Bohaterowie bez opowieści czyli zwierz o American Hustle

21/02/2014

Stanley Kowalski już tu nie mieszka czyli zwierz o Blue Jasmin

21/02/2014

Grafomanki, Fantastyka i Żądza Zysku czyli zwierz czyta Grę o Ferrin

21/02/2014
empty image
empty image

Hej

Witajcie moi drodzy czytelnicy w drugim spotkaniu z cyklu – zwierz kontra groza prozy Katarzyny Michalak dla przypomnienia w pierwszym odcinku zwierz bohatersko streszczał powieści Nadzieję i Mistrz, jednocześnie zwracając uwagę, że autorce właściwie niczego wytykać nie trzeba, bo wystarczy jedynie streścić jej książki by ujawnić nieporadność autorki.  Tym razem jednak zwierz powstrzyma się od streszczenia, bo prawdę powiedziawszy nie byłby w stanie streścić wszystkich wydarzeń z książki. Ale spokojnie zwierz poprowadzi was za rękę przez koszmar, jakim jest Gra o Ferrein. I zachowa się jak prawdziwy porządny autor dopiero pod koniec powie wam, dlaczego wystawił się na cierpienia czytania przygód dzielnej lekarki Karoliny w świecie tak magicznym, że magia wyparła w nim sens, składnię i pomysłowość.

Zwierz nie mógł się powstrzymać by nie rozpocząć wpisu od genialnej grafiki Kiciputek, która napisała doskonały post dotyczący historii okładki do Gry o Ferrin. I ogólnie skoro już zwierz przy tym jest – jeśli nie znacie tego bloga to koniecznie zajrzyjcie. Jej krótkie komiksy zwierz widział w całym Internecie. Taka jest dobra.

Jak wiadomo każdy pisarz fantasta musi mieć swojego bohatera. O sorry bohaterkę bo to wszak fantastyka dla kobiet. Jak się tworzy bohaterkę? Zestaw jest dość prosty – po pierwsze koniecznie sierota (prześladowanie jej w sierocińcu uznajemy za rzecz absolutnie podstawową). Po drugie wykonywany zawód – w tym przypadku nasza bohaterka jest z wykształcenia lekarzem. Wysoko wykfalifikowanym anestezjologiem, co pozwala mniemać, że naukę w szkole medycznej zaczęła jeszcze w szkole podstawowej, bo jak inaczej miałaby dwadzieścia kilka lat. Druga sprawa to wygląd. Jasnym jest, że nie istniała jeszcze główna bohaterka godna uwagi czytelnika, która nie miałaby rudych włosów. Oczywiście z tego powodu cierpiała w sierocińcu, ale za to w krainie, do której się przeniesie będą budziły konsternację i zachwyt. Druga sprawa to oczy. Jakie oczy może mieć ruda bohaterka? Jasne Zielone. Ten zestaw właściwie wyposaża naszą bohaterkę już we wszystkie niezbędne cechy. Dorzućmy jeszcze posiadanie mocy (jasne wielkiej odwiecznej nieposkromionej), bycie podmiotem niesłychanie ważnej i starej przepowiedni i umiejętność rozkochania każdego bohatera i w sumie mamy już gotową bohaterkę. Teraz przerzućcie ją ze złego szarego paskudnego świata naszej rzeczywistości do bajkowego świata waszej wyobraźni i BUM macie początek powieści. Przy czym ważne jest by ogólnie bohaterka wykazywała się małą inicjatywą – przerzucanie jej z miejsca na miejsce jest zdecydowanie łatwiejsze, gdy decyzję o tym podejmują inni. Jej wewnętrzne poczucie humoru raz na jakiś czas powinno poinformować czytelnika, że zdaje sobie sprawę, iż jest jakoś tak wyjątkowo mało aktywna (poza ciągłym pakowaniem się w kłopoty), ale nie powinna już z tego wyciągać zbyt wielu wniosków. Własne przemyślenia bohaterki powinny składać się z irytującej mieszanki wykrzyknień, zdumień, westchnień i protestów w dowolnej wybranej przez autora kolejności.

Teraz bohaterkę tą należy wystawić na kolejne zdarzenia. Liczba perypetii, jakie mogą przydarzyć się bohaterce jest nieograniczona. Jeśli nie mamy pomysłu jak zakończyć scenę zawsze pozostają dwa wyjścia. Pierwsze bohaterka może stracić przytomność. To niesłychanie wygodne wyjście, bo wystarczy by pozbyć się całego zamieszania, jakim jest łączenie ze sobą scen. Po prostu bohaterka dostaje po łbie czy coś w tym stylu i już następna scena zaczyna się, kiedy otwiera oczy w innym pomieszczeniu. Zwierz był pod wrażeniem tego jak oporny jest mózg i czaszka bohaterki, bo ileż razy można tracić przytomność. Na pierwszych 200 stronach powieści człowiekowi powoli zaczynają kończyć się palce by liczyć omdlenia. Jeśli uznajemy, że w danej chwili bohaterka nie może omdleć, bo właśnie wybudziła się z omdlenia zawsze pozostaje nam stare dobre deus ex machina w postaci przystojnych rycerzy, czarnych koni, latających lwów i całego zestawu mniej lub bardziej niedorzecznych postaci, które pojawiają się nagle by ją uratować. Bohaterka zaraz po uratowaniu (lub odzyskaniu przytomności) decyduje się znów wpaść w tarapaty rozpoczynając na nowo cały cykl.  Przy czym nie należy przejmować się za bardzo znaczeniem konkretnych wydarzeń i ich wpływem na rozwój akcji. Jeśli bowiem nagromadzi się wystarczająco dużo scen można za symulować, że w książce coś się dzieje, podczas kiedy właściwie wieje koszmarną nudą. I to taką porażającą, po dwustu stronach książki, zwierz zorientował się, że na kolejne strony raczej patrzy niż je czyta, bo nie jest w stanie znieść stylu autorki, i opisu scen, które układają się zawsze podobnie – opis pomieszczenia, opis bohaterów, opis krajobrazu, dialog, ktoś miota bohaterką, łapie bohaterkę, spogląda na bohaterkę, odrzuca bohaterkę, dialog w którym ktoś poucza albo strofuje bohaterkę i w końcu – bohaterka wychodzi albo traci przytomność.

Jak już wspomnieliśmy bohaterka jest w stanie rozkochać w sobie każdego. Akurat idzie jej to wprawnie, bo na pierwszych kilkudziesięciu stronach książki przechodzi z rąk mężczyzn właściwie nic sama nie robiąc. Oczywiście wszyscy napotkani mężczyźni są niesamowicie przystojni i w przypadku niektórych z nich, właściwie już po powiedzeniu dzień dobry następuje wzajemne lub jednostronne pożądanie. Wiadomo, bowiem z książek Pani Michalak, że pożądanie a właściwie zwykła chuć jest głównym motywem działań męskich, zaprzątające ich głowy. Jeśli aktualnie nie chcą kogoś zgwałcić, lub też wydać rozkazu by kogoś zgwałcono, rozmyślają o swoich licznych kochankach, ewentualnie są gotowi tak po prostu oddać się pierwszej lepszej napotkanej kobiecie, mężczyźnie lub dziecku. Do tego dochodzą jeszcze mężczyźni zakochani ci powstrzymują się do momentu, kiedy powstrzymać się nie mogą i dostajemy scenę miłosną. Te zaś niestety obnażają liczne braki w słowniku pani autorki. W każdym razie słowem sezonu jest przyrodzenie, za które należy mężczyznę złapać by ten wiedział, jakie mamy zamiary. Uczcie się dziewczęta.

Skoro już mamy piękną bohaterkę i pięknych bohaterów ( No dobra są jeszcze odrażająco brzydcy i krasnoludzi górale poprzedzający wypowiedź wykrzyknięciem „Hej”, co jest koszmarnie irytujące nawet dla zwierza!) należy sobie przypomnieć, że heroina przeżywa swe trudne losy w świecie fantastycznym. Jak wszyscy wiemy kreowanie światów fantastycznych jest niezwykle proste. Oto krótki poradnik, jaki można wysnuć powieści pani Michalak. Jeśli chcecie mieć fantastyczne imiona koniecznie pamiętajcie o tym, że a.) Musicie używać powtarzających się liter. Wszyscy wiedzą, że nie ma nic bardziej fantastycznego niż powtarzające się litery Sellinaris dell’Soll to właśnie idealne imię i nazwisko fantastyczne – widzicie – obowiązkowe elementy – powtarzające się litery i ten apostrof – aż promienieje magią choć i tak zdaniem zwierza wygrywa Agnessa De Sade – ponownie potwierdzająca – podwójna literka czyni wszystko. Druga sprawa – nigdy nie zapominajcie, że to fantastyka, więc wolno wam wszystko – możecie w każdej chwili wykaraskać się z problemu po prostu wymyślając nową zasadę! Albo jeszcze lepiej – rzucając nazwę miejsca, stanowiska, krainy, która nic czytelnikowi nie mówi ale brzmi jakbyście wiedzieli o czym mówicie. Co do krain – jak pouczał kiedyś Sapkowski żadna porządna książka fantasy nie obejdzie się bez mapy. Ale po co nam Mapa skoro możemy dowolnie wymyślać kolejne krainy, nadając im wyjątkowo liczne cechy charakterystyczne w postaci nazwy. Nasza bohaterka odwiedza Alderię, Cambrię i Saskię i nawet Tartar (no powiedzmy sobie szczerze, po co się ograniczać do jakiegoś wyimaginowanego nazewnictwa skoro Tartar i Eden tak ładnie brzmią). W pierwszych trzech widzi zamki. No może jeszcze łąki i pola. Jak wiadomo z tego składają się fantastyczne krainy. Do tego sprawę ułatwia fakt, że poza kilkudniowymi konnymi przejażdżkami bez przerwy (ewidentnie przebywanie w światach magicznych wzmacnia twardość siedzenia) można się teleportować. Więc wycieczki można sobie robić nawet z więzienia i do więzienia. Bardzo wygodne. I z fantastycznych zwierząt – latające białe lwy, czarne konie/jednorożce, białe konie, ogólnie dużo ładnych koni. No i smoki. Nie wiem czy wiecie fantastyka nie liczy się bez smoków ewentualnie pół smoków, ewentualnie smokoludzi. A i jeszcze nie przejmujcie się tym, że na przykład ktoś już wymyślił słowo na daną istotę – jeśli chcecie pisać o żeńskich przedstawicielkach rodu elfów to zapomnijcie o elfkach – te mogły być dobre dla takiego Tolkiena, u was niech będą elfie.  Przecież to Fantastyka. Wszystko wam wolno

Dobra nazwaliście już swoją krainę (pamiętaliście o zamkach, stiukach i podwójnych literach) i wasza ruda bohaterka, która rzecz jasna ma uratować wszystkich jednocześnie oddając serce temu bezwzględnemu, ale przecież kochającemu czarnookiemu pięknemu i cudownie wyglądającemu elfowi (no chyba nie spodziewaliście się, że w książce fantastycznej bohaterka zakocha się w kimś innym niż elf – nie bądźcie śmieszni) i nie zapomnieliście wymordować wszystkich zbędnych bohaterów to pamiętajcie, że zasadą pisarza fantasy jest tłumaczyć jak najmniej. Możecie koło strony 100 podrzucić jakieś szczegóły na temat świata, ale tak naprawdę poczekajcie tak do 300 strony z tłumaczeniem całej historii. Fakt, że czytelnik może się po drodze lekko znudzić nie powinien burzyć waszego dobrego samopoczucia, przecież każdy chce pod koniec książki przeczytać jak biednego elfa uwodziła jego własna siostra. Zła siostra, bo jak wiemy jest nasza bohaterka, skromne służki i całe zastępy złych kobiet. Po czym poznajemy złą kobietę? No głównie po tym, że jest zazdrosna o naszą bohaterkę (wiadomo wszystkie kobiety odczuwają głównie zazdrość) i jednocześnie rządzi nimi męska żądza a właściwie żądza mężczyzn. Inna niż ta, która wstrząsa naszą bohaterką. Bo nasza bohaterka jest dobra i ładna a inne są złe. Przy czym ważnym jest by kreując świat przedstawiony nie martwić się za bardzo jakąś logiką. Bo wiecie te wszystkie pomysły by świat miał sens, jakąś ekonomie, politykę czy religię – i żeby to wszystko było jakoś logicznie ułożone, żebyśmy poznali społeczeństwo albo przynajmniej miało ono sens – nie moi drodzy to myślenie naiwne i absolutnie sprzeczne z prawami fantasy. Jak wiadomo ten gatunek absolutnie nie wymaga logiki. Tam gdzie powinna być logika trzeba wstawić nazwę własną z powtórzoną jedną literą. I już nie trzeba się martwić.

Ale wszystkie niesamowite przygody naszej bohaterki w świecie magii są niczym w porównaniu z tym, że klamrą całej powieści jest … pisanie powieści. Trudno powiedzieć czy osoba pisząca powieść jest tą samą osoba, którą jest bohaterka powieścią, ale chyba tak… bohaterkę, którą „ z ramion śmierci wyrywa huk spadającego laptopa” (zwierza raczej w nie wpycha) okazuje się a jakże – być w szpitalu psychiatrycznym. Co jest dziwne, bo zaraz dowiadujemy się jak ją źle traktują (wiadomo pani Michalak ma taką średniowieczną wizję szpitali psychiatrycznych, więc mamy piękne wykrzyknięcie „Stąd nie ma ucieczki. To nie więzienie. To Szpital Psychiatryczny) – zwierz nie wie, ale dawanie jej laptopa wydaje się dość dobrym traktowaniem. Ale to nic w porównaniu z Epilogiem, w którym dowiadujemy się, że autora Bitwy o Ferrin mieszka sobie ze swoim ukochanym w leśniczówce w środku miasta i poleca mi odnalezienie mojego Ferrinu. Zwierz w tym momencie pomyślał, że ten wcześniejszy fragment o szpitalu psychiatrycznym urwał się nieco za wcześnie. Natomiast spadkobiercy Herberta powinni zapukać do drzwi pani Michalak i wytłumaczyć jej, że fakt, iż u niej jest „Bądź Wierna. Idź” na końcu książki a u poety było „Bądź wierny Idź”, nie oznacza jeszcze, że ma prawo do tego zdania. Prawdę powiedziawszy to wkurzyło chyba zwierza.  Przy czym w sumie zwierz jest zaintrygowany faktem, że książka ma jeszcze cztery tomy kontynuacji. Bo jako żywo, – jeśli była tam jakaś historia to nie wyobrażacie sobie nawet jak bardzo nie należy jej kontynuować.

Ale dlaczego zwierz się męczył zadacie sobie pytanie. Dlaczego wytrzymywał kolejne opisy zamków i stiuków i kompletnie pozbawione sensu sceny? Bo chciał móc napisać jedno zdanie. Wstydźcie się pracownicy Wydawnictwa Literackiego. Zwierz zawsze bardzo szanował WL. Wydawało dobra literaturę i jeszcze lepszą poezję. Co prawda w koszmarnie wysokich cenach, ale zwierz przez lata sięgał do kieszeni ufając, że jeśli coś wydaje Wydawnictwo Literackie to można mu zaufać. Pisząc te słowa patrzy na swoją półkę gdzie charakterystyczne logo wydawnictwa zdobi tomy poezji Kapuścińskiego, Ewy Lipskiej, Urszuli Kozioł – autorów i poetów w Polsce najlepszych. A przecież to tylko kilka z licznych tomów. Jak wydawnictwo o uznanej renomie może się tak zachowywać. Tak zdradzić mnie zwierza, jako czytelnika. Tak bardzo zależy wam na pieniądzach, że wydajecie najgorszą możliwą grafomanię? Tak bardzo nie liczy się już tradycja? Zwierz wie, że wydawnictwo to przedsiębiorstwo i trzeba walczyć o przetrwanie. Ale czy wydawnictwa nie widzą, że raz tak potraktowany czytelnik po prostu straci zaufanie. I żeby nie było. Wydawnictwo Literackie jest na liście zwierza drugie. Pierwsze miejsce zajmuje Znak. Ponownie zwierz może ułożyć całą litanię z książek znaku, które z przyjemnością postawił na półce – kilka lat temu mając w głowie szalony pomysł wydania własnych wierszy przeglądał strony wydawców. Na stronie znaku znalazł informację, że poezji nie przyjmują. Zwierz zrozumiał – Znak wydawnictwo Noblistów mający w swojej „stajni” Szymborską i Miłosza mogło nie być zainteresowany wypocinami młodych panien. To nie było tak dawno temu. Dziś Znak jest wydawcą powszechnie uważanej za najbardziej szkodliwą książkę Michalak „Bezdomnej”. Książki, która rozprzestrzenia szkodliwe stereotypy i opisuje rzeczy, na których autorka ewidentnie się nie zna. Poza tym nie odstaje poziomem od reszty twórczości autorki. Zwierz, który kilka lat temu skłonił głowę z pokorą przed powagą Znaku ostatnio w obliczu wielkich przecen w wydawnictwie nawet nie zajrzał na stronę. Właśnie w przejawie takiego czystego konsumenckiego buntu – skoro mnie zawiedliście nie oczekujcie, że teraz zaufam wam, bo dajcie zwierzowi kilkadziesiąt procent przeceny.

Książki Katarzyny Michalak to czysta grafomania. Nie trzeba być specjalistą by dostrzec, że tempo pisania przez nią książek połączone z faktem, że jej świat fikcyjny i rzeczywisty często się przeplatają czynią z niej typową grafomankę. Co więcej – brak krytycznego podejścia do własnej twórczości stawia ją wśród grafomanów chyba najgorzej przez los pokrzywdzonych, bo głęboko przekonanych o swojej wielkości.  I zwierz głęboko wierzy, ze Katarzyna Michalak jest przekonana, że pisze wybitne dzieła literatury polskiej. Ale moi drodzy wydawcy zwierz jakoś nie chce uwierzyć, abyście nie wiedzieli, co ląduje na waszym biurku. Więcej zwierz podejrzewa, że doskonale wiecie. Że drukujecie te grafomańskie koszmary, bo wiecie, że istnieje część czytelników, która po nie sięgnie. Że im więcej nieszczęść, pięknych bohaterek i płomiennych romansów tym więcej czytelników po te książki sięgnie. Zwierzowi jest wstyd, kiedy trzyma w ręku książkę. Żądze zysku w czystej postaci, wydrukowaną na cierpiącym papierze Creamy 80 g vol.2,0.

Ps: Ci, którzy spodziewali się nieco bardziej soczystej recenzji mogą być źli na zwierza, ale niestety jego zdolności do wyzłośliwiania się osłabił fakt, że książka była tak piekielnie nudna i zła, że zwierz niemal siłą zmusił się do lektury i właściwie nawet przez moment nie pozostawał jej szczególnie wierny tzn. liczył strony aż cierpienie się skończy.

Ps2: Do dopraszających się o recenzję Her – zwierz udaje się do kina w sobotę, ale umówmy się już teraz, – jeśli zwierz nie publikuje recenzji z jakiegoś filmu, który trafił do kin to najpewniej, dlatego, ze z jakiś powodów nie może nań iść. Zwierzowi wcale nie jest przyjemnie tłumaczyć się tuzin razy, dlaczego czegoś nie widział (możecie spokojnie przyjąć, że powody zwierza są dokładnie takie same jak wasze – brak czasu lub funduszy). A jak coś widział to na pewno napisze (zwierz jest wam winien jeszcze uwagi o Jacku Ryanie, o czym pamięta)

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Ponura

    Ten wpis jest szkodliwy, bowiem zachęcił mnie do sięgnięcia po recenzowaną pozycję…

    • zpopk

      Oddam ci mój tom co byś nie zasilała wydawnictwa

      • Ponura

        POŻYCZYSZ. Ja go wcale nie chcę na własność!

    • olgacecylia

      Powinnaś zmienić nick na „przekorna”, skoro tyle odradzania i kpin Cię zachęca ;-)

  • Spriggana

    Ten tekst mogę chyba podsumować tylko obrazkiem do kompletu:

  • Eire

    Dziękuję Ci zwierzu za tą recenzję, zwłaszcza za fragment o wydawnictwie Znak. Naprawdę przykro patrzeć na to jak szanowane wydawnictwo wydaje taką grafomanię i jeszcze się nią szczyci.

    Strasznie jestem ciekawa, co pani Michalak zrobili lekarze. Niby bohaterka jest lekarką i to anestezjologiem w karetce z kilkuletnią specjalizacją, ale sposób jaki w Bezdomnej opisuje psychiatryk to pomieszkanie Jane Eyre i azylu Arkham (w komplecie z polewaniem wodą). A dowiedziałam się o tym, kiedy pacjentka przekonywała mnie, że jej córka nie pójdzie do szpitala, bo pani autorka była w nim i opisała jako miejsce tortur.

    • Megapodius

      Aż strach myśieć jak jescze może wpłynąć na opinię publiczną.

  • Kayleigh90

    Po Twojej recenzji (a także innych) zastanawiam się, czy to jest wydane na poważnie? Czy może ktoś sobie po prostu jaja robi, taki eksperyment, czy coś? Dla mnie najgorsze jest, że do tej pani też nic nie dociera, co można było poczytać u Kiciputka, a to była poważniejsza sprawa, bo chodziło przecież o prawa autorskie…

    • Alex

      Ta sprawa z prawami autorskim rozwaliła mnie na strzępy tak była kuriozalna – po co podbierać grafikę z deva skoro są tam konta które oferują gotowe okładki książek za nieduże pieniądze i bez problemów? Tylko pani autorka w swej arogancji pewnie nawet nie zwróciła na to uwagi.

      • Kayleigh90

        Znaczy o devie mam dość specyficzne zdanie, ale nie o tym chciałam. Być może to wynika z jednej z wad deva, że nie ma różnorakich wersji językowych. Ale to nie usprawiedliwia ignorancji tejże pani – czy darmowe grafiki, czy nie, trzeba zapytać o zgodę przede wszystkim, ale prawda – jest tam mnóstwo ładnych grafik za niewielką cenę, przeznaczone właśnie do użytku komercyjnego? Ale po co się wysilać, skoro „jest na necie, to można wziąć”. A że się profit z tego czerpie? Trudno. W ogóle mam wrażenie, że ta pani ma dość dużo pieniędzy na promowanie swoich książek.

    • Panika

      Eksperyment, który trwa już kilkanaście lat? Eksperyment składający się z dwudziestu kilku książek już wydanych i kolejnych dwudziestu zapowiedzianych TYLKO W TYM ROKU? Nie sądzę.

      A ja pozwolę sobie zapytać Zwierza: czy zwierz tknie książkę pani Michalak o powstaniu? Bodaj w sierpniu, na rocznicę, zostanie ona wydana.

      • Kayleigh90

        Tak na poważniej: słyszałam o eksperymentach trwających kilkanaście lat, więc mnie nic nie zdziwi (a poza tym czy ona nie wydaje od 2008? Płodność to jedna z cech grafomanii, bo często to się nie przekłada na jakość). A tak na mniej poważnie, to wiesz, chodzi mi to, że się wydaje to tak niewiarygodne, że aż dziwne, że coś takiego zostało wydane. I to jeszcze przez takie wydawnictwo. Zaczynam się zastanawiać, czy ona ma kupę pieniędzy, że sobie na takie rzeczy pozwala (w tym i „trailer” promujący książkę).

        • Panika

          Tak na poważnie to naukowe eksperymenty zostawmy jednak w spokoju. Bo pani Michalak określająca się naukowcem… brrrr

          Hm, pojechałam z tymi kilkunastoma latami, ale wydawało mi się, że pierwsze selfpublishingowe wydanie było jakoś na początku lat dwutysięcznych… Wikipedia zaś mówi, że pierwsze wydanie Ferrinu było w 2007.

          Uch, najwyraźniej każdy rok obcowania z pisaniną pani Michalak to jak trzy lata.

          • Kayleigh90

            No niby ona z wykształcenia jest weterynarzem, więc who knows ;)
            Ale nie wiem, czy selfpublishing można zaliczyć do tego… Z wiki się też nie dowiesz, podejrzewam, że sama dała o sobie wpis na wiki ;)

          • Panika

            Jak się przeczytało Poczekajkę, ja niestety przeczytałam, to niestety się wie, jakim weterynarzem jest pani Michalak. Żeby się nie wyrażać powiem tylko, że na pewno nienawidzącym zwierząt, bo to, co tam się wyprawia w imię „elementów komicznych” sprawia, że aż świerzbią ręce, żeby zgłosić to odpowiednim władzom.
            A jak się przeczytało inne książki (na szczęście darowałam sobie część, bo sama bym mogła się przekonać jak wygląda terapia elektrowstrząsami), to się wie również, jak pani Michalak podchodzi do sprawdzania jakichkolwiek informacji.

            Nie no, jasne, że się zalicza, ostatecznie takie były początki jej kariery – drukowała za pobraniem na zamówienie. Dopiero potem, z książkami i trailerem w ręku, wychodziła sobie sobie publikację w albatrosie.

          • Kayleigh90

            Z tej wypowiedzi mam więc nieodparte wrażenie, że ona jest weterynarzem wbrew powołaniu, bo głęboko wierzy, że jej powołaniem było pisaniem. Dlaczego się nie słuchała tej polonistki? Przecież myślę, że lekcje języka polskiego powinny być takim pierwszym filtrem, jeśli chodzi o pisanie i chęć pisania.

          • Maria

            AŁtorka dosłownie wczoraj na blogu napisała:
            „Droga Nomina uświadomiła mi niedawno, że „Powrót do Ferrinu” jest moją 20 wydaną książką (dwudziestą w ciągu sześciu lat, niesamowite! a biorąc pod uwagę, że napisanych, łącznie z „Zaciszem Gosi” jest dwadzieścia cztery to już zupełnie kosmos!).” @_@

  • Anna Flasza-Szydlik

    O, jak ja się z Tobą zgadzam, Zwierzu, jeśli chodzi o wydawnictwa. Mi to przypomina trochę stacje telewzyjne, które włączają do oferty „reality shows” czy inne „Trudne sprawy”, żeby nabić sobie oglądalność. Niby nic złego, ale w takiej sytuacji ciężko na oślepo zaufać ofercie programowej.

    Jeśli ktoś pragnąłby soczystej recenzji/analizy Gry o Ferrin, to tutaj można znaleźć http://czarne-owce.blogspot.com (przepraszam, jeśli popełniam faux pas wrzucając linka).

    • k0n

      Mnie bardziej zastanawia, że najwyraźniej Znak i WL albo nie mają dobrych speców od wizerunku/marketingu, albo uznają, że rynek książki to jak świat post-apo i wszystkie chwyty dozwolone, nie ma się co krygować tylko walczyć o przeżycie.

      Bo co szkodziłoby (no dobra, wiem, co, tak w zasadzie i na zdrowy rozsądek) zrobić – sobie imprint czy inny ‚label’, pod którego szyldem takie pulpy by szły? Szacun do wydawnictwa/marki by nie ucierpiał (…tak bardzo) a ‚hajs by się zgadzał’…

      *

      • Anna Flasza-Szydlik

        Też nie rozumiem. Skoro marki odzieżowe w pogoni za klientem tworzą swoje tańsze linie, to czemu nie wydawnictwa?

        • Spriggana

          Ba, Znak przecież wypączkował z siebie Otwarte, w którym drukuje z założenia lżejsze rzeczy. Ale widac „Bezdomna” to Literatura Problemowa…

          • Anna Flasza-Szydlik

            W sumie, same z nią problemy ;)

    • Lois

      Sama myślałam o tym, żeby wrzucić ten link :) Polecam analizę, wtedy widać te wszystkie koszmarne bzdury.

    • mikewest007

      I tak oto na blogu Zwierza, podlinkowanym przez Issay, znajduję komentarz Potworka linkujący do bloga Winky. A wszyscy równo jadą po tym żenującym knocie, jakim jest Gra o Ferrin.

      • Anna Flasza-Szydlik

        Incepcja ;)

  • Ola Wysocka

    Kolekcja facepalmów przepiękna!
    A co Michalak, wszystko zostało napisane, mam identyczne odczucia – zwłaszcza żal do sensownych wydawnictw – sama po wypociny AutorKasi nie sięgam, nawet w celach czysto rozrywkowych, mój ostatni kontakt z tfurczością tej pani miał miejsce przy „Bezdomnej” (dno dna) i nie, nie, nevermore.

  • Dobra Zwierzu… leżę i płaczę ze śmiechu, a dobór gifów i obrazków jest genialny :D

  • allegra_walker

    @ Natomiast spadkobiercy Herberta powinni zapukać do drzwi pani Michalak i wytłumaczyć jej, że fakt, iż u niej jest „Bądź Wierna. Idź” na końcu książki a u poety było „Bądź wierny Idź”, nie oznacza jeszcze, że ma prawo do tego zdania.

    Ale dlaczego nie wolno wykorzystać powszechnie znanego cytatu?

    • zpopk

      Wolno ale z zaznaczeniem, że to cytat.

      • Spriggana

        Mam wrażenie że jakby wykorzystała, nie wiem, „Litwo, Ojczyzno moja” to zaznaczanie mogłaby sobie darować wychodząc z przekonania że każdy zna. Ale Herbert tak rozpoznawalny nie jest, więc…

        • allegra_walker

          Rozumiem. Wydawało mi się, że to prawie jak „Litwo, Ojczyzno moja”, więc autorka nie ma potrzeby zaznaczać, że to nie jej.
          Czy w takim razie jeśli w następnej odsłonie wiedźmina rozzłoszoczny Jaskier wrzaśnie pod oknem niewiernej kochanki: „Nie bądź bezpieczna! Poeta pamięta!”, spadkobiercom Miłosza będzie wypadało się zaangażować?

          • zpopk

            Powiem szczerze, co innego wrzucić w postmodernistyczną zabawę cytat to co innego niż zerżnąć puentę z wiersza i wrzucić bez zaznaczenia cytatu jako ostatnie zdanie swojej książki.

          • allegra_walker

            Tu mnie Zwierz przekonał.
            Dalej mam wątpliwości co do ewentualnej nierozpoznawalności cytatu z Herberta, ale tego, oczywiście, nie sprawdzę.

          • zpopk

            Obawiam się, że cytat jest rozpoznawany powszechnie gorzej z umiejętnością przypisania go autorowi

          • Lois

            Mnie najbardziej chyba boli, że ktoś o tak grafomańskim piórze wrzuca cytaty z ambitnych wierszy. To tak jakby w harlekinie próbowali nawciskać coś z „Dżumy” czy „Dziadów”. Autor się w grobie przewraca.

          • Anna Flasza-Szydlik

            Jaskier made my day :). To tak w ramach kometarza od czapy.

          • Zofia Kaiper

            Mickiewicz nie jest już objęty ochroną praw autorskich. herbert jak najbardziej tak.

          • Nie jest objęty majątkowym prawem autorskim, ale ciągle należy uznawać autorstwo (czyli oznaczyć cytat).

    • zpopk

      Wolno ale wypadało by zaznaczyć, że to cytat.

  • Zgodnie z wynikami badań AutorKasi nie ma czegoś takiego jak fantastyka dla kobiet, wszak każda literatura jest literaturą kobiecą. Bo czytelnicy to w 80% kobiety, a pozostałe 20% to „mężczyźni niszowi”, którzy po kryjomu podczytują jej książki. Tak mi wyszło z analizy tej wypowiedzi ;)

    A notka jak zwykle w przypadku prozy Michalak zostawia u mnie słodko-gorzki posmak, bo z jednej strony każda zdrowa krytyka AutorKasi przyspaża mi sporo sadystycznej przyjemności, z drugiej, już to, że książkowa blogosfera zrobiła z niej świętą krowę jest przykre. Fakt, że WL się pod tym podpisało… dzięki, ja wysiadam.

    • drumla

      Kobieta może być „męską szowinistyczną świnią” jeśli traktuje mężczyzn właśnie jak pani Michalak.

      • Sądząc po recenzjach Michalak traktuje kobiety niewiele lepiej od mężczyzn.

    • Nie miałem okazji się zapoznać z jej twórczością, ale jeśli pisze tak, jak się wypowiada, to nie mam ochoty.

    • Och, mój ulubiony wywiadzik i Pan Redaktor, który robi facepalma oczami :D

    • K_Exner

      Nawet nie chcę wiedzieć, co ona może napisać na temat Powstania Warszawskiego, a „sensacyjnego erotyka” chyba już się należy bać… Z kolei polonistce, która próbowała „zabić” w niej talent pisarski proponuję przyznać Order Orła Białego za zasługi dla kultury polskiej.

      • Megapodius

        To może być sensacynjy erotyk o Powstańcach warszawskich w Ferrinie. Naprawdę ona może to napisać.

    • tootie

      Jezuuuu, ależ on się z niej nabija a ona nawet tego nie jarzy i próbuje z nim „flirtować”? Boże… ona nei wygląda na 12 lat, ona ma mentalnie te 6, w których (podobno) zaczęła pisać. Smutno mi ;-( chyba muszę sobie pójść na własną polankę…

      • Elka17

        I szczerzy się, jak idiotka. Nie trawię tego typu osób. Nic nie czytałam i nie zamierzam nic czytać jej autorstwa. Zwierzu, mnie nie będziesz miała na sumieniu…

    • gość

      Brawa dla polonistki! Szkoda, ze skuteczność działała tylko na szesnaście lat, ale kobieta robiła, co mogła.
      A wystarczyłoby gdyby p.Michalak po prostu posłuchała polonistki i popracowała nad warsztatem oraz uczciwie robiła research. Ale jest nieprzemakalna na argumenty, rady i uwagi :(

    • gość

      „I już w dodruku Bogusi tego empiku w Kołobrzegi nie ma. Jest w Koszalinie” Hmm… to pani M tak lekką ręką zmieniła lokalizację akcji z miejscowości nadmorskiej, na lądową oddaloną o przeszło 40 km, zamiast po prostu kazać bohaterom spotkać się w KSIĘGARNI zamiast w empiku?
      Ciekawe w takim razie co jej obiecał empik za lokowanie produktu i czy było to lokowanie zgodne z prawem?

  • Charlin

    Nie czytałam dzieł pani Michalak, nie zamierzam. Świetna recenzja. Mnie też okropnie wkurza, że przyzwoite wydawnictwa wypuszczają utwory na takim poziomie. Może dlatego, że znam co najmniej 5 autorów, których na prawdę warto by wydać, ale nie mogą się doczekać publikacji. Poza tym sto miłości za dobór ilustracji, osłodził nieco rozgoryczenie i wszystkie niepozytywne uczucia do rynku wydawniczego (który, żeby być uczciwym, nie cały jest nastawiony na łatwy zysk).

  • mys

    Czy to nie jest smutne, że ludzie piszą i, co gorsza, czytają coś takiego? Zawsze kiedy widzę takiego typu książki wspinające się na najwyższe listy bestsellerów robi mi się smutno. Dlaczego ludzie są tak głupi?

    Serio, nie ma kobiet, które pisałyby dobrą, prawdziwie kobiecą fantastykę? Jakby się zastanowić, to rzeczywiście niewiele jest fantastyki, w której kobiety byłyby na równi postawione z mężczyznami, a ich biedne myśli nie kręciły się wokół „przystojnych niedostępnych” lub nie były femme fatale dla głównych bohaterów. Ze znanych książek to chyba tylko „Opowieści z Narnii” są bez zarzutu pod tym względem(!), gdzie głównymi bohaterkami często są dziewczynki, w przygodach są równe chłopcom, a zarazem zachowane są różnice charakterystyczne dla obu płci. Trudno mi teraz znaleźć inną fantastykę (jakąś bardziej dorosłą), która szłaby tym śladem.

    Trochę przydługo, ale takie przygnębiające myśli mi się pojawiły po przeczytaniu tego wpisu, że nie mogłam zatrzymać ich dla siebie :)

    • zpopk

      Dobrych autorek fantastyki jest całkiem sporo, nawet w Polsce, pytanie ile się ich drukuje/promuje/czyta. Ale kobiety piszą znakomitą fantastykę.

      • mys

        a jakieś nazwiska? bo z chęcią przeczytam, jeśli jest coś wartego uwagi

        • Alex

          Anna Kańtoch, Magdalena Kozak, Anna Brzeźińska (pierwsze z brzegu) nawet Maja Lidia Kossakowska (chociaż trochę pogubiła się IMO w tym swoim uniwersum Aniołów w pewnym momencie).

          • zpopk

            O wyprzedziłaś mnie :)

          • esther

            Ewa Białołęcka : )

        • Buka

          Dodałabym jeszcze Martynę Raduchowską – jej Szamankę od umarlaków czyta się naprawdę dobrze :)

      • Izabela Pandora Próchniak

        Dokładnie. Pytanie, ile się z nich wydaje. Odpowiedzcie sobie sami, skoro zwykle między Wielkimi Autorami niepostrzeżenie natrafiamy na AutorKasię, a wystarczy przejrzeć ciut Internetów, by przekonać się, że pisze masa osób. I że sporo osób pisze jednak lepiej od AutorKasi (nie, że większość, ale znajdą się). Ich nikt nie wydaje jakoś.

    • drumla

      Dla mnie najgorszy jednak jest obraz kobiety, która gardzi wszystkimi naokoło, ubrana w obcisłe skóry, obowiązkowo seksowna i wszechzajebista, nie posiadająca skrupułów i żadnych ludzkich, czy kobiecych (czy nawet męskich) cech. Bez wad i słabości oczywiście, bo gdzieżby Mary Sójka mogła mylić się w jakiejś sprawie! Może tylko mnie to tak bardzo boli, że w większości bohaterek widzę tylko jakieś wyidealizowane roboty składające się z pięknego ciała i nadludzkiej siły? Może tylko ja nie jestem w stanie bohaterek takich polubić albo w najmniejszy sposób się z nimi…identyfikować?

      • Lois

        Nie jesteś sama. Jezu, nauczycielka AutorKasi miała rację, ona JEST grafomanką.

    • Opowieści z Narnii wydają mi się na tyle nietrafionych przykładem, że choć żeńskie bohaterki były na równi z męskimi bohaterami, religijno-chrześcijańska otoczka w całych Kronikach zdecydowanie wpływała na moją percepcję bohaterów i ich ról. Ale może tylko ja tak miałam.

      Co do kobiecych postaci w fantastyce, wstyd powtarzać jak zepsuta płyta, ale Sapkowski w Sadze Wiedźmińskiej stworzył naprawdę złożone, ciekawe kobiece postacie, a to co z kobiecymi bohaterkami Ziemiański woła jednocześnie o pomstę do nieba (babochłopy!) i pochwałę (bo jednak bohaterki te przemawiają do kobiet).

      To tak w kwestii wtrącania się w dyskusję.

      • drumla

        Bohaterki Sapkowskiego były cudowne. Silne, a jednocześnie ludzkie i kobiece.

  • olgacecylia

    Jedna z moich erpegowych bohaterek miała na imię Olgivanna. Usprawiedliwiają mnie dwie rzeczy: pomysł wzięłam od Pratchetta i miałam wtedy 16 lat.

    Podzielam zwierzowe rozczarowanie Znakiem i WL. Czasem sobie myślę, że skoro wydaje się tak dużo tak kiepskiej literatury… to czemu ja jeszcze nie zostałam pisarką?!

  • Buka

    Po przeczytaniu Twojej recenzji mam wrażenie, że autorka przy okazji obejrzenia jakiegoś filmu albo przeczytania książki tworzyła sobie swoją własną wersję siebie osadzoną w danym świecie: taką Mary Sue, która może wszystko, którą każdy kocha i jest najlepsza z najlepszych. Film/książka/serial muszą oczywiście posiadać nadmiar postaci męskich i bardzo mało żeńskich – żeby Mary Sue mogła być ta jedna, jedyna, najwspanialsza.
    To naprawdę nie jest nic złego. Jestem przekonana, że wiele osób tak robi, to też jest jakiś sposób na ponowne przetrawienie sobie treści. Ale wszystko jest dobrze, dopóki potem nie myśli się, że układane w główce naiwne opowiastki do innych dzieł mogą być przyczynkiem do napisania własnej powieści…

    • zpopk

      Tak tak to typowa Mary Sue i jej miejsce jest jak większość Mary Sue na prywatnym blogu w Internecie albo w szufladzie autorki

      • Buka

        Albo w głowie autorki, żeby nikomu nie stała się krzywda ;) Przynajmniej ja tam trzymam wszystkie swoje :D

    • Kayleigh90

      Sądząc po wypowiedzi Zwierza, to ja myślę, że pani Michalak potraktowała Mary Sue Litmus Test na opak – chyba uznała, że czym więcej cech tam wymienionych, tym lepiej :D

  • Alex

    To dążenie wydawnictw by za wszelką cenę odkryć nową Joanne Rowling a wydają w końcu

    Stephenie Meyer i dochodzą do wniosku że skoro ten badziew się sprzedał to łatwiej znaleźć przecież drugą Meyer niż Rowling. I tak to się kręci.

    • zpopk

      Stephanie Meyer zdecydowanie napisała powieść lepszą niż to coś.

      • Alex

        True, ale niewiele lepszą i jest ona wiecznym wytłumaczeniem dlaczego teraz drukuje się Katarzyny Michalak i E.L. James tego świata.

        • Anna Flasza-Szydlik

          E.L.James też napisała lepszą powieść, niż pani Michalak, moim zdaniem ;). W Grey;u co prawda fabuła kuleje, ale dziur jak po ostrzale artyleryjskim nie ma.

          • Alex

            Mary Sue w świecie związków sado-maso o którym pani James nie ma zielonego pojęcia jest dla mnie nie do przyjęcia. Jeśli już chcesz pisać o czymś na czym się nie znasz to chociaż zrób dogłębny research.

          • zpopk

            Ale ja się zgadzam 50 twarzy Greya jest po prostu po ludzku lepiej napisane. Technicznie.

          • Alex

            Ok, ale to jest jak przypadek „Bezdomnej” – tworzy fałszywy obraz życia ludzi, z którymi pani James się nigdy nie zetknęła i dynamiki związków sado-maso których nie rozumie. Poza tym śmierdzi słabym fanfikiem na kilometr.

          • zpopk

            Ale pomiędzy – Dobrze, a lepiej niż Michalak jest tysiące mil. Obie książki są złe, ale 50 Twarzy Grey’a jest napisane lepiej. Technicznie. Zdania się składają lepiej.

          • Alex

            Ale to nadal ta sama półka nad dole regału, w sam raz miejsce na bardzo złą literaturę. Tylko książki James staną z przodu bo są lepiej technicznie napisane. Co stanowi IMO słabe pocieszenie, bo literatura nie powinna być technicznie lepsza, powinna być zwyczajnie dobra.

          • tootie

            Nie to że bronię czegokolwiek, ale zanim dotarłam do bycia wkurzoną na idiotyzmy fabuły „50 Twarzy…” miotnęłam tą ksiązką z powodu jej stylu (około 10 strony?) więc jesli Michalak udało się napisać coś GORZEJ w -podobno-jej ojczystym języku, to ja lecę do biblioteki ustawiać się w kolejce po to dzieUo (przecie tego nie kupię,jeszcze nie zwariowałam;-) nie będę jej podnosić statystyk sprzedaży i biednego(ekhem…) wydawnictwa utwierdzać w przekonaniu,ze na Michalak warto stawiać). Dzięki Zwierzu za rozszerzenie horyzontu.

          • gosc

            To może być „wina” tłumacza ;) No chyba że wyrbiłaś sobie opinię o 50 twarzach G. po lekturze oryginału?

          • Alex

            Dobre pytanie, bo ja zarzuciłam nawet z ciekawości sieci na oryginał czyli fan fic do „Zmierzchu” (powtórzę, bo jest to zabawne jak diabli IMO – fan fic na podstawie „Zmierzchu”!) i różnic pomiędzy książką i fan ficem nie zauważyłam specjalnych. Obie rzeczy czytałam po angielsku i może stąd po przeczytaniu morza fan ficów miałam natychmiast czerwony alert w głowie. Zwykle coś co się tak zaczyna porzucam po kilkudziesięciu akapitach, no ale książka. Autorka popełnia wszystkie możliwe grzechy już w pierwszym rozdziale – od dokładnego opisu ubioru do udowodnienia nam że jej bohaterka to patentowa kretynka. Ja też umiem składać zgrabne zdania od przypadku do przypadku ale nie mienię się z tego tytułu pisarką.

          • Anna Flasza-Szydlik

            Chodziło mi o to, że przy lekturze Grey’a człowieka nie bolą oczy od błędów składniowych, ortograficznych i gramatycznych, nie o znajomośc tematu :). Bo tu się z Tobą zgadzam.

      • mmm

        Nie wierzę :D

  • Tores-

    Prześliczny zbiór facepalmów. Zwierzu, bardzo Cię podziwiam, że przebrnęłaś przez to dzieło i jeszcze że potrafisz tak ładnie ubrać w słowa jego beznadziejność.

  • wronka

    Wnioskuję, że skoro ktoś to drukuje to jest i ktoś (a nawet cała grupa ktosiów), kto kupuje tego typu dzieła. Nic, tylko zacząć pisać. Byle co, byle jak, byle było. Się wyda. Się skasuje. Się zarobi. I życie będzie piękniejsze…. moje, bo czytelników to już niekoniecznie :D

    • Aragonte

      Żeby to takie proste było – pisanie i wydawanie… Piszę od lat (a właściwie pisałam, bo z pewnym względów zawiesiłam działalność) i mam poczucie, że było to na wyższym poziomie niż „Gra o Ferrin”, ale szanse na wydanie mam chyba w tej chwili żadne, odbiłam się od ściany :/ BTW zweryfikowanie oceny własnej tfurczości chętnie zleciłabym Zwierzowi, gdyby się zgodził ;) tzn. podesłałabym coś do przeczytania ;)

      • wronka

        Oooooo nie, nie zniechęcicie mnie tak prosto do kariery literackiej… szampana na śniadanie, tłumów rozszalałych miłośników literatury oczekujących pod drzwiami Hiltona na bezcenny autograf, spotkań autorskich na całym świecie, ekranizacji z prawem decydującego głosu w castingu… Szkoda czasu, idę pisać!

        • Joanna Krystyna

          Cóż, mnie wydawnictwo odrzuciło, bo powieść „za mądra. czytelnik nie zrozumie” (zastanawiałam się, czy umrzeć, czy cieszyć z komplementu..), a w ogóle to oni doradzają prostszą fabułę, jasny podział na dobrych i złych i bohaterkę rozpalającą wyobraźnię czytelnika.

          • wronka

            Omatyldo, chyba nie chciałabym świadomie należeć do grona nabywców książek wydawnictwa, które bez owijania w czarną materię radośnie stwierdza, że tak naprawdę ich czytelnicy to idioci.
            Prosta fabuła… coś jak przecudnej urody blond dziewoja z dużym biustem + ten dobry + ten zły, potem niewielka (niewielka, żeby się ten biedny upośledzony na rozumie czytelnik nie pogubił) komplikacja nr 1, następnie równie niewielka (uwagi jak poprzednio) komplikacja nr 2, wreszcie cudowne rozwiązanie sytuacji (dobry triumfuje, złego diabli wloką w piekielne czeluście), ślub i spacer w kierunku zachodzącego słońca. I „Przepraszam, którędy do kasy?” ;]

  • Monika L

    Zwierzu, jak doskonale rozumiem Twoje rozgoryczenie i rozczarowanie wydawnictwami, które wydają tak marną literaturę.. Nie mam słów usprawiedliwienia dla takiego obniżenia poziomu, a to, że wydawnictwa muszą zbierać pieniądze na marnych książkach, żeby móc wydawać arcydzieła zupełnie do mnie nie przemawia. Wydawnictwo Literackie było zawsze dla mnie parnasem wśród wydawnictw, Znak również, i nie potrafię zrozumieć, nie umiem pojąć, dlaczego zdecydowali się wydać Michalak… Czy mamy pewność, że jakiś utalentowany autor nie został odstraszony wymogami wysokiej jakości literatury nałożonymi przez te wydawnictwa, które – jak się okazuje – nie dotyczą pani Michalak? Jestem równie sfrustrowana jak Zwierz.

    Nie podoba mi się również, że marna literatura jest promowana, a dobra literatura nie, jest spychana jako niszowa, w księgarniach jej nie widać, a pod nos są nam podtykane książki, które niby są dobre, ale tylko dlatego, że wydawnictwo chce, żeby były dobre, i w tym celu rozdaje książki pseudo-blogerom książkowym, którzy zachwycają jakby mieli do czynienia z prawdziwymi arcydziełami.. Zastrzegam oczywiście, że nie wszystkim, ale po moim przedwczorajszym przeszukaniu Internetów w celu ustalenia, kim jest pani Michalak, znalazłam tyyyyle pozytywnych recenzji jej książek, że przez chwilę zastanawiałam się, czy nie istnieją dwie rzeczywistości, albo dwa różne wydania jej książek..

    Ps. Wiem, że to wpis na poważny temat, ale kliknęłam jeden z linków w komentarzach i nie mogę się powstrzymać, żeby nie powiedzieć, że bardzo dziękuję polonistce pani Michalak. A tutaj cytat – pani Michalak o polonistce: „Bo ja z pewnością miałam talent i mam talent, skoro jestem autorką bestsellerowych powieści i polonistka, która miała pierwszą styczność z tym talentem to nie dość, że go nie odkryła, to zrobiła wszystko, żeby we mnie ten talent zabić i zrobiła to skutecznie na 16 lat. Ja przez 16 lat nie napisałam nawet słowa”. (…) „Ona za każde wypracowanie od pierwszego, kiedy to stwierdziła, nawet mi to chyba napisała, że jestem grafomanką i absolutnie nie powinnam nic pisać, za każde wypracowanie stawiała mi 3-, bo niżej nie mogła mi postawić, bo ja byłam znakomitą uczennicą. Ortografia była bardzo dobra, gramatyka, stylistyka i tak dalej, tylko ja prawdopodobnie nie trzymałam się tematu..”

    • Anna Flasza-Szydlik

      Czy to oznacza, że pani Michalak w szkole oddawała wypracowania, nie czytając ich po napisaniu? O dear. Ta pani polonistka powinna czuć moc pozytywnych emocji, jakie budzi w czytelnikach i internautach :). Osobiście chętnie bym jej kwiaty wysłała.

      • Alex

        Ja też. Nazwisko tej bohaterki której prawie się udało uchronić świat przed literaturą w wydaniu pani Michalak.

    • Meg

      Poniekąd istnieją dwie rzeczywistości. Jedna to właśnie ta grupa, która zachwyca się tworami Pani Michalak. Druga to ludzie, którzy widzą prawdziwą wartość tej „twórczości”. Poza tym Pani autorce bardzo łatwo się narazić, więc trzeba podziwiać Zwierza i innych, którzy nie boją się napisać co naprawdę myślą.

      • zpopk

        Jak wygląda zemsta Michalak?

        • Meg

          Osobiście tego nie doświadczyłam więc do końca nie wiem. Królowa Matka, która też zmierzyła się z twórczością Pani Michalak, kilka razy wspominała u siebie na blogu aferę jaką autorka zrobiła kiedyś na forum książki. Poza tym ponoć usuwa ze swojego bloga wszystkie komentarze, które w jakikolwiek sposób nie zgadzają się z jej wizją. Nie można u niej na blogu zamieścić żadnej krytyki ani wdać się w żadną konstruktywną dyskusję.

        • Lyndis

          Bez wchodzenia w szczegóły: wspomniana przez Zwierza postać Agnessy de Sade (i to, co się z nią stało), to zemsta ałtorKasi na pewnej (wówczas szesnastoletniej) osobie, która z jakichś wyimaginowanych powodów podpadła pani Michalak.

          • zpopk

            Zostanie zwierz stratowany końmi za swe słowa?

          • Lyndis

            Konie to lajcik, Zwierzu. Spodziewaj się gwałtu i reputacji puszczalskiej. Jeśli ałtorKasia będzie łaskawsza, w następnej powieści dowiesz się o zgorzkniałych krytykach-grafomanach i internetowych hejterach z nadwagą.

          • zpopk

            W moich kręgach reputacja puszczalskiej to raczej mi nie zaszkodzi.

        • Panika

          Tobie zwierzu to nie grozi, boś panią na swoich włościach, ale normalnie pani Michalak robi koszmarne afery i wymusza na administratorach usuwanie całych wątków, jeśli choćby jedna osoba wychyli się z krytyką. Bo skoro usunięte, to się nie wydarzyło wcale. Nigdy nic takiego nie było.

          • Panika

            PS Ale nie martw, na pewno dostaniesz wspomnienie jako „kurwadziwkahejter” w następnej książce, pardon my french. Oczywiście będzie ono tak doskonale zakamuflowane, że od razu się rozpoznasz.

    • Milennn

      O boru, brawa dla Pani polonistki, jaka szkoda, że nie udało jej się wytępić pragnienie napisania bestselleru w 100% u autorki Kasi.

      Podpisuje się pod krytyką wydawnictw – jak można, ja się pytam JAK, wydawać takie coś i pisać, że to „mistrzowskie pióro”, „wspaniałe historie” itd. itp., nie wszyscy czytelnicy czytają tylko po to by czytać, istnieja ludzie wyczuleni na taką szmirę, w wydawnictwach na pewno pracują ludzie, którzy wiedzą, że te książki to koszmarki – część z nich zapewne ma wykształcenie filologiczne, a prawie wszyscy zdrowy rozsądek, więc nie rozumiem, jak mogą wciskać nam coś takiego. I jeszcze są to dwa bardzo znane wydawnictwa – ludzie, którzy w ogóle nie mają styczności z rynkiem wydawniczym, czytają 2 ksiażki na rok, kojarzą te wydawnictwa więc mają zaufanie, a okazuje sie, że sa wprowadzani w błąd, bo to NIE JEST dobra literatura, to nie jest nawet „żadna literatura” (chyba nie muszę definiować), to jest ZŁE COŚ!

    • Maja

      A ja myślę, że gdyby ta polonistka nie zabiła tego entuzjazmu, to pani M. zetknęłaby się z rynkiem wydawniczym wcześniej i byłaby szansa, że już nigdy więcej by nie spróbowała. Dzięki czemu uniknęlibyśmy powstawania kolejnych książek jej autorstwa.

    • Panika

      Ortografia i gramatyka była bardzo dobra? Z czego była dobra, z kicania po łące?
      W takim razie się pani Michalak cofnęła w rozwoju, bo w każdej jej książce można znaleźć „błędy ortograficzne, gramatyczne, składniowe i tak dalej”.

  • hasita86

    To pierwsze spotkanie Zwierza z taką grafomanią?

  • eren

    A weźmiesz się może za „Czarnego Księcia”? Tu piszą, że to nowy level grafomanii: http://z-piwnicy.blogspot.com/2014/02/piwniczna-recenzja-czarny-ksiaze.html Osobiście urzekło mnie walnięcie do książki Anastazji Nikołajewny Romanowej, bo niby czemu nie walnąć do książki, jak można walnąć…

    • Arkadiusz

      Dla Zwierza, jako osobnika z wykształceniem historycznym (dobrze pamiętam?) to może być trauma. Ilość anachronizmów na metrze kwadratowym w tym dziele poraża – i to nawet mnie, który do nauki historii podchodził dość lekko.
      Poza tym akcja nie trzymie się kupy, motywacja bohaterów nie istnieje, język leży a ilość bluzgów czytelnika na stronie przekraczać będzie dopuszczalne normy.
      Empik (*zuyyyyy EMpik zuyyyyy*) reklamował toto jako kryminał – LOL, WTF – co to za kryminał, gdzie w połowie książki wyjaśnia się kto jest mordercą? I absolutnie wyjaśnia się ex machina, bo… bo tak
      Dla zdrowia psychicznego Zwierza, nie polecam.

  • Sherlock Sherlockista

    Bardzo się cieszę, że Zwierz napisał parę gorzkich słów Znakowi i WL-owi (WL to było kiedyś takie „moje” wydawnictwo…). Zwłaszcza „Znakowi”, zwłaszcza za „Bezdomną” (aczkolwiek akurat ja osobiście już widziałam jak Znak wydaje rzeczy naprawdę straszne i szkodliwe, choć może nie aż tak strasznie straszne).

    Niestety nie mogę powstrzymać się, by nie zauważyć – w obronie autorki! – że jeśli łapiemy mężczyznę za przyrodzenie, to prawie każdy potraktuje to jak wyraźny sygnał i komunikacja będzie jednak ułatwiona ;)

    • zpopk

      Istotnie bardzo skraca to dyskusje i umożliwia szybkie porozumienie.

  • baudelaireinbraille

    zadziwia schizofreniczna postawa wydawnictwa literackiego, które obok michalak drukuje chociażby taką morfinę szczepana twardocha. dobrze rozumiem zwierzowe odczucia w stosunku do wydawnictw, ale z drugiej strony bojkot wydawnictwa szkodzi autorowi, świetnemu autorowi takiemu jak twardoch, którego kupić warto. dobremu literatowi się to po prostu należy. wydawnictwo literackie nie ma prawa stawiać czytelnika przed takimi dylematami.

    • agrafek

      Być może jest tak, że aby móc wydawać Twardocha trzeba wydawać Michalak, która lepiej się sprzedaje? Przy czym nie mam pojęcia jak sprzedawała się „Morfina”, zaledwie najlepiej z jego powieści.

      W każdym razie zdaje się ludzie z wydawnictwa MAG zapytani czemu wydają badziewie o wampirach zamiast skupić się na Uczcie Wyobraźni, odpowiedzieli kiedyś, że niedochodową UW mogą wydawać właśnie dzięki badziewiom o wampirach.

      • Megapodius

        Ale żadne badziewie o wamprach nie jest tak złe.

  • Guest

    Ja się wcale WL nie dziwię. Dzisiaj nie ma pewniejszego sposobu na kontrakt z wydawnictwem, niż wnieść „w wianie” sporą grupkę fanów, a tych autorce nie brakowało. Sytuacja jest tak trudna, że żaden wydawca nie pozwoli sobie na spławienie pisarza, za którym stoi choćby parę tysięcy gwarantowanych nabywców. I kwestie artystyczne nie mają tu nic do gadania. Debiutant to ruletka. Istniejący autor z kiepskimi wynikami – jeszcze gorsza. Jedyne „pewniaki” to książki osób już popularnych (wiem, tautologia). Niestety rynek jest taki, że bez nich nie byłoby wielu innych publikacji…

    Przykład z życia. W podobnym czasie do „Kronik” wychodziła moja książka, więc obserwowałem różne listy. Od dnia premiery, na każdej liście sprzedaży, wznowienie „Kronik Ferrinu” konsekwentnie spuszczało „Cieniorytowi” lanie. I to bardzo ostro. Czyli WL sprawa się opłaci, nawet jeśli parę osób ich zbojkotuje.

    Krótko mówiąc: chcesz wydać książkę? Bring your own readers!

    • DDorothy

      Panie Krzysztofie, ja Pana chętnie wesprę w tej nierównej walce i kupię „Cienioryt”! :)

  • O_l_l_i_e

    No proszę, jakbym wiedziała, że będzie się kiedyś wydawać i gloryfikować takie historie, jakie pisałam do szuflady jako radosna 14-latka, to bym je zachowała. ;) Taki błąd popełnić…

  • Gosiarella S.

    Co tu dużo pisać, genialnie zwierzowi to wyszło! Beszt wydawnictwa – jest. Beszt autorki – jest. Beszt „dzieła” – jest. A co najważniejsze: duma z nieprzeczytania ani jednej książki Michalak – jest!

    • Alex

      No przecież zwierz przeczytał.

      • Gosiarella S.

        Zwierz tak, Gosiarella nie.
        A nigdy nie myślałam, że będę odczuwała dumę z nie przeczytania jakiejś książki…

        • Alex

          Zazdroszczę w takim razie, bo ja mam na koncie czas zmarnowany na panią Michalak i jej literaturę LOL

          • Gosiarella S.

            Masz szansę zaoszczędzić jeszcze wiele czasu, biorąc pod uwagę jak masowo wypuszcza swoje powieści ;/

  • Wazon

    Gify super, a teraz trudno mi pisać, bo co chwila łapie się za głowę.Aż trudno uwierzyć, że WL wydalo coś takiego. A może zwierz nie zauważył jakiej porażajacej zalety w książce ? Aż mi się żal zrobiło autorki, pewnej swojego geniuszu, ale przestałam sie nad nia litować, skoro ostatnie zdanie książki jest plagiatem. Wszystkim autorom wiadomo, że pierwszy akapit i oststnie zdanie są b.ważne i często siedzi sie nad tym bardzo długo i zmienia x razy. Tym bardziej kopiowanie cudzego pomysłu jest paskudne. Chyba, że to przypadek ?

    • Alex

      IMHO w tym przypadku pewnie zadzwoniło w jakimś kościele ale autorce nie chciało się sprawdzić, czy przypadkiem nie kopiuje cudzych pomysłów. Ona prawa autorskie traktuje bardziej niż dowolnie, jak pokazuje sprawa okładek.

  • Paulina

    Sama przeczytałam Ferrin w te wakacje w ramach zakładu (który wielkim kosztem wygrałam :D) i muszę przyznać, że spodziewałam się bardzo złej literatury, ale nie byłam przygotowana na coś takiego…
    Dlatego łączę się w bólu Zwierzu, bo wiem przez co musiałaś przejść :D

  • Arkadiusz

    I malutka errata – książka nie ma czterech tomów kontynuacji. Tomy są dopiero in potentia, bo (praise the Lord) nikt ich jeszcze nie wydał – autorka twierdzi, że napisała ale dopóki papier ich nie przyjął, dopóty będziemy twierdzić że ich nie ma (może zdarzy się cud). I dobrze, ponieważ drugi tom ma rozpocząć się spektakularnym respawnem (podobnym do tego z pierwszej części czyli zapewne absolutnie bez sensu i zrobionym… bo tak).

    • Milennn

      Arkadiuszu, ałtorka na blogu wspomniała w ostatnich notkach (weszłam tam przez zwierza, gdy zapowiedziała, że czyta Ferrin), że wydawca uważa, że bodajże IV lub V tom „jest najlepszy”, tak więc na bank wydadzą…

      • Arkadiusz

        Mogę to skomentować tylko w jeden sposób
        http://www.youtube.com/watch?v=lgI2ZQVyrBo
        Ps. Oczywiście, że przeczytam kolejne tomy, jakom przeczytał pierwszy oraz jeszcze kilka innych pozycji autoreczki

      • Megapodius

        Może wydawca sczzerze mówił że IV jest najlepszy bo juz myślał że ostatni. Potem mówił tak o piątym.

        • Panika

          Tom drugi już jest w księgarniach przecież. Od paru dni nawet.
          Tom trzeci wychodzi jakoś w lecie, następne na jesień i na zimę, a międzyczasie jeszcze kilkanaście innych pozycji.

          Jakiś czas temu napisała kalendarz wydań na ten rok. Być może post zniknął, bo posty na tej stronie mają tendencję znikać, jeśli tylko pani Michalak wyhaczy w internecie choćby zdanie krytyki do posta (a pani Michalak gugla się dość często, więc nie ma obawy, trzyma rękę na pulsie).

    • Lyndis

      Arkadiuszu, drugi tom już wyszedł i jest dostępny w księgarniach. Macałam go nawet. Jeśli wierzyć relacjom śmiałków, którzy porwali się na tę lekturę, nie mamy do czynienia z respawnem, a raczej z retconem, bo ałtorka podobno wyparła się wszystkiego, co działo się w pierwszym tomie. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że pozostałe części czekają już tylko na wydanie. Ocalić nas może już tylko jutrzejszy koniec świata (albo symultaniczne spięcie na twardym dysku autorKasi i jej wydawcy).

  • Esia2211 .

    Katarzyna Michalak przez jakiś czas swojego życia przebywała w szpitalu psychiatrycznym, poza tym kiedyś przyznała, że utożsamia się ze swoimi bohaterkami.

    Podziwiam za przebrnięcie przez Ferrin w słusznym celu i informuję, że sequel opiera się na tym, że Anaela przenosi się do innej wersji Ferrinu i przeżywa swoje przygody raz jeszcze.

  • Maromirus Krassus

    Czytałam kiedyś coś Michalak.. Brrr.. Lepiej nie wspominać.

  • wronka

    Zainspirowana wpisem weszłam sobie na bloga autorki dzieła. A konkretnie do Kącika recenzentek (uważam, że recenzenci płci męskiej powinni poczuć się tu okrutnie pominięci. jedyną właściwą dla tej sytuacji reakcją będzie dla nich pójść do kącika, narzucić czarny koc na głowę, poczuć się okropnie i załkać cichutko. w takiej właśnie kolejności). Z lektury wychodzi mi, drogi Zwierzu, że jesteś zawistnicą, w dodatku pozbawioną czułości serca i elementarnej wrażliwości na piękno. Wszystkim recenzentkom się podobało! Wszystkim! Ba! One zostały oczarowane. Zużyły całe kartony chusteczek (domyślam się, że do wycierania łez, a nie nosa, ale nie mam pewności, bo to nie zostało doprecyzowane). Nie mogą zapomnieć (tu przynajmniej Zwierz trochę się rehabilituje, bo zapomnieć też nie będzie mógł [szatański śmiech z offu]. Słowem – cud, miód i orzeszki w karmelu.

  • efektdopplera

    Poszłam dziś do empiku. Chciałam kupić coś Witkacego. Albo Vonneguta. W sumie to byłam dość otwarta i miałam parę nazwisk w głowie.
    Nie ma.
    A w „literaturze polskiej” cała półka dzieł pani Michalak.
    Smutno mi, Boże.

  • Fania Swentocha

    W ramach anegdotki mogę jedynie dodać od siebie, że WL wcale nie było pierwszym wydawnictwem, które postanowiło objawić Ferrin szerszej publiczności. Ba, nawet kiedyś sama chciałam to kupić (bo kosztowało 10 złotych, a nazwisko autorki nie było mi jeszcze wtedy znane). Jednak zrezygnowałam z tego pomysłu, kiedy na okładce tego wydania zobaczyłam następujące stwierdzenie (cytuję z pamięci, więc nie musi być dokładnie w tym brzmieniu, ale najważniejsze zapamiętałam dobrze):
    „…autorka może konkurować nawet z samym Andrzejem SAPKOWSKIEM”.
    W tym momencie uznałam, że poziom wydania wskazuje na zawartość.
    Jak się okazało, słusznie.

    • Megapodius

      Ale chyba pierwsze wydanie to był self-publishing?

      • Anna Tess Gołębiowska

        Ale potem było jeszcze wydanie w Albatrosie.

  • Misha Holmes

    Normalnie po takie recenzji sięgnąłbym po omawianą książkę by sprawdzić czy to taki chłam, ale Zwierz mnie całkowicie przekonał, że nie warto, więc nawet nie spróbuje i uwierzę na słowo, więc Zwierzowi dziękuje z uratowanie (do naszej biblioteki ostatni przyszedł tom Bezdomnej, i zastanawiałem się czy go nie wypożyczyć. Na szczęście się powstrzymałem C:)

  • Megapodius

    Zwierzu, sczerze ci współczuję konieczności czytania tego czegoś i posiadania tego w wersji pierowej co powoduje niemożnośc wykasowania. Boję się następnych tomów.

  • blaszany velocyped

    Wpis przypomniał mi „Kącik złamanych piór” prowadzony lata temu w magazynie Fenix. Dzięki zwierzu! przy okazji ujawniam się jako stały acz dotychczas cichy czytelnik bloga.

  • Octavia Maior

    Wydawnictwo Znak urządza na swojej stronie konkurs na najlepsze recenzje („Dodaj własną recenzję. Wygraj książkę.”). Może by zwierz spróbował swoich sił, np. publikując recenzję Bezdomnej? :>

    • Megapodius

      Ale może wlaśnie to Bezdomną można wygrać tym konkursie?

  • Anna Tess Gołębiowska

    Recenzowałam „Grę o Ferrin” prawie cztery lata temu (linkować nie będę, jeśli ktoś chciałby poczytać, wystarczy wpisać tytuł + Efantastyka w Googlu). Było to moje pierwsze zetknięcie z tą autorką, trochę przypadkowe (dostałam książkę w pakiecie gratisów), trochę nie (czytałam wtedy twardo polską fantastykę pisaną przez kobiety). Byłam naprawdę zdumiona tym, że można pisać tak źle i tak absurdalnie. Poszukałam trochę i okazało się, że autorka jest znana z powieści obyczajowych. Pomyślałam, że może tamte pisze lepiej, a tu po prostu uwierzyła, że „każdy umie napisać fantasy”. Potem poczytałam, poszperałam i dowiedziałam się, jaką osobowością jest AutorKasia. I okazało się, że smarowała niesamowicie długie epistoły o tym, jak to TVP ją okradła, bo kiedy ona wysłała scenariusz na podstawie „Poczekajki”, ją odrzucono, ale nakręcono „Blondynkę”, a to ewidentny plagiat (gdzieś chyba nawet użyła sformułowania, że w pewnym sensie doczekała się ekranizacji, tylko że skradzionej). Że w pewnym momencie spreparowała notkę pożegnalną, opisującą śmiertelną chorobę, żal, że nie zobaczy dorastania syna, nie dokończy zaczętych książek, nie pozna świata… by po jakimś czasie dodać edit, że dziękuje za wsparcie wszystkim fanom, ale ona nie jest chora. To był jej prezent dla czytelników – by zobaczyli, jak wiele mogą stracić, żeby docenić to, co mają. Że na każdą negatywną recenzją reaguje nienawiścią, przekonana jest o własnej wybitności, a fantastyka… to według niej jej dziedzina, którą chciała wydawać zawsze, w której stworzyła najlepsze książki i której nie wydawała, bo wydawcy nie poznali się od razu. (Był też moment, kiedy udało jej się skasować wszystkie tomy Ferrinu z dysku i pisała je od nowa… Jak widać, napisała…)

    Mijają lata, raz na jakiś czas trafiam na nową recenzję czy analizę jej książek, kolejnym osobom opadają ręce. Ale niestety trafiam też na kolejne pozytywne recenzje (nawet u recenzentów, których znam, którzy są oczytani i doświadczeni i po których nie spodziewałabym się peanów na temat tej grafomanii), a przede wszystkim – na kolejne książki. Na półkach księgarń i na półkach znajomych. A w tych książkach Michalak pokazuje, że ma równie beznadziejny warsztat jak w czasie debiutu, jest równie przepełniona goryczą i nienawiścią, gardzi mężczyznami i kobietami. A wydawcy się o nią zabijają (opisała kiedyś, jak powstawał „Mistrz” – zaczynając od tego, że wydawca zadzwonił i powiedział, że ona MUSI napisać coś na fali popularności erotyków; biorąc pod uwagę, że książka się ukazała, zakładam, że historia była prawdziwa)… I smutno. Bo coraz bardziej dociera do mnie świadomość, że nie będzie to autorka dwóch-trzech książek, na którą później spadnie zasłona zapomnienia i której nikt nigdy nie wznowi. Ona odnosi spektakularny literacki sukces (sława, pieniądze, kolejne reedycje, nakręcony dopiero co zwiastun Ferrinu), a wartościowi pisarze mają problemy z wydaniem.

    • Milennn

      Tess, strasznie smutne jest to, co piszesz…

      • Anna Tess Gołębiowska

        Ano… Ostatnio zauważam, że coraz mniej się śmieję przy analizach czy recenzjach, coraz mniej wkurzam, a coraz bardziej smucę. Bo jesteśmy jak byliśmy garstką osób. Za to Michalak nie wydaje już w Albatrosie, gdzie na okładkę nie dało się patrzeć i była nadzieja, że skończy zakurzona w magazynie. Teraz firmują ją najlepsze wydawnictwa.

        Dodatkowo idzie się bujać cała dobra robota, jaką wiele osób robiło latami dla pokazania, że fantastyka to fajna literatura – bo teraz WL pisze, że to „zachwycająca saga fantasy”. Jeśli ta jest zachwycająca według solidnego wydawnictwa, to jak kiepskie muszą być przeciętne?

  • Ewa

    Rozczula mnie trochę oburzenie Zwierza. Wydawnictwa to przedsiębiorstwa, które muszą na siebie zarobić. Sprzedaż książek spada. Nie wiem, czy tu jest miejsce na misję, a jeżeli jest, to trzeba ją jakoś sfinansować. Nie jest wykluczone, że wydawnictwo może sobie pozwolić na wydawanie dobrych książek dzięki przychodom z grafomanii. Poza tym nie wszyscy czytelnicy, kupując książki, zwracają uwagę na wydawnictwo. Wielu patrzy na autora, tytuł i recenzje, które znajdzie w internecie. Wydawnictwa nie zauważają, dla nich jest ono po prostu firmą, która wykłada pieniądze na druk i dystrybucję książki. Nie sądzę więc, że utrata renomy aż tak bardzo zrani Wydawnictwo Literackie.

    • Maria

      No właśnie daltego można to robić w zupełnie inny sposób. Np. poprzez otworzenie przy Wydawnictwie „matce” pomniejszego zajmującego się zarabianiem na literaturze gorszej, którego zarobek przeznaczany jest na wyd. główne. Markę powinno się szanować.
      (oczami wyobraźni wprawdzie widzę te nagłówki promocyjne: „Kup złą książkę, wesprzyj dobrego artystę!” albo „Cały dochód z tego rzekomej wartości produktu przeznaczony zostanie na sztukę wysokiej jakości”)
      Inną kwestią właśnie jest wydawanie i PROMOWANIE skrajnie złego produktu w otoczce sprzedawania czegoś wartościowego i z wyższej półki. To nie powinno miec miejsca.
      No i dodatkowo – Literatura popularna, nawet ta nieco słabsza – tak, absolutny chłam, bez jakiegokolwiek szacunku dla czytelnika – nie.

    • Anna Tess Gołębiowska

      Ale wydawnictwa mają coś takiego jak konkretny program. Specjalizują się w różnych niszach i kierują się do różnych odbiorów. WL latami miało renomę tego, gdzie trudno się przebić, gdzie jest gigantyczny odsiew i jeśli coś zostało wydane, można oczekiwać wysokiej jakości. A nagle sięga najniżej. W MAG-u na przykład są wyraźnie oddzielone serie dla różnych czytelników i można się spodziewać, że w Uczcie Wyobraźni nie dostanie się powieści a’la „Zmierzch”. To konkretna marka i wydawca o nią dba.

      W tym wypadku wydawnictwo o następującej marce:

      „W samym centrum Krakowa, w charakterystycznej, znanej wszystkim kamienicy „Pod Globusem” na ulicy Długiej 1 mieści się siedziba Wydawnictwa Literackiego – jednej z największych i najbardziej cenionych oficyn literackich w Polsce.

      Założone w 1953 roku, Wydawnictwo Literackie od ponad pół wieku swego istnienia inspiruje najciekawsze zjawiska literackie oraz publikuje najwybitniejszych twórców polskich i światowych: pisarzy, poetów, eseistów, historyków, badaczy kultury. Jesteśmy przede wszystkim wydawcami literatury, szczególnie pięknej polskiej i obcej, literatury faktu – w tym cenionych książek wspomnieniowych, historycznych, popularnonaukowych – oraz literatury dla młodzieży.

      Wśród autorów związanych z WL są zarówno polscy oraz zagraniczni nobliści, jak i znakomite, doceniane i nagradzane postaci kultury, literatury, sztuki. Nie bylibyśmy jednak uważani za jedną z najbardziej opiniotwórczych na rynku wydawniczym oficyn, gdybyśmy nie zapraszali do współpracy najciekawszych, najbardziej obiecujących młodych pisarzy, a także znakomitych twórców literatury popularnej.” (cytat ze strony http://www.wydawnictwoliterackie.pl – dział „O nas”)

      …pisze: „Wspaniała saga fantasy”, „Od czasu Ani z Zielonego Wzgórza nie opowiedziano tak wzruszającej historii”, „Niezapomniana uczta dla wszystkich miłośników fantasy, którzy cenią sobie epicki rozmach i nieposkromiona wyobraźnię”, „Czar opowieści trwa, trzyma czytelnika w napięciu do ostatniej strony” (to z różnych książek Michalak). Czy naprawdę uważasz, że czytelnik nie ma prawa czuć się oszukany, kiedy słyszy takie zapewnienia od oficyny, która wydaje Umberto Eco czy Virginię Woolf? Przejrzałam opisy książek Jacka Dukaja w WL i mimo iż jest ich więcej, to takich haseł promocyjnych – mniej.

      • Ewa

        Ja z założenia nie wierzę zachwaleniu książki przez autora i własne wydawnictwo. Może dlatego nie czuję się oszukana. Każda książka ma na oprawie z tyłu peany na swoją cześć. Już się nauczyłam nie czytać tych opisów.

        • Anna Tess Gołębiowska

          Dla mnie sednem były jednak te cytaty: „Założone w 1953 roku, Wydawnictwo Literackie od ponad pół wieku swego istnienia inspiruje najciekawsze zjawiska literackie oraz publikuje najwybitniejszych twórców polskich i światowych: pisarzy, poetów, eseistów, historyków, badaczy kultury. (…) Wśród autorów związanych z WL są zarówno polscy oraz zagraniczni nobliści, jak i znakomite, doceniane i nagradzane postaci kultury, literatury, sztuki. „

  • kasia.eire Notatki Coolturalne

    Notka pokazała mi się na ekranie komputera bez tekstu, same zdjęcia, czy jak one się tam nazywają, bo ruchome jakoś chyba inaczej. Pomyślałam, że właściwie nic dziwnego, szmira to i co tu pisać? Ale komentarze dały mi do myślenia, bo odwołują się do tekstu. Odświeżyłam i dzięki temu miałam okazję się pośmiać przed snem.
    Masz rację co do wydawnictw. Nie raz o tym mówiłam i inni też, zawiedliśmy sie na tych dwóch, bo właśnie wydając Michalak sięgnęli drugiego dna. Po przeczytaniu wspomnień Tuskowej wydanej przez Znak, widzę, że nic się nie zmienia w tej kwestii, raczej idzie ku gorszemu

  • aHa

    Dzięki Zwierzowi odkryłam bloga autorki i za chwilę od facepalmów spłaszczy mi się czoło.

    „Blondwłosa Sonia wracając pewnego wieczoru z zajęć aerobiku przypadkowo
    dostaje się w macki cypryjskiej mafii, której bossem jest równie piękny,
    co niebezpieczny Raul de Luca. W jednej sekundzie życie młodej kobiety zmienia się nie do poznania, właśnie za sprawą de Luci…”

    De Lucia xD Ja wiem, że nie ma co śmiać się z literówek, bo są gorsze rzeczy, ale jakoś ta nieporadność odmiany mnie zauroczyła ;-) Zawsze lubię, kiedy autorki fanfików dają swoim bohaterom obco brzmiące imiona nazwiska, a potem nie umieją ich porządnie odmienić.

    „– Raul de Luca – przeczytała półgłosem podpis z drugiej strony fotografii. – Francuz?

    – Jego ojciec był Francuzem.

    Andżelika uśmiechnęła się szeroko. Miłość francuska… miodzio, po prostu miodzio!”

    A tak serio, to owszem, mnie też to przeraża. Pracuję w wydawnictwie, w którym szef całkiem serio rozważał wydanie czegoś grejopodobnego, żeby napędzić sprzedaż i przepchnąć inne, mniej bestsellerowe tytuły. I pewnie w końcu się złamie.

  • werteria

    Podziwiam niesamowite samozaparcie Zwierza. Świetna recenzja.

  • Pingback: W świecie mrocznych majtek i miłości – “Gra o Ferrin” Katarzyny Michalak, recenzja | Wstaw tytuł - co dziś chcesz przeczytać?()

  • Pingback: Babski odwieczny konflikt wewnętrzny | Booknews()

  • Stop-hejtrestwu-i-polac-fu

    Co za żałosny wpis. No jeżeli to jest argument na grafomanię: „tempo pisania przez nią książek połączone z faktem, że jej świat fikcyjny i rzeczywisty często się przeplatają” to gratuluję błyskotliwości w formułowaniu wniosków.

    • BlaugranaFAN

      O, chyba Ałtorkasia zaszczyciła bloga :). Albo, któraś z hordy zapatrzonych jak w obrazek fanek.

  • Marta Konopacka

    Ja tam nie wiem, może i ktoś to czyta jako literaturę, może nawet piękną. Ale większość znanych mi osób, które czytały bądź przymierzały się, traktuje twórczość Pani Michalak (oraz pokrewne) jako narzędzie masochizmu intelektualnego, taką wyżymaczkę do mózgu. Można użyć do wyłączenia mózgu przemocą przy zachowaniu świadomości, można użyć do tortur śmiechem, jak kto woli. I na coś takiego, owszem, jest i będzie popyt, podobnie jak na artykuły BDSM.

  • Aleksandra Allastrionna

    Mała rada – drogi Autorze Recenzji, przeredaguj treść tego wpisu raz jeszcze.
    Parę błędów jęz. się wkradło ;)

  • Aune

    Drogi Zwierzu, jako osoba stetryczała i pełna żółci powiem Ci tak: pani Michalak jest wprawdzie grafomanką, ale przynajmniej ma nad Tobą tę wielką przewagę, że nie robi błędów ortograficznych i poprawnie stosuje polską interpunkcję. A w każdym razie, redaktor poprawia jej błędy. Tobie ich nikt nie poprawi. Twój tekst jest merytorycznie sensowny, ale bardzo niechlujny i rozmamłany pod względem formy, toteż stanowi obrazę polszczyzny w jeszcze większym stopniu niż proza owej autorki.

  • Co jak co, ale mnie się marzy właśnie takie zakończenie Harrego Pottera. Bohater budzi się w swoim pokoiku, albo w szpitalu a to wszystko było snem.