Pomiędzy szczelinowaniem hydraulicznym i dobrą rozrywką czyli Jodie Foster „nienawidzi” filmów o super bohaterach

11/01/2018

Gangsterzy, Dekapitator i demony czyli Stos komiksów o Non Stop Comics

11/01/2018

Enfants Terribles czyli biegnijcie do kina na Florida Project

11/01/2018

Rzadko zdarza mi się obejrzeć film o poważnym problemie społecznym, który biorąc bohaterów w bardzo patologicznej sytuacji odnosi się do nich z miłością, ciepłem i zrozumieniem. Być może dlatego „Florida Project” jest produkcją, która poruszyła mnie jak mało który film.

Historia rozgrywa się na Florydzie – tuż obok Disneylandu. W rozsianych po okolicy kolorowych (koszmarnie wręcz kolorowych) motelach żyją dwa rodzaje gości. Pierwsi to turyści, którzy zatrzymują się za parę dolarów w nędznym motelu tylko po to by oszczędzić i nie nocować bliżej Disneylandu. Turyści mają się świetnie, wydają setki dolarów na wejściówki do parku rozrywki, a ci którzy mieszkają w nieco lepszych ośrodkach są do Disneylandu przewożeni helikopterami. Tuż obok turystów mieszkają jednak zupełnie inni lokatorzy. To ludzie, którzy tanie motele wynajmują jako zamiennik droższego czynszu za mieszkanie. Gnieżdżą się w niewielkich pokojach, opłacają co tydzień swoje nędzne lokum i jakoś żyją, gotując na małych kuchenkach, śpiąc na pojedynczych łóżkach i czasem korzystając z hotelowego basenu. Część z nich jest za biedna by wyrwać się z tego przedziwnego świata. A jest ich całkiem sporo o czym świadczy chociażby fakt, że pod motelami parkują ciężarówki katolickich organizacji charytatywnych które raz na jakiś czas rozdają niezamożnym rezydentom jedzenie.

 

 

W takim właśnie miejscu mieszkają sześcioletnia Moonee ze swoją matką Halley. Nie wiemy dokładnie jak znalazły się w tym miejscu, ale początkowo wydaje się, że obie są całkiem dobrze ustawione. Moonee ma wśród okolicznych dzieciaków dwójkę najlepszych przyjaciół – Scooty i Jancey to dzieci w podobnym wieku, których podobnie jak małej Moonee nikt nie pilnuje. Halley nie ma stałej pracy ale jakoś sobie radzi – sprzedaje podrabiane perfumy na parkingach lepszych hoteli, niekiedy udaje się jej opchnąć jakieś kradzione wejściówki do Disneylandu. Do tego ma dobre układy z matką Scooty’ego która pracuje jako kelnera w barze z goframi i daje dzieciom i koleżance darmowe jedzenie. Życie w hotelu obserwujemy głównie z perspektywy Moonee – rezolutnej i bezczelnej dziewczynki, której świat jest jednocześnie patologiczny i zaskakująco uporządkowany. Wie gdzie może od turystów wyżebrać pieniądze na lody, które zje z przyjaciółmi, wie gdzie jest najfajniejsze zwalone drzewo i opuszczone domy wypoczynkowe w których można się bawić. Dziewczynka nie wydaje się nieszczęśliwa. Jest w wieku w którym możliwość zabawy z przyjaciółmi czy spędzenie czasu z matką całkowicie ją satysfakcjonuje. Jednocześnie widać, że środowisko w którym się wychowuje już ją ukształtowało – zarówno w kwestii języka (dziewczynka cudownie naśladuje niepozbawiony wulgaryzmów język dorosłych) jak i swoistej bezczelności, która każe podważać autorytety. Moonee jest jednocześnie dzieckiem zaniedbanym – pod względem jakości opieki al. Też zadbanym – dostaje bowiem wszystkiego czego potrzebuje emocjonalnie i nie do końca zdaje sobie sprawę z tego w jakiej  sytuacji się znajduje.

 

 

Jednocześnie film, który obejmuje kilka tygodni z życia Halley i Moonee pokazuje jak krucha się względna równowaga w której żyją. Mała dziewczynka wita się i żegna z nowymi przyjaciółmi, podczas kiedy goście motelu albo decydują się poszukać szczęścia w innej części stanów, albo właśnie rozpoczynają swoje życie na marginesie społeczeństwa. Zawiązują się i rozpadają przyjaźnie, pewne pomysły na zarobienie parę groszy się udają inne okazują się klapą. Oglądając życie Moonee nie mamy wrażenia byśmy oglądali historię z natury tragiczną (w pewien sposób odpowiadają za to jaskrawe kolory świata dziewczynki) ale mamy poczucie, że ten pozorny ład  jest tylko chwilowy i gdzieś tam za rogiem czają się konsekwencje takiego życia na krawędzi. Film doskonale pokazuje tą specyficzną sytuację ludzi, którzy są zbyt ubodzy i zbyt zmarginalizowani by po prostu zacząć życie od nowa i wyrwać się z biedy i braku pracy. Zresztą sama Halley jest osoba która chyba nie umiałaby się odnaleźć w normalnej pracy – niegrzeczna, pyskata, niezbyt odpowiedzialna, daleka od wizji szlachetnych biednych – szukająca łatwych sposób na przekręt czy zarobek. Co nie czyni jej postacią złą – zwłaszcza że jakby w tym wszystkim nie ma wątpliwości, że jest to też w sumie dziewczyna zagubiona, pozbawiona rodzinnego czy społecznego wsparcia, nie radząca sobie z agresją, i pewnie – sama wywodząca się z nieciekawego środowiska.

 

 

Jak pisałam – filmy opowiadające takie historie mają skłonność albo do nadmiernego uszlachetniania ludzi żyjących w trudnych warunkach, albo do opowiadania wszystkiego w ciemnych i paskudnych kolorach i nasycania tego świata przemocą. Tu patrząc na świat z perspektywy sześciolatki – która jednak nie jest ani głodna, ani pozostawiona zupełnie sama sobie (w najważniejszych chwilach znajdą się jednak jacyś dorośli do których można pobiec, lub którzy obronią nawet przed nieuświadomionym niebezpieczeństwem) widzimy przede wszystkim ludzi. Doskonale napisaną postacią jest Bobby – zarządca motelu w którym mieszka Moonee z matką. Bobby to postać napisana jakby na przekór schematom wyznaczonym jeszcze przez Dickensa. Niby to on regularnie odbiera i przypomina o czynszu ale jednocześnie – daleko mu od bezdusznego wyzyskiwacza, którego pojawienie się na progu wynajmowanego pokoju zwiastuje nieszczęście. Bobby ma do swoich stałych lokatorów mnóstwo cierpliwości – a jednocześnie nie tylko wybacza im przewinienia ale co ważniejsze i ciekawsze – widać że pragnie ich chronić. Doskonała jest scena w której Bobby zaczyna podejrzewać, że mężczyzna który podchodzi do bawiących się samopas dzieci może mieć wobec nich złe zamiary. Albo ta w której – aby chronić Halley przed jej własnym trybem życia narzuca na nią dodatkowe obostrzenia. Bobby to człowiek, który musi wiedzieć, że nie jest w stanie zmienić ludzi wynajmujących u niego pokoje. Ale jednocześnie jest w nim taka, trochę beznadziejna, potrzeba otoczenia ich opieką.

 

 

Oglądając Florida Project – film który dość jasno mówi o tym, że mit ameryki jako kraju wielkich możliwości, nie dotyczy wszystkich jest mieszkańców, Zwierz załapał się na tym, że po raz pierwszy od dawna spotkał się ze społecznością o której nie miał pojęcia. Ludzi, którzy są zbyt ubodzy na to by wyrwać się z absolutnej tymczasowości zamieszkania a jednocześnie – często płacą w ten sposób więcej niż gdyby wynajęli jakiś pokój w mieście. Tylko, nigdy nie mają wystarczająco dużo pieniędzy na raz. Jednocześnie – to wcale nie bardzo nachalne zestawienie biedy z pobliskim Disneylandem przypomina o kolejnym trapiącym zachodnie społeczeństwie problemy rozwarstwiania się społeczeństw pod względem finansowym. Bogatsi stają się jeszcze bogatsi a ci którzy nie mają nic napotykają coraz większe trudności by wyrwać się z biedy. Co ciekawe – film, nakręcony za bardzo małe pieniądze realizowano w działającym motelu (nie zamknięto go na czas zdjęć) zaś w tle widzimy zjawiska które naprawdę mają miejsce jak np. fakt że z tych obskurnych moteli część osób leci do Disneylandu helikopterami. Te odlatujące w tle helikoptery są na tle tej oglądanej przez nas biedy zupełnie surrealistyczne.

 

Reżyser Sean Baker obsadził film właściwie nieznanymi aktorami, dając rolę Bobby’ego Willemowi Dafoe – pozwalając temu znakomitemu aktorowi, pierwszy raz od dawna – pokazać spektrum talentu. Nic dziwnego, że posypały się nominacje do najważniejszych nagród – jest coś w postaci Bobby’ego co sprawia, że pragnęlibyśmy by na świecie było więcej takich osób. A jednocześnie to postać która zdecydowanie nie jest czułostkowa czy nawet pokazywana jako święta. To po prostu dobry człowiek. Jednocześnie film należy głownie do aktorów dziecięcych. Widać, że reżyser pozwolił dzieciakom na sporo improwizacji bo w ich rozmowach słychać tą taką dziecięcą skłonność do przeskakiwania z tematu na temat, powtarzania pewnych zdań czy mieszania tego co bardzo wysokie z zupełnie idiotycznym. Zresztą nie trudno dostrzec momenty w których pozwolono dzieciom improwizować. Fakt, że mamy do czynienia z debiutującymi aktorami i reżyserem, który znany jest z tego, że kręci w bardzo nieinwazyjny sposób (zarówno w jego poprzednim filmie Mandarynki jak i we Florida Project znajdziemy sceny kręcone… Iphonem) sprawia, że mamy poczucie, iż udaje nam się dotknąć tego świata zupełnie inaczej niż ma to miejsce, kiedy mamy do czynienia z profesjonalną ekipą, która buduje swój własny świat, zamiast przyjść w gościnę do miejsc już istniejących.

 

 

Florida Project bierze swój tytuł od nazwy pod jaką rozpoczęły się prace nad Disneylandem. Tytuł jest ironiczny ale też prawdziwy – bohaterowie, choć nigdy sami nie mieliby pieniędzy by przekroczyć granice parku rozrywki żyją w nim w przedziwnej symbiozie, korzystając z jego popularności, lecz nigdy nie mając okazji sami jej dotknąć. Jednocześnie – mamy tu też rozdwojenie – dzieci które przyjeżdżają na Florydę bawić się pod opieką rodziców, oraz te z Florydy które bawią się pomiędzy opuszczonymi hostelami i plują na samochody przyjezdnych. Reżyser trzyma te światy oddzielnie by w końcu połączyć je w jednym długim poruszającym ujęciu – które pokazuje, jak daleko i niedaleko są te światy. Przy czym Florida Project jest filmem, który nie jest w swoim przesłaniu jednoznaczny, zostawia widza z pewnymi dylematami, których rozwiązania nie znajdzie. Nawet jeśli jak Bobby chciałby dla wszystkich najlepiej, problem w tym, że rozwiązania problemów nie kryją się tylko w działaniach jednostek – bardziej w tym jak działa system.

 

Trudno się dziwić zachwytom jakie krytyka wnosił ostatnio nad Florida Project. To jeden z tych filmów które wnoszą powiew świeżości. Są autentyczne, więc są inne. A jednocześnie – nie stawiają bariery między widzem a opowieścią. To nie jest kino artystyczne, wzniosłe, szukające brzydoty, brudu, tego na co nie chcemy patrzeć. To kino, które wybierając dziecko jako swojego bohatera przyjmuje też do pewnego stopnia jego perspektywę. Jeśli matka zamyka córkę w łazience, to widzimy zabawę córki, która się dobrze bawi – niekoniecznie to dlaczego drzwi są zamknięte a radio puszczone na najwyższy stopień głośności. Jeśli pojawia się zagrożenie pedofilią to dzieci niekoniecznie umieją odczytać sytuację. Świat jest przez to zupełnie inny – jednocześnie – nigdzie nie będąc infantylny. Koniecznie idźcie na Florida Project, to taki szczery film z którego się wychodzi z głową pełną pastelowego smutku.

 

PS: Zwierz nie dawno był w radio TOK FM. Tu macie link do audycji 

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Teraz juz na pewno musze obejrzeć :)

  • wazon

    Bieda ma ma bardzo różne oblicza.Sytuacja bohaterek filmu wydaje się bardzo niedobra, i nawet jest bardzo niedobra, ale może warto sobie uświadomić, że ich życie może się wydawać ludziom biedniejszym znośne, osobom bardzo biednym – dobre, a ja sama byłam świadkiem zdarzeń, kiedy takie życie wydawałoby się niektórym ludziom luksusem. Oczywiście, oby takie „luksusy” znikły z naszego globu ( z innych globów też) ale kto wie, czy ta dziewczynka nie jest w końcu szczęśliwa ?
    To dobrze, jeśli film zmusza do tego rodzaju refleksji, chętnie bym go obejrzała.

  • Barneyek

    Brzmi zachęcająco, na pewno się wybiorę :)

  • Mój cel na weekend :)

  • Zielona Dąbrówka

    No ja tą mamusie z piekła rodem odebrałam całkiem inaczej : prostytucja, przemoc (niczym nie uzasadniona), złodziejstwo i totalny brak pokory. I nic jej nie usprawiedliwia bo i jej przyjaciółka i babcia Jancey w tych samych warunkach żyją całkiem inaczej (pracują). Mnie ona strasznie denerwowała żeby nie użyć grubszych słów. Mimo to nie zaprzeczam że film mocno zaszedł mi za skórę i od soboty kiedy go obejrzałam „chodzi” za mną. Jak widać budzi sprzeczne emocje… Co świadcz na jego korzyść.

  • Skwar

    Jest styczeń, a już wiem, że ten film będzie albo moim ulubionym w 2018, albo bardzo wysoko w rankingu. Do Twojej recenzji, z którą się w 100 % zgadzam, dodałabym tylko świetne zdjęcia. Np. to ostatnie ujęcie mogłabym sobie zawiesić w pokoju w formie plakatu. Cudowne.

  • pierre dominique payet

    CHOMIKUJ.PL AZOV FILM ANDON NUDE CRIMEAN .

  • Z wielką chęcią obejrzę „Florida Project”, ale tak czytając Zwierza notkę miałam silne skojarzenia z serialem „Shameless” który w podobny sposób ukazuje życie biednych warstw społeczeństwa w USA, które z jednej strony są marginalizowane i skłonne do patologii, a z drugiej dające sobie za wszelką cenę radę, i przy tym nienachalnie sympatyczne.