Home Ogólnie Długi wpis o nienawiści czyli zwierz o “Krótkiej książce o miłości” Karoliny Korwin Piotrowskiej

Długi wpis o nienawiści czyli zwierz o “Krótkiej książce o miłości” Karoliny Korwin Piotrowskiej

autor Zwierz
Długi wpis o nienawiści czyli zwierz o “Krótkiej książce o miłości” Karoliny Korwin Piotrowskiej

Żyję w mieszka­niu pełnym książek o fil­mach. Nie prze­sadzam. Kiedy coś przekładam, odstaw­iam, ruszam to ze wszys­t­kich półek, szafek, pudeł, para­petów i szu­flad wypada­ją książ­ki o kinie. Nie jestem w stanie się pow­strzy­mać by ich nie kupować – starych, nowych, pol­s­kich, zagranicznych, naukowych, pop­u­larnych, dobrych, złych, biografii i albumów.  Czy­tam, je zbier­am, nało­gowo ustaw­iam na półkach tworząc eklek­ty­czną kolekcję. Dlat­ego kiedy wychodzi nowa książ­ka o kinie nie umiem się pow­strzy­mać by jej nie kupić. A cza­sem powin­nam. Jak w przy­pad­ku „Krótkiej książ­ki o miłoś­ci” Karoliny Kor­win Piotrowskiej.

Zan­im zwierz zacznie pisać o samej książce chci­ał­by was poin­for­mować, że ją przeczy­tał. Naprawdę przeczy­tał. Porów­nał. Sprawdz­ił niek­tóre przy­toc­zone w niej fak­ty. Zaz­naczył odpowied­nie frag­men­ty. Zro­bił to sum­i­en­nie i staran­nie, nie dlat­ego, że zwyk­le pisze po łebkach. Po pros­tu bard­zo nie chci­ał­by aby pojaw­iły się komen­tarze, że kry­ty­ka książ­ki wyni­ka z zaz­droś­ci czy prostej niechę­ci do autor­ki (za którą nie przepadam z czym nigdy się nie kryłam). Więcej mogę powiedzieć, że główne założe­nie książ­ki – stworze­nie swois­tego prze­wod­ni­ka po świecie fil­mu – przys­tęp­nego dla czytel­ni­ka – jest założe­niem dobrym i god­nym pochwały. Tu jed­nak pochwały się kończą.

 

dav

Zwierz pod­szedł do lek­tu­ry pełen dobrych chę­ci i odpowied­nich karteczek

 

Gdy­by zwierz miał jakoś określić ton książ­ki Kor­win Piotrowskiej to stwierdz­ił­by, że autor­ka upraw­ia kry­tykę pop­ulisty­czną. Nie kry­tykę pop­u­larną – jak czynił to Kałużyńs­ki i wielu naprawdę wybit­nych kry­tyków fil­mowych, którzy pisząc w sposób zrozu­mi­ały przy­bliżali wid­zowie sztukę fil­mową, ale pop­ulisty­czną – gra­jącą na określonych emoc­jach i podtrzy­mu­jącą określone przeko­na­nia pewnej (już nieco mniej określonej grupy czytel­ników). Te punkt wyjś­cia spraw­ia, że autor­ka cier­pi na swoistą para­no­ję. Z jed­nej strony pisze we wstępie “To nie jest kole­j­na nud­na opowieść o fil­mach i kinie, pisa­nia językiem zrozu­mi­ałym tylko dla wybrańców.” Brz­mi więc jak zaprosze­nie dla wszys­t­kich. Nie musisz się znać, nie musisz być kry­tykiem – pode­jdź. Ale już po chwili trze­ba się od tego nur­tu przyj­mowa­nia wszys­t­kich odciąć “Nie odrzu­ci Cię po pier­wszym, zda­niu, którego nie zrozu­miesz, bo prze­cież nie musisz być fil­moz­naw­cą ani kry­tykiem, i nie zniechę­cisz się by podążać dalej” ” Kry­tyków, którzy — mam wraże­nie — piszą recen­z­je wyłącznie dla siebie i kilku zna­jomych… a szko­da, bo kiedyś kry­tyk fil­mowy to był ktoś” “Dziś w cza­sie demokratyza­cji mediów, może być nim każdy, nawet jeśli myśli, że Vis­con­ti to pro­jek­tant mody”. Te dwa zda­nia dobrze nam posłużą jako klucz do całej książ­ki. Z jed­nej strony – prze­maw­ia ona do widza zagu­bionego, które­mu trze­ba pomóc, z drugiej – częs­to dowiecie się z niej że nie zna­jąc jakiegoś fil­mu jesteś­cie debil­a­mi, idio­ta­mi czy anal­fa­beta­mi. Dzię­ki temu moż­na się poczuć lep­iej. Cho­ci­aż­by dlat­ego, że jesteśmy lep­si od tych „innych” – jakichś głupich panienek co nie widzi­ały Ojca Chrzest­nego czy myślą że Vis­con­ti to pro­jek­tant mody. Nasza wiedza o filmie nadal może być śred­nia ale jak miło poczuć się od kogoś lep­szym. Zresztą prawdę powiedzi­awszy – wśród współcześnie piszą­cych o filmie – wcale nie ma aż tak wielu igno­ran­tów. Zde­cy­dowanie częś­ciej wiedzą oni kim był Vis­con­ti niż potrafią dobrze zre­cen­zować film pop­u­larny. Ale o tym jeszcze za chwilę.

dav

Kartecz­ki szy­bko zaczęły się kończyć

Autor­ka przyz­na­je że chce nas przeprowadz­ić przez świat filmów – namaw­iana przez ludzi że chcieli­by aby „ktoś nam pomógł w znalezie­niu fajnych filmów, niekoniecznie z tych ostat­nich dwóch ‑trzech lat”. Ponown­ie idea słusz­na. A autor­ka wyda­je się ide­al­na chwaląc się, że widzi­ała „mil­iony filmów” (co praw­da w ciągu życia tyle się nie da obe­jrzeć ale stwierdze­nie „widzi­ałam tysiące filmów” to nie w tej książce). Niby więc wszys­tko pięknie – głos ludu jest, odpowied­nia pozy­c­ja (prze­ciw kry­tykom, fron­tem do widza) jest. Nic tylko czy­tać. A i jeszcze dowiadu­je­my się że to nie jest lista arcy­dzieł. No bo jak wiado­mo arcy­dzieła odrzu­ca­ją (co nie przeszkadza autorce kilka­naś­cie jeśli nie kilka­dziesiąt razy w tekś­cie korzys­tać z tego sformułowania)

Zan­im prze­jdziemy do omówienia resz­ty pozy­cji zwierz chci­ał­by się z wami podzielić ciekawą statystyką. Otóż moi drodzy policzył film według dekad z których pochodzą. Jed­na bowiem rzecz bard­zo zwier­zowi nie pasowała. Otóż widzi­cie kiedy kino­man zaglą­da do swo­jego ser­ca, to jeśli nie zaczął swo­jej przy­gody z filmem bard­zo wcześnie to właś­ci­wie jest pewne że w tych wyskrobkach zna­jdzie się między­nar­o­dowy przegląd pozy­cji z całego rados­nego okre­su trwa­nia kina.  Może niekoniecznie każdy z nas ma swój ukochany film niemy (zwierz ma) ale już kochane filmy z lat 30, 40 czy wczes­nych 50 to nosimy w ser­cu.  Tym­cza­sem nasza książ­ka zaw­iera z okre­su 1896–1957 jeden film. Jeden. Z kole­jnej dekady kine­matografii autor­ka wybrała 6. Najwięcej jest z lat 70–28, potem 80 ‑17, 90- 11, 2000–2009 ‑13 i  tu jed­no z najwięk­szych zaskoczeń aż 18 filmów z pię­ciu lat dzielą­cych 2010 od 2015. Dlaczego zwierz baw­ił się w licznie? Po pier­wsze – z czys­tej niechę­ci do jakichkol­wiek książek o kinie które uda­ją że przed lata­mi 50 fil­mu nie było. Po drugie – bo ta statysty­ka jest rozkosznie niedorzecz­na w zestaw­ie­niu z ciągły­mi narzeka­ni­a­mi autor­ki, że kino schodzi na psy. Sko­ro kino schodzi na psy to jakim cud­em w ostat­nich pię­ciu lat­ach wypro­dukowano tyle fenom­e­nal­nych filmów. Chci­ało­by się złośli­wie zwró­cić uwagę, że to pewnie filmy obe­jrzane niedawno, świeże w pamię­ci albo posi­adane na DVD ale zwierz będzie mil­czał bo nie jest aż tak złośli­wy. W każdym razie – statysty­ka to symptomatyczna.

pro-cam

Trze­ba było prze­jść na trady­cyjne robi­e­nie notatek

 

Prze­jdźmy do omówienia filmów. To ciekawa mieszan­ka oso­bistych wspom­nień, plotek, infor­ma­cji z panu, streszcza­nia scen i niesły­chanie auto­ry­taty­wnie wypowiadanych zdań. To nie jest książ­ka gdzie zna­jdziecie jakiekol­wiek wąt­pli­woś­ci. Jeśli coś było modne, to ubier­ały się w ten sposób wszys­tkie kobi­ety na świecie, jeśli film był pop­u­larny to wszyscy go widzieli. Wszys­tko, zawsze, wszędzie. Filmy są genialne, mega genialne, są arcy­dzieła­mi, są najlep­sze jakie nakrę­cono. Zawsze moc­no i z grubej rury. Strasznie się to czy­ta –zwłaszcza przy świado­moś­ci, że o filmie – jak o każdej innej dzi­ałal­noś­ci kul­tur­al­nej człowieka, pisać trze­ba jed­nak łagod­nie i miękko, bo tu rzad­ko moż­na znaleźć twarde fak­ty i jed­noz­naczne opinie. Ale autor­ka wyraźnie prag­nie nas przekon­ać, że się zna (kosz­marny nawyk – człowiek który się zna nie musi niko­go do tego przekony­wać) i jeszcze dodać do tego swój oso­bisty bezkom­pro­misowy komen­tarz. Nieste­ty częs­to jest to komen­tarz nietrafiony.

mde

Potem zwierz zcjął ze swoich regałów te ksiąz­ki które ma a na które autor­ka powołu­je się w bibliografii

Książkę otwier­a­ją wspom­nienia z wyprawy na Gwiezdne Wojny. Film ważny, niemal założy­ciel­s­ki – pier­wsza taka wiz­y­ta w kinie. Zwierz czy­ta uważnie, bo obe­jrzane w wieku kilku lat Gwiezdne Wojny też dla zwierza były filmem ważnym. Nieco unosi się zwier­zowa brew kiedy okazu­je się, że Han Solo gra rolę bru­ta­la (łotra tak ale też raczej mało bru­tal­nego), ale rozczu­le­nie budzi komen­tarz doty­czą­cy Mar­ka Hamil­la: “W wyniku wypad­ków, jakim uległ, musi­ał pod­dać się wielu oper­acjom plas­ty­cznym. I ter­az jego wygląd nie jest dziełem natu­ry, ale skalpela chirur­ga”. Pięć do dziesię­ciu min­ut zaj­mu­je zwery­fikowanie, że to tylko rozbuchana plot­ka a sam aktor przyz­nawał się jedynie do zła­manego po wypad­ku nosa. Jest taka rzecz jak Inter­net. Bard­zo ułatwia nie pisanie bzdur (pisanie bzdur też ułatwia ale nieco innych). Z kolei “Car­rie Fish­er zawdz­ięcza fil­mowi nało­gi oraz depresję”. No nie do koń­ca, Car­rie Fish­er jed­nak miała w życiu wiele innych prob­lemów i nie wszys­tkim winien jest Lucas.

Dalej mamy Amelię i reflek­sję nad tym jak otworzyła nam ser­ca po WTC. Powoli przyzwycza­jamy się do języ­ka gdzie moż­na przeczy­tać o „mocarnej sce­nie” (a ja się tak męczę żeby nie pisać w ten sposób) czy o tym, że Amelia ma jaja. Na koniec dowiadu­je­my się, że Amelia ma też znacze­nie lecznicze “Mogę powtórzyć za znaomym psy­cholo­giem, który powiedzi­ał mi, że pole­ca Amelię jako obow­iązkowy film wielu swoim pac­jen­tom, I On dzi­ała. Wycią­ga ich z mroków depresji (…)”. To ten moment kiedy właś­ci­wie książkę chce się odłożyć (jak każdą która pro­ponu­je lecze­nie depresji fil­ma­mi) ale obow­iązek wzy­wa i czy­tamy dalej. Jak że bowiem inaczej dowiedzielibyśmy się, że Woody Allen „ma dzieci z włas­ną adop­towaną córką” (zdanie które po pros­tu nie jest prawdzi­we) czy też dowiedzieć się, że Allen nigdy po Annie Hall nie zro­bił tak dobrego fil­mu. Takie urocze zdanie, które – biorąc pod uwagę ile po Annie Hall przyszło od Zeli­ga po Wszys­tko Gra, jest daleko idą­cym naduży­ciem. Zwierza rozczuliła też zawarty w recen­zji smutek autor­ki, że nie miała okazji przeczy­tać pier­wszych recen­zji Annie Hall, zan­im ludzie zaczęli dopisy­wać głupie inter­pre­tac­je. Otóż moi drodzy jeśli chce­cie np. przeczy­tać pier­wszą recen­zję z New York Times to wpisu­je­cie w Google „Annie Hall New York Times Review” i w 0,2 sekundy macie recen­z­je przed oczy­ma. Jak chce­cie przeczy­tać pol­ską to skocz­cie poczy­tać Poli­tykę w bib­liotece. Ktokol­wiek narze­ka, że nie mógł przeczy­tać recen­zji fil­mu z lat 70 , jest tylko leni­wy albo niezarad­ny. Jak ktoś narze­ka że nie mógł się dokopać do recen­zji fil­mu z lat 20 to go rozu­miem (z recen­z­ja­mi z lat 30 jest zde­cy­dowanie łatwiej). Jasne wy nie musi­cie tego drodzy czytel­ni­cy widzieć – ale autor­ka książ­ki o fil­mach – już tak.

dav

Potem zwierz zdjął z półek pol­skie ksiąz­ki pop­u­larne o kinie i poczy­tał celem przy­pom­nienia sobe, że moż­na w Polsce o kinie pisać ład­nie, lekko i rzetelnie

Od recen­zji Białej Wstąż­ki Hanekego (której zdaniem zwierza autor­ka nie zrozu­mi­ała ale to inna sprawa) zaczy­na się swoista obses­ja kry­tykowa­nia współczes­nego kina. Mamy więc znaczą­cy cytacik:  “U Hanekego nie ma prostych wręcz wsze­chobec­nych, prostac­kich niszczą­cych umysł rozwiązań, typowych dla dzisiejszej nar­racji rodem z komik­su dla dzieci”. Czy­tamy to i myślimy sobie –hmm… czyż­by naprawdę autor­ka takiego opra­cow­a­nia nie wiedzi­ała, że Haneke jest przed­staw­icielem europe­jskiego kina artysty­cznego. Czyż­by naprawdę tak bez zas­tanowienia zestaw­iała go z kinem pop­u­larnym. Czyż­by naprawdę uważała, że takie zdanie nie jest prze­jawem swois­tej „fałszy­wej argu­men­tacji” hiper­boli posuniętej do takich granic że nie ma już znacze­nie. Bo jasne Haneke krę­ci filmy ciężkie. Ale to tak jak­by wziąć Pro­ces Kaf­ki i twierdz­ić, że naresz­cie jakaś dobra książ­ka nie to co krymi­nały Agaty Christie. Moż­na ale po co?

Jed­nocześnie autor­ka ma obsesję super bohaterów, obcych i zom­bie. Zestawmy sobie kil­ka cytatów. “Zro­bił film bez oce­ni­a­nia swoich bohaterów, bez pro­tezy sce­nar­ius­zowej w postaci komitów, bez inwazji obcych czy zom­bie”, “Warto to obe­jrzeć? Taki film bez sek­su, prze­mo­cy i robot­ów”, “Nie zes­tarzał się, współczesne debilne pro­dukcję o życiu emocjon­al­nym robot­ów albo plas­tikowych lal i skre­ty­ni­ałych gogusiów mają datę przy­dat­noś­ci najwyżej rok”, “moim zdaniem to jeden z lep­szych filmów nakrę­conych w dwudzi­estym pier­wszym wieku i dowód na to, że sens mają wyłącznie filmy o ludzi­ach, a nie mutan­tach, super bohat­er­ach czy kos­mi­tach”. To kil­ka cytatów które pokazu­ją, jak autor­ka portre­tu­je wid­zowi kino. Jeden czy dwa dobre filmy a resz­ta to zom­bie, super boahterowie i robo­ty, albo mutan­ci. Po pier­wsze – tych filmów o rob­o­t­ach wcale tak dużo nie ma. I jeśli weźmiemy androi­da za rodzaj rob­o­ta – to zdarza­ją się wybitne (jak Blade Run­ner). No ale dobra – robo­ty są tu jako przed­staw­iciele wszys­tkiego co złe. Prob­lem w tym, że autor­ka bierze jeden nurt kina – wielkie kinowe pro­dukc­je amerykańskie i ogłasza że to całe kino. Kino w kryzysie (to określe­nie też się pojaw­ia).  Oczy­wiś­cie moż­na by napisać, że kino amerykańskie skła­da się z dwóch wyraźnych nurtów – kina nieza­leżnego i kina wysokobudże­towego i oba rodza­je filmów rządzą się inny­mi prawa­mi. Są dla ludzi. Moż­na je oglą­dać naprzemi­en­nie. Moż­na jedne lubić albo nie. Ale to była­by wyważona opinia oso­by która swoich czytel­ników prowadzi przez świat kina pokazu­jąc, że jest on bardziej skom­p­likowany ale i ciekawszy niż się wyda­je. Nieste­ty wyważonych opinii nie ma – jest skrót, pójś­cie na łatwiz­nę i schlebian­ie gus­tom tych którzy lubią czuć się lep­si od każdego kto wybiera się do kina na film super bohaterki.

hdr

Im bliżej koń­ca tym książ­ka robiła się grub­sza od uwag i zaznaczeń.

Przy czym w ogóle w książce widać taki brak sza­cunku dla specy­fi­ki określonych gatunków fil­mowych. Spaget­ti west­erny (rzecz cud­ow­na i rozkosz­na – każdy powinien się skusić) zdaniem autor­ki “Dzisi­aj z uśmiechem na twarzy i z rozrzewnie­niem oglą­damy te trzy filmy Leone z East­woo­d­em w roli kow­bo­ja, bo to rzad­ki kicz (…)”. Jasne bo wystar­czy sprowadz­ić coś do kiczu by spoko­jnie moż­na było roz­wodz­ić się nad tym jak doskon­ałym (wcale nie kic­zowatym) filmem jest Brud­ny Har­ry, który zdaniem autor­ki”(…) jest pier­wow­zorem postaci z filmów i seri­ali, nawet tych z ostat­nich lat, jak The Killing, Detek­tyw czy Most nad Sun­dem”. Chci­ało­by się to pod­sumować jed­nym słowem. Nie. Do tego nie jeden i nie dwa razy autor­ka stwierdza, że jeśli ktoś nie widzi­ał jakiegoś fil­mu to jest głupi. Przy Kabare­cie: ‘” To jeden z najważniejszych filmów w his­torii kina, jeden z tych, których niez­na­jo­mość jest dla mnie dyskwal­i­fiku­ją­ca. Jeśli jest deka­log, jeśli jest wyz­nacznik praw, tak musi i być Kabaret”, Przy Ojcu Chrzest­nym: “nie zna­jo­mość tego fil­mu to dowód na daleko posunię­ty anal­fa­betyzm i nieuleczal­ną głupotę. Nieste­ty, będę tu niemiła, ale mam dość rados­nych idiotek, które nie wiedzą o co chodzi z obciętą głową konia pod kołderką czy propozy­cją nie do odrzuce­nia. Uważam, że to pozy­c­ja obow­iązkowa na liś­cie każdego, kto mieni się homo sapi­ens”, przy Pulp Fic­tion  dowiadu­je­my się, że trze­ba znać: “Inaczej jest się anal­fa­betą. Tak uważam”.

Ci którzy zna­ją zwierza wiedzą, że ma on iry­tu­ją­cy zwyczaj uznawa­nia, że wszyscy widzieli wszys­tko. I dzi­wienia się, że ktoś czegoś nie widzi­ał. Ale serio, prawdzi­wy żywy kino­man nie uzna­je, że jak ktoś nie widzi­ał Ojca Chrzest­nego jest głupi czy że jest anal­fa­betą. Dro­gi do kina są różne. Nie każdy od razu zobaczy wszys­tko, nie każdy dostanie inspirację czy pod­powiedź, nie wszyscy mamy okazję dowiedzieć się co i jak oglą­dać. Więcej, nie wszyscy lubią kino. A nawet jak lubią. Ojciec Chrzest­ny nie jest dla wszys­t­kich podob­nie jak Pulp Fition. Jeśli książ­ka ma być prze­wod­nikiem czy pole­canką to znaczy, że się­ga po nią ktoś zagu­biony czy nieświadomy. Po co go obrażać, po co się wywyższać, po co nazy­wać go anal­fa­betą. Trochę jak­by prowadz­ić pro­gram wal­ki z anal­fa­betyzmem poprzez stwierdze­nie, że każdy kto nie przeczy­tał try­logii jest głupolem. Spoko­jnie moż­na pod­kreślić wagę jaką film ma dla nas czy dla kul­tu­ry bez posuwa­nia się do takiego paskud­nego, zniechę­ca­jącego ludzi (nikt nie poczu­je się zachę­cony po tym jak został obrażony) języ­ka i obraża­nia. Inna sprawa – gdy­by przyszło mi oce­ni­ać ludzi po tym kto zna jaką pozy­cję z klasy­ki musi­ałabym sporo osób w moim otocze­niu uznać za idiotów bo nie intere­su­ją się filmem. Na całe szczęś­cie mam dość rozu­mu by takich bzdur nie myśleć i nie pisać.

dav

Cza­sem pisanie recen­zji wyma­ga skom­p­likowanych obliczeń

Zresztą ta niechęć do jakiegoś wyimag­i­nowanego – innego widza – pojaw­ia się w książce jeszcze kil­ka razy. Np.  przy omówie­niu Pianist­ki pojaw­ia się taki ustęp „Uprzedzam to nie jest film dla rados­nych panienek, których świat skończy się, gdy złamią paznok­ieć, albo nie wytropią w sklepie wymar­zonych butów, ewen­tu­al­nie nie zdążą wyćwiczyć sobie kalo­ryfera na czas biki­ni”. Po pier­wsze to jak­iś sek­sizm straszny – bo film nie jest dla ludzi nie zain­tere­sowanych i zwierz nie wie czemu aku­rat jak­iś określony typ kobi­et miał­by zostać wyk­luc­zony. Ale takiego właśnie „lekkiego” sek­siz­mu w książce sporo. Inna sprawa. Co tak naprawdę autor­ka wie o tych kobi­etach? Filmy trafi­a­ją do ludzi nie według klucza. Sko­ro mamy wierzyć zach­wytom jej 23 let­niej stu­den­t­ki nad „Ostat­nim Tang­iem w Paryżu” (prawdę powiedzi­awszy nie wiem dlaczego rekomen­dac­ja przy­pad­kowej stu­den­t­ki miała­by mnie do czegokol­wiek zachę­cić) to dlaczego nie mamy uwierzyć, że rano moż­na płakać nad zła­manym paznok­ciem a wiec­zorem zostać wybitym z ryt­mu dnia przez „Pianistkę”. A poza tym – dlaczego ta książ­ka musi tak kosz­marnie stereo­ty­powo wybier­ać osobę, która pewnie po film nie sięg­nie i od razu zas­trzec, że to nie dla niej. „X‑men: Days of future past” nie jest filmem dla mojej bab­ci ale co to ma do sposobu pole­ca­nia fil­mu? Poza tym, że ktoś kto widzi­ał Pianistkę poczu­je się lep­iej niż inni którzy jej nie widzieli. Zresztą to jest śmieszne jak bard­zo wynosi się na szczy­ty autor­ka która prze­cież sama czyn­nie brała dzi­ał i w kul­turze dla tej dziew­czyny która lubi tip­sy (i zapewne oglą­dała Top Mod­el) jak i w czystym prostym plotkowa­niu, które do kul­tu­ry wysok­iej czy intelek­tu­al­nej się ma nijak. Moż­na robić w najniższych par­ti­ach kul­tu­ry pop­u­larnej ale z sza­cunkiem do ludzi do których się mówi i dla których się pisze. Są jakieś granice hipokryzji.

12644883_10206652537886992_1661231165742012258_n

Porząd­ny mate­ri­ał ilus­tra­cyjny się skończył więc będą zdję­cia świnek morskich

Idźmy dalej – autor­ka co zwierz już wcześniej zaz­naczył ma prob­lem z giętką acz skom­p­likowaną mater­ią języ­ka. W trak­cie omaw­ia Chłopców z Fer­a­jny (kosz­marnie dużo streszczeń filmów), pojaw­ia się np. taka zbit­ka “Strasznie moc­ny. Strasznie dobry film. Najlep­szy film Scors­ese i najlep­szy film o mafii (…)”. Zwierz patrzy i zas­tanaw­ia się co ona właś­ci­wie ma mówić wid­zowi? Jest tyle możli­woś­ci polece­nia wid­zowi fil­mu. Takie sfor­mułowa­nia są zupełnie puste. Nic nie wnoszą. Nieste­ty takich właśnie określeń, za który­mi nic nie stoi jest wiele. Zresztą jak przy języku jesteśmy – gdy autor­ka opisu­je uwzględ­nione na liś­cie „Gwiazd naszych wina” pisze że słysza­ła, iż film to „” Że to mega kupa, z przewagą kupy”. Czy­tam to zdanie i myślę sobie, że może to być pier­wszy raz kiedy słowo kupa pojaw­ia się na tym blogu w takim kon­tekś­cie. Jed­nocześnie zwierz zas­tanaw­ia się czy naprawdę pisanie wprost do widza musi oznaczać pisanie rzeczy, które jeszcze uchodzą w mowie (choć zdaniem zwierza jak ma się więcej niż 5 lat moż­na znaleźć inne przymiotni­ki) a na piśmie już w ogóle nie powin­no ich być. Nie dlat­ego, że są brzy­d­kie ale dlat­ego, że są nieporadne.

Niemal w każdym tekś­cie moż­na znaleźć zdanie, które było­by prawdzi­we tylko, że nie jest. W recen­zji Cin­e­ma Par­adiso autor­ka wzdy­cha “Dzisi­aj w cza­sach kiedy nie ma już cias­nych, dusznych kabin kino­op­er­a­torów, filmy krę­ci się tech­niką cyfrową, a taśmy nie są łat­wopalne jak dawnej (…)”. Zwierz prag­nie poin­for­mować autorkę, że taśmy to nie są łat­wopalne od połowy lat 50. Powszech­nie. A ponieważ książ­ka nie wspom­i­na o niczym wcześniejszym to do wstch­nienia nie ma prawa. Zaraz potem pojaw­ia się kole­j­na reflek­s­ja natu­ry his­to­ryczno – fil­mowej. “Wielką sztuką wbrew pozorom kino bywa rzad­ko, jak przys­tało na rozry­wkę stwor­zoną dla gaw­iedzi, pokazy­waną u swego zara­nia w cyrku i na fes­ty­nach”. To dość odważne zdanie z wielu powodów. Po pier­wsze – jeśli patrzymy na kino jako na całość a nie przez pryz­mat kine­matografii amerykańskiej drugiej połowy XX wieku (a tego jest najwięcej w książce) to kino nie raz i nie dwa udowod­niło, że jest sztuką. Inna sprawa, kino istot­nie na początku było rozry­wką dla gaw­iedzi ale nie po to je stwor­zono. O tym, że kino może i powin­no być czymś więcej mówiono od samego początku. Matuszews­ki swo­ją pier­wszą rozprawę z zakre­su myśli fil­mowej wydał w 1898 roku. Od 1908 roku nie wypa­da już wypom­i­nać kinu jego jar­mar­cznego pochodzenia. Nie chce dysku­tować dalej ale to zdanie naprawdę wyma­ga korekty.

12410527_10206520042934701_4716786590134377935_n (1)

Ciekawe bywa­ją też drob­ne przekła­ma­nia. Świet­nie to widać w omówie­niu „Co się wydarzyło w Madi­son Coun­ty”. Kto film widzi­ał ten wie, że to melo­dra­mat, romans i dość sprawnie i wzrusza­ją­co opowiedziana his­to­ria, kobi­ety która sta­je przed wyborem. Może pozostać w swois­tej pułapce życia codzi­en­nego albo podążać w niez­nane. Ta his­to­ria o tyle trafia do odbior­cy, że poz­na­je całą gamę uczuć – od poczu­cia zamknię­cia i niespełnienia po obow­iązek i stra­ch przed nowym.  Nie mniej w naszej książce dowiadu­je­my się że to film który mierzy się z sek­su­al­noś­cią ludzi w „tym wieku” a Meryl Streep gra bohaterkę o „wybu­jałym libido”. Tu zwierz jako czytel­nik zas­tanaw­iał się czy widzi­ał ten sam film. Ter­az jest praw­ie pewien że nie bo autor­ka pod­sumowu­je, że “Sporo ludzi z włas­nej woli poszło więc do kina na lek­ki film o miłoś­ci dwo­j­ga “starszych państ­wa”. Dla przy­pom­nienia – w chwili kiedy krę­cono film Meryl Streep miała 45 lat. East­wood miał o 60 ale to East­wood. Czas się go nie ima. Gdzie tam jest „ten wiek” i „star­si państ­wo”? Chy­ba że przyjmiemy, że po 30 to do grobu.

Zwierz nie chce was nudz­ić ale pobawi się jeszcze w grę „zna­jdź durny cytat”.  Ot np. początek recen­zji „Dawno Temu w Ameryce” rozpoczy­na­ją­cy się od zda­nia „ To nie jest film dla anty­semitów”. No bo wiecie o żydach. Dobrze że autor­ka nas ostrze­ga. Ciekawe czy oznacza to, ze inne są? Zwierz jest zain­try­gowany. W Debi­u­tan­tach pisząc o kari­erze Evana McGre­go­ra autor­ka zaz­nacza, ze ma on “W dorobku ma moc­ne role jak w Trans­pot­ting, Gwiezd­nych woj­nach — mrocznym wid­mie (…)”. Zwierz zatrzy­mał się przy Gwiezd­nych Woj­nach bo wiele moż­na powiedzieć o roli McGre­go­ra ale że była moc­na to nie bard­zo. Przy recen­zji Dzikoś­ci Ser­ca autor­ka ani razu nie prowadzi czytel­ni­ka na tropy znane z Czarnok­siężni­ka z Krainy Oz ( co dobry prze­wod­nik powinien zro­bić bo widz może sam ich nie wyła­pać) za to stwierdza, że na gra­jącą tam Lau­rę Dern “Hol­ly­wood nie miało i nadal nie ma dobrego pomysłu na wyko­rzys­tanie jej wielkiego tal­en­tu”. Jasne nie jest to powszech­nie znana aktor­ka ale jak­iś Holl­wyood na nią pomysł miało sko­ro ma dwie nom­i­nac­je do Oscara. Z kolei przy rozważa­ni­ach o Bergmanie dowiadu­je­my się “Nie ma w Polsce, bo na świecie są nowych dobrze opra­cow­anych boxów z jego fil­ma­mi”. No przepraszam a dwa boxy filmów Bergmana wydane przez Gutek Film? Nawet nie trze­ba ich mieć na półce, wystar­czy inter­net. Zwier­zowi spodobało się też zdanie z omówienia „Love Sto­ry” gdzie dowiadu­je­my się, że film pow­stał na pod­staw­ie powieści“Ericha Segala ( amerykańskiej, lep­iej zara­bi­a­jącej wer­sji Hele­ny Mniszkówny, autor­ki Trę­dowa­tej”. I może­my nawet porzu­cić fakt, że Segal był cenionym pro­fe­sorem filologii klasy­cznej, w prze­ci­wieńst­wie do osiem­nas­to­let­niej Mniszkówny. Ale już trud­no pom­inąć fakt, że to nie był autor jed­nego melo­dra­matu tylko autor kilku bard­zo porząd­nych powieś­ci obyczajowych.

11139963_10206509278545598_3997746172461638802_n

Cud­owne jest omówie­nie Imienia Róży gdzie autor­ka kończy rozdzi­ał wielką kry­tyką pod adresem głupich amerykanów. “Film nie zro­bił kari­ery w USA, może okazał się za trud­ny dla Amerykanów, wychowanych na ham­burg­er­ach, kos­mi­tach i Myszce Miki, ale za to w Europie odniósł ogrom­ny sukces finan­sowy i artysty­czny W sum­ie zaro­bił praw­ie osiemdziesiąt mil­ionów dolarów. His­to­ria stała się sexy towarem na dłu­go przed Danem Brownem”. Zwierz napisał nawet obok tego aka­pitu brzy­d­kie słowo na mar­gin­e­sie. Dlaczego? Bo moi drodzy odrzućmy na chwilę przeko­nanie nasze i autor­ki, że amerykanie są głupi a Europe­jczy­cy śnią po nocach Arys­tote­le­sa i przyjrzyjmy się fak­tom. Imię Róży dostało w Stanach kat­e­gorię R ze wzglę­du na nagość i tem­atykę, było też wyświ­et­lane w ogranic­zonej sieci dys­try­bucji – głównie dlat­ego, że to film w dużym stop­niu europe­js­ki. Spójrzmy na Box Office Mojo – stronę zaj­mu­jącą się licze­niem wpły­wów. I czego się dowiadu­je­my. Film poradz­ił sobie jako 37 z ogranic­zoną dys­try­bucją i 6 oznac­zony literą R – ze wszys­t­kich wyświ­et­lanych w tam­tym roku. Inny­mi słowy – ci amerykanie którzy mieli okazję film zobaczyć jak najbardziej się poz­nali. Strasznie mi przykro, że wiz­ja genial­nych Europe­jczyków musi upaść ale może i dobrze sko­ro miało­by to prowadz­ić do zestaw­ia­nia Umber­to Eco z Danem Brownem. Z kolei przy omówie­niu „Małej Miss” pada cud­owne zdanie “Bo gej w amerykańskim filmie musi być obow­iązkowo” . Zdanie, które chce usłyszeć czytel­nik ale nieste­ty nie chce go słyszeć statysty­ka. Ten obow­iązkowy gej pojaw­iał się w 2010 roku w niecałych 17% pro­dukcji fil­mowych. Mała Miss jest nakrę­cona wcześniej więc pewnie wtedy ten pro­cent był mniejszy. Ale po co to sprawdzać. Prze­cież to nie jest tak, że wszyscy mamy dostęp do jakiejś wielkiej sieci zaw­ier­a­jącej infor­ma­c­je do której moż­na się podłączyć z niemal każdego miejs­ca na świecie.

Prawdzi­wy szczyt w przekazy­wa­niu wid­zom mądroś­ci autor­ka osiągnęła jed­nak w omówie­niu Koloru Pur­pury. Tu dopiero widz może zak­wiczeć radośnie. Bo oto dosta­je to co czytel­nik pol­s­ki uwiel­bia. Kry­tykę poprawnoś­ci poli­ty­cznej, zwłaszcza w wymi­arze doty­czą­cym sto­sunków rasowych. Żeby było jasne. Kolor Pur­pury jest dobrym, wzrusza­ją­cym, nie skro­jonym pod gusty Akademii filmem, który dziś pewnie został­by uznany za niepoprawny poli­ty­cznie. Lep­szy od filmów poprawnych poli­ty­cznie. Poczy­ta­jmy o nich: “Trzy­dzieś­ci lat później kręce­nie filmów o prob­lemach rasowych, według recep­ty oscarowej i skro­jonego na nagrody nie jest już nazy­wane cyn­icznego, ale artyzmem, a poprawność poli­ty­cz­na nabiera nowego znaczenia”,  “Mamy też Zniewoloego, czyli podręcznikową ilus­trację hasła o kosz­marnej poli­ty­cznej poprawność w kinie, na szczęś­cie dobrze zagranego, ale her­me­ty­cznego i skro­jonego pod nagrody właśnie, czytel­nego głównie dla amerykańskiej pub­liczność, która jedy­na zrozu­mie, o co w tej his­torii chodzi. I może nawet się wzruszy. Bo tak wypa­da. Znowu. “Sel­ma (…) maksy­mal­nie poli­ty­cznie poprawny, jak­by fil­mow­cy , opowiada­jąc o dziś o trud­nych kwes­t­i­ach rasowych, zmówili się między sobą, że przekroczą granice nudy i będą swo­je twory sprzedawać jako dzieła wybitne. Nud­ny podręcznik lub kic­zowatą czy­tankę dla pię­ci­o­latków na wzór Chaty wuja Toma wcis­ną nam jako arcy­dzieła”, “Zaz­naczam, że abso­lut­nie nie jestem rasistką, prze­ci­wnie ale gdy oglą­dam owe tanie emocjon­alne pro­duk­cyj­ni­a­ki, które zale­wa­ją kina w ostat­nich lat­ach, mam wraże­nie, że pod paru takich fil­mach moż­na poczuć się niekom­for­towo. Bo są złe, choć stras­zli­wie i nachal­nie sprzedawane jako arcy­dzieła głośne, częs­to obsy­pane Oscara­mi, a znane oso­by osten­ta­cyjnie na sean­sie ronią łez­ki. Bo tak wypa­da”, “Czy współcześni mądrale którzy spry­t­nie wycią­ga­ją z nas kasę i żonglu­ją dowol­nie i bezkarnie naszy­mi emoc­ja­mi robią filmy w sty­lu, w jakim Spiel­berg potrafił je robić już trzy­dzieś­ci lat temu? Zaiste kino jest w kryzysie i głupieje na potęgę”.

12523923_10206479265795298_1736247195322665456_n

Rozłóżmy ten prze­cu­d­owny tekst na czyn­ni­ki pier­wsze. A więc po pier­wsze – Zniewolony – jako prze­jaw poprawnego poli­ty­cznie fil­mu kreu­jącego się na artyzm. Ten sam zniewolony nakrę­cony nie w ramach kine­matografii amerykańskiej (reżyser i więk­szość obsady są prze­cież Anglika­mi), który swo­jego bohat­era trak­tu­je surowo, który pokazu­je brak wza­jem­nej lojal­noś­ci, który pokazu­je podzi­ały społeczne pomiędzy czarnoskóry­mi w niewoli, który pokazu­je psy­chopaty­cznego właś­ci­ciela tak, że może być go żal, który pokazu­je tą wieloz­naczność postaw. Do tego film wychodzą­cy poza granic jed­nego doświad­czenia, szuka­ją­cy doświad­czenia ogól­noludzkiego? Bard­zo dobrze zrozu­mi­ały w Polsce. To chy­ba nie jest ten sam film, który oglą­dała autor­ka. Ale jak zwierz pode­jrze­wa – nie oglą­dali go też czytel­ni­cy więc wiele moż­na im wmówić. A Sel­ma? Zwierz by się zgodz­ił gdy­by nie fakt, że Sel­ma pojaw­iła się w chwili kiedy stała się pro­dukcją aktu­al­ną poli­ty­cznie z powodu napięć rasowych w Stanach.  Po drugie – autor­ka zaz­nacza że nie jest rasistką ale ewident­nie czu­je się niekom­for­towo. Z czym? Że ludzie wzrusza­ją się na innych fil­mach niż ona? Najwyraźniej płacz nad losem czarnoskórej lud­noś­ci tylko wtedy kiedy wypa­da. Najbardziej bawi zaś zwierza zestaw­ie­nie tych filmów, które są paskud­nie manip­u­lanck­ie  z pro­dukc­ja­mi Spiel­ber­ga. Sor­ry ale jeśli ktoś umie w Hol­ly­wood grać na emoc­jach, krę­cić pod Oscary i wpisy­wać w tak nielu­bianą przez autorkę poprawność poli­ty­czną to jest to Spielberg.

Zwier­zowi podo­ba się też wiz­ja przeszłoś­ci jaką ksz­tał­tu­je autor­ka. Infor­mu­je nas np. że Empire to taki “ang­iel­s­ki Film”. Tak, kiedyś w Polsce była gaze­ta “Film”. Mówi to tak jak­by było to niespo­tykane a jej czytel­ni­cy nar­o­dzili się tak późno, że nie słyszeli o zamknię­tym sto­sunkowo niedawno Filmie. No ale to nie koniec, przy omówie­niu Fan­ny i Alek­sander pada cud­ne zdanie „Jestem z pokole­nia w którym w wielu krę­gach niez­na­jo­mość Szep­tów i Krzyków, Siód­mej Pieczę­ci albo Per­sony równoz­nacz­na była z niedoroz­wo­jem umysłowym. Te cza­sy minęły chy­ba bezpowrot­nie”. Pomi­ja­jąc cud­own­ie niepoprawne określe­nie które jest po pros­tu obraźli­we dla ludzi (uwa­ga, uwa­ga strasz­na poprawność poli­ty­cz­na), to samo zjawisko wcale nie umarło. Nie wiem co autor­ka wie dziś o ludzi­ach snobu­ją­cych się na kino, ale jak wtedy się snobowano na Bergmana tak dziś się ludzie snobu­ją na Bergmana. Tylko ter­az trud­niej bo co raz więcej osób zda­je sobie sprawę, że nikt nigdy nie oglą­dał Bergmana tak zacię­cie jak wszyscy się przyz­na­ją. No ale kiedyś cza­sy były inne – autor­ka pole­ca zapy­tać rodz­iców i dzi­ad­ków o Tarkowskiego.  “Tarkows­ki to ikona. Na niego chodz­iło się do kina i stało w długich kole­jkach”. Zapy­tałam więc rodz­iców – zwłaszcza ojca kino­mana. Wyszło to czego się spodziewałam. Tarkows­ki był, jest i będzie twór­cą którego filmy trafi­a­ją do kino­manów i nie były i nie będą częś­cią kul­tu­ry masowej. Zaś w kole­jkach do kina stało się w poprzed­nim sys­temie przed praw­ie każdym filmem bo inaczej sprzedawano bilety.

11427213_10205238087006604_7296684786037356512_n

Skończyły się zdję­cia świnek. Będą zdję­cia kotków

Jesteśmy przy dziesiątej stron­ie omówienia więc czas prze­jść do czegoś na ksz­tałt puen­ty. Zwierz jest książką znies­mac­zony. Z wielu powodów – iloś­ci błędów, przekła­mań, odnoszenia się do takich paskud­nych uproszczeń – stosowanych przez tych którzy o fil­mach roz­maw­ia­ją ale nie myślą o wery­fikowa­niu pewnych stwierdzeń. Książ­ka nie sprawdza się za bard­zo jako wybór autors­ki. Pomi­ja­jąc fakt, że pon­ad połowę filmów moż­na znaleźć na innych lis­tach wybit­nych dzieł kine­matografii (co przy­na­jm­niej zdaniem zwierza jest o tyle dyskwal­i­fiku­jące że nie chodzi o przepisanie włas­ny­mi słowa­mi cud­zych list ale o stworze­nie czegoś świeżego), to pro­dukc­je dobrane są trochę bez ładu i składu. Rzeczy­wiś­cie spraw­ia wraże­nie jak­by koś prze­jrzał swo­ją kolekcję DVD i nie znalazł w niej nic ory­gi­nal­nego. Dla oso­by która jest początku­ją­ca w świecie fil­mu lista jest nieprzy­dat­na – nakrzy­czą nań że nie widzi­ał Ojca Chrzest­nego i polecą Pasolin­iego. Dla oso­by obez­nanej lista jest banal­na, wtór­na, zaś omówienia które głównie opisu­ją co aktor­ki nosiły i dodatkowo podrzu­ca­ją plotecz­ki (i kry­tyku­ją późniejsze poczy­na­nia) z planu będą miałkie. Nawet oso­biste wspom­nienia autor­ki są mało porusza­jące bo głównie dowiadu­je­my się z jakim aktorem przeprowadz­iła wywiad albo jak to czuła się wyróżniona, że była na pokazie. Cza­sem dokład­nie opisze nam fil­mowy plakat.

12112297_10206043886271082_3559373460774178119_n

Przy czym ta książ­ka doskonale pokazu­je że pisanie o fil­mach to pułap­ka. Jeśli odrzucimy kry­tyków jako „tych złych”, fil­moz­naw­ców jako „tych skom­p­likowanych” to teo­re­ty­cznie nic prost­szego. Dwie, trzy godziny przed ekranem i chwytać za pióro. Tylko tu jest prob­lem. Pisanie o kinie jest trudne. Bo nie wystar­czy streś­cić ciągu obrazów, czy napisać o czymś, że jest moc­ne. Trze­ba mieć wyczu­cie, znaleźć równowagę między opisem przeżyć a szukaniem tropów, jakoś zmieś­cić w słowach wraże­nia wywoły­wane przez obrazy. No i nie sprowadz­ić do banału. Dlat­ego o filmie pisze wielu ale czy­ta się nielicznych. Nie chodzi o samą wiedzę ale o wyczu­cie. I nieste­ty w tej książce go braku­je. Braku­je delikat­noś­ci pisa­nia o sztuce, wyczu­cia pisa­nia o ekonomii, zrozu­mienia pisa­nia o rozry­w­ce. Zosta­je jak­iś taki dość iry­tu­ją­cy zbiór banałów, wypowiadanych auto­ry­tarnym pewnym siebie tonem, z mnóst­wem dużych kwan­ty­fika­torów. To jest takie brzy­d­kie mówie­nie o kinie, uda­jące luz przez zbru­tal­i­zowanie i zbanal­i­zowanie języ­ka. Moż­na mówić do czytel­ni­ka pros­to ale z wyczu­ciem. Nie trze­ba poezją ale żeby to było ładne, pre­cyzyjne i zmusza­jące do myślenia.

Zwierz też narze­ka na to jak się współcześnie pisze o kinie. Bo właśnie za dużo w tym takiego pisa­nia z pozy­cji wiedzy, pewnoś­ci siebie. Za mało sprawdza­nia fak­tów, wery­fikowa­nia, przyjrzenia się nieco głę­biej prob­le­mowi. O kinie wciąż roz­maw­iamy brzy­d­ko. Bo inaczej nie umiemy. Nie mamy pojęć, nie mamy wzor­ców. Lubimy się wywyższać i czuć lep­iej od innych, ale za samym fak­tem kojarzenia filmów i nazwisk niekoniecznie stoi inteligenc­ja. Ta zaś zwyk­le nie potrze­bu­je się wywyższać. Zresztą widzów w Polsce dzielić nie należy – bo i tak jest ich mało. Raczej edukować, zachę­cać ale i prowadz­ić. Poza emoc­je  i fabułę fil­mu w stronę pokaza­nia co tam się kry­je pod spo­dem. A nie być kole­jnym bełkotli­wym zbiorem banałów połąc­zonym z narzekaniem na wszys­tko co współczesne.  I dlat­ego ta książ­ka tak mnie odrzu­ca. Ma co praw­da wzbudzać emoc­je – no we mnie wzbudza. Negaty­wne. Serio, lep­iej poczy­tać sobie stare wywiady Racz­ka z Kałużyńskim. Różnicę poczu­je­cie od razu. I jakoś tak wam lep­iej będzie. Choć wiecie…. To kry­ty­cy są.

Ps: Książ­ka zaw­iera bib­li­ografię. Rozczu­la mnie ta bib­li­ografia bo jest w niej np. pozy­c­ja „TASCHEN 365 Day-by-Day: Movie Icons”, która jest ni mniej ni więcej ale kalen­darzem ze zdję­ci­a­mi aktorów i aktorek. Ogól­nie jest to taka bib­li­ografia przy której nie ma się co za bard­zo chwal­ić, przy częś­ci pozy­cji kupu­ją­cy nało­gowo książ­ki o filmie zwierz odrzu­cił je bo doszedł do wniosku, że reprezen­tu­ją za nis­ki poziom

Ps2: Książ­ka ma fatal­ny i woła­ją­cy o pom­stę do nie­ba błąd wydawniczy – nie ma w niej ory­gi­nal­nych tytułów filmów, są za to zdję­cia autor­ki w najdzi­wniejszych miejs­cach książ­ki. Dlaczego ktokol­wiek chci­ał­by patrzeć na dzi­en­nikarkę kiedy czy­ta o fil­mach? W ogóle Ta książ­ka jest tak wydana, żeby nikt ani po tytule ani po okład­ce nie zori­en­tował się co to jest.

210 komentarzy
1

Powiązane wpisy

Situs sbobet resmi terpercaya. Daftar situs slot online gacor resmi terbaik. Agen situs judi bola resmi terpercaya. Situs idn poker online resmi. Agen situs idn poker online resmi terpercaya. Situs idn poker terpercaya.

situs idn poker terbesar di Indonesia.

List website idn poker terbaik.

Situs slot terbaru terpercaya

slot hoki terpercaya

game slot online
Situs sbobet resmi terpercaya. Daftar situs slot online gacor resmi terbaik. Agen situs judi bola resmi terpercaya. Situs idn poker online resmi. Agen situs idn poker online resmi terpercaya. Situs idn poker terpercaya.

Kunjungi Situs bandar bola online terpercaya dan terbesar se-Indonesia.

liga228 agen bola terbesar dan terpercaya yang menyediakan transaksi via deposit pulsa tanpa potongan.

situs idn poker terbesar di Indonesia.

List website idn poker terbaik. Daftar Nama Situs Judi Bola Resmi QQCuan
situs domino99 Indonesia https://probola.club/ Menyajikan live skor liga inggris
agen bola terpercaya bandar bola terbesar Slot online game slot terbaik agen slot online situs BandarQQ Online Agen judi bola terpercaya poker online