Home Ogólnie Film którego się nie widziało czyli jak być wszechwiednym

Film którego się nie widziało czyli jak być wszechwiednym

autor Zwierz

Hej

Zwierz wczo­raj późnym wiec­zorem w przypły­wie obłę­du właś­ci­wego tylko zwier­zom pop­kul­tual­nym przepisał ręcznie z inter­ne­tu listę 500 najlep­szych filmów wszech cza­sów mag­a­zynu Empire ( for­mat w jakim funkcjonu­je uniemożli­wiał wydrukowanie) zaz­nacza­jąc jed­nocześnie których filmów nie widzi­ał. Widzi­ał 285 czyli pon­ad połowę ale powiedzmy sobie szcz­erze — nie wszys­tkie. Dopó­ki jed­nak lista zna­j­du­je się w szu­fladzie w biurku zwierza nie jesteś­cie w stanie powiedzieć których filmów zwierz nie widzi­ał. I jak dłu­go ta infor­ma­c­ja pozosta­je tajną zwierz pozosta­je wszech­wied­ny. No właśnie o tej wszech­wiedzy dziś ma być — w prze­ci­wieńst­wie do książek udawanie że widzi­ało się film którego się nie widzi­ało jest dziecin­nie proste. Oto zwierz wyz­na wam że nigdy nie widzi­ał ” Cza­su Apokalip­sy”. Dlaczego? Zwierz nie wie- ma ten film na DVD i od dobrych paru lat obiecu­je sobie że jak tylko będzie miał czas i ochotę to sobie go zobaczy. I od tych kilku lat oba te zjawiska nie zaszły. Nie mniej jed­nak zwierz musi dość per­fid­nie stwierdz­ić że nie raz w roz­mowie udawał że film widzi­ał — lub też nie wyprowadzał swo­jego rozmów­cy z błę­du gdy ten założył że coś takiego to zwierz widzi­ał na pewno. Nie jest to z resztą trudne — wystar­czy wiedzieć że lecą­cym Helikopterom towarzyszy rajd Walkirii Wag­n­era, że Mar­lon Bran­do tak utył na planie że jego bohat­era — osza­lałego wojskowego trze­ba było krę­cić w cie­niu by nie było widać że garder­o­ba nie za bard­zo pasu­je, że Cop­pla zacz­erp­nął część wątków z Jądra Ciem­noś­ci Con­ra­da, że samej pro­dukcji towarzyszyło tyle niefor­tun­nych zdarzeń od hura­ganu po naduży­wanie narko­tyków że reżyser o mało nie osza­lał — doda się to wszys­tko do siebie pode­prze kiwaniem głowy i już nasz rozmów­ca jest przeko­nany że film rzeczy­wiś­cie widzieliśmy. Zwierz jed­nak nie ma zami­aru udowad­ni­ać wam w dzisiejszym wpisie jaki jest fajny. Zjawisko dysku­towa­nia o fil­mach których się nie widzi­ało podob­nie jak o książkach których się nie czy­tało jest bowiem jed­ną z bardziej charak­terysty­cznych cech naszej dzisiejszej kul­tu­ry jako takiej ( a pop­kul­tu­ry w szczegól­noś­ci). Otóż nie da się czy­tać, oglą­dać i słuchać wszys­tkiego. Ilość książek, filmów i albumów dawno przekroczyła próg który pozwalał znaw­cy tem­atu naprawdę trzy­mać rękę na pulsie. Co więcej — dziś co raz trud­niej przy­musić się nam do obe­jrzenia czegoś bo wypa­da. Jesteśmy bowiem przyzwycza­jeni że z ogro­mu pro­ponowanych pro­duk­tów kul­tu­ry może­my wybrać te które najbardziej odpowiada­ją nasze­mu gus­towi — co raz trud­niej postaw­ić się więc przez wyzwaniem oglą­da­nia, czy­ta­nia czy słucha­nia czegoś na co nie mamy ochoty. Potrafią to czynić jedynie najbardziej wytr­wali lub ci którzy zna­j­du­ją w tym per­w­er­syjną sno­bisty­czną przy­jem­ność ( im bardziej im się coś nie podo­ba tym radośniej czu­ją się mogąc stwierdz­ić że to obe­jrzeli przeczy­tali itd.). Sam zwierz prag­nąc trzy­mać rękę na pulsie jak najwięk­szej licz­by seri­ali potrafi zmusić się maksy­mal­nie do dwóch odcinków nie intere­su­jącej go pro­dukcji by stwierdz­ić że nie daje jej żad­nych szans. Podob­nie z fil­ma­mi — zwierz niekiedy wcale nie ma ochoty oglą­dać tego o czym powszech­nie się dysku­tu­je zwłaszcza jeśli tem­aty­ka fil­mu zupełnie mu nie odpowia­da. Oczy­wiś­cie kul­tura pozwala nam nie lubić konkret­nych gałęzi sztu­ki — moż­na zadeklarować się że nie oglą­da się hor­rorów, nie słucha opery nie czy­ta roman­sów. Ale jeśli nie poczyn­imy takich zas­trzeżeń ( najlepiej wzmoc­nionych jakimś sno­bisty­cznym argu­mentem typu — opera jest dla pleb­su ja słucham tylko sym­fonii) to może­my zostać w każdej chwili zapy­tani o wszys­tko inne. I tak w naszej kul­turze umiejęt­ność mówienia o rzeczach których się nie zna wyrosło na osob­ną sztukę którą niek­tórzy doprowadza­ją do per­fekcji. Co więcej niekiedy zdarza się że roz­mowę o tym co trendy i modne prowadzą dwie oso­by gra­jące w tą samą grę — obie np. nie czy­tały książ­ki ale żad­na się nie przyzna.Prowadzi to do ciekawego  zjawiska gdzie o kul­turze roz­maw­ia się dużo ale właś­ci­wie po łebkach bo zawsze gdzieś tam pod powierzch­nią czai się stra­ch przed zde­maskowaniem ( nawet jeśli widzieliśmy jeden film danego reży­sera może paść pytanie o dru­gi gdzie musimy ble­fować itd.). Zwierz rozu­mie to zjawisko ale z drugiej strony obaw­ia się że  w najbliższych lat­ach będzie się ono rozpowszech­ni­ało. Ludzie lubią się snobować a nie ma nic bardziej sno­bisty­cznego niż wmaw­iać ludziom że widzi­ało się wszys­tko ( zwierz zawsze pow­tarza że nie widzi­ał wszys­tkiego ale nie doda­je co widzi­ał;) — a przy­na­jm­niej wszys­tko co modne.
Zwier­zowi marzy się by w końcu przyz­nanie się do nie zna­jo­moś­ci jakiegoś dzieła było bardziej na cza­sie niż udawanie że zna się wszys­tko. Wtedy część rozmów była by bez porów­na­nia ciekawsza.

A ter­az pytanie. Kil­ka lat temu w cyk­lu plus/minus nieskońc­zoność wyszła książ­ka pod tytułem ” Jak roz­maw­iać o książkach których się nie czy­tało”. Zwierz czy­tał wywiad z autorem który twierdz­ił że w cza­sie jakiejś kolacji on wraz z grupą zna­jomych przyz­nawali się po kolei jakiej abso­lut­nie obow­iązkowej do przeczy­ta­nia książ­ki nigdy nie przeczy­tali. Jedyny który spotkał się z potępi­e­niem to zna­jomy który przyz­nał że nigdy nie czy­tał Ham­le­ta. Pytanie zwierza jest następu­jące. Czy ist­nieje taki film którego nie zobacze­nie jest dyskwal­i­fiku­jące? Zdaniem zwierza — nieste­ty nie. Ale jest ciekawy opinii czytel­ników.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy