Oj Danny Boy… czyli problemy zwierza z Iron Fist

20/03/2017

Przeglądarkami! czyli Zwierz poleca Brooklyn Nine- Nine

20/03/2017

Po tym wszystkim, to ja poproszę nic czyli Zwierz przeżył seans „Wszystko albo Nic”

20/03/2017

Zwierz rzadko ma wrażenie, że igra ze swoim życiem i zdrowiem. Zwłaszcza kiedy idzie do kina. Nie mniej wczorajszy wieczorny seans komedii „Wszystko albo nic” okazał się wydarzeniem w czasie którego było podejrzenie, że zwierz po prostu zejdzie. Zejdzie i nie będzie czego zbierać. Recenzja zawiera spoilery. Ale też ostrzeżenia. (czytajcie lekko chlipiąc bo zwierz pisze chlipiąc).

Zacznijmy od najważniejszego. Dlaczego w ogóle zwierz był na seansie. Jak może wiecie zwierz chodzi na te filmy na które nikt szanujący się nie chodzi, bo wbrew temu co twierdzą niektórzy, zwierz ma trochę serduszka i lubi komedie romantyczne. Po latach rozczarowań produkcją krajową (i zachwytów produkcją międzynarodową) zwierz postanowił zobaczyć jak to robią nasi sąsiedzi (z pomocą Polsatu). Bo „Wszystko albo nic” to koprodukcją polsko, czesko, słowacką. Polacy dali amantów, Słowacy góry (i chyba aktorkę w roli głównej) a reszta jest Czeska. Chciałoby się powiedzieć – każdy miał co dał najlepszego ale byłaby to obraz dla wszystkich trzech nacji na raz (no może z wyjątkiem Słowaków bo ich Tatry zawsze się bronią). Okazało się, że zwierz niepotrzebnie narzekał na zło krajowe, bo zło koprodukowane to nowy poziom koszmaru.

Zwierz nawet nie wie jak opisać to co przeżył. Czy są słowa które są w stanie objąć tą grozę. Ten poziom zażenowania który dopadał go w niemal każdej chwili seansu. Przyjaciółka z którą zwierz siedział na sali musiała go co chwilkę pocieszająco głaskać po głowie bo zwierz schodził na mieszankę zażenowania, zdenerwowania i złego scenariusza. Jakikolwiek filmowy koszmar zwierz mógł sobie wyobrazić – objawiał się on na ekranie. Zwierz postanowił więc skorzystać ze swojej ulubionej metody i napisać wam po prostu po kolei co było złego w tym filmie. A że było złe właściwie wszystko, to zwierz przeprasza za streszczanie pokaźnych fragmentów fabuły. Film miał bowiem wiele zakrętów fabuły choć nie składały się one w całość. Być może dlatego seans zdaniem zwierza trwał jakieś trzy lata, a przynajmniej zwierz czuł się tak jakby został poddany jakimś wydłużonym torturom skierowanym w jego gust, godność i … słuch. Jest to bowiem film dubbingowany gdyż język czeski skalałby uszy polskiego widza. O dubbingu jeszcze będzie. Nie mniej – nie mówcie złych rzeczy o dubbingu póki nie zobaczycie tego filmu. To zupełnie nowy brak jakości.

Do głównej bohaterki dołączeni są w pakiecie – przyjaciółka wariatka i kolega gej

Po pierwsze Zwierz nie wie gdzie się dzieje ten film. Książka jak wskazuje opis autorki działa się w Pradze. Gdzie się dzieje film trudno powiedzieć, bo twórcy – zapewne świadomi koprodukcji, postanowili stworzyć neutralną narodowo i językowo przestrzeń komedii romantycznej. Mamy więc piękne miasto a w nim piękną kamienicę. Napisy jakie widzimy są najczęściej po angielsku, plakaty są po czesku a książki sprzedawane w księgarni głównej bohaterki – są po polsku. Do tego nasi bohaterowie Czesi jadą w góry i jedynie znajomość geografii – z której wynika że jako żywo gór w Czechach za wielkich nie ma pozwala stwierdzić, że doszło do przekroczenia granicy ze Słowacją. W sumie o tym, że cała fabuła rozgrywa się w naszej rzeczywistości świadczyć może fakt, że bohaterka jedzie na weekend do Włoch. Ale uwaga – nawet te Włochy to WŁOCHY. Jak wiadomo nazwy miejscowości są zdecydowanie zbędne. Akcja rozgrywa się więc gdzieś we Włoszech – nad morzem ale jak wiemy – to nie jest we Włoszech jakaś super nowość. Do tego np. nasza bohaterka jako dziecko buszuje po bibliotece z polskimi napisami (np. sekcja książek dla dorosłych) po czym ściąga z półki czeskie wydanie „Przeminęło z Wiatrem”. Tak więc jeśli ktoś marzy o realnej unii środkowo europejskiej to właśnie się spełniła. Jeśli dorzucicie do tego dubbing to znajdziecie się na seansie przedziwnego filmu który naprawdę dzieje się w wielkim nigdzie.

Gdzie państwo spędzili weekend? We Włoszech. A dokładniej? We Włoszech. Ale w jakim mieście? No mówię, że we Włoszech dokładniej się przecież nie da.

Tak więc w tym nierealnym świecie żyje Linda nasza bohaterka. Jej główną cechą są piękne rude włosy. Jak wiadomo – rudowłosym kobietom problemy sercowe zdarzają się trzy razy częściej niż blondynkom i nawet pięć razy częściej niż brunetkom. Linda wraz z przyjaciółką z dzieciństwa Wandą i kolegą gejem Edo prowadzą księgarnię. Księgarnia jest śliczna, są w niej książki po polsku, kawa i oryginał Wichrowych Wzgórz (ja tego nawet nie zmyślam). No i pewnego dnia w życiu naszej bohaterki pojawia się ON, ma na imię Jakub wygląda jak Pan Tadeusz dwadzieścia lat później. Kupuje bez zastanowienia te Wichrowe Wzgórza i zaczyna znajomość z naszą Lindą. Uczucie kwitnie ale kiedy ma po pół roku dojść do romantycznej konsumpcji związku facet znika. Bohaterka przeżywa załamanie, ale odzyskuje wolę życia. Wtedy facet się pojawia (znów po pół roku) i zabiera ją do Włoch. We Włoszech konsumują związek i wtedy bohaterka dowiaduje się, że on jest podła świnia bo wykupił budynek w którym jest jej księgarnia i chce ją wyrzucić z wynajmowanego lokalu. On unosi się dumą i odchodzi. Potem pisze o nim poruszającą powieść, która jest bestsellerem. On przychodzi powiedzieć jej że książka ma być wycofana ze sprzedaży. Ona mówi nie, on mówi tak, ona mówi nie, on naciska i ostatecznie konsumują związek raz jeszcze w składziku księgarni. Sprawa książki nie wraca, ale nasza bohaterka orientuje się, że jest w ciąży. Facet wydaje się tym mało przejmować ale po jakimś pół roku pojawia się w jej życiu i żąda okazania dziecka. Ona dziecię okazuje a on na to, że ją kocha. Na całe szczęście bohaterka każe mu spadać. Brzmi jak sezon Klanu a to jeden dwugodzinny film.

Fabuły jest tyle że nie tylko wypełnia ona trzy lata życia bohaterki ale można byłoby nią pobłogosławić tak ze trzy komedie romantyczne i jeden dramat obyczajowy i jeszcze by zostało na nowelkę i haiku

To skrót głównego wątku. Jeśli myślicie – ale… gdzie sens, gdzie konsekwencja, logika działania bohaterów. Otóż sensu i jego kumpli nie odnaleziono. Za to można spokojnie z ręką na sercu powiedzieć, że przy bohaterze Jakubie nawet Grey wydaje się w miarę normalny. Nasz bohater zachowuje się bowiem psychopatycznie w takim stopniu, że jesteśmy o krok od poważnego dramatu o przemocy w związku. Z naszą bohaterką początkowo nie sypia (trudno powiedzieć dlaczego) ale kiedy ta postanawia wyjechać w góry na tydzień zjawia się w jej hotelu. Bez zapowiedzi – jak wiadomo faceci mają do tego prawo. Znika (z tegoż hotelu i z życia bohaterki) kiedy okazuje się że ta ma córkę (córka jest w ogóle taka trochę niepotrzebna ale można było zatrudnić ładne rude dziecko). Pojawia się i zabiera do Włoch – tak od razu, z miejsca tego samego dnia. W tych Włoszech kupuje bohaterce bransoletkę. Po czym oświadcza że bohaterka jest JEGO. tak długo jak ją nosi. Dziewczyna próbuje podarek zdjąć ale nie umie. Zamiast kazać się facetowi wynosić radośnie przyjmuje kwestię „własności”. Trochę to obrzydliwe. W filmie dwa razy nasz Jakub narzuca się dziewczynie, która wyraźnie mówi mu nie. Ale zgodnie z najlepszymi schematami – każda kobieta która chce powiedzieć tak mówi nie. Wystarczy ją mocniej przytrzymać albo przycisnąć do ściany i już nie magicznie zamienia się w tak. Do tego kiedy dziewczyna przychodzi powiedzieć mu że jest w ciąży on oświadcza że nie może się z nią związać ani zająć dzieckiem bo on tak nie działa. Obserwowanie tej postaci to jak obserwowanie wszystkich tropów których tak strasznie nie chciałoby się widzieć w filmach dla kobiet.

Przy naszym siwowłosym Panu Tadeuszu to Grey wypada jak jakiś dobrze przystosowany uprzejmy facet

Ale to nie koniec atrakcji. Wanda przyjaciółka naszej bohaterki powinna być z jej bratem – trójka zna się od dzieciństwa więc przymus narracyjny nakazuje takie powiązanie.  No ale brat Lindy zrobił błąd   i wziął ślub z zołzą. Aby widz poczuł że to prawdziwa zołza, to bohaterka nosi okulary i ciasno związane włosy. No i ponieważ jest paskudna to mówi rzeczy typu „Wiadomo, że to dziecko wychowuje się bez ojca” i robi z siebie idiotkę bo skacze na trampolinie dla dzieci. Ten wątek jest sztampowy i jeszcze by uszedł. Gorzej z Wandą. Ta bohaterka jest wykreowana zgodnie ze schematem „szalona przyjaciółka głównej bohaterki która ma kolorowe ciuchy i wielkie kolczyki”. Serio w świecie komedii romantycznych duże kolczyki są cechą charakteru. I to zaraźliwą. Nasza Wanda nie ma szczęścia w miłości i choć sypia z facetami na prawo i lewo to nigdy nie miała orgazmu. Bo jak wiadomo jak kobiety rozmawiają to głównie o orgazmach. No jasne że nie miała bo nie spała z wyznaczonym jej z góry jedynym właściwym facetem. Wanda robi jednak w filmie coś strasznego – wiąże się z Aladárem – profesorem, z którym lata wcześniej miała zajęcia na studiach. No i to jest przezabawne, że ona sypia z jakimś starym typem. Wszyscy się z tego śmieją a kiedy Wanda zaczyna się zastanawiać czy swojego starszego faceta nie poślubić najlepsza przyjaciółka mówi jej że tak przecież nie może być. Zwierz uświadomił sobie, że dawno nie widział filmu tak okrutnego dla jakiejś grupy społecznej. Ale nie chlipcie za Aladarem – schodzi on z tego świata, bo jak się okazuje (co jest strasznie zabawne) sypia on ze studentkami które przychodzą do niego na egzaminy z historii. No i w czasie takiego zaliczenia schodzi. Serio można umrzeć ze śmiechu. Profesor sypia ze studentkami w zamian za ocenę. Śmiech, łzy, telefon na policję.

Pytanie które zadawał sobie zwierz – na jaki kolor musi pomalować swój zamek Krzysztof Tyniec że zdecydował się na tak żenującą rolę w żenującym filmie

Dobrze się  bawicie? To chyba czas na ukochany wątek zwierza. Otóż jest to komedia postępowa więc mamy tu wątek bohatera gejowskiego Edo – sympatyczny pracownik księgarni wiąże się z Leo – jednym z klientów. Początkowo wydaje się, że będzie to nawet sympatyczne odejście do pewnej polskiej normy obyczajowej. Szybko się jednak okazuje, ze Edo i Leo to taki Filp i Flap tego filmu. Ich największy konflikt – Edo kocha mięsko a Leo jest wegetarianinem. Edo przechodzi więc na wegetarianizm. Ale nie godzi się by ktoś nie jadł mięsa (serio podejście do wegetarianizmu jest tam takie, że człowiek patrzy na ten wegański catering z „Porady na Zdrady” jak na najbardziej postępowy wątek w historii kinematografii polskiej)  to wciąż prowadzi to do konfliktów. Bo przecież facet żeby był facetem – nawet gejem bez mięska nie może. Edo jest więc dokarmiany mięskiem a kiedy Leo się dowiaduje traktuje to jako zdradę i odchodzi. Tu byłoby jeszcze trochę źle. Niestety potem mamy żarty z próby samobójczej Edo, z tego że idzie do psychiatry i próbuje się leczyć. W czasie sceny po napisach widzimy jak terapeuta załamanego Edo mówi mu że ma dość jego płaczu i narzekań które toczą się od trzech miesięcy i że Edo jest egoistą i powinien sam szukać szczęścia i że to paskudne że boli go szczęście innych ludzi. Po czym wyrzuca pacjenta przez okno. Ale to okno było na parterze więc jest kupa śmiechu. Zwierz przyzna szczerze – aż nie jest w stanie uwierzyć że ktoś to uznał za zabawny żart.

Geje są tacy zabawni. A jak mają depresję to już w ogóle są najzabawniejsi.

W tym trwającym milion lat filmie wszystkie dowcipne wątki się nie za bardzo kleją. Ot np. przez cały film kręci się gdzieś w tle grany przez Pawła Deląga „jedyny słuszny kandydat do ręki bohaterki”. To lekarz, uosobienie cnót wszelkich. Który jednak przez trzy czwarte filmu nie ma nic do roboty poza kręceniem się w tle. Liczne nawiązania w filmie (zresztą miejscami błędne) do „Przeminęło z Wiatrem” mogłoby jakoś sugerować że autorzy odwołują się do układu z powieści, problem w tym że układ w którym jest bohaterka nic nie ma z tym wspólnego. Błąka się ten Deląg po filmie bez sensu i widz wie, że padnie na niego bo inaczej po kiego grzyba oglądamy jak czyta książkę bohaterki. A skoro o książce mowa. W pewnym momencie bohaterka pisze książkę. To jest jej wielkie marzenie. Widzimy jak poświęca na to miesiące, jak bohaterowie wzruszają się podczas lektury. Niby hit, ważne wydarzenie – ale jakby film natychmiast o tym zapomina. Bohaterka nie pisze dalej, nie zmienia zawodu. Sama książka też nie wpływa na fabułę. Ogólnie trudno powiedzieć po co jest. Chyba tylko po to by rozbawić zwierza sceną w której bohaterka  dostrzega przy wejściu na wieczór promocyjny książki – krytyka literackiego. Krytyk literacki ma sweterek, okulary i notatnik. I wszyscy się boją. Zwierz zastanawia się co takiego miałby zrobić krytyk literacki? Napisać recenzję na żywo. Przeczytać książkę jeszcze na wieczorku? Rodzi się całkiem sporo pytań.

Tak to jest jeden z tych filmów gdzie bohaterka pisze książkę która jest jednocześnie tytułem całego filmu.

Inna sprawa – zwierz próbował wyłapać czy w filmie jest coś  innego niż w komedii która nie powstała w koprodukcji. Pierwsze co rzuca się w oczy to język. W Polskich komediach tak nie klną. Tu klną bardzo i niezbyt ładnie. Druga sprawa – wszyscy palą. To jedna z tych rzeczy, że dopiero widząc na ekranie trójkę palących bohaterów zwierz zdał sobie sprawę, że w Polskich komediach główne bohaterki palą zdecydowanie mniej. Po trzecie – w filmie bohaterka przebiera córkę (tak z pięć lat) i przez chwilkę mamy na ekranie nagie dziecko. Zdaniem zwierza od dawna czegoś takiego w polskich komediach nie było. Po czwarte – z jednej strony mamy chyba nieco bardziej postępowe społeczeństwo (bohaterowie homoseksualni są zabawni ale wciąż obecni i akceptowani) z drugiej – w filmie pojawienie się dziecka oznacza jakąś konieczność pojawienia się mężczyzny. W filmie zła postać rzuca uwagę odnośnie wychowania dziecka przez samotną matkę, ale zamiast zostać wyproszona, dostaje odpowiedź że dziecku zostanie przedstawiony dopiero właściwy mężczyzna.  Co ciekawe – zwierz pamięta rozgrywające się w Polsce filmy gdzie dziewczyna która wpadła z nieodpowiednim facetem zastanawiała się czy nie usunąć ciąży. Tu nie ma o tym ani słowa. Na koniec – kilka razy w filmie pada sugestia, że być może bohaterki chcąc uniknąć problemów z wynajmem księgarni powinny komuś zapłacić łapówkę. Zwierz ponownie ma wrażenie, że to w Polskich komediach już się raczej nie pojawia. W sumie to jedyny ciekawy fragment opowieści – próba zaobserwowania tego co w produkcji tylko polskiej wyglądałoby inaczej.

Jedyną radochę zwierz czerpał ze śledzenia wątków które zwykle w polskich serialach się nie pojawiają

Warto też wspomnieć o dubbingu. Reżyserem dubbingu jest Paweł Deląg. Tru Story. Otóż dubbing jest fascynujący. Na początku się nie zgrywa. Tzn. dźwięk z tym co się dzieje. Potem bohaterowie mówią cały czas podniesionym wysokim głosem. Tak jakby ktoś próbował mówić po polsku ale zachować ton i głośność wypowiedzi czeskiej. Nie jest to szczególnie wiarygodne. Co ciekawe – Żebrowski i Deląg którzy dubbingują sami siebie też brzmią sztucznie. Do tego tak bardzo czuć, że tam mnóstwo w dialogach pozmieniano by jeszcze bardziej utwierdzić unię środkowo europejską. Do tego stopnia że czasem zwierz miał wrażenie że bohaterowie mówią zupełnie co innego. Ogólnie zwierz zastanawia się kto wpadł na pomysł filmu z taką paranoją językową. Wystarczyłoby tylko trochę popracować głową i można byłoby z tego wybrnąć dużo łatwiej. Bez skazywania widowni na coś na kształt ludzko brzmiących dialogów. Choć w sumie – zwierz nie jest w stanie sobie wyobrazić dialogów ratujących sytuację. Być może brak dialogów by ją trochę uratował.

Żadna porządna komedia romantyczna nie może się obyć bez idealnego faceta który pęta się w tle i nic nie robi.

Co do gry aktorskiej to w sumie trudno powiedzieć coś dobrego. Żebrowski gra tak jakby był  w pełni świadomy jak zły to jest scenariusz i zamiast usiąść i płakać postanowił całą tą złość, rozczarowanie światem i poczucie zażenowania włożyć w swoją postać. Z kolei Deląg błąka się po planie z miną „Łażę sobie w płaszczyku i mi jeszcze za to płacą”. Poza tym jego bohater jest tak pozbawiony charakteru, że zwierz zaczął się zastanawiać czy nie mieszka on w swoim ambulatorium w szpitalu bo bohaterka znajduje go tam bez trudu  o każdej porze dnia i nocy. Tatiana Pauhofová która gra główną rolę ma piękne rude włosy i ślicznie wygląda we wszystkim w co przyodzieją ją twórcy filmu. Niestety jej  bohaterka jest klasyczną bohaterką komedii romantycznych – czyli jest dotkliwie pozbawiona charakteru poza jedną wyjątkową cechą (tu – umiłowanie do książek) które z jakiegoś powodu mają ją czynić ważną. Poza tym ma się zakochać. Klára Issová gra jej przyjaciółkę w dziwnych kolczykach i jest charakterystyczną dziewczyną w dużych kolczykach. Ogólnie w całym filmie ludzie robią miny i są tacy zabawni że można umrzeć z zażenowania w połowie seansu.

Wszystko się dobrze kończy, wszyscy są szczęśliwi i tylko gej trzeci miesiąc ma depresję (ha ha ha)

Jako że to recenzja spoilerowa to zwierz powie wam że wszystko się dobrze skończyło. Bohaterka wybrała lekarza zamiast psychopaty, zdjęła po niemal roku metalową bransoletkę z ręki, jej przyjaciółka zeszła się z jedynym odpowiednim facetem, kumpel gej przestał się liczyć a problemy z księgarnią rozwiązały się same. Ale przede wszystkim – zwierz dożył końca seansu i może wam opowiadać. I teraz będzie już twierdził, że są rzeczy od krajowej produkcji romantycznej. To koprodukowana komedia romantyczna. Najwyraźniej zapisane jest w gwiazdach, że w tym krańcu Europy ludzie powinni zakochiwać się tylko nieszczęśliwie i dramatycznie.   A przede wszystkim – każdy w swoim kraju.

Ps: Zwierz musi się wam pochwalić. Otóż młodszy brat zwierza jest tak niesamowicie zdolny, że zdobył pierwszą nagrodę w konkursie Warszawa w 100 słowach. Takiego zdolnego zwierz ma brata że zaraz pęknie z dumy.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Będąc w kinie na okoliczność „Pokotu” widziałam trailer tego. Muszę przyznać, że bardzo Zwierza podziwiam, że postanowił spróbować.

    • zpopk

      No to jest moje małe hobby -oglądanie produkcji romantycznych z całego świata

    • Beryl Autumnramble

      Tez bylismy i trailer widzielismy i kombinowalismy, czy w tej manii dubbingowania wszystkiego z rozpedu zabrali sie i za polskie filmy.

      • Haha też o tym myślałam. Ten emocjonalny ton mnie powalił! :)

      • Sirocco

        No my dokładnie tak samo, tylko przed Ukrytymi Działaniami.

  • J.

    Te Włochy na zdjęciach to akurat Słowenia ;) Na zdjęciu jest Pirin :)

    • zpopk

      No a ja się zastanawiałam gdzie tak prześlicznie. Zwróciłam też uwagę że żadnego napisu nie było co mnie zaniepokoiło. No trzeba się tam wybrać :)

      • J.

        Polecam, bo trochę jak we Włoszech, ale ze słowiańską duszą ;) Dogadać się można po naszemu i chyba taniej niż we Włoszech.

  • Mako Chan

    Moment, zrobili niezabawną defenestrację praską? To się wogóle da? o.O
    Ewidentnie da, czyli jakaś sztuka w tym dziełku była.

    • Beryl Autumnramble

      Wyglada jakby zrobili Gravitation na odwrot – tam w celu samobojczym przez okno wychodzi jeden z nielicznych heteroseksualistow.

      • Lilith

        Arigato xD

  • Blem

    Czy ktoś mógłby mi przypomnieć o co chodzi z malowaniem zamku? Wiem, że o tym czytałam, ale nie pamiętam gdzie! A oprócz tego podziwiam Zwierza za wytrwałość i gratuluję Bratu Zwierza wygranej – życzę również kolejnych sukcesów!

  • Ależ się uśmiałam! :) Świetna recenzja :D

  • Karolina Kurpiewska

    Słuchałam gdzieś wywiadu z reżyserką dzieła i powiedziała, że Żebrowskiego wybrała, bo wygoglowała go jako „najlepsi polscy aktorzy”. Czyli trzeba pamiętać o pozycjonowaniu siebie w Internecie. A nóż widelec może tam J.J. Abrams albo Spielberg też postanowią tak szukać kogoś do swojego filmu.

  • Szymon Jankowski

    To zupełnie nie na temat i tylko głupie skojarzenie (polsko-czesko-słowackość), ale czy Zwierz widział takie dzieło „Czerwony kapitan”?

  • wazon

    Taki film to po prostu niechlujstwo i lekceważenie widza.Biedny zwierz może się od tego nabawić niestrawności.A nasi aktorzy, no cóż, też chcą zarobić. Ludzie robią gorsze rzeczy za kasę. Chociaż troche wstyd, ale się nie bardzo dziwię. Gorzej, by było, gdyby źle grali w dobrym filmie.
    Przy okazji przypomniało mi się , że kiedy byłam z mężem w Pradze Czeskiej i mieszkaliśmy u znajomych Prażan, wyciągnęłam z półki chyba „Trylogię ” po czesku. Luuuudzie ! To bardzo zabawnie brzmiało !

  • Haha, duże kolczyki, tak! Jeszcze turban i kolorowe rajstopy, jak jest artystką. Must have. I ta zasada niestety ima się nawet zagranicznych produkcji o większych ambicjach, jak np. Ruby Sparks.

  • olenna19

    Można by pomyśleć, że fabuła tego filmu jest tak absurdalna, że drugiej takiej się nie znajdzie, a jednak – do złudzenia przypomina mi radosną twórczość najwspanialszej polskiej autorki, Katarzyny Michalak! Widzę podobne natężenie bezsensu i niechęci do krytyków literackich.

  • Przrczytałam i nagle doznałam olśnienia. Toż to nasza historia! Jakbym czytała 35-stronicowego harlequina, którego razem z koleżankami napisałyśmy w drugiej klasie liceum podczas jednej z wycieczek szkolnych. Była Anna Gris, tak bardzo zły Antoine Noir i nudny, ale szlachetny pan Blanc. A co tam sie działo, panie jeżu!

  • Lilith

    Oooo, gratuluję bratu zwierza! A czy można gdzieś te sto słów przeczytać?

  • Wiesz co jest najgorsze? Że ja mam tę koszulinę, co bohaterka na pierwszym zdjęciu. Z Zary. Idę płakać.