Home Ogólnie Czytajcie. Czytajcie! Czytajcie? czyli zwierz i promocja czytelnictwa

Czytajcie. Czytajcie! Czytajcie? czyli zwierz i promocja czytelnictwa

autor Zwierz

 

Hej

 

Zwierz jakoś tak z natu­ry jest ze wszys­tkim lekko opóźniony ( może to przy­padłość zwierza jako his­to­ry­ka) ale świa­towy dzień książ­ki na blogu prze­gapił więc ter­az pisze już post fac­tum. Ale w sum­ie to nie naj­gorsza per­spek­ty­wa bo może sobie popa­trzeć jak obchod­zono w Polsce świa­towy dzień książ­ki, jak się o nim mówiło i co chy­ba najważniejsze — zamieś­cić kil­ka swoich uwag ( zwierz chy­ba ponown­ie musi dodać nie pro­fesjon­al­nych) na ten tem­at tego jak się w Polsce pro­mu­je czytel­nict­wo. Wyda­je się bowiem zwier­zowi, że obok prob­le­mu jakim jest fakt, że ludzie mało w Polsce czy­ta­ją jest jeszcze dru­gi który pole­ga na tym, że bard­zo śred­nio się ich do tego zachę­ca. A właś­ci­wie zachę­ca się korzys­ta­jąc — przy­na­jm­niej zdaniem zwierza nie do koń­ca z tych środ­ków z których się powin­no.

 

 

Zaczni­jmy od tego od czego zawsze zaczy­na się dyskus­je z okazji Między­nar­o­dowego Dnia Książ­ki — od stwierdzenia, że Pola­cy nie czy­ta­ją — każdy dzi­en­nik poświę­ca temu mate­ri­ał, w którym mądrzy ludzie wypowiada­ją się na tem­at tego jaka to jest trage­dia, w którym przy­wołu­je się dane statysty­czne pokazu­jące,  że w Fran­cuzi czy­ta­ją więcej i jak­iś aktor czy cele­bry­ta mówi,  że on uwiel­bia czy­tać. Zwierz niekiedy odnosi wraże­nie, że taki mate­ri­ał leży sobie na półce i tylko co roku się go lekko prze­mon­towu­je zmieni­a­jąc daty i dane.  To pier­wszy prob­lem zwierza. Jego zdaniem obchodze­nie między­nar­o­dowego dnia książ­ki,  nie powin­no pole­gać na wzbudza­niu poczu­cia winy. Dlaczego? Po pier­wsze dlat­ego, że nawet zwierz oglą­da­jąc ten pro­gram popa­da w naty­ch­mi­as­towe poczu­cie winy,  że czy­ta za mało i naty­ch­mi­ast chce o tym przes­tać myśleć.  Z resztą zwierz ma dzi­wne wraże­nie, że te mate­ri­ały najwięk­sze poczu­cie winy budzą w czy­ta­ją­cych, którzy nagle zaczy­na­ją się czuć odpowiedzial­ni za całe społeczeńst­wo . Ci zaś co nie czy­ta­ją,  dosta­ją jedynie statysty­czne potwierdze­nie, że jest ich wielu, i że w ich zachowa­niu nie ma nic dzi­wnego. Dru­ga sprawa to fakt, że zaraz obok tych danych statysty­cznych pojaw­ia­ją się diag­nozy — zazwyczaj sprowadza­jące nie czy­ta­ją­cych do nieco gorszego gatunku ludzi, dla których nie ma wymów­ki. Zwierz będzie pisał jeszcze o tym poniżej ale zwierz jest w stanie zrozu­mieć dlaczego część ludzi nie czy­ta i nawet nie koniecznie jest za tak surową ich oceną ( ale ponown­ie o tym poniżej). Jed­nak tym co najbardziej zwierza den­er­wu­je to fakt, że w tym wzbudza­niu poczu­cia winy gubi się pewien sens świę­towa­nia dnia książ­ki. Otóż jest to przede wszys­tkim świę­to tych,  którzy czy­ta­ją — oni jed­nak są pomi­jani albo pokazy­wani jako szla­chet­ny przykład dla nie czy­ta­ją­cych. Tym­cza­sem dzień książ­ki powinien być świętem rados­nym — wyobraża­cie sobie co by było gdy­by zami­ast katować nas dany­mi statysty­czny­mi ktoś zro­bił­by sondę wśród czy­ta­ją­cych co właśnie dzieje się w ich książkach. Np. ” A co tam dziś u Pana”, ” Właśnie jestem w środ­ku bitwy ale musi­ałem iść do pra­cy” — nie zachę­ca? Zwierza by zachę­ciło.

 

 

 

Zwierz zawsze ma per­ob­le­my z ludź­mi, którzy czy­ta­ją tylko dobre i ważne książ­ki.

 

No właśnie bo oprócz tej strony infor­ma­cyjnej która co roku zwierza równie boli pojaw­ia się jeszcze corocz­na kam­pa­nia pro­mo­cyj­na. W  tym roku postanowiono pójść w stronę, którą wyty­czyło chy­ba — ” Nie czy­tasz, nie idę z tobą do łóż­ka” — czyli czegoś radykalnego i humorysty­cznego jed­nocześnie. W necie zaczął więc krążyć obsad­zony gwiaz­da­mi ekranu i telewiz­ji a także pis­arza­mi ( nieliczny­mi) klip ” Nie czy­taj”. Oto rados­na ekipa nakrę­ciła w BUW filmik którego głównym hasłem jest by nie czy­tać. Zwierz malkon­tent ma z tym filmikiem prob­le­my — dokład­niej trzy prob­le­my. Pier­wszy typowo zwier­zowy — filmik nakrę­cono za dnia w BUW — czyli pewnie zamknęli BUW-  zwierz nien­aw­idzi jak zamyka­ją BUW z powodów innych niż świę­ta czy skryp­to­ri­um. Od cza­su kiedy Bib­liote­ka Uni­w­er­sytec­ka dostała nowy budynek,  cią­gle ją zamyka­ją z powodu spotkań i kon­fer­encji bo tak tam ład­nie. A  to,  że zwierz potrze­bu­je dostępu do książek schodzi na dru­gi plan. Dobra dru­ga uwa­ga — klip rzecz jas­na jest iron­iczny — i dow­cip jest nawet niezły,  do cza­su kiedy dochodz­imy do argu­men­tów dlaczego należy nie czy­tać. Dla zwierza argu­men­ty ” Bo będziesz mądrze­jszy”, ” bo komuś zaim­ponu­jesz”, ” bo osiąg­niesz sukces”, ” bo będziesz inteligent­ny”, “bo będziesz miał mniej marzeń” — to paradok­sal­nie argu­men­ty osób nie czy­ta­ją­cych. Czy­ta­ją­cy wie, że nie należy czy­tać bo przy­pali się obi­ad, bo zako­chasz się w postaci, która nie ist­nieje, bo będzie ci przykro wyjeżdżać z miejsc,  w których nigdy nie byłeś ( albo takich, które nie ist­nieją), bo przys­tan­ki auto­bu­sowe nie są zgrane z dłu­goś­cią rozdzi­ałów, bo trze­ba czekać na następ­ny tom, bo siedze­nie z książką alienu­je bardziej niż gry kom­put­erowe.  Zdaniem zwierza to tymi argu­men­ta­mi — wynika­ją­cy­mi z tego co w czy­ta­niu jest najlep­sze — czyli możli­woś­cią oder­wa­nia się od rzeczy­wis­toś­ci — moż­na zachę­cić ludzi. Zachę­canie kogokol­wiek do czy­ta­nia jako dro­gi do sukce­su,  czy imponowa­nia komuś,  wrzu­ca od razu czytel­nict­wo w taki jak­iś paskud­ny zestaw czyn­noś­ci, które się robić “po coś”. Tym­cza­sem w czy­ta­niu najlep­sze jest to ,  że robi się to dla przy­jem­noś­ci. I tylko czy­tanie dla przy­jem­noś­ci może konkurować z telewiz­ją, seri­alem czy jakąkol­wiek inną rozry­wką. No i trze­cia uwa­ga, pod koniec dłużej wer­sji klipu — jaką zwierz tu umieszcza-  ostat­ni z wypowiada­ją­cych się aktorów mówi zdanie zdaniem zwierza niezwyk­le mądre — nie czy­ta­ją­cy tego nie zrozu­mieją. Zdaniem zwierza cała ta kam­pa­nia jest bowiem skierowana przez czy­ta­ją­cych do czy­ta­ją­cych — zwierz nie wyobraża sobie bowiem, by jakikol­wiek nie czy­ta­ją­cy z zasady człowiek zmienił swo­je przyzwycza­je­nia pod wpły­wem filmiku który trwa 2 min­u­ty.

 

 

 Kam­pa­nia miała być dow­cip­na i może jest ale gdzieś tam wypły­wa­ją z niej zawsze te same — jak widać  nie skuteczne — argu­men­ty przekonu­jące do czy­ta­nia. Może spróbować w innych?

 

Zwierz z resztą nie ma prob­le­mu tylko z tą kam­panią — od lat nie może uwierzyć w to jak prowadzi się w Polsce kam­panię mającą zachę­cić ludziom by czy­tali dzieciom. Pomi­ja­jąc fakt co raz gorszych klipów reklam­owych — ostat­ni gdy ojciec zaczy­na czy­tać dziecku na sali porodowej jest kuri­ozal­ny i raczej obnaża­ją­cy absurdal­ność pomysłu niż zachę­ca­ją­cy, to zwierza den­er­wu­je hasło prze­wod­nie. ” Czy­taj dziecku dwadzieś­cia min­ut dzi­en­nie. Codzi­en­nie” brz­mi jak przepis lekarza — co więcej naj­gorsze jest to, że ci rodz­ice,  którzy się do niego sto­su­ją, sto­su­ją się bezwzględ­nie. Co to oznacza — po pier­wsze, że czy­tanie sta­je się obow­iązkiem — zarówno dla dziec­ka jak i dla rodz­i­ca, po drugie owo dwadzieś­cia min­ut trak­towane jest z dokład­noś­cią co do min­u­ty, nawet wtedy kiedy moż­na było by poczy­tać więcej albo mniej. Zdaniem zwierza akc­ja by rodz­ice czy­tali dzieciom jest kluc­zowa dla roz­wo­ju czytel­nict­wa,  ale po pier­wsze — niech czy­ta­ją tak częs­to jak chcą i tyle ile chcą po drugie powin­no się rodz­i­com powiedzieć, że powin­ni dzieciom czy­tać nie tylko wartoś­ciowe książ­ki ale także to co sami lubili w dziecińst­wie,  nawet jeśli niekoniecznie są to arcy­dzieła. Zwierz pamię­ta z dziecińst­wa — do czego wielokrot­nie naw­iązy­wał — że po pier­wsze rodz­ice nie czy­tali mu codzi­en­nie — przez co była to olbrzymia atrakc­ja, po drugie czy­tali to co chcieli — zwierz dostawał przez to bard­zo zróżni­cow­any wybór książek. Niekiedy czy­tanie trwało wybła­ganą przez nas godz­inę niekiedy, gdy mat­ka zwierza widzi­ała,  że się męczymy — pięt­naś­cie min­ut. Do tego dziś ludzie zaczy­na­ją czy­tać niemowlę­tom książecz­ki dos­tosowane do ich wieku — tym­cza­sem niemowlę­ciu tak naprawdę dorosły może czy­tać wszys­tko łącznie z włas­ną pracą naukową,  bo dla dziec­ka liczy się ton gło­su. Z resztą w ogóle dziecięce książecz­ki to tem­at na inny wpis,  bo z niewiadomych przy­czyn ostat­nio jak książ­ki dla dzieci nie są o śmier­ci albo dłuba­n­iu w nosie to są passe. Ale wraca­jąc do czy­ta­nia dzieciom — akc­ja szczyt­na ale ponown­ie — zapom­i­na się w tym wszys­tkim,  że nie chodzi jedynie o synap­sy dziec­ka ale także o rozry­wkę. Zwierz spoko­jnie wyobraża sobie spot reklam­owy na którym dziecko słucha czy­ta­jącego mu rodz­i­ca a cie­nie na ścianach zamieni­a­ją się czy­taną scenę — świet­nie pokazu­je to czym jest czy­tanie czyli prz­er­abi­an­iem rzeczy­wis­toś­ci na coś więcej. Z resztą jak zawsze pow­tarza mat­ka zwierza — nic tak nie zachę­ca do czy­ta­nia jak rodz­ic, który wyrzu­ca cię z poko­ju bo właśnie czy­ta i nie chce z tobą roz­maw­iać.

 

 

 Zwierz zupełnie nie rozu­mie jak ktokol­wiek mógł uznać tą reklamę za dobrą — prze­cież wyni­ka z niej ewident­nie, że całe czy­tanie jest bez sen­su a fac­eta bardziej niż dziecko obchodzi te przepisane dwadzieś­cia min­ut.

 

Na koniec narzekań zwierz chci­ał­by napisać dlaczego rozu­mie nie czy­ta­ją­cych. A rozu­mie ich z kilku powodów. Pier­wszy to czys­to tech­niczny — biadolimy nad upad­kiem czytel­nict­wa,  nie zda­jąc sobie zawsze sprawy od jak niedaw­na umiejęt­ność czy­ta­nia jest powszech­na. Sko­ro jed­nym z głównych osiąg­nięć władz komu­nisty­cznych była wal­ka z anal­fa­betyzmem ( zwierz nie mówi, że prowad­zona poprawnie i bezide­owo bo prowad­zono ją pod przy­musem i bard­zo ide­owo) oznacza to, że czy­ta­jące społeczeńst­wo  w takim 100% zakre­sie mamy zaled­wie od 60 lat. Oznacza to, że owa wiz­ja społeczeńst­wa,  które kiedyś tak wiele czy­tało pochodzi z cza­sów nie odległych a i wtedy zwierz wąt­pi by czy­tali wszyscy ( z resztą ponown­ie — sko­ro praw­ie nie było telewiz­ji ani Inter­ne­tu to czy­tali bo nie mieli innej opcji). Ale nie chodzi o tak proste uspraw­iedli­wie­nie — chodzi o sam fakt, że umiejęt­ność tech­nicz­na czy­ta­nia nie sprawi, że każdy będzie czer­pał z książek przy­jem­ność — sprawny czytel­nik nie widzi bowiem słów tylko obrazy. Kiedy czy­ta się książkę to jak­by oglą­dało się film . Ale są tacy,  którym ten film w głowie się nie wyświ­et­la — czy­ta­ją za słabo, za wol­no, nie mają takiej wyobraźni czy siły kon­cen­tracji. Nie koniecznie są głupi, czy nie douczeni — po pros­tu czy­tanie nie jest najbardziej nat­u­ral­ną z ludz­kich czyn­noś­ci. Trochę tak jak ci,  którzy nie słyszą muzy­ki i nie kupu­ją albumów. Zwierz zna kil­ka osób, które nie umieją czy­tać komik­sów. Zna też jed­ną, która nie jest w stanie skupić się na oglą­da­niu telewiz­ji dłużej niż pięć min­ut.  

 

 

Dlaczego w prowoku­ją­cym spocie nikt nie umieś­cił najbardz­i­je prowoku­jącego zda­nia, które jest prawdzi­we — czy­tanie alienu­je !

 

 

Dru­ga sprawa jest z nieco innej becz­ki — to mod­ny ostat­nio trend by czy­tać wyłącznie rzeczy wartoś­ciowe. Ist­ny kosz­mar.  Ludzie, którzy chcą czy­tać wyłącznie rzeczy wartoś­ciowe najczęś­ciej kończą nic nie czy­ta­jąc. Bo wartoś­ciowe książ­ki są jak wartoś­ciowe filmy — błyszczą najbardziej kiedy wrzu­ci się je pomiędzy rzeczy lże­jsze, mniej wybitne ale za to dostar­cza­jące wrażeń, których wiel­ka książ­ka nie koniecznie dostar­czy. Z resztą powiedzmy sobie szcz­erze — ta naprawdę wiel­ka lit­er­atu­ra nigdy nie jest pisana dla wszys­t­kich zaś zadawane w niej wielkie pyta­nia nie są do codzi­en­nej lek­tu­ry. A sko­ro przy tren­dach jesteśmy — zwierz wiedząc gdzie szukać prawdy —  wszedł na stronę Kotek.pl, gdzie redakc­ja tego plotkarskiego por­talu dla nas­to­latków,  zapy­tała swoich czytel­ników co najbardziej lubili z lek­tur szkol­nych — wygrał Tajem­niczy Ogród, wysoko była Ania z Zielonego Wzgórza i Buszu­ją­cy w Zbożu. Zwierz się nie dzi­wi — to jedne z nielicznych w lek­turze książek napisanych właśnie z myślą o młodzieży,  a nie dorosłym czytel­niku ( jak częs­to się zapom­i­na że Nad Niem­nem, Pan Tadeusz czy Lal­ka nie były pisane  zmyślą o kilku­nas­to­latkach). Uwagę zwierza jed­nak przykuło co innego — pow­tarza­jące się westch­nie­nie jak fajnie było by gdy­by do lek­tur trafiły książ­ki, które  czy­ta się dla przy­jem­noś­ci. Zwierz pomyślał sobie że to praw­da — fajnie było by gdy­by szkoła od cza­su do cza­su poroz­maw­iała z ucz­ni­a­mi o książkach,  które oni czy­ta­ją a nie o tych, które im się każe czy­tać. Być może wtedy ktoś by kogoś do czegoś zachę­cił. Z resztą ponown­ie — lek­tu­ry szkolne to tem­at na inny post,  w którym zwierz stwierdz­ił­by,  że jeśli ktoś nie prze­mod­elu­je ist­niejącego zestawu lek­tur to żad­nego czytel­nict­wa nie będzie. Bo choć niek­tórzy ludzie uwiel­bi­a­ją ” W pustyni i w Puszczy” to z roku na rok robi się co raz bardziej nie na miejs­cu ( strasznie antyarab­s­ki wydźwięk do tego Kali i Staś dla uzu­pełnienia wiz­ji świa­ta,  która nieco wyszła już z obiegu) i co ważniejsze — robi się co raz mniej zrozu­mi­ała dla młodzieży. Na co z resztą  nie ma się co oburzać bo język ewolu­u­je  i choć dorosły człowiek doskonale wszys­tko rozu­mie to szós­tok­lasiś­cie pewnie by się jakieś przyp­isy przy­dały. Choć zwierz wie, że to nie jest pop­u­lar­na opinia bo raczej powinien biadać nad upad­kiem młodzieży. Prob­lem pole­ga na tym, że nad upad­kiem młodzieży bia­da się ter­az non stop i nawet jak już młodzież po książ­ki sięg­nie np. Zmierzch to też wszys­tkim się nie podo­ba. Nic dzi­wnego, że młodzi wolą nie czy­tać.

 

 No właśnie czy­ta­ją­cy dla przy­jem­noś­ci chy­ba nie chcą dzię­ki swo­je­mu czy­ta­niu pod­bić świa­ta, wręcz prze­ci­wnie — są pewnie prze­ciw — zabrało by im to za dużo cza­su

 

 

Ostat­ni powód,  dla którego zwierz nie może potępi­ać nie czy­ta­ją­cych to najczęś­ciej przy­woły­wany — cena książek.  Zwierz zda­je sobie sprawę, że są bib­liote­ki ale sko­ro jego osied­lowej bib­liote­ki na Żoli­borzu nie stać na nowoś­ci,  to zwierz nawet nie pyta jak to wyglą­da w Pcim­iu dol­nym. Z kolei kiedy zwierz waży w dłoni książkę, której zawartoś­ci nie zna,  a za którą wydaw­ca żąda 40–50 zł,  t o  nawet zwierz łapie za port­fel.  Ostate­cznie zwierz najczęś­ciej kończy kupu­jąc sobie poezję ( choć ta też nie koniecznie jest tania), prosząc o coś na gwiazd­kę czy inne świę­ta albo kupu­jąc coś zupełnie innego w taniej książce. Ale zwierz chce mieć książ­ki i chce czy­tać. Tym­cza­sem gdy­by mu nie zależało pewnie poszedł­by sobie gdzie indziej. Bo książ­ki są dro­gie. Co więcej zwierz odnosi wrażanie, że są co raz droższe.  A sko­ro już trze­ba obciąć jak­iś wydatek ludzi obci­na­ją ten. Zwierz chci­ał­by ich potępi­ać ale nie do koń­ca potrafi. Wydawanie pieniędzy na kul­turę zawsze pozostanie fan­aber­ią. Jeśli chce­my by mogli sobie na nią poz­wolić wszyscy oby­wa­tele — cóż przy takich cenach książek nie ma co na to liczyć. Pewnym rozwiązaniem mogły być eboo­ki ale pol­s­ki ebook jest od papierowego wyda­nia tańszy o trzy złote co sprawy nie załatwia.

 

 

 

Ponown­ie — zwierz uważa że przy­jem­ność czy­ta­nia sprowadza się do tego co czu­je­my czy­ta­jąc a nie do tego czego dzię­ki czy­ta­niu się uczymy. Ale uczu­ciowej kam­panii zwierz jakoś ostat­nio nie widzi­ał. A może prze­gapił.

 

Co więc zwierz pro­ponu­je, sko­ro taki mądry? Cóż zwierz jest wielkim fanem wszel­kich akcji pro­mu­ją­cych uwal­ni­an­ie książek — czyli dzie­le­nie się tymi książka­mi,  które przeczy­tal­iśmy a nie chce­my ich mieć — moż­na je uwol­nić poprzez konkursy na blogu  (niezwyk­le wielu blogerów tak świę­towało dzień książ­ki), odd­ać do bib­liote­ki, położyć w jakimś osłonię­tym od deszczu miejs­cu.   Dru­ga sprawa — zachę­cać a nie wyk­luczać — wielu czy­ta­ją­cych czu­je się od nie czy­ta­ją­cych lep­szy­mi przez co raczej mówią,  że nie chcą się z nieczy­ta­ją­cy­mi zadawać. Tym­cza­sem zwierz uważa, że lep­iej gdy napotkamy nie czy­ta­jącego,  sprawdz­ić czy nie czy­ta bo nie lubi,  czy może nie znalazł odpowied­niej książ­ki. Zwierz spotkał się w życiu z wielo­ma przy­pad­ka­mi, że ktoś był wiel­bi­cielem fan­ta­sy ale o tym nie wiedzi­ał,  bo nikt my nigdy nie dał fat­nasy do czy­ta­nia. To trochę jak z fil­ma­mi czy seri­ala­mi — zwier­zowi udało się w życiu zachę­cić wiele osób do różnych pro­dukcji,  pod­suwa­jąc im coś po co nigdy sami nie sięgnęli.  Z resztą poczu­cia wyżs­zoś­ci wynika­jącego z czy­ta­nia zwierz nigdy nie zrozu­mie ( dużo o tym pisał) — książ­ki nie czynią człowieka automaty­cznie lep­szym najwyżej bardziej oczy­tanym. Kole­j­na sprawa to pro­mowanie czy­ta­nia jako przy­jem­noś­ci, zabawy, rozry­w­ki czyn­noś­ci zbęd­nej ale przede wszys­tkim przy­jem­nej,  a nie obow­iązku, czy treningu dla mózgu. Ludzie lubią przy­jem­noś­ci, nie lubią obow­iązków.  Wyda­je się z resztą zwier­zowi,  że mar­ketingowo hasło ” Czy­taj zobacz więcej” jest fajne. Ale sko­ro już mówimy o spotach to czemu nie ma takich prawdzi­wszych jak np. facet siedzi nad książką w auto­bus­ie,  a głos zza kadru mówi ” Jan jest właśnie w trak­cie odnoszenia pierś­cienia do góry przez­naczenia. Nie wie czy tam dotrze jest bard­zo zmęc­zony” — bo prze­cież do tego sprowadza się czy­tanie, a nie do czynienia siebie samych inteligent­ny­mi. No i zwierz marzy o tym by które­goś dnia w między­nar­o­dowy dzień książ­ki zami­ast ponown­ie słuchać, że połowa Polaków nie przeczy­tała żad­nej książ­ki usłyszeć że połowa Polaków lubi czy­tać. To było by chy­ba bardziej zachę­ca­jące.

 

 

 

 Zdaniem zwierza to powin­no być hasło każdego między­nar­o­dowego dnia książ­ki. Bo czy do tego nie sprowadza się cała zabawa:)


      Zwierz wie, że trochę się pow­tarza ( podob­nie pisał chy­ba przy akcji o Nie czy­tasz nie idę z tobą do łóż­ka) ale zawsze mu przykro kiedy widzi jak taka super czyn­ność zamieni­ana jest teo­re­ty­cznie w dobrej spraw­ie na kole­jny obow­iązek jak upraw­ian­ie sportu czy mycie zębów. Oczy­wiś­cie wpis jest nieco przewrot­ny — ale taki jest umysł zwierza, który zawsze przede wszys­tkim chce wiedzieć co myśli dru­ga strona.

 

Ps: Jutro recen­z­ja Holen­dra Tułacza. Zwierz już się boi co to będzie.??

 

0 komentarz
0

Powiązane wpisy