A może teraz ty coś nam opowiesz… czyli jak przygotować dobrą prelekcję na Konwent

30/06/2014

Wszystko co przegapiliście w czerwcu czyli co zwierz znalazł, napisał i wybrał z ostatnich 30 dni

30/06/2014

Nie za młodzi, nie za starzy czyli zwierz o Riwierze dla Dwojga

30/06/2014
empty image
empty image

Hej

Zwierz musi się wam do czegoś przyznać. Otóż tak jak niektórzy oglądają w kółko horrory czy filmy taneczne tak zwierz ma od zawsze słabość do takich nie wymagających za wiele myślenia niewielkich brytyjskich komedii, gdzie z góry wiadomo jak wszystko się skończy ale liczy się przyjemna lekkość przekazu, obecność znanych aktorów (przy czym znanych przede wszystkim widzowi zakochanemu w anglosaskim kinie) i całkowita pewność że nawet jeśli nie będzie mądrze to będzie w ładnych okolicznościach przyrody które doskonale działają na człowieka zwłaszcza kiedy jest weekend a za oknem leje. I dlatego właśnie zwierz z piątkowych premier wybrał Riwierę dla Dwojga. I wiecie co? Nie zawiódł się. (choć powiedzmy sobie szczerze – fakt, że zwierz pognał na ten film a nie na Transfomerys świadczy o tym, że naprawdę można mieć dość Michela Baya).

  Cokolwiek przeczytacie w tym wpisie nie dajcie się zmylić – Riwiera dla Dwojga to po prostu bardzo sympatyczna komedia z cyklu tych jakie potrafią kręcić wyłącznie Anglicy

Jest kilka aktorskich nazwisk, które sprawiają, że zwierz na samą wieść o produkcji wiąże sznurówki i staje w drzwiach by iść do kina. Co symptomatyczne większość z tych nazwisk należy do brytyjskich aktorów i aktorek. Jedną z nich jest Emma Thompson. Zwierz nie pamięta czasów kiedy absolutnie nie uwielbiał Thompson zarówno na ekranie jak i poza nim. Rzadko zdarzają się aktorki tak uzdolnione, które jednocześnie sprawiają wrażenie jakby granie – niezależnie czy poważne czy komediowe przychodziło ich z taką łatwością. Do tego zarówno Thompson jak i jej bohaterki są zazwyczaj inteligentne dowcipne i człowiek po prostu chce je lubić (no chyba że rola wymaga byśmy czuli inaczej). Co więcej Thompson ma tą umiejętność przenoszenia swoich najlepszych prywatnych cech na ekran tak, że czujemy jakby granica pomiędzy aktorką a niektórymi jej postaciami była rozmyta. Ilekroć grane przez Thompson bohaterki okazują się bystre inteligentne i dowcipne zwierz nie może się oprzeć wrażeniu jakby te cechy pojawiły się w filmie wraz z Thompson. Zwierz oczywiście wie, że to pewna iluzja ale sympatyczna i zawsze przyciągająca zwierza przed ekran.

Zwierz nie tylko lubi Emmę Thompson jako aktorkę ale niemal automatycznie przenosi tą sympatię na grane przez nia postacie które zawsze wydają się zwierzowi dużo bardziej inteligentne niż wynikałoby to ze scenariusza czy dialogów

Podobnie jest z Riwierą dla Dwojga. Ta historia rozwiedzionego małżeństwa zmuszonego do współdziałania w obliczu utraty wszystkich oszczędności z całą pewnością zyskuje na uroku dzięki obecności Thompson. Niewiele jest bowiem aktorek, które z jednej strony umieją zagrać kobiety wściekłe na swoich mężów, z drugiej nie rozsypują się zupełnie kiedy przychodzi czas na pewne ocieplenie relacji. Łatwo popaść tu w kliszę gdzie samotna kobieta, po rozwodzie i po tym jak dzieci wyjechały na studia tylko czeka aż ktoś ją uratuje od spodziewanej samotności. Ale nie tu mamy bohaterkę która dobrze sobie w życiu radzi i właściwie nie tyle chce wrócić do swojego byłego męża co żal byłoby zmarnować ich wzajemną sympatie, która przetrwała wszystko, nawet jak się okazuje wzajemną miłość. Przy czym Kate to nie jest jedna z tych postaci w średnim wieku, które zasiedlają kino amerykańskie – wiecie istnieje taki rodzaj filmowej kobiety po pięćdziesiątce która koniecznie musi na każdym kroku podkreślać swoją niezależność, niechęć do mężczyzn albo nawet do całego świata. Taka postać zwykle pisana jest jako przeciw waga do ciepłych kluch jakimi często są stereotypowo postrzegane postacie kobiet w średnim wieku. Ale postać Kate nie wydaje się być napisana w ten sposób – raczej to całkiem sympatyczna i sarkastyczna kobieta, która przy okazji nie jest już bardzo młoda.

Film nie udaje że nie wie do jakich klisz nawiązuje, ani też nie unika bezczelnego wykorzystywania urody miejsc w których się rozgrywa. Ale trudno to uznać za jakąś wielką wadę produkcji.

Zresztą nie gorzej sprawdza się Pierce Brosnan w roli jej męża. Jego bohater, który właśnie przeszedł na emeryturę staje przed perspektywą spędzenia reszty swoich dni na odbijaniu piłeczki na polu golfowym. Coś, o czym marzył siedząc za biurkiem a co wydaje się być perspektywą jak z piekła rodem kiedy istotnie okazuje się, że nic więcej człowieka w życiu nie czeka. Nic więc dziwnego, że kiedy przychodzi możliwość podjęcia jakichkolwiek działań to rzuca się on w karkołomny plan z większym niż mogłoby się wydawać logiczne entuzjazmem. Przy czym Brosnan dość sprawnie gra ze swoim wizerunkiem z Bonda – w jednej scenie mamy nawet niemal dosłowny cytat z bondowskiej ikonografii gdy Brosnan w charakterystyczny sposób podnosi pistolet do policzka. Ale to już nie Bond i lata nie te – rozwiedziony biznesmen z Londynu nie ma ani formy, ani sprawności tajnego agenta z którym kiedyś nieco przez przypadek dzielił twarz. Choć wydaje się pewny siebie, to film dość łagodnie pokazuje nam takie zagubienie mężczyzny który musiał być kiedyś niesłychanie pewny siebie i przebojowy. Kolejne młode kochanki, dobra praca, zaufanie pracowników, uroda – wszystko to powoli z wiekiem przemija zostawiając naszego bohatera nieco  bez planu na życie.  Choć pewnie sporo osób stwierdzi, że rabowanie wespół z byłą żoną diamentów nieuczciwym biznesmenem nie jest tradycyjnym rozwiązaniem, to nie trudno nam zrozumieć bohaterów którym dokładnie tego w życiu potrzeba.

Diament nie diament – nie trudno dostrzec że wszyscy dobrze bawią się wprowadzając do swojego życia element przygody którego od dawna w nim nie było.

Oczywiście nie mamy się co oszukiwać – znaczną część komedii zajmują próby przeprowadzenia dość skomplikowanej akcji przestępczej przez czwórkę anglików w średnim wieku  (nasi bohaterowie wzywają na pomoc swoich najlepszych przyjaciół) ale o dziwo właśnie w tej szalonej i w sumie bardzo dowcipnej narracji pojawia się całkiem dużo kwestii zupełnie poważnych. Ot chociażby ta – z którą zwierz zawsze się zgadzał – że tych, których wybieramy sobie do końca życia powinniśmy nie tylko kochać, ale i lubić, bo kiedyś może się okazać, że to właśnie ta wzajemna sympatia może okazać się najważniejsza. Albo refleksja nad tym, że niezależnie od wieku i ciała, które nawala chciałoby się móc jeszcze coś z życiem zrobić. Zwłaszcza wtedy, kiedy już ma się trochę więcej rozsądku i doświadczenia niż w młodości. Zresztą gdzieś tam mimochodem dostajemy jednocześnie przezabawny i ciekawy wątek dotyczący tego jak ważne jest wiedzieć wszystko o drugiej osobie. I czy naprawdę wpływa to tak bardzo na wzajemne relacje. Czy może w ostatecznym rozrachunku liczą się uczucia. Zwierzowi wszystkie te wplecione między pościgi, proste komiczne gagi i ładne widoki  francuskiej riwiery refleksje wydały się sympatyczne i zupełnie nienachalne. Ot tak jakby scenarzyści wymienili obowiązkową scenę z zapewnianiem się o miłości do grobowej deski prostymi stwierdzeniami dotyczącymi tego co trzeba z życiem robić kiedy ów pierwszy romantyczny poryw przeminie. Zresztą bohaterowie co chwilę powtarzają, że w chwili kiedy przyszło im podejmować ważne decyzje byli za młodzi. I choć wszyscy zadajemy sobie sprawę, że tak musi być, to rozumiemy rozżalenie ludzi, którzy widzą ilu z dawnych błędów by już dziś nie popełnili.

Bohaterowie często wzdychają zastanawiając się dlaczego byli w młodości tacy głupi ale zarówno widz jak i oni zdają sobie sprawę, że bez tej głupoty trudno później zmądrzeć

Przy czym to wszystko zwierz znalazł w komedyjce, gdzie para w której jedna osoba uczulona jest kwiaty a druga na koty oczywiście znajdzie się w pokoju pełnym kwiatów i kotów. Ale nie chodzi nawet w tym filmie o sam humor, co o jego atmosferę. TO produkcja niesłychanie życzliwa. Widać że zarówno scenarzyści jak i aktorzy polubili swoich bohaterów – być może dlatego, że nikt nie kazał im grać wbrew wiekowi, ukrywać siwizny, wciągać brzucha, przykrywać co raz gorszą cerę tonami makijażu. A może dlatego, że film nie chce wpaść w pewne schematyczne tory – dzieci naszych bohaterów są bardzo sympatyczne i wspierają rodziców, sąsiedzi skorzy do przygody, narzeczona gangstera charakterna ale  w sumie bardzo łatwa do polubienia. Nie ma tu konfliktu pokoleń czy czyhającej gdzieś za węgłem młodzieży gotowej przejąć otaczający bohaterów świat. Nic nie stoi na przeszkodzie by cieszyć się życiem, choć może właśnie fakt, że nadszedł czas by jakoś je samodzielnie zagospodarować jest najbardziej problematyczny. Ten serwujący nam piękne zdjęcia Paryża i francuskiej Riwiery film nie  boi się lubić bohaterów co niekiedy jest sporym problemem nawet w przypadku komedii. Przy czym nam też łatwo bohaterów polubić – zwłaszcza, że scenarzyści postarali się by ich motywacje nie były czysto egoistyczne – walczą w końcu nie tylko o wyrównanie swoich krzywd ale także innych poszkodowanych osób. I co więcej – w ich przestępczym planie jest zdecydowanie mniej przestępczości niż może się na początku wydawać. Film jest też – co dość charakterystyczne dla brytyjskich komedii – pozbawiony tego prostego chamstwa. Och oczywiście nie jest to humor wyrafinowany ale zwierz ani razu oglądając film nie poczuł się zażenowany postępowaniem bohaterów co wielokrotnie zdarza mu się w przypadku komedii amerykańskich.

  Zwierz jest przekonany, że to jest gatunek przyszłości. Komedie, filmy obyczajowe i romantyczne w których obsada jest już po pięćdziesiątce. I Anglicy znów podbiją ten gatunek.

Istnieje pewien rodzaj filmów w których Anglicy zaczynają się powoli specjalizować. To filmy wieku średniego i podeszłego. Kiedyś był ro wiek na dramaty ale teraz co raz częściej dostajemy komedie, filmy obyczajowe czy nawet romantyczne. Fakt, że Brytyjczykom łatwiej takie filmy nakręcić wynika z prostej prawdy – mają do tego aktorów. I to aktorów nie tylko uzdolnionych i w odpowiednim wieku ale jeszcze – mniej lub bardziej na ten wiek wyglądających. Choć kamera jest dla Emmy Thompson jak najbardziej łaskawa to jednak widać że figurę ma już odpowiednią do wieku, Brosnan idealnie wpasowuje się wyglądem w schemat starzejącego się mężczyzny który kiedyś był bardzo przystojny zaś ich przyjaciele grani min. przez doskonałego Thimothego Spalla po prostu na swój wiek wyglądają. I wiecie co – świat się nie zawala – wręcz przeciwnie bohaterowie ich narzekania i motywacje nabierają sensu. Zwierz zawsze ma problem z tym kiedy filmy próbują go przekonać, że ci wszyscy piękni i młodzi ludzie, są w istocie zmęczeni życiem i co raz mniej zadowoleni z upływu czasu. I mimo, że trudno zarzucić obsadzie że brzydko się starzej to jednak jest nam ich zdecydowanie łatwiej w ich bohaterów uwierzyć. Zwierz zastanawia się czy nie będzie to w  następnych latach największe zwycięstwo kina brytyjskiego – właśnie fakt, że zamiast żegnać się ze swoimi aktorami w chwili kiedy przestaną wyglądać jakby właśnie skończyli trzydziestkę. Zwierz ma wrażenie, że takie właśnie lekkie filmy których bohaterowie mają przygody ale jednocześnie muszą martwić się o stan swoich pleców a bohaterki chwieją się na obcasach z powodu haluksów mogą być naszą przyszłością. I w sumie dlaczego nie. Młodość króluje na ekranach od dawna i zanim się obejrzymy wszyscy bohaterowie są od nas młodsi mimo, że my sami nie czujemy się jeszcze w wieku w którym ktokolwiek ciekawy powinien być od nas młodszy. Skoro my się starzejemy powinni się wraz z nami starzeć nasi przeciętni złodzieje diamentów. I powiedzmy sobie szczerze? Komu to by przeszkadzało.

Ps: Zwierzowi przypomniano że chyba nigdy wam nie wspomniał o wspaniałym brytyjskim serialu Dates – każdy odcinek ma dwadzieścia minut i opowiada o spotkaniu dwóch osób na randce. Idzie różnie, ale sam serial jest doskonale napisany i co ciekawe – nieoczywisty.

Ps2: Zwierz chyba zrobi jutro mały eksperyment i spróbuje pewien rodzaj wpisu którego dotychczas nie było. Zobaczymy jak wam się spodoba.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Strasznie lubię brytyjskie filmy, właśnie za to, że są takie życzliwe i pogodne, ale nie wbijają człowieka w poczucie niższości. Albo się starzeję, albo mam dość komedii romantycznych, w których nawet jak ktoś ma czterdzieści lat, to wygląda i zachowuje się jakby miał z piętnaście mniej (a linie autokarowe, którymi jeżdżę namiętnie puszczają w czasie drogi komedie romantyczne. Dobrze, że nie polskie..

  • Wazon

    Co do sympatii dla Emmy T. zadzam się jaknajbardziej. I, co zabawne, ona nie jest specjalnie ładna. Lepiej. ona ma miłą twarz.I inteligentną.Chetnie bym z nia poszla na kawę.A angielskie komedie były dobre juz od czasów kamienia łupanego.

  • Ginny

    Choć sam film jakoś nie wzbudza mojego zaufania (możliwe, że cała para poszła mi w mundial), to diagnoza o przyszłości kina i zwycięstwie Wielkiej Brytanii na tym polu wydaje się słuszna i cieszy.

  • Hannah

    W swoim czasie przeczytalam nawet ksiazki Phyllidy Law, bo chcialam sie dowiedziec, w jakim domu Emma dorastala. To byla przesympatyczna lektura, bo dawala obraz porzadnego domu z wlasciwa doza wariactwa. Nie jakies tam panie dzieju zaraz artystowsko hippisowskie dzieje jacy to my jestesmy tworczy, tylko takie solidno szalone polaczenie. I to widac u Emmy, jest rownoczesnie bardzo nie wiem – wyksztalcona, wyrafinowana i sklonna do najglupszych zartow (moj Boze, jej recepta na to jak smiertelnie przerazic Stephena Fry’a…), solidna i szalona.

  • Pingback: WenuS lifestyle, blog lifestyle » Recenzja filmu „Riwiera dla dwojga”()