Wena nie wie co to deadline czyli jak Zwierz książkę napisał, wydał i zmysłów nie postradał

25/01/2019

O czym mówimy kiedy mówimy o klęsce czyli Instagram, Millenialsi i Fyre Festiwal

25/01/2019

Lekcje nieobowiązkowe czyli Zwierz o Sex Education

25/01/2019

Netflix zarzuca człowieka taką ilością premier, że ledwo coś się zacznie oglądać a tu już pięć nowości. Dlatego o Sex Education przyszło mi pisać trochę po wszystkich – choć moim zdaniem to akurat zaleta – bo im większy jest dystans od premiery tym łatwiej oddzielić własne zdanie od szumu. A moje zdanie jest takie, że to serial mocno nierówny.

Dla tych którzy o produkcji nic nie wiedzą – Sex Education to brytyjski serial, który w Polsce dystrybuuje Netflix. Opowiada o Otisie – szesnastolatku, którego matka jest znaną terapeutką seksualną. Otis wychowany w domu gdzie o seksie mówiło się bez tabu i skrępowania, nasiąkł wiedzą o wszystkim co związane z ludzką seksualnością. I postanowił, wraz ze zbuntowaną znajomą ze szkoły – Maeve wykorzystać tą wiedzę, otwierając (oczywiście płatną) nieformalną poradnię dotyczącą seksu i związków. I tak oto nieco zakompleksiony, i mający mnóstwo wątpliwości co do własnej seksualności szesnastolatek staje się terapeutą połowy szkoły. Bo ja można się domyślać, klientów nie brakuje, bo choć dzieciaki są jak najbardziej seksualnie aktywne, to tytułowa edukacja szwankuje, co odbija się na ich związkach, stosunkach i po prostu zadowoleniu z życia.

 

 

Jon Hall/Netflix

Sam punkt wyjścia wydaje się ciekawy, a także dość odważny, bo jak wiadomo – mówienie wprost o seksualności, do tego bez stygmatyzacji, niekoniecznie jest powszechne. Z jednej strony serial chce pokazać, że tu nie ma miejsca na wstyd. Jest więc cały zakres problemów, obyczajów, preferencji i orientacji. Język jest bezpośredni, problemy – bardzo zróżnicowane, a ponieważ to serial brytyjski to i do nagości podejście jest zupełnie inne niż w przypadku produkcji ze Stanów.  Te elementy mogłyby dawać nadzieję, na coś nowego – co pokaże seksualność nastolatków w świetle w którym dotychczas jej nie stawiano. Nie da się bowiem ukryć, że zwykle seks nastolatków w serialach to albo romantyczne uniesienia albo nastoletnie ciąże.

 

Sam Taylor/Netflix

No właśnie, tu pojawia się problem – produkcja która na pierwszy rzut oka chce się wyróżniać od dziesiątków podobnych historii o nastolatkach, tak naprawdę szybko wpada na znane widzom tory. Oczywiście, że Otis podkochuje się w niezależnej Maeve i oczywiście jak to u nastolatków bywa – zupełnie nie mogą się odnośnie swoich uczuć dogadać. Oczywiście, że Eric – najlepszy przyjaciel Otisa, wyaoutowany już homoseksualista, będzie od pierwszych chwil miał dziwną chemię ze swoim szkolnym prześladowcą. Oczywiście, że złoty chłopak całej szkoły, mistrz pływacki i ulubieniec nauczycieli, ma własne demony wynikające z nadmiernych oczekiwań. Oczywiście, że w ostatecznym rozrachunku okaże się, że za wszelkimi seksualnymi problemami nastolatków stoją problemy emocjonalne. Bo o seksie mówi się tu otwarcie ale tego tabu – że seks nie zawsze oznacza głębokie emocjonalne zaangażowanie, serial nie chce przełamywać. Co prowadzi nas do schematów fabularnych którym bardzo blisko do klasycznej opowieści o dorastaniu. Niby seksu tu więcej, ale rozwiązania fabularne są bardzo klasyczne. Nawet postać matki Otisa – terapeutki, która po spędzonej nocy z nowym kochankiem, tłumaczy mu, że tyle wystarczy i do widzenia, dostanie ostatecznie w rozrachunku wątek w którym okaże się, że stary dobry romans ma się dobrze.

 

Sam Taylor/Netflix

 

Przy czym to nie jest serial który się źle ogląda. Co prawda ucięłabym po jakieś dziesięć, piętnaście mninut z każdego odcinka (moim zdaniem zdecydowanie lepiej sprawdziłby się tu format dziesięciu odcinków tak po pół godziny, niż ośmiu po godzinie) ale poza tym, oglądało się to całkiem miło. Gillian Anderson na drugim planie gra matkę głównego bohatera, w charakterystyczny dla siebie sposób, który sprawia, że człowiek czeka na każdą scenę w której aktorka się pojawi. Z kolei główną rolę gra Asa Butterfield, który jest nastolatkiem tak długo, że aż sprawdziłam ile ma lat. Internet mówi, że dwadzieścia jeden, ale spokojnie udaje mu się oddać na ekranie skonfundowanego szesnastolatka. Przy czym z młodzieżowej obsady najlepsza jest  Emma Mackey, w sztampowej ale dobrze podanej roli młodej dziewczyny, która jest mądrzejsza niż się wydaje i bardziej pragnąca miłości i zrozumienia, niż mogłaby sygnalizować otoczeniu. Wśród młodej obsady wyróżnia się także Ncuti Gatwa jako Eric, w roli o tyle niestandardowej, że gra chłopaka o afrykańskim pochodzeniu, który nie ukrywa swojej miłości do dragu. To, że jej nie ukrywa to nie jest jakieś wielkie zaskoczenie, ale kwestia relacji Erica z rodzicami, zwłaszcza z ojcem jest ciekawa. Tu udało się dorzucić coś co seriale tego typu pokazują rzadziej czyli – konflikt nie tyle na tle orientacji seksualnej dziecka, ale raczej tego co ona oznacza dla jego codzienności i przyszłości.

 

Sam Taylor/Netflix

Nie zmienia to jednak faktu, że patrzę na Sex Education jako na pewną straconą szansę. Serial nie tylko rozgrywa znane wątki ale i znane sceny. Mamy szkolny bal na który każdy przychodzi nie z tą osobą którą chce, mamy popularną dziewczynę która staje oko w oko z możliwością kompromitacji, więcej mamy nawet – cytat z jednej z najsławniejszych filmowych scen ze Spartakusa (o różnych obliczach tej sceny muszę napisać osobny wpis). Miałam nadzieję, że produkcja jednak pójdzie w nieco inną stronę  i potraktuje bohaterów i ich problemy nieco mniej sztampowo. Zwłaszcza, że mam wrażenie, że jest na to miejsce. Serial z jednej strony podpowiada, że nic co ludzkie nie jest nam obce – zwłaszcza w sferze seksualności, ale ostatecznie nie mówi nam o niczym co byłoby prawdziwie problematyczne. Konflikty młodych ludzi, czy ich problemy dają się zwykle rozwiązać w sposób prosty i nasz bohater ani razu nie trafia na sytuację w której nie wiedziałby co powiedzieć. Serial ma też ograniczone znaczenie edukacyjne, bo trochę rozgrywa się w świecie gdzie ta podstawowa wiedza jest raczej powszechna. Tymczasem niekoniecznie tak jest w rzeczywistości. Tym co moim zdaniem jest najbardziej problematyczne w samym serialu, to założenie, że seks w wieku szesnastu lat dla wszystkich jest konieczny i oczywisty. Tu bym polemizowała, bo mam wrażenie, że to jest trochę wpychanie mnóstwa dzieciaków w poczucie, że mają coś do nadrobienia. I niby to jest problem głównego bohatera, ale właśnie – problem który musi niemal natychmiast znaleźć rozwiązanie. Tymczasem jak nie masz jakiejś dzikiej ochoty na seks w wieku lat szesnastu to naprawdę nie ma tu nic niepokojącego.

 

Sam Taylor/Netflix

W ogóle to jest mój problem z serialem który trochę nie wie co wykorzystywać komicznie a co dramatycznie i ostatecznie do niektórych poważnych spraw podchodzi zbyt lekko (osobiście uważam że relacja głównego bohatera i jego matki jest tak niewłaściwa – głównie przez brak poszanowania prywatności, że to nie jest problem na jedną rozmowę) do drugich – trochę zbyt sztampowo (dobry poniekąd wątek szkolnego chuligana i syna dyrektora, który ma sztampowe zakończenie). Do tego mam wrażenie, że serial trochę się wpisuje w szkodliwą wizję kultury w której przed osiemnastką powinno się odhaczyć trzy czwarte kamasutry. Przede wszystkim jednak – mimo hucznych zapowiedzi – to jest taka bardzo sztampowa opowieść o młodzieńczych związkach i uczuciach, która nigdy nie wychodzi poza to co już nam w jakiś sposób kino czy telewizja powiedziało. Można oglądać, ale nie ukrywam spodziewałam się więcej. Może dlatego, że teraz tyle się mówi o edukacji seksualnej że człowiek czuje się niemal jak ekspert. Tylko taki najlepszy – co na wszelki wypadek nie chce nikomu doradzać.

Ps: Ten weekend będzie bez wpisów bo wyjeżdżam do Katowic na III urodziny Patronite i będę tam rozmawiać o prawie autorskim a także o tym jaką mamy wizję wspierania twórców.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...