu… sami wiecie, trud­no się pow­strzy­mać.  Oczy­wiś­cie taka sytu­ac­ja uru­chomiła w zwier­zowej głowie cały ciąg rozmyślań i sko­jarzeń, który rzecz jas­na zakończył się stworze­niem listy. Jakiej listy? Oto zwierz postanow­ił całkowicie pop­kul­tur­al­nie i zupełnie nie sno­bisty­cznie ułożyć listę swoich ulu­bionych filmów oper­owych. Przy czym pisząc o fil­mach oper­owych zwierz ma na myśli filmy a nie nagra­nia wys­taw­ianych na sce­nie oper.

 

 

 Czar­o­dziejs­ki Flet (1975 reż. Ing­mar Bergman)- jeden z pier­wszych filmów oper­owych jaki  oglą­dał zwierz. Przed kamerą —  znakomi­ta komicz­na opera Mozar­ta, za  kamerą mis­trz ponurego kina i  fil­mowej magii — Ing­mar Bergman. Wszys­tko zaś po szwedzku co na  zawsze kaza­ło zwier­zowi odczuwać pewne zdzi­wie­nie kiedy Flet śpiewany jest po boże­mu czyli po niemiecku. Bergman zro­bił film bard­zo prosty — właś­ci­wie teatral­ny, posługu­jąc się niewielką iloś­cią typowych środ­ków fil­mowych. Co nie zmienia fak­tu, że przy­na­jm­niej zwierz widzi w tej adap­tacji Szwedzkiego mis­trza ponu­ract­wa, odbi­cie pewnych ele­men­tów znanych z Fan­ny i Alek­sander. jed­nym z ele­men­tów, które wbiły się zwier­zowi w pamięć, jest kon­cen­trowanie kamery na twarzy oglą­da­jącego przed­staw­ie­nie dziec­ka, jak­by reżyser chci­ał nam pokazać i zapro­ponować taki właśnie dziecię­cy zach­wyt teatral­ny­mi cud­a­mi. Zwierz widzi też (choć może nieco na wyrost) naw­iąza­nia do Fan­ny i Alek­sander w scenografii — która przy­pom­i­na zwier­zowi ten mały teatrzyk kto­ry w arcy­dziele Bergmana baw­ił się  chło­piec. Jest to jed­nocześnie wys­taw­ie­nie bard­zo trady­cyjne, które nie ucieka od smoków, prób i masońskiego przekazu sztu­ki. Zwierz nie jest w stanie ocenić fil­mu głosowo (z resztą nie przykła­da tej miary do filmów oper­owych) ale na pewno jest to wyko­nanie co najm­niej poprawne. Zwier­zowi zawsze pozostanie do niego olbrzy­mi sen­ty­ment. No i moż­na powiedzieć, że to jest taka jego wer­s­ja fle­tu bo było to pier­wsze spotkanie zwierza z tą bard­zo lubianą przez niego operą.

 

 

 Zwierz nadal ma prob­le­my ze zrozu­mie­niem dlaczego Czar­o­dziejs­ki flet nie jest ory­gi­nal­nie po Szwedzku :P

 

Czar­o­dziejs­ki flet (2006 reż. Ken­neth Branagh) — tym razem zwierz film obe­jrzeć po pros­tu musi­ał. Nie chci­ał — musi­ał go obe­jrzeć, bo i Mozart i Branagh. Tu zwierz zupełnie odłożył na bok słuchanie (chy­ba, żeby wych­wycić słowa przetłu­mac­zonego na potrze­by fil­mu libret­ta, którego to tłu­maczenia dokon­ał nasz dobry zna­jomy Stephen Fry) i zajął się roz­gryzaniem insc­eniza­cyjnego kon­cep­tu. Kon­cep­tu trze­ba powiedzieć ciekawego — wiz­ual­nie odwołu­jącego się do pier­wszej wojny świa­towej — mamy więc i okopy i tan­ki i pola iden­ty­cznych grobów — które przy­na­jm­niej na zachodzie budzą jed­noz­naczne sko­jarzenia. Zwierz musi powiedzieć, że całkiem mu się pomysł Banagha na flet podo­ba, zwłaszcza, ze mimo tych zde­cy­dowanie współczes­nych naw­iązań, nie stracił swo­jej mag­icznoś­ci (choć królowa nocy wjeżdża­ją­ca na czołgu to praw­ie jak Ryszard III na tanku). Zwierz rzecz jas­na czu­je się w obow­iązku film uwiel­bi­ać, a ci którzy za Mozartem i Branaghem nie przepada­ją (i nadal czy­ta­ją ten blog?!) win­ni się cieszyć bo właśnie doświad­cze­nie Branagha z CGI które wyniósł z planu Czar­o­dziejskiego Fle­tu zade­cy­dowało między inny­mi o obsadze­niu go w roli reży­sera Tho­ra.

 

 

 

 Co praw­da ang­iel­s­ki nie nada­je się do śpiewa­nia (dlaczego świat tego nie widzi?) ale Królowa Nocy na czołgu to jest naprawdę super widok.

 


Don Gio­van­ni (1979 reż. Joseph Losey)  — zwierz widzi­ał film kil­ka razy ale ilekroć o nim myśli widzi go w głowie w czerni i bieli. Być może dlat­ego, że film korzys­ta z wielu kon­trastowych kolorów a może dlat­ego, że po pros­tu mózg zwierza śred­nio dzi­ała. Zwierz uwiel­bia tą adap­tację z kilku powodów — po pier­wsze zwier­zowi strasznie podo­ba się jak wyko­rzys­tano architek­turę (w tym par­ki) — zwierz zawsze miał wraże­nie, że tu otocze­nie dostało dodatkową rolę, a reżyser zro­bił wszys­tko by dając operze przestrzeń nie zabier­ać jej pewnej scenicznoś­ci. Czy ide­al­nie przys­trzyżone par­ki i sym­e­tryczne klasy­cysty­czne budyn­ki nie dają dokład­nie takiej ramy. Po drugie to ekraniza­c­ja doskonale zaśpiewana (i przy tym zagrana), tak więc spoko­jnie moż­na się z nią osłuchać i nie trze­ba się potem przestaw­iać na inne wyko­na­nia (choć to aku­rat nie jest ulu­bione wyko­nanie Don Gio­van­niego zwierza). Po trze­cie, zwierza zawsze intry­gował pomysł reży­sera by Don Gio­van­niemu towarzyszył ów prześliczny służą­cy w czerni (Eric Adjani brat Izabeli)- nic nie mówią­cy, piękny każą­cy sobie zadawać pyta­nia cóż takiego reżyser ma na myśli. Zwierz lubi sobie zadawać pyta­nia więc był zach­wycony tym pomysłem.

 

 

 Zwierz uwiel­bia zakończe­nie Don Gov­an­niego, serio za mało jest w operze mści­wych posągów.


 

Ryc­er­skość Wieś­ni­acza (1982 reż. Fran­co Zef­firelli) - Zef­firelli nakrę­cił strasznie dużo filmów na pod­staw­ie Oper ale zwierz najbardziej lubi Cav­al­ler­ię Rus­ti­canę — głównie dlat­ego, że zwierz w ogóle sza­leńc­zo uwiel­bia tą  operę, którą uważa za jed­ną z lep­szych jakie są. Wszyscy dobrze śpiewa­ją (Turid­du śpiewa Domin­go co mówi coś nawet tym, którym ogól­nie nic związanego z operą nic nie mówi), a do tego dosta­je­my znakomitą scenę pro­cesji i odpowied­nie otocze­nie włoskiego miastecz­ka i prow­incji. Oglą­da się to strasznie dobrze, a Iter­mez­zo budzi abso­lut­ny zach­wyt połącze­niem znakomitej muzy­ki i niesły­chanie dra­maty­cznej sce­ny która roz­gry­wa się zupełnie bez słow. Oto w jed­nej sce­nie w koś­ciele  żona naszego głównego bohat­era dowiadu­je się o jego roman­sie, dosta­je potwierdze­nie, że mat­ka bohat­era o tym wiedzi­ała i że jest tym równie zroz­pac­zona co ona. A wszys­tko bez słów, z genial­ną muzyką. Plus Zef­firelli zagrał moty­wem przewi­ja­jące się w tle religi­jnoś­ci, która niewiele ma wspól­nego z oby­cza­jem ale trochę z boską sankcją wiszącą nad bohat­era­mi. Jak to się oglą­da. Jak to się wspom­i­na. Jak się o tym pisze!

 

 


  Opisy­wana sce­na zna­j­du­je się dopiero pod sam koniec tego frag­men­tu ale zwierz radzi obe­jrzeć całość.

 

 

Rigo­let­to (1982 reż. Jean-Pierre Pon­nelle) — Cóż moż­na powiedzieć o  Rigo­let­to? Nie jest to najlep­szy film oper­owy jaki kiedykol­wiek zre­al­i­zowano, cza­sem nawet wyraźniej niż na sce­nie widać w nim  jak bard­zo niedorzeczną akcję ma ta opera. Do tego śpiewa­ka który gra główną rolę należało­by wpisać w deko­rację ponieważ nie umie grać  a kiedy ma zaśpiewać arię po pros­tu sta­je na środ­ku planu i śpiewa do kamery. Koszamr. Tylko, że tym drew­ni­anym aktorsko śpiewakiem jest młody Pavarot­ti co trochę wyna­gradza całą resztę uchy­bień. Co zwierz mówi, zwier­zowi wyna­gradza abso­lut­nie wszys­tko.

 

 


  Zwierz czu­je się lekko zażenowany oglą­da­jąc, zupełnie zach­wycony słucha­jąc.

 

Czarna Car­men (2005 reż. Mark Dorn­ford-May) — pomysł jest prosty — Car­men prze­nie­siona właś­ci­wie w całoś­ci i bez zmi­an do Połud­niowej Afry­ki. Współczes­nej połud­niowej Afry­ki. Nie zmienia się his­to­ria, nie zmieni­a­ją się oso­by dra­matu choć zmienia się język bo opera jest śpiewana w języku Xhosa. Do tego reżyser gra muzyką Bize­ta cza­sem każąc jej rywal­i­zować z lokalny­mi dźwięka­mi, pozwala sobie na rein­ter­pre­tac­je jed­nocześnie pozosta­jąc zaskaku­ją­co blisko tego co znamy z ory­gi­nal­nej opery Bize­ta. Dla zwierza brz­mi to świet­nie i przede wszys­tkim znakomi­cie pokazu­je że aby nadać operze nowego wig­oru ne koniecznie trze­ba roze­brać wszys­t­kich na sce­nie i podrzu­cić neon — cza­sem wystar­czy zas­tanow­ić się chwilkę czy przy­pad­kiem XIX wiecz­na opera nie jest całkiem aktu­al­na przy drob­nej zmi­an­ie deko­racji. Znakomi­ty film, który zdaniem zwierza powinien się spodobać zarówno tym, którzy lubią Car­men jak i tym, którzy lubią filmy nie koniecznie muzy­czne.

 

 

 Zwierz nadal jest pod wraże­niem jak to wszys­tko pasu­je.

 

Madam But­ter­fly (1995 reż. Frédéric Mit­ter­rand) — zwierz ma mieszane uczu­cia co do fil­mu z 1995 roku. Z jed­nej strony nawet się zwier­zowi podobał z drugiej, cały czas miał wraże­nie, że trochę tam za ład­nie i cukierkowo (to w tej ekraniza­cji kto inny śpiewa a kto inny gra? Pff). Jedyne co zwier­zowi utknęło w pamię­ci (i bądź tu ter­az mądry zwierzu czy na pewno z tego fil­mu) to zdję­cia z XIX wiecznej Japonii ilus­tru­jące Ten śliczny chór bez słów. Prob­lem pole­ga na tym, że zwierz nie da głowy, czy to na pewno jest z tego fil­mu. Wyda­je mu się że tak ale kur­czę zwierz może się mylić. W każdym razie jeśli ten frag­ment jest z tego fil­mu to zestaw­ie­nie to wystar­cza by film znalazł się na liś­cie.

 

 

 Nawet jeśli zwierz zbyt pochop­nie przyp­isał ten klip do fil­mu to posłuchać nie zaszkodzi.


 

Car­men  (1984 reż. Francesco Rosi)- zwierz abso­lut­nie uwiel­bia tą wer­sję Car­men. Być może dlat­ego, że to pier­wsza Car­men jaką zwierz zobaczył w życiu. Dla zwierza ta wer­s­ja his­torii — roz­gry­wa­ją­ca się jak Pan Bóg przykazał w ciepłej Hisz­panii (ileż w tym filmie słoń­ca) ale jed­nocześnie w umownym świecie opery gdzie niko­mu nie przeszkadza że owa Hisz­pańs­ka opera śpiewana jest po fran­cusku (I słusznie bo tak śpiewana być powin­na). Wyko­nanie jest znakomite ale ponown­ie zwierz najbardziej lubi wyję­cie Car­men z deko­racji, zagranie światłem, przestrzenią, wyblakłym jas­nym kolorem ciepłego połud­nia. Car­men w tej wer­sji jest prawdzi­wa, żywa, nie ociera się o wul­gar­ność niek­tórych współczes­nych inter­pre­tacji ale też nie pozosta­je w tych grzecznych ramach adap­tacji, w których muzy­ka jed­no a śpiewa­cy drugie. Ogól­nie łat­wo po tej Car­men zała­pać o co w his­torii chodzi. Jak źle ulokowane pas­je i uczu­cia mogą doprowadz­ić człowieka do zała­ma­nia. Do tego jeszcze zwierz zawsze wyraźnie widzi­ał w tej wer­sji ta niesły­chaną nierówność między pewną siebie Car­men a tym takim zas­traszonym nie umieją­cym się w tym wszys­tkim odnaleźć zakochanym żołnierzem. Ta wer­s­ja jakoś uksz­tał­towała w zwierzu wiz­je tej opery i wszys­tkie inne wyko­na­nia i inter­pre­tac­je zwierz już do niej odnosił. I w sum­ie dobrze, bo bez prob­le­mu mogła­by posłużyć jako metr z Sevres.

 

 

 Zwierz nawet nie jest w stanie wam powiedzieć jak bard­zo lubi tą wer­sją i jak w nią wierzy (jeśli nie uwierzysz w Car­men to cała opera nie ma sen­su)

 

 Piraci z Pen­zance (1983 reż. Wil­ford Leach) — dobra zwierz jest lekko kom­pul­sy­wny i musi mu się każ­da lista składać do dziesię­ciu — tak więc zwierz nag­i­na zasady i dorzu­ca ekraniza­cję najcu­d­own­iejszej z operetek (czyli praw­ie jak opera). Zan­im Jack Spar­row hulał po morzach mieliśmy Króla Piratów w wyko­na­niu Kev­ina Klaine i nikt zwierza nie przekona, że to właśnie w tym momen­cie obraz Pira­ta został raz na zawsze zmieniony. Plus film doskonale gra absur­da­mi operet­ki, daje mnóst­wo radoś­ci i każe nucić po sean­sie tak dłu­go aż rodz­i­na wys­tawi nas za drzwi.

 

 

 Jeśli po tym klip­ie nie śpiewa­cie “I’m a Pirate King” macie coś poważnie nie tak z pri­o­ry­te­ta­mi w  życiu ;P

 

No tak miało być pop­kul­tur­al­nie… A pal sześć zwierz cza­sem ma pra­wo odrobine się pos­nobować. Jak­by był prawdzi­wym snobem to by się prze­cież nigdy nie przyz­nał, że lubi filmy oper­owe, tylko upar­cie twierdz­ił­by, że na żywo albo w ogóle. W każdym razie, zwierz pole­ca wam wszys­tkie pro­dukc­je — choć zaz­nacza, że z więk­szoś­cią z nich może być trud­no — zwierz ma kil­ka na pły­tach (no dobra nie zwierz tylko ojciec zwierza) ale pły­ty owe sprowadzać trze­ba było tudzież na zagranicznych wojażach kupować. Stąd też tym bardziej cieszy, ze przy­na­jm­niej Czar­o­dziejs­ki Flet Branagha (Sir. Branagha!) moż­na sobie obe­jrzeć bez rusza­nia się sprzed kom­put­era.  Trud­no nie  dostrzec w tym małego prezen­ty od losu.

 

 

Ps: Zwierz miał napisać wpis trochę spon­sorowany ale jakoś mu tem­at uciekł w bok. Może dlat­ego zwierz nie jest dobrym mate­ri­ałem na  blogera współpracu­jącego. W każdym razie zwierz ze swo­jego szcz­erego zwier­zowego ser­ca ser­wis pole­ca, bo już znalazł tam kilka­naś­cie tytułów co by je chci­ał w przyszłoś­ci obe­jrzeć.

 

Ps2: Dlaczego właśnie ter­az kiedy zwierz jest tak sza­leńc­zo zapra­cow­any jest pre­miera Mad Men? Może zwierz nadro­bi w week­end. Jakież smutne jest życie człowieka zapra­cow­anego. Zwłaszcza kiedy jest zwierzem. ??

 

 

A ter­az obiecany prezent: Pięć pier­wszych osób, które założą kon­to na Stre­fa VOD dostanie od zwierza kod na 160 punk­tów (to koszt obe­jrzenia sobie jed­nej pre­miery fil­mowej na plat­formie :). Wystar­czy, że po założe­niu kon­ta prześle­cie zwier­zowi mail którego użyliś­cie przy rejes­tracji (adres zwierza: ratyzbona@gazeta.pl). Co więcej to nie koniec prezen­tów — jeśli nie zała­piecie się tym razem będą jeszcze inne okaz­je, bo zwierz sporo kodów dla was ma ale nie wszys­tko na raz :)

0 komentarz
0

Powiązane wpisy