Home Film 100 dwa zwierza cz.1 czyli ze sceny na ekrany ale bez Szekspira

100 dwa zwierza cz.1 czyli ze sceny na ekrany ale bez Szekspira

autor Zwierz

 ?

Hej

 

 

Zwierz obiecał to musi obiet­nicę spełnić. Tak więc dru­ga set­ka zwierza. Jeśli nie czy­tal­iś­cie pier­wszej (zwierz pole­ca zajrzeć do wpisów z kat­e­gorii 100 zwierza) to warto przy­pom­nieć zasady. Pier­wsza zasa­da to podzi­ał na dzi­wne kat­e­gorie — zwierz nie dzieli filmów zupełnie ortodoksyjnie choć zdarza­ją się klasy­czne kat­e­gorie — ogól­nie podzi­ał jest trochę prze­jawem kreaty­wnoś­ci zwierza, więc cza­sem idziemy gatunka­mi, cza­sem tem­ata­mi a cza­sem kra­ja­mi a jeszcze innym razem jak dziś — ważne jest źródło inspiracji. Dru­ga sprawa. To nie jest lista najlep­szych filmów. Ani lista filmów które koniecznie musi­cie zobaczyć zan­im umrze­cie. To pozbaw­iona kom­plek­sów lista, filmów które zwierz lubi, nawet jeśli nie są arcy­dzieła­mi. Może­cie więc czy­tać listę jedynie jako prze­jaw dobrego bądź złego gus­tu zwierza. Ewen­tu­al­nie zwierz może się zgodz­ić, że każdy z tych filmów pole­cił­by do obe­jrzenia komuś, kto chci­ał­by sobie coś obe­jrzeć. Zwierz już przy ostat­niej setce spotkał się ze zjawiskiem “zwierzu dlaczego nie ma…” i tu pada tytuł. O ile zwierz lubi takie pyta­nia to pro­ponu­je by po pier­wsze — jeśli nie zna­jdziecie czegoś oczy­wis­tego na drugiej liś­cie zajrzeli na pier­wszą (np. dziś są filmy na pod­staw­ie sztuk ale nie ma np. 12 gniewnych ludzi bo są na pier­wszej liś­cie), ewen­tu­al­nie poczekali na koniec wyliczenia — być może film który wyda­je się oczy­wisty trafi do innej kat­e­gorii. Jed­nak jeśli chce­cie o coś zapy­tać czy dopisać nie ma prob­le­mu, choć w uwa­gach pamię­ta­j­cie — dziesięć filmów to bard­zo mało więc zawsze czegoś nie ma. Zwierz staw­ia w swoich lis­tach na różnorod­ność więc cza­sem omi­ja lep­sze na rzecz innego. A i jeszcze jed­no — kole­jność w ramach tych dziesię­ciu wymienionych filmów jest przy­pad­kowa.

 

 

  Ponieważ zwierza nigdy nie będzie stać na tą świeżutką kolekcję stu filmów Warn­er Bros zwierz postanow­ił zro­bić wielkiej wytwórni konkurencję i wymienić włas­nych 100 które już w więk­szoś­ci ma.

 

 

 

Tyle wstępu ogól­nego a dziś będzie jeszcze wstęp szczegółowy, zwierz postanow­ił się bowiem podzielić listą filmów opar­tych o sztu­ki teatralne, i ter­az waż­na uwa­ga. Zwierz postanow­ił zig­norować a właś­ci­wie na chwilę odłożyć na bok filmy zre­al­i­zowane na pod­staw­ie sztuk Szek­spi­ra i Moliera. Dlaczego?  Otóż po pier­wsze — ekraniza­c­je Szek­spi­ra zwierz już omaw­iał a poza tym ta krót­ka lista została­by zapewne zdomi­nowana przez real­iza­c­je na pod­staw­ie tych dwóch sławnych dra­maturgów. Tak więc nie pyta­j­cie zwierza dlaczego nie ma ekraniza­cji Szek­spi­ra na tym krótkim spisie. Jeśli jesteś­cie rząd­ni spisu najlep­szych filmów na pod­staw­ie Szek­spi­ra zadaniem zwierza to jest on gdzieś TUTAJ. Warto też dodać, że zwierz nie wni­ka jak wiele zmieniono ze sztu­ki na potrze­by fil­mu — niemal zawsze się coś doda­je lub ode­j­mu­je. Bo film to inne medi­um. Tu zwierz sku­pia się raczej na inspiracji.

 

 

 Zwierz zde­cy­dował się na przed­staw­ie­nie graficzne jak­by pisemne okaza­ło się za mało wyda­jne

 

 

Zgad­nij kto przyjdzie na obi­ad — nie trud­no dostrzec że ten znakomi­ty film opar­to o sztukę teatral­ną — tak naprawdę mimo, że bohaterowie wchodzą i wychodzą to film ukła­da się wedle ściśle teatral­nej nar­racji — dialo­gi, sce­ny nawet urocza wyprawa rodz­iców bohater­ki po lody — wszys­tko jest pod­porząd­kowane dobrze znane­mu z teatru schema­towi. Łącznie z ostat­ni­mi sce­na­mi, które roz­gry­wa­ją się z tą wiecznie stygnącą w tle kolacją. Zwierz uwiel­bia ten film z wielu powodów — bo jest ważny a jed­nocześnie śmieszny, bo Kather­ine Hep­burn i Spencer Tra­cy nie tyle gra­ją stare małżeńst­wo co są starym małżeńst­wem, bo wąt­pli­woś­ci mają obie strony, bo pokazu­je że lib­er­al­ni ludzie cza­sem mają prob­lem z real­iza­cją tego co mówią. Ale najbardziej lubię ten film oglą­dać ponieważ jego pozornie nad­miernie optymisty­czne przesłanie znalazło ciekawy finał. W jed­nej z rozmów ojciec dziew­czyny mówi, że dzieci­a­ki mają ter­az niesamowite wyobraże­nia o przyszłoś­ci, że nie widzą bari­er i pewnie jej się w ogóle wyda­je że jej dzieci­ak mógł­by zostać sen­a­torem czy w ogóle poli­tykiem. Otóż zwierz policzył. W sum­ie ku zaskocze­niu wszys­t­kich (niczego nie ujmu­jąc wciąż trwa­ją­cym prob­le­mom czarnoskórej mniejs­zoś­ci) rację miała cór­ka bohat­era. Bo jej syn mógł­by nie tylko zostać sen­a­torem. Ale nawet prezy­den­tem. takiego kra­ju jak stany na przykład.

 

 

 

 Kiedy zwierz był młod­szy strasznie go den­er­wowało to stras­zli­wie sztuczne mias­to w tle w sce­nach samo­chodowych. Z cza­sem w ogóle przes­tał to zauważać.

 

 

Arszenik i Stare Koron­ki — zwierz pamię­ta że pod­chodz­ił do tego fil­mu bard­zo nieufnie — ale kiedy po raz pier­wszy oglą­dał film o mężczyźnie u którego w rodzinie sza­leńst­wo nie bieg­nie ale wręcz galop­u­je czyli o młodym uroczym człowieku, podłych złoczyń­cach i dwóch morder­czych staruszkach oraz bliskim krewnym który jest przeko­nany iż jest Teodor­em Roo­sevel­tem nie był w stanie przes­tać się śmi­ać. To jeden z tych filmów, które po lat­ach wyda­ją się być całkowicie ide­alne i nie potrze­bu­jące żad­nych remaków czy nowych inter­pre­tacji ani zbęd­nych dodatków na przykład w postaci koloru. CO w sum­ie nie powin­no dzi­wić bo film wyreży­serował nikt inny jak znakomi­ty Frank Capra zaś młodego człowieka, który prag­nął­by nie okry­wać przed ukochaną rodzin­nego sza­leńst­wa gra Cary Grant (choć ponoć najpierw pro­ponowano rolę pewne­mu aktorowi co się zwał Ronald Regan). Z drugiej strony nie trud­no dostrzec w filmie pier­wot­ną sceniczną kon­strukcję łącznie z tym, że film dość wyraźnie roz­pa­da się na akty, ale to abso­lut­nie w niczym nie przeszkadza (ogól­nie zwierz nawet lubi kiedy uda mu się dojrzeć sceniczną struk­turę w filmie). Nieste­ty zwierz nie pamię­ta kiedy Arszenik i Stare Koron­ki ostat­nim razem leci­ały w telewiz­ji. A szko­da bo zdaniem zwierza każdy powinien mieć szanse zobaczyć tą znakomitą komedię bez wkłada­nia więk­szego wysiłku.

 

 

 To chy­ba mój ukochany cytat z tego cud­own­ie zabawnego fil­mu.

 

 

Kot­ka na gorą­cym blaszanym dachu — ze wszys­t­kich ekraniza­cji sztuk Ten­nessee Williamsa (których amerykanie nakrę­cili więcej niż chy­ba sami potrze­bu­ją) zwierz najbardziej lubi tą roz­gry­wa­jącą się w wielkim domu na połud­niu dość kam­er­al­ną his­torię. Zwierz nawet wie dlaczego — mimo, że podzi­wia Bran­do w Tramwa­ju Zwanym Pożą­daniem to dużo bardziej zapadł mu w pamięć bohater grany przez Paula New­mana, były sportowiec, który za dużo pije i trzy­ma na dys­tans swo­ją żonę (dobra i zde­cy­dowanie ład­niejsza niż to przyz­woite) a na dodatek chy­ba nawet sam przed sobą nie chce przyz­nać, że będzie mu tęs­kno do umier­a­jącego na raka ojca. Zwierz lubi ta postać bo choć ten zła­many bohater który w ostate­cznym rozra­chunku okazu­je się być porząd­niejszy od prz­er­aża­ją­cych mieszczan (no może nie mieszczan ale w każdym razie tej bardziej udanej częś­ci rodziny która tylko czy­ha na spadek). Poza tym że film jest dobrze zagrany i odpowied­nio połud­niowy (zwierz zawsze ma wraże­nie że amerykańskie połud­nie choć jest cywiliza­cją zupełnie wyjątkową jest w jak­iś sposób men­tal­nie bliższe Europie) jest jeszcze znakomi­cie wyreży­serowany. Gdy­by zwierz nie widzi­ał że to sztu­ka nigdy by nie dostrzegł scenicznych rysów fabuły choć trze­ba przyz­nać, że dialo­gi (kłót­nie małżonków w poko­ju, roz­mowa z ojcem w piwni­cy) są dość staty­czne to jed­nak w akto­ra jest wystar­cza­ją­co dużo życia, że nie czuć w nich teatral­noś­ci. Zwierz nie będzie was przekony­wał, że to najlep­sza z możli­wych wer­sji dra­matu Williamsa ale z całą pewnoś­cią jego ulu­biona. Choć kto wie, może za ten sen­ty­ment odpowia­da olbrzymia sym­pa­tia jaką zwierz darzy Paula New­mana. A tak poza tym — w bard­zo specy­ficznej roli Mag­gie zwierz potrafi sobie wyobraz­ić już tylko Eliz­a­beth Tay­lor

 

 

  ponown­ie zwierz nie twierdzi, że to najlep­sza wer­s­ja sztu­ki ale z całą pewnoś­cią zwierza ulu­biona.

 

Wąt­pli­woś­ci — jak zwyk­le w przy­pad­ku filmów które wywarły na zwierzu niezatarte wraże­nie, zwierz pod­chodz­ił do pro­dukcji jak do jeża. Tu wąt­pli­woś­ci co do Wąt­pli­woś­ci dostar­cza­ła przede wszys­tkim masowy pozy­ty­wny odbiór kry­ty­ki — zwierz zawsze ma z tym prob­lem — kiedy wszyscy o czymś dobrze piszą zwierz zami­ast się urad­ować zaczy­na węszyć pod­stęp. No i tak Wąt­pli­woś­ci obe­jrzał z pewnym opóźnie­niem by potem wyrzu­cać sobie, że trze­ba było jed­nak słuchać recen­zen­tów. Dlaczego Wąt­pli­woś­ci to taki dobry film? Przede wszys­tkim dlat­ego, że jest napisany z rozwagą sztu­ki teatral­nej a nie z niekiedy niepotrzeb­na paplan­iną niek­tórych sce­nar­iuszy fil­mowych. Tu his­torię zakon­ni­cy który zaczy­na pode­jrze­wać o niewłaś­ci­wie zachowanie lokalnego księdza. Jej wąt­pli­woś­ci budzi zwłaszcza chowanie księdza wobec jedynego w szkole czarnoskórego ucz­nia (akc­ja roz­gry­wa się w lat­ach 60). Autor nagrod­zonej Pulitzerem sztu­ki zro­bił coś co wyda­je się prak­ty­cznie niemożli­we. Napisał sztukę w której od początku do koń­ca tytułowe wąt­pli­woś­ci odgry­wa­ją główną rolę. Sztu­ka sprawdza­ła się na sce­nie ale na ekranie błyszczy przede wszys­tkim dzię­ki Phillipowi Sey­murowi Hoff­manowi w roli księdza i Meryl Streep w roli szuka­jącej prawdy zakon­ni­cy. Zwierz musi powiedzieć że rola Meryl Streep w Wąt­pli­woś­ci­ach jest abso­lut­nie genial­na — bez niej film był­by mimo świet­nych dialogów i znakomi­cie zapisanej fabuły bez porów­na­nia mniej nie tyle niepoko­ją­cy co właśnie wyple­niony wąt­pli­woś­ci­a­mi. A kiedy zobaczy się ostat­nią scenę fil­mu to już naprawdę człowiek miał­by ochotę obsy­pać aktorkę wszys­tki­mi nagro­da­mi świa­ta.

 

 

 Wąt­pli­woś­ci to nie tylko znakomi­ta sztu­ka — film dorzu­ca jeszcze świet­ny poje­dynek aktors­ki bez ani jed­nej fałszy­wej nuty.

 

Frost/Nixon — ponown­ie — zwierz był przeko­nany, że  ekraniza­c­ja sztu­ki w której dzi­en­nikarz roz­maw­ia z prezy­den­tem go znudzi. Tak więc zwierz przekładał moment kiedy zobaczy film aż w końcu zro­biło mu się trochę głu­pio. Tyle nom­i­nacji i pochwał a zwierz nic nie widzi­ał. Ter­az to chy­ba jedne z jego ulu­bionych filmów poli­ty­cznych. Dlaczego? po pier­wsze jest świet­nie zagrany — Michael Sheen wyko­rzys­tu­je swój wiel­ki tal­ent do gra­nia ludzi którzy żyli naprawdę, a Frank Lan­gel­la gra taką wer­sję Nixona, którą moż­na pol­u­bić a nawet kto wie zrozu­mieć. Ale najlep­sze w tym filmie jest to, że właś­ci­wie przez cały film oglą­damy roz­mowę dwóch osób — i właś­ci­wie moż­na przez chwilę zapom­nieć, że wiemy dokład­nie co było wcześniej i co było dalej. To jest ciekawy przykład fil­mu poli­ty­cznego, w którym właś­ci­wie poli­ty­ka zosta­je sprowad­zona do jed­nos­tek, do pytań i do roz­mowy a jed­nocześnie cały czas porusza­my się w kręgu zdarzeń niesły­chanie ważnych dla  his­torii kra­ju i w ogóle sposobu spra­wowa­nia władzy. Zawsze fas­cynowały zwierza filmy, w których tym co najbardziej do nich przy­cią­ga jest roz­mowa między bohat­era­mi — to coś czego kino nie robi częs­to a co zazwyczaj okazu­je się być zde­cy­dowanie lep­sze niż efek­ty spec­jalne. Widzi­cie zwierz uwiel­bia wielkie rozwał­ki ale najin­ten­sy­wniej oglą­da mu się filmy gdzie ludzie po pros­tu roz­maw­ia­ją. I dlat­ego bard­zo lubi Frosta/Nixona.

 

 

  Dwóch mężczyzn siedzi i roz­maw­ia. Zwierz jest przys­sany do telewiz­o­ra i boi się mru­gać. 

 

 

Kopen­haga — sztukę niedawno moż­na było oglą­dać w Warsza­wskim Teatrze (zwierz nie pamię­ta którym) ale zwierz musi przyz­nać, że zna Kopen­hagę przede wszys­tkim z jej telewiz­yjnej wer­sji gdzie Heisen­ber­ga grał Daniel Creig zaś Niel­sa Bho­ra Stephen Rea. Oczy­wiś­cie roz­mowa nie toczy się o fizyce, ale o fizyce, poli­tyce, wojnie, moral­noś­ci i wszys­tkim dookoła. Zwierz abso­lut­nie uwiel­bia tą sztukę przede wszys­tkim dlat­ego, że zwierz abso­lut­nie uwiel­bia kiedy kwest­ie nau­ki, przekon­ań i poli­ty­ki łączą się nieroz­er­wal­nie. Zwierz nigdy nie czuł się bardziej zafas­cynowany zasadą nieoz­nac­zonoś­ci i jej kon­sek­wenc­ja­mi dla tego co wiemy i czego nie wiemy o otacza­ją­cym nas wszechświecie. Zdaniem zwierza wszys­tkim dzieci­akom na pier­wszej lekcji fizy­ki w liceum powin­ni pokazy­wać ten film. Bo serio kiedy człowiek oglą­da Kopen­hagę to nagle fizy­ka sta­je się czymś więcej niż zbiorem zadań w podręczniku ale nauką odpowiada­jącą o najważniejszych kwes­t­i­ach doty­czą­cych natu­ry w sum­ie abso­lut­nie wszys­tkiego. Zwierz wie że nie należy uczyć się fizy­ki ze sztuk o kon­flik­tach moral­nych ale to, niepro­fesjon­alne acz bard­zo human­isty­czne pode­jś­cie do nau­ki abso­lut­nie go uwiodło. No i trze­ba powiedzieć że cała trzyosobowa obsa­da gra dobrze — zwierz nawet nie zauważył kiedy sztu­ka się skończyła i cały czas chci­ał jeszcze trochę. Kur­czę to fajny kawałek kina choć w telewiz­ji.

 

 

 Zan­im Daniel Craig został Bon­dem w Kopen­hadze koniecznie chci­ał poz­nać odpowiedzi na niesły­chanie kluc­zowe pyta­nia. Nie tylko z zakre­su fizy­ki.

 

 

Dowód - widzi­cie zwierz jest abso­lut­nie przeko­nany, że fil­mowy Dowód nie jest najlep­szą wer­sją sztu­ki ale jed­nocześnie nigdy nie widzi­ał Dowodu granego na żywo więc to jedy­na wer­s­ja sztu­ki jaką zna. O ile w Kopen­hadze uwodzi go fizy­ka tu uwodzi go pytanie o naturę sza­leńst­wa i geniuszu roze­grana w opar­ciu o pytanie o prawdzi­wość jed­nego matem­aty­cznego dowodu — czy rzeczy­wiś­cie jest autorstwa psy­chicznie roztrzę­sionej cór­ki wybit­nego matem­aty­ka, a może to ostat­nie wielkie dzieło jej ojca zan­im całkowicie popadł w obłęd. Zwierz co praw­da nie przepa­da za zakończe­niem (zwierz nie wie czy sztu­ka kończy się też tak jed­noz­nacznie) ale cała sztu­ka ma znakomitą kon­strukcję. Być może gdy­by chodz­iło o cokol­wiek innego zwierz by się nie wciągnął ale tu pyta­ją o tal­ent matem­aty­czny a ten — mimo, że zwierz nic z niego nie posi­a­da — zawsze go fas­cynował. Być może dlat­ego, że abso­lut­nie nie da się go podro­bić. Film nie jest źle obsad­zony choć najsłab­szym ogni­wem obsady jest Gwyneth Pal­trow która wypa­da dość nieprzekonu­ją­co w roli dziew­czyny na skra­ju lub poza skra­jem zała­ma­nia ner­wowego. Dobry jest nato­mi­ast Antho­ny Hop­kins w roli szk­lonego ojca (co nie dzi­wi) oraz Jake Gyl­len­haal w roli dok­toran­ta, który okazał się mniej zdol­ny niż się zapowiadał. Zwierz lubi takie sztu­ki ale woli kiedy właś­ci­wie nie mają jed­noz­nacznego zakończenia i pozwala­ją mu samej zde­cy­dować w co chce wierzyć.

 

 

 Zwierz może nie przepa­da za tym wys­taw­ie­niem ale bard­zo lubi samą sztukę.

 

Poje­dynek (Sleuth) — zwierz od razu zas­trze­ga, że nie pisze o wer­sji z Lau­ren­ca Oliviera i Michaelem Caine tylko o wer­sji z Michelem Caine i Judem Law. Wielu uważa ten film Sir. Branagha (ha! macie mnie nie był zwierz w stanie nawet zacząć wyliczać bez wspom­nienia o swoim ulu­bionym aktoro/reżyserze) za nieu­dany ale zwierz oso­biś­cie uważa że to znakomi­ta pro­dukc­ja. Pin­ter który zmarł krótko po pro­dukcji fil­mu był obec­ny na planie a przy­na­jm­niej moż­na było go o coś spy­tać. Wiąże się z tym ciekawa aneg­do­ta. Jak może wiecie punk­tem wyjś­cia fabuły jest spotkanie dwóch mężczyzn — męża i kochanka — jeden prosi o rozwód, dru­gi nie chce go dać i obaj toczą między sobą tytułowy poje­dynek na słowa, charak­tery, oble­gi i wszys­tko co zna­jdzie się pod ręką. Otóż w sztuce jak i w filmie nie ma żad­nej kobi­ety — nie pojaw­ia się oso­biś­cie na sce­nie by rozdzielić wal­czą­cych mężczyzn. Kiedy zapy­tano Pin­tera czy mógł­by powiedzieć coś więcej o tej postaci Pin­ter stwierdz­ił że tak naprawdę żad­nej kobi­ety może nie być łącznie ze sceną, w której dzwoni. Aktorzy powiedzieli mu co myślą o tym pomyśle (wtedy jeszcze nie miał Nobla) ale to dobra naucz­ka by nie pytać dra­matur­ga co ma na myśli. Film zwierz lubi z dwóch powodów — po pier­wsze jest nakrę­cony w genial­nych wnętrzach zim­nego nieprzy­jaznego domu które gra­ją trze­ciego bohat­era dra­matu. Zwierz był urzec­zony tym jak zamknię­ta przestrzeń została w pełni wyko­rzys­tana i jak bard­zo deko­rac­je, światło i w ogóle całe tło odd­a­je charak­ter fil­mu. Dru­ga kwes­t­ia to rola Michaela Caine. Caine należy do ulu­bionych aktorów zwierza bo jest jed­nym z niewielu, którzy potrafią zagrać wszys­tko — i tu właśnie widać całą gamę jego aktors­kich możli­woś­ci — w jed­nych sce­nach jest łagod­ny by w innych być okrut­ny, kon­trolu­ją­cy sytu­ację lub zupełnie zagu­biony. Do tego jak słusznie pod­kreślał chy­ba Branagh — Caine to taki aktor który może na ekranie nic nie mówić tylko stać przed kamerą a na jego twarzy zobaczy się wszys­tkie niezbędne emoc­je. Jude Law nie ma tutaj zbyt wiele do pokaza­nia i choć gra dobrze to jed­nak z Cainem w tym filmie rów­nać się nie może. Ciekawe czy doczekamy się kole­jnego przekaza­nia pałecz­ki i za jakieś 30 lat law będzie grał męża z innym aktorem gra­ją­cym kochanka żony. Było­by ciekaw­ie.

 

 Dwóch panów w Windzie nie licząc napię­cia.

 

Sza­leńst­wa Króla Jerzego - zwierz od samego początku miał wraże­nie że z tym filmem jest coś nie tak. Nie strasznie się zwier­zowi podobał i w ogóle chci­ał go od razu zobaczyć jeszcze raz ale przez pewien czas miał wraże­nie że struk­tu­ra nar­racji jest jak­by nie ze sce­nar­iusza fil­mowego. Dopiero po pewnym cza­sie zdał sobie sprawę że film nakrę­cono w opar­ciu o sztukę którą na potrze­by kina lekko prze­r­o­bił sam autor Alan Ben­nett. Film ide­al­nie łączy trzy ele­men­ty — jeden to kwes­t­ia bycia królem — królews­kich praw obow­iązków i kon­sek­wencji dla państ­wa wynika­ją­cych z fak­tu, że ktoś jest też człowiekiem, dru­ga sprawa to prob­lem leczenia chorób psy­chicznych w cza­sach przed współczes­ną medy­cyną trze­cia zaś to zapis poli­ty­cznej zaw­ieruchy jaka roz­gry­wała się na tle Sza­leńst­wa Jerzego III. Wszys­tkie te trzy płaszczyzny roze­grane są ide­al­nie i co więcej każ­da ma swo­ją osobę z obsady. tak więc króla człowieka poz­na­je­my przede wszys­tkim przez jego relac­je z żona graną przez znakomi­ta jak zawsze Helen Mir­ren, króla sza­leń­ca leczymy razem z przeko­nanym o słusznoś­ci swoich dzi­ałań dr. Willisem granym przez Iana Hol­ma (który jest wspani­ały w tej roli), zaś kwest­ie poli­ty­czne roz­gry­wamy razem z księ­ciem Walii którego znakomi­cie gra spec­jal­nie pogru­biony i lekko oszpecony blond loczkiem Rupert Everett. Całość zaś spina abso­lut­nie świet­na rola NIgela Hawthorne jako Króla Jerzego.  Zwierz nie miał­by co całoś­ci żad­nych zas­trzeżeń gdy­by nie jeden mały błąd sce­nar­iusza. Otóż w filmie gra Rupert Graves jego bohater wprowadza nas w świat króla jest świad­kiem ważniejszych scen i właś­ci­wie pojaw­ia się na ekranie przez cały film. Ale nie ma żad­nej roli. praw­ie nic nie mówi, praw­ie nic nie robi, stoi, świet­nie wyglą­da w mundurze i tyle. Zwierz rozu­mie, że zawsze miło jest mieć Ruper­ta Gravesa w kadrze ale nie jest w stanie pojąć po co fil­mowi postać która nic nie wnosi do fabuły.

 

 

 Sza­leńst­wa Króla Jerzego są nie tylko dobrym filmem ale także znakomi­cie nakrę­conym z punk­tu widzenia kostiumów, wnętrz i odd­a­nia charak­teru epo­ki.

 

Sznur — zwierz nigdy nie był do koń­ca przeko­nany o co chodzi z tym Hitch­cock­iem do cza­su kiedy lata temu nie zobaczył Sznu­ra. Tu od razu widz­imy, że mamy do czynienia ze sztuką. Cała akc­ja toczy się w niewielkim mieszka­niu,  z wieżow­ca­mi Nowego Jorku za Oknem. Trwa przyję­cie. Jedze­nie rozłożone jest na skrzyni, w skrzyni jest trup. Nie zwierz nie wydał wam zakończenia — taki jest początek. Tym co w filmie najbardziej fas­cynu­je to toczą­ca się na przyję­ciu (ale jak się dowiadu­je­my także wcześniej) dyskus­ja czy da się popełnić zbrod­nię doskon­ałą. Dyskus­ja jest zarówno reto­rycz­na jak i dla niek­tórych uczest­ników przyję­cia zupełnie prawdzi­wa. Sznur oglą­da się znakomi­cie z kilu powodów. Po pier­wsze — Hitch­cock tworzy taką atmos­ferę napię­cia że czu­je­my się trochę jak­byśmy sami właśnie wsadzili jakiegoś tru­pa do szafy i bali się że wypad­nie nam w samym środ­ku imprezy. Dru­ga sprawa, która przy­na­jm­niej zwierza przy­cią­ga do ekranu to James Stew­art — zwierz nie jest sza­lonym fanem akto­ra ale tutaj jako były nauczy­ciel spraw­ców morder­st­wa sprawdza się znakomi­cie. Właś­ci­wie moż­na ten film oglą­dać wiele razy za każdym razem decy­du­jąc się na inną per­spek­ty­wę. Moż­na wybrać per­spek­ty­wę spraw­ców i tylko czekać aż wszyscy sobie pójdą, moż­na być zwolen­nikiem spraw­iedli­woś­ci i czekać aż ktoś się zori­en­tu­je. Z całą pewnoś­cią nie da się tego fil­mu obe­jrzeć obo­jęt­nie. Nawet jeśli doskonale wiemy jak się to wszys­tko skończy.

 

 

 Zdję­cie z planu. Reżyser w roli tru­pa.

 

 

A ter­az coś czego na takich lis­tach zazwyczaj braku­je:  W Polsce na DVD wyszły praw­ie wszys­tkie filmy ze spisu (Ostat­nio w sklepach przece­ni­ano co najm­niej połowę z nich), nie wyszła nigdy Kopen­haga ale TVP 1 pokazu­je ją bard­zo chęt­nie, zaś w sied­miu częś­ci­ach może­cie ją zobaczyć na Youtube, Arszenik i Stare Koron­ki kiedyś dość częs­to leci­ały na TCM, film moż­na kupić na Ama­zonie za 4 i pół fun­ta lub za 9 w całej kolekcji filmów z Cary Grantem, Sznur jakoś nie dawno pokazy­wało TCM, moż­na go kupić za 5 fun­tów na Ama­zonie i zwierz ma wraże­nie że mógł wyjść kiedyś w Polsce na DVD, nato­mi­ast cały z grecki­mi napisa­mi zna­jdziecie na Youtube. Tak więc widzi­cie filmy są raczej dostęp­ne.

 

 

Dobra zwierz skończył może się wam wydać że ten zbiór filmów jest dzi­wny ale zwierz ma nadzieję, że jeśli jakiegoś z nich nie widzieliś­cie to was zachę­cił do obe­jrzenia. Jutro będzie dzi­w­na i niesły­chanie eklek­ty­cz­na kat­e­go­ria, która może się jed­nak niek­tórym spodobać. Jutro bowiem zwierz poda dziesięć filmów, na których płakał. Jak na razie jest to strasznie dzi­wa zbieran­i­na. Wyglą­da na to, że zwierz chlip­ie na fil­mach niekon­trolowanie.

 

Ps: Zwierz zde­cy­dował się na nazwę “100 dwa” bo wiecie ta lista jest na sto dwa :P

ps2: Na tych którzy mogą zapy­tać czemu nie ma Rzezi Polańskiego — zwierz widzi­ał sztukę w Ateneum i choć może się to wydać niesamowite w teatrze z pol­ską obsadą podobało mu się bardziej niż na ekranie w obsadą gwiaz­dorską.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy