Home Film 100 dwa zwierza cz. 2 czyli można się przyzwyczaić do pewnego rodzaju smutku

100 dwa zwierza cz. 2 czyli można się przyzwyczaić do pewnego rodzaju smutku

autor Zwierz

 

Hej

 

 

Zwierz zapowiedzi­ał na dziś spotkanie z fil­ma­mi na których płakał.  Sam zwierz musi przyz­nać, że to dzi­w­na zbieran­i­na. Dlaczego? Przede wszys­tkim zwierz ogól­nie płacze w kinie zaskaku­ją­co mało jeśli w ogóle. Chlip­ie sobie nato­mi­ast wyłącznie w samot­noś­ci być może dlat­ego, że nie musi wtedy udawać twardego kino­mana i kry­ty­ka tylko może dop­uś­cić do gło­su tą łagod­ną i wrażli­wą istotę która gdzieś kona w jego wnętrzu. Dru­ga sprawa to prosty fakt, że na zwierza nie dzi­ała­ją niek­tóre fil­mowe sztucz­ki — na przykład zwierz nigdy nie płacze na fil­mach wojen­nych ani też nie chlip­ie na fil­mach o Zagładzie. Nie i już (co aku­rat tych co zwierza zna­ją zupełnie dzi­wić nie powin­no).  Podob­nie zwierz z rzad­ka chlip­ie na romansach (a właś­ci­wie zupełnie nie chlip­ie) i nie dzi­ała na niego sztucz­ka Nicholasa Spark­sa każą­ca kogoś wykończyć pod koniec. Zwierz zde­cy­dował się więc nie tyle opowiedzieć wyłącznie o fil­mach, na których on chli­pał ale także zawrzeć kil­ka tytułów, o których wie, że budzą w ludzi­ach wzrusze­nie. Tak więc ci którzy spodziewali się, że dzisiejsza lista będzie spo­jrze­niem w głąb psy­chi­ki zwierza mogą się nieco zaw­ieść.  Z drugiej strony łkanie w kinie to bard­zo specy­ficz­na rzecz więc nie ma żad­nych obiek­ty­wnych list. Przy­pom­i­nam że zawsze moż­na zajrzeć do częś­ci 1 set­ki bis, oraz do poprzed­niej listy. A i ponieważ łka się przy konkret­nych zakończeni­ach i konkret­nych smut­nych sce­nach to musi­cie się przy­go­tować na spoil­ery

 

 

 

  Motyw prze­wod­ni naszej dzisiejszej set­ki.

 

 

Bam­bi — chy­ba hit hitów jeśli chodzi o filmy które wyciska­ją łzy zwierz był w stanie obe­jrzeć film tylko raz kiedy był dzieck­iem, zresztą pamię­ta jak ojciec , który nad­zorował oglą­danie fil­mu wyraz­ił deza­pro­batę wobec jego trag­icznej treś­ci. Zwierz nigdy nie zrozu­mi­ał, że nikt w stu­dio Dis­neya nie krzyknął “nie zabi­ja się mamy małego jelon­ka”. Chy­ba, że istot­nie Dis­ney chci­ał wywołać łzy dziesiątek dzieci na całym świecie.  Oczy­wiś­cie łzy jakie zwierz wylał nad matką Bam­biego (a właś­ci­wie nad samot­noś­cią małego jelon­ka) zaowocow­ały bard­zo nieliczny­mi seansa­mi tego fil­mu — zwierz widzi­ał go dwa razy i nie chce zobaczyć ani razy więcej.  Jedyne co zwierz w tej ani­macji lubi to  muzykę, oraz scenę, w której Bam­bi uczy się chodz­ić. Przy czym trze­ba zaz­naczyć, że Bam­bi to naprawdę bard­zo pięk­na ani­mac­ja, przez lata uznawana za jed­ną z najlep­szych jaka wyszła ze stu­dia Dis­neya.  Choć zdaniem zwierza serio nie powin­no się zabi­jać zwierzątek w ani­mac­jach dla dzieci.

 

 

 To ostate­czny dowód, że Chan­dler z Przy­jaciół nie miał ser­ca. Oraz że płakanie na Bam­bim jest uznawane za coś powszech­nego.

 

 

Glad­i­a­tor — dlaczego zwierz łkał na filmie, którego nawet nie lubi? Bo zwierz Glad­i­a­to­ra nie lubi, uważa ten film za zbyt dłu­gi, miejs­ca­mi przeszarżowany, miejs­ca­mi posi­ada­ją­cy znaczne luki w fab­ule, niekiedy niemalże kic­zowaty. Do tego zwierz nie przepa­da za Rus­se­lem Crowe, dobra w Glad­i­a­tiorze był dobry ale ogól­nie to nie jest jego aktor, rzeczy­wiś­cie rola Jaquina Phoenixa jest znakomi­ta ale nadal całość budzi pewne wąt­pli­woś­ci. To dlaczego zwierz łkał? Nawet nie dlat­ego, że bohater ginie, ale dlat­ego,  że kiedy ginie przed czułym sercem zwierza otworzyła się cała wiz­ja tego jak musi­ało mu być smut­no kiedy tak żył sam bez swo­jej (wykońc­zonej wcześniej) rodziny. Z resztą ogól­nie zwierz bard­zo lubi (i częs­to się wzrusza)  wiz­ję,  że po śmier­ci spo­tykamy się z naszy­mi bliskim, do których tęskn­imy tu za życia (zwierz zakła­da, że odchodz­imy w takim wieku, że ktoś już tam na nas czeka). I choć teo­re­ty­cznie taka wiz­ja powin­na napawać optymizmem zwierza zawsze smu­ci bo oznacza, że tyle lat musimy czekać na ponowne spotkanie. I tak moi drodzy wszys­tkie te rozmyśla­nia budzą się w zwierzu w cza­sie oglą­da­nia końców­ki Glad­i­a­to­ra. I kto zwierza pokona w szuka­niu wzruszeń?

 

 

 

 No jak zwierz miał nie łkać jak bohater nie ginie tylko wraca do domu.

 

 

Król Lew — oczy­wiś­cie, że zwierz łkał na Królu Lwie, dokład­nie na określonej sce­nie gdy mały lew pod­chodzi do ciała swego stra­towanego przez anty­lopy ojca i  mówi “Tato chodźmy, chodźmy do domu” po czym kładzie się obok by chli­pać.  Zwierz abso­lut­nie nie rozu­mie dlaczego w filmie dla dzieci taka nie tyle smut­na co właś­ci­wie psy­chopaty­cz­na sce­na. Po co pokazy­wać dzieciom małe stworze­nie, które zosta­je same obok ciała swo­jego rodz­i­ca, opuszc­zone i samotne.  Czy oni w Dis­neyu nie mają żad­nego poszanowa­nia do delikat­nej dziecięcej psy­chi­ki. Cóż może rację ma brat zwierza, który twierdzi że Dis­ney to del­e­gatu­ra Szatana na świat.  A co do wspom­ni­anej sce­ny to jest to jedyny przy­padek , w którym zwierz miał wraże­nie , że wszyscy ale to abso­lut­nie wszyscy na sali łka­ją. Oczy­wiś­cie zawsze się zna­jdą tacy, którzy twierdzą, że nie płakali po Mufasie ale zwierz był na tamtej sali kinowej i co zobaczył to jego.

 

 

 

 Serio kim trze­ba być żeby umieś­cić taką scenę z małym lwiątkiem u boku martwego ojca w filmie dla dzieci. To przy tym Ham­let to kome­dia.

 

 

 

 

Trze­cia Gwiaz­da — fani zwierza wiedzą, że przy filmie łkał jak sza­lony i nawet napisał o tym WPIS. Dlaczego? Trud­no zwier­zowi do koń­ca stwierdz­ić. Film opowiada­ją­cy his­torię śmiertel­nie chorego młodego mężczyzny, który wraz z przy­jaciół­mi wybiera się na ostat­nia wyprawę, na plażę gdzie spędzili kiedyś razem całkiem mile lato jest wręcz pod wzruszenia napisany. Oczy­wiś­cie jest w nim kil­ka ciekawych wątków ale nieste­ty ten główny jest przeprowad­zony z całą bezwzględ­noś­cią fil­mu, w którym ktoś jest ciężko chory i ma umrzeć. Dlaczego więc zwierz łkał? Chy­ba dlat­ego, że przez czas trwa­nia fil­mu przy­wiązał się do bohaterów i nar­o­dz­iła się w nim nikła nadzie­ja, że może sce­narzyś­ci nie zde­cy­du­ją się na złe rozwiązanie. Choć nie, takie myśle­nie było­by nai­wne bo wiado­mo, że główny bohater (grany przez Bene­dic­ta Cum­ber­batcha) zejść z padołu łez musi. Skąd więc łzy anal­i­zował zwierz kiedy ostat­nim razem oglą­dał film już bez takich emocji. Może dlat­ego, że ten dość ograny schemat jest całkiem nieźle zagrany.  Przy czym zwierz dochodzi jed­nak do wniosku, że jego łzy nad Trze­cią Gwiazdą są dowo­dem że za cholerę nie wiado­mo nad czym się rozpłaczemy. A film warto obe­jrzeć bo jest nieźle zagrany, ma całkiem zabawne epi­zody. 

 

 

 Niby człowiek od początku wie, jak się cały film skończy a łka (zdję­cie niczego nie ilus­tru­je taki pretekst co by się Cum­ber­batch patrzył z ekranu)

 

Moja dziew­czy­na — ponown­ie trau­ma dziecińst­wa (widzi­cie z cza­sem serce zwierza się utwardz­iło), w sum­ie film o córce  owdowiałego właś­ci­ciela zakładu pogrze­bowego która nie jest szczegól­nie szczęśli­wa (zwłaszcza że jej ojciec zda­je się być na dobrej drodze by ułożyć sobie życie na nowo) i spędza czas w bard­zo zakochanym w niej chłopcem z sąsiedzt­wa. Film oglą­da się przy­jem­nie aż do kosz­marnego zakończenia. Oczy­wiś­cie zakończenia napisanego spec­jal­nie po to by budz­ić uczu­cie wzruszenia. Co praw­da niek­tórzy twierdzili, że film powodu­je łzy ponieważ o Macaulay Culkin  naresz­cie nie doży­wa koń­ca ale zdaniem zwierza to jed­na z jego lep­szych ról. Ale i tak nic nie prze­bi­je tej kosz­marnej koń­cowej sce­ny kiedy mała dziew­czyn­ka (grała ją Anna Chlum­sky która była chy­ba jed­nym z najlepiej gra­ją­cych dzieci jakie zwierz kiedykol­wiek widzi­ał w filmie) nie chcąc się pogodz­ić ze śmier­cią swo­jego przy­ja­ciela doma­ga się by włożyć mu do trum­ny oku­lary bez których nic nie widzi. Kosz­mar. Z drugiej jed­nak strony to jeden z niewielu filmów, który w jakikol­wiek sposób pode­j­mu­je tem­at  bycia dzieck­iem nie tyle ze złej rodziny co po pros­tu nieszczęśli­wym. Tu za nieszczęś­cie nie odpowia­da tylko ewen­tu­al­na nowa żona ojca, ale w ogóle ten niezbyt dobry dla człowieka wiek 11 lat. Za to zwierz ceni ten film ale uważa, że pro­du­cen­ci doskonale wiedzieli co robili i siedzieli pod kina­mi sprzeda­jąc chus­tecz­ki spod lady.

 

 

 To był­by taki uroczy film o doras­ta­niu gdy­by wszyscy przeżyli do koń­ca.

 

Requiem dla snu — zwierz właś­ci­wie nie płakał ale był tak stras­zli­wie przygnębiony, że dopisał ten film do listy. Requiem dla snu to film abso­lut­nie wybit­ny i napisany w sposób, który ma na nas wymusić sil­ną emocjon­al­ną reakcję. Oczy­wiś­cie kiedy rozłoży się tą niesamow­itą  his­torię na czyn­ni­ki pier­wsze nagle okazu­je się, że mamy do czynienia z filmem per­fek­cyjnie skon­struowanym tak by pokazać nam świat podsy­canej przez narko­ty­ki ludzkiej izo­lacji. Requiem dla snu to taki świat w którym człowiek cały czas jest samot­ny — i właś­ci­wie moż­na się zas­tanaw­iać czy bohaterowie są samot­ni tylko przez narko­ty­ki czy też dlat­ego, że to taki świat. Do tego świet­na muzy­ka, znakomite aktorstwo i sporo wyśmien­i­tych scen. Nie mniej kiedy zwierz otrząs­nął się z kosz­marnego doprowadza­jącego go na granicę łez przygnę­bi­enia poczuł się lekko oszukany. Wiecie  film o uza­leżnie­niu od narko­tyków i alien­acji powinien być przygnębi­a­ją­cy ale czy bohaterowi musi do tego jeszcze gnić ręka?  (zwierz wzdry­ga się na sama myśl). Ostate­cznie zwierz pamię­ta doskonale przygnę­bi­e­nie (czy nawet jed­ną czy dwie łzy jakie uronił nad losem bied­nych bohaterów) ale postanow­ił więcej nie oglą­dać fil­mu. Jak mówi tekst zeszłorocznego hitu, “Moż­na się uza­leżnić od pewnego rodza­ju smutku” ale to aku­rat nie był ten smutek

 

 

 Film wprowadza zwierza plus minus w nastój po którym ma się ochotę utopić w wan­nie. Co ciekawe zwierz widzi­ał film tylko raz a jego brat jakieś dziesiąt­ki bo pokazu­je go stu­den­tom.

 

 

Zielona Mila — wielu widzów kry­tyku­je Zieloną Milę za to że jest za dłu­ga, za bard­zo sen­ty­men­tal­na i gra w niej Tom Han­ks. Zwierz uważa, że to jed­na z niewielu ekraniza­cji porzy aut­en­ty­cznie lep­sza od książkowego ory­gi­nału (King nieco ekspery­men­tował przy Zielonej Mili z kon­cepcją powieś­ci w odcinkach i odcis­nęło się to na książce). Sam film poruszył zwierza głęboko tylko za pier­wszym razem,  ale pozostałe seanse utwierdz­iły go w przeko­na­niu że lubi ten niesamowicie dłu­gi film. Zwierz doskonale wie dlaczego płakał — Zielona Mila ma spoko­jną miejs­ca­mi niemal sielankową nar­rację zestaw­ioną z zupełnie nie sielankową rzeczy­wis­toś­cią  więźniów z celi śmier­ci i ich strażników. Oglą­da­jąc his­torię wielkiego murzy­na,  skazanego na śmierć, i strażni­ka więzi­en­nego, który nie tylko ori­en­tu­je się, że nie ma do czynienia ze złoczyńcą ale z . no właśnie z posłańcem bożym? Cud­em? Ład­nym choć niezbyt ukry­tym naw­iązaniem  do Jezusa?  Zwierz nie tyle płakał nad śmier­cią bohat­era — która ponown­ie wydała mu się bardziej wyz­wole­niem niż karą, ale nad samą zapro­ponowaną wiz­ją naszego świa­ta.  Choć może to idio­ty­cznie zabrzmieć w przy­pad­ku takiego fil­mu, zwierz uronił łzę nad chy­ba jed­nak prawdzi­wą reflek­sją nad ludzkoś­cią, że gdy­by pojaw­ił się wśród nas prawdzi­wy cud, prędzej byśmy go zniszczyli niż doce­nili. Jak widzi­cie zwierz ma strasznie głębok­ie reflek­sje przy niekoniecznie głębo­kich fil­mach. Poza tym wiecie to jest tak, że zwierz nie przepa­da za aktorstwem Toma Han­ksa ale trze­ba mu przyz­nać, jeśli Tom Han­ks chce żeby wid­ow­n­ia szukała chus­teczek do nosa to wid­ow­n­ia będzie szukała chus­teczek i jeszcze papieru toale­towego jak te się skończą.  Na więk­szoś­ci krążą­cych w Internecie list z najbardziej wzrusza­ją­cy­mi ludzi fil­ma­mi zazwyczaj jest co najm­niej jeden z Han­ksem.

 

 

 Zwierz jest dzi­wną istotą która najbardziej chlip­ie kiedy śmierć pod koniec fil­mu okazu­je się być nie karą czy wypad­kiem ale wybaw­ie­niem.

 

Old Yeller (Żółte Psisko) —  widzi­cie jest taki rodzaj filmów których po pros­tu nie powin­no się robić.  Zasa­da jest pros­ta — dziecko ma najlep­szego przy­ja­ciela — psa, kot­ka czy cokol­wiek w tym sty­lu. W ogóle to nie musi być dziecko, równie dobrze mogą to być dorośli. W każdym razie ktoś ma psa i ten pies albo sam zdy­cha albo zosta­je uśpi­ony, albo wye­lim­i­nowany jak w przy­pad­ku Old Yellera z powodu wściek­l­i­cy. Jak zapewne zgadliś­cie film wypro­dukował Dis­ney  który chy­ba nakrę­cił Pot­wory i Spół­ka na pod­staw­ie dzi­ałal­noś­ci włas­nej firmy — jeśli nie oglą­dal­iś­cie Pot­worów i Spół­ki to tam energię do mias­ta dostar­czał krzyk prz­er­ażonych dzieci, w przy­pad­ku Dis­neya kasę przynoszą łzy dzieci które muszą dowiedzieć się co stało się z bied­nym psem. Co ciekawe filmy wcale nie jest jak­iś szczegól­nie dobry, ale przez to, że jest mniej więcej równie trau­maty­czny co “Pies który jeźdz­ił kole­ją” (zwierz nadal nie rozu­mie gdzie tu zabawa w doprowadza­niu dzieci do łez lek­turą szkol­ną a potem w obow­iązkowym omaw­ia­n­iu jej szczegółów. Sor­ry wspom­nienia z dziecińst­wa), zako­rzenił się w kul­turze pop­u­larnej. W sum­ie więcej się o nim zwierz dowiedzi­ał z sit­comów i seri­ali (min. W Przy­ja­ciołach gdzie Pheobe nie znała zakończenia) niż z sean­su, który był trud­ny do zniesienia bo to w końcu stary Dis­ney­ows­ki film dla dzieci. Nie mniej zwierz wrzu­ca go na tą liste jako najsłyn­niejszy przykład z tego gatunku fil­mu pod tytułem — zdy­cha pies i jeśli nie masz ser­ca to może nie będziesz zawodz­ił ale jedynie chli­pał.

 

 Taka była w Przy­ja­ciołach reakc­ja jed­nej z bohaterek która nie znała zakończenia fil­mu. Zwierz w sum­ie miał podob­ną.

 

Mil­lion Dol­lar Baby - zwierz częs­to zdradza zakończe­nie ( w sum­ie we wszys­t­kich poprzed­nich przy­pad­kach) ale w tym doszedł do wniosku, że nie chce wam zmarnować sean­su. W każdym razie punkt wyjś­cia jest taki, że nie odnoszą­ca więk­szych sukcesów w życiu kobi­eta ok. 40 zaczy­na trenować boks w podu­pada­jącej siłowni i powoli w trak­cie fil­mu zaczy­na być jasne, że może odnieść sukces w kobiecym wyda­niu tego sportu.  Przy czym warto zaz­naczyć, że to chy­ba najbardziej nie sportowy film sportowy jaki zwierz widzi­ał. Trze­ba przyz­nać Clin­towi East­woodowi, że potrafi krę­cić takie filmy po których płakać maja ochotę wszyscy — i to nie ważne czy krę­ci melo­dra­mat czy film oby­cza­jowy czy w sum­ie dość sen­sacyjne Grand Tori­no. W ostate­cznym rozra­chunku człowiek tak się przy­wiązu­je do bohaterów, że to co im się przy­darza trafia pros­to w serce.  Nawet na Bez prze­baczenia zwierz się wzrusza.  W przy­pad­ku Mil­lion Dol­lar Baby mamy do czynienia z filmem, który rozwi­ja się wedle wszys­t­kich zasad fil­mu sportowego by w ostate­cznym rozra­chunku okazać się filmem o czymś zupełnie innym. Hilary Swank zgar­nęła zasłużonego Oscara ale zdaniem zwierza East­wood też powinien dostać nagrodę (aktorską nie reży­ser­ską) bo przy­na­jm­niej w przy­pad­ku zwierza to jego postać była tą której najbardziej kibi­cow­ał i współczuł. Ogól­nie zwierz uważa, że MIl­lion Dol­lar Baby to film pod wielo­ma wzglę­da­mi wybit­ny i z całą pewnoś­cią potwierdza­ją­cy (po raz nie wiado­mo który) że East­wood to cholernie dobry reżyser.

 

 

 Praw­da jest taka, że każdy ma swój film sportowy na którym łaka. Zaskaku­ją­co częs­to jest to film o bok­ser­ach.

 

 

The  Hours — zwierz ponown­ie wzruszył się nie całym filmem (który zdaniem zwierza jest dość nie równy) ale jego konkret­ną sceną — dokład­niej wspom­nie­niem jakie przy­wołu­je umier­a­ją­cy przy­ja­ciel bohater­ki granej przez Meryl Streep. Kiedy wspom­i­na  cza­sy gdy obo­je byli jeszcze młodzi, pełni nadziei, w jakichś takich odległych cza­sach kiedy wszys­tko to co ter­az ich otacza wydawało się niepraw­dopodob­ne. Epi­zod który przy­tacza jest w sum­ie mało znaczą­cy, i po pros­tu ład­nie się kom­ponu­je z całą his­torią przepełnioną naw­iąza­ni­a­mi do życia i prozy Vir­ginii Woolf ale zwierz oglą­da­jąc film (i dość chłod­no anal­izu­jąc ze struk­tu­ry nar­racji że bohater grany przez Eda Har­risa nie doży­je koń­ca sean­su) poczuł nagły przypływ jakiegoś takiego ogrom­nego sen­ty­men­tu. Być może zadzi­ałała empa­tia zwierza każą­ca mu postaw­ić się w roli człowieka, który czu­je, że to co najlep­sze, najważniejsze czy najbardziej znaczące jest już zan­im i zostały tylko wspom­nienia — w tym przy­pad­ku z resztą bard­zo ład­nie opowiedziane. Przewidy­wa­nia zwierza co do losu bohat­era się sprawdz­iły zaś sam film wywołał w zwierzu ten paskud­ny rodzaj smutku jaki rodzi się nie tyle ze smut­nej opowieś­ci co ze smut­nej kon­stat­acji, że  dostrzegło się coś prawdzi­wego na ekranie. Nie żeby zwierz był w wieku kiedy to prawdzi­we “ja” którym się czu­je było jedynie postacią z przeszłoś­ci ale będąc młodym ma się skłon­ność do nad­miernie sen­ty­men­tal­nego spo­jrzenia na ten kawałek życia, który już nie tyle nam upłynął co umknął. W każdym razie zwierz popłakał sobie odrobine na Godz­i­nach ale to warto wspom­nieć potem zori­en­tował się, że to mogły nie być jego przygnębi­a­jące myśli o naturze świa­ta tylko znakomi­ta muzy­ka.

 

 

  No to takie dobre pytanie po przygnębi­a­ją­cym sean­sie

 

Jak widzi­cie zestaw dość eklek­ty­czny. Zwierz musi się przyz­nać, że płakał jeszcze na Samot­nym Mężczyźnie, ale ten film pojaw­ia się na pier­wszej setce zwierza. Jed­nak zwierz musi wam przyz­nać, że wcale nie było mu łat­wo zestaw­ić tą listę. Być może prob­lem pole­ga na tym, że zwierz nie lubi wracać do filmów na których płakał.  Po pros­tu nie ma takiej emocjon­al­nej potrze­by — jeśli chce się poczuć gorzej to  nie musi się­gać do fikcji wystar­czy przyjąć odpowied­nią per­spek­ty­wę patrzenia na swo­je życie.  A że zwierz rzad­ko płacze ze wzruszenia pozy­ty­wnego wyszedł mu wpis, który pisało się trud­no bo zwierz się jakoś przygnębił jedynie przy­pom­i­na­jąc sobie te tytuły. Ogól­nie zwierz jest zwolen­nikiem kiedy wszys­tko może nie tyle dobrze się kończy ale kiedy zwierz płacze bo coś czu­je a nie wtedy kiedy wie, że to na nim wymus­zono. A wy na czym uronil­iś­cie łzę drodzy czytel­ni­cy? Zwierz ma kil­ka tytułów, o których wie, że wywołu­ją wzrusze­nie ale na niego nigdy nie podzi­ałały i jest ciekawy czy i w naszej dyskusji pad­ną ;)

 

 

 A na koniec świet­ny klip z aktora­mi ( między inny­mi ci którzy w 2011 roku byli nomi­nowani do Oscara za najlep­szą rolę) którzy opowiada­ją na czym płakali.

 

A jutro żeby było lżej. 10 filmów na pod­staw­ie komik­sów. A co cza­sem trze­ba wymyślić sobie kat­e­gorię leci­utką jak piórko.

 

 Ps: Wyglą­da na to, że zwier­zowi przy­darzyło się coś niesamowicie fajnego ale jeszcze nie poda szczegółów żeby nie zapeszyć :P??

 

0 komentarz
0

Powiązane wpisy