Bohaterowie bez opowieści czyli zwierz o American Hustle

21/02/2014

Stanley Kowalski już tu nie mieszka czyli zwierz o Blue Jasmin

21/02/2014

Grafomanki, Fantastyka i Żądza Zysku czyli zwierz czyta Grę o Ferrin

21/02/2014
empty image
empty image

Hej

Witajcie moi drodzy czytelnicy w drugim spotkaniu z cyklu – zwierz kontra groza prozy Katarzyny Michalak dla przypomnienia w pierwszym odcinku zwierz bohatersko streszczał powieści Nadzieję i Mistrz, jednocześnie zwracając uwagę, że autorce właściwie niczego wytykać nie trzeba, bo wystarczy jedynie streścić jej książki by ujawnić nieporadność autorki.  Tym razem jednak zwierz powstrzyma się od streszczenia, bo prawdę powiedziawszy nie byłby w stanie streścić wszystkich wydarzeń z książki. Ale spokojnie zwierz poprowadzi was za rękę przez koszmar, jakim jest Gra o Ferrein. I zachowa się jak prawdziwy porządny autor dopiero pod koniec powie wam, dlaczego wystawił się na cierpienia czytania przygód dzielnej lekarki Karoliny w świecie tak magicznym, że magia wyparła w nim sens, składnię i pomysłowość.

Zwierz nie mógł się powstrzymać by nie rozpocząć wpisu od genialnej grafiki Kiciputek, która napisała doskonały post dotyczący historii okładki do Gry o Ferrin. I ogólnie skoro już zwierz przy tym jest – jeśli nie znacie tego bloga to koniecznie zajrzyjcie. Jej krótkie komiksy zwierz widział w całym Internecie. Taka jest dobra.

Jak wiadomo każdy pisarz fantasta musi mieć swojego bohatera. O sorry bohaterkę bo to wszak fantastyka dla kobiet. Jak się tworzy bohaterkę? Zestaw jest dość prosty – po pierwsze koniecznie sierota (prześladowanie jej w sierocińcu uznajemy za rzecz absolutnie podstawową). Po drugie wykonywany zawód – w tym przypadku nasza bohaterka jest z wykształcenia lekarzem. Wysoko wykfalifikowanym anestezjologiem, co pozwala mniemać, że naukę w szkole medycznej zaczęła jeszcze w szkole podstawowej, bo jak inaczej miałaby dwadzieścia kilka lat. Druga sprawa to wygląd. Jasnym jest, że nie istniała jeszcze główna bohaterka godna uwagi czytelnika, która nie miałaby rudych włosów. Oczywiście z tego powodu cierpiała w sierocińcu, ale za to w krainie, do której się przeniesie będą budziły konsternację i zachwyt. Druga sprawa to oczy. Jakie oczy może mieć ruda bohaterka? Jasne Zielone. Ten zestaw właściwie wyposaża naszą bohaterkę już we wszystkie niezbędne cechy. Dorzućmy jeszcze posiadanie mocy (jasne wielkiej odwiecznej nieposkromionej), bycie podmiotem niesłychanie ważnej i starej przepowiedni i umiejętność rozkochania każdego bohatera i w sumie mamy już gotową bohaterkę. Teraz przerzućcie ją ze złego szarego paskudnego świata naszej rzeczywistości do bajkowego świata waszej wyobraźni i BUM macie początek powieści. Przy czym ważne jest by ogólnie bohaterka wykazywała się małą inicjatywą – przerzucanie jej z miejsca na miejsce jest zdecydowanie łatwiejsze, gdy decyzję o tym podejmują inni. Jej wewnętrzne poczucie humoru raz na jakiś czas powinno poinformować czytelnika, że zdaje sobie sprawę, iż jest jakoś tak wyjątkowo mało aktywna (poza ciągłym pakowaniem się w kłopoty), ale nie powinna już z tego wyciągać zbyt wielu wniosków. Własne przemyślenia bohaterki powinny składać się z irytującej mieszanki wykrzyknień, zdumień, westchnień i protestów w dowolnej wybranej przez autora kolejności.

Teraz bohaterkę tą należy wystawić na kolejne zdarzenia. Liczba perypetii, jakie mogą przydarzyć się bohaterce jest nieograniczona. Jeśli nie mamy pomysłu jak zakończyć scenę zawsze pozostają dwa wyjścia. Pierwsze bohaterka może stracić przytomność. To niesłychanie wygodne wyjście, bo wystarczy by pozbyć się całego zamieszania, jakim jest łączenie ze sobą scen. Po prostu bohaterka dostaje po łbie czy coś w tym stylu i już następna scena zaczyna się, kiedy otwiera oczy w innym pomieszczeniu. Zwierz był pod wrażeniem tego jak oporny jest mózg i czaszka bohaterki, bo ileż razy można tracić przytomność. Na pierwszych 200 stronach powieści człowiekowi powoli zaczynają kończyć się palce by liczyć omdlenia. Jeśli uznajemy, że w danej chwili bohaterka nie może omdleć, bo właśnie wybudziła się z omdlenia zawsze pozostaje nam stare dobre deus ex machina w postaci przystojnych rycerzy, czarnych koni, latających lwów i całego zestawu mniej lub bardziej niedorzecznych postaci, które pojawiają się nagle by ją uratować. Bohaterka zaraz po uratowaniu (lub odzyskaniu przytomności) decyduje się znów wpaść w tarapaty rozpoczynając na nowo cały cykl.  Przy czym nie należy przejmować się za bardzo znaczeniem konkretnych wydarzeń i ich wpływem na rozwój akcji. Jeśli bowiem nagromadzi się wystarczająco dużo scen można za symulować, że w książce coś się dzieje, podczas kiedy właściwie wieje koszmarną nudą. I to taką porażającą, po dwustu stronach książki, zwierz zorientował się, że na kolejne strony raczej patrzy niż je czyta, bo nie jest w stanie znieść stylu autorki, i opisu scen, które układają się zawsze podobnie – opis pomieszczenia, opis bohaterów, opis krajobrazu, dialog, ktoś miota bohaterką, łapie bohaterkę, spogląda na bohaterkę, odrzuca bohaterkę, dialog w którym ktoś poucza albo strofuje bohaterkę i w końcu – bohaterka wychodzi albo traci przytomność.

Jak już wspomnieliśmy bohaterka jest w stanie rozkochać w sobie każdego. Akurat idzie jej to wprawnie, bo na pierwszych kilkudziesięciu stronach książki przechodzi z rąk mężczyzn właściwie nic sama nie robiąc. Oczywiście wszyscy napotkani mężczyźni są niesamowicie przystojni i w przypadku niektórych z nich, właściwie już po powiedzeniu dzień dobry następuje wzajemne lub jednostronne pożądanie. Wiadomo, bowiem z książek Pani Michalak, że pożądanie a właściwie zwykła chuć jest głównym motywem działań męskich, zaprzątające ich głowy. Jeśli aktualnie nie chcą kogoś zgwałcić, lub też wydać rozkazu by kogoś zgwałcono, rozmyślają o swoich licznych kochankach, ewentualnie są gotowi tak po prostu oddać się pierwszej lepszej napotkanej kobiecie, mężczyźnie lub dziecku. Do tego dochodzą jeszcze mężczyźni zakochani ci powstrzymują się do momentu, kiedy powstrzymać się nie mogą i dostajemy scenę miłosną. Te zaś niestety obnażają liczne braki w słowniku pani autorki. W każdym razie słowem sezonu jest przyrodzenie, za które należy mężczyznę złapać by ten wiedział, jakie mamy zamiary. Uczcie się dziewczęta.

Skoro już mamy piękną bohaterkę i pięknych bohaterów ( No dobra są jeszcze odrażająco brzydcy i krasnoludzi górale poprzedzający wypowiedź wykrzyknięciem „Hej”, co jest koszmarnie irytujące nawet dla zwierza!) należy sobie przypomnieć, że heroina przeżywa swe trudne losy w świecie fantastycznym. Jak wszyscy wiemy kreowanie światów fantastycznych jest niezwykle proste. Oto krótki poradnik, jaki można wysnuć powieści pani Michalak. Jeśli chcecie mieć fantastyczne imiona koniecznie pamiętajcie o tym, że a.) Musicie używać powtarzających się liter. Wszyscy wiedzą, że nie ma nic bardziej fantastycznego niż powtarzające się litery Sellinaris dell’Soll to właśnie idealne imię i nazwisko fantastyczne – widzicie – obowiązkowe elementy – powtarzające się litery i ten apostrof – aż promienieje magią choć i tak zdaniem zwierza wygrywa Agnessa De Sade – ponownie potwierdzająca – podwójna literka czyni wszystko. Druga sprawa – nigdy nie zapominajcie, że to fantastyka, więc wolno wam wszystko – możecie w każdej chwili wykaraskać się z problemu po prostu wymyślając nową zasadę! Albo jeszcze lepiej – rzucając nazwę miejsca, stanowiska, krainy, która nic czytelnikowi nie mówi ale brzmi jakbyście wiedzieli o czym mówicie. Co do krain – jak pouczał kiedyś Sapkowski żadna porządna książka fantasy nie obejdzie się bez mapy. Ale po co nam Mapa skoro możemy dowolnie wymyślać kolejne krainy, nadając im wyjątkowo liczne cechy charakterystyczne w postaci nazwy. Nasza bohaterka odwiedza Alderię, Cambrię i Saskię i nawet Tartar (no powiedzmy sobie szczerze, po co się ograniczać do jakiegoś wyimaginowanego nazewnictwa skoro Tartar i Eden tak ładnie brzmią). W pierwszych trzech widzi zamki. No może jeszcze łąki i pola. Jak wiadomo z tego składają się fantastyczne krainy. Do tego sprawę ułatwia fakt, że poza kilkudniowymi konnymi przejażdżkami bez przerwy (ewidentnie przebywanie w światach magicznych wzmacnia twardość siedzenia) można się teleportować. Więc wycieczki można sobie robić nawet z więzienia i do więzienia. Bardzo wygodne. I z fantastycznych zwierząt – latające białe lwy, czarne konie/jednorożce, białe konie, ogólnie dużo ładnych koni. No i smoki. Nie wiem czy wiecie fantastyka nie liczy się bez smoków ewentualnie pół smoków, ewentualnie smokoludzi. A i jeszcze nie przejmujcie się tym, że na przykład ktoś już wymyślił słowo na daną istotę – jeśli chcecie pisać o żeńskich przedstawicielkach rodu elfów to zapomnijcie o elfkach – te mogły być dobre dla takiego Tolkiena, u was niech będą elfie.  Przecież to Fantastyka. Wszystko wam wolno

Dobra nazwaliście już swoją krainę (pamiętaliście o zamkach, stiukach i podwójnych literach) i wasza ruda bohaterka, która rzecz jasna ma uratować wszystkich jednocześnie oddając serce temu bezwzględnemu, ale przecież kochającemu czarnookiemu pięknemu i cudownie wyglądającemu elfowi (no chyba nie spodziewaliście się, że w książce fantastycznej bohaterka zakocha się w kimś innym niż elf – nie bądźcie śmieszni) i nie zapomnieliście wymordować wszystkich zbędnych bohaterów to pamiętajcie, że zasadą pisarza fantasy jest tłumaczyć jak najmniej. Możecie koło strony 100 podrzucić jakieś szczegóły na temat świata, ale tak naprawdę poczekajcie tak do 300 strony z tłumaczeniem całej historii. Fakt, że czytelnik może się po drodze lekko znudzić nie powinien burzyć waszego dobrego samopoczucia, przecież każdy chce pod koniec książki przeczytać jak biednego elfa uwodziła jego własna siostra. Zła siostra, bo jak wiemy jest nasza bohaterka, skromne służki i całe zastępy złych kobiet. Po czym poznajemy złą kobietę? No głównie po tym, że jest zazdrosna o naszą bohaterkę (wiadomo wszystkie kobiety odczuwają głównie zazdrość) i jednocześnie rządzi nimi męska żądza a właściwie żądza mężczyzn. Inna niż ta, która wstrząsa naszą bohaterką. Bo nasza bohaterka jest dobra i ładna a inne są złe. Przy czym ważnym jest by kreując świat przedstawiony nie martwić się za bardzo jakąś logiką. Bo wiecie te wszystkie pomysły by świat miał sens, jakąś ekonomie, politykę czy religię – i żeby to wszystko było jakoś logicznie ułożone, żebyśmy poznali społeczeństwo albo przynajmniej miało ono sens – nie moi drodzy to myślenie naiwne i absolutnie sprzeczne z prawami fantasy. Jak wiadomo ten gatunek absolutnie nie wymaga logiki. Tam gdzie powinna być logika trzeba wstawić nazwę własną z powtórzoną jedną literą. I już nie trzeba się martwić.

Ale wszystkie niesamowite przygody naszej bohaterki w świecie magii są niczym w porównaniu z tym, że klamrą całej powieści jest … pisanie powieści. Trudno powiedzieć czy osoba pisząca powieść jest tą samą osoba, którą jest bohaterka powieścią, ale chyba tak… bohaterkę, którą „ z ramion śmierci wyrywa huk spadającego laptopa” (zwierza raczej w nie wpycha) okazuje się a jakże – być w szpitalu psychiatrycznym. Co jest dziwne, bo zaraz dowiadujemy się jak ją źle traktują (wiadomo pani Michalak ma taką średniowieczną wizję szpitali psychiatrycznych, więc mamy piękne wykrzyknięcie „Stąd nie ma ucieczki. To nie więzienie. To Szpital Psychiatryczny) – zwierz nie wie, ale dawanie jej laptopa wydaje się dość dobrym traktowaniem. Ale to nic w porównaniu z Epilogiem, w którym dowiadujemy się, że autora Bitwy o Ferrin mieszka sobie ze swoim ukochanym w leśniczówce w środku miasta i poleca mi odnalezienie mojego Ferrinu. Zwierz w tym momencie pomyślał, że ten wcześniejszy fragment o szpitalu psychiatrycznym urwał się nieco za wcześnie. Natomiast spadkobiercy Herberta powinni zapukać do drzwi pani Michalak i wytłumaczyć jej, że fakt, iż u niej jest „Bądź Wierna. Idź” na końcu książki a u poety było „Bądź wierny Idź”, nie oznacza jeszcze, że ma prawo do tego zdania. Prawdę powiedziawszy to wkurzyło chyba zwierza.  Przy czym w sumie zwierz jest zaintrygowany faktem, że książka ma jeszcze cztery tomy kontynuacji. Bo jako żywo, – jeśli była tam jakaś historia to nie wyobrażacie sobie nawet jak bardzo nie należy jej kontynuować.

Ale dlaczego zwierz się męczył zadacie sobie pytanie. Dlaczego wytrzymywał kolejne opisy zamków i stiuków i kompletnie pozbawione sensu sceny? Bo chciał móc napisać jedno zdanie. Wstydźcie się pracownicy Wydawnictwa Literackiego. Zwierz zawsze bardzo szanował WL. Wydawało dobra literaturę i jeszcze lepszą poezję. Co prawda w koszmarnie wysokich cenach, ale zwierz przez lata sięgał do kieszeni ufając, że jeśli coś wydaje Wydawnictwo Literackie to można mu zaufać. Pisząc te słowa patrzy na swoją półkę gdzie charakterystyczne logo wydawnictwa zdobi tomy poezji Kapuścińskiego, Ewy Lipskiej, Urszuli Kozioł – autorów i poetów w Polsce najlepszych. A przecież to tylko kilka z licznych tomów. Jak wydawnictwo o uznanej renomie może się tak zachowywać. Tak zdradzić mnie zwierza, jako czytelnika. Tak bardzo zależy wam na pieniądzach, że wydajecie najgorszą możliwą grafomanię? Tak bardzo nie liczy się już tradycja? Zwierz wie, że wydawnictwo to przedsiębiorstwo i trzeba walczyć o przetrwanie. Ale czy wydawnictwa nie widzą, że raz tak potraktowany czytelnik po prostu straci zaufanie. I żeby nie było. Wydawnictwo Literackie jest na liście zwierza drugie. Pierwsze miejsce zajmuje Znak. Ponownie zwierz może ułożyć całą litanię z książek znaku, które z przyjemnością postawił na półce – kilka lat temu mając w głowie szalony pomysł wydania własnych wierszy przeglądał strony wydawców. Na stronie znaku znalazł informację, że poezji nie przyjmują. Zwierz zrozumiał – Znak wydawnictwo Noblistów mający w swojej „stajni” Szymborską i Miłosza mogło nie być zainteresowany wypocinami młodych panien. To nie było tak dawno temu. Dziś Znak jest wydawcą powszechnie uważanej za najbardziej szkodliwą książkę Michalak „Bezdomnej”. Książki, która rozprzestrzenia szkodliwe stereotypy i opisuje rzeczy, na których autorka ewidentnie się nie zna. Poza tym nie odstaje poziomem od reszty twórczości autorki. Zwierz, który kilka lat temu skłonił głowę z pokorą przed powagą Znaku ostatnio w obliczu wielkich przecen w wydawnictwie nawet nie zajrzał na stronę. Właśnie w przejawie takiego czystego konsumenckiego buntu – skoro mnie zawiedliście nie oczekujcie, że teraz zaufam wam, bo dajcie zwierzowi kilkadziesiąt procent przeceny.

Książki Katarzyny Michalak to czysta grafomania. Nie trzeba być specjalistą by dostrzec, że tempo pisania przez nią książek połączone z faktem, że jej świat fikcyjny i rzeczywisty często się przeplatają czynią z niej typową grafomankę. Co więcej – brak krytycznego podejścia do własnej twórczości stawia ją wśród grafomanów chyba najgorzej przez los pokrzywdzonych, bo głęboko przekonanych o swojej wielkości.  I zwierz głęboko wierzy, ze Katarzyna Michalak jest przekonana, że pisze wybitne dzieła literatury polskiej. Ale moi drodzy wydawcy zwierz jakoś nie chce uwierzyć, abyście nie wiedzieli, co ląduje na waszym biurku. Więcej zwierz podejrzewa, że doskonale wiecie. Że drukujecie te grafomańskie koszmary, bo wiecie, że istnieje część czytelników, która po nie sięgnie. Że im więcej nieszczęść, pięknych bohaterek i płomiennych romansów tym więcej czytelników po te książki sięgnie. Zwierzowi jest wstyd, kiedy trzyma w ręku książkę. Żądze zysku w czystej postaci, wydrukowaną na cierpiącym papierze Creamy 80 g vol.2,0.

Ps: Ci, którzy spodziewali się nieco bardziej soczystej recenzji mogą być źli na zwierza, ale niestety jego zdolności do wyzłośliwiania się osłabił fakt, że książka była tak piekielnie nudna i zła, że zwierz niemal siłą zmusił się do lektury i właściwie nawet przez moment nie pozostawał jej szczególnie wierny tzn. liczył strony aż cierpienie się skończy.

Ps2: Do dopraszających się o recenzję Her – zwierz udaje się do kina w sobotę, ale umówmy się już teraz, – jeśli zwierz nie publikuje recenzji z jakiegoś filmu, który trafił do kin to najpewniej, dlatego, ze z jakiś powodów nie może nań iść. Zwierzowi wcale nie jest przyjemnie tłumaczyć się tuzin razy, dlaczego czegoś nie widział (możecie spokojnie przyjąć, że powody zwierza są dokładnie takie same jak wasze – brak czasu lub funduszy). A jak coś widział to na pewno napisze (zwierz jest wam winien jeszcze uwagi o Jacku Ryanie, o czym pamięta)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...