Home Ogólnie Cóż że pięknie gdy obco czyli Zwierz nigdzie się nie rusza.

Cóż że pięknie gdy obco czyli Zwierz nigdzie się nie rusza.

autor Zwierz
Cóż że pięknie gdy obco czyli Zwierz nigdzie się nie rusza.

Od kilku miesię­cy co raz częś­ciej toczy zwierz ze zna­jomy­mi podob­ne dyskus­je. Pojaw­ia się tem­at poli­ty­czny czy społeczny, zwierz jak zwyk­le komen­tu­je, bo lubi komen­tować, zna­jo­mi odpowiada­ją. Wcześniej czy później pada dobrze znane zwier­zowi zdanie, o tym, że trze­ba wyjechać. Emi­grować. Zwi­jać się czy jak to niek­tórzy ład­nie ujmu­ją spierdalać. Prob­lem pojaw­ia się wtedy kiedy się wyjechać nie chce. Za żadne skar­by.

tatry-989037_1280

Zwierz wie, że to tani chwyt ale postanow­ił zilus­trować wpis ład­ny­mi zdję­ci­a­mi Pol­s­ki — bo w sum­ie zawsze warto pamię­tać, że jak źle by nie było poli­ty­cznie to np. góry zawsze wyglą­da­ją tak samo i ostate­cznie moż­na uciec w Bieszczady

No właśnie, zwier­zowi już kil­ka czy kilka­naś­cie nawet razy zdarzyło się w roz­mowach bronić stanowiska, które zawsze wydawało mu się, nie trudne do obronienia. Niechę­ci do wyjaz­du z kra­ju. Takiego kat­e­go­rycznego odrzuce­nia emi­gracji jako życiowej opcji. Przy czym zaz­naczmy na samym początku, że ta oso­bista niechęć zwierza do wyjaz­du nie przekła­da się na jego ocenę osób wyjeżdża­ją­cych. Zwierz zna sporo osób, którym za granicą wiedzie się bard­zo dobrze, mają śliczne mieszka­nia z ogród­kiem, zna­jomych, pracę, są szczęśli­wi i spełnieni. Na dodatek przysyła­ją zwier­zowi czeko­ladę i to w ogóle budzi już uczu­cia głębok­iego przy­wiąza­nia (zwierza rzecz jas­na). Ma zna­jomych którzy dopiero za granicą odetch­nęli pełną pier­sią i poczuli się u siebie. Zwierz zna też oso­by, które należą do grup w przy­pad­ku których szukanie szczęś­cia poza grani­ca­mi kra­ju jest dość oczy­wiste – mniejs­zoś­ci, osób które czu­ją się przez państ­wo poniżone, nieza­opiekowane, zmar­gin­al­i­zowane. Oczy­wiś­cie jest też gru­pa szuka­ją­ca przy­gody, zawodowej real­iza­cji, szan­sy i innego życia. Inny­mi słowy – spo­ra zróżni­cow­ana gru­pa. Niko­go nie oce­ni­am, nieza­leżnie od tego jaki kierunek i powód wyjaz­du wybrał. Myślę, że jest to co raz bardziej powszech­ny sposób na życie, nie tylko dlat­ego, że kraj przes­ta­je nam odpowiadać. Ludzie w ogóle zro­bili się bardziej mobil­ni, bo podróżować jest łatwiej, załatwić coś daleko jest łatwiej no i komu­nikac­ja z rodz­iną to już nie to samo co kiedyś. Do tego – nie ukry­wa­jmy – częs­to się nas zachę­ca do szuka­nia szan­sy za granicą, wskazu­jąc na lep­sze warun­ki soc­jalne, pen­sje czy relac­je państ­wa i oby­wa­tela.

mountains-1012363_1280

Moż­na też zwiać w Pieniny. Zwierz starsznie dawno nie był w Pien­i­nach

To, że rozu­miem oso­by wyjeżdża­jące nie znaczy, że podzielam ich ochotę do wyjaz­du. Wręcz prze­ci­wnie, myślę, że dla zwierza konieczność wyjecha­nia z Pol­s­ki była­by ni mniej ni więcej życiową tragedią. Kiedy jed­nak próbu­ję wyjaśnić co mnie tu trzy­ma ori­en­tu­ję się, że moje argu­men­ty zostały ukradzione. Ilekroć otwiera usta by wyjaśnić swo­ją postawę czu­je jak­by mu ktoś właśnie  zmieni­ał fryzurę na taką bliżej cza­s­ki. Tak moi drodzy powiedzieć dziś, że jest się przy­wiązanym do kra­ju rodzin­nego, że nie wyobrażamy sobie for­mułowa­nia myśli w innym języku niż Pol­s­ki, czy nawet przyz­nanie że nigdzie na świecie nie czuliśmy się lep­iej, brz­mi jak głos przyp­isu­ją­cy nas do określonej opcji poli­ty­cznej czy świato­poglą­dowej. Zwierza strasznie to frus­tru­je. Zwłaszcza, że rzeczy­wiś­cie, najlep­szym określe­niem na to co zwierz czu­je jest owo co raz brzy­dziej pach­nące słowo „patri­o­tyzm” (nawet tu kiedy doskonale pasu­je zwierz musi je napisać w cud­zysłowie, żeby jakoś poskromić jego nacjon­al­isty­czne zapędy), które gdzieś po drodze zaczęło oznaczać, że sta­je się na baczność ilekroć widzi się Pol­ską flagę, żywi się kseno­fo­biczną niechęć do wszys­tkiego co obce i jeszcze na dodatek popraw­ia his­torię tam gdzie nie jest wystar­cza­ją­co czarno biała (czy­taj wszędzie bo his­to­ria nie jest czarno biała. Nigdy). Nawet zwier­zowi z tru­dem przy­chodzi mówić o miłoś­ci do ojczyzny, bo nieste­ty nikt nie widzi wtedy zwierza który czu­je się szczęśli­wy w Tatra­ch tak jak nigdzie indziej, czy irracjon­al­nej sym­pa­tii do pol­skiej zimy mimo, że jest zim­na i depresyj­na. Miłość ojczyzny musi od razu śpiewać pow­stańcze pieśni i jeszcze najlepiej kopać okopy gdzieś na grani­cy między nami a Europą. A jed­nocześnie – to współczesne określ­nie patri­o­tyz­mu – które ma oznaczać płace­nie podatków (nawet gdy­by zwierz myślał­by o kra­ju chłod­no to by je płacił, bo jest raczej pra­worząd­ny) czy udzi­ał w orga­ni­za­c­jach pożytku pub­licznego (to zwier­zowi wychodzi gorzej) jakoś nie pasu­je do tego emocjon­al­nego przy­wiąza­nia do swo­jego kra­ju. Psu­je patri­o­tyzm, ale jakoś przez gardło prze­chodzi co raz trud­niej zwłaszcza, że ostat­nio deklaru­ją go najczęś­ciej oso­by z którym zwierz niewiele chci­ał­by mieć wspól­nego.

poland-1157246_1280

Już niedłu­go będzie ciepło i będzie moż­na też zwiać nad jakąś wodę.  Woda rozu­mie

Tym­cza­sem przy­wiązanie do miejs­ca z którego się pochodzi nie powin­no być niczym czego człowiek powinien musieć jakoś szczegól­nie bronić. Kiedy stat­ki z osad­nika­mi wypły­wały do Nowego Świa­ta było w Europie trochę osób które dziękowały i mówiły że im bard­zo dobrze tam gdzie są. Zresztą dziś widać to doskonale kiedy patrzymy na  to jak różne społeczeńst­wa pod­chodzą do wyjeżdża­nia. W Stanach jasne jest że wyjeżdża się na stu­dia a potem dalej gdzie zaprowadzi poszuki­wanie pra­cy. Polaków trud­no prz­erzu­cić z wojew­ództ­wa do wojew­ództ­wa – choć było­by to rynkowo dla wielu bard­zo opła­calne. I mniej więcej tak jest ze zwierzem. Może patrzeć na wypły­wa­jące stat­ki (oczy­wiś­cie by ta metafo­ra dzi­ałała musimy zapom­nieć o tym, co odkry­w­cy zro­bili ludom zas­tanym bo wtedy trud­no o jakikol­wiek roman­tyzm tej sce­ny), może im nawet pomachać chus­teczką ale potem chce wró­cić do siebie. Zwłaszcza, że zwierz jest naprawdę zwierzę­ciem niesły­chanie lokalnym, i ma prob­lem z wyobraże­niem sobie, że wyprowadza się ze swo­jej dziel­ni­cy a co dopiero z kra­ju. Przy czym oczy­wiś­cie zwierz jest tu w niesły­chanie uprzy­wile­jowanej sytu­acji bo nigdy nie musi­ał jechać do więk­szego mias­ta na stu­dia, nie musi­ał nawet za daleko wyprowadzać się od rodz­iców. Nie mniej ma wraże­nie, że nieza­leżnie od tego czy znalazł­by się w Warsza­w­ie z urodzenia czy wybrał­by to mias­to, raczej nie chci­ał­by opuszczać Pol­s­ki. Bo nie tylko o geografię chodzi.

photo-1445855743215-296f71d4b49c

Albo będzie moż­na pójść do lasu. Ten jest w okoli­cach Kędzierzy­na Koźla (fot Łukasz Szmigiel)

Dla wielu taka deklarac­ja oznacza lęk przed innoś­cią czy przed wyzwa­ni­a­mi jakie staw­ia świat. Ale prze­cież nie tylko to może nas trzy­mać w miejs­cu urodzenia. Jak zwierz wspom­ni­ał – ma olbrzy­mi sen­ty­ment do Pol­s­ki jako takiej – do tego, że poz­nał jej wszys­tkie więk­sze mias­ta, i zjeźdz­ił ją całą wzdłuż i wsz­erz.  No ale to trochę mało. Tym co dla zwierza jest najważniejsze to język. Choć zdarza­ją się dni kiedy zwierz oglą­da od rana do wiec­zo­ra pro­gramy po ang­iel­sku, czy­ta ang­iel­ską prasę i książ­ki, to jed­nak w ostate­cznym rozra­chunku, nie był­by w stanie żyć w kra­ju w którym nie mówi się po pol­sku. I nie dlat­ego, że uważa nasz język za najpiękniejszy ze wszys­t­kich. Nic z tych rzeczy – gra­maty­ka nie ma sen­su, ortografia ma sens zwier­zowi nie znany, a inter­punkc­ja ma mnóst­wo zasad z których wszys­tkie brzmią jak początek opowieś­ci o mil­ion­ie wyjątków.  Zwierz nie był­by w stanie żyć i funkcjonować w języku w którym nie rozu­mie aluzji, odniesień, tych ele­men­tów z których korzys­tamy w sposób nieuświadomiony. Każdy język ma swo­je „kobi­eto puchu marny” i zwierz nie wyobraża sobie funkcjonowa­nia w świecie gdzie takich rzeczy nie łapie (przy czym dla wszys­t­kich uwa­ga – zwierz jest ze wzglę­du na dys­funkc­je bard­zo opornym uczniem jeśli chodzi o języ­ki). Ten cały kul­tur­owy kon­tekst naszego funkcjonowa­nia – który wyraża się głównie w języku jakim mówimy – jest dla zwierza ważniejszy niż potenc­jalne zarob­ki. Bez niego chy­ba nigdy nie czu­by się zwierz u siebie. Więcej jest pewny, że nie był­by u siebie. Bo choć granice świa­ta zwierza znacze­nie się posz­erzyły od cza­su kiedy poz­nał inne języ­ki, to jed­nak kiedy przy­chodzi do opisu świa­ta, żaden język nie jest dla niego równie dobry co pol­s­ki.

photo-1444857832425-6826bb67228a

Zawsze moż­na pojechać nad morze ( tu Władysła­wowo) i czekać na pięć min­ut słoń­ca (fot Kamil Man­ka)

No właśnie, to kole­j­na rzecz. Kiedy mówimy o czu­ciu się jak  u siebie, to nie chodzi tylko o to, że rozpoz­na­je­my rodza­je drzew i wiemy, że w maju będzie pach­nieć bzem. To też ma znacze­nie ale chodzi przede wszys­tkim o pewien zbiór infor­ma­cji który posi­adamy a nad którym się nie zas­tanaw­iamy. Ja wiem, że nie dla wszys­t­kich to jest istotne, ale wiemy gdzie w naszym kra­ju wydoby­wa się węgiel, jakie są najlep­sze uni­w­er­syte­ty,  co to jest Mal­bork, gdzie jest Wielicz­ka i ile jezior jest w obrę­bie mias­ta Olsz­tyn. Więcej wiemy, ze fes­ti­w­al fil­mowy jest w Gdyni, muzy­ki pop­u­larnej w Opolu a spęd hip­sterów na Open­erze. Wiemy, że na gwiazd­kę są prezen­ty w Wig­ilię a na Wielka­noc tylko w niek­tórych częś­ci­ach Pol­s­ki. Wiemy, że jest week­end majowy i że 15 sierp­nia niespodziewanie wszys­tko jest nieczynne bo to świę­to państ­wowe. Wiemy, że albo Mick­iewicz albo Słowac­ki a jak ktoś chce być fajniejszy od wszys­t­kich to Nor­wid. Wiemy, że hasło Upp­sala odzew Korona. Wiemy że albo Widzew albo ŁKS i że jak jesteś z Mura­nowa to Polo­nia a jak z Żoli­borza to Legia. Wiemy, że Małysz jest mis­trzem ale Stoch ma dwa medale. Któreśmy praw­ie całym nar­o­dem wyskakali. I że nie da się ograć anglików w piłkę nożną chy­ba że Wem­b­ley. Wiemy, że Dirty Danc­ing to tak naprawdę Wiru­ją­cy Seks, i że „Oczko się temu Mis­iu urwało”. Wiemy mnóst­wo rzeczy, które nie przed­staw­ia­ją sobą żad­nej wartoś­ci ale są dla nas abso­lut­nie oczy­wiste. Tworzą tą sym­bol­iczną przestrzeń w której się porusza­my. Co więcej porusza­ją się w niej też otacza­ją­cy nas ludzie. Dzię­ki niej zwierz czu­je się u siebie bo porusza się w niej sprawnie. Tak sprawnie jak nigdy nie będzie się poruszał gdziekol­wiek indziej. Zwłaszcza, że część tej wiedzy jest przy­należ­na do pewnych grup społecznych czy osób z pewnym wyk­sz­tałce­niem.  Prob­lem w tym, że zmieni­a­jąc kraj nie koniecznie trafimy do tej samej grupy społecznej (najczęś­ciej jed­nak nie uda nam się takie gład­kie prze­jś­cie) a to samo wyk­sz­tałce­nie nie gwaran­tu­je tych samych punk­tów odniesienia ( bycie his­to­rykiem wyk­sz­tał­conym w Polsce i np. w Wielkiej Bry­tanii znaczy troszkę co innego).

Warsaw-center-free-license-CC0

Moż­na nigdzie nie wyjeżdżać. Zostać w mieś­cie i liczyć weżow­ce, których jest co raz więcej.

Wszys­tko co zwierz pisze jest raczej oczy­wiste. Ale nie chodzi jedynie o własne samopoczu­cie i taką chęć przy­należe­nia (choć niekoniecznie do nar­o­du jako takiego, o ile jeszcze w XXI wieku moż­na uży­wać słowa naród bez mil­iona przyp­isów). Chodzi też o coś co zwierz uważa za pewną odpowiedzial­ność. Zwłaszcza w sytu­acji kiedy decyz­je poli­ty­czne niekoniecznie układa­ją się po naszej myśli. Otóż jeśli – podob­nie jak zwierz – zde­cy­du­je­cie że nie ma prze­bacz i zosta­je­cie w tym kra­ju na dobre i na złe ( z wyłącze­niem sytu­acji ekstremal­nych jak woj­na) to jesteś­cie zań odpowiedzial­ni. Przepadło – nie wydostaniecie się z niego tak łat­wo, więc trze­ba chodz­ić na wybo­ry, kry­tykować złe decyz­je, wybier­ać demon­strac­je. Bo inaczej się nie da. Kiedy odet­niemy sobie drogę uciecz­ki (tu wiel­ki cud­zysłów bo zwierz nie uważa emi­gracji z powodów poli­ty­cznych za ucieczkę, bo to sug­erowało­by negaty­wną kono­tację) to nie pozosta­je nic innego jak wal­czyć. Zwłaszcza, że jak zwierz mniema – nie ma takiej odległoś­ci od kra­ju rodzin­nego która spraw­iła­by że oso­ba która wyjechała miała­by zupełnie gdzieś co się w kra­ju dzieje. Bo prze­cież zwyk­le kogoś za sobą zostaw­iamy, zna­jomych przy­jaciół krewnych.

mountains-1007838_1280

Jed­nak głównie zwierz pole­ca zwiewać w Tatry. Serio w Tatra­ch nikt was nie dopad­nie. Za wysoko.

Wielu zna­jomych zwierza z pewną dumą czy pewnoś­ci siebie deklaru­je że wyjazd nie jest dla nich prob­le­mem bo nie czu­ją związku z kra­jem. Zwierz trochę im zaz­droś­ci. To otwiera sporo możli­wość – zarówno pra­cy, jak i samoroz­wo­ju. Daje możli­wość patrzenia na swo­ją kari­erę w per­spek­ty­wie świa­towej. Jed­nak chy­ba nie powin­niśmy zakładać że będzie to uczu­cie powszechne. Być może nasza niechęć za emi­gra­cyjną tęs­knotą za domem bierze się z nad­miernej lek­tu­ry łka­ją­cych za ojczyzną poet­ów (którzy jed­nak łkali w bez­piecznej odległoś­ci od pow­stań). Ale prze­cież nie każdy kto wyjedzie poczu­je się dobrze. I nie ma w tym nic złego. Zwierz podzi­wia tych którzy wyjechali i wró­cili – bo przyz­nanie przed sobą, że wyjazd nie jest dla nas też wyma­ga pewnej odwa­gi. Zwłaszcza, że w wielu środowiskach powrót z emi­gracji uważa się za klęskę. Tym­cza­sem – choć  dla więk­szoś­ci z nas wyjazd oznacza­ł­by lep­sze możli­woś­ci zarobku to nie samym pieniądzem człowiek żyje. Jasne kiedy nie ma się żad­nej pra­cy  i kasy to nie ma się nad czym zas­tanaw­iać, ale nawet w takiej sytu­acji moż­na nie chcieć wyjechać. Nie każde­mu jest to pisane, i jest to jed­na  z tych decyzji do której nikt nie powinien zostać zmus­zony.

tatry-1036435_1280

Zwierz ma śmieszną rodzin­ną trady­cję pole­ga­jącą na tym, że nie wyjeżdżamy. Co chwilę pojaw­ia się jak­iś przeło­mowy moment – taki w którym liczne rodziny paku­ją wal­iz­ki a my – jak na złość trzy­mamy się kra­ju, który nie raz chci­ał nas grzecznie i bard­zo niegrzecznie pożeg­nać. Być może zwierz jest gene­ty­cznie obciążony, przez pokole­nia ludzi którzy musieli wciąż na nowo Pol­skę wybier­ać. Może geny nic tu nie mają i zwierz należy do tego wcale nie tak małego odset­ka ludzi, którzy chcą żyć tam gdzie się urodzili. Zresztą stąd bierze się chy­ba moje najwięk­sze współczu­cie dla uchodźców. Bycie zmus­zonym do wyjecha­nia z rodzin­nego kra­ju – wbrew swo­jej woli, to jest wiel­ka trage­dia. Zwłaszcza wtedy kiedy nie moż­na wró­cić, a znalezie­nie nowego bez­piecznego domu nie jest proste. W obozach dla uchodźców przepy­ty­wani ludzi mówią najczęś­ciej że chcieli­by wró­cić do Syrii. A prze­cież tam są gruzy, i wcale nie jest to obiek­ty­wnie najpiękniejszy kraj na świecie. Ani najbo­gat­szy.  Ale ludzie tak mają, chcą wracać do domu, choć nie ma żad­nego racjon­al­nego powodu.

tatry-998967_1280

Zwierz nie robi z siebie żad­nego męczen­ni­ka. Nie jest mu źle z niechę­cią do wyjaz­du. Ale kiedy w kole­jnej dyskusji ktoś mówi „Trze­ba wyjechać”, to zwierz ma wraże­nie, że zbyt pochop­nie rzu­camy tym stwierdze­niem. Co więcej, zbyt częs­to nie chce­my zrozu­mieć tych którzy – nawet wtedy kiedy dzieje się źle, nie mają zami­aru pakować wal­izek. Nikt nie powinien się czuć win­ny że chce zostać w domu, podob­nie jak nikt nie powinien się czuć win­ny, że chce wyjechać. Co więcej, wyjazd – w sytu­acji kiedy wyjeżdżamy ze wzglę­du na poli­tykę, niepoko­ją­co pach­nie wyg­naniem. Albo pogodze­niem się z rzu­canym częs­to przez prawdzi­wych patri­otów zdaniem, że jak się nie podo­ba to spadać. To nie jest tak, że kraj należy do ludzi, którzy najgłośniej deklaru­ją miłość, najbardziej macha­ją flagą i mają godło nar­o­dowe nawet na mydle w łazience. Kraj należy do ludzi którzy chcą w nim mieszkać. Jeszcze się nigdy nie zdarzyło, by byli to ludzie o iden­ty­cznych pooglą­dać i wartoś­ci­ach. Wyjechać bo jed­na ze stron bardziej krzy­czy, to jak zgodz­ić się, że powin­ny nas dzielić nie tylko poglądy i wiz­je świa­ta ale też geografia. Aż stra­ch pomyśleć kto by został. Przy czym zwierz pisze z uprzy­wile­jowanego stanowiska – nawet będąc kobi­etą (uwa­ga ostat­nio rzecz niebez­piecz­na) zwierz ma bez porów­na­nia więk­szy kom­fort niż należąc do mniejs­zoś­ci, czy do innej ignorowanej grupy. Dlat­ego, też zwierz niko­go nie przy­wiązu­je. I wie, że całkiem sporo osób czu­je się z kra­ju nieco wyg­nanych.

sea-570425_1280

Kil­ka lat temu zwierz był właśnie nad morzem kiedy zdał sobie sprawę że przepadło. Widzi­ał już piękniejsze morza, w których woda była – jak na obrazkach – błęk­it­na i moczył stopy w Oceanie, który był zim­ny (a dzień później na tej samej plaży kogoś pogryzł rekin) a jed­nak nigdzie ale to nigdzie nie było mu tak dobrze swo­jsko i u siebie jak nad naszym burym Bał­tykiem, w którym kąpać się moż­na przez pięt­naś­cie min­ut w sierp­niu i tylko wtedy kiedy nie ma glonów. Przepadło, pomyślał zwierz, zda­jąc sobie sprawę, że jest bez­nadziejnym patri­otą i że chy­ba przyjdzie mu spędz­ić resztę życia w tym bez­nadziejnym kra­ju. Czego bard­zo by chci­ał. I czego trochę się boi.

Ps: Zwierz jest bard­zo ciekawy komen­tarzy bo ma wraże­nie, że choć w jego ser­cu jest mnóst­wo zrozu­mienia niejed­na oso­ba, może w tym wpisie znaleźć atak. Więc zwierz z góry uprzedza. Nie ataku­je niko­go. No może poza tymi którzy chcą kogokol­wiek z tego kra­ju wypraszać.

Ps2: Zwierz chy­ba będzie was reg­u­larnie zabier­ał do świa­ta poza pop­kul­turą bo jed­nak co pewien czas musi coś takiego napisać, a pouc­zono go, że zakładanie osob­ne­go blo­ga przy jego pamię­ci nie ma sen­su.

61 komentarzy
0

Powiązane wpisy