Spodnie utracone, papryka odnaleziona czyli czego będzie mi żal po „Nowym Obliczu Greya”

13/02/2018

10 bardzo mądrych prawd o miłości czyli ten obowiązkowy wpis na Walentynki

13/02/2018

Jak one pięknie walczą czyli zwierz entuzjastycznie o Good Fight

13/02/2018

Zwierz musi wam przyznać, że czasem pada ofiarą uprzedzeń. Na całe szczęście – częściej w przypadku kultury niż ludzi. Ot np. jego nieufność do jakichkolwiek serialowych spin-offów (mimo, że przecież ma niekiedy dobre doświadczenia!) sprawiła, że dopiero w zeszłym tygodniu podjął decyzje o obejrzeniu „Good Fight”. Okazało się to fenomenalną decyzją.

Zacząć trzeba od stwierdzenia, że nigdy nie można przecenić roli dobrego zwiastuna. Zwierz pewnie nigdy by nie zdecydował się obejrzeć Good Fight gdyby jedna z jego znajomych nie wrzuciła na Facebooka właśnie zapowiedzi sezonu drugiego. Zwiastun był na tyle intrygujący, że doszłam do wniosku, że muszę obejrzeć sezon pierwszy (nawet jeśli oznaczało to, że podchodziłam do oglądania z pewnymi spoilerami w głowie). Druga sprawa – tym co nie przekonywało mnie do Good Fight było moje zmęczenie czy nawet zniechęcenie serialem Good Wife – gdzieś w połowie oglądania dałam sobie spokój z poczuciem, że coś mi tu nie gra i zgrzyta. Zaś sam ostatni sezon wydawał mi się – przynajmniej oglądany z perspektywy streszczeń i klipów – po prostu słaby.

 

 

Good Fight w takiej perspektywie mogło być próbą wyciągnięcia czegoś ze słabnącej marki. Tymczasem – ku zaskoczeniu Zwierza – serial okazał się nie tylko świeży ale przede wszystkim – doskonale znalazł się pomiędzy kontynuowaniem wątków z Good Wife a szukaniem nowej widowni. Sama nie oglądając do końca Good Wife nie miałam najmniejszych problemów w tym by polubić bohaterów zupełnie niezależnie od ich poprzednich przeżyć i przygód. Serial robi więc coś bardzo trudnego – satysfakcjonuje tych którzy po zakończeniu Good Wife mieli niedosyt ale nie alienuje nowej widowni. Do tego – broni się jako osobna całość – z wyraźnie zaznaczonymi bohaterami i osią konfliktu.

 

A od czego się zaczyna? Diane Lockhart ma dość. Trump wygrał wybory prezydenckie, praca chyba już jej tak nie bawi jak kiedyś, mąż ją zdradzał. Cóż więc innego zrobić jak kupić piękny dom we Francji, przejść na emeryturę i rzucić wszystko w diabły. Zwłaszcza, że na progu pojawiają się już nowe zdolne prawniczki gotowe przejąć pałeczkę – jak chociażby  Maia Rindell, świeżo upieczona prawniczka, córka dobrych przyjaciół Diane. Trzeba dziewczynę wprowadzić w prace wielkiej uznanej firmy a potem udać się na zasłużoną emeryturę. Brzmi bajecznie. Problem w tym, że właśnie wybucha skandal. Ojciec Mai – bankier inwestycyjny zarządzający pieniędzmi Diane i wielu jej przyjaciół właśnie okazał się oszustem, prowadzącym zwykłą piramide finansowa. Oszczędności nie ma, emerytury nie ma, do pracy wrócić nie sposób, bo to bezlitosny świat prawników. Na dodatek – koszmar – wszyscy dobrzy znajomi odwracają się plecami, i od Diane, która polecała znajomym zainwestowanie w fundusz i od Mai której dostaje się rykoszetem za winy ojca.

 

W tej trudnej sytuacji pomocną dłoń wyciągnie Adrian Boseman, prawnik i wspólnik w kancelarii która zatrudnia niemal wyłącznie czarnoskórych prawników i zajmuje się – poza sprawami czysto komercyjnymi także min. sprawami dotyczącymi brutalności policji. Diane i Maia zostaną zatrudnione w ramach dywersyfikacji zatrudnienia w firmie. Dla naszych bohaterek to zarówno wielka szansa jak i konieczność walczenia o swoje miejsce w firmie. Zwłaszcza że aresztowanie ojca Mai nie oznacza końca skandalu. Wręcz przeciwnie – trzeba jeszcze wytrzymać oszczerstwa, pomówienia, oskarżenia i mnóstwo wątpliwości, czy na pewno jest się tylko niewinną ofiarą.

 

Choć wątek wielkiego przekrętu finansowego ojca Mai towarzyszy nam przez caly sezon to jednak Good Fight jest przede wszystkim doskonałym serialem prawniczym. Sprawy którymi zajmują się nasi prawnicy są zróżnicowane, i często – stanowią odbicie pewnych problemów które rozpoznajemy z okładek gazet. Sporo jest zresztą w serialu odniesień do aktualnej polityki – tego jak prezydentura Trumpa wpływa na wykonywanie zawodu prawnika, jak np. oceniany jest czarnoskóry konserwatywny prawnik który zdecydował się zagłosować na Trumpa. Mamy też np. odcinek poświęcony Internetowym trollom i temu dlaczego tak trudno po prostu napisać regulamin, który wykluczałby wszelkie niewłaściwie wpisy z forów Internetowych. Serial nie boi się mówić wprost że nowego prezydenta i jego administracji nie lubi – ale jednocześnie – jest nieco inteligentniejszy od prostej polemiki – często odsłaniając problemy i uprzedzenia po obu stronach politycznego sporu.

 

Good Fight to jeden z tych seriali, które doskonale udowadniają, że zrobienie serialu spełniającego założenia szerokiego spektrum reprezentacji wcale nie jest takie trudne jakby się mogło wydawać. To historia w której mamy głównie kobiety – w różnym wieku, o różnym pochodzeniu, o różnej orientacji seksualnej. Mamy też w centrum – kancelarię prawniczą zatrudniającą głównie czarnoskórych prawników. Serial korzysta z tego, że opowiada swoją historię z pewnej specyficznej perspektywy, ale jednocześnie – bardzo naturalnie przechodzi do porządku dziennego nad rzeczami, które w wielu innych produkcjach pewnie byłby „sprawą”. Ot np. Maia ma dziewczynę – i w sumie tyle. Spełnia ona dokładnie taką samą rolę w serialu jaką spełniałby zatroskany chłopak. Ogólnie ludzie którzy twierdzą, że poszerzona reprezentacja uniemożliwia zrealizowanie jakiegokolwiek tematu koniecznie powinni serial obejrzeć. Zwłaszcza, że fajnie też pokazuje jak łatwo obsadzić produkcje fenomenalnym aktorkami i jeszcze trochę zostanie do ról drugoplanowych.

 

 

Pewnie Good Fight nie robiłoby tak doskonałego wrażenia gdyby nie dwie sprawy – po pierwsze to serial który ma fenomenalne tempo. Obecnie wiele produkcji rozciąga wątki w nieskończoność, tworząc tym samym jakieś złudne poczucie głębi. Tu jest inaczej – rzeczy dzieją się szybko, jest dynamicznie, nawet wątki zaplanowane na cały sezon nie stoją w miejscu – i nie ma takiego zawieszenia, jak czasem się w serialach zdarza, kiedy bohaterowie jakby specjalnie czekali aż ktoś pozwoli im w końcu dojść do jakichś wniosków. Druga sprawa, to doskonała realizacja, na ten serial patrzy się z przyjemnością, co zresztą było też cechą Good Wife. Na koniec zaś koniecznie trzeba powiedzieć o aktorstwie bo jest naprawdę doskonałe.

 

Zwierz nie wie czy wypada jeszcze chwalić Christine Baranski w roli  Diane Lockhart, bo jakby – chyba wszystko dobrego już na jej temat powiedziano. W każdym razie, to jest taka cudowna rola, w której żaden gest, żadne słowo i żadne spojrzenie nie są niepotrzebne. Człowiek chce słuchać Diane, oglądać Diane i być może kiedyś nią być. I co jest doskonałe, człowiek nigdy nie traci poczucia, że to osoba wrażliwa, pełna koniecznych wątpliwości, ale jednocześnie twarda i budząca szacunek. Idealne połączenie. Zwierzowi podobała się też  Rose Leslie jako Maia bo właśnie to nie jest taka idealna dziewczyna, którą od razu łatwo polubić. Wręcz przeciwnie na początku człowieka trochę denerwuje, ale z czasem robi się naprawdę ciekawa i niejednoznaczna. Cudowna jest Cush Jumbo jako znana jeszcze z Good Wife Lucca  Quinn- bo to jest taka postać która łatwo mogłaby być taką stereotypową wredną babką a jest bardzo sympatyczna i dowcipna. Ogólnie Zwierz nie ma zastrzeżeń do nikogo w obsadzie. I miał bardzo miłą niespodziankę kiedy na drugim planie pojawił się  Justin Bartha, aktor do którego Zwierz zawsze miał słabość (on wygląda jak zbity szczeniaczek).

 

Good Fight to nie jest taki serial co zmieni wasze życie. Ale jak to się fenomenalnie ogląda. To dokładnie to czego Zwierzowi brakowało od czasu kiedy Siuts trochę zaczęło gonić w kółko i straciło swoją świeżość. Tu zaś mamy wszystkie zalety serialu który ma ugruntowaną pozycję połączone z nowością – świeżej fabuły i nowych postaci. Całość doskonale wciąga. Do tego – pierwszy sezon miał idealną ilość odcinków – dziesięć. Akurat tyle  by spędzić trochę czasu z bohaterami ale nie na tyle dużo by człowiek był już nieco przeciążony nadmiarem wydarzeń. Teraz Zwierz jest w siódmym niebie bo normalnie musiałby wieki czekać na kolejny sezon a tak już w marcu wszyscy bohaterowie powrócą. Zwierz jest przeszczęśliwy bo dawno nie miał tak udanego serialowego strzału. A byłam taka uprzedzona.

Ps: Dziś o 19:00 na YT Podsłuchane – rozmawiamy o książce Cinder. Wpadnijcie koniecznie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...