Home Ogólnie Conanie ja tu konam czyli zwierz w obliczu stwierdzeń zaskakujących

Conanie ja tu konam czyli zwierz w obliczu stwierdzeń zaskakujących

autor Zwierz

Hej

Widzi­cie zwierz zawsze myślał, że są pewne zda­nia których nigdy nie wypowie. Są to zda­nia typu ” Seri­ale telewiz­yjne są dla idiotów, którzy nie mają życia pry­wat­nego”, ” Mroczne Wid­mo jest zde­cy­dowanie lep­sze od Nowej Nadziei”, ” George Lazen­by to najlep­szy ze wszys­t­kich Bondów”, “Zupełnie mnie nie intere­su­je kto jest zamożniejszy Bruce Wayne czy Tony Stark”, “Mahler to zde­cy­dowanie najlep­szy kom­pozy­tor muzy­ki klasy­cznej” itd. Wśród tych wszys­t­kich zdań było jeszcze jed­no które to zdanie zwierz wypowiedzi­ał dziś gdy zapal­iły się światła po pro­jekcji najnowszego Conana. Zdanie to brzmi­ało prz­er­aża­ją­co ” Arnold Schwarzeneg­ger zagrał to lep­iej”
No powin­niśmy się ter­az cofnąć w cza­sie — są lata dziewięćdziesiąte i zwierz jest jeszcze młody i niewiele wie o pop­kul­turze. Stąd też prze­by­wa wciąż pod prze­możnym wpły­wem swoich rodz­iców. Być może właśnie dlat­ego nie tylko oglą­da Conana w wieku chy­ba nieco za młodym ( trochę się kilku scen przes­traszył) ale i dowiadu­je się niezwyk­le wcześnie, że Conan to nie jak­iś tam osiłek tylko postać zde­cy­dowanie bardziej skom­p­likowana. Ojciec zwierza który książ­ki Howar­da lubił i czy­tał zdołał wgrać zwier­zowi nie tylko sza­cunek do postaci wygen­erowanej przez chorego auto­ra w ramach rekom­pen­saty włas­nej fizy­cznej niedoskon­ałoś­ci ale i uświadomić mu, że Conan to coś więcej niż film. Jako że zwierz jest istotą chłon­ną szy­bko sobie ta naukę przys­woił ( zwierz dochodzi do wniosku, że otrzy­mał ide­alne pop­kul­tur­alne wyk­sz­tałce­nie tylko nie ma poję­cia jak to się stało)
Od tamtego cza­su zwierz obe­jrzał Conana z 1982 roku jeszcze kil­ka razy za każdym razem ze zdu­mie­niu odkry­wa­jąc, ze ten cieszą­cy się sto­sunkowo złą sławą film jest całkiem dobry. Jeśli odrzucimy rażącą dziś este­tykę lat osiemdziesią­tych ( dobra futrzane gat­ki nie były najlep­szym pomysłem kostiu­mo­grafa) pozostanie naprawdę dobra his­to­ria fan­ta­sy ( ile takich filmów mieliśmy przed ostat­nia dekadą) z nieza­pom­ni­any­mi sce­na­mi ( Conan sam kręcą­cy kołem na pustyni, sce­na w której Conan wymienia trzy najważniejsze rzeczy w życiu mężczyzny, sce­na w której Conan nie płacze więc trze­ba płakać za niego, sce­na w której Conan zastaw­ia pułap­kę — ogól­nie dużo scen z Conanem), wartką akcją i zaskaku­ją­co dobrze dobraną obsadą. 
Moż­na się było z tal­en­tu aktorskiego Schwarzeneg­gera śmi­ać do woli ale jego pozbaw­iona wyrazu zaciśnię­ta szczę­ka ide­al­nie pasowała do postaci bar­barzyń­cy. Do tego zwierz musi wam przy­pom­nieć że Conan ma jeden z piękniejszych sound­track­ów jakie zwierz słyszał ( pole­ca go sobie posłuchać bo aż dzi­wne że tak dobra muzy­ka pow­stała do fil­mu akcji). W sum­ie z dzisiejszego punk­tu widzenia jed­ną wadą fil­mu jest to że ma praw­ie trzy­dzieś­ci lat co oznacza, że został nakrę­cony zan­im moż­na było świat wzbo­gacić o efek­ty spec­jalne.
Twór­cy nowego Conana prag­nąć odnieść sukces w sum­ie nie mieli więc trud­nego zada­nia. Postać Conana — który nie jest zwykłym ręba­jłą ale  postacią obdar­zoną spry­tem i inteligencją, nawet wyk­sz­tał­coną, nie pozbaw­ioną moral­nych zasad, para­jącą się zarówno łupi­e­niem jak i ratowaniem pię­knoś­ci z opresji to w sum­ie samo­graj. Takiemu Conanowi wystar­czy jedynie dostar­cza­jącej komicznej puen­ty przy­ja­ciel, dobry sce­nar­iusz, kil­ka zabawnych dialogów i w sum­ie film sam się nakrę­ci. W sum­ie nawet dosłowny remake był­by sukce­sem. Jedyny prob­lem by znaleźć odpowied­niego Conana.  
Co ciekawe prawdą jest że twór­cy odpowied­niego Conana znaleźli — Jason Mao­ma jest Conanem ide­al­nym — niezwyk­le przys­to­jny ( zdaniem zwierza), świet­nie zbu­dowany ( to już chy­ba bardziej powszech­na opinia), dwumetrowy, góru­ją­cy nad wszys­tkim, świet­nie wyglą­da­ją­cy w jakimkol­wiek odzie­niu ( bez odzienia jeszcze lep­iej) nawet jeśli to jest spód­ni­ca ( a z futrzanych szortów Arniego to się śmi­ali). Wystar­czy jed­no spo­jrze­nie by wiedzieć że ma wszys­tkie potenc­jalne cechy świet­nego Conana. A że jak raz się na niego spo­jrza­ło rzu­cić się chce okiem po raz dru­gi to jego pojaw­ie­nie się w filmie gwaran­tu­je żeńską wid­own­ię. Inny­mi słowy castin­gowy ideał.
Nieste­ty po odnalezie­niu odpowied­niego Conana twór­cy fil­mu stwierdzili, że nic więcej robić już nie trze­ba. Stąd też w sum­ie w filmie nie ma sce­nar­iusza ( ilość pozbaw­ionych sen­su scen jest zaskaku­ją­ca nawet dla zwierza np. Conan przedziera się nie bez trudu na szczyt twierdzy tylko po to by w pięć min­ut stwierdz­ić że to czego szu­ka jest na dole), ma fatal­ny mon­taż ( bywa że sce­na zaczy­na się w nocy a w następ­nej stron­ie jest dzień, wycię­to wszys­tkie drob­ne łączni­ki między sce­na­mi więc niekiedy moż­na dojść do wniosku, że Conan tele­por­tu­je się na swo­jego konia, bohater­ka w jed­ną stronę idzie po kamienistym nabrzeżu by wracać potem przez las) i zupełny brak dialogów ( o ile zwierz rozu­mie że bar­barzyń­ca może nie uży­wać zbyt wielu słów to zupełnie nie rozu­mie czemu wszyscy w tym filmie są tacy lakon­iczni. Poza tym jak ład­nie to ujął brat zwierza Conan jest bar­barzyń­ca z urodzenia ale nie z umysłu). \
Są za to kosz­marne pomył­ki castin­gowe ( Ron Perl­man został tu ucharak­tery­zowany na braku­jące ogni­wo rewolucji i ogól­nie jest mało przekonu­ją­cy jako bar­barzyń­ca, z kolei  głównego ” złego” po pros­tu nie sposób się bać bo jest stras­zli­wie mdły), przy­długie sce­ny akcji ( zwierz wie że ma się dużo dzi­ać ale tu robi się po pros­tu nud­no bo jak w grze kom­put­erowej bohater zmierza od jed­nego bossa do drugiego) i sek­wenc­je które najzwycza­jniej w świecie nie mają sen­su.
Zwierz mógł­by kil­ka z tych ele­men­tów wybaczyć ( bądź co bądź to Conan) gdy­by znalazł w filmie jakąkol­wiek iskrę — dobry dow­cip rzu­cony to tu to tam, chwilę zad­umy czy dia­logu — ale nie wyda­je się że mate­ri­ał poskle­jano ze sobą tak by nud­na i pom­paty­cz­na ścież­ka dźwiękowa nie dawała bohaterom nawet chwili odd­echu i choć film odfa­jku­je takie ele­men­ty jak dow­cip­ny kom­pan, wierny przy­ja­ciel czy romans to uczyni to w sposób tak mechan­iczny że każdy widz przy zdrowych zmysłach poczu­je się jak na przeglądzie pop­u­larnych wątków fil­mowych.
Co więcej zwierz ma już ( to uwa­ga o zde­cy­dowanie szer­szym kon­tekś­cie) trochę dość opowiada­nia jeszcze raz tej samej his­torii nar­o­dzin bohat­era tylko nieco inaczej. Książ­ki Howar­da dają pewien kanon który pozwala poz­nać młodość Conana — po co więc sil­ić się na inne jej przed­staw­ie­nie ? Po co jeszcze raz wid­owni opowiadać w długich sek­wenc­jach skąd wziął się bohater i to jeszcze w sposób niez­god­ny z założe­niem auto­ra? Zwierz musi przyz­nać że trochę go to den­er­wu­je, bo po pier­wsze takie sek­wenc­je zazwyczaj są nudne a po drugie ile razy moż­na oglą­dać to samo.
Tak więc zwierz dociera do koń­ca swoich narzekań. Może­cie krę­cić nosem że zwierz po pros­tu nie lubi kina akcji i lep­iej żeby został przy oglą­da­niu swoich telewiz­yjnych dra­matów. Otóż zwierz ode­prze ten argu­ment dość pros­to. Zwierz strasznie chci­ał­by lubić Conana — chci­ał­by móc go potem cytować jak zdarza mu się cytować ory­gi­nał z 1982 roku. Ale nawet zwierz musi mieć nad czym pra­cow­ać. 
Z resztą zdaniem zwierza nie ist­nieje uspraw­iedli­wie­nie mówiące że to tylko film dla wid­owni która lubi akcję. Zwierz nie ma nic prze­ci­wko dobrej akcji — nawet ją lubi. Ale kiedy nie troszczysz się o bohaterów, ani to co się z nimi stanie ( jak się masz troszczyć sko­ro nic o nich nie wiesz?) to sce­ny akcji to doskon­ały moment by układać złośli­we recen­z­je. Takie jak ta.
Conan jest wściekły na zwierza że mu się nie podobało. I tak ter­az na niego łyp­ie. A tak przy okazji czy nie wyda­je się wam że był­by z niego świet­ny klin­gon? Zwierz już pisze list do J.J. Abram­sa
0 komentarz
0

Powiązane wpisy