Home Ogólnie Cóż że tłumnie gdy pięknie czyli zwierz górski cz.5

Cóż że tłumnie gdy pięknie czyli zwierz górski cz.5

autor Zwierz
Cóż że tłumnie gdy pięknie czyli zwierz górski cz.5

Rankiem mat­ka stwierdz­iła, że pogo­da (30 stop­ni) zmusza nas do mody­fikacji planów. Zwierz na chwilę poczuł iskierkę nadziei. Kto wie, może w świecie wyso­kich tem­per­atur jedyne dopuszczalne wyciecz­ki są po płaskim. Zwierz już oczy­ma duszy swo­jej widzi­ał jak wybiera się na basen i tapla się w zim­nych wodach aquapraku. Szy­bko jed­nak okaza­ło się, że takie wiz­je należą wyłącznie do zde­gen­erowanego umysłu zwierza. Górs­ki umysł mat­ki po pros­tu stwierdz­ił, że pójdziemy drogą zacienioną. Pod górkę. Bo upał i urlop.

WP_20150811_008

Turyś­ci wcale nie są źli. Turstów moż­na pod­słuchi­wać

Praw­da jest taka, że zwierz z matką wylą­dowały na drodze do Morskiego Oka. Prze­zorne i pomne fak­tu, że dro­ga do Morskiego Oka jest drugim po Krupówkach najczęś­ciej uczęszczanym górskim szlakiem zaczęły wyprawę na tyle wcześnie by znaleźć się na szosie za nim pojawi się na niej połowa turys­tów z Zakopanego. Zresztą jeśli zwierz miał­by być zupełnie szcz­ery to obec­ność turys­tów nawet mu nie przeszkadza. Z namięt­noś­cią god­ną socjolo­ga pod­słuchu­je on wszys­tkie roz­mowy mijanych wycieczkow­iczów, głównie kon­cen­tru­jąc się na roz­mowach rodz­iców z dzieć­mi. W 90% przy­pad­ków rodz­ice stro­fu­ją dzieci za set­ki mniejszych lub więk­szych przewinień. Jed­nak raz na jak­iś czas moż­na pod­słuchać miłą roz­mowę kogoś kto chy­ba lubi sobie z dzieck­iem pogadać. I tak idąc powoli za pewnym ojcem z synkiem zwierz dowiedzi­ał się dokład­nie na jakie szczy­ty patrzy z dro­gi i jaka roślin­ność pokry­wa zbocza. Potem zwierz przyśpieszył by nie wyjść na jakiegoś pode­jrzanego typa który śledzi ludzi dla infor­ma­cji. Nie zmienia to fak­tu że zwierz za trasą do Morskiego Oka nie przepa­da głównie z powodu tej piekiel­nej szosy która jest po pros­tu nud­na. Iść pod górę w miłych okolicznoś­ci­ach przy­rody to co innego niż drep­tać pod górę po asfal­cie.

WP_20150811_022

Najwyżej położona plaża w Polsce

Znakiem, że nie ma bardziej turysty­cznego miejs­ca w Tatra­ch są toale­ty. Toale­ty na trasie do Morskiego Oka dzie­limy na dwa rodza­je. Bezpłatne i płatne. Toale­ty bezpłatne (czyli zwykłe Toi Toi) dzie­limy na cztery typy. Jed­norożce — czyli nigdy nie spo­tykane czyś­ci­utkie toale­ty, które ład­nie pach­ną, Nin­ja — które wyma­ga­ją zręcznoś­ci i sprawnoś­ci, Jogin — po właś­ci­wie by z nich sko­rzys­tać trze­ba umieć lewitować i Boże chroń Królową — bo ewident­nie zbliża się apokalip­sa. Z kolei toale­ty płatne właś­ci­wie wszys­tkie są czyste i zad­bane ale szkop­uł w tym, że w dwie oso­by na drodze do schro­niska i z powrotem prze­siu­si­ałyśmy małą for­tunę. Mogły­byśmy sobie za nią kupić włas­nego Toi Toi i woz­ić w góry. Nie mniej tatrza­ńs­ki park nar­o­dowy zda­je sobie sprawę z toale­towego zapotrze­bowa­nia lud­noś­ci bo na każdej toale­cie motywa­cyjne pisze ile do następ­nej aż do ostat­niej stacji na której złowro­go infor­mu­je że to ostat­nia bezpłat­na toale­ta na szlaku. brz­mi to złowieszc­zo. Nie mniej jeśli marzy się wam pier­wszy mil­ion to płat­ny sza­let powinien was do niego szy­bko zaprowadz­ić.

WP_20150811_010

A za tymi góra­mi to już pewnie Mor­dor albo Słowac­ja 

Ode­jdźmy jed­nak od spraw wielce przyziem­nych bo oto zwierz doszedł w końcu do Morskiego Oka. Ponown­ie nieza­leżnie od brzy­do­ty asfal­towej dro­gi i obec­noś­ci turys­tów samo jezioro jest po pros­tu prze­cu­d­owne. Woda ma kolor turku­sowy, tak inten­sy­wny że wyda­je się iż to nie możli­we by cokol­wiek w przy­rodzie miało nat­u­ral­nie taką bar­wę. Oczy­wiś­cie na najwyżej położonej w Polsce plaży tuż pod schro­niskiem jest dzi­ki tłum, ale wystar­czy odbić jedynie w bok (najlepiej w pra­wo) i ruszyć wzdłuż brzegu by szum tłumów pod schro­niskiem zastąpiło szem­ranie wpada­ją­cych do jezio­ra stru­mieni. Tu też moż­na bez przepy­cha­nia się do bari­erek i wysłuchi­wa­nia pisków kolonii spo­jrzeć na to mimo wszys­tko niesły­chanie spoko­jne jezioro którego wód nic nie mąci i które w zestaw­ie­niu ze skalisty­mi szczy­ta­mi tworzy obraz który zwierz zawsze wpisu­je jakoś w swo­ją wiz­ję Śródziemia ilekroć czy­ta Wład­cę Pierś­cieni. Z resztą tłum zupełnie się tu prz­erzedza i przez chwilę moż­na iść właś­ci­wie nie widząc ludzi, co jak wiado­mo jest ambicją wszys­t­kich wychodzą­cych w niższe i wyższe góry. Nieste­ty ludzie zna­j­du­ją się pod drogą do Czarnego Stawu. Zwierz z sza­cowną matką przyglą­da­ją się kole­jce ludzi wspina­jącej się noga za nogą ku pięknie położone­mu jezioru i decy­du­ją że jed­nak nie mają na taką rozry­wkę ochoty. Co innego wspinać się w górę a co innego iść gęsiego bez możli­woś­ci znalezienia dla siebie nawet odrobiny przestrzeni. Co praw­da mat­ka zwierza próbowała go nawet namówić twierdząc, że inaczej kicha przed czytel­nika­mi będzie, ale ten jeden raz zwierz był nieugię­ty.

WP_20150811_029

A tu i widać schro­nisko i cisza w okół. 

Zwierz z matką docier­a­ją do schro­niska (Morskie Oko moż­na wszak obe­jść dookoła) gdzie szar­lot­ka dosta­je zdaniem zwierza punk­ty ujemne (jest ciepła. Zwierz nie cier­pi ciepłej szar­lot­ki) mat­ka złożyła votum sep­a­ra­tum (jej zdaniem ciepła szar­lot­ka jest kwin­tes­encją szar­lot­ki.) A potem w sum­ie czeka je tylko dro­ga w dół. O dzi­wo okazu­je się ona zde­cy­dowanie gorsza niż dro­ga w górę — pod wzglę­dem przy­jem­noś­ci i tem­pa. Zwierza i jego sza­cowną matkę wymi­ja­ją wszyscy turyś­ci łącznie z tymi którzy na Morskie Oko udali się w japonkach i led­wo idące dzieci. Najwyraźniej ta sytu­ac­ja poruszyła ambicję mat­ki zwierza która koło wodogrz­motów Mick­iewicza oświad­cza że nie ma tak dobrze i idziemy do schro­niska w Dolin­ie Roz­to­ki. Musi­cie zrozu­mieć na czym pole­ga prze­myśl­na per­fidia tego założe­nia. Oto schro­nisko w Dolin­ie Roz­to­ki co praw­da zna­j­du­je się bard­zo blisko (zaled­wie 15 min­ut poniżej szlaku do Morskiego Oka) ale ponieważ kilka­dziesiąt lat temu pozmieni­ano szla­ki to moż­na z niego wyjść tylko tak samo jak się doszło. Co oznacza że trze­ba iść pod górę. Zwierz uważa że jest pewnym osiąg­nię­ciem sza­cownej mat­ki znalezie­nie dro­gi pod górę w cza­sie schodzenia w dół. Przy czym żeby nie było — dro­ga do schro­niska w Roz­toce jest abso­lut­nie prze­cu­d­ow­na. Turys­tów praw­ie na niej nie ma (szlak jest z boku i chy­ba niewiele osób o nim wie) za to ścież­ka wije się zboczem ku dolin­ie. Nie jest to ścież­ka sze­ro­ka, wręcz prze­ci­wnie idąc czu­je się na ramionach liś­cie ros­ną­cych wzdłuż dro­gi krzewów, w tym dzi­kich malin. Pach­nie nieziem­sko a od cza­su kiedy wia­tr zwal­ił okoliczne drze­wa moż­na odnieść wraże­nie że jest się w miejs­cu zupełnie zapom­ni­anym, gdzie nikt nie sprzą­ta ze ścież­ki opadłych liś­ci i gdzie człowiek zapuszcza się tak rzad­ko że wzrok zna­jdzie jeszcze kawałek zie­mi gdzie nie odbił się ślad podeszwy górskiego buta. Na dole zaś czeka ślicznie wyre­mon­towane schro­nisko położone przy niewielkiej polanie. Schro­nisko jest drew­ni­ane, ma dymek z kom­i­na i zupełnie abstrak­cyjną w tym miejs­cu tabliczkę, że przestrzeń obję­ta jest bezpłat­nym wi fi. Pod schro­niskiem siedzą bosi turyś­ci którzy właśnie zes­zli z Rys (wybrali się tam o piątej rano) i ter­az siedzą rozkoszu­jąc się spoko­jem jaki daje wyłącznie dale­ka górs­ka wyciecz­ka. W głowie zwierza pow­sta­je miła wiz­ja że moż­na było­by tu zostać i nie wracać już na górę do szem­rzącego potoku ludzi. Nieste­ty jed­nak zostać nie moż­na i trze­ba iść. Pod górę.

WP_20150811_042

Wszys­tko jest, cisza spokój, czyste łazien­ki i wi fi. Nikt by tu ziw­erza nie znalazł

Musie wiedzieć, że sza­cow­na mat­ka zwierza sto­su­je w takich momen­tach zachę­ca­jące mowy motywa­cyjne. Są to – wierz­cie zwier­zowi – naj­gorsze mowy motywa­cyjne w his­torii ludzkoś­ci. Np. są w nich zda­nia „to chy­ba było za zakrętem ale w sum­ie mogę źle pamię­tać”, „To nie jest pod górę dalej będzie gorzej”, „Nogi bolą mniej jak się schodzi jeśli wcześniej zro­bi się pode­jś­cie”, „Jak miałaś sie­dem lat weszłaś tam bez prob­le­mu” „To naprawdę nie było pod górę” (ostat­nie zdanie doty­czy każdej wyciecz­ki jaką zwierz kiedykol­wiek odbył). Motywa­cyjne mowy mat­ki zwierza mają tą cud­owną właś­ci­wość że zwierz naty­ch­mi­ast popa­da w czarną roz­pacz i chce żeby było już po wszys­tkim i zaczy­na przyśpieszać. Zdaniem mat­ki zwierza prowadzi to do paradok­sal­nej sytu­acji gdzie ogól­nie śred­niej kondy­cji zwierz wyprzedza w pędzie sprawnych turys­tów, byle by już tylko wszys­tko się skończyło. Istot­nie zdarza­ło się zwier­zowi nabier­ać jakiejś strasznej pręd­koś­ci tylko po to by oszukać swo­ją wielce słabą psy­chikę.

WP_20150811_041

Mat­ka zwierza ma fajniejsze wzor­ki na spod­ni­ach. Smutek i łkanie

Tu musi­cie uwierzyć zwier­zowi że dzieją się czary. Po pier­wsze o ile zejś­cie do schro­niska było może nie bard­zo długie ale za to dość strome to już powrót jest właś­ci­wie po płaskim. Ostat­nie pode­jś­cie które przy zejś­ciu wydawało się długie skró­ciło się o trzy czwarte. Ale to nie konie cud­ów. Znalazłszy się na poziomie star­towym, zwierz i sza­cow­na mat­ka poczuły w nogach niesamow­itą energię. Energię która spraw­iła, że wyminęły abso­lut­nie wszys­t­kich idą­cych przed nimi turys­tów po czym — ambicjon­al­nie wdały się w swoistą jed­nos­tron­ną rywal­iza­cję z parą Hisz­panów którzy szli kil­ka kroków przed nimi i których nie dało się dogo­nić. Nie mniej mija­jąc kilku młodych mężczyzn zwierz usłyszał ich postanowie­nie że chy­ba muszą przyśpieszyć sko­ro nawet my ich wyprzedz­iłyśmy, Ostate­cznie i zwierz i sza­cow­na mat­ka nadro­biły sporo z cza­su spęd­zonego w Dolin­ie Roz­to­ki i znalazły się na parkingu o przyz­woitym cza­sie. O ile moż­na nazwać przyz­woitym fakt że dopiero koło siedem­nastej zwierz mógł zjeść obi­ad. Zjadł go nato­mi­ast z olbrzymim entuz­jazmem ale gdy­byś­cie próbowali tej zupy grzy­bowej i tych plack­ów z łososiem to też nie trze­ba było­by wam wiele.

WP_20150811_037

Szar­lot­ka w Morskim Oku jest ciepła. To dyshon­or dla szar­lot­ki

Wiec­zorem na trady­cyjnym już piwie, w cza­sie rozważa­nia 20 stop­nia zasi­la­nia (w Zakopanem na razie nie odczuwal­nego) mat­ka zwierza poin­for­mowała go, że jutro wyciecz­ka będzie — jeśli pogo­da poz­woli krót­ka (w czwartek sza­cow­na mat­ka ma plany które mogą położyć kres egzys­tencji zwierza) i może jeśli zwierz będzie grzeczny i przes­tanie ją ocz­er­ni­ać w sieci pójdziemy na basen. W związku z tym zwierz chci­ał powiedzieć, że jego kochana mat­ka rodzi­ciel­ka jest bard­zo dobra i wszys­tko co postanowi i zro­bi jest z założe­nia słuszne.

WP_20150811_044

Na tar­gu staro­ci ktoś sobie kupił pamiątkę z Zakopanego (tak to są dwa wielkie lwy)

Ps: Mat­ka stwierdz­iła, że dziś przeszłyśmy 25 kilo­metrów. Zwierz dostrzegł na twarzy mat­ki rodzi­ciel­ki coś na ksz­tałt uśmiechu ale mógł być to też gry­mas rozczarowa­nia że nie więcej

Ps2: Gdy­byś­cie tu byli widzielibyś­cie wczo­raj atak pani­ki mat­ki rodzi­ciel­ki,. Otóż zaw­iesił się jej czyt­nik. Mat­ka zaw­ierza to klnąc to namaw­ia­jąc czyt­nik do dzi­ała­nia słod­ki­mi słowy (zde­cy­dowanie czul­szy­mi niż te który­mi zwracała się do niego w dziecińst­wie) pod­jęła akcję rean­i­ma­cyjną. Gdy czyt­nik w końcu ożył mat­ka czule go ucałowała. Nami­ary do psy­chi­a­trów mile widziane.

9 komentarzy
0

Powiązane wpisy