Home Ogólnie Bądź jak Tony Hopkins czyli zwierz prawie radzi jak żyć po czym jedzie do Pragi

Bądź jak Tony Hopkins czyli zwierz prawie radzi jak żyć po czym jedzie do Pragi

autor Zwierz

Hej

Oglą­dal­iś­cie kiedyś cztery razy pod rząd film, dlat­ego, że chcieliś­cie wysłuchać wszys­t­kich opcji komen­tarzy na pły­cie? Przeczy­tal­iś­cie książkę, która przyszła pocztą na zasadzie — siadam i nie wsta­ję póki liter­ki się nie skończą? Oglą­dal­iś­cie sztukę w martwym języku którego nie zna­cie? Nauczyliś­cie się przy­pad­kiem kil­ka chińs­kich znaków, bo były w pod­pisach do seri­alu? Oglą­dal­iś­cie film, w którym aktor pojaw­ia się, jako człowiek w tle na 10 sekund? Wyjechal­iś­cie do innego mias­ta, bo u was w kinach nie było fil­mu, który musieliś­cie zobaczyć? Stal­iś­cie pod tyl­ny­mi drzwia­mi teatru by, choć przez sekundę zobaczyć ulu­bionego akto­ra?  Jeśli na którekol­wiek z tych pytań odpowiedzieliś­cie TAK to zwierz wam grat­u­lu­je. Jesteś­cie pop­kul­tur­al­ny­mi sza­leń­ca­mi. I nawet nie próbu­j­cie się leczyć.

Jeśli wyda­je ci się, że nie speł­ni­asz z powodu swoich pasji jakichś  norm społecznych pomyśl, że to two­ja super moc i pamię­taj o X‑menach ;)

Pas­ja to słowo, które ład­nie brz­mi chy­ba, że jest tytułem flmu Mela Gib­sona albo pojaw­ia się w okoli­cach świąt Wielkiejno­cy. W innych przy­pad­kach sugeru­je, że mamy więcej entuz­jaz­mu, zaan­gażowa­nia i motywacji do pra­cy niż więk­szość społeczeńst­wa. Pasję mają twór­cy, sportow­cy, naukow­cy. Nie każdy może zasłużyć na to by mu ją przyp­isano i nawet niek­tórzy, deklaru­ją­cy z sami z siebie, że coś jest ich pasją, muszą się liczyć z ser­ią pytań, które wyjaśnią czy może nie mają na myśli zwykłego hob­by. Co praw­da mag­a­zyny krzy­czą „Żyj z Pasją”, ale praw­da jest taka, że najczęś­ciej okazu­je się, iż pod takim tytułem kry­je się artykuł zachę­ca­ją­cy do podróżowa­nia, wysiłku fizy­cznego albo upraw­ia­nia zbier­act­wa rzeczy dzi­wnych. O więk­szoś­ci rzeczy, które naprawdę nas baw­ią, spraw­ia­ją, że krew płynie nam w żyłach nieco szy­b­ciej, a kosz­ty sta­ją się sprawą dru­gorzęd­ną wale tak częs­to nie mówimy. Oczy­wiś­cie to urocze, że zbier­amy książ­ki o ulu­bionej tem­atyce, ale spróbu­j­cie przyjść do pra­cy i oświad­czyć, że do koń­ca miesią­ca nie chodzi­cie na lunch, ponieważ wasza kasa na jedze­nie rozmyła się na tą książkę, której szukaliś­cie przez ostat­nie pół roku. Podróżowanie jest fajne, ale oświad­cz­cie komuś, że właśnie jedziecie na trzy dni do Nor­wegii tylko, dlat­ego, że nie byliś­cie nigdy w Nor­wegii, – jeśli nie jesteś­cie bogaty­mi biz­nes­me­na­mi albo właś­ci­ciela­mi pry­wat­nej linii lot­niczej – może­cie się spodziewać zdzi­wienia. A jeśli stwierdzi­cie na dodatek, że wcale nie zamierza­cie poświę­cić 24 godzin na zwiedzanie to w ogóle kon­wer­sac­ja może się urwać. Z kul­turą jest jeszcze gorzej – wiado­mo, – jeśli coś lubi się za bard­zo (z punk­tu widzenia społecznego) to zami­ast lamp­ki „pas­ja” pojaw­ia się lamp­ka „obses­ja”. Lubisz teatr? Znakomi­cie, jesteś taki ciekawy i intelek­tu­al­ny. Byłeś na tym przed­staw­ie­niu 25 razy? Chy­ba postradałeś zmysły. Intere­su­je cię muzy­ka tego szwedzkiego zespołu? Super posłucha­jmy jej razem. Jak to byłeś na wszys­t­kich kon­cer­tach w Polsce? Nie masz nic lep­szego do robo­ty. Seri­ale to two­ja ulu­biona rozry­wka, ja też je oglą­dam są ter­az takie modne Sekund­kę chcesz mi powiedzieć, że w ciągu sezonu oglą­dasz około czter­dzi­es­tu różnych pro­dukcji? Chy­ba masz za dużo cza­su. Lubisz tego akto­ra? Rzeczy­wiś­cie nieźle gra. Kupiłaś jego bile­ty na spek­takl rok wcześniej? Potrze­bu­jesz prawdzi­wych relacji w swoim życiu.

  Prawdę powiedzi­awszy, zwierz za każdym razem ma wraże­nie, że ludzie ofer­u­ją­cy mu inny styl życia prag­nęli­by by zwierz był odrobinę mniej zad­owolony

Zwierz doskonale wie, że wśród pasjonatów zawsze zna­j­du­ją się jed­nos­t­ki, które budzą lekkie prz­er­aże­nie. Wszyscy tak mamy, że boimy się ludzi niezwyk­le zaan­gażowanych w jakieś sprawy – nieza­leżnie czy to kwes­t­ia ulu­bionego fan­do­mu czy wyz­nawanej religii. Ale przy­na­jm­niej zdaniem zwierza, pomiędzy pasją a fanaty­cznym zain­tere­sowaniem grani­ca nie jest jed­na aż tak cien­ka jak się sugeru­je. Bo prawdę powiedzi­awszy pewien rodzaj fanaty­cznego zain­tere­sowa­nia jakąś sprawą wyda­je się bardziej predys­pozy­cją psy­chiczną niż nat­u­ral­nym następst­wem rzeczy. Zwierz nigdy nie poczuł w sobie chę­ci by przekraczać pewne granice, a prze­cież log­icznie powinien być już na etapie, kiedy paku­je wal­iz­ki i idzie koc­zować pod domem ulu­bionych aktorów. Tym­cza­sem zwierz ma nawet gdy­by miał okazję nie narzu­cał­by się ze swo­ją obec­noś­cią niko­mu związanego z show biz­ne­sem (zwierz wciąż jest przeko­nany, że to są jed­nak zupełnie obcy ludzie). Fakt, że tego nie robi nie wyni­ka z sil­nej woli – po pros­tu – moż­na mieć pasję i nigdy nie zostać fanatykiem, a moż­na coś poz­nać, przeczy­tać i wytatuować sobie tydzień później Edwar­da ze Zmierzchu na ple­cach. Jed­no z drugim wcale nie ma tak wiele wspól­nego. A co najważniejsze, jed­no wcale nie jest następst­wem drugiego.

Zwierz ma wraże­nie, że wszyscy zakłada­ją że takie pop­kul­tur­alne sza­leńst­wo to tylko stan chwilowy.

Dru­ga sprawa to kwes­t­ia ile godzin poświę­camy naszej pasji. Zwierz zwró­cił uwagę, na pow­tarza­jące się zda­nia doty­czące jakże bez­cen­nego cza­su. „Za dużo cza­su temu poświę­casz”, „skąd bierzesz na to czas”, „mar­nu­jesz czas, który moż­na przez­naczyć, na co innego”, „tyle cię omi­ja”, „nikt nor­mal­ny nie znalazł­by na to cza­su”. Zwierz nie zaprzecza – są rzeczy w życiu zwierza, którym poświę­ca za mało uwa­gi, są takie, którym właś­ci­wie w ogóle go nie poświę­ca, choć powinien. Ale czy gdy­by zwierz nie miał swoich sza­lonych pasji na pewno zajął­by się kon­struk­ty­wnym zamieni­an­iem swo­jego życia w niesamow­ity sukces? Czy każdą min­utę wyko­rzys­tał­by pro­duk­ty­wnie?  Zwierz wąt­pi, podob­nie jak wąt­pi czy naprawdę ist­nieje lep­szy sposób spędza­nia naszych dni niż robiąc to, co nas fas­cynu­je, daje nam radość, spraw­ia, że czu­je­my się lep­iej. Co praw­da – zdrowsze od oglą­da­nia filmów jest bie­ganie, (choć nie tak intelek­tu­al­nie sty­mu­lu­jące), siedze­nie w Internecie rujnu­je życie towarzyskie, (choć aku­rat w przy­pad­ku zwierza doprowadz­iło do jego zaist­nienia), zaś zdanie „oglą­dam dwadzieś­cia pięć seri­ali w tym tygod­niu” nieco schładza zapędy niek­tórych absz­ty­fikan­tów, (choć nie tak bard­zo jak zdanie „piszę dok­torat”) to jed­nak wszys­tko w ostate­cznym rozra­chunku sprowadza się do tego, co kogo bawi. Nauczyliśmy się przez lata tolerować bard­zo wiele ludz­kich zachowań, ale pod­dawanie się niepoważnym pasjom wciąż budzi nieufność. Teo­re­ty­cznie mamy, żyć najpełniej jak to tylko możli­we, ale ci, którzy tak mówią widzą oczy­ma duszy swo­jej raczej jak podróżu­je­my z ple­cakiem po Andach a nie siedz­imy przed kom­put­erem w domu klaszcząc jak małe dzieci, bo udało nam się z zagłębi sieci wydobyć ten jeden film z tym jed­nym aktorem, którego jeszcze nie widzieliśmy.

Zwierz naduży­wa tego cytatu ale on jest taki dobry i na każdą okazję a głos pod Kota w tej Alicji pod­kła­da Stephen Fry

Pop­kul­tur­alne pas­je to coś, z czego powin­niśmy wyros­nąć. Gdzieś tak koło 25 roku życia powin­niśmy się obudz­ić i zdać sobie sprawę, że tak naprawdę jedyne, czego nam do życia potrze­ba to pra­ca na etat, żona/mąż i week­endy z przy­jaciół­mi. Może­my, co praw­da nieco więcej cza­su poświę­cić rodzinie a mniej pra­cy lub więcej pra­cy a mniej rodzinie i week­endy z przy­jaciół­mi połączyć z wypada­mi do kina raz na tydzień, ale właś­ci­wie wszel­ki entuz­jazm powinien w nas powoli wygasać. Jeśli nie wygasł – cóż najwyższy czas byśmy sami powoli zaczy­nali odci­nać się od tego, co dziecięce. Tym­cza­sem po Internecie od dwóch dni krąży list. Mail od fana, który o półno­cy pisze do aktorów swo­jego ulu­bionego seri­alu, ze są świet­ni. Ser­i­al ma pięć sezonów a on spędz­ił dwa tygod­nie oglą­da­jąc wszys­tkie odcin­ki za jed­nym zamachem. A potem naty­ch­mi­ast, kiedy zobaczył następ­ny odcinek napisał maila, w którym z entuz­jazmem właś­ci­wym tylko prawdzi­wym fanom napisał, że nigdy czegoś takiego nie widzi­ał, że wszyscy są świet­ni i że w ogóle to był najlep­szy ser­i­al, jaki oglą­dał i po pros­tu musi­ał to z siebie wyrzu­cić. Taki list mogło­by napisać wielu wiel­bi­cieli seri­alu Brak­ing Bad, o którym już chy­ba wszyscy mamy pewność, że jest jed­ną z najlep­szych pro­dukcji, jaką nakrę­cono dla telewiz­ji, jeśli nie najlep­szą. Fanem, który wyr­wał sobie dwa tygod­nie z życia jest Antho­ny Hop­kins. To zestaw­ie­nie ludzi bawi, jeśli nie rozczu­la. Wiel­ki aktor pisząc list, który brz­mi jak mail od zapalonego fana. Ktoś, kto prze­cież powinien być zdys­tan­sowany (wszak zna branżę) zachowu­je się zupełnie jak widz, którego od Hop­kin­sa różni tylko to, że nie ma maila do pro­du­cen­tów seri­alu. Ma za to blog, na którym zapewne napisze notkę, – kto wie czy niedublu­jącą słowo w słowo maila jed­nego z najwybit­niejszych żyją­cych aktorów. Z entuz­jaz­mu i pasji nie wyras­ta się, bowiem nat­u­ral­nie, ale trochę świadomie. Cza­sem się z nich w ogóle nie wyras­ta. Cza­sem odkła­da się je na bok, bo są ważniejsze rzeczy – niekiedy słusznie, niekiedy pod presją.

 

Zwierz użył w tytule wpisu zdrob­nienia bo tak sir Antho­ny Hop­kins pod­pisał się pod fanowskim lis­tem. A poza tym wszyscy powin­niśmy aspirować by być jak Antho­ny Hop­kins. Nie?

Zwierz nie cier­pi, kiedy ktoś mu mówi jak ma żyć. Głównie, dlat­ego, że niemal zawsze okazu­je się, że owo wspani­ałe życie, jakie powinien toczyć różni się od tego, które ma. Jed­ną z pier­wszych rad, jaką się dosta­je od porad­ników doty­czą­cych życia jest – ode­jdź od kom­put­era, porzuć fikcję – idź polatać balonem czy spłynąć kajakiem albo po pros­tu poleż na traw­ie. Zwierz rozu­mie przekaz, ale kiedy zwierz leży na traw­ie to przede wszys­tkim myśli czy na pewno w zasięgu ręki zna­jdzie się jakaś książ­ka, spły­wa­jąc kajakiem zwierz praw­dopodob­nie spędz­ił­by więk­szość cza­su planu­jąc, jakie filmy obe­jrzy po powro­cie do domu. Nie, dlat­ego, że nie lubi akty­wnego spędza­nia cza­su. Ale po pros­tu – jego serce wypeł­nia się radoś­cią najbardziej, kiedy pod­suwa bileterowi swo­ją wejś­ciówkę do świa­ta fikcji. Dziś, kiedy wiec­zorem zwierz wsi­a­da do pociągu i jedzie do Pra­gi robi to na rzecz wielkiego pop­kul­tur­al­nego wari­act­wa, życiowej pasji i bezbrzeżnej fanowskiej miłoś­ci wobec Ken­netha Branagha. Ale niech was nie zmyli zwierz, który wsta­je i jedzie.  Bowiem zwierz jedzie by iść do kina. I nigdy nie daj­cie sobie wmówić, że to nie jest dobry pomysł. Cza­sem warto prze­być 800 kilo­metrów by zobaczyć swo­jego ulu­bionego akto­ra na ekranie. I nie trze­ba wcale udawać, że jedziemy zmienić nasze życie, wypełnić je po brze­gi doświad­czeni­a­mi, czy sprawdz­ić czy świat leży u naszych stóp.  Wystar­czy jedynie przyz­nać się że robimy to dlat­ego, że po pros­tu sprawi nam to niesły­chaną przy­jem­ność. A potem z radoś­cią ruszyć dalej.

Ale nawet nie wiecie, jak się zwierz cieszy, że to zdję­cie przes­ta­je wzbudzać w nim poczu­cie bez­nadziejnej straty jaką było­by nie obe­jrze­nie spek­tak­lu.

Dobra a ter­az ogłosze­nie parafi­alne – zwierz wyjeżdża i nie zostaw­ia wpisów na blogu – po pros­tu plan wyjaz­du jest tak napię­ty, że zwierz praw­dopodob­nie cały czas zas­tanaw­iała­by się jak znaleźć czas na pisanie – a takiego stre­su nie będzie sobie fun­dował. Musi­cie, więc przetrzy­mać aż do sobo­ty bez nowych postów (opc­ja napisa­nia czegoś wcześniej także odpadła, bo po pros­tu zwierz nie znalazł cza­su). Jeśli jed­nak jesteś­cie złaknieni obec­noś­ci zwierza w waszym życiu to zawsze może­cie zajrzeć na Face­book (do tych, którzy nie mają kon­ta na face­booku – wcale nie musi­cie go mieć by móc cza­sem pode­jrzeć co się dzieje na stron­ie), lub na hip­ster­skim Insta­gramie, gdzie zwierz będzie wrzu­cał artysty­czne zdję­cia kned­lików. Nato­mi­ast może­cie się spodziewać, że w sobotę zwierz popełni notkę mon­strum w której postara się zmieś­cić i Pragę, i Mak­be­ta  i Branagha. Miejmy nadzieję, że wszyscy się zmieszczą.

PS2: jak­by ktoś zapałał zaz­droś­cią, że zwierz jest takim mega blogerem, że go do Pra­gi zaprasza­ją i w ogóle się lan­su­je to zwierz musi tą wiz­ję ukró­cić. Zwierz jedzie zaspon­sorowany przez swo­ją szla­chet­ną matkę, pomysł wyjaz­du to wspól­na pra­ca Fab­u­li­tas & Myszy (pla­gia­tor­ka jed­na!). Zaś spać będziemy na podłodze u Pauliny, która pod­jęła się przy­gar­nię­cia trzech niez­nanych blogerek pod swój eraz­mu­sowy dach, najwyraźniej nie pode­jrze­wa­jąc, że może­my jej przez noc przeczy­tać wszys­tkie książ­ki i nie zostanie dla niej już żad­na liter­ka

41 komentarzy
0

Powiązane wpisy