Home Ogólnie 17 powodów dlaczego twój ulubiony film nie ma nominacji do Oscara czyli jak to się robi w Hollywood.

17 powodów dlaczego twój ulubiony film nie ma nominacji do Oscara czyli jak to się robi w Hollywood.

autor Zwierz

Hej

Kiedy zwierz opub­likował na Tum­blr, (co by nie zaśmiecać blo­ga wszys­tkim, co zwier­zowi przyjdzie do głowy) swo­ją reakcję na tegoroczne nom­i­nac­je Oscarowe, zaczęła się dość dłu­ga dyskus­ja ( w różnych miejs­cach) doty­czą­ca tego, kogo i dlaczego nie nomi­nowano. Widzi­cie nom­i­nac­je Oscarowe to właśnie to wydarze­nie gdzie roz­maw­ia się nie o tych, których mają nagrodz­ić tylko o tych, których zde­cy­dowano się nie wyróż­ni­ać. Czy­ta­jąc wiele dyskusji (nie tylko pod włas­ny­mi post­a­mi) zwierz doszedł do wniosku, że wiele osób nie do koń­ca wie jak dzi­ała­ją zasady przyz­nawa­nia Oscarów. Ale nie chodzi tylko o te spisane w nud­nych doku­men­tach udostęp­nionych na stron­ie Akademii (ha ha, kto to czy­ta…. A tak zwierz…), ale o te, o których się przy pil­nej obserwacji amerykańs­kich nagród fil­mowych po pros­tu wie. Nie jest to wiedza wybit­nie tajem­na, i najczęś­ciej jest posi­adana przez więk­szość naprawdę zain­tere­sowanych osób, ale zwierz doszedł do wniosku, że zbyt częs­to zakła­da, że wszyscy wszys­tko wiedzą. Przed­staw­iony tu spis zasad nie jest w żad­nym przy­pad­ku 100%, ale jest złożony z tego, co po pros­tu bard­zo częs­to dzi­ała. Czy to znaczy, że odpowia­da na wszys­tkie pyta­nia do Akademii? Niekoniecznie, ale wiele może wypros­tować. Jeśli nie w postrze­ga­niu tego jak się nomin­u­je to w postrze­ga­niu tego, co się nagradza. I nie trak­tu­j­cie tego wpisu, jako wpisu demaska­torskiego. Zwierz nie chce wam udowod­nić, że prze­j­mowanie się Oscara­mi jest głupie a czekanie na galę jałowe. Chce wam raczej pokazać, że spoko­jnie moż­na połączyć świado­mość, co się nagradza z fra­jdą z oglą­da­nia całoś­ci w telewiz­ji i komen­towa­nia potem wyników. Zwierz tak robi od lat bez poczu­cia jakiegokol­wiek dyso­nan­su.

Moi drodzy z racji tego, że to rozważa­nia o charak­terze ogól­nym, dziś ponown­ie wpis ilus­trowany mop­sa­mi. (stąd) 

Biały mężczyz­na po 60 aprobu­je ten wybór - Kto roz­da­je nagrody? Amerykańs­ka Akademia Fil­mowa. Obec­nie to około 6 tys. osób, w tym nagrodzeni i nomi­nowani do Oscara. Ale jeśli podliczy się tych wszys­t­kich członków Akademii demograficznie wychodzi, że naszym prze­cięt­nym Akademikiem jest biały mężczyz­na po sześćdziesiątce. Trze­ba o tym pamię­tać, kiedy wskazu­je się na dość kon­ser­waty­wne pode­jś­cie Akademii do kine­matografii oraz kiedy zaczy­namy roz­maw­iać o tym, co jest dobrym filmem w jej mnie­ma­niu. Przy czym to nie znaczy, że w Akademii nie ma czarnoskórych kobi­et (jed­na z nich jest nawet preze­sem Akademii) co nie zmienia fak­tu, że więk­szość gło­su­ją­cych będzie się opowiadać za bardziej kon­ser­waty­wnym (przy­na­jm­niej tem­aty­cznie i warsz­ta­towo kinem) niż wielu komen­tu­ją­cych Oscary dzi­en­nikarzy.

Filmy, które chci­ało­by robić Hol­ly­wood - kiedy oburza­my się na filmy, które nomi­nowano do nagrody, musimy pamię­tać, że więk­szość z nich wcale nie jest typowa dla amerykańskiej kine­matografii. Gdy z pog­a­rdą wyrażamy się o Hol­ly­wood bazu­jąc naszą opinię na fil­mach nomi­nowanych do Oscarów mówimy tak naprawdę o dość sporym prze­myśle na pod­staw­ie wąskiej grupy wybranych tytułów. Hol­ly­wood kon­cen­tru­je się głównie na dużych fil­mach, które przynoszą duże zys­ki. Ale Amery­ka to też mnóst­wo doskon­ałego nieza­leżnego kina, które­mu wcale nie jest daleko od kina Europe­jskiego. Co więc nagradza się na Oscarach? Coś pomiędzy — najczęś­ciej aktorów doskonale znanych szer­szej pub­licznoś­ci, ale w fabułach, które nie kwal­i­fiku­ją fil­mu do sze­rok­iej dys­try­bucji. Bo musi­cie wiedzieć, ze więk­szość nomi­nowanych do Oscara filmów ma dys­try­bucję lim­i­towaną, czyli pokazu­ją je np. tylko wybrane kina. To u nas filmy te są wyświ­et­lane na wszys­t­kich ekranach w tym w mul­ti­plek­sach. Kiedy kil­ka lat temu komik Chris Rock uwzględ­nił w swoim Oscarowym wys­tępie wywiadu z ludź­mi, których zła­pał w mul­ti­plek­sach okaza­ło się, że nikt nie wymieni­ał nomi­nowanych filmów wśród swoich ulu­bionych. To trochę tak jak ci wid­zowie z Pol­s­ki, którzy oglą­da­ją wyłącznie pol­skie i fran­cuskie filmy a po amerykańs­ki sięgną tylko, jeśli dostaną zapewnie­nie, że jest czarno biały.

Panie Wein­stein nagro­da dla pana — nigdy nie zapom­i­na­j­cie, ze Oscary nie są bitwą aktorów czy reży­serów. Na Oscarach biją się przede wszys­tkim pro­du­cen­ci. Wiecie czy­je nazwisko padało w ostat­nich lat­ach najczęś­ciej w podz­iękowa­ni­ach? Har­vey Wein­stein. To on, jako pier­wszy (w roku Zakochanego Szek­spi­ra) udowod­nił, że moż­na dostać Oscara wbrew wszelkim typom, jeśli tylko prowadzi się prze­myślaną kam­panię. To on zobaczy­wszy Artys­tę w Cannes kupił prawa do jego dys­try­bucji i oświad­czył, że zdobędzie z tym filmem Oscara. I Co? minęło trochę cza­su i niemy film dosta­je Oscara. Także fakt, że Akademia, która w tym roku ma pamięć złotej ryb­ki pamię­tała o Filome­nie to też po częś­ci zasłu­ga tego chy­ba obec­nie najpotężniejszego człowieka w Hol­ly­wood.

Cza­sem patrząc na nom­i­nac­je człowiek jest zaskoc­zony mniej więcej tak samo jak mops z motylem na głowie (stąd)

Panie Wein­stein ta nagro­da nie jest dla pana — Mac­ki Wein­steina się­ga­ją daleko, ale nie aż tak daleko. Spór o tytuł fil­mu Kamer­dyn­er, (który zdaniem zwierza został pominię­ty głown­ie, dlat­ego, że nie jest szczegól­nie dobrym filmem) spraw­ił, że Akademia mogła niezbyt przy­chyl­nym okiem spo­jrzeć na nową próbę pod­bi­cia Oscarowych nom­i­nacji przez Wein­steina. Zwłaszcza, ze Akademia bard­zo nie lubi sporów z wytwór­ni­a­mi. O ile jeszcze kon­trow­er­sje otacza­jące treść fil­mu jest gotowa jakoś przetrzy­mać to nie daj Boże kon­trow­er­sje doty­czą pro­dukcji. A wiecie, dlaczego? Bo Oscary to nagro­da, o którą wal­czą pro­du­cen­ci.

Czy ktoś na sali strzelił focha? - Nie chcesz Oscara? To nie. Akademia nie jest mści­wa, ale swo­ją dumę ma. Robert Red­ford nie chce zniżać się do pro­mowa­nia swo­jego fil­mu przed akademika­mi? To nom­i­nacji też nie dostanie (zresztą miejsce dla starego, choć wciąż żyjącego akto­ra zostało już zajęte), Joaquin Phoenix myślał, że może sobie tak po pros­tu udawać, że zostanie rap­erem a potem wró­cić do aktorstwa? I jeszcze grać równie fenom­e­nal­nie, co w pier­wszej fazie swo­jej kari­ery? To sobie na stat­uetkę najwyżej przez szy­bkę popa­trzy. Listę aktorów, którzy albo strzelili focha Akademii albo Akademia im strzeliła focha jest dość dłu­ga. Nie chcesz pod­paść Akademii? Nie rób nic, co świad­czyło­by o tym, że możesz się zer­wać ze smy­czy swo­jego pro­du­cen­ta.

Ale jak to jest świat poza Los Ange­les – wie zwierz czy wiecie, ale ist­nieje abso­lut­na zasa­da, że film, aby zostać nomi­nowany do Oscara musi być pokazy­wany w Los Ange­les. Oznacza to, że nawet, jeśli twój film miał pre­mierę w Stanach, ale nie w Los Ange­les to nie może być nomi­nowany, (dlat­ego Światła Rampy dostały nom­i­nac­je tyle lat po wprowadze­niu ich na ekrany). Oznacza to, że częs­to wspom­i­na się o fil­mach (w przy­pad­ku oczeki­wanych nom­i­nacji), które nie koniecznie do nom­i­nacji się klasy­fiku­ją. Oznacza to jeszcze jed­no — częs­to nie bierzmy pod uwagę, kiedy film miał pre­mierę w Los Ange­les przyj­mu­jąc pre­mierę na fes­ti­walu, jako pre­mierę kra­jową (a bywa­ją one odd­zielone od siebie sporym kawałkiem cza­su).

Cza­sem czy­ta­jąc nom­i­nac­je człowiek jest równie nieszczęśli­wy jak ten mops (stąd)

To było tak dawno… w maju — najbardziej kon­trow­er­syjnym niepisanym prawem Akademii jest nomi­nowanie gównie filmów z ostat­nich miesię­cy roku. Dlaczego? Po pier­wsze to się bardziej opła­ca pro­du­cen­tom, którzy jak na talerzu wykłada­ją Akademii filmy, pomiędzy który­mi chcą by roze­grała się wal­ka. Ale jak zwyk­le w Hol­ly­wood jest jeszcze kwes­t­ia finan­sowa. Jeśli Filmy z koń­ca roku dosta­ją Oscary to czeka je jeszcze sporo dys­try­bucji z odpowied­nio przy­s­tro­jony­mi plakata­mi (to się tyczy też innych nagród). A ludzie chodzą na film nomi­nowany do 7 Oscarów chęt­niej niż na film bez takiej zachę­ty. Inny­mi słowy — Oscar dla Pris­on­ers nie poz­woli więcej na filmie zaro­bić (chy­ba, że przy ponownej dys­try­bucji) Oscar dla Amer­i­can Hus­tle, czy nawet nom­i­nac­ja — przyg­na­ją do kin całkiem sporo osób (pamię­ta­j­cie, że jeszcze jest całe mnóst­wo świa­ta, w których pre­miery są jeszcze później niż w Polsce).

Ten wyrafi­nowany film gdzie nie każ­da lin­ij­ka jest po ang­iel­sku — czy wiecie, że dla amerykanów obec­ność obcych języków w filmie jest znakiem a.) Wyrafi­nowa­nia b.) nudy c.) sporego niedo­ciąg­nię­cia. O ile więk­szość Europe­jczyków radośnie reagu­je na fakt, że film roz­gry­wa się w kilku językach to amerykanie wolą jak cały świat po boże­mu mówi po ang­iel­sku. Zdaniem zwierza to mogło się przy­czynić do klęs­ki Wyś­cigu. Zresztą sko­ro przy klęsce wyś­cigu jesteśmy — bard­zo dobra jest uwa­ga o tym, że ponown­ie zapom­i­namy jak bard­zo Amery­ki nie obchodzi For­muła 1. Dla Europy to prestiżowy sport a o rywal­iza­cji pokazanej w Wyś­cigu słyszeliśmy od rodz­iców. W Ameryce potrafią bie­gać za piłką odbitą przez pałkarza, ale For­muły 1 nie rozu­mieją. Stąd to co dla widza Europe­jskiego jest his­torią niesły­chanie bliską to dla widza amerykańskiego (a takim są członkowie akademii) jest przy­powieś­cią na nie do koń­ca znany tem­at.

1500 nagród, o których nie wiecie (albo wiecie jak jesteś­cie ner­da­mi) — praw­da jest taka, ze nie trze­ba być wróżką żeby przewidzieć wynik roz­da­nia Oscarów. Nie trze­ba być też znaw­cą kine­matografii. Jedyne, co trze­ba to umieć liczyć — w okre­sie poprzedza­ją­cym Oscary roz­da­je się całe tony nagród — głównie przez różne sto­warzyszenia — wszyscy wiedzą o nagro­dach roz­dawanych przez kry­tyków czy aktorów, ale swo­je nagrody roz­da­je jeszcze pół tuz­i­na Hol­ly­woodz­kich sto­warzyszeń. I kiedy się to wszys­tko podliczy to najczęś­ciej lista zwycięzców leży na stole przed tobą. To oczy­wiś­cie zabawa dla tych, którzy chcą wiedzieć wcześniej i nie lubią zabawy. Ale to nie zmienia fak­tu, że Oscary mają w sobie mniej niespodzian­ki niż Kinder Niespodzian­ka (wcześniej opukana by sprawdz­ić czy na pewno jest w środ­ku kolekcjon­er­s­ka fig­ur­ka).

Cza­sem czy­ta­jąc listę nom­i­nacji nie trud­no popaść w bardziej refleksyjny nas­trój (jak mops stąd)

Tam za granicą też kręcą filmy? — Zwierz popełnił błąd, który popełnić może wiele osób. Wyszedł z założe­nia, że sko­ro o jakimś zagranicznym filmie było głośno musi zostać wys­taw­iony przez swój kraj do Oscara. Ale zapom­ni­ał o kwestii tech­nicznej — film zagraniczny musi zostać wpuszc­zony do dys­try­bucji przed bard­zo konkret­ną datą (chy­ba przed październikiem), to między inny­mi wye­lim­i­nowało Życie Adeli, który to film wszedł na Fran­cuskie ekrany zbyt późno by akademia wzięła go pod uwagę. Ogól­nie jed­nak, co jest ważne, trze­ba pamię­tać, że to nagrody AMERYKAŃSKIEJ Akademii Fil­mowej — wszelkie żale, ze w głównych kat­e­go­ri­ach nie nomi­nowano nawet doskon­ałych aktorów z kine­matografii świa­towej świad­czą o słabym zrozu­mie­niu tej nagrody. Jasne — cza­sem zdarza się rola, która prze­bi­ja się przez język (jak w Miłość Hanekego) ale tak jak Cezary dosta­ją filmy fran­cuskie a Goye filmy Hisz­pańskie tak Oscary dosta­ją filmy Amerykańskie.

Chcesz Oscara? To pokaż, że go nie chcesz — jed­nym z najtrud­niejszych do zdefin­iowa­nia czyn­ników wpły­wa­ją­cych na listę nom­i­nacji jest postawa akto­ra. Z jed­nej strony uważa się, że aktor powinien prowadz­ić kam­panie na rzecz swo­jego Oscara a przy­na­jm­niej na rzecz swo­jego fil­mu z drugiej strony nie moż­na się doma­gać swo­jego Oscara za wcześnie i za głośno. Wtedy Akademia ma zwyczaj karać akto­ra czy aktorkę, która ich zdaniem jest zbyt pew­na siebie — to spotkało Vio­lę Davies, która lob­bowała za nagrodą dla siebie za Help, to spotkało Oprah Win­frey, która wydawała się zbyt pew­na nom­i­nacji za Kamer­dyn­era. Z drugiej strony — jak pokazał przykład Red­for­da nie wol­no się na akademię wyp­inać, czy jak Emma Thomp­son pokazy­wać dość słusznie jak bard­zo nie obchodzą nas tak naprawdę te wszys­tkie nagrody i cały cyrk. No i cza­sem Akademia odwraca się od filmów robionych spec­jal­nie pod nagrody, – choć w tym roku film o umier­a­ją­cych na AIDS dostał sporo nom­i­nacji (dawno tego nie było) to Akademia ma zwyczaj odwracać się od pro­dukcji abso­lut­nie oczy­wistych – jak Man­dela, który pod­padł też chy­ba tym, że wszedł do kin za późno – i mogło go zobaczyć mniej osób.

A jeśli komuś będzie przykro i nie da kasy- pamię­tać trze­ba, że Hol­ly­wood jest lib­er­alne, ale bez prze­sady. Michel Moore może dostać nagrodę za swój anty­bushows­ki doku­ment, ale Black­fish, który pokazu­je w jak strasznych warunk­ach trzy­ma się orki w parkach rozry­w­ki nie dostanie nom­i­nacji. Cho­ci­aż­by, dlat­ego, że biznes z kręce­nie Uwol­nić Orkę jest zde­cy­dowanie więk­szy niż z pokazy­wa­nia ludziom, że trzy­ma­ją wielo­ry­by w wan­nie dla włas­nej rozry­w­ki. Nie oznacza to, że Hol­ly­wood boi się jakichkol­wiek kon­trow­er­sji, ale nie ma, co się łudz­ić, że będzie pier­wsze ich szukało.

Cza­sem człowiek ma po pros­tu ochotę położyć się i pomyśleć o czymś innym (stąd)

Te wszys­tkie piękne DVD w mojej łapce — pamięta­cie rok, w którym nagrodę za najlep­szy film dostało Mias­to Gniewu. To nie był zły film, ale nikt się nie spodziewał, że wygra. Wiecie, dlaczego wygrał? Bo był praw­dopodob­nie pier­wszym filmem, który zobaczyli wszyscy aka­demi­cy. Wystar­czyło się przyłożyć i proszę oto za koszt 5 tys. (to było dawno) płyt DVD ma się Oscara. Wygry­wa, bowiem ten, kto pokaże swój film więk­szej iloś­ci osób ( na najlep­szy film gło­su­ją wszyscy członkowie Akademii). Zas­tanaw­ial­iś­cie się kiedyś, dlaczego filmy nomi­nowane do Oscara pojaw­ia­ją się w Internecie, w jakoś­ci DVD na tyle miesię­cy przed pre­mierą jakiegokol­wiek DVD? Wśród 6 tysię­cy akademików zawsze zna­jdzie się taki, który uzna, że wrzuce­nie pliku do sieci niko­mu nie zaszkodzi.

Trzy lata temu zagrał pan świet­ną rolę, a ter­az dzięku­je­my - część osób żyje w złudze­niu, ze Akademia roz­da­je nagrody za najlep­szą rolę w danym roku. Nie moi drodzy, od dłuższego cza­su tak nie jest. Akademia przyz­na­je nagrody za pier­wszą dobra rolę po pier­wszej zig­norowanej dobre roli, albo za to, że ktoś bard­zo dłu­go czeka. Np. Meryl Streep dostała nagrodę za żelazną Damę, bo już było ją trochę głu­pio po raz kole­jny nomi­nować, ale nie nagradzać, Coli Firth dostał za King’s Speech, dlat­ego, że powinien dostać za Sin­gle man. Oczy­wiś­cie to nie jest stupro­cen­towa zasa­da, ale tak jak Scors­ese tak naprawdę nie dostał nagrody za Infil­trację tylko za bycie Socrs­ese, (przy czym Avi­a­tor był za bard­zo filmem pod Akademię, więc go pominię­to) to samo Leonar­do Di Caprio może dostać za bycie Leonar­do Di Caprio. Poza tym — pamię­ta­j­cie też, że Akademia zawsze wybier­ała tylko bard­zo wąskie grono aktorów, którym przyglą­dała się bliżej całe mnóst­wo znakomi­tych pozostaw­ia­jąc poza kręgiem uwa­gi. Nie, dlat­ego, że byli źli, po pros­tu nie należeli do eli­tarnego klubu — aktorów, który­mi jest zain­tere­sowana Akademia.

Cannes to małe miasteczko gdzie fran­cuskie dziew­czyny opala­ją się toples — Dla Hol­ly­wood Cannes nie jest ważne. Po pros­tu. To, że po Cannes pojaw­ia­ją się pier­wsze uwa­gi o tym, kto może dostać Oscara Hol­ly­wood zupełnie nie obchodzi. Oczy­wiś­cie część filmów prze­bi­ja się z Cannes na Oscarową galę, ale praw­da jest taka, że najczęś­ciej są to te, które już wtedy zostaną wybrane, jako Oscarowi kandy­daci. Nato­mi­ast pozostałe filmy mogą zyskać uwagę Akademii, ale nie muszą. Wiecie, dlaczego? Pomi­ja­jąc fakt, że Amerykanie wcale nie poważa­ją aż tak naszych Europe­js­kich Palm czy Lwów to przede wszys­tkim Cannes jest maju a to stoi w sprzecznoś­ci z zasadą, ze Akademia chce mieć wszys­tko na raz szy­bko podane na talerzu.

 

W Toron­to jest za zim­no by opalać się toples  — jeśli szuka­cie fes­ti­walu który pod­powie wam kto się może liczyć — spójrz­cie na Toron­to od kilku lat Toron­to jest miejscem gdzie moż­na wyłow­ić filmy, które będą niespodziewanie się liczyć w roz­gry­w­ce — tam dostrzeżono Sin­gle Man, tam pier­wszy raz powiedziano że King’s Speech to coś na co warto czekać, to po relac­jach z Toron­to okaza­ło się ze Filom­e­na może być niespodzianką sezonu nagród. Zwierz z całego swo­jego ser­ca pole­ca wam przyjrzeć się Toron­to — tam zawsze jak­by wiedzą wcześniej.

  Cza­sem czu­je­my, że nie przetrzy­mamy tego w poje­dynkę (stąd)

 

Im więcej ci się nie podo­ba tym lep­szy a nie gorszy rok mamy - na koniec zwierz prag­nie wam uświadomić jeden fakt. Jeśli przyglą­da­cie się nomi­nowanym fil­mom i jesteś­cie w stanie wymienić drugie tyle, które zasługu­ją na nom­i­nac­je, to macie dowód, że dany rok był w kinie ciekawy. Praw­da jest taka, ze liczne kon­trow­er­sje świad­czą o tym, że kine­matografia zafun­dowała nam więcej dobrych sce­nar­iuszy, ról i pro­dukcji niż się wyda­je. Dziś w cza­sach, kiedy moż­na nomi­nować do 10 filmów fakt, że wid­zowie są w stanie wymienić drugie tyle pro­dukcji czy ról, które zasługu­ją na wyróżnie­nie świad­czy o tym, że Hol­ly­wood wypro­dukowało, co najm­niej 20 dobrych filmów (nie licząc dobrego kina rozry­wkowego) wiece, że to jest plus minus jeden dobry film na dwa tygod­nie. A mówimy tylko o dużych fil­mach więk­szych wytwórni a nie o nieza­leżnym kinie amerykańskim, które potrafi być znakomite. Zdaniem zwierza to nie jest aż tak źle (ok trze­ba doliczyć, co nakrę­cili Angl­i­cy, ale nawet biorąc to pod uwagę) — przy­pom­ni­j­cie sobie jak War Horse był nomi­nowany do nagrody za najlep­szy film i nikt nie miał lep­szych pomysłów. 2013 okazu­je się rok­iem gdzie było więcej niż 5 dobrych ról, więcej niż 9 dobrych filmów i zde­cy­dowanie więcej dobrych sce­nar­iuszy. Serio czy jest, na co narzekać.

Dobra ter­az wiecie już wszys­tko — albo wiedzieliś­cie to już dużo wcześniej, ale zwierz poz­wolił sobie to usys­tem­aty­zować. Może­cie ter­az zadać pytanie, po co w ogóle oglą­dać Oscary sko­ro nie nagradza­ją najlep­szych filmów i są konkursem na to, kto wyłożył więcej kasy na pro­mocję. Zwierz posłuży się metaforą sportową (raz na jak­iś czas trze­ba inaczej przy­chodzą i komisyjnie zamyka­ją ci blo­ga). Jeśli kiedykol­wiek oglą­dal­iś­cie łyżwiarst­wo fig­urowe, kiedy jeszcze obow­iązy­wała stara punk­tac­ja to wiecie, że tak naprawdę kole­jność na podi­um sędziowie ustanaw­iali już na początku sezonu. Oglą­dało się przez kilka­naś­cie zawodów te same układy, tych samych łyżwiarzy, którzy dostawali te same noty i stawali na tych samych stop­ni­ach podi­um. Po co więc to oglą­dać? Zawsze były dwa powody. Po pier­wsze, dlat­ego, że zawsze była nadzie­ja, że komuś jed­nak potrójny Axel nie wyjdzie, po drugie zawsze chci­ało się obe­jrzeć ten krót­ki moment, kiedy zawod­nik sto­jąc na lodzie wiedzi­ał, że właśnie wygrał. I Oscary nie są inne. Oglą­damy je w nadziei, że spomiędzy tych wszys­t­kich kalku­lacji jak fil­ip z konopi wyskoczy aktor, który się nie spodziewał i będzie tam stał, (choć może być reży­serem czy sce­narzys­tą czy specem od charak­teryza­cji) i będzie wiedzi­ał ze jest zwycięzcą. A to, że nie nagradza­ją najlep­szych filmów? A kto nagradza? Zwierz uważa, że obiek­ty­wne nagrody, obiek­ty­wni kry­ty­cy i jed­norożce należą do tego samego świa­ta fan­tazji. Przy czym w jed­norożce zwierz wierzy naj­moc­niej.

Ale i tak wszyscy wiemy, że jest tylko jed­na praw­idłowa reakc­ja na infor­ma­c­je, że nasz ulu­biony film nie został nomi­nowany do Oscara.

Ps: Zwierz przeży­wa ciężkie ponowne zakochanie w Push­ing Daisies, co nieste­ty nie poma­ga ukoić bólu czeka­nia na Han­ni­bala raczej przy­pom­i­na, że wszys­tkie dobre seri­ale muszą zejść z ante­ny przed­w­cześnie.

ps2:Słuchajcie niech czytel­ni­cy zwierza dziś zbiorowo trzy­ma­ją kciu­ki choć niekoniecznie za zwierza. Coś w ramach — czytel­ni­cy ślą pozy­ty­wną energię czytel­nikom.

37 komentarzy
0

Powiązane wpisy