Nie wierz w słowa matki gdy mówi, że będzie po płaskim czyli wpis górski czwarty

05/08/2018

Żyję bo padało czyli wpis górski szósty

05/08/2018

Pogoda idealna na podgrzanie Zwierza czyli wpis górski piąty

05/08/2018

Rano szacowna matka budzi mnie z ponagleniem, bo przecież spałyśmy dłużej, więc powinnyśmy się zbierać. Mój żywy budzik w postaci nieco zniecierpliwionego głosu szacownej rodzicielki wskazuje za dziesięć ósma. W Warszawie kiedy idę do pracy wstaję na ósmą. Ale jak wszyscy wiemy, wakacje to czas lenistwa i wypoczynku. Okej żartowałam. Wakacje to cierpienie, brak snu i marzenia o szybkiej śmierci.

Za oknem zamiast niebieskiego nieba widać szare skłębione chmury. Normalnie większość osób byłaby tym faktem zasmucona, ale matka Zwierza poganiając go przy pakowaniu rzeczy na basen, radośnie stwierdza, że na całe szczęście pogoda jest paskudna bo pojedziemy na basen bez wyrzutów sumienia. Co prawda Zwierz uważa że wyrzuty sumienia w matce Zwierza powinien bardziej budzić fakt, że Zwierz ledwo chodzi. I kiedy mówi że ledwo chodzi, to znaczy, że z trudem stoi, siada, a schody na pierwsze piętro urosły do wzniesienia którego pokonanie wymaga założenia co najmniej dwóch obozów po drodze i być może jakiejś ekipy z helikopterem która zwiezie Zwierza na parter.

 

Zdjęcie robione z kolejki kolejek

Termy chochołowskie to miejsce o którym Zwierz słyszał od dawna. I właściwie zawsze zazdrościł wszystkim, którzy w letnie miesiące moczyli swoje ciała w jednym z trzydziestu basenów – jak informuje ulotka. Wydawało się to najlepszym pomysłem na spędzenie czasu kiedy pogoda pod tatrami nie pozwala na zapieprzanie po wzniesieniach. Najwyraźniej informacja o tej atrakcji nie dotarła tylko do Zwierza, bo już godzinę po otwarciu obiektu przyszło nam stać w kolejce kolejek. Czym się charakteryzuje kolejka kolejek? Długością. Niby wydaje ci się, że widzisz taki niezbyt wielki ogonek wysuwający się przez główne wejście do budynku term i myślisz „Ej to nie tak daleko do wejścia”. Kiedy dostaniesz się do wejścia widzisz kolejkę ciągnącą się przez cały długi hol.  Myślisz sobie „E nie no spoko to nie jest takie długie pomieszczenie”. Kiedy dochodzisz do końca tej części kolejki odkrywasz że ciągnie się na schodach. Myślisz sobie, „E to nie są takie długie schody”. Kiedy kolejka zakręca po raz trzeci myślisz sobie „ Okej teraz żyję w tej kolejce, czas zapoznać miłych ludzi wokół mnie bo spędzimy razem długie lata”.

Ostatecznie jednak kolejka posuwa się nieco szybciej niż starzenie się galaktyk i w ten sposób lądujemy w wielgaśnej szatni gdzie kilka minut zajmuje nam odkrycie jak właściwie działa nowa technologia podpowiadająca nam który numer szafki mamy. Biorąc pod uwagę, że w szatni jest ponad trzy tysiące szafek to fakt, że udało nam się znaleźć odpowiednią szafkę należy poczytać za sukces na miarę odkrycia pociągu ze złotem czy czegoś równie wspaniałego. Potem przyodziałyśmy kostiumy zdając sobie sprawę, że mimo iż zakup mojego kostiumu i kostiumu mojej matki dzieliło w czasie dwadzieścia parę lat to są tak na oko takie same (z tym że mamy jest granatowy). Świadczy to albo o wielkim kosmicznym związku pomiędzy moją matką a mną, albo o tym że na niskie okrągłe kobiety od dwudziestu lat sprzedają ten sam kostium kąpielowy.

 

Mokry zadowolony Zwierz

Jak już Zwierz pisał Termy chwalą się tym, że mają 30 basenów ale najwyraźniej trzeba mieć zdolności detektywistyczne by znaleźć je wszystkie – ewentualnie Zwierz nie widział bo ludzie zasłaniali. Nie mniej to co widział było bardzo fajne z tą uwagą, że mimo iż dzień był chłodniejszy (prawie 30 stopni) to jednak moczenie się w gorącej wodzie jest działaniem niekiedy trochę jakby to powiedzieć – przeciwskutecznym jeśli człowiek chce się ochłodzić. Nie mniej mają tam też baseny z wodą chłodniejszą gdzie można sobie popływać (i gromić wzrokiem młodych ludzi pływających w poprzek basenu), takie fajne baseny w których przy krawędzi są ławki spod których dobywa się woda z bąbelkami powietrza i trzęsie człowiekiem, miejsca gdzie można w ogóle nie pływać bo kręci tobą prąd wodny, miejsca gdzie można się poczuć jak na morzu bo woda rozkołysana jest w wielkie fale, miejsca gdzie można poczuć się niesamowicie sprawnym bo człowiek może łazić po takiej sieci rozwieszonej nad basenem – oczywiście przytrzymując się rękami – czy zaczepiając nogami – co bez pomocy wody i towarzyszących jej praw fizyki byłoby trudne a jest łatwe. Są też baseny solankowe które mają doskonale działać kojąco na nerwy człowieka, chyba że jest w nich mnóstwo małych dzieci wtedy po prostu działają na nerwy i takie specjalne baseny siarkowe, do których nie weszłyśmy bo wiecie siarka pachnie siarką.

 

Są też wielkie zjeżdżalnie na które żadna z nas się nie wybierała i mnóstwo atrakcji dla dzieci, z których nie skorzystałyśmy głównie dlatego, że nie jesteśmy dziećmi. Niestety mimo takiego nagromadzenia fantastycznych atrakcji obie odkryłyśmy jeden fakt który zawsze nam trochę umyka. Otóż obie posiadamy taką psychikę która sprawia, że szybko się basenami nudzimy. Być może dlatego, że na basenie nie można czytać, co ze smutkiem skonstatowała matka Zwierza, wskazując, że uzależnienie to jednak straszna rzecz. Zwierz miał wizję, jak matka przemyca czytnik na basen i próbuje czytać wystając nad poziom wody. Musicie bowiem wiedzieć, że matka Zwierza rzadko wystaje ponad poziom wody. Być może powinnyśmy jednak skorzystać z tych basenów dla dzieci, bo tam odpoczynek byłby bardziej komfortowy.

Ponoć spożycie pomaga na zakwasy.

A potem Zwierz zgubił telefon. Piszę o tym bo owa krótkotrwała zguba telefonu przy wychodzeniu z basenu była dla  Zwierza dowodem jak bardzo nasza percepcja rzeczywistości może zmienić to jak się w niej czujemy. Otóż zgubiłam telefon i zorientowałam się kilkanaście minut po tym jak zaszła zguba. Matka Zwierza mocno się zaniepokoiła bo zgubienie telefonu, to koszty ale przede wszystkim spory problem, zwłaszcza w czasie górskiego wyjazdu. Zwierz nie zaniepokoił się ani trochę. Po prostu podszedł do obsługi i powiedział, że zgubił telefon. Oczywiście ktoś go znalazł i odniósł do kasy. Po opisaniu telefonu i jego nowej różowej brokatowej obudowy, został mu on zwrócony. Zwierz nie denerwował się bo wiedział, że sam odniósłby telefon tak by ktoś mógł odebrać swoją zgubę. Założył że inni postąpią tak samo. Jego świat stał się przez to bezpieczniejszy i bardziej przyjazny. I wyszło na jego.

Po powrocie do Zakopanego stały się jasne dwie rzeczy. Pierwsza – jeśli tragicznie bolą cię nogi nie podejmuj wysiłku fizycznego który sprawia, że nie czujesz bólu bo w ostatecznym rozrachunku nogi będą cię boleć jeszcze bardziej. Druga – byłyśmy głodne. Zdecydowałyśmy się zjeść obiad w Małej Szwajcarii. To doskonała knajpa która jako jedna z nielicznych w okolicy podaje cokolwiek innego niż zestaw pięciu tych samych dań „góralskich”. Dosłownie w chwili w której weszłyśmy do knajpy rozpętała się burza. Z jednej strony – miałyśmy olbrzymią satysfakcję – że oni mokną a my nie. Z drugiej dowiedziałam się rzeczy strasznej że na moje danie będę musiała czekać czterdzieści minut. Siedziałam i czułam że otacza Zwierza ciemność że widzę światło pod koniec tunelu. Kiedy już całe moje spożywcze życie zaczęło przesuwać mi się przed oczyma pani przyniosła nam dania, które sprawiają, że człowiek ma ochotę napisać odę do ziemniaka we wszystkich jego wspaniałych formach i kształtach. Serio jest ziemniak najpiękniejszą ze wszystkich rzeczy.

 

Portret pamięciowy sadysty

Po tej konsumpcji Zwierz odkrył, że ma pewien problem. Otóż na przykład wstawanie z fotela w którym usiadł w pokoju hotelowym wymaga trzech etapów. Pierwszy etap to zrozumienie że czeka nas ból. Etap drugi – to moment w którym uświadamiamy sobie, że ból jest nieuchronny i musimy się z nim zmierzyć. Etap trzeci polega na wstawaniu przy wsparciu w postaci słowa „kurwa”. Mam dziwne wrażenie, że proces wstawania może się w najbliższych dniach wydłużyć o etap czwarty w którym po wstaniu nogi odmawiają dalszej współpracy i człowiek pada prosto na pysk.

Postanowiłam się podzielić z szacowną matką moimi bólami i niepokojami. Ale matka powiedziała, że mam szybciej pakować plecak bo wychodzimy popołudniu na spacer i może jak się napiję piwa będzie mi lepiej. Musi mi być lepiej bo plan na jutro uwzględnia wycieczkę do Morskiego Oka, która w sumie nie jest wycieczką a spacerem i nawet nie jest pod górę i można iść jak pada. To jest fascynujące biorąc pod uwagę, że wszystkie przewodniki wskazują że do Morskiego Oka jednak jest trochę pod górę. No ale najwyraźniej autorzy tych przewodników nigdy nie chodzili na wycieczki z matką Zwierza. Oczywiście jak dojdziemy pod Morskie oko „To się zobaczy co dalej”. Przypomnijcie mi,  gdzie można dzwonić jak się wylądowało na wakacjach z hobbitem sadystą? Pytam dla koleżanki.

Ps: Miałyśmy z matką Zwierza pojechać na wycieczkę na Słowację by przejść się ścieżką wśród koron drzew, i byłoby to nawet fajne, i nawet miałyśmy zarezerwowane miejsce kiedy zwierz sobie uświadomił, że przecież ma koszmarny lęk wysokości i całą wycieczkę po tej ścieżce spędziłby czołgając się po tej ścieżce. Polecam natomiast biur Majer które potraktowało moje odwołanie rezerwacji bardzo miło i jeszcze zapewnili że zwrócą zaliczkę. Było to bardzo miłe doświadczenie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...